Napisane przez: futrzak | 9 maja 2016

Dlaczego tak trudno utrzymać wagę po stosowaniu diety…

Samo zjawisko zaobserwowali pewnie wszyscy, którzy kiedykolwiek bardziej na poważnie próbowali się odchudzać.
Co się człowiek odchudzi, tak potem waga wraca do punktu wyjściowego, a nawet wyżej niż przed odchudzaniem.

Odpowiedzialny za to jest nasz mózg, który ma swój własny „set point” czyli wagę, jaką uznaje za prawidłową. Dla każdej osoby będzie to różna wartośc, a zależy głównie od odziedziczonych genów oraz dotychczasowego trybu życia. Gdy waga spada poniżej set point, nasz mózg uważa to za stan zagrożenia i uruchamia specjalne procedury: obniża tempo metabolizmu oraz produkuje hormony odpowiedzialne za poczucie głodu i efekt nagrody występujacy po jedzeniu.

To jeszcze nie wszystko. Samo przejście na dietę powoduje większe prawdopodobieństwo przybrania na wadze w dłuższym okresie czasu. Żeby potwierdzić tę hipotezę naukowcy obserwowali 4000 bliźniaków. Okazało się, że im częściej dana osoba intencjonalnie odchudzała się, tym wyższą wagę potem miała w porownaniu do bliźniaczego brata/siostry, którzy się nie odchudzali.
Wykonano też podobne badanie na grupie sportowców którzy często – z okazji zawodów – podejmowali drastyczne diety w celu zmieszczenia się w odpowiedniej kategorii wagowej (chodziło o zapaśników i bokserów). Jako grupę kontrolną zastosowano sportowców nie stosujących żadnych diet (mających na celu obniżenie wagi). Wyniki okazały się podobne – ci, którzy stosowali diety, 3 razy częściej kończyli jako osoby otyłe w wieku lat 60-ciu.

Dlaczego tak się dzieje?
Po pierwsze, stosowanie diet generuje stres. Ograniczanie liczby kalorii powoduje wzmożoną produkcję hormonów stresu, które w końcowym efekcie zwiększają ilość tłuszczu w okolicach brzucha (abdominal fat) – a ten jak wiadomo jest groźny dla naszego zdrowia i to niezależnie od tego, ile wynosi nasze BMI.
Poza tym dietetyzowanie się zwiększa również prawdopodobieństwo binge eating czyli kompulsywnego obżarstwa.
Co ciekawe, mechanizmy te poznano badając zachowania gryzoni poddawanych dietom a potem nieograniczonemu dostępowi do smacznego dla niż pożywienia.

Powtarzalne cykle głodzenia (food deprivation) powodują zmiany w poziomie dopaminy i innych neurotransmiterów w mózgu, co z kolei pociąga za sobą zwiększon efekt nagrody tj. reakcję na zjedzenie tego, co lubimy (np. słodkie rzeczy). Co gorsza, owe zmiany utrzymują sie w mózgu na długo po zaprzestaniu samej diety :-/

A teraz – uwaga – koronny argument: odchudzanie się jest dobre dla zdrowia.
Tylko, że nie. Kilka badan wskazuje na to, że ludzie otyli, którzy ćwiczą, jedzą wystarczającą ilość warzyw i nie palą mają podobne szanse na dłuższe życie jak ludzie z normalną wagą, a mający te same nawyki ćwiczeniowo-żywieniowe.
Zadziwiające, prawda?

Jakie stąd wypływają wnioski?

Po pierwsze:
czas już skończyć z upokarzaniem i wytykaniem ludzi otyłych jako tych leni, o słabej woli etc. Oni sami dobrze wiedzą, jakie problemy się z tym wiążą, a codzienne aż do rzygu przypominanie powoduje jedynie większy stres i poczucie winy i… właśnie, większą konsumpcję i tycie.

Po drugie:
nauka powinna bardziej skupić się na przyczynach otyłości i stosowaniu profilaktyki, a nie na zajmowaniu się skutkami. Niestety, leczenie skutków jest miliardowym biznesem, podobnie jak wyrabianie w małych dzieciach fatalnych nawyków żywieniowych (jedzenie nie w celu zaspokojeniu głodu, ale jako forma nagrody i celebracji co ważniejszych wydarzeń tudzież „bycia grzecznym”).

Po trzecie:
zamiast rzucać się na kolejną dietę warto przemyśleć swój stosunek do jedzenia: co, jak i dlaczego jemy.

zrodlo

Advertisements

Responses

  1. Dieta stresuje, bo żąda ograniczenia ilości zjadanych kalorii. A moja dieta żąda tylko abym abym zjadł dziennie 5 żółtek i dużo tłuszczu. Nie obniżam kalorii, to nie jestem głodny. Nawet jak się odchudzam. 100 gram białka 300 tłuszczu i 50 węgli. Trzeba by to policzyć, ile to kalorii, ale mi się nie chce.
    Jak ktoś lubi gotować, t.o przepisów znajdzie w cholerę. Takie żywienie trzeba stosować cały życie. Właśnie imprezy, święta, to zmiany po których muszę stosować drastyczne przejście na moje żywienie, co wiąże się właśnie z odchudzaniem. Polecam – krypto reklama.

  2. Zimą się przybiera, latem się traci na wadze. Żadnej diety nigdy nie stosowałem. BMI mam w zależności od pory roku 26/24.
    Trzeba jeść normalnie a nie obżerać się. Mój ojciec miał takie powiedzenie: wstawaj od stołu, jeśli masz uczucie, że zjesz jeszcze funt kiełbasy.

  3. Podpis:
    ja naleze do osob ktore zagladaja do zrodel i sprawdzaja. Linkowane badania to zreszta nie jest jakies ostatnie novum – ot tyle, ze ciezko sie takie tresci przebijaja do mediow…

  4. A czy grubasy nie mogą jeść tylko jak są naprawdę głodni (hint: jak brzuch się odzywa)? Wielu znajomych traktuje jedzenie jako rozrywkę, coś jak palenie papierosów dla palacza. Uzależnili się od jedzenia, bo to ich uspokaja. I idąc takim tokiem rozumowania, palaczy też nie należałoby obarczać odpowiedzialnością za własny stan zdrowia. Ja też się na to łapię czasami (stres), ale mam na (nie)szczęście bardzo szybki metabolizm, i łapię zgagę zazwyczaj po wielkim obżarstwie, co mi pozwala się przyhamować wtedy na parę dni.

    (…)nauka powinna bardziej skupić się na przyczynach otyłości i stosowaniu profilaktyki(…)

    To nigdy nie nastąpi… Koncerny zarabiają najwięcej na leczeniu chorób tak naprawdę nieuleczalnych, czyli depresja, nadciśnienie, cukrzyca, choroby starcze itp. Otyłość wiąże się chyba z większością z nich.
    A tu film o tych którzy uzależnili się od … wody.

  5. Kro to powiedział, że te choroby są nieuleczalne?

  6. Masz depresję, bierzesz leki, wydaje ci się że jej nie masz, przestajesz brać leki, masz depresję. Masz nadciśnienie, bierzesz leki, wydaje ci się… A ktoś wyszedł z cukrzycy kiedyś, obojętnie jakiego typu?

  7. Tak zwane robienie wagi u zapasiorow i bokserow nie ma wiele wspolnego z dlugotrwalym cieciem kalorii, a z odwadnianiem organizmu. Siedza na przyklad caly dzien w saunie pijac w malych ilosciach wodke, biora diuretyki itp. Sa typy co potrafia 10 kilo w 3 dni zredukowac, byle do wazenia, a potem te 10 kilo do walki znowu przybrac nawadniajac organizm. „Dieta” wyczynowego zapasnika to akurat duzo duzo wiecej kalorii niz zjada przecietny smiertelnik o tej samej wadze ciala.

  8. gajger:
    ty w ogole przeczytales ten wpis? Bo odnosze wrazenie, ze wcale – a jesli tak, to nic z tego nie zrozumiales.
    Powiedzenie „czy grubasy nie moga jesc jak sa glodni” ma taki sam sens jak „czy schizofrenik nie moze przestac swirowac” albo „czy osoby z depresja nie moga sie wziac w garsc” – i swiadczy o kompletnym nie zrozumieniu w/w chorob.

    „czy ktos wyszedl z cukrzycy” — tak. To co prawda zalezy od wielu czynnikow i od stopnia zaawansowania choroby i szkod jakie poczynila, ale owszem:
    http://www.webmd.com/diabetes/type-2-diabetes-guide/reversing-type-2-diabetes

  9. @gajger: no ale te grubasy jedzą kiedy są głodni. Po prostu są głodni częściej.

  10. @futrzak
    Ale mam wrażenie że próbujesz zdjąć z osób grubych całkowitą odpowiedzialność za taki stan rzeczy, dlatego to zaakcentowałem. Tymczasem faktycznie zauważ że nikt się gruby nie rodzi. I te „odkrycia” które zacytowałaś, to przecież o efekcie jojo mówi się już chyba od XIX wieku. Zaobserwował to każdy kto się próbował kiedyś odchudzać, a i ludzie z boku też widzieli. Diety stosowali już starożytni chyba, w każdym bądź razie zdziwiłbym się jakby tego nie robili. Więc traktując ludzi jako świadome jednostki, nie można powiedzieć że nie wiedzą w co się pakują. To tak jakby zdejmować odpowiedzialność z alkoholika. On się taki nie urodził, on w pewnym momencie zaczął być pijakiem.

    Takie to i są te choroby związane z podstawowymi czynnościami fizjologicznymi. Oczywiście w przeciwieństwie do depresanta czy schizofrenika, o których wspomniałaś.

    Przyznaję że jako jedna z nielicznych chudych osób czytających tego bloga, mam czasami poczucie pewnego wyobcowania, jeśli chodzi o percepcję niektórych poruszanych tu tematów…

    @futrzak @mall
    No to powinni sobie zaszyć żołądki. Podobno to jest najskuteczniejsze na zmniejszenie łaknienia, tylko mało kto się decyduje na taki krok, bo to już jest poważna ingerencja w organizm. Ci co się jednak zgadzają, to nie mają z reguły już innego wyjścia. Niektórzy zaszywają sobie kilka razy, więc muszą być pewni że to coś daje.

  11. gajger:

    wiesz, jakbym „probowala zdjac calkowita odpowiedzialnosc” z osób grubych, to TYTUŁ NOTKI byłby inny, nie uwazasz?

    „Oczywiście w przeciwieństwie do depresanta czy schizofrenika, o których wspomniałaś.”
    — no to zauwaz, znów muszę zacytować: Powtarzalne cykle głodzenia (food deprivation) powodują zmiany w poziomie dopaminy i innych neurotransmiterów w mózgu — a depresja to tez zmiany w poziomie roznych neurotransmiterow w mózgu, tylko ze innych. Jedna to choroba, a druga uwazasz za nieodpowiedzialnosc. Ciekawe.
    Mam wrazenie ze roznica polega wylacznie na tym, ze do powszechnej swiadomosci w Polsce juz jakos przebija sie teza, ze depresja to chorba, a nie strzelanie fochow – a z otyloscia to jeszcze nie…

    Mowisz, ze nikt sie gruby nie rodzi. Jasne. Ale ludzie sie rodza z takim a nie innym zestawem genów, i jedne sprzyjaja tyciu, a inne nie. Oraz, jak mozna zwalac na dziecko odpowiedzialnosc za to, ze rodzice prośbą i groźbą zmuszają go do „zjadania wszystkiego z talerzyka”, jako nagrody za dobre zachowanie stosuja słodycze, torty i chipsy, a często gęsto również w wypadku, kiedy trzeba uciszyć wrzeszczącego potomka? Ze zamiast isc z dzieciakiem na rower albo pokopac pilkę to dają mu tablet z grą albo sadzają przed telewizorem, zeby ogladal bajki i przestal wreszcie przeszkadzac?

    Tak, chudy grubego nigdy nie zrozumie, tak jak syty głodnego. Miedzy innymi o tym własnie jest ten wpis. Zamiast sekowac ludzi otylych moze lepiej ich wspierac, bedzie z korzyscia dla obu stron.

  12. (…)Zamiast sekowac ludzi otylych moze lepiej ich wspierac, bedzie z korzyscia dla obu stron.(…)

    I tu się zgadzam. Wynajmowałem kiedyś parter domu jednorodzinnego, a na piętrze mieszkały dziewczyny dbające o linie (tzn. na zmianę się tuczące i odchudzające). Wspierałem je w tych trudnych dla nich chwilach wyjadając im nadmiarowe zapasy jedzenia. Z obopólną korzyścią.

  13. Nie znam się na neurotransmiterach, ale uważam że to raczej kwestia odpowiedniego ukształtowania sieci neuronowych w określonych obszarach mózgu. Czy neurotransmitery są w stanie zmienić trwale strukturę powiązań neuronowych? Chyba tak. I to mi podsuwa myśl.

    Żeby rozwiązać problem trzeba go „zaatakować” z różnych stron. Np. zwróciłem uwagę że sporo wpisów na blogu poświęconych jest przepisom na przyrządzanie różnych smacznych rzeczy. No sorry, ale czy tylko ja widzę tutaj analogię… To tak jakby narkoman próbował coraz to wymyślniejszych i mocniejszych narkotyków.. Jedząc smaczne rzeczy, niestety przyzwyczajamy umysł do odczuwania przyjemności z jedzenia. I wpadamy w uzależnienie. Jest różnica między głodem a łakomstwem. A ja mam wrażenie że się ją tutaj przekracza jakby jej nie było. Chcąc się odchudzić, trzeba przejść niestety czasami na mroczną stronę doznań smakowych. I tutaj nieodzowna staje się garmażerka, produkowana przemysłowo, z odrzutów z supermarketów najczęściej, bo trzeba wiedzieć że nie wszystko idzie do najtańszej psiej karmy (bo koty to już w większości smakosze). I tak kiedyś miałem ten etap w życiu, zanim się nauczyłem gotować,czy poszedłem na swoje, że kupowałem takie rzeczy w supermarkecie Tesco jak pierogi ruskie i krokiety z pólki-chłodni z przeceną. Najtańsze jakie były, bo miałem inne wydatki. Na innych półkach ich nie było więc one były w wiecznej przecenie. I jakieś zupki błyskawiczne. Pierogów obojętnie jak by się nie gotowało czy smażyło, smakowały jak kapeć. Z krokietami było lepiej, ale niewiele. Nie przywiązywałem wtedy wagi do jedzenia po prostu, i nie miałem wtedy za bardzo dostępu do kuchni. I wtedy z ciężkim sercem otwierałem lodówkę, nawet jak byłem głodny. I już wiem że jedzenie to nie tylko przyjemność, ale i ciężki obowiązek… W Urugwaju też pewnie można coś takiego znaleźć. Trzeba mieć tylko odwagę…

    Znajomy jak zobaczył co kupuję wyśmiał mnie, to powiedziałem mu że to smak kawalerskiej wolności, a on był świeżo po ślubie wtedy (z 9 lat temu to było) i żona mu gotowała dobre rzeczy. I przytył i wziął kredyt. Teraz już się nie śmieje.

    Ale trzeba przyznać że ja już bym do tego nie wrócił, ale jest takie przysłowie że prędzej chudy zdechnie niż gruby schudnie, więc to ja powinienem się martwić. Ale z drugiej strony tam w Ameryce Południowej wojny nie będzie.

  14. gajger:
    zabawne, ze najwiecej w temacie odchudzania sie maja do powiedzenia ludzie, ktorzy ani sie tym zawodowo nie zajmuja, ani tez sami nigdy otyli nie byli….czyli tradycyjnie, po polsku: nie znam się, ale się wypowiem!

  15. Jasne że tak, bo patrząc na sprawę z dystansu mają do niej bardziej merytoryczne podejście. Nie skupiają się też na eksponowaniu wątków mających być tylko wymówką dla niepowstrzymanego łakomstwa.

  16. A i bardzo uważałbym na ludzi którzy się zajmują odchudzaniem zawodowo…

  17. Patrzysz na sprawę z dystansu ale zarazem bez analizy tego co sam piszesz. Ot z bliska:
    – skoro, jak piszesz, ciężka operacja zmniejszania żołądka jest przez niektórych powtarzana to chyba znak, że metoda nie działa (nie ma efektu trwałego);
    – sprowadzając dyskusję do twojego sformułowania „grubasy” zrobiłeś sobie chochoła i w niego tłuczesz nawet nie definiując kogo masz na myśli pisząc „grubas”; czy 115kg wystarczy? A czy 70 kg wagi dla niewielkiej i chudej 90-letniej babci to dużo?
    – podany przez ciebie przykład kolegi i tego, że przytył jest bezwartościowy- sprowadzasz go wyłącznie do tego, że żona mu gotuje i kompletnie ignorujesz np. predyspozycje kolegi do tycia, predyspozycje mężczyzn do tycia z wiekiem, kwestię chorób i wreszcie to czy kolega prowadzi aktywny tryb życia;
    – przywołany przez ciebie przykład alkoholizmu wygląda jak uproszczenie przypadku „człowiek z problemami emocjonalnymi” do „zwykły leń”; moje wątpliwości biorą się z tego, że szybko przechodzisz do sformułowania „pijak”.

    Warto dodać, że obecnie nie do końca wiadomo z pewnością jaka waga jest prawidłowa i wiele wskazuje na to, że każdy osobnik może mieć własną wagę prawidłową a wygodne wskaźniki są co najwyżej wygodne, ale nie wiarygodne.

  18. Pytanie jest proste. Czy człowiek żyje, żeby żeby jeść, czy je,żeby żyć?
    Oczywiście pytanie jest ważne dla każdego stworzenia. Ja jem, żeby żyć.
    Lekarze dzisiaj nie leczą, raczej przedłużają życie w chorobie.
    A tych ludzi panie gajger, to po wynikach znamy, po wynikach. Takie tvn kuchnia, gdzie podają przepisy dań nawet dla wegan, jego mać. A pani Gessle już nie serwuje przepisów – bab.

  19. @gajger
    „Jasne że tak, bo patrząc na sprawę z dystansu mają do niej bardziej merytoryczne podejście. Nie skupiają się też na eksponowaniu wątków mających być tylko wymówką dla niepowstrzymanego łakomstwa.”
    Patrząc na sprawę z dystansu łatwo jest też przeoczyć, co aktualnie na ten temat mówi nauka.

    Otyłością się nie zajmuję zawodowo, ale z racji wykształcenia i pasji (którą jest mikrobiologia) czasem trochę podczytuję w tym temacie. Najnowsze badania dotyczące korelacji miedzy mikroflorą jelitową a otyłością stawiają pod znakiem zapytania tezy, że niezdrowa dieta jest wyłącznie sprawą „braku silnej woli”. Na razie o tym jest dość cicho, być może dlatego, że myśl o tym, iż małe żyjątka zamieszkujące nasze jelita mogłyby „sterować” naszym zachowaniem jest dla wielu dość niemiła. ;-)

    PS Obecnie bada się również możliwy wpływ mikroflory (nie tylko zresztą jelitowej) na takie choroby jak depresja, schizofrenia czy autyzm. Byc może medycyna przyszłości będzie postrzegać człowieka nie jako jednostkę, ale jako cały ekosystem.

  20. Karolina:
    dzieki za glos w dyskusji. Masz moze jakies konkretne linki do badan/artykulow? Cos tam gdzies mi sie przewinelo, ale bardziej na zasadzie sensacji tu i owdzie.
    Zwlaszcza te badania na temat wplywu mikroflory na autyzm sa intrygujace – boc przeciez autyzm to nie choroba, a zaburzenie rozwojowe (przynajmniej wg aktyalnego stanu nauki, a to ma dosc powazne implikacje)..

  21. Taki moj kamyczek do ogrodka.
    Mielismy w ogolniaku kolege. Przy wzroscie 169 wazyl ca. 120 kg.
    Czy sie obzeral. Nie. Mial nietolerancje na jakis dosyc standardowy skladnik wszelkiego pozywienia… a zywienie sie wylacznie skladnikami niezawierajacymi tego czegos (wylecialo mi z glowy co to bylo… to juz prawie 20 lat temu) nie wchodzilo w gre. Kijowa sytuacja.

    U mnie za to bylo przez wiele lat odwrotnie…. ile bym nie zjadl, bylem suchy jak patyk (po mamie mam)… przez co mama i babcie pchaly we mnie jedzenie do oporu (przy moim zdarzajacym sie oporze)…. dopiero jak jakos 28ka mi stuknela zmienil mi sie metabolizm i nabralem ciala… teraz jak bym nie uwazal, to bym szybko dobil do 100…

    Tez mialem okazje czytac swego czasu o wplywie flory bakteryjnej jelita na wiele zachowan czlowieka i zmianach charakteru po roznych terapiach antybiotykowych.

  22. O tu nawet link:

    http://www.gesundheitsstadt-berlin.de/welche-rolle-darmbakterien-bei-adipositas-spielen-7333/

  23. PawelW Ten kolega to obżartuch, tylko sobie wymyślił bajeczkę na usprawiedliwienie. Ty też pomyśl, coś robił, gdy miałeś 20 lat. Pewnie leżałeś w łóżku, a rodzice Ci dokładali. Siedzę sobie tuż przy Zakopanym. Dziś mam zakwasy bo wczoraj wlazłem na Giewont. Ale 80% młodych dziewcząt ma tu nadwagę, nóżki cienkie u dołu, grube u góry. Te inne to cię przegonią raz dwa. Natomiast chłopcy raczej szczupli. Część Michałki G. Wiadomo że młody chłopak goni za piłką, dziewuchami. Może w coś gra. Potem zwalnia, a jak rzuci palenie to tragedia. I w związku z tym trzeba… Dał ktoś jakieś rozwiązanie?

  24. @futrzak
    Tak z głowy to dwa najbardziej ciekawe artykuły (przepraszam za przydługi link, ale tu artykuł dostępny jest za darmo):

    https://www.researchgate.net/publication/6617716_Turnbaugh_PJ_Ley_RE_Mahowald_MA_Magrini_V_Mardis_ER_Gordon_JI_An_obesity-associated_gut_microbiome_with_increased_capacity_for_energy_harvest_Nature_444_1027-1031

    oraz drugi (też dostępny bez opłat):
    http://www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC3829625/

    i krótka notka na ten temat w nature (napisana językiem popularno-naukowym, więc łatwiejsza do przyswojenia):
    http://www.nature.com/news/bacteria-from-lean-cage-mates-help-mice-stay-slim-1.13693
    Oczywiście literatury od tego czasu opublikowano mnóstwo, ale te dwie prace to swego rodzaju „kamienie milowe”.

    Przeglądówka na temat powiązań bakterie – umysł:
    http://www.pnas.org/content/112/30/9143.full

    PS Jedno małe ale: zarówno przemysł farmaceutyczny, jak i spożywczy już dawno zwęszyły kasę, dlatego sporo jest niestety badań w stylu „jogurcik wyleczy wszystko”, na co jeszcze jest za wcześnie, bo po prostu zbyt mało wiemy na ten temat.

  25. Są dwa sposoby jedzenia, od których się nie tyje. Albo trochę dobrego białka i dużo węgli a malutko tłuszczu (po japońsku) – co wtedy z woreczkiem żółciowym – albo odwrotnie mało węgli, dużo tłuszczu. Np. golonko. I mało białka. A brak, zmiana tych bakterii jelitowych to chyba inna choroba niż konieczność odchudzania.

  26. @prezio: Masz racje, ze wiele osob wymysla takie historie (nawet w rodzinie mam taka osobe). W jego przypadku wiem, ze otylosc to byl i niestety jest problem wtorny bedacy efektem innej choroby.

    Co do mnie… no wlasnie… pomiedzy 24 a 28 rokiem zycia mialem mniej wiecej takie samo tempo zycia…Jakis sporadyczny rekraacyjny sport (rower, rolki) tez byl. Ale ok 28 jak by we mnie piorun strzelil. Nagle ladnie w krotkim czasie przybralem 20 kg(z 70 na 90kg). Od tamtej pory zlikwidowalem wiele slodyczy, slodzenie herbaty (wczesniej 2 lyzeczki cukru teraz od lat nic), zaczalem cwiczyc regularnie na silowni (2-3xtyg). I wrocilem do mniej wiecej 76kg.

  27. prezio:

    coz, zmieni ci sie flora bakteryjna w przewodzie pokarmowym i jedzac dokladnie to samo i tyle samo, bedziesz otyly:

    The team took gut bacteria from four sets of human twins in which one of each pair was lean and one was obese, and introduced the microbes into mice bred to be germ-free. Mice given bacteria from a lean twin stayed slim, whereas those given bacteria from an obese twin quickly gained weight, even though all the mice ate about the same amount of food.

    To, co jest pocieszajace to fakt, ze proces ow jest odwracalny. Tylko ze aby cos zmienic, trzeba zmienic flore bakteryjna, a nie rzucac sie jak szaleniec do gymu czy na maratony…

  28. @prezio
    Radzę przeczytać oba artykuły. Tu nie chodzi o brak/zmianę mikroflory jelitowej, ale o to, że te bakterie (gwoli wyjaśnienia – obecnie wiadomo, że jest to bardzo indywidualna sprawa i, że ludzie różnią się między sobą „zawartością” jelit) wpływają na balans energetyczny spożywanego jedzenia, tzn. w praktyce – ile kalorii jesteśmy w stanie uzyskać z tego, co zjadamy.

    Obecnemu przemysłowi dietetycznemu to zapewne trochę „nie w smak”, bo wygląda na to, że przeliczanie kalorii na gramy posiłku nie do końca ma sens.

  29. futrzak, Karolina.

    Oczywiście w te badania nie wierzę. Kiedyś były też badania o szkodliwości jajek, tłuszczu. Wystarczy mieć fajną florę bakteryjną i można wcinać? A z żółtka przy pomocy koguta powstaje prawdziwy, żywy kurczak z oczami, ścięgnami, skórą i flakami. Tyją ludzie co jedzą w skrócie tłuste ciastka. Dobry tłuszcz – zwierzęcy – jako lepsze paliwo płynie z jelit bezpośrednio do komórek z pominięciem wątroby – biochemia – a węgle są przetwarzane na zapas, tłuszcz w górze nóg.
    Najgorsze, że golonka teraz są coraz chudsze. trzeba je popijać śmietaną.
    Tyle zrobiła ta propaganda amerykańska o szkodliwości tłuszczu, że nawet producenci hodują świnie tylko na szynki – prawie.
    Rzuciłem kiedyś palenie i dla tego zmieniłem – och jakie miałem szczęście raz w życiu – żywienie. To już prawie 20 lat.
    Aha, mam 63 lata. Wciąż młody :). Dzisiaj byłem na Ciemniaku potem Małolepszym i jadłem obiad – zgadnijcie co – dopiero o 19. Schodzenie z gór po północnej stronie utrudnione ze względu na śnieg. No resztki dokuczliwe.
    Pzrdo Wszystkim.

  30. prezio:
    metoda naukowa – gdybys nie zauwazyl – nie polega na wierze, ale na powtarzalnosc okreslonych wynikow przy zastosowaniu tej samej metodologii.
    Takze sorry, ale argument „w badania nie wierze” świadczy o totalnej ignorancji i traktowaniu science tak samo, jak wiary w bozię.

    NATOMIAST. Sa szarlatani, ktorzy wyniki badan falszuja. Dobieraja próbki pod okreslonym kątem. Lekceważą wyniki, które nie pasują im do obrazka.
    Takim np. „badaniem” były badania Wakefielda mające niby dowodzić związku między szczepieniami a autyzmem. Takimi tez badaniami były te mające dowodzić szkodliwości cholesterolu pochodzącego z diety.
    To była PSEUDONAUKA.

  31. I co? Te grube myszy zaczęły biegać?

  32. @Prezio: gdyby w ogóle chciało ci się poszukać informacji nt. tego jak powstały zalecenia amerykańskiego FDA piętnujące tłuszcz i nie piętnujące węglowodanów to byłoby fajnie. W dużym skrócie dawno temu wygrały interesy biznesu połączone z przebojowością nie całkiem kompetentnego naukowca przepychającego zalecenia żywieniowe w FDA. Jego przeciwnik miał dobre badania ale był introwertyczny na tyle, że utrudniało mu to argumentowanie swoich racji. Warto też dodać, że na koniec ub. roku FDA wydała nowe zalecenia, które niosą ze sobą zmianę w zakresie podejścia do węglowodanów właśnie idąc wbrew interesom biznesu.

  33. @prezio
    Przyznam szczerze, że mnie jako mikrobiologa nie bardzo obchodzi, czy ktoś wierzy w badania naukowe, czy też nie. Nauka nie jest bowiem oparta na wierze.

    PS Widzisz, a ja obżeram się słodyczami całe życie, i mimo to chuda jak szkapa. No gdzież te obiecane przez ciebie węgle, co by nadały moim udom krągłości, ja się pytam?

  34. Karolina.
    Napisz że też sobie podjadasz boczusia i masełka. To się zacznę zastanawiać. A woreczek żółciowy masz jeszcze? FDA wierzyłaś? Może Cię przekonali. W książce mojego guru dieta wysoko węglowa jest opisana i powiedziałbym jako zalecana alternatywa.

    mall
    Coś tam czytałem na temat zaleceń FDA.
    Ale ile ludzi zmarło od tych zaleceń, zmarło to g… Ale ile różnych chorób i lat cierpienia, wydawania kasy na leki, coraz lepsze i „tańsze”.
    Tak, FDA honorowo powinien/na popełnić samobójstwo. Zniknąć.

  35. @prezio
    Co do FDA się nie wypowiem, bo mieszkam w Polsce i na rynku amerykańskim się nie znam. Za to boczek i masełko jak najbardziej lubię, podobnie jak tłustą skórkę z pieczeni, a jedyne, co miałam usuwane, to migdałki i zęby mądrości. ;-)
    Bierz pod uwagę, że wiele diet nadal opartych jest na starych przesłankach naukowych (albo, co gorsza, na nienaukowych dziwactwach). I dlatego ich skuteczność może być bardzo różna, bo jesteśmy – jako ludzie – tak bardzo indywidualni, jak zamieszkujące nas mikroby.

    Taka mała ciekawostka na koniec (i już więcej bloga spamować nie będę) – niedawno okazało się, że bypass żołądkowy również zmienia mikroflorę jelitową pacjenta.

  36. @futrzak: yeah whatever rocks your boat ale..
    modelki i gimnastyczki też się całe życie odchudzają i raczej grube w swych późnomłodzieńczych ;-) latach nie są. To zdaje się obala tezę jakoby ścisła dieta prowadziła do otyłości nie?
    myślę że powodem otyłości w tych dwóch sportach na które się powołujesz jest co innego- będąc bokserem jesteś tak z siebie zadowolona kiedy więcej ważysz że uch, no po prostu uwielbiasz to uczucie bycia silniejszym. Dodatkowo jest to sport który ciężko uprawiać po pięćdziesiątce tak jak i zapasy bo po pierwsze kontuzje a po drugie jakoś nie wypada się pokazać ludziom w wieku dorosłym i z obitą gębą.
    Każda szczupła osoba którą poznałem kiedykolwiek jest na „diecie”. Po prostu monitorujesz swoje ciało i kiedy pojawiają się fałdki zwiększasz wydatek energetyczny albo zmniejszasz intake.
    Osobiście poprowadziłem kilka osób 30kg w dół- a i sam miałem moment 116kg więc wiem że można. ale nie wierzę w małe zmiany bo te nie motywują. Bycie trochę mniej rozlanym grubasem to nie jest coś co jest atrakcyjniejsze niż ciasteczko.
    obraz swojego ciała jako doskonałości jest za to milszy niż dodatkowa porcja żarcia- nawet z grilla czy parilli ;-)

  37. tataniewraca:
    To zdaje się obala tezę jakoby ścisła dieta prowadziła do otyłości nie?

    Nie obala. To jest twoja subiektywna obserwacja i zgadywanie, a w opisywanym tekscie wykonano konkretne badania – zerknij do linka, zobacz jaka byla metodologia, jakie czynniki kontrolowano.
    Nie wiem dlaczego ludziom sie wydaje ze jedna subiektywna obserwacja ma obalac serie eksperymentow z zakresu science?

    O „obalaniu” moglibysmy rozmawiac, gdybys zacytowal inne badanie, przeprowadzone zgodnie z przyjeta metodlogia naukowa, ktorego wyniki okazaly sie inne.

    Każda szczupła osoba którą poznałem kiedykolwiek jest na „diecie”.

    Not true. Do 27 roku zycia bylam chuda jak patyk (178cm. wzrostu i waga 56 kg.) – a obzeralam sie przepotwornie. Jadlam tyle, co dorosli mezczyzni wyzsi i ciezsi ode mnie, wszelakie tlustosci, slodycze, buleczki, torciki, kluchy, fryty, boczki – you name it. Do tego zapijane hektolitrami piwa. I co? NIC. Absolutnie nic.

    Co to znaczy „dieta” dowiedzialam sie dopiero, gdy wycieto mi 2/3 tarczycy i gdy zaczelam miec choniczny niedobor hormonow produkowanych przez tarczyce, a ktore to hormony reguluja tempo przemiany materii.

    Oczywiscie wiekszosc ludzi nie ma tego typu problemow, ale sa inne czynniki wplywajace na tempo metabolizmu jak i na enery intake pozyskiwany z pokarmu, ktory zjadamy – sprawdz prosze linki, ktore podala wyzej Karolina.

  38. no obala obala bo właśnie wywraca tezę w sposób niewymagający badań pseudonaukowo-terenowych a jedynie za pomocą staromodnego wnioskowania czyli onaża fałszywość założeń i niepełność analogii
    tyją zapaśnicy i bokserzy-> tyją wszyscy na diecie
    wyjaśniam: jeżeli tyją zapaśnicy to oznacza że tyją wszyscy będący na diecie – wywracam tę tezę dowodem na inną tak samo liczną grupę której do badania nie włączono.

    co do metodologii tej pseudonauki to odpowiednio zawężając badany zakres danych wejściowych mogę udowodnić że np wszystkie kobiety nazywają się jola
    to dosyć proste i często stosowane np w badaniach leków.
    A co do własnego przypadku to i tak zrób sobie wykres waga-lata i coś z tego zobaczysz ;-)
    Nie wiem jak było u Ciebie ale takiej ilości żarcia w tak zachęcająco niskich cenach z dodatkiem cukru do wszystkiego to 25lat temu nie było i to może być wytłumaczenie.

  39. LCHF

  40. prezio:
    huh?

  41. Proszę wpisać w przeglądarkę. Wszyscy chudną. Choć stosuję żywienie podobne, ale trochę inne. Na moje jedzenie w marcu wydałem aż 181 PLN, ale może coś zostało z wcześniejszego miesiąca. Z Zakopanego pozdrawiam.

  42. prezio:
    tak, znam ta diete. Tak, zywie sie w ten sposob od conajmniej 2 lat. Nie, nie wszyscy chudna.
    Jak napisalam powyzej: nie mam 2/3 tarczycy i stad chroniczny niedobor hormonu regulujacego metabolizm. Albo musze thyroid w pigulach jesc, albo sie ciezko glodzic (ale w ten sposob nie da sie normalnie funkcjonowac).


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d bloggers like this: