Napisane przez: futrzak | 18 Maj 2015

Z cyklu: muszę, bo się uduszę

Czlowiek moze uciekac od korporacyjnej mentalności, ale to się przenosi szybciej, niż najbardziej zjadliwe wirusy eboli i innych takich.

No bo jak? Firma zatrudniajaca nie wiecej niz 50 pracownikow (etatowych muahaaaa bo ile zatrudnia na zasadzie outsourcingu w Am Pd – to wie tylko księgowość…) i ma taki dysfunkcjonalny dzial IT, ze szok.

Dopominam sie juz trzeci tydzien o durny shell access do testowych serwerow. Tak, dobrze panstwo slyszą: TESTOWYCH a nie do środowiska produkcji. Do tego ostatniego zreszta, gdyby nawet ktos mi ofiarowal od zaraz root access, to kombajnem nie zaciagnie, oj nie.
No ale jako manager działu QA to takie dziwne, ze chcę miec shell access do serwerów pod linuxem i możliwość ich administracji??? To, że mam trzeciego director of engineering w ciągu roku nie pomaga niczemu, bo każdy nowy zaczyna od zera, i jak już-już sie zorientuje, w jakie bagno wdepnął, to sp*
Tak, klasyka gatunku: magiczne przejscie od małej prywatnej firmy-startup do czegos, co sie rozrasta, urosło (albo mu się zdaje buahaaaa) i chce na giełdę. Da sie zrobić, spoko ale…NIE ZA TAKĄ KASĘ.

Ja się nie dziwię. Ja ten chlew testuję i usiłuję ogarnąc od dwóch lat. Większego syfu to dawno nie widziałam, ale coż. Jak zwykle kasa rządzi i niech się jakims początkującym programistom nie wydaje, że…. Jak zaczynałam, to miałam pomysły, robiłam z nosem przy monitorze, tony bugów i te rzeczy. Po pół roku, jak zobaczyłam, ze psa z kulawą nogą to nie interesuje – why the fuck should I care?
Jest jak jest. Ale nawet mnie, z moim stoickim zen (sie czlowiek dorobił w nerwowej branzy po kilkunastu latach, nie?) szlag dzisiaj trafił dokładnie i centralnie.

Bo wicie rozumicie. CEO firmy z pretensją, że GDZIE jesteśmy z testowaniem XXX – przecież poszło do testowania miesiac temu?
– A ja na to jak na lato. A gdzie moje środowisko testowe? Od MIESIĄCA w kazdym raporcie, na każdym meetingu trąbię, że nie ma, że show stopper etc. I co? Nic.
Moje warunki są proste: albo mi dacie dostęp i sama sobie będę (do spółki z developerami) administrować, a jak nie – to WY róbcie, ale tak, że ma być na czas.
I co? I gówno. Bo wicie, rozumicie, czekam juz trzeci tydzień na rzecz zdawałoby się prostą: przewalenie danych ze środowiska produkcji na serwery qa. WTF????

Zatrudniono tak ze dwa miesiące temu director of IT. I czym sie ten dureń zajmuje? No robieniem tabelek w Microsoft Project i wpisywaniu i planowaniu, i przewidywaniu. A jak podstawy leżą odłogiem (ale naprawdę podstawy: serwery produkcyjne się wyp* średnio z raz na tydzień, prawdaż…) – tak leżą dalej.

Ok, ja dużo mogę zrozumieć. Nie mają kasy, nie mają sprzętu ale – please – coś, co już dawno zostało zrobione, rozwiązane i przetrawione – WTF????
Ok, być może ja jestem ofiarą sex discrimination i jakiejś tam babie (tak, jestem jedyną w dziale eng kobietą) nic nikt nie powie… ale dzięka bogu mam prywatne kontakty wśród reszty zespołu. I co? Kupa.

******

A teraz, proszę państwa, proszę misia pocałować w d.
Chcecie wiedzieć, skąd się wzieło powiedzenie, że ryba psuje się od głowy? Właśnie stąd. Mozesz miec genialnych pracownikow, ale jesli szef jest młotem skończonym, gluchym na cokolwiek, to prędzej czy później rozsądni ludzie uciekną, a on zostanie zwolniony na końcu.

Reklamy

Responses

  1. „No ale jako manager działu QA to takie dziwne, ze chcę miec shell access do serwerów pod linuxem i możliwość ich administracji???”

    No raczej :-) Owszem, co firma to inne obyczaje, ale po co komuś shell, skoro jest zautomatyzowane środowisko testowe, wdrożone mechanizmy continuous integration, delivery ? Pod warunkiem że takie środowisko i mechanizmy są, a piszesz że nie. WTF? Wyrazy współczucia.

  2. Szymon:
    no wlasnie, no wlasnie… jakby to dzialalo tak, jak powinno, to bym sie nie czepiala. Ale tutaj mam sytuacje, ze ktos po prostu sabotuje moja prace.

  3. Dokładnie tak się dzieje. Jeżeli szef jest bucem, nie docenia swoich pracowników, szczególnie tych na prawdę dobrych to.. najlepsza droga do tego, żeby za chwilę sam działał na 5 etatach.

  4. zdziwilbym sie gdyby jakis unix admi dal qa dostep do servera – a szczegolnie root
    to po prostu nie ich (wasza) dzialka – a on sie musi tlumaczyc an audit kto i po co ma dostep i jak cos walnie to do niego o 2 am dzwonia

    mozesz byc nawet unix guru – ale jak jako taki nie jestes zatrudniona to niestety nie powinnas miec dostepu – po co , zeby za kogos innego prace robic?

    tak to dziale – role-based access a nie skill-based access

  5. w:
    no to mozesz sie juz zaczac dziwic, bo na swoim postawie. Dostalam nawet dzis username i haslo.

    Oraz sie zdziwisz jeszcze bardziej:
    jak walnie QA server to nikt do nich nie dzwoni. Oraz niby jak mam przegladac logi systemowe, zmieniac konfig (serwisow ktore testuje) albo dokonywac manipulacji na bazie danych bezposrednio, a nie przez GUI (co jest mi potrzebne do testowania)?

    Oraz, to teraz sie dopiero zdziwisz:
    pracowalam w firmie, gdzie kazdy byl sam sobie adminem na swojej maszynie. W to wchodzily serwery testowe, build environment, server SVN i pare jeszcze innych rzeczy. Zaden admin nie wsadzal tam nosa i dzieka bogu, bo wszystko dzialalo tak, jak trzeba i nie bylo problemow.

  6. „pracowalam w firmie, gdzie kazdy byl sam sobie adminem na swojej maszynie. W to wchodzily serwery testowe, build environment, server SVN i pare jeszcze innych rzeczy. Zaden admin nie wsadzal tam nosa i dzieka bogu, bo wszystko dzialalo tak, jak trzeba i nie bylo problemow.”

    Kiedyś to były piękne czasy, ehh …
    Wg. mnie to się sprawdza w małych projektach, zabawa ze środowiskiem deweloperskim na laptopie czy własnej wirtualce kończy się w momencie gdy testerzy i/lub deweloperzy chcą codzienną, świeżą kopię np. hurtowni danych, albo kopię kilkusetgigowej bazy transakcyjnej. I najlepiej jakby baza zapieprzała tak szybko jak produkcyjna, bo przecież nie będą czekać 5 minut na wynik zapytania. Poza tym jest jedna ważna rzecz, o której większość ludzi, nawet z IT, niestety zapomina: środowisko testowe służy nie tylko QA i koderom, w szczególności gdy produkt jest modularny, poskładany z wielu klocków i działa na zasadzie naczyń połączonych. Służy również adminom, w takim samym stopniu jak QA/dev, a może nawet i większym. Jeśli środowisko testowe jest odwzorowaniem produkcji, łącznie z bazami, load balancerami, itd, to mnóstwo fakapów z zależnościami wychodzi przed wgraniem apki na produkcję. To są, literalnie, pierdyliardy drobnostek na które możesz nadziać się Ty w fazie testów, a nie klient. Na swoim własnym laptopie czy serwerze tego nie zasymulujesz, no bo jak ..

    Właściwe to uważam że z głową zarządzane i dobrze doklikane przez adminów środowisko testowe to serce firmy i świadczy o klasie produktu.

  7. Szymon:
    niekoniecznie w malych. To zalezy od twojego produktu. Przeciez swiat sie nie konczy na bazach danych…W opisanej firmie produktem byly serwerki do Internetu. Caly OS razem z wartoscia dodana (unix) byl mniejszy o wieeeeeele niz jakies tam Windows czy MacOS, a kazdy dev i qa mial swoje maszyny w kubiku. W labie staly tylko maszyny uzywane do load i stress tests – tak bylo wygodniej. Gdybym musiala przez pol firmy poginac do labu za kazdym razem, kiedy musialam sie grzebac w bebechac, to chyba szlag by mnie trafil…

    Poza tym jest jedna ważna rzecz, o której większość ludzi, nawet z IT, niestety zapomina: środowisko testowe służy nie tylko QA i koderom, w szczególności gdy produkt jest modularny, poskładany z wielu klocków i działa na zasadzie naczyń połączonych. Służy również adminom, w takim samym stopniu jak QA/dev, a może nawet i większym

    No do tego jest stage environment. No ale jesli admini nie uwazaja za sluszne czegos takiego zrobic (nawet po wyraznych naciskach dir of eng – to co, zabijesz?)

    Właściwe to uważam że z głową zarządzane i dobrze doklikane przez adminów środowisko testowe to serce firmy i świadczy o klasie produktu.

    Przez 20 lat pracy w zawodzie nie zauwazylam takiego zwiazku. MOZE ale nie MUSI. Rownie waznym skladnikiem sa ludzie i ich etyka pracy. Nawet najlapiej urządzone QA Lab i serwery na nic sie zdadza jesli beda nieprawidlowo uzywane i zarządzane. I smiem twierdzi, ze czynnik ludzi jest o wiele wiekszym problemem, niz cala reszta.

  8. ach to korpo – ja napiszę kiedyś książkę o swojej :)


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: