Napisane przez: futrzak | 2 lipca 2016

Mów mi MacGyver…

Lovely weekend. Ciemno, szaro i do dupy. Leje – ale tak, że potworzyły się całe jeziora w niżej położonych miejscach w mieście. Leje od czwartku. Słowem pogoda taka, jak w Irlandii przez połowę lata :)
W związku z pogodą nie schną ubrania – to ten czas, kiedy 3/4 Montevideo śmierdzi pleśnią.

W naszym budynku co prawda jest suszarka do ubrań, ale ma mniejszą pojemność od pralki i na dodatek jakoś słabo wydolna, w związku z tym non-stop zajęta. A prać trzeba, bo nie ma w czym chodzić. Trzeba było coś wymyśleć. Powstal więc system typu „I fixed it”. Wygląda to tak:

– suszak na ubrania wstawiony do środka;
– z przodu suszaka postawiony wiatrak;
– włączona klima;
– z tyłu suszaka znajdują się wielkie szklane dwuskrzydłowe drzwi na balkon.
– z drugiej strony drzwi jest zewnętrzna jednostka klimy, która dmucha zimnym powietrzem prosto na szybę, obniżając jej temperaturę, a co za tym idzie przyspieszając kondensację.

Działa!
Wiatrak wieje prosto na mokre ubrania, wilgotne powietrze, które stamtąd wywiewa jest podgrzewane przez klimę i leci prosto na szyby, gdzie się pięknie skrapla. Co pół godziny zbieramy wodę z szyby gumą i cykl się powtarza.
To się nazywa low-tech solution :)

Podobne low-tech solution jest tutaj zainstalowane w kuchniach jako zapobiegacz zapychania się rur.
Kilka słów wyjaśnienia.
W USA aby rozwiązać ów problem zastosowano rozwiązanie mechaniczne: elektryczny młynek [garbage disposal, garburator, sink grinder]. Jest to sporej wielkości urządzenie na prąd, które montuje się pod spływem ze zlewu. Wystarczy odkręcić kran, włączyć młynek i zmieli wszystkie resztki organiczne. Ceny wachają się od trochę poniżej stu dolarów do kilkuset – w zależności od mocy, wielkości etc.

W Urugwaju jest w budynkach instalowane coś, co nazywa się grasera. Grasera to duzy plastikowy zbiornik instalowany pod zlewem, w którym osadzają się wszelakie resztki, co wpadły do rury. Wygląda toto mniej wiecej tak. Przepływ oczywiście jest tylko w jedną stronę, żeby nie smierdziało.
Jak już się pełna grasera uzbiera, trzeba ją opróżniać. Wtedy przychodzi specjalny pan serwisant z wieeeeelkim specjalistycznym odkurzaczem, odkręca nakrętkę od grasery i wysysa zawartość.
Podczas całej operacji oczywiście dość upiornie smierdzi, ale trzeba przyznać, ze jest to efekt krótkotrwały. Po kilku minutach grasera jest opróżniona, zdezynfekowana i starcza kilka minut wietrzenia – jest po sprawie. Opłata za serwis jest wliczona w opłaty na wspólnotę (gastos comunes).

Ciekawe, jakie rozwiązania są teraz stosowane w Polsce? Jeszcze zanim nie wyjechałam na stałe, to nie było nic, tj. co najwyżej plastikowe sitko wsadzane w odpływ zlewu – działało na ogól koszmarnie, bo bardzo szybko się zapychało, woda nie spływała, a wyczyścić toto był nie lada problem. Nie wiem jak inni, ale mną trząchało na intencję wsadzania tam łap i wygrzebywania tego, co sfermentowało…
Cos sie polepszyło? A jak jest w innych krajach? W Argentynie nie było nic, podobnie jak w Polsce.

Reklamy

Responses

  1. U nas sa dwa low-tech rozwiazania.
    Pierwsze to trojkatny pojemnik z dziurkami na dnie, ktory wyklada sie specjalna (jak ktos chce fancy), albo po prostu plastikowa siatka. Tu sie wrzuca wszystkie odpadki ograniczne. Siedzi to sobie w rogu zlewu.
    Wieczorem zdejmuje sie siatke i pakuje w byle co, aby wyrzucic w normalny kubel ze smieciami, albo wyrzuca sie to na kompost, jesli ktos kompostuje.

    W odplywie zlewu siedzi sporych rozmiarow durszlak, ktory rowniez wyklada sie jednorazowa siatka. Ktora zmienia sie kazdego wieczora.
    Kupuje sie je glownie z sklepach 100-jenowych, do nabycia po 30, 40 lub wiecej siatek w paczce. Czyli okolo dwa opakowania na miesiac. Koszt 200 yenow, okolo 2 dolcow. Te siatki zatrzymuja rowniez tluszcz, wiec nic nie powinno sie w rurach osadzac.
    Prymitywne, ale dziala.

  2. W zlewie mam kosz, na większe niż fi 5 śmieci – no problem W wannie drobne plastikowe oryginalne sitko. Raz na rok robię odpiaskowanie strumieniem wody. Jeszcze do silosika wanny nie wchodziłem. 32 lata.
    No i umywalka. Tu raz na rok bawię się w hydraulika i rozbieram. Wywalam zaczepione na jakimś kancie włosy damskie, których warstwa zatka w końcu odpływ. Kiedyś były problemy z wyrzuconymi do sieci kanalizacyjnej całymi – jak? – kurczakami. Ale naród się wykształcił.
    Wentylator z włączoną klimą tzn. grzałką? Nie lepiej grzać i raz na godzinę dwie, trzy wywietrzyć mieszkanie? To co osadza się na szybie, może też osadzać się na ścianach, a to grozi grzybem Zimą, gdy w łazience mamy kaloryfer wszystko pięknie schnie. Latem, gdy pogoda deszczowa, jest kiepsko. Ale żeby z szyby zbierać wodę. No chyba że na kawę.

  3. Pisz ze zrozumieniem. Pod zlewem mam kosz.

  4. 2cats:
    faktycznie, prymitywne, ale działa! Zdecydowanie lepsze to niz heroiczne wysiłki z wygrzebywaniem zapchanego plastikowego sitka :)
    No i bardzo podoba mi sie to, ze rozwiazanie pozwala na kompostowanie. Nie wiem, czy w Japonii nadal tak jest, ale jak kiedys czytalam ksiazke o epoce Edo to nie moglam z podziwu wyjsc, jak sobie wszystko obmyslili tak, zeby nic sie nie marnowalo…pełny recycling i to ładnych pare wiekow temu :)

    prezio:
    ok, a jak radzisz sobie z tłuszczem? Bo w sumie to jest spory problem, myjesz w gorącej wodzie, rozpuszcza sie, spływa a potem pięknie w rurach osiada i zapycha…

    Co do klimy: grzanie a potem wietrzenie to jest normalna procedura, ale w wypadku suszenia ubran jest ona zbyt niewydajna. Masz racje, ze woda moze sie tez osadzać na ścianach – o ile są one wystarczająco zimne. Jednak w wypadku wyzej opisanego patentu szyba jest zdecydowanie najzimniejszym elementem, więc woda skrapla się tam. W ten sposob w mieszkaniu obniza sie dosc powaznie wilgotnosc – bo na zewnatrz od paru dni jest ona 100% wiec wiadomo, ze nic nie wyschnie, nawet jak suszak na balkonie pod dachem stoi.

  5. Żonka od niejedzenia tłuszczu, już nie ma woreczka. A ja tłuszcz zjadam, jak wiesz cały.

  6. prezio:
    no ale ja pytalam jak sobie radzisz z resztkami tluszczu, ktore po zmywaniu naczyn dosc latwo osadzaja sie w rurach :-)
    No chyba, ze u ciebie taki problem nie wystepuje, bo wylizujesz do czysta wszystkie talerze oraz garnki i patelnie :)

  7. (…)wylizujesz do czysta wszystkie talerze oraz garnki i patelnie(…)
    Pozwolę sobie wtrącić że ja tak własnie robię, dzięki czemu nie muszę myć naczyń !!! Ponadto u mnie nie ma sitka, jest tylko ten syfon i tam się to osadzają różne rzeczy, co jak to ostatnio odkręciłem i czyściłem, to ten brud i tłuszcz skamieniał i można go było wystukać. A faktycznie trochę zapchane (po 30 latach nieczyszczenia jak szacuję ale jeszcze drożne), rury długim wyciorem (drut +szmatka na końcu). Ponadto jest taki wynalazek co się nazywa kret, i się go wlewa na noc co jakiś czas i on żre… Dosyć skuteczny ale nieekologiczny, bo to jakiś ług, czy coś więc ja go używam tylko do kibla. Podsumowując o takich wynalazkach jak opisana tu grasera to ja pierwszy raz wyczytałem i normalnemu człowiekowi nie jest to potrzebne, a już takie wynalazki jak kompostownia w bloku mieszkalnym…

  8. To prawda. Jak się nie da jęzorem, to wylizuję paluchami.

  9. A ja wykorzystuję do tego też czasami skórkę od chleba z przylepki. Zgarniam i zlizuję, a potem skórkę zjadam.

  10. młynek pod zlewem to jest najlepsza rzecz na świecie.
    Mam stosuje i super sprawa.
    Ale nawet w USA to nie był powszechny patent
    .
    Z innych rzeczy to polecam roletę prysznicową.
    Dla mnie bajka.
    Wieczorem się myjesz rano skręcasz i jej nie ma.
    No i NIC nie rdzewieje.
    A jak roleta już zajdzie kamieniem to kupujesz nową.

  11. prezio, gajger:
    aha, i stary przesmazony tluszcz (np po smazeniu frytek, albo innych deep fried potraw) ktory jest mocno szkodliwy, tez tak zlizujecie? Gratulacje…

    Bolko:
    Mlynek ma swoje wady tez. Nie nalezy tam wrzucac obierek od ziemniakow – zawieraja bardzo duzo skrobi i jesli rownoczesnie bedziesz puszczac goraca wode, to sie skrobia zestali i zapcha rury. Podobnie z tluszczem jest. U siebie w Kalifornii w chalupie mialam mlynek i wlasnie dwa razy go zatkalam, tj rure za mlynkiem…Inna sprawa, ze instalacja w tym kompleksie miala 30 lat i nie byla w najlepszym stanie, potem zreszta ja administracja wymieniala (cale piony) dokladnie pol roku po tym, jak zrobilam remont i wymalowalam cala chalupe…

    Co do rolety.
    Ja mialam zwykla zaslonke prysznicowa – ale skladala sie z dwoch warstw. Zewnetrzna to byl zwykly ozdobny material, ale do wewnatrz, to co sie wkladalo do wanny (bo mialam zwykla wanne) bylo plastikowe i na dole mialo magnesy. Dzieki temu sie przyczepialo do brzegu wanny – a jak sie zabrudzilo, to kupowalo sie nowe za kilka dolarow. Takie rozwiazanie mialo jeszcze jedna zalete: nie musialam nic przy suficie wiercic i instalowac, bo wisialo toto na zwyklym metalowym kiju wciskowym…
    W tym mieszkaniu przed remontem tez mialam szklane suwane drzwi i z wielka ulga pozbylam sie ich – zastrzelic sie mozna w temacie czyszczenia tego..

  12. Młynek
    Dzięki za informacje.
    Ja staram się mielić resztki resztek.
    Z żoną bywa różnie:)

    A roleta ma dla mnie tą zaletę że można sprawić że jej nie ma.
    A też kosztuje grosze…
    A szklanych drzwi w łazience za cholere nie chce.

    Z innej bajki…
    Futrzak może masz jakiś patent nogi od krzeseł żeby nie rysowały
    Za bardzo podłogi.
    Dywan NIE WCHODZI w grę.
    A podkładki się odklejają.
    Jak sobie z tym radzą w Ameryce Płd?

  13. Bolko:
    hehehe szklane drzwi to wygladaja pieknie na projekcie architektonicznym albo w sklepie budowlanym, jak sa czyste i nieskalane :) i na tym sie ich czas pieknosci konczy :)

    Odnosnie podlogi: moge powiedziec jak ja sobie radzilam z nie rysowaniem tejze.
    Kupujesz podkladki, naklejasz do spodu nog krzesel a potem uhm.. robisz sam takie skarpetki z materialu na noge krzesla (w kolorze tego krzesla zeby oblesnie nie wygladalo). Owa „skarpetka” ma ksztalt walca :) (albo przekroj kwadratu w zaleznosci od ksztaltu nogi krzesla).
    Mozesz je od spodu podkleic tasma dwustronna.
    Troche sie trzeba upierdzielic z tymi skarpetkami, bo je w rekach zszywasz, ale warto bo sie trzyma :) no i wyglada lepiej niz gdyby dookola oblkeic zwykla tasma…

  14. Futrzak naprawdę świetny pomysł.
    Jak tylko prześlesz adres to jestem gotów wysłać ci dowoloną czekoladę
    w dowolne miejsce na świecie.
    Nawet nie wiesz jak ratuje to moją relacje z żoną:)

  15. (…)aha, i stary przesmazony tluszcz (np po smazeniu frytek, albo innych deep fried potraw) ktory jest mocno szkodliwy, tez tak zlizujecie?(…)

    Nie zlizuję bezpośrednio patelni bo to juz hardcore tylko filtruję i odlewam ten tłuszcz do słoika celem późniejszego wykorzystania np: do frytek albo pieczonych skrzydełek (u mnie w kuchni nic się nie marnuje, a wlewam do patelni sporo). I potem ten tłuszcz zlizuję z talerza i zjadam go w potrawach, tak właśnie jest i wiem że to podobno niezdrowe. A i używam zarówno tłuszczu zwierzęcego jak i roślinnego w ten sposób. Jego rzekomą szkodliwość uznaję za spisek producentów aluminiowych tacek do grilla i iluminatów.

  16. Bolko:
    czekolada ojtam ojtam ale butelkę Wiśniówki Soplica, o……..

    gajger:
    ale wiesz, ze to nie „rzekoma szkodliwosc” tylko podstawy chemii organicznej, prawda?

    Podczas smażenia powstają wielopierścieniowe węglowodory aromatyczne (policykliczne węglowodory aromatyczne) np. benzopiren. WWA wykazują silne właściwości genotoksyczne, mutagenne oraz kancerogenne. Im wyższa temperatura i dłuższy czas procesu obróbki termicznej np.: smażenia, tym większa zawartość policyklicznych pochodnych benzenu w gotowym produkcie

    To dlatego olej do smazenia nalezy wymieniac jak najczesciej.

    Jeszcze o benzopirenach:


    Występują w dymie podczas spalania niecałkowitego, m.in. w dymie tytoniowym (dym z 1 papierosa zawiera 0,16 μg tej substancji), w smogu powstającym w wyniku niskiej emisji – przede wszystkim wskutek spalania węgla, w mniejszym stopniu – śmieci (najczęściej tworzyw sztucznych) oraz także częściowo jako emisje transportowe. Stężenie benzopirenów w powietrzu jest jednym z parametrów oceny jakości powietrza

    Zapewne nie uwazasz, ze dym tytoniowy albo smog są „rzekomo szkodliwe” prawda? To czemu uwazasz, ze inna reakcja chemiczna w wyniku ktorej powstaja te same szkodliwe WWA, jest propaganda?

  17. Podaj adres na maila i nie ma problemu.

    Bo ja z tymi nogami już walczę od 8 lat i do białej gorączki mnie to doprowadzało

  18. Bolko:
    adres jest ciagle taki sam jak podany na podstronie „About”

  19. No w sumie racja jak tak teraz czytam w wiki, ale człowiek przetwarza żywność od setek lat w ten sposób… Trzeba się pogodzić ze szkodliwością tych związków tak jak z tym że nikt nie jest nieśmiertelny, albo że słońce kiedyś się wypali i spopieli Ziemię. Albo supernowe, często bywają dużo szkodliwsze od tego benzopirenu. Generalnie jeśli chodzi o jedzenie to niekiedy „niewiedza to błogosławieństwo” jak powiedział ten cyc z pierwszej części Matrixa..

  20. @gajger
    Człowiek wędził i suszył żywność od tysięcy lat, bo nie było innych alternatyw. W jakiś sposób trzeba było ją zrobić niestrawną dla innych stworzeń, pewna ilość trucizn z niekompletnego spalania sprawdza się dobrze.
    Inną możliwością było przechowywanie żywności toksycznej z natury i usunięcie trucizn zaraz przed spożyciem. Dziś są inne opcje, mrożenie, czy dla niektórych produktów dry-freezing.
    Za to mamy pełen zestaw innych trucizn, z olbrzymimi ilościami metali ciężkich w środowisku na czele. Po eliminacji ołowiu z benzyny i farb jest lepiej, ale rtęć z węgla też robi swoje. Lepiej omijać to, co się da ominąć, bo trucizn w środowisku tak szybko nie zabraknie.

  21. Oleju nie używam. Składniki mojego jedzenia: żółtka, boczek, wątróbka, masło, smalec, śmietana 30, marchew, kapusta, buraczki, śliwki suszone, ziemniaki gotowane, czasem czekolada albo snickers. ośmiorniczki. Wszystko w proporcji. Nie mam nadwagi, a jednak się odchudzam. I powolutku 20, 10 dkg dziennie leci. W przeciągu 2 miesięcy zjechałem 4 kg. Bez głodzenia. Zostały jeszcze 3. Oczywiście mogę jeść wszystko: banany, owoce, inne warzywa, ale w proporcji. Nie słodzę i nie solę. Nic. A chcę zjechać do 72 może 3. 178 tall. Owoców morza unikam.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: