Napisane przez: futrzak | 29 grudnia 2015

Troche statystyk dla doroslych

Pozwole sobie przetlumaczyc tekscik z „The Other 98%”. Dotyczy oczywiscie mieszkancow USA.

Fun statistic for adults!
[Zabawna statystyka dla doroslych!]

When I was a kid I had no help with college tuition, I was hardworking and paid it all myself.
[Kiedy bylem dzieciakiem nikt nie pomagal mi w oplacie czesnego za studia. Ciezko pracowalem i sam sobie za wszystko zaplacilem.]

Annual tuition for Yale 1970 – 2,550 USD
Annual tuition for Yale 2014 – 45,800 USD
[Roczne czesne za Yale]

Minimum Wage 1970 – 1,45 USD
Mnimum Wage 2014 – 7,25 USD
[Placa minimalna za godzine brutto]

Daily hours at minimum wage needed to pay for tuition 1970 – 4,8
Daily hours at minimum wage needed to pay for tuition 2014 – 17,3
[Liczba godzin dziennie platnych wg minimalnej stawki potrzebnych na pokrycie czesnego za rok]

Mysle ze tym, ktorzy wyznaja wielki mit „od pucybuta do milionera” umknal ten maly statystyczny szczegolik..

***

A tymczasem w Montevideo i okolicach koniec z plażingiem – nastapilo bowiem jakze typowe dla cywilizacji przenawożonej zjawisko – zakwit cyjanobakterii. Jak widac na zdjeciach z linka, wyglada oblesnie, a do wody lepiej nie wchodzic, bo cyjanobakterie produkuja szkodliwe toksyny. No. Teraz przynajmniej wiem skad ten paskudny kolor wody, o ktorym pisalam w poprzedniej notce…

Reklamy

Responses

  1. Niezbyt motywująca samodzielność. Ciekawi mnie porównanie jakiejś rodzimej uczelni i zestawienie z powyższymi liczbami.

  2. tomasz:
    „rodzimej” czyli jakiej? Z Polski? O ile wiem w Polsce nadal studia na panstwowym uniwersytecie sa bezplatne (o ile nie powtarza sie roku, nie bierze dziekanki i studiuje dziennie).

  3. zadam podchwytliwe pytanie: jaki wniosek?

  4. Bolek:
    ze porownywanie kraju, w ktorym (nadal) najlepsze, bedace w czolowce uczelnie sa panstwowe i publicznie dostepne bez czesnego z USA nie ma najmniejszego sensu?
    No chyba ze chodzi ci o cos innego. To moglbys napisac wlasciwie, o co.

    W ogole przegladalam sobie niedawno archiwum bloga i musze powiedziec, jak juz pare lat komentujesz, tak nadal podobnie zawile i nigdy nie wyjasniasz o co ci chodzi :-/

  5. To prawda i mowi sie, ze to m.in. z powodu łatwych i tanich kredytów rządowych uczelnie sie tak rozpuściły. Faktem jest, ze nawet byle jakie studia na takiej sobie uczelni kosztują krocie. Zwróć uwagę jednak, ze jest dużo opcji stypendiow, które umożliwiają studia osobom bez środków, jak rownież możliwość dorobienia na uczelni, zwłaszcza GA na studiach magisterskich. Mnie nigdy nie byłoby stać na skończenie tu studiów, a obcokrajowcom nie daje sie kredytów, co mi nie przeszkodziło w skończeniu tu horrendalnie drogich studiów magisterskich wlasnie dzięki stypendiom.

  6. Anetacuse:

    jesli chodzi o scholarships…:

    The fact is, very few students receive enough scholarships and grants (including state and federal need-based and non-need-based aid) to cover all college costs. Of the students enrolled full time at four-year colleges in the 2007-08 school year, only 0.3 percent (be sure you read that right: not 3 percent but 0.3 percent) received enough money to cover the full cost of attendance, according to Kantrowitz, whose statistics come from the National Postsecondary Student Aid Study and analyses of various Fastweb databases.

    To jakby nie stanowi „duzo” opcji…
    (zrodlo https://www.washingtonpost.com/business/get-real-on-scholarships/2011/03/08/ABM4LfR_story.html )

  7. @Futrzak
    Jasne, nie bronie chorego systemu ale stypendia istnieją w szerszym zakresie i na częściowe pokrycie kosztów szansa jest realna:
    „Only about one in 10 undergraduate students in bachelor’s degree programs wins a private scholarship, on average about $2,800 a year.

    Here’s what he says about the prospects of earning scholarships:

    l Good grades matter. But only about 19 percent of high school students with a grade-point average of 3.5 to 4.0 (on a 4.0 scale) get the awards.”
    Z tego samego miejsca

  8. Ale do czego to niby ma się odnieść ?:) Jak tam dobre szkoły to tylko prywatne :)

  9. Nie chodzi, że stypendia mają pokryć całość, ale to co pozostanie do zapłacenia może sprawić, że studenta będzie stać to opłacić, lub suma kredytu nie będzie orbitalna.

    Tak, mało osób dostanie stypendia, ale wg. mnie to jest bardzo porównywalne do sytuacji w Polsce. Mamy dobre darmowe uczelnie, ale tylko najlepsi się na te studia dostaną, zwłaszcza na b. popularne kierunki, bo jest tylko garstka miejsc na cały kraj. Reszta albo będzie studiować inny, mniej popularny kierunek, albo idzie uczyć się prywatnie, czyli płaci. Tak samo jak w Stanach: tylko garstka najlepszych dostanie merit scholarship, czyli nie pomoc finansową ze względu na niskie zarobki rodziców, ale stypendium z racji dobrych stopni lub talentu w jakiejś dziedzinie, kiedy instytucji zależy żeby taki student skończył właśnie ich uczelnię. Reszta też może ten kierunek skończyć, ale albo taniej gdzie indziej, albo kosztem zapłacenia pokaźnej sumy. Oba systemy stawiają na talent i go nagradzają (pomijam temat korupcji). Piszę nie z punktu widzenia znania statystyk, ale z obserwacji sytuacji kilkudziesięciu moich znajomych z dziećmi w wieku studenckim na przełomie moich 16-tu lat w Stanach. I albo dzieci większości moich znajomych to geniusze, albo stypendia nie są aż tak rzadkie jak się wydaje.

    Dodatkowo szkoły średnie oferują darmowe zajęcia na poziomie uniwersyteckim (college credit courses), zdolni mogą zrobić jeden albo nawet dwa semestry uniwersyteckie jeszcze w szkole średniej, a kredyty przenieść, co im skróci czas opłacanej edukacji o nawet rok. Można też zacząć edukację w tanim community college i po dwóch latach przenieść się do renomowanej czteroletniej instytucji. Dyplom się ma z renomowanej, a koszty dużo niższe. Na dodatek jeśli się skończy dwuletnie studia w community college z dobrym GPA, wtedy można przebierać w stypendiach bo student udowodnił, że sobie na uniwerku radzi. To akurat wiem z autopcji. Są opcje, tylko trzeba znać system i mieć praktyczne podejście, a większość nastolatków amerykańskich za wysoko nos nosi żeby iść do community college – mało prestiżowy – i pomieszkać w domu jeszcze dwa lata.

  10. @ Futrzak
    Przepraszam to moja wada z którą próbuje walczyć.
    Moja żona mówi że mimo że nie jestem informatykiem to zachowuje się jak informatyk.
    Czyli cała wypowiedź ograniczam do jednego słowa a potem oczekuje odpowiedzi. Postaram się poprawić.
    I wracając do tematu.
    Pokazałaś jakieś liczby natomiast nie wiem jakie wnioski wyciągasz z tych liczb.
    Dla mnie to jest po prostu bąbel edukacyjny.
    Ja jestem rocznik 77 i z mojego rocznika na studia z 48 osób poszło 5-6 osób . Szkoła na wsi.
    W tym momencie to w każdym domu jest student albo dwóch.
    I w USA jest to samo.
    Jest pobyt to dlaczego nie podnieść cen.

    @aneta
    I albo dzieci większości moich znajomych to geniusze, albo stypendia nie są aż tak rzadkie jak się wydaje.

    Kiedyś miałem okazje rozmawiać z osoba która robiła doktorat w Yale.
    Wyobraź sobie proszę że jesteś najlepszym uniwersytetem na świecie.
    Zbierasz najlepszych studentów którzy byli najlepsi w swoich szkołach.
    I co się dzieje?
    Miejsce nr 1 jest tylko jedno.
    Wyobraź sobie co się dzieje z takim człowiekiem który był zawsze no1.
    A teraz jest n-ty.
    Pojawiają się samobójstwa agresja niezdrowa rywalizacja(dekalibryzacja mikroskopów przed zajęciami) itd.
    A takie historie źle wpływają na markę.
    Co robisz?
    Wprowadzasz średniaków którzy są szczęśliwi z samego faktu że mogą
    tam studiować.
    I dzięki temu wiele problemów społecznych się rozwiązuje.
    Do mnie ta teoria trafia .:)

  11. Bolko:
    wnioski sa jakby ehm zawarte w notce…?

    Ze kiedys w USA (nie dalej jak 4 dekady temu) mozna bylo skonczyc studia na jednej z najlepszych uczelni i sfinansowac je wlasna praca? Bo czesne bylo nizsze (ba, bylo troche uczelni stanowych, gdzie nie bylo zadnego czesnego) i inna (korzystniejsza) relacja placy minimalnej do kosztow zarowno czesnego jak i kosztow zycia?

  12. […] Mit american dream zdechł w niesławie, jak zajeżdzona na smierć kobyła. Zrobić studia bez pomocy z zewnatrz (niech to będzie chociaż pokrycie czynszu i żarcia poprzez mieszkanie z rodzicami albo wspołmaużonkiem) albo zadłużenia sie po same uszy, nie jest juz mozliwym; Takie coś można było zrobic parę dekad temu, kiedy istniały tuition free stanowe uniwersytety i siła nabywcza płacy minimalnej była trochę większa. […]


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: