Napisane przez: futrzak | 19 lipca 2016

Edukacja – podejście wolnorynkowe

Pamietam lata 90-te w Polsce i propagande dotyczacą edukacji. Ta polska, panstwowa byla zła, bez sensu i w ogole do niczego. Jak zlotego jednorozca hołubiono przed studentami obraz wspanialej, cudownej prywatnej edukacji – zwlaszcza wyższej. Po przyklad zawsze zwracano sie w strone USA i ich prywatnych uniwersytetow będacych swiatową czołówka. Stanford, Harvard, Princeton, ten sprawy.

Kwestia finansowania kosztownych, prywatnych studiow nie stanowiła problemu – wszak tzw. wolny rynek oferował następne, wspaniałe narzędzie: pożyczki szkolne. Kazdy moze wziac, bez problemu, a potem jak juz bedziesz czlowieku zarabiac kokosy, to splacisz z palcem w tylku.
Yeah.
Byl czas, że w to wierzyłam. Wiara opadła ze mnie, gdy wyjechalam do USA (juz po polskiej magisterce) i w ktoryms momencie zapragnełam zrealizować swój american dream. Wszystko bylo dobrze, kiedy jeszcze byłam zamężna – dwie pensje, z czego jedna sześciocyfrowa, gwarantowały bezproblemowe płacenie za semestr. Sytuacja jednak ulegla drastycznej zmianie po rozwodzie – nie byłam w stanie sama płacić prawie dziesięciu tysiecy dolarow za semestr. Bywa. I tak bylam w lepszej sytuacji niż miliony Amerykanow, bo przecież juz miałam jeden dyplom no i pracę w rozwojowej branży.
Little I knew.
Sytuacja szybko uległa pogorszeniu – po 11 wrzesnia 2001 nastapil pad dotcomów i zwolnienia w branzy IT idące w setki tysiecy. Zostałam zredukowana i ja. Zasiłek nie wystarczył na opłacenie czynszu, jedzenia, benzyny, a przeprowadzic się do czegos tańszego nie moglam, bo oczywiscie kazdy landlord chciał zaświadczenia o zarobkach. Nikt z bezrobotnym rozmawiać o wynajmnie nie chciał.

Wtedy nastapil pierwszy reality check. Gdyby nie kumpel z poprzedniej pracy, ktory zaoferował sie udzielic mi pokoju do mieszkania za darmo, znalazłabym sie na ulicy. Poniewaz nie byłam w stanie placic mu za ten pokoj, odwdzięczałam sie robieniem zakupow, gotowaniem i sprzataniem.
Po paru miesiącach zasiłek skonczył się, a ja nadal nie mogłam znalezc pracy w zawodzie, wzielam więc to,
co było – sales assistant w firmie high-tech za oszalamiajace 10 USD/h brutto. Niestety, byla to praca przez agencję, wiec moje plany podłapania jakichs kontaktow i przez to powrotu do zawodu, spełzly na niczym – nawet chciano mnie zatrudnic na etat, ale coz z tego. Kazda corpo wynajmując pracowników przez agencję podpisuje kontrakt w ktorym stoi, ze nie będzie zatrudniac bezposrednio tych samych pracownikow przez okres co najmniej roku (czasem wiecej).
Wiodłam wiec smutna, depresyjną wegetację bez widokow na przyszlosc zastanawiajac sie, co dalej.

Po jakims czasie odezwał sie do mnie znajomy z firmy, w ktorej pracowalam kiedys i zapytal, czy nie bylabym zainteresowana praca u nich, bo wlasnie maja opening i zanim dadzą ogłoszenie do agencji, szukaja poprzez wewnetrzne kontakty pracownikow.
W ten sposob wrociłam znowu do branzy – co prawda zatrudniona jako kontraktor za gówniane pieniadze, ale za to z obiecaną zmianą umowy po 3 miesiacach, jak sie „sprawdzę”. Umowy nie zmieniono mi przez nastepne dwa lata, ale to inna historia. W kazdym razie stać juz mnie było na placenie wynajmu.

Zeby poprawic jakoś swoj byt i uniknąc podobnej sytuacji w przyszlosci, zdecydowałam sie na zrobienie studiów kierunkowych z computer science – wszyscy znajomi kładli mi do głowy, ze to najlepsze wyjscie. Zaczelam więc od community college – bo to dla rezydentow stanu bardzo tanie, a potem mozna sie po 2 latach transferowac na uniwersytet, gdzie po nastepnych dwóch latach mozna otrzymac licencjat (bachelor). Studia musiałam robic rownoczesnie z pracą zawodową w pelnym wymiarze – bo jakoś sie musialam utrzymać.
Po jednym semestrze miałam dosc. Zasuwanie w pracy 50-60 h tygodniowo (bo dorabiałam sobie nadgodzinami, ktore na szczescie były platne zgodnie z prawem) plus potem na zajęcia, a weekendy zajęte robieniem assignments spowodowały, ze miałam dosc edukacji, pracy, życia, a przez większa czesc czasu nie wiedziałam nawet, jak się nazywam, tak byłam zakręcona. Poziom moich prac na zaliczenie był absolutnie minimalny – nie miałam ani czasu ani siły na cokolwiek więcej. Człowiek w końcu też kiedyś musi spac, prawda?

Mit american dream zdechł w niesławie, jak zajeżdzona na smierć kobyła. Zrobić studia bez pomocy z zewnatrz (niech to będzie chociaż pokrycie czynszu i żarcia poprzez mieszkanie z rodzicami albo wspołmaużonkiem) albo zadłużenia sie po same uszy, nie jest juz mozliwym; Takie coś można było zrobic parę dekad temu, kiedy istniały tuition free stanowe uniwersytety i siła nabywcza płacy minimalnej była trochę większa.

No ale mit pozostał. Pożyczki szkolne mozna brać, a jakże, ale potem trzeba je spłacać do konca zycia, a nawet i po smierci jak dowiedziała się pewna matka zamordowanego studenta.
Murder does not meet threshold loan forgiveness. Urocze, nie?

Anyway. Po latach doszłam do wniosku, że w sumie dobrze, że nie traciłam czasu na robienie następnych studiów. Dwie wielkie recesje pokazały aż nazbyt jasno, że papierek nie ma prawie żadnego znaczenia: jak cię maja zwolnić, to i tak zwolnią razem z tysiącem innych; jak firma zbankrutuje, to twoje wykształcenie rownież nie ma nic do rzeczy. Jak potem szukasz pracy to i tak najważniejsze są twoje kontakty – bo przez agencję nawet jak coś znajdziesz, to będzie to za gówniane pieniądze i na gównianych warunkach, bo zarabiać ma agencja, a nie ty. Jak idziesz na rozmowę to i tak liczą się twoje kwalifikacje – bo masz rozwiązać konkretne ćwiczenie/problem/zadanie i gdy go nie rozwiążesz, to i sto papierków nie pomoże.
Tak przynajmniej jest w branży IT, gdzie relatywnie łatwo zaprezentować konkretne umiejętności i gdzie programować można nauczyć się samemu, a najcenniejsze doświadczenie zdobywa się w pracy, a nie w klasie.
…..
Czego kolejne potwierdzenie miałam dziś.
Rozmowa z nowym klientem z USA. Przeszłam przez interview, dostałam laurkę, chcą mnie zatrudniać od zaraz. Przede mną 3 wydyplomowane osoby wyłożyły się na tymże interview.

Dysklajmer:
Tak, doskonale wiem, że są zawody, w których kierunkowe studia są niezbędne – np. lekarz, pielęgniarka, architekt, inżynier od dróg i mostów i parę innych. Ale nie w IT – przynajmniej jeśli chce się być dobrym rzemieślnikiem, a nie drugim Donaldem Knuthem….

Reklamy

Responses

  1. No cóż, co człowiek to doświadczenia. W tych samych USA wykształciłem się sam, pomogłem żonie i wykształciliśmy razem 3 dzieci. Dzieci musiały same zapłacić za swoje czesne (praca w wakacje i prawdziwe oszczędzanie) i część opłat za szkołę. Każde miało stypendium za wyniki, z reszta my pomogliśmy. Ja uważam, że im wyższe wykształcenie, tym lepsza praca, w każdej branży. Wyjatki tylko potwierdzaja regułę. W moim zawodzie (lekarz) to doktorat automatycznie oznacza zarobki wyższe o ok. $100,000. Pełny wymiar godzin pracy.
    U żony w pracy ( wielka firma IT) ludzie z doktoratem zarabiaja mniej więcej o tyle samo więcej. Czyli edukacja u nas popłaca, bez żadnych watpliwości. Teraz nakłaniamy dzieci do kontynuowania nauki, ale już na własny koszt. I wyglada, że tak będzie. Ja Amsrykę uwielbiam i dla nas istnieje American dream. Jak najbardziej.
    Takich przykładów wokół nas jest bardzo wiele.
    Robert

  2. Robert
    U żony w pracy ( wielka firma IT) ludzie z doktoratem zarabiaja mniej więcej o tyle samo więcej

    Nie, nie zarabiaja o tyle więcej. To są pensje ludzi z PhD z topowych firm branzy:

    Apple Computer, Inc $97,500 – $155,216
    Intel Corporation $76,596 – $119,721
    Google, Inc. $101,367 – $148,495
    Stanford University $32,718 – $116,997

    żródło: payscale.com

    Oni w ogole wcale nie dostaja więcej, niz dobry doswiadczony programista:

    PhD students likely perform worse on technical interviews than non-PhDs. PhDs are often out of practice with coding. Or, if they do code, it’s in a more obscure language. And, PhDs often attract people who didn’t want to go into industry in the first place.

    Ultimately, at the top tech companies, you’ll be judged based on your interview performance, not your resume.

    That said:

    It is idiotic to pursue a PhD to make yourself more employable. You will not get a significantly higher salary and you will not make yourself more hirable. Instead, you will spend about 5 years at a tiny stipend (with an opportunity cost of about $50,000 – $100,000 / year) only to get a tiny bump in salary at the end.

  3. Zupełnie nie wiesz jak to naprawdę działa. Dane zebrane agregatowo i przedstawione w bezpłatnych zestawieniach mijaja się OGROMNIE z prawda. Takie jak GlassDoor i inne (zwykłe głupoty). U mnie w szpitalu w CA sa specjaliści z doktoratem i bez. Z tytułu doktoratu ma się pensję (!) wyższa o ok. 100K. Często więcej. I teraz podawaj mi swoje „źródła” i twierdź, że tak nie jest. U żony w firmie zatrudnieni sa ludzie z wielu branż. Nie wszyscy sa do pisania kodów i programowania, na miłość boska. Jednak po doktoracie ZAWSZE płaci im się od $100K więcej, bo doktorat jest dowodem:
    1. Że potrafisz rozwiazywać problemy
    2. Że nieobce ci sa systemy formalne
    3. Że byłeś/aś zdyscyplinowany/a do tego stopnia, że obroniłeś/-aś swoja pracę
    4. Że potrafisz pracować niezależnie
    Itd. Itd.
    Więc teoria teoria, ale tak jest naprawdę.
    Oboje zdziwiliśmy się, że po interview powiedziano Ci, jak to inni:
    1. Wyłożyli się
    2. Jakie mieli kwalifikacje

    Strasznie to nieprofesjonalnie i niepoważnie wyglada. O tobie moga dokładnie to samo powiedzieć. Brrrr. Chyba nie pracowałaś dla poważnej firmy. Takich głupot się kandydatom nie mówi. Sorry to rain on your parade but be realistic.

  4. @Robert
    Przepraszam, czy właśnie twierdzisz, że zagregowane dane, podane na podstawie wiarygodnych deklaracji są znacznie mniej warte niż twoje anegdoty?
    OK. Właściwie na tym chyba należy zakończyć dyskusje.
    Ale jeszcze- jeśli pensja specjalisty w IT w Kalifornii, zależnie od działki i kwalifikacji wynosi od 50 do 150 tys rocznie z wymogiem wykształcenia kierunkowego lub doświadczenia, to rozumiem, że z doktoratem te wynagrodzenia wynoszą od 150 do 250 tys? Z czego raczej dolne kwoty możemy pominąć, bo szeregowy sysadmin to trochę nie gra z doktoratem.
    W medycynie może i tak jest w chorych warunkach USA, ale w żadnej, ale to żadnej branży mającej związek z normalnym rynkiem nie ma.
    A jak jest to ja poproszę o takie ogłoszenia. Może być IT, może być dowolna inna inżynieria.

  5. Dobre prace NIGDY nie sa ogłaszane w gazetach/websites/whathaveyou. To jest DO USTALENIA, ale takie sa stawki w okolicy Zatoki SF i Półwyspu (czyli Doliny Krzemowej). Żona nie jest sysadmin, a raczej informatykiem w zakresie struktur telefonii komórkowej i planowania struktur elektronicznych. Ona często zatrudnia HQP i bez nich firma nie funkcjonowałaby. Te wszystkie nowe cudeńka to często zasługa tych ludzi właśnie. Warunki omawiane sa zawsze indywidualnie. Ogłoszenia pisaja, że wynagrodzenie odpowiada stażowi pracy (experience) i wykształceniu. Ja pani Futrzak dobrze życzę, ale tkwienie w firmach z samego dołu wcale nie reprezentuje tego co jest dostępne w USA. System medyczny w USA nie jest chory, medycyna jest na najwyższym poziomie na świecie. Problem jest z ubezpieczycielem i to się musi zmienić.
    Robert

  6. @Rewolucja:
    „(…)Przepraszam, czy właśnie twierdzisz, że zagregowane dane, podane na podstawie wiarygodnych deklaracji są znacznie mniej warte niż twoje anegdoty?(…)”

    https://mathwithbaddrawings.com/2016/07/13/why-not-to-trust-statistics/

    Jeszcze pytanie na ile wiarygodne są te deklarację….
    W DE najwiarygodniejszym jest jak dotad zestaw zarobków podawany przez Bild, ale oni biorą dane od Urzędu skarbowego :-) Nie wiem czy amerykanski fiskus tak daje wglad w swoje dane?

    @Futrzak:
    „(…)PhD students likely perform worse on technical interviews than non-PhDs. PhDs are often out of practice with coding. Or, if they do code, it’s in a more obscure language.(…)”

    Nie wiem co na ten temat powiedzieć. :-) W Niemczech jeszcze nie spotkałem gościa po doktoracie z informatyki żeby się zajmował kodowaniem…. robią o wiele większe rzeczy jak definiują systemy, opracowują strategię migracji danych względnie ujednolicania różnorodnie skrojonych SAP pomiedzy integrujacymi sie placowkami, prowadzą projekty tworzenia i wdrożenia narzędzi eksperckich. Koduje tzw. Fußvolk. (Ktoś kto chce kodować po doktoracie jest moim zddaniem idiotą i jeżeli jak idiotą chce tyle kasy wyrzucać w błoto, to jego rzecz :-) )
    I jak zwykły informatyk w DE zarabia po 40-70T Eur/rok to oni po 110-150T Eur/ rok. Ale tych ofert też nie ma w ogłoszeniach ani oni nie trafiają się w bezpłatnych listach zarobków (a wiem bo mam co i raz rozych doktorów w projektach). A ponadto jest diametralna różnica pomiędzy danymi które można znaleźć na bezpłatnej stronie a tym co się dostaję za płatny raport płacowy. ;-)

  7. @Disklaimer: Jak ktos chce Doktorat z informatyki jako Hobby zrobic i go nie boli wydanie dodatkowej kasy po nic… to nie jest idiota :D

  8. niestety, teraz nawet po studiach ciężko o pracę

  9. Właśnie chodzi mi o przedstawienie tzw. drugiej strony medalu. Tutaj w Kalifornii, zarobki sa lepsze niż w wielu innych miejscach. Programiści sa potrzebni w wielu miejscach (od banków do firm kinowych i sklepów spożywcZych. Niestety, zwykle to nie sa wysoko płatne prace bo programistów jest wielu! Natomiast czytałem, że brakuje ich w Polsce!
    I bardzo proszę nie ufać tym idiotycznym bezpłatnym agregatom informacji o płacach bo one sa bezwartościowe. Kolega powyżej dobrze napisał o tym, co robia ludzie z z zakresu IT (informatyka, cybernetyka, electronic circuit design etc.). Ja rozumiem, że pani Futrzak „robi” w innych rzeczach, nie ma certyfikatów ani wykształcenia komputerowego, więc na pewno nie jest jej łatwo. Praca na poziomie przetrwania lub nawet nieco lepiej to nie jest łatwe życie. Jednak takie sa realia. W tej chwili o pracę jest trudno wszędzie. Czasem trzeba robić inne/ dodatkowe rzeczy aby przetrwać. Praca nie hańbi, ale coś trzeba odłożyć też na tzw. stare lata.
    Pozdr.
    Robert

  10. PawelW:

    Nie wiem co na ten temat powiedzieć

    Moze to, ze wypowiadasz sie o rynku IT w Niemczech, a moj post dotyczyl Doliny Krzemowej w USA?

    Jeszcze pytanie na ile wiarygodne są te deklarację

    Znacznie bardziej wiarygodne sa takie deklaracje plus opinie rekruterow z branzy IT z Doliny Krzemowej niz anecdata typu „moja żona powiedziała”. Przynajmniej dla mnie.
    Nie dysponuję w tej chwili płatnym źrodlem takich danych – jesli posiadasz to z chęcia rzucę okiem i wtedy mozemy kontynuowac dyskusje.

    Robert

    Programiści sa potrzebni w wielu miejscach (od banków do firm kinowych i sklepów spożywcZych)

    Nigdy nie pracowalam w banku, firmie kinowej czy sklepie spozywczym. Wszystkie firmy to byly firmy tworzace soft komputerowy lub hardware+software (np. serwery do webhostingu, stacje robocze albo security/spam/compliance appliances).

    Rozumiem, ze masz jakąś potworną potrzebę udowodnienia mi i światu dookoła, że jestem dno bo nie mam doktoratu ani mgr z informatyki ale wiesz, to ciężko ci będzie udowodnic, bo nie masz pojęcia o moich kwalifikacjach, nie widzialeś resume, nie wiesz w jakich firmach pracowalam (narazie strzelasz kompletnie kulą w płot) – ale najwyraźniej wiesz lepiej.
    Dyskusja z cyklu nie wiem, ale sie wypowiem mija sie z celem, więc nie będe jej kontynuować, tym bardziej ze nie jestes moim pracodawca ani potencjalnym prospect i nie czuje kompletnie potrzeby udowadniania ci czegokolwiek.

  11. Jeszcze pare linków, do rozważenia:

    http://thenextweb.com/insider/2016/04/23/dont-need-go-college-anymore-programmer/

    http://mashable.com/2014/12/16/warning-college-may-be-a-waste-of-your-time-and-money/

    Oraz polecam raz jeszcze przeczytac dysklajmer do wpisu. Czytanie ze zrozumieniem generalnie pomaga :)

  12. studia na wszystkich uczelniach (USA) sa za drogie w porownaniu do tego co oferuja. kropka.

    nieskonczona ilosc wywiadow i artykolow o absolwentach bezsensownych kierunkow z dlugiem 100k spredajacych frytki w McDonalds

    mniej popularne historie o absolventach posrednich (a drogich) szkol medycznych z 300k dlugu pracujacych za 100-120k rocznie family practice (bo na inna rezydencje sie nie dostali) w duzych miastach bo nie chca wyjechac – latwo obliczyc kiedy te 300k splaca…

    sa tez oczywiscie historie abosolvenot engineering lub finance idacych zaraz po studiach do pracy za 80k – i majacych tylko 20k dlugu bo pracowali/rodzice pomagali…

    kazdy ma z edukacja inne doswiadczenia – nigdy nie tanie , ale pomimo to innej drogi raczej nie ma tylko trzeba kombinowac zeby to mialo sens , oferowalo wartosc i nie bylo zbyt ryzykowne…

    co jest doc trudne do ocenienia – np zatrudnienie w zawodzie pielegniarki (RN) jest zupelnie nieprzywidywalne , zalezne od regionu i roku. moze byc tak ze zaczynasz edukacje kiedy popyt jest ogromny a konczysz kiedy tego popytu zupelnie nie ma i jedynym wyjsciem jest wyjazd lub dalsza edukacja co akurat nie jest zbyt proste

  13. kilka zdan na temat PhD pracujacych poza uczelniami – dla wiekszosci nich trudne jest prestawienie z pracy naukowej gdzie wszystko jest robione powoli dokladnie i jak nalezy do pracy „przemysle” gdzie deadlines sa zawsze miesiac za krotkie

    na same slowa agile development dostaja dreszczy i prawda jest ze nie zawsze sa up to date na temet njnowszych technologii

    to oczywiscie uproszczenie – obecjnie wiele szkol robi projekty dla przemyslu i kiedy ich ten przemysl w koncy skusi pieniedzmi to stwarza sie im warunki pracy podobne do uczelnianych – czas i pieniadze

  14. Wojtek:
    fakt, taki Ritchie i Kerninghan, gdyby nie komfort pracy bez deadlines w Bell Labs Computing Sciences Research Center, to ani unixa, and C by pewnie nie bylo :)
    Podobnie, gdyby nie MIT Artificial Intelligence Laboratory, to figa byłaby a nie GCC, Emacs i opensource software… jesli ktokolwiek osobiscie kiedys spotkal Stallmana (mialam okazje) to wie dobrze, ze w zadnej prywatnej firmie nie moglby pracowac.

  15. Absolutnie nie! Chcę jedynie przedstawić mój poglad na to, jak jest w Ameryce. Wydaje mi się, że pani Fitrzak przedstawia nieobiektywny wizerunek tego kraju. Według niej nie opłaca się kształcić, to strata czasu i pieniędzy. Pożyczek nie daje się spłacić, domy sa źle budowane, bez mięsa się tyje i nie można się najeść. A tymczasem w Ameryce ludziom żyje się coraz lepiej, większość pożyczki spłaca (część jest umarzana). Pracowici i zdolni dostaja stypendia takie, że 100% studiów jest ZA DARMO. Domy sa lekkie, szkielet z drewna z uwagi na trzęsienia ziemi. Oprócz tego ocieplenie nie wszędzie jest potrzebne, wszak nawet do zera temperatura bardzo rzadko spada. Poniżej zera – nie.
    Na pewno uda Ci się z praca, ale radzę się nie wymadrzać się i nie „wiedzieć wszystkiego najlepiej”, jak to mamy w narodowej naturze…

  16. @Robert
    Przyznam, że poziom umniejszania jakie stosujesz wobec pozostałych rozmówców, w tym Gospodyni, pozwala mi przypuszczać, że dalsza dyskusja z Tobą nie ma wielkiego sensu, bo wkrótce zarobisz bana, o ile już to się nie stało.
    Ale odpowiadając: izolacja budynków, na jakimś poziomie, potrzebna jest nie tylko tam, gdzie są mrozy, ale wszędzie tam, gdzie regularnie używa się klimatyzacji lub ogrzewania. Właśnie po to, aby tych złodziei energii używać mniej lub wcale. Kalifornia, pomimo generalnie przyjemnego klimatu, w nieizolowanej budzie z drewna i tektury wymaga zarówno klimatyzacji, jak też ogrzewania. I to jest opis większości domów tam. Drugą możliwością jest poprawna konstrukcja budynku, w czym szkielet drewniany zupełnie nie przeszkadza. Jest w końcu powszechny w zupełnie normalnych domach w Skandynawii.

  17. no tak to niestety jest

  18. Z tego co widze tutaj:
    https://www.quora.com/What-is-life-like-for-PhDs-in-computer-science-who-go-into-industry
    to amerykański rynek Ph.D jak to mówią „went nuts”. Czyli robi się to co u nas w PL… tyle magistrów, że aby się odróżnić sporo ludzi robi doktoraty….i cóż…. d@pa.
    W DE moim zdaniem bardo rozsądnie rozwiązali ten problem.
    1. Nie ma czesnego za doktorat…odwrotnie, jest pensja na uczelni. Dokładnie określoną taryfikatorem.
    2. Na doktoratach zarabiają uczelnię tylko wtedy, jeżeli jest projekt z przemysłu… więc jest tyle doktorantów ile potrzeba :-) bo ktoś to musi finansować, a uczelnia nie robi niepotrzebnie stanowisk.

    W dużym skrócie podobne podejście cechuje większość uczelni technicznych w DE ne pozimoe mgr.inz. Są tutaj silne stowarzyszenia wychowanków, które dbają o to aby im się na rynku nie pojawiło za dużo konkurencji. Całkiem sympatyczna równowaga.

  19. PawelW:
    no wlasnie, zupelnie inna sytuacja. Tez uwazam, ze znacznie bardziej rozsądna.
    Ale to prowadzi do wniosku, o ktorym juz wiele razy wczesniej wspominalam i powtorzę raz jeszcze: model „wolnorynkowy” edukacji opierajacy sie o kasowanie studentów za czesne i finansowaniu tego czesnego z pozyczek komercyjnych, nie sprawdza się.

  20. @Robert – założenia ekonomiczne nauki są na miejscu. Osobiście zajmowałem się projektowaniem. Miałem robić papiery, żeby kasa lepsza była. Po czym szał budownictwa padł, okazało się, że projektantów w promieniu 100km na pęczki i wydawanie kilkudziesięciu tys plus kilku lat czasu mija się z celem. Przez parę lat zarabiałem 60% tego co zarabiałbym mając papiery. Gdzie tu sens ? Po latach najwyżej wyszedłbym na 0. Co prawda miałbym uprawnienia. Niestety zasada jest taka, że wiedza szybko dezaktualizuje się. Musiałbym siedzieć na siłę w temacie i bić się o tanie zlecenia. Wolę robić co innego.

  21. @all: chyba zgodzimy się, że w porównaniu z takim UK czy USA, bardzo dobrze było urodzić się w Polsce, gdzie mamy możliwość studiowania za darmo na wcale nienajgorszym poziomie (choć ptaki ćwierkają, że w takich Niemczech, gdzie studia też są w zasadzie za darmo, jest jeszcze wyższy poziom..;p)

    @futrzak: ludzie z doktoratami – oni chyba wszędzie mają pod górkę na rynku pracy, nie tylko w informatyce.. przynajmniej takie wrażenie odnoszę z obserwacji moich znajomych humanistów

    @Robert: „Domy sa lekkie, szkielet z drewna z uwagi na trzęsienia ziemi. ”
    Za przeproszeniem, WTF? Beton też się da uodpornić na trzęsienia ziemi; osobiście bardziej boję się drewna, nie wiem czy słusznie..

    @PawelW: Mój znajomy wkrótce-doktorant z Niemiec twierdzi, że jak środków nie ma, to pensji też nie.. za to bywają stypendia (disclaimer: dziedzina choć ścisła, to raczej taka, że ciężko ją o związki z przemysłem oskarżać)


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: