Napisane przez: futrzak | 6 czerwca 2015

O motywacji do pracy

Temat wydawałoby sie oczywisty, ale gdy przyjżeć się bliżej, to wcale nie.

Wiekszosć osób ma jakieś pojęcie na podstawie doświadczeń własnych, ale ekstrapolowanie ich na całą populację bardzo często prowadzi na manowce.
Na przykład: pieniądze. To warunek konieczny, ale dalece niewystarczający. Powyżej pewnego pułapu (dla większosci ludzi sytuuje sie on na zapewnieniu sobie i rodzinie w miare komortowego i bezpiecznego zycia oraz mozliwosci odkladania co miesiac gotówki „na czarną godzinę”) przestają one działać. Milion więcej czy mniej przestaje robić różnicę, jeśli poziom życia nie ulega jakościowemu obniżeniu*, a calości pieniędzy nie da się wydać.

Oczywiście, najwyrazniej widac to na przykladzie milionerów i to zapewne oni ukuli powiedzenie „pieniądze szczęścia nie dają”. Ha ha, prawda?
Otóż nie do końca. Nawet ludzie zarabiający niewiele, przy wyborze pracy i jej kontynuowaniu nie kierują się tylko i wyłącznie względami finansowymi.

Co jeszcze odgrywa więc rolę?

1. Możliwość oglądania owoców własnej pracy
2. Im mniej czujemy się doceniani, tym więcej pieniędzy chcemy za wykonywaną pracę
3. Im trudniejszy projekt/praca, tym bardziej dumni jesteśmy, jeśli sobie z nim poradzimy
4. Wiedza, że nasza praca pomaga innym (potocznie „jest pozyteczna”), zwiększa naszą motywację (podejrzewam jednak, że nie dotyczy to psychopatów..)
5. Pomoc innym poprzez zachowania prosocjalne (prosocial behavior) zwiększa motywację
6. Potwierdzanie naszych zdolności i idukowanie pozytywnych emocji podnosi wydajność wykonywanej pracy

Powyższe punkty nie są oparte na żadnym „wydaje mi się” ale na bardzo konkretnych eksperymentach z zakresu psychologii społecznej.
Tyle nauka.

Jak wygląda praktyka?
Jeśli chodzi o prace najniżej płatne, jest fatalnie. Ludzie nie dość, że nie są opłacani na poziomie pozwalającym na normalne przezycie (dotyczy to bardzo wielu krajów, w tym Polski i USA), to jeszcze jedyną motywacja stosowana przez pracodawców jest strach. Strach o postaci „nie podoba ci się to won, mam stu na twoje miejsce”.
Pracownicy pracujący za głodowe pensje i w ciągłym strachu są oczywiście fatalnymi pracownikami, co pracodawcy wykorzystuja do usprawiedliwiania gównianych płac i kółko się zamyka…

W pracach nieco lepiej płatnych też nie bywa wcale lepiej. W korporacjach (jak juz ktos dostanie sie na posadę białego kołnierzyka) co prawda płacą ok, ale rzadko (zeby nie powiedziec wcale) którykolwiek z powyższych punktów ma zastosowanie. Zwykle stosuje się zachęty pieniężne – rowniez w sposob nagatywny (nie wyrobisz „targetu” nie dostaniesz premii), konkurencję i zawody między pracownikami typu „najlepszy pracownik miesiąca” z nagrodami typu gift certificate do bardzo trendy miejsca, wydarzenia kulturalnego etc.
Oprócz tego oczywiście tworzenie tzw. korporacyjnej kultury („nasz rodzina pracownikow x”) no i wpędzanie ludzi w poczucie winy: że wypada zostać dluzej, nie wypada odmowić, no jak możesz „zostawic niedokonczony projekt” „przeciez deadline goni” etc.

Efekt? Całe tłumy wypalonych, zmęczonych wyścigiem szczurów ludzi, którzy nie bardzo wiedzą, co ze sobą zrobić, ale zdają sobie sprawę, że jeśli czegoś nie zmienia relatywnie szybko, to zejdą na zawał albo rozpadnie im się rodzina (bo są chodzącym kłębem nerwów non-stop).

Oczywiście, ktos zaraz powie, że rolą pracodawcy nie jest uszczęśliwianie pracowników, tylko zarabianie pieniędzy. I TO PRAWDA. A powyższe punkty czego dotyczą? WYDAJNOŚCI PRACY PRACOWNIKÓW. Czy wydajność przekłada się na zyski pracodawców? TAK.
Ci, którzy tak nie uważają, niech przestaną gderać i narzekać na „źle wykwalifikowanych pracowników”, którzy „nie spełniają oczekiwań rynkowych”, „są źle przygotowani”, „nie traktują swoich obowiązków poważnie” „nie wykazują odpowiedniego zaangażowania” etc.

Jeśli nie potraficie znaleźć odpowiednich pracowników, to widocznie nie oferujecie odpowiedniej płacy i warunków, albo nie potraficie ich wyszkolić, czy wręcz nie dajecie szansy na przyzwoitą pracę (najczęściej przybiera to postać wydawania poleceń i nie zaprzątania sobie głowy tym, czy w ogóle w danych warunkach są wykonalne i w jakim czasie). It’s that simple….

* mówiąc jakościowe obniżenie nie mam na myśli konieczności przesiądnięcia sie z posiadłości z pałacem do dwustumetrowego apartamentu czy też z mercedesa do „zaledwie” opla. Jakościowe obniżenie to np. niemożnosc wyjazdu na wakacje (podczas gdy poprzednio mozna bylo miec dwutygodniowy urlop raz na rok), niemoznosc kontynuowania nauki (podczas gdy poprzednio stac nas bylo na oplacenie sobie utrzymania i studiowanie) etc.

Reklamy

Responses

  1. Był ostatnio na te tematy artykuł w GW o Blikle… Znaczy, siła robocza, motywacje itp.

  2. To sie nazywa refleks szachisty… ale slowo daje, jak pisalam tę notkę, to nie czytalam wywiadu z Bliklem, zainspirowal mnie wpis na ted, ten ktory podlinkowalam.

  3. Skoro premie i zarządzanie strachem są nieskuteczne, to dlaczego są tak popularne?

    – Po pierwsze, dlatego że nie wymagają od menedżera żadnych umiejętności, są oparte na sile. Po drugie, na krótką metę to działa, po trzecie, ludzie nie wiedzą, że na dłuższą metę to nie działa.

    O to to….

  4. Post na TED niestety słowa nie wspomina o tym, ze informacje które rozprzestrzenia wywodzą się od http://en.wikipedia.org/wiki/Frederick_Herzberg. Mając tę informacje, ktoś zainteresowany mógłby pójść głębiej w temat… a tak nie pójdzie.

    Może komuś niemieckojęzycznemu się przyda: https://www.youtube.com/watch?v=2hd1km26Kh0

  5. Dobry tekst, oby jak najwięcej pracodawców go przeczytało. Zastraszanie w stylu „mam 100 na twoje miejsce” jest chyba najpopularniejszym sposobem „motywacji” w PL

  6. moze zabrzmi to simplystycznie ale prace trzeba lubic – i szukac ludzi ktorzy ja lubia, czerpia przyjemnosc z rozwiazywania problemow.
    nie powiem ile lat robie to co robie ale nie czuje sie szczurem ani ze szczurami nie pracuje – nie wydaje mi sie ze jestem wyjatkiem

    wydaje mi sie ze ten caly rat race to problem ludzi ktorzy sie niedopasowali z takiej czy innej przyczyny do tego co robia

  7. w:
    Tak, jestes wyjatkiem.
    Nie wiem, czy zauwazyles, ale ogromna większosc prac nie polega na rozwiazywaniu problemow oraz nie wszystko, z czego da sie „czuc przyjemnosc” jest na tyle dobrze platne, ze mozna utrzymac siebie i rodzine. Pisalam o tym wiele razy.

    Oraz, nawet jesli sie swoja prace jako taką lubi, to mobbing, toksyczne szefostwo, brak szacunku potrafia przyjemnosc z niej zepsuc dokumentnie i spowodowac, ze sie prace znienawidzi.

  8. wydaje mi sie ze znow swoje doswiadczenia przystawiasz do innych – oczywiscie normalne choc ktos kto dzieli sie swoja opinia publicznie powinien to kontrolowac
    o ile jestem wyjatkiem to zalezy od definicji „lubi” – ale zapewniam CIe ze znam mnostwo ludzi w moim otoczeniu ktorzy lubia to co robia czesciej – co nie znaczy ze nie maja frustracji i zniechecen alebilans zdecydowanie dodatni…

    nikt z nich( wlaczajac nas) sie co prawda bogactw nie dorobil – to juz inna sprawa:)

  9. w:
    Naprawde wydaje ci sie, ze te 46 milionow Amerykanow zmuszonych korzystac z food stamps moze sobie pozwolic na luksus wybierania pracy, ktorą „będą lubić”?

  10. @Futrzak: jak sadzisz, jak powinien wygladac swiat, gdzie kazdy bylby zadowolony z tego co robi i mial mozliwosc wyboru tego co lubi? Ciekawy mnie Twoja wizja :-)

  11. te „wybory” zaczynaja sie wczesniej niz w wieku 30 lat kiedy ma sie wybor pracy w Walmart czy CVS – i co sie bardziej nie lubi…
    wybor szkoly , profilu wyksztalcenia , miejsca gdzie sie mieszka, partnera zyciowego itp
    poza tym troche manipulacji mentalnych aby przekonac sie ze sie lubi to co robi :)

    oczywiscie i przy najlepszych checiach i staraniach mozna sie w tym Walmart znalezc- ale mozna szanse tego wydarzenia zminimalizowac

  12. w:
    w USA najwazniejsza determinanta twojej przyszlosci (pozycja zawodowa, wealth i miejsce w spoleczenstwie) jest to, w jakiej rodzinie sie urodziles.
    How to join the 1% : start by choosing the right parents
    Wybor szkoly zalezy od tego, w jakiej dzielnicy mieszkaja twoi rodzice czyli ile maja kasy. Pozniejsze wyksztalcenie jest tez od tego uzaleznione…

    Sytuacje ladnie podsumowuje tenze comic strip:
    http://www.huffingtonpost.com/2015/06/02/inequality-privilege-cartoon_n_7484166.html

    W tej chwili mobilnosc spoleczna w USA jest nizsza niz byla w Europie przed rewolucja francuska.
    Oczywiscie nie znaczy to, ze jak ktos mial pecha urodzic sie w biednej rodzinie to nie ma sensu zeby cos robil czy zeby od razu strzelil sobie w łeb.

    Z drugiej strony jednak opowiadanie, jak to pozycja w zyciu i realizowanie aspiracji zalezy od naszych wyborow, jest po prostu bajka dla dzieci urodzonych co najmniej w klasie sredniej we wzglednie rozwinietym kraju, gdzie przyzwoita edukacja jest dostepna nawet dla biedoty.

  13. […] Bo jeśli masz człowieku przerwę w pracy – np. rok – to dla większości korporacji jesteś towarem zepsutym, drugiej, a nawet trzeciej jakości. Korporacyjny rekruter myśli bowiem tak: nawet jeśli jest recesja i setki tysięcy ludzi jest masowo zwalnianych (albo traca klientów i swoje biznesy), to przecież najlepsi zaraz znajdują pracę. Oczywiście, kazda corpo – ba, kazda firma, nawet najgorsza, chce tych najlepszych. Myślenie w kategorii jednostkowej i zastygniętego absolutu, które nie dopuszcza do świadomości tego, że performance danego pracownika to nie jest stała matematyczna, tylko podlega ciągłym fluktuacjom (o czym pisałam już trochę tu). […]


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: