Napisane przez: futrzak | 16 czerwca 2016

Kalmarki

Urugwajczycy w tematach kuchni mają podobne podejście, co przeciętny Polak: od nowości trzymamy się z daleka*, przypraw ostrych, czy w ogóle jakichś innych niż sól, pieprz, pietruszka i koper – nie lubimy, a poza tym najlepiej, żeby było dużo wołowiny. I sera.
Ma to swoje ewidentne wady – kuchnia jest mało urozmaicona, a cokolwiek innego jeśli się chce kupić, to jest importowane i baaardzo drogie.

Ale, ma też i zalety. Lokalsi wiedzą, co to są kalmary (w końcu ich przodkowie wywodzą się przede wszystkim od Hiszpanów i Włochów). Tyle, że przyswajają je w najbardziej spłyconej i strywializowanej formie – rabas – czyli tułów kalmara pokrojony w prążki, obtoczony w mące i wrzucony na głęboki tłuszcz. Co robic z pozostałymi częściami zwierzęcia – nie mają pojęcia, a już mini-kalmarki są dla nich odpadem, bo przecież rabas zrobić się z tego nie da!
W związku z tym cena tychże za kilogram jest…3 razy niższa niż za tułów kalmara!
Tak więc wczoraj nabylismy w Geant cały kilogram mini-kalmarków. Pan obsługujący stoisko rybne popatrzył się zrazu dziwnie na nas, ale jak usłyszał obcą mowę zaraz twarz mu się rozpogodziła: świat się nie wali, Urugwajczycy tego nie kupują na kilogramy, to tylko dziwni cudzoziemcy :)))

Inna sprawa, że ja dopiero po przybyciu do domu zaczęłam zastanawiać się, co z kalmarkami zrobić. Nigdy nie mialam z takimi malymi do czynienia, ale doszłam do wniosku, że na pewno da się je zrobić podobnie, jak małe ośmiorniczki: udusić w sosie na przykład…
Oczywiście cała operację należało zacząc od usunięcia dziobów. Upierdliwe, ale niezbędne. W sumie to i tak było łatwiejsze niż usuwanie pancerzyków z krewetek…

Potem juz latwo: pizgamy do gara, zalewamy sosem pomidorowym, i voila!
— Oczywiscie, zartuje. Troche to bardziej skomplikowane.

Zaczyna sie od rzucenia na rozgrzana oliwe rozgniecionego czosnku oraz papryczek z ziolami (ja uzylam oregano i tymianku oraz suszonej pietruszki). Jak sie troche podsmazy, zalewamy sosem pomidorowym i dusimy, zeby przeszlo smakiem ziol i czosneczku…. na samym koncu wrzucamy dokladnie wyplukane kalmary i STOIMY nad garem i pilnujemy. Owoce morza maja bowiem to do siebie, ze bardzo szybko sie gotuja/smaza, a jak przedobrzymy, zamienia sie w smetna gume (tak smakuja niestety w wiekszosci polskich restauracji :-/ ). Trzeba wiec pilnowac, probowac, i jak sa mieciutkie zaraz zdjemowac z kuchenki.
Jak juz cale concoction podstygnie, wrzucamy mocno dojrzaly blue cheese oraz… jeszcze troche rozgniecionego swiezego czosneczku :)
Serwujemy z grzankami.

* Mimo, ze obie nacje trzymaja sie z daleka od nowosci, ich postawy nieco sie roznia.”Nie, nie, ja moze pozostane przy wolowinie, wiesz, my nie jestesmy przyzwyczajeni do jedzenia takich egzotycznosci (owoce morza)” – mowia ludzie w pracy. Tymczasem w Polsce, poza dopiero-co urosnieta klasa srednia (ktora na przyklad ochoczo wziela sie za jadanie sushi, bo modne) uslyszec mozna raczej „bueeee jak mozna jesc takie obrzydlistwa”, „co, nie stac cie na normalne mieso, daj spokoj, slimaki???” etc.

Reklamy

Responses

  1. Z tym się zgadzam. Sushi jadłem w swoim życiu dwa razy. Pierwszy i ostatni.

    (…)na rozgrzana oliwe rozgniecionego czosnku(…)

    Sugeruję pokrajać żyletką albo ostrym nożykiem główek czosnku na plasterki tak jak to podobno robi włoska mafia w wiezieniu.

  2. Ninuś, przecie te kalmary to bottom feeders, gumno najgorszego sortu. Syf i toksyny sie w tym gromadzą i nie dziwota, że jak to żresz, to w końcu wyglądasz jak Jožin z Bažin – potrójne podgardle, kałdunek, i skóra jak szmergiel. Jak się nie możesz powstrzymać, to przynajmniej spryskaj Chloroxem przed spożyciem.

  3. kalmary za czasów późnego peerelu były źródłem zdrowego, chudego i przede wszystkim najtańszego białka… potraw można nakombinować mnóstwo, ale rzeczywiście pichcenie wymaga bycia na sporym oriencie ze względu na owo wspomniane gumowacenie…
    te kalmary pamiętam też dlatego, że gdy były kłopoty z mięsem, a kocie chrupki dopiero zaczynały się pojawiać na rynku w formie granulek „Filemon”, to karmiłem nimi kocicę i miała się znakomicie /mając taką dietę na starcie, we wczesnej młodości, dożyła potem godnego wieku 19 lat/…
    natomiast mini kalmarki spotykałem jedynie z puszki, ale rzeczywiście analogia do ośmiorniczek jest trafna, w końcu są to krewniaki, niczym kaczka z indykiem…
    pozdrawiać :)…
    p.s. tematu konserwatystów kulinarnych, którzy próbują włazić innym do garnka i przy okazji obrzydzić nam jego zawartość, poruszał nie będę… to jest dokładnie ten sam sort buractwa, co kołtuneria zaglądająca innym np. do alkowy i wydaje mi się, intuicja mi podpowiada, że mamy w ich temacie podobne zdanie…

  4. gajger:
    sushi ma to do siebie, ze mozna je bardzo latwo spieprzyc. Poza tym jest kilkadziesiat roznych rodzajow (co najmniej, jak nie wiecej). Poza tym w Polsce jest bardzo trudno dostac przyzwoicie zrobione sushi.

    Przypomina to nieco probowanie przez wioskowego medrka poduszki z pierza. Widzial jak uzywaja w miescie i zachwycaja sie, nie wiedzial o co chodzi z tym pierzem, no to wymyslil, ze sprobuje.
    Sprobowal. Wzial jedno piorko, polozyl na kamieniu i poszedl spac. Rano obudzil sie z obolalym karkiem i glowa i stwierdzil, ze miastowi sa durni jak but. Jesli on taki obolaly po spaniu na TYLKO jednym piorku, to co mowic o calej poduszce :))))

  5. pkanalia:
    no, tutaj sa swieze, bo plywaja w La Placie :)

    Jak masz jakies przepisy to zapodaj – ja jestem level advanced jesli chodzi o przysposabianie owocow morza :) chociaz na pewno nie rzuce sie na homara. Lupanie pancerza zawsze mnie przerastalo…

    Co do konserwatystow kulinarnych w istocie…

  6. @Futrzak…
    z konkretnymi przepisami może być kłopot, bo zwykle stosuję metodę improwizacji opartej na intuicji…
    skorupiaki to ja owszem, bardzo chętnie… mam tylko uraz do małży, kiedyś bardzo dawno temu ostro zatrułem się moulami /zwanymi też midy/, zbieraliśmy je w Bułgarii i prażyliśmy na blasze… co prawda złoślwi potem twierdzili, że zatrułem się rakiją, ale pytanie brzmi, d;aczego od rakiji mnie nigdy nie odrzucało, a od małży odrzuca do tej pory?…

  7. hehe ja kiedys nabawilam sie ciezkiego urazu do flaków – bo będąc dziecięciem ktoś na mnie na weselu wylał miskę gorących flaków i poparzył….


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: