Napisane przez: futrzak | 22 Maj 2015

Amerykański sposób na robienie czegokolwiek

Get the plan and stick with it.

Jak to słyszę, to cos mi sie wywraca w żoładku, a maly kotek zaraz umiera przy drodze.
Ta wiara, wiara że jak coś zaplanujesz, każdy krok na każdy dzien, godzine, minute, posiłek, ćwiczenie – że ten plan będzie miał magiczną moc motywacji i sprawstwa.
A jak nie zaplanujesz, to nigdy nic nie zrobisz, bo przeciez bez planu to jesteś jak pijane dziecko we mgle, napewno wpadniesz pod samochód, umrzesz jutro albo wdasz się w niewłaściwe towarzystwo….

Nie, nigdy nie rozumiałam i nie zrozumiem tej części mentalności amerykańskiej. O zgrozo, przenosi się ona i rozsiewa wraz z tanimi poradnikami i wszelakiej maści kursami udoskonalenia zawodowego, treningów well being i tym podobnych.

Straszne. Bo człowiek to taki chomiczek w kieratku, prawda, musi sobie kieratek zaplanować, ustawić, wprawić w ruch i jak zrobi pierwszy krok to nie ma odwrotu – musisz biec aż do upadłego, bo właśnie dokładnie to – przestajesz, to upadniesz, a rozpędzone koło wyrzuci cię na brzeg historii i wkręci w szprychy, połamie kości i na koniec odgryzie łeb.

I ludzie sami sobie zgotowują ten los. A potem są miauki, że nie ma radości życia… nie ma spontanu…że nic się nie chce, że chodzę w kieracie, mam wszystkiego dość, coś wyssało ze mnie wszystkie siły… lekarstwo? Tak jest, zaplanuję swoje wyzwolenie, krok po kroku, MUSI się udać….Just get the plan and stick with it….

SzczurGlowa

Mnie osobiście w zupełności wystarcza, że planowania mam aż do rzygu w pracy i co, mam jeszcze sobie dokładać więcej tego zuego w czasie wolnym, w swoim własnym życiu??? No thank you.
Jak coś lubisz, sprawia ci owo radość, to znajduje się motywacja i zdolności organizacyjne, mimochodem. Po co jakakolwiek konkurencja i ściganie sie? Robisz to dla siebie, prawda? Nie trzeba sobie wmawiać dziecka w brzuch i zmuszać się do każdego następnego kroku. It’s that simple. A jak sie zmuszasz, to nie robisz tego dla siebie.
To, co każdy musi robić, to zarobić na chleb i dach nad głową. Inaczej się w dzisiejszym świecie nie da. Ale poza tym? Po co wsadzać ogon w szprychy i biadolić potem, ze trzeba biec za kołem, bo ogon urwie…?

PS:
Mam na aparacie zdjęcia z dwóch tygodni, zdjęcia których nie zrzuciłam na kompa, bo jedyny sposób to zrzucenie na piździka. A obrabianie zdjęć na 10 calowym dotykowym sprzęcie to jak próby przyszycia oderwanego guzika za pomocą widelca. Głupiego robota, prawdaż, a motywacja też niewielka, bo jak publikuję jakieś zdjęcia, to pies z kulawą nogą nie komentuje i oglądalnośc niewielka… sama dla siebie to przewalam na pendrajwa i już, jest dostępne pod ręką…

Reklamy

Responses

  1. Ja w ten sposób zacząłem pływać zdałem potrzebne uprawnienia i jeszcze kilka innych rzeczy sie udało.

    Wg mnie planowanie działa.

    I nie tylko w życiu zawodowym. Wakacje tez planujemy, co prawda zgrubnie bo to okres chillu, ale bez tego nie objechalibysmy tyle miejsc.

    Pzdr

  2. Futrzaku. Ja fotki oglądam i to dosc wnikliwie.
    Ale ja dziwny jestem.
    Nie wiem tylko czy to jest odnotowywane, bo przez czytnik RSS.

    Co do planowania – to fakt.
    Jak zaraza sie rozprzestrzenia i wrasta.
    sami sobie wmawiamy potrzebę bycia dobrze naoliwionymi trybikami.
    I nawet zycie prywatne u niektorych ma schedule jak w nienajmniejszej korporacji.

    Nikt nigdy przy poznawaniu nie spyta jak ksiazke czytales tylko zawsze musi cie w matrycy umieścić za pomocą wykonywanego zawodu.
    Ja zawsze mowie ze jestem chirurgiem żył. I pytam o ostatni nauczony wiersz.

    Nigdy nie zapomnę okresu gdy PL-lud sie dorwał do podrecznikow o asertywnosci i (IMHO amerykanska nazwa na egotyzm i drobnechamstwo).
    Takie chryje jaki sie po domach odbywały to hohoho…

    @ Malcolm:
    Wakacje planujesz? IMHO To już nie wakacje :-)

  3. Rafal, jesli Ty nie planujesz wakacji czy mam rozumiec, ze nie bierzesz urlopu, nie kupujesz biletow lotniczych, nie rezerwujesz hotelu tylko po prostu zamiast w pracy pewnego dnia pojawiasz sie na lotnisku i lecisz tam gdzie akurat linie lotnicze maja jeszcze wolne miejsca w samolocie:))) po czym zamiast odpoczywac biegasz w poszukiwaniu noclegu, bo przeciez spontanicznie nic nie zaplanowale?
    Wiesz to moze byc nawet interesujace, pod warunkiem, ze sie ma 20+ lat i nie ma dzieci, chociaz te ostatnie mozna bez planowania zostawic w domu, niech sobie radza, spontanicznie:))))

  4. Rafal:
    wydaje mi sie, ze do statsow RSS sie nie liczy, ale pewna nie jestem…
    Milo jednak, ze ktos oglada :)

    Co do asertywnosci to nie zgodzę się. Owszem, ZLE pojęta moze przerodzic sie w egotyzm i chamstwo, ale przeciez nie o to chodzi.
    Chodzi o to, zeby otoczeniu jasno komunikowac swoje potrzeby, emocje i watpliwosci. To akceptacja siebie, szacunek dla samego siebie ale i innych, obrona swojej pozycji i interesów, nie poddawanie sie manipulacjom i agresji – ale robienie tego w sposob, ktory nie bedzie ranil innych. To wazne oraz bardzo trudne.

    IMHO najgorsza zmorą czasów PRL (pozniejszych zreszta tez) bylo cos dokladnie odwrotnego: uwięzienie w okowach ciasnej obyczajowosci, z jej wiecznym nie wypada.
    W ramach tego „nie wypadania” trzeba bylo robic mnostwo rzeczy wbrew sobie, i nastepnie caly wagon tych, co „wypadało”. Trzeba sie bylo zmuszac do milczenia wobec osob (zwlaszcza rodziny, zwlaszcza rodziny..), ktore ludzi ranily, traktowaly obcesowo, pogardliwie, deprecjonujaco.

    To w ramach tej obyczajowosci wyewoluowalo takie kuriozum jak „kiedy kobieta mowi nie, to znaczy tak. Niesluchanie, lekcewazenie, narzucanie cudzego zdania bo przeciez ona i tak nie wie/umie a on to powinien

    stardust:
    wydaje mi sie, ze ciut nie zrozumialas Rafala. Jakies minimum planowania wakacje oczywiscie na nas wymuszaja, bo jestesmy ograniczeni rzeczami od nas niezaleznymi, jak wlasnie ten rzeczony urlop czy bilety lotnicze.
    Natomiast co do reszty…to juz kwestia priorytetow i tego, co kogo najbardziej interesuje.
    Znam ludzi, ktorzy robia tak: zawsze, w tym samym miesiacu w roku biora urlop (prawda, ze nie w kazdej pracy niestety sie da..) i kupuja w ostatniej chwili tanie bilety lotnicze – nie wiedzac, jaki bedzie kierunek, bo to sa oferty last minute. Albo wsiadaja w samochod i jada na poludnie, albo na polnoc :)

    Natomiast znam tez ludzi, ktozy jada na wakacje i maja zaplanowany kazdy dzien, kazda godzine. Bo musza jeszcze tam, i tam, i to koniecznie zobaczyc, a tu sie umowili …
    Albo ukladaja misterne plany na kilka lat do przodu…

  5. Prawie wszystko, co z ważnych rzeczy zdarzyło się w moim życiu, ma najprostszy opis: „przypadkiem”. Owszem, te przypadki opierały się na wielu elementach, które zostały skonstruowane dzięki systematycznym i przemyślanym działaniom (powiedzmy: znajomość języków czy opinia wśród specjalistów z mojej dziedziny), ale inne były bardziej związane z nastawieniami, a nie zakreślonymi działaniami (jak chętniejsze słuchanie co ludzie mają do powiedzenia niż głoszenie jakiejś ewangelii, szczególnie o sobie samym). A ile rzeczy nastąpiło dlatego, że ktoś mnie polubił albo znielubił… a tu zupełnie nie widzę gdzie planowanie mogło by wejść: postanawiam, że stworzę sobie pozory miłego i cennego człowieka??

    Więc chyba jest przemieszanie elementów które można (i trzeba) wypracowywać i innych, w których planowanie może tylko przeszkodzić, bo
    zasłoni aspekty rzeczywistości, o których kiedyś nic się nie wiedziało. Znowu przykład: kto „planując sobie” przyszłość myśli o wyborze cichego otoczenia? A w pewnym momencie może się okazać, że życie w rozgwarze jest nie do wytrzymania… Tak, nie wszyscy tak mają, znam osoby, które czują się nieswojo pozbawione hałasu centrum, a w lesie to już wpadają w panikę.

    A już zupełny obłęd jest w poddaniu się władzy nazw, niejasnych opisów stanowisk i korzyści… Ktoś ze znajomych, za młodu, a było to w peerelu, postanowił, że zostanie premierem. Nie I Sekretarzem KC, a premierem. Uwiodło go brzmienie, nie przemyślał szczegółów i kosztów. Zdumiewające: zaszedł bardzo daleko, kto wie czy gdyby nie te Wałęsy i Gorbaczowy, to by nawet nim został. Ale jak pięknie mu się po drodze rozwinął charakter, to lepiej tu nie wspominać.

  6. Czytam Twojego bloga od kilku lat, jednak dopiero teraz zdecydowalam sie na komentarz. Podoba mi sie Twoj wpis.
    Mam wrazenie, ze w Polsce mentalnosc PRL-owska dobrze komponuje sie z amerykanska. Najpierw pojawiaja sie pytania: „Co powiedza inni?“, „Czy wypada to zrobic tak?“, czyli jak sie dostosowac. Potem, nalezy narzucic sobie plan w amerykanskim stylu, robiac mnostwo rzeczy wbrew sobie. Przyklad? Mieszkam za granica, wyjechalam z Polski jakis czas po wstapieniu naszego kraju do UE. Mam sporo wyzwan ale kazde doswiadczenie na polu zawodowym sprawia mi ogromna satysfakcje. Obecnie posluguje sie kilkoma jezykami zachodnimi, m.in. francuskim, angielskim i jakis czas temu zaczelam uczyc sie niemieckego, ktory mialam dawno temu w szkole, ale zapomnialam. Praca daje mi mozliwosc wielu kontaktow.
    Ostatnio bedac w Polsce na urlopie, przypadkowo napotkalam znajomego jeszcze z czasow postawowki, ktorego nie widzialam od troche ponad 20 lat. Zapytal sie mnie, czy chce mi sie tak ciagle jezdzic po swiecie, czy nie lepiej wrocic do Polski? Jak mozna zadac takie pytanie, nie znajac mojej osobistej sytuacji, nie wiedzac, co robilam przez ostatnie 20 lat? Nie odwazylabym sie jego spytac, dlaczego on mieszkajac na wsi, robi codziennie setki kilometrow do pracy do stolicy.
    Prawie wszyscy znajomi wrocili zza granicy, kupili dzialki, beda sie budowac. Albo wzieli kredyty na mieszkania (o drugiej stronie medalu kredytow juz wiele napisano). Sa to ludzie, ktorzy mieszkaja w Polsce B, ryzyko wiec zwiazane powyzszymi dzialaniami jest spore. Oczywiscie, to jest ich decyzja, ktora nalezy uszanowac. Zastanawia mnie jednak, dlaczego jesli stawiac dom, to w Wolce Lubelskiej a nie np. na Slowacji? Czy Polak musi byc z definicji przykuty lancuchem do ziemi nad Wisla, a nie moze mieszkac np. w Alzacji? Moze we tej czesci Francji bedzie mial nieco mniejsze mieszkanie, ale za to przyjaciol, z ktorymi beda jezdzic w gory i rozmawiac o ksiazkach i kolejnych wprawach przy serach i winie z pobliskich „caves“, zamiast zadreczac sie, ze sasiad zarabia wiecej a inny dzieki znajomemu wojtowi chate postawil.

  7. Może oni po prostu lubią tą ziemię – nie przyszło Ci to do głowy ? Mieć wielu znajomych ( nawet przyjaciół – choć to duże słowo ) w innych krajach to jedno – wychować tam dzieci to jednak coś innego ( one już nie poznają = zrozumieją wtedy swoich dziadków ).
    Wiem że wolność ( = interes) jednostki jest – szczególnie na tym blogu ;) – ceniony bardzo. Jednak to prowadzi też do ciekawych i dalekosięznych konsekwecji o których nie mam czasu dziś pisać.

  8. andsolbr:
    tu zupełnie nie widzę gdzie planowanie mogło by wejść: postanawiam, że stworzę sobie pozory miłego i cennego człowieka??

    Uhu…tu od razu przypomina mi sie ksiazka-prekursor na owej drodze, czyli oslawiona „Jak zdobyć przyjaciół i zjednać sobie ludzi” Carnegiego. A to przeciez tylko niewinna wprawka w porównaniu z całą prawdaż NLP.. (Neuro-linguistic programming)

    Jakis czas temu:
    Zastanawia mnie jednak, dlaczego jesli stawiac dom, to w Wolce Lubelskiej a nie np. na Slowacji? Czy Polak musi byc z definicji przykuty lancuchem do ziemi nad Wisla, a nie moze mieszkac np. w Alzacji?

    Wiesz, móc to może, ale…większość ludzi, w określonym wieku, umyslowo zamarza (ze sie posluze okresleniem zapozyczonym od Dukaja).
    Nie sa w stanie przesadzic sie na inny grunt. Bo to wymaga otwartosci na zmiany, nie bania się nieznanego…brania rzeczywistosci i innych takimi, jacy są, a przede wszystkim nieoceniania. To przerasta ogromną większość Kowalskich. Bo oni musza tego swojego kotleta, ogóra, śledzia i wódeczkę, a jak ktos nieznajomy na ulicy sie usmiechnie i powie hi, to popatrza spode łba i skomentuja „a co go obchodzi, ja go nie znam, z jakiej racji sie do mnie odzywa”…

  9. karroryfer:
    no i co, jesli takie dziecko nie bedzie rozumialo dziadkow, jesli bedzie bardziej czulo sie Francuzem, Niemcem czy Australijczykiem a nie Polakiem – to bedzie czynilo je mniej wartosciowym czlowiekiem?

  10. Do autorki bloga

    Twoje posty przychodzą na maila, z reguły rano wg czasu PL , czytam je zawsze, najczęściej na służbowym „srajfonie”. Zdjęcia chętnie oglądamy razem z moją Lubą jak inni mieszkają i sobie radzą poza PL.

    Nie komentuję, bo nie wiedziałem, że może mieć to znaczenie. Zresztą zgodnie z regułą 2:1, mamy 2 razy więcej uszu niż ust, więc należy 2 x więcej słuchać niż gadać, co ćwiczę… To trochę niepokojące, ale …. to jest część mojego planu i self development … :)

    @Rafał

    dzięki tym ” nie-wakacjom” w kilka lat zaliczyliśmy większość najwyższych szczytów Bałkanów ( to było planowane) i wylegiwaliśmy się na plażach Adriatyku i paliliśmy plecy w słońcu nurkując z rurką ( to też planowane, choć miejsca plażowania już nie). Nie planujemy miejsca gdzie będziemy spali, bo prawie zawsze gdzieś na dziko, z dala od wieśniaków żeby ew. nie dostać w zęby za darmo.
    Planujemy, żeby nie kręcić się w kółko, skoro już w kółko pracujemy w korpo – szkoda prywatnego czasu ( a może właśnie nie ? – jest taka scena w „Instynkcie” na końcu, jak Cuba G-jakmutam junior zrozumiał wszystko i zaczyna doceniać, że deszcz na niego pada… )
    Pzdr dla wyluzowanych – onemantrip.com – ale on już wrócił

  11. @karroryfer:
    Moze i niektorzy lubia zieme, ale pieniadze przywiezione z UK nie wystarcza na utrzymanie tej ziemi. Potrzebna jest wiec praca albo dzialalnosc gospodarcza, ale co jesli tej pracy nie ma. A dzialalnosc gospodarcza? Co otworzysz w takich wolkach lubelskich? Sklep z odzieza na wage?

    Nie pisz, ze dzieci urodzone za granica nie beda znaly swoich dziadkow. Znasz takie przypadki? Polacy mieszkajacy, m.in. we Francji czy w Szwajcarii, wzenieni w tamtejsze rodziny czesto przyjezdzaja ze swoimi dziecmi w odwiedziny do rodzicow w Polsce.

  12. @Futrzak: Moze to czego nie rozumiesz w nastawieniu Amerykanow wynika z tego: http://greatesthitsblog.com/wp-content/uploads/2014/03/WHEN-CULTURES-COLLIDE-DIAGRAM.jpg
    Jest to co prawdy tylko pewien model, zreszta jeden z wielu, ale ostatnio jak w firmie dalem te grafike koledze bedacemu w projekcie z Chinczykami, to grafika zrobila szybka kariere i teraz szefostwu koncernu na jej podstawie tlumacza czemu projekty sie tak przeciagaja :-)

  13. @stardust:

    tak,tak. nie planuje. czasmi jedziemy do Serbii a ladujemy na Costa del naranjas.

    noclegi? w zyciu nie planowalem. zreszta skad mam wiedziec gdzie i kiedy bede?.

    jedynie planowanie – polowanie to na dalsze trasy odbywa sie na stronie lotow very lastsecond.
    miało byc capetown, wyszły wyspy zielonego przyladka.
    Też pięknie.
    choc to ze masz scisły termin lotu powrotnego psuje zabawę.

    Kiedys przeczytałem knige „Podróze z teczką”.
    Zaczynałą sie od wrowadzenia:

    „Podróżowanie dla samego podróżowania jest krańcową ekstrawagancją: pustoszy środowisko, niszczy nasze dziedzictwo i wyczerpuje wartościowe środki.
    Większość literatury podróżniczej ma swe źródło w handlu żywym towarem. Pojadę dokądkolwiek, z kimkolwiek, zrobię cokolwiek, o ile mi za to zapłacą. Bez żadnego zamysłu, bez celu.

    Podróżnikiem z prawdziwego zdarzenia jest jedynie człowiek podróżujący w interesach.

    Jedzie z konkretnym zamiarem, jak Marco Polo. Nie niszczy środowiska, często je chroni i ulepsza.

    Nie obserwuje kraju, ale staje się natychmiast jego częścią. Co ważniejsze, zyskuje autentyczne doświadczenia.

    Książki podróżnicze są na ogół naciągane, nierealne i powierzchowne. Naciągane, ponieważ rzekomo opisują przygodę, która przecież – jak powiedział Amundsen – jest jedynie złą organizacją. Wędrówki po Hindukuszu są niczym wobec przepychania się w tokijskim metrze w godzinie szczytu. Spływ Brahmaputrą to zjedzenie bułki z masłem w porównaniu z próbą podpisania umowy z ministrem, który ślęczy na kolanach pośrodku meczetu podczas Tabaski . Nawet mozolna podróż Jedwabnym Szlakiem nie może się równać z dreszczem, o jaki przyprawiają próby zatelefonowania do biura z nowiutkiego hotelu w Abudży, niedawno powstałej stolicy Nigerii, o drugiej po południu, kiedy odcięto dopływ prądu, wszystkie aparaty telefoniczne zostały skradzione, zanim jeszcze zdołano je zainstalować, a przed tobą czekają dwieście pięćdziesiąt trzy osoby chcące skorzystać z jedynego połączenia radiowego, dzięki któremu miasto utrzymuje kontakt ze światem zewnętrznym…

    Coraz bardziej go rozumiem i doceniam słowa.

    Miedzynarodówka backpackerska tez sie kundli i potrafi czytac przewodnik o Gruzji w pociagu gdzie tuz obok odbywa sie scena gruzinskiego masażu
    Nie ma czasu porozmawiac i pojsc na koncert punkowego zespolu z przygodnie poznanym członkiem kapeli, bo ma zaplanowanae kolejne punkty schedulu by napsttrykac fot i dac slide-self-show znajomym po powrocie.
    IMHO jest to wlasnie objaw tego planowania i 2 tgodniowego urlopu.

    @ malcolm:

    juz sam zwrot uzyty w wypowiedzi cie klasyfikuje:”zaliczylismy”, „szkoda czasu”

    W zyciu nic nie zaliczalem, choc koledzy tak ta czynnosc nazywali :-).i nie było mi szkoda czasu, bo nie zawsze im wiecej to lepiej, a „czas to nie pieniądz, a czas dany nam od boga” – jak mowi stare afrykanskie przysłowie.

    A włoczega przez nieokreslona liczbe dni po gorach wokół Ramsko Jezero bez „zaliczania” (ba nawet znajomosci wysokosci pagórów) to cel sam w sobie. (dobrze ze ma „kobita” nie wiedziałą ze tam sa miny :)
    Mimo tego, Bogu dziekuje ze turystyczna miedzynarodówka jedzie do Medjugorie i Mostaru. A backpackerka ogranicza sie do zaliczania najwyzszych szczytów. mijając te tereny :-),

    Albo jak Stasiuk olac Samarkande by obserwowac chinskie ciezarowki ..silne..ale.. trza nie byc naśladowcą

    @ futrzak

    Z obserwacją „asertywnosci” – to fakt- miałem do czynienia jedynie W PL jako (kiepsko wyuczaną) pozerką narzucona na chamstwo, zaraz po zrzuceniu płaszczyka własnie tych okowów PRL’owych zwyczajów, co dało w rezultacie mieszankę dla mnie niestrawną..
    Nie miałem okazji byc w USA, a przedstawicieli tego kraju znam bardzo dlań niereprezentatywnych wiec nie moge sie wypowiadac jak to wyglada w „realnym realu” i głebiej zakorzenione w kulturze.
    IMHO osoby „intractable” miały za PRL’u raj jesli ubrały to w futerko (sic!) underground’ artu.

  14. Jakis czas temu:
    Nie pisz, ze dzieci urodzone za granica nie beda znaly swoich dziadkow. Znasz takie przypadki?

    Pewnie, ze znam. Wszystko zalezy od tego, gdzie owa emigracja. Jak sie wyjechalo za miedze, to nie problem dzieciaki do dziadkow wyslac na wakacje. A jak sie wyjechalo do Argentyny czy Brazylii, dziadkowie zmarli (bo np. zgineli na wojnie) to juz zwykle trzecie pokolenie nie mowi jezykiem polskim i nie lata do kraju. No, moze raz, na zasadzie „oto kraj naszych przodkow” – ale na wiecej przecietnej rodziny nie stac, bo taka podroz dla kilku osob kosztowo moze spokojnie urosnac do 10 tys USD.

    Zreszta, sa ludzie, ktorzy bedac emigrantami w pierwszym pokoleniu nie odczuwaja specjalnej tesknoty za krajem i nie czuja musu wracania tam co urlop…

  15. PawelW:
    ten model to chyba wynika bardziej z pędu przyklejania etykietek i ma taka wartosc naukowa, jak slynny test Mayera-Briggsa.
    Nie przynosi zadnego wyjasnienia ani zrozumienia (to dluzszy temat i jesli cie ciekawi moge wyjasnic) – po prostu przykleja etykietke, wszystkim sie wydaje, ze rozumieja, WYDAJE.

    Takie podejscie imho wynika bardziej z mentalnosci farykancko-korporacyjnej, gdzie nie ma czasu na doglebne czy uczciwe poznanie czegokolwiek, w tym innych ludzi i kultur. Po prostu, trzeba miec przygotowany „script” wg ktorego najwiekszy dzięcioł i beztalencie bedzie mogl wykonywac prace np. doradcy HR (to oni sa najwiekszymmi fanami wszelkaich testow i metryczek, gdzie ktorym „moga zakwalifikowac” gdzie kto do czego sie nadaje, nie majac samemu pojecia o temacie).

  16. Rafal:
    no nie zgodze sie z obserwacja autora ksiazki przez ciebie cytowanej.
    Dzisiejsza kasta „podroznikow – biznesmenow” jest jeszcze gorsza niz zwykli turysci. Interesuja ich tylko kontrakty, quoty i targety, ci przyjezdzajacy z starej Europy i USA maja nastawienie wyzszosciowe – nasz sposob prowadzenia biznesu jest jedyny wlasciwy;
    Interesuje ich tylko podpisany papier i osiagniety target – niewazne, jakim kosztem. Na poznawanie kultury miejscowej nie maja czasu.

    Tak naprawde zeby poznac jakis kraj i jego kulture, to trzeba w nim zamieszkac. Zaczac zyc takim trybem i rytmem, jak miejscowi. Przy czym, im odleglejsza od naszej kultura – tym trudniej.

  17. @Futrzak: IMHO masz rację w sensie, że niektórzy użyją tego modelu na zasadzie „trzeba miec przygotowany „script” wg ktorego najwiekszy dzięcioł i beztalencie bedzie mogl wykonywac prace”.

    Nie do końca się jednak zgodzę odnośnie przydatności tego modelu samego w sobie. Nie jest idealny, jednakże jego główny twórca włożył w jego stworzenie sporo pracy i stoi za nim dużo danych empirycznych.
    Dwa przykłady dają wgląd co za tym modelem stoi:

    1. Pojmowanie czasu: http://www.businessinsider.com/how-different-cultures-understand-time-2014-5?IR=T

    2. Sub-model kulturowy: http://www.businessinsider.com/inglehart-welzel-culture-map-2014-7?IR=T#ixzz36nNzkKkv

    Poza tym książka jest rewelacyjna :-)

    Natomiast podejście „przyklejania łatek”, również IMHO, nie wynika z „z mentalnosci farykancko-korporacyjnej” a z ludzkiej potrzeby upraszczania sobie życia i tworzenia filtrów przyśpieszających działanie.
    Przecież już mający kilka tysięcy lat zodiak/horoskop (zarówno „nasz” jak i chiński) spełnia podobną funkcję.

    Względnie może to wszystko mieć funkcję „samospełniającej się przepowiedni dla charakterów”. Tak samo jak przy czytaniu horoskopu, wybieram sobie tylko te punkty, które do mnie pasują, a te które nie pasują, znikają ze świadomości……

    Jak jest naprawdę, nie wiem :-)
    Dlatego chętnie przeczytam co miałaś na myśli jaki pisałaś „Nie przynosi zadnego wyjasnienia ani zrozumienia (to dluzszy temat i jesli cie ciekawi moge wyjasnic)”…

  18. PawelW:
    Nie do końca się jednak zgodzę odnośnie przydatności tego modelu samego w sobie.

    Oh, on jest bardzo przydatny. Richard D. Lewis za jego pomoca trzepie kasę z uslug, gdzie w praktyke wykorzystuje model przez siebie stworzony. Napisal na ten temat ksiazke, a za klientów ma najwieksze corpo tego swiata.

    Nie przecze, ze jest lingwista, poliglotą, zalozyl szkoly jezykowe, zyl pare lat tu i tam. Jego „Model of Cross-Cultural Communication” nie jest oparty o zadne solidne badania (ani z psychologii spolecznej ani socjologii) – jest to po prostu wynik jego przemyslen, no i znakomicie sie sprzedaje bo latwo wyjasnia widoczne golym okiem roznice kulturowe byznesmenom, ktorzy nie maja czasu na tak nieoplacalne rzeczy jak wglebianie sie w jakis temat, sluchanie ludzi, przeczytanie ksiazki czy postudiowanie czegos.

    Czyli dokladnie tak samo jak z testem Meyer-Briggs.

  19. @ Futrzak
    Pięknie!
    też tak myślę!
    Bo nie chodziło mi o wywyzszanie kasty byznesowej, lecz o stopien autentycznosci doznań, ktora to u „pewnego rodzaju typu byznesmna” miesci sie powyżej tej otrzymywanej przez 2 tyg offroadowych-backpackersów.
    (jeśli jechać gdzieś to z umysłem jak najbardziej carte blanche a nie spisem oczekiwanych dodznań)

    Autor knigi to raczej taki człowek do wynajecia do załtwenia wyszystkiego wszędzie.
    Knige polecam ze wzgledu na styl i humor.

    Oczywiście zamieszkanie w danym kraju i codzienne załatweinie w nim spraw to najwyzsza forma poznawania.

    Dlatego tez to blogi expatów to najmilsze memmu „oku” źródło info.
    A zdjecia zamieszczane wolę te z komory nawet niz te wyciagane w lightroomie.

    ” ktorzy nie maja czasu na tak nieoplacalne rzeczy jak wglebianie sie w jakis temat, sluchanie ludzi, przeczytanie ksiazki czy postudiowanie czegos.”
    Bingo. :-)

    dzieło Richarda D. Lewisa tak jak piszesz zestaw szerszych nalepek ułatwiajacych „byznesowi” identyfikację sie na szybko i „click …wrrr”…(skad to ten zwrot ? :-)) i root cause jak zwykle: „pęd” (choć dla scisłosci powinno sie pisac raczej „szybkość”)

  20. […] slysze owo haslo, to siersc jezy mie sie na grzbiecie (dlaczego – po czesci tlumaczylam juz wczesniej). Wiara, ze jak sie cos postanowi w tym dniu, to bedzie mialo moc sprawcza i zapewni motywacje […]


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: