Napisane przez: futrzak | 4 listopada 2015

Rozwazania o agile

Dysklajmer: post hermetyczny o kompach i przyleglosciach. Nieczajacych uprasza sie o pominiecie, czajacych o zastanowienie sie. A jak ktos ma ochote przyczepic sie o to, ze roi sie od niezrozumialych anglicyzmow radze najpierw walnac baranka w sciane, a potem przeczytac od poczatku dysklajmer…

——————————
Wicie, rozumicie. Patrzac na aktywnosc blogowo/buniowa znajomych z Polski z branzy IT odnosze wrazenie, ze agile to jest taki nowy Holy Grail software development.
Wszystko, co zle bylo, to te stare modele developmentu. Jakies-tam waterfall, jakis tam project management – furda! To wszystko to stare smierdzace dwusuwy, my dzis Tesla jezdzim!!

Pomine juz fakt, ze moda owa do Polski dotarla jak zwykle z co najmniej kilkuletnim opoznieniem. No ale dotarla. I co dalej? Pacze pacze i nic nie widze. No bo w firmach, ktore mienia sie stosowac model pracy agile pracuje juz od co najmniej 2006 roku.
Byly to startupy, byly firmy duze, te co wdrazaly od poczatku i te, co przechodzily na w trakcie.

Wnioski? Jakby sie nie obkrecic, to d* zawsze z tylu. Sposob organizacji pracy przy czymkolwiek musi byc dostosowany do ludzi i do produktu. A ludzie i produkty rozni sa, prawdaz.
To, co bedzie dzialac w firmie, gdzie przez ramie siedzi ze soba kilku programistow i QA, a technologia to web application w javie, gadajaca do bazy danych oraz z web-based GUI, nie bedzie dzialac w firmie, ktorej produktem jest serwer, switch czy karta graficzna.
Spotkalam juz co prawda takich macherow co twierdzili, ze DA SIE. Sa to jednak zwykle ludzie, ktorzy nie wiedza jak wyglada np. proces projektowania plyty glownej, procesora, karty graficznej, sieciowej etc. a hasla ASIC, verilog czy HDL sa dla nich czarna magia.
No ale niewazne. Dzisiejszy swiat komputerow jak wiadomo ogranicza sie do Internetu, a Internet, to jak kazde dziecko wie, sklada sie z przegladarki. C’nie? Wiec jesli mozna robic w kawalkach deployment poszczegolnych APIs i opisac wszystko w WSDL, to przeciez proste, nie?
I furda, ze nauczenie sie programowania w pythonie prostsze jest, niz obsluga tych wszystkich wyfiokowanych i skomplikowanych narzedzi do zarzadzania projektem jak Jira, Bamboo, to czy smo. Story, task, sub-story, sub-task, sub-sub, srub-srub. Kiedys zarzadzajacy projektem (project manager) wiedzial, co, kto, gdzie i kiedy. Dzisiaj mamy self-managing-teams. I kazdy z tych biednych ludkow jest tak samo zagubiony w procedurach, sub-sub-srub i calej reszcie. Efekt: przy pewnym rozmiarze projektu nie wie lewica, co robi prawica, nozka buja sie pod stolem, a jak przychodzi relese, to panika i nic nie dziala jak zwykle.

Bo kto to wymyslil? Ze programista od frontendu nie musi wiedziec, co robi ten od backendu – bo to nie jego interes? A jak cos wiedziec musi, to product owner bedzie wiedzial? No zabawa w gluchy telefon, po prostu. Agile nie skaluje sie ani w gore, ani w poprzek (a jesli juz, to w wielkich bolach i kosztach). Ktos na slepo przeniosl zasady spisane na papierze – zbior luznych uwag, powstalych w opozycji do zastanej sytuacji – na wszystko, co ma w hasle komputer. A potem poszly rzesze akolitow przekonujace, ze jesli ludzie nie potrafia sie dostosowac do procesu, to cos nie tak z ludzmi. Really?

Niestety, poza nielicznymi wyjatkami, z agile mam deja vu. Komus gdzies wydalo sie, ze w ten sposob mozna zserializowac prace, ktora normalnie wymaga dosc wykwalifikowanych i myslacych ludzi. Wsadzimy proces, kazemy wypelniac kontrolki, zrobimy szkolenie i voila!
Niestety, kiepsko to dziala….

Ale, niewazne. Jak powiedziala moja kolezanka z pracy: moge najpierw pisac moduly, potem je testowac a potem kasowac i od nowa. Byle mi placili :)
Welcome to corporation….

Reklamy

Responses

  1. Ostatnio w internecie furore robi taki artykul na temat Scruma (i Agile’a)

    https://getpocket.com/redirect?url=http%3A%2F%2Fwww.aaron-gray.com%2Fa-criticism-of-scrum%2F

  2. satyr:
    Dzieki za linka! Autor dobrze ubral w slowa to, co mi sie pod czaszka gotowalo juz od dlugieeeego czasu.

    Tak. Kiedy wiecej czasu zaczyna sie spedzac na meetingach, raportowaniu, points estimation i podobnych – produktywnosc spada.
    Ludzie lubia robic konkretne rzeczy, tworcze, a nie odfajkowywac kolejne kontrolki i meetingi…

    Tak, scrum to taki micromanagement wzniesiony na poziom sztuki i z dorobiona ideologia :-/

  3. socjalizm tak
    wybaczenia nie

    lub

    system jest dobry
    to ludzie jeszcze nie dorośli

    Kurcze kiedyś była stal i węgiel teraz jest kod i bity
    a nic się nie zmieniło

    Ja to myslę że to wszystko przez księgowych.
    Program zawiera 1 mln linii kodu
    Informatyk jest w stanie wklepać 10 tyś linii na miesiąc
    Zatrudnimy 10 informatyków po 10 miesiącach będziemy mieć aplikacje
    Kosztować to nas będzie 10x10x10000 zł
    Sprzedamy za 10 mln
    zarobimy 9 mln
    prawda że proste :)

    OT
    jestem z innej bajki
    ale kiedyś szef mnie uczył jak obchodzić procedury które sam wymyślił

  4. Bolko:
    tak, dokladnie.

    Bo to nie chodzi o forme wlasnosci, a o mentalnosc ludzka (moim zdaniem).

    Przeciez agile to wykwit zapotrzebowania na kapitalistyczna efficiency no i oczywiscie wszystko trzeba spieniezyc :) – czyli, jak to okresliles, wsyzstko przez ksiegowych :)))

    A ja mam staromodne podejscie i moim zdaniem ZUO (niezaleznie od tego jaki jest model managementu, produkt i cala reszta) zaczyna sie w momencie, kiedy middle management i project management obsadzony jest przez ludzi, ktorzy na konkretnej robocie sie nie znaja. Be it pisanie kodu, testowanie, projektowanie samochodow, robienie piecow – cokolwiek.
    Tacy ludzie musza jakos pokazac, ze COS robia (produkuja wiec raporty i statusy) a z drugiej strony panicznie sie boja tego, ze nie wiedza, co robi jaki czlonek zespolu. Wiec stad te wszystkie zapetlajace sie meetings, reporting boards, stories etc, itd….
    Zatrudnij jednego project managera, ktory nie ma pojecia o pisaniu kodu, a za rok bedziesz mial team, ktory skupia sie na produkowaniu raportow a nie pisaniu solidnego kodu, co sklada sie na sensowne oprogramowanie…

  5. > Bo to nie chodzi o forme wlasnosci,
    > a o mentalnosc ludzka (moim zdaniem).

    Oczywiście że tak

    Pooglądaj stare filmy z zebrań zakładowych w czasach PRL-u

    Przypomnij sobie jakaś ostatnią dłuższą nasiadówkę

    No ok teraz są rzutniki i laptopy

    >kiedy middle management

    Oj to Futrzak pojechałaś
    Dobrze że moja żona tego nie czyta, bo poleciała do Anglii :)
    Ona ma teorie że middle level nie musi się znac na robocie.
    On musi się znać na organizowaniu tej roboty.
    Czyli umieć zadawać pytania.
    Słuchać uważnie odpowiedzi.
    Wyciągać wnioski.

    Kiedyś myślałem że to bzdura.
    Ale przez kilka lat pracowałem w budowlance gdzie w core biznes
    pracują fachowcy. Tzn że żeby być kierownikiem albo i wyżej
    musisz mieć egzamin i uprawnienia.

    I kurcze jak patrzyłem na tych kierowników to byłem zaskoczony że oni też są zaskoczeni rzeczami które powinny być dla nich oczywiste.
    Ale może się nie znam nie jestem budowlańcem.
    I teraz uważam że to że umiesz odróżnić beton od stali co wcale nie znaczy że jesteś dobrym fachowcem/kierownikiem.

    Nie Futrzak to nie jest kwestia wiedzy i doświadczenia.
    To jest tylko kwestia ilości papieru ile musisz mieć żeby dupa nie bolała jak idziesz do swojego szefa. Bo on też ma swojego. A ten swojego.
    A szef szefów idzie do księgowego i pyta się ILE zarobilismy?

    Tak że to jest wina księgowych :)

    A korporacje premiują oportunistów a nie innowatorów.
    Więc jak powiedział dr Fleischman z Przystanku Alaska:
    Jak długo można płynąc przeciw prądowi rzeki

  6. Bolko:
    Ona ma teorie że middle level nie musi się znac na robocie.
    On musi się znać na organizowaniu tej roboty.
    Czyli umieć zadawać pytania.
    Słuchać uważnie odpowiedzi.
    Wyciągać wnioski.

    Musi sie znac. Nie bedziesz wiedzial JAKIE pytania zadawac, jesli nie wiesz, o co chodzi.
    I tysiackrotna uwaga ci NIC NIE DA jesli nie rozumiesz, o czym mowia. A co dopiero wyciaganie wnioskow????

    Sa takie dziedziny, ktore sa ZBYT SKOMPLIKOWANE zeby ludzie w nich pracujacy mogliby byc nie-fachowcami z danej dzialki.
    Programowanie to jedna z nich (zakladajac, ze robimy cos nowego, a nie to samo, co setki przed nami i nasza praca sklada sie z czegos wiecej niz cut-and-paste).
    Inna: wyobrazasz sobie, ze szefem labu biochemicznego, gdzie robi sie sekwencjonowanie genow albo opracowuje nowe leki – ze szefem takiego labu jest jakas panna po MBA? Albo gosciu od HR?

    Albo: szefem zespolu, ktory zajmuje sie obsluga, przygotowaniem i potem „babysitting” komercyjnych satelitow wystrzeliwanych na orbite jest ktos po zarzadzaniu, kto nie potrafi nawet odroznic poszczegolnych czesci tego urzadzenia????

    To jakis absrud. Nowoczesna wersja slawnego „nawet kucharka moze rzadzic panstwem”.
    Ta. Jasne. Ciekawe, jak dlugo.

    To, co powiedziala twoja zona, to jest ze tak powiem klasyka gatunku. Kazdy chcialby „rzadzic” jak najmniejszym wysilkiem i pobierac urocza pensyjke. Jakie to rozkoszne.

    Slyszales kiedys o „leading by example”?
    Ludzie z IT, programisci zwlaszcza, sa dosc inteligentymi ludzmi. Jesli maja jakis problem i zwracaja sie z nim do szefa (co nie jest czeste, bo na ogol sa zbt dumni zeby sie przyznac, ze czegos nie potrafia sami zrobic) – to oczekuja na ogol konkretow. Jak ich nie dostana i zauwaza, ze ich szef jest ignorantem – polegl ten szef. Nie beda darzyc takiej osoby szacunkiem i to nie bedzie zarzadzanie, ale silowanie sie z zespolem, ktore zreszta najczesciej przybiera postac micromanagementu – wracamy do tego, co w artykule.
    To tak ku*wsko powszechne w Polsce, ze az glowa boli.

    Ja w ogole nie wiem, jak ktos moze sadzic, ze jest w stanie ocenic, czy ma dobrego programiste czy nie, jesli nie rozumie w ogole kodu? Takiego managera mozna smiesznie latwo zadowolic. Natrzepie sie tyle linijek, ile trzeba, one sie JAKOS wykonaja.. jesli do tego ow szef nie ma tez zielonego pojecia o testowaniu, to bedzie uwazal, ze robota zrobiona. Kod jest, testy na plus, szafa gra.
    Bryndza wychodzi dopiero, jak klient dostaje aplikacje, a ona udaje tylko, ze dziala.

    Takze to nie tylko wina ksiegowych, to glownie wina middle management, ktoremu sie wydaje, ze umiec ocenic owoce pracy kogos, o ktorym nie wie nawet, co ta osoba robi.
    Powiedz mi, po czym twoja zona odroznia, ze ma do czynienia z dobrym programista albo zlym? Po tym, ze mowi, ze wszystko zrobil na czas? Ze powie, ze sobie z czyms nie radzi? Bo jest mily? Komunikatywny?
    Po czym?
    Zwykle takim jak twoja zona WYDAJE sie, ze maja do czynienia z dobrym programista, kiedy maja przed soba karnego wyrobnika. Taka prawda.

  7. Myślę sobie o tym middle management i mam mieszane uczucia. Nie każdy kto jest dobry w dziedzinie X nadaje się na menadżera, a kiedyś menadżerowie byłi prawie zawsze awansami osób ze swojej dziedziny, więc kiedyś pracowali w tym, czego teraz pilnują. Potem naszła moda na MBA i inne takie i poszło w drugą skrajność jaką opisujesz, że ludzie się nie znają tylko wchodzą w obcą sobie działkę zarządzać. Wg. mnie najlepszym wyjściem byłoby coś pomiędzy, czyli że SME (subject matter expert) z dodatkowym szkoleniem i naturalną predyspozycją do zarządzania dostaje awans na taką pozycję.

    Pracuję dla małej firmy, która obrała jeszcze inny model biznesowy: project lead, zamiast project manager. Zarządzasz, organizujesz, ale sam też wdrażasz i konfigurujesz z pomocą zespołu do bardziej technicznych zadań. Muszę przyznać, że sprawdza się to b. dobrze, choć pewnie tylko na małą skalę.

  8. anetacuse:
    ja sie calkowicie zgadzam z tym, ze nie kazdy, kto jest dobry w jakiejs zaawansowanej dzialce (tu: programowaniu, a nwet powiem, ze zwlaszcza w programowaniu…) musi nadawac sie na managera.
    Rzeklabym, ze takich ludzi raczej mniejszosc jest.

    Project lead jest faktycznie dobrym rozwiazaniem, ale wlasnie dokladnie jak mowisz: na mala skale. Gdy skala sie zwieksza, masz zwykle coraz mniej czasu na „techniczna” robote i ogarnianie, o co w tym chodzi, a coraz wiecej czasu zajmuja ci jalowe meetingi, raporty itd.

    IMHO im bardziej skomplikowana dzialka i bardziej tworcza, tym wiekszych kwalifikacji wymaga od managementu.
    Ludzie po MBA, HR etc. moga sie zajmowac co najwyzej koordynowaniem ale nie zarzadzaniem (a przez to rozumiem podejmowanie strategicznych decyzji na podstawie oceny cudzej pracy).

    Wezmy przyklad z dzialki nietechnicznej:
    Redaktor specjalistycznego pisma musi znac sie bardzo dobrze na dzialce, ktorej jego pismo dotyczy.
    Sekretarz w takiej redakcji nie musi bo zajmuje sie glownie dzialaniami koordynujaco-organizacyjnymi.

    A teraz pomyslmy, co dzialoby sie z pismem, gdyby na stanowisko redaktora mianowac kogos po MBA….

    Mam nadzieje, ze ten przyklad bardziej przemowi do wyobrazni….

  9. @futrzak,
    To się nazywa gazeta rolnicza;-)

  10. gszczepa:
    yyyy chyba nie zaczailam dowcipu …

  11. Znów trafiłaś w sedno: już teraz często brak mi czasu na robotę „hands on”, bo wydaje się nic nie robię tylko koordynuję i zarządzam (ładnie ujęłaś różnicę), a na samo sedno roboty brakuje czasu, więc coraz bardziej widzę sens w tylko zarządzaniu, ale przynajmniej człowiek nie traci konkretnych umiejętności ani kontaktu z produktem.

  12. MARK TWAIN. HOW I EDITED AN AGRICULTURAL PAPER ONCE.

    http://www.filmpolski.pl/fp/index.php?film=521095
    http://www.twainquotes.com/Galaxy/187007a.html

  13. A dodatkowo dochodzi do tego, ze wynalazki ze swiata IT (agile, scrum) dyfunduja do innych dziedzin, ktore z metodyka IT nic nie maja wspolnego… i sie zaczyna polka :-)
    Produkcja raportow to tak czy siak dupochron dla prawie kazdego levelu managementu.

  14. gszczepa:
    o to to…prosze tyle lat minelo, a jak malo sie zmienilo… eh…

    PawelW:
    heh, wiesz, zaraz ci akolici odpowiedza, ze przeciez kanban (inna metodologia agile) zostal wymodelowany na wzor procesu w fabrykach toyoty… oraz ze wg pryncypiow kanban zaopatruje sie supermarkety w towary…

    Wlasnie. To jest caly czas mentalnosc i sposob organizacji pracy wziety z fabrycznej tasmy produkcyjnej.
    Eh….

  15. Wiesz Futrzak dotknęłaś jednego ważnego punktu.
    Koordynowanie i zarządzanie.
    A dokładnie różnica między nimi.
    Bo dla większości ludzi te słowa to synonimy.
    Dla mnie zresztą też do momentu przeczytania Twojego posta.
    Ale to nie to samo.
    I tu chyba tkwi problem w realnym świecie

  16. Bolko:
    ciesze sie, ze zwrocilam ci na to uwage.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: