Napisane przez: futrzak | 1 listopada 2015

Jak urabia sie ludziom mozgi – case study – ceny samochodow w Urugwaju

A na przyklad tak.

Czego mozna sie dowiedziec z owego porownania? Ze ceny samochodow w Am Pd sa najwyzsze w Urugwaju i Argentynie, a najnizsze w Chile i Meksyku. Dlaczego? A bo Chile i Meksyk maja podpsane miedzynarodowe traktaty o wolnym handlu (TLC – tratados de libre comercio), Urugwaj zas tylko w ramach MERCOSUR. Tymczasem produkcja samochodow w Argentynie i Brazylii jest droga, wiec Urugwaj nic nie zyskuje – powinien podpisac analogiczne traktaty z calym swiatem – podobnie jak Meksyk i Chile…

Niby prawda, ale nie do konca.

Po pierwsze:
Najwazniejsza determinanta ceny samochodow w Urugwaju jest urugwajskie prawo celne, ktore mowi, ze nie wolno sprowadzac zadnych uzywanych samochodow z nikad. Z Brazylii i Argentyny tez nie. Tj. dokladnie rzecz ujmujac – sprowadzic sobie mozna (tj. cudzoziemiec moze miec czasowa odprawe celna wjezdzajac uzywanym sacmochodem do kraju), ale nie zarejestruje sie takiego samochodu.
Jakie traktaty ma sie z kim podpisane, nie ma tu nic do rzeczy, bo ustawa regulujaca rejestracje samochodow uzywanych jest wewnetrzna sprawa kazdego kraju.

Po drugie:
Miedzynarodowy traktat o wolnym handlu to jest kij, ktory ma dwa konce. Na podspisywanie takich traktatow najbardziej naciskaja rzady krajow rozwinietych – bo dla nich calkowicie otwarty rynek kraju dopiero rozwijajacego sie to jest zlota bonanza. Jednak dla takiego kraju podpisanie owego traktatu jest bardzo niekorzystne – dopiero co raczkujacy przemysl, czy tez niesubsydiowane rolnictwo (tak, w USA i UE rolnictwo jest subsydiowane na maxa) polegnie w bitwie z wiekszym, silniejszym, subsydiowanym i majacym lata doswiadczen. I o to wlasnie chodzi – o usuniecie lokalnej konkurencji.

Wbija sie ludziom do glow (vide chociazby niesmiertelni korwinisci w Polsce…) ze to przeciez dobre. Bo ludzie beda mieli tansze samochody, gadzety, tansze jedzenie i co tylko pragniesz.
Tak. W krotkiej perspektywie czasu – tak. W dluzszej niestety beda mieli bezrobocie, wykwalifikowane i dobrze platne miejsca pracy zlikwidowane oraz ograniczenie aktywnosci ekonomicznej w kraju do bycia zbiornikiem taniej sily roboczej. Taka sytuacja jest niezwykle korzystna dla miedzynarodowego kapitalu oraz lokalnej oligarchii: to sa grupy posiadajace pieniadze, jesli wiec oprocz tego zniesie sie jakiekolwiek regulacje stosunkow pracy i przeplywu kapitalu, to beda oni czerpac krociowe zyski a potem transferowac je poza zasieg jakiejkolwiek prawnej jurysdykcji.

Wrocmy jednak do Urugwaju.
Podlinkowana krotka notka z El Pais zostala napisana przez fachowcow od propagandy (albo kopiowana za takimi). Pozornie do niczego nie mozna sie przyczepic, same fakty: ceny samochodow sa, jakie sa. Ktory kraj ma jakie traktaty o wolnym handlu podpisane z kim – tez prawda. Nie ma jednak ani slowa o prawie celnym i regulacjach dotyczacych rejestracji samochodow, a to one sa tutaj kluczowe.
Jesli ktos ich nie zna (albo nie chce mu sie dociekac o co chodzi) to latwo moze uznac, ze lekarstwem na horrendalne ceny samochodow (a doskwieraja one kazdemu!!!) byloby podpisanie przez rzad traktatu o wolnym handlu dotyczacego wszystkiego ze wszystkimi. I o to wlasnie chodzi!

To jest bardzo subtelna, a jednoczesnie niezmiernie trudna do odkrecenia manipulacja. Bardzo trudna.
Urabiamy mozgi obywateli aby uwierzyli, ze miedzynarodowe traktaty o wolnym handlu to sam miod.

Sam zakaz sprowadzania uzywanych samochdow do Urugwaju datuje sie na rok 1959. Od tamtego czasu byl podtrzymywany przez kolejne rzady: oligarchii (Blancos i Colorados), dyktatury i Frente Amplio (centrolewicowa koalicja rzadzaca od 2004 r.). Powiedzmy sobie, ze taki zakaz mialby sens w kraju, ktory ma swoj wlasny przemysl samochodowy, a do tego dobrze rozwinieta siec transportu publicznego – tylko ze Urugwaj takim krajem nie jest. Zastanawiam sie, o co chodzi. O ile zakaz za czasow oligarchii i dyktatury mozna latwo wytlumaczyc (ekspozytury zagranicznych marek i dealerzy nowych samochodow maja zloty interes, zapewne dzielac sie zyskami), o tyle nie rozumiem, dlaczego Frente Amplio go podtrzymal. Pewnym wytlumaczeniem moze byc polityka niezaleznosci energetycznej Urugwaju. Jest ona realizowana szybko i sprawnie (przynajmniej w zakresie generowania elektrycznosci ze zrodel odnawialnych wlasnych), obejmuje rowniez samochody – nowe samochody elektryczne zwolnione sa z cla (tudziez wynosi ono jakies smieszne 2-3 procent).
Tylko, ze nowe samochody elektryczne sa jak narazie drogie (relatywnie) na calym swiecie, a inwestycji w dobra publiczna siec transportu elektrycznego w kraju nie widac.
Cos im sie chyba po drodze nie udalo….a moze jak ze wszystkim w tym kraju – idzie, w dobra strone, ale taaaaaaak woooooooolno….
A moze czegos nie wiem?

Reklamy

Responses

  1. Hmmm, często zagraniczne firmy wypierają lokalne, działając tym samym na szkodę gospodarki. To zupełnie naturalny proces, a że owocuje bezrobociem i/lub obniżką płac? A kto – poza patriotami – wolałby płacić więcej i wspierać rodzimy przemysł niż płacić mniej, wspierając tym samym obcy?

  2. W sprawie samochodów to na całym świecie są różne dziwne regulacje prawne i podatkowe. W UE, w takiej niby bogatej Danii, są horrendalne opłaty od pierwszej rejestracji samochodu, sięgające 10000 Euro. Powoduje to, że jeżdżą niekiedy takie rzęchy, jakich już w Polsce nie uświadczysz. W Japonii nie kupisz samochodu, jak nie posiadasz wykupionego miejsca parkingowego.
    Do tego płacisz takie podatki od dużego samochodu, że najlepiej sprzedają się tzw. kei-car czyli małe autka opodatkowane na minimalnym poziomie.
    Na Karaibach (np. Barbadosie ) cła na import aut są zaporowe. Ale chyba po to, by nie było zbyt dużo samochodów na małych wysepkach. Skutek jest taki, że 20-letni rzęch kosztuje więcej niż nowe auto w USA. Może ma to jakiś sens, gdyż gdyby było więcej aut, to trzeba by było budować nowe drogi, a miejsca za bardzo nie ma. W Urugwaju, istnieje być może jakiś przepis z dawnych lat i tak sobie trwa. Może kiedyś chodziło o oszczędność cennych dewiz zagranicznych. Albo o ograniczenie wydatków na infrastrukturę drogową. W Polsce przed wejściem do UE były też horrendalne cła na samochody używane. Uzasadnienie było takie, że są stare i niebezpieczne, więc gdy ich będzie mniej, to będzie bardziej bezpiecznie. Był to absurd, ale
    przez kilkanaście lat ani lewica ani prawica nic z tymi regulacjami nie robiła.

  3. Kira:
    nie, to nie jest „naturalny proces”.
    Dalas sobie urobic mozg, o tym jest ow wpis.
    USA nie doszlyby do swojej potegi gospodarczej gdyby nie stosowaly protekcjonistycznej polityki w stosunku do wlasnego przemyslu. Podobnie Niemcy, Japonia..
    Bezrobocie i obnizka plac… oczywiscie nie przeszkadza ci to, ze place w Polsce sa jednymi z najnizszych w EU? Ze te zagraniczne firmy, jak juz wykosza konkrencje dumpingowymi cenami, to winduja sobie wlasne po uwazaniu? (te same produkty w sieciowkach w Polsce kosztuja dzis wiecej, niz w GB na przyklad). Nie przeszkadza ci wcale, ze dobrze wykwalifikowani Polacy spierdzielaja z Polski na lepsza placa i zyciem? Zapewne nie, bo przeciez najwazniejsze, ze Kowalski moze sobie kupic uzywanego merca za grosze!

    ZQW:
    Dania oficjalnie walczy z motoryzacja indywidualna. No ale trzeba im przyznac, ze transport publiczny jest bardzo dobry, jest rozbudowywany, a do tego infrastruktura rowerowa genialna.
    W Japonii coz – w Japonii jest za duzo ludzi, a za malo miejsca. Gdyby nie restrykcyjne przepisy, zyc by sie tam nie dalo.
    Zobacz – Moskwa albo Sao Paulo. Poszlo na hurra i jaki efekt? Ludzie codziennie w korkach spedzaja kilka godzin. Normalnie MIODZIO. O pozomie zanieczyszczen nie wspomne.

  4. @ Futrzak

    Rozbrajasz mnie. Piszesz o oczywistościach, jakbyś odkrywała Amerykę. Szkoda, że nie widzisz różnicy pomiędzy uczciwym opisem przykrego stanu rzeczy a proponowanym nań remedium. Sorry, ale ja nie kupuję bajdy, którą Ty łyknęłaś przerażająco łatwo, a mianowicie, że Nowak ma tyrać ileś lat więcej na samochód, żeby tylko Kowalski miał pracę.

  5. PS. Przeszkadza mi w tym kraju wiele rzeczy, m.in. korupcja, kumoterstwo, skurwienie sądów, cwaniactwo urzędników, etc. Co do bezrobocia, to wybacz, ale jest ono wynikiem wielu czynników, zresztą, kiedy słyszę, że „rząd ma zapewniać miejsca pracy”, to mi się chce wymiotować. Rząd powinien zabezpieczyć strategiczne gałęzie gospodarki (energetyka, transport), a nie zajmować się każdym skopanym przez życie magistrem, który z goryczą stwierdził, że nie ma tu dla niego miejsca.

  6. Argument z tyraniem wiele lat więcej przez Nowaka na to, żeby Kowalski miał pracę jest słuszny w sytuacji, gdy zarówno Nowak jak i Kowalski zarabia mało. Tyle, że gdy wszyscy się wzbogacą sytuacja wygląda nieco inaczej bo ów Nowak może tyrać, powiedzmy, dwa razy mniej z tych wielu lat, żeby zarobić na to auto.

    Brak solidarności między obywatelami zaczyna być kluczowym problemem, a rzeczy takie jak korupcja/cwaniactwo to w sporej mierze konsekwencja tego stanu rzeczy. Z braku solidarności tworzy się sytuacja, gdy każdy walczy wyłącznie o swoje tu i teraz ignorując średnią i dłuższą perspektywę oraz interesy innych. I dzięki temu zawsze przegra z większymi i bogatszymi firmami (przykład na bazie budowlanki). W efekcie do przetargu na roboty budowlane warte 100000 PLN startuje 20 firm, gdzie koszty materiałowe stanowią 80% wartości przetargu. Do niedawna tak to nie wyglądało, ale rynek budowlany nieco się skurczył w pewnym sektorze i po paru latach zagraniczne firmy wychodzą jako totalni liderzy a ich wcześniejsi podwykonawcy i czasami konsorcjanci lądują w sytuacji wojny cenowej na śmierć i życie. A wystarczyłoby im zacząć się łączyć…

  7. @ Mall

    Widzę, że padłeś ofiarą jednego z wielu mitów na temat solidarności narodowej. Ty już nawet postulujesz nie odgórne regulacje, a oddolną solidarność. Tylko że człowiek nie jest – czy raczej nie powinien być – durnym trybikiem w wielkiej machinie, niewolnikiem interesów wspólnoty. Zadaj sobie jedno podstawowe pytanie: czy człowiek konsumuje po to, żeby ktoś inny miał z tej konsumpcji zysk? Toż wówczas taka ideologia minimalizmu powinna zostać zakazana jako wroga gospodarce. :) Promujesz nie indywidualny rozwój i uczciwy handel, tylko trzymanie ze swoimi. A to nie jest słuszne wyjście. Wbrew bajkom rozmaitych patriotów nie wzbogacimy się wszyscy, i nawet nie powinniśmy.

    Nie, korupcja i cwaniactwo nie są efektem braku solidarności, tylko moralnego skurwienia, nieuczciwości, prymitywizmu.

    To, o czym piszesz w drugim akapicie, to żadna solidarność z narodem, tylko zwykła EGOISTYCZNA współpraca, i to nie między konsumentami, a producentami. Bo można i trzeba współpracować, tylko że nie w celu pchania narodowej gospodarki do przodu, a we własnym oraz OGRANICZONEJ liczby osób interesie. Jeśli zaś ktoś pracuje bądź współpracuje nie dla swojego dobra, a dla ogółu, większej liczby ludzi, ludzi kompletnie anonimowych – to to się już nazywa nie praca, a działalność charytatywna. :)

  8. Korupcja- jej celem jest indywidualny jak najszybszy zysk. Nieuczciwe traktowanie klientów/kontrahentów- jego celem jest indywidualny jak najszybszy zysk. Obydwa te elementy to konsekwencja braku solidarności. Skurwienie i prymitywizm- to zbyt szerokie określenia by móc się do nich odnieść.

    Ta egoistyczna współpraca w przypadku francuskich firm wygląda tak:
    – francuska firma w Polsce będąca właścicielem sieci wod-kan tak przygotowała wymagania, by sprzedaż towaru preferowała francuskiego producenta; obydwa podmioty nie należą do jednej grupy kapitałowej.
    Przykład solidarności podawał też założyciel FAKRO: kontrakt we Francji musiał być obsługiwany przez francuski bank i francuskiego ubezpieczyciela.
    To jest egoistyczna współpraca będąca konsekwencją solidarności, którą mam na myśli.

  9. Sorry, Mall, ale ja nie jestem ani solidarna, ani skorumpowana. Popieram promowanie dobrych pomysłów, postaw, towarów, firm, wreszcie – ludzi. Nigdy nie kupię droższego czy gorszego towaru w celu wspierania polskiej przedsiębiorczości. Co to ma wspólnego z nieuczciwością, to już tylko Ty wiesz. Nie pojmuję, jak można zrównywać brak wsparcia z wykorzystywaniem czy oszukiwaniem, a indywidualizm z brakiem zasad.

    Swoją drogą, nie ma absolutnie NIC moralnego we wspieraniu „swoich”. Może być to co najwyżej korzystne – aczkolwiek jest znacznie rzadziej, niż wydaje się zwolennikom narodowej solidarności.

  10. @Kira
    No i własnie o tym rozmawiamy. Rozumowanie na zasadzie „mam was wszystkich w d…, nikomu nie pomagam” u zwierząt stadnych, do których człowiek tez należy zawsze, ale to zawsze prowadzi do funkcjonowania w izolacji i po prostu dziadostwie. Albo masz wystarczająco środków aby nikim i niczym się nie przejmować, albo nie jesteś członkiem wspólnoty i nie masz żadnej siatki bezpieczeństwa. W solidarnej grupie znajomych. kościele/narodzie utrata pracy czy wypadek nie jest tragedią. Z taką postawą jaką prezentujesz- jest i musi być. Dziękuję postoję. Dziadostwa się naoglądałem dość w Polsce, wolę solidarność

  11. @ Maczeta Ockhama

    Pomiędzy „nikim a niczym” a „wszystkimi” (najlepiej „wszystkimi naszymi”) jest szereg możliwości. Nie promuję całkowitej izolacji jednostki od społeczeństwa, to byłoby nierozsądne. I chyba… niemożliwe. :) Ale nie dorabiajmy do współpracy zbędnej ideologii. Tak, współpraca jest potrzebna, jest wręcz absolutnie niezbędna, dzięki niej osiągnęliśmy obecny stan dobrobytu. Czy ja gdzieś temu przeczę? Po prostu nie widzę sensu zamykania się w swoim grajdołkowie, niby dlaczego bowiem współpraca z cudzoziemcami miałaby być gorsza od współpracy z rodakami? Mnie nie zależy na tym, żeby każdy pan Nowak, Malinowski czy Kowalski mieli dobrze. Zależy mi, żeby dobrze mieli DOBRZY ludzie. Żeby wzięcie miały DOBRE towary. Żeby promować DOBRE sprawy. A nie polskie.

  12. PS. Receptą na nagły, niekorzystny zwrot losu nie jest solidarność narodu tylko pomoc bliskich osób, ludzi dobrej woli, odpowiednich instytucji lub PRAWA. Nie ma to nic wspólnego z tępą solidarnością, tylko z miłosierdziem bądź zdrowym rozsądkiem (mnie też może się kiedyś powinąć noga).

    Gdyby ktoś pomagał w biedzie tylko swoim rodakom, nie miałabym o nim/niej najlepszego mniemania.

  13. Kira
    Rząd powinien zabezpieczyć strategiczne gałęzie gospodarki (energetyka, transport), a nie zajmować się każdym skopanym przez życie magistrem, który z goryczą stwierdził, że nie ma tu dla niego miejsca.

    Alez oczywiscie. Tylko ze widzisz, od czasu przystapienia do UE Polakow, ktorzy wyemigrowali, jest ok. 2 mln. To jak na liczbe w ogole czynnych zawodowo w Polsce jest liczba ogromna.
    Polsce grozi z tego powodu zapasc systemu emerytalnego i ZUSu.
    A to JEST sprawa, ktora powinien zajac sie rzad – bo katastrofa demograficzna to jest byc albo nie byc danego panstwa.
    Wszystko rozbija sie o skale. Gdyby tych wyjechanych bylo kilka tysiecy, oczywiscie nie byloby powodow do paniki. Ale ich jest kilka milionow.

    Receptą na nagły, niekorzystny zwrot losu nie jest solidarność narodu tylko pomoc bliskich osób, ludzi dobrej woli, odpowiednich instytucji lub PRAWA.

    Bliskich albo sie ma, albo nie. Podobnie z ludzmi dobrej woli. Oni jednak nie wystarczaja, jesli nastepuje np. recesja i nagle bezrobotnych jest kilkadziesiat procent. Jesli ludzie nie maja co jesc to wychodza na ulice – zaczynajac najpierw od pladrowania tych, ktorym cos jeszcze zostalo.
    I dlatego wymyslono wlasnie *odpowiednie instytucje* oraz uchwalono *odpowiednie prawo*. Ale zeby to dzialalo w czasie kryzysu, potrzebna jest zgoda calego spoleczenstwa, ktore z kazdej swojej pensji bedzie jakas tam niewielka czesc odkladac na owe instytucje. Na rainy days.
    Jesli takiej zgody nie ma, owe „odpowiednie instytucje” nie maja kasy. To jest wlasnie przypadek Polski.

  14. @ Futrzak

    Państwo czasami się ogląda na zgodę społeczeństwa, a czasami nie. Dopóki lud nie szemrze naprawdę głośno, dopóki słupki poparcia nie spadają, dopóki nie lecą na sejm płonące opony, dopóty rząd może przeprowadzać reformy czy zatwierdzać ustawy w miarę swobodnie, poddając się wpływom rozmaitych lobby chociażby. Pewnie uznasz tę moją domorosłą analizę politycznego stanu rzeczy za naiwną, prostacką i dogłębnie nieprofesjonalną, ale to, co do mnie napływa z mediów (które też kłamią, manipulują, no ale info z pierwszej ręki nie mam) utwierdza mnie w przekonaniu, że wola ludu niespecjalnie się dla polityków liczy. A jeśli jeszcze lud jest cały czas – no właśnie – okłamywany i manipulowany… Cóż, nie wszystko przejdzie, ale sporo.

    Kwestia pomocy społecznej budzi wiele kontrowersji. Jak myślisz, ilu ludzi z aprobatą patrzy na wiecznie bezrobotne, za to szalenie płodne mamusie pobierające pomoc i z MOPSu, i od Kościoła, i jeszcze od szlachetnych naiwniaków? (Moja urocza, acz chyba niemądra sąsiadka ma na głowie dwie takie panie, obydwie zamężne z alkoholikami. Żal jej (sąsiadce) dzieciaków, więc choć sama nie pracuje, to przynajmniej „nakłania” do pomocy rodziców.) Niemniej jednak to dobrze, że państwo j a k o ś tam pomaga poszkodowanym przez los. Co prawda w stopniu niedostatecznym, ale może się to kiedyś zmieni. Co by nie mówić, wspieranie osób chorych, ubogich, kalekich, samotnych, starych jest oznaką postępu moralnego.

    Nie nazwałabym jednak aprobaty instytucjonalnej czy państwowej pomocy pochwałą solidarności. To są dwie różne sprawy. Solidarność jest ruchem oddolnym, najczęściej niemądrym, bo ani moralnym, ani opłacalnym, gdyż nastawionym nie na działanie w konkretnej (dobrej) sprawie, a na wspieranie „swoich”. Być może Japończykom taka postawa się opłaca, ale oni mają w tym niesamowitą praktykę, lata izolacjonizmu za sobą tudzież specyficzną mentalność, której im NIE zazdroszczę. :)

    http://istota-rzeczy-wg-kiry.blog.onet.pl/2012/09/04/pracowici-solidarni-i-posluszni-ideal-obywatela/

    Nie zgadzam się co do konieczności ratowania ZUSu, który od co najmniej kilku, jeśli nie kilkunastu lat ma tak potężne długi i jest tak znienawidzoną powszechnie instytucją, że za kilkadziesiąt lat smród po niej zostać nie powinien. Być może lepszą opcją byłaby opłacana z podatków minimalna emerytura, poza tą, rzecz jasna, którą by sobie jednostka wypracowywała w ramach umowy o pracę.

    Nie wierzę również w sens zajmowania się niżem demograficznym, gdyż jego przyczyna tkwi nie w biedzie, a w zmianie priorytetów współczesnej kobiety. Znam ludzi narzekających, że ich nie stać na (kolejne) dziecko, w rzeczywistości jednak nie chcą rezygnować z wygód, pieniędzy, wolności. Żaden rząd nie zmieni mentalności społeczeństwa, poza tym wspieranie rozrodczości dla samej rozrodczości nie ma większego sensu. Polecam:

    http://konserwatyzm.pl/artykul/13041/bezsens-polskiej-polityki-demograficznej

  15. @Kira: Ja też tego nie pojmuję „jak można zrównywać brak wsparcia z wykorzystywaniem czy oszukiwaniem, a indywidualizm z brakiem zasad.” Może dlatego, że niczego takiego nie twierdzę i nic takiego nie napisałem.

  16. @ Mall

    Sorry, odebrałam Twoje komentarze jako krytykę dążenia do indywidualnego zysku.

  17. Kira
    Jeszcze jedno. Napisalas
    Po prostu nie widzę sensu zamykania się w swoim grajdołkowie, niby dlaczego bowiem współpraca z cudzoziemcami miałaby być gorsza od współpracy z rodakami? Mnie nie zależy na tym, żeby każdy pan Nowak, Malinowski czy Kowalski mieli dobrze. Zależy mi, żeby dobrze mieli DOBRZY ludzie

    Tylko widzisz owi cudzoziemcy nie mysla w ten sposob. Dla nich wspolpraca z rodakami jest lepsza, niz z toba. I dlatego ustanawiaja wizy, podatki, kary i inne takie, ktore faworyzuja swoich, a ruguja cudzoziemcow. Taka jest rzeczywistosc i czas ja zauwazyc.

  18. @ Futrzak

    Tak myślą cudzoziemskie RZĄDY. :) Odróżnij działania odgórne od oddolnych. To naturalne, że w jakimś stopniu rząd powinien chronić gospodarkę swojego kraju, może zatem ustanawiać wysokie cła, zakazywać importu określonych towarów czy nawet wyjazdu za granicę w celu podjęcia zatrudnienia, jak to wymyślił swego czasu Łukaszenka (aczkolwiek nie wiem, czy to nie plotka). Może nakładać również wysokie podatki, podwyższyć VAT na towary luksusowe, etc. Jeśli jednak poszczególne jednostki uznają, że wymagania/ograniczenia są zbyt duże, zaczną się im wymykać. Emigracja, praca na czarno, programowe bezrobocie, zatrudnianie taniej siły roboczej ze wschodu – i budżet traci. Dochodzi do tego to, o czym mowa tutaj: preferowanie produktów/usług obcych firm, bo są zwyczajnie tańsze, a nierzadko i lepsze. Sarkanie na tych ludzi nic nie pomoże, podobnie jak nie pomaga sarkanie na bezdzietnych z wyboru. ;)

    I tu możemy wrócić do Twojego posta: Urugwajczycy mają prawo być wkurzeni. Kiepski transport publiczny, drogie samochody – w imię czego? Ochrony rodzimego rynku? Błagam…

  19. @Kira
    (…)preferowanie produktów/usług obcych firm, bo są zwyczajnie tańsze, a nierzadko i lepsze(…)

    Oddział w Tychach firmy Fiat był/jest najlepszym oddziałem w całej grupie.
    Jak w okolicach 2010 roku był kryzys w branży to czy ograniczali produkcje we Włoszech czy Polsce? Oczywiście że w Polsce.

    Pracowałem przez jakiś czas w pewnej firmie która pracowała dla francuskiego dużego odbiorcy. musieliśmy kupować komponenty francuskie.
    Mimo że amerykańskie były: tańsze, łatwiej dostępne, wszystko było na czas. A dział techniczny też był za amerykańskimi komponentami.
    No ale francuzi nie lubią amerykanów. Więc po prostu robią sobie na złość dla utrzeć nosa USmanom.

    Wiesz myślę że jak przychodzi co do czego to każdy dba o swoich.

    „drogie samochody – w imię czego?”

    Nie mają za granicą Niemców którzy płaczą jak sprzedają swoje prawie nowe nie śmigane :)

  20. @ Bolko

    Cóż, niech więc będzie, że po prostu nie znoszę:

    – dorabiania ideologii „swoizmu” (kolektywizmu) do działań stricte egoistycznych (to a to nam się NAPRAWDĘ opłaca) bądź wynikających z prywatnych pobudek (niechęć do jakiegoś podmiotu)

    – wmawiania innym, że „swoizm” opłaca – co nie jest prawdą! Swoizm opłaca się wtedy, kiedy planujesz żyć i działać tylko wśród „swoich”. Tylko jakby wówczas ten świat wyglądał?

  21. PS. Kilka lat temu pewien bloger opisał ciekawą historię. Otóż w pewnym niemieckim zakładzie, bodajże w latach 80-tych (jeszcze RFN), jeden z pracowników spotkał się z towarzyskim ostracyzmem, gdyż zakupił zagraniczne auto. Jego koledzy uznali bowiem, iż działa na szkodę krajowej gospodarki. Mocno mnie ta historia zbulwersowała. Punkt widzenia mogę nawet z r o z u m i e ć, niemniej ludzie, którzy węszą wokół cudzej prywatnej sakwy, są dla mnie tak samo odrażający, jak ci węszący wokół alkowy.

  22. @Kira
    Tylko jakby wówczas ten świat wyglądał?

    Tak jak w Chicago.
    Centrum wiadomo czarny zielony czerowny LGBT itd. itp.
    Ale już trochę dalej.
    Jeśli chcesz zobaczyć geja jedź do Uptown.
    Jeśli Polaka na Belomnt st
    Afro to południe od Grand-u st
    Żydzi są w nails park
    A włosi w elmmwood park
    Hindusi w okolicach devon
    itd. itd.

    No przecież wolny kraj prawda.
    Podobno nic gorsze dla Polska w USA niż spotkać drugiego Polaka.
    A jednak ciągnie swój do swego.
    Jak to było w filmie „Wróg bo wróg ale swój”
    Inny przykład żeby nie szukać daleko.

    ” są dla mnie tak samo odrażający, jak ci węszący wokół alkowy.”
    wytłumacz mi jedno proszę.
    Moja żona kłoci się ze swoją mamą
    Moja siostra kłoci się ze swoją mamą.
    Nasz syn lat pięć też już nam „mówi że my niczego nie rozumiemy ”

    Co chcę napisać?
    Że człowiek żyje stadzie
    No a życie w stadzie ma swoją cenę
    I pewne mechanizmy się nie zmieniają np. rodzice dzieci.
    Jedynie co się zmienia to dekoracje.

    A z zaglądaniem do alkowy.
    Cóż w Krakowie jest kiepskie powietrze.
    Byłoby lepsze gdyby mniej ludzi tu mieszkało.
    Ale na razie to ich przybywa

  23. @ Bolko

    Są ludzie, z którymi trzeba współdziałać.
    Są tacy, z którymi powinno się współdziałać.
    Są tacy, z którymi warto współdziałać.
    Są wreszcie i tacy, z którymi chce się współdziałać.
    Sztuką jest rozróżnić, kto należy do jakiej grupy. ;)

    Do której z nich zaliczałoby się współdziałanie z całym narodem? Niektórzy sugerują, że do drugiej i trzeciej. A ja uważam, że jest to zła filozofia i tyle. Bo naród to nie jest moje stado. Z częścią narodu warto współpracować, z częścią jednak trzeba rywalizować. Inną część trzeba odrzucić, a jeszcze inną – zwalczać.

  24. Kira
    Kiedyś czytałem książkę De Mello o fladze.
    Zadał pytanie: Jak to za flagę można się zabijać,
    Bez sensu.
    I zgodziłem się wtedy z autorem.

    I Kira wtedy zgodziłbym się że Naród to nie moje stado.
    Powiem nawet więcej teraz chciałbym się z Tobą też zgodzić.
    Tylko jedna refleksja nie daje mi spokoju.
    Ogladałem jakiś tydzień temu chiński film klasy B o wojownikach chińskich
    którzy walczyli w czasie zjednoczenia Chin.
    I jest scena bitwy gdzie wojownicy walczą o flage księcia X.
    I są wojownicy którzy jej zaciekle bronią.
    Więc to nie jest tylko wymysł cywilizacji zachodu.
    Z innej strony:
    Masakra Tutsi przez Hutu w Rwandzie
    Czy masakra w Sebrenice
    Żydzi w czasie II wojny
    itd. itd.

    Chodzi mi o to że Ty nie czujesz się częścią Narodu
    to nie znaczy że inni tak uważają
    A że czasami są niesnaski.
    Cóż ja tez czasami mam inne zdanie niż żona a jest nas Tylko dwoje.

    Podsumowywując
    Generalnie się zgadzam i to jest piekna teoria.
    Ale życie pisze inny scenariusz

  25. @ Bolko

    Ależ masz rację. Wszystko zależy od tego, kogo lub co kochasz, kogo lub co chcesz wspierać.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: