Napisane przez: futrzak | 27 kwietnia 2015

Leniwa niedziela

Zaczęła się tak średnio, bo obudziły mnie dzwięki syren, warkot samochodów i jakies krzyki. Potem wszystko ucichlo, juz-juz zaczelam znowu przysypiac i… to samo. A potem tak razy trzy…

Wysadzenie łba za okno w celu obadania sytuacji przyniosło wieści: na dole odbywal sie finał maratonu…

Trzeba było wstać. Zresztą, niedziela to dzień zakupów na targu zwanym Feria de Tristan Narvaja: odbywa się on przy skrzyżowaniu ulic 18 de Julio i Tristán Narvaja i rozciąga na kilka ładnych przecznic. Mozna tam kupić wszystko – rzeczy nowe i stare, zabytkowe zastawy, narzędzia wszelakie, rupiecie, garnki, parille, meble a nawet butelki z trunkami nie otwieranymi od dekad. Slowem, oprócz regularnych stoisk, ludzie wykładają tam zawartość swoich garaży.

My jednak przyszlismy po warzywa, znacznie tansze niz w supermarketach i sprzedawane bezposrednio przez rolników, oraz po sery pierwszorzędnej jakości w smiesznych cenach, zaczynających się od 7 USD/kg.
Dziekujemy szwajcarskiej emigracji, której przedstawiciele osiedli w interiorze i zajęli się wyrobem tychże, starannie przekazując z pokolenia na pokolenie receptury…
Tak, Urugwaj to kraj mlekiem i serem płynący – miodem zresztą też, trzeba będzie spróbować następnym razem :)

Zdjęć z targu narazie nie będzie – muszę się tam wybrać w celu zdjęciowym, a nie zakupowym :)
Są za to zdjęcia z drugiej części leniwej niedzieli tj. wycieczki na plażę przy dzielnicy Carrasco.

Carrasco to taka najbardziej wypasiona i ekskluzywna dzielnica miasta, kiedyś nadmorski kurort, dziś Ą, Ę, rezydencje dyplomatów, pola golfowe, Sofitel, te rzeczy. Na szczęscie plaże są cudne, publiczne, parking przy ulicy darmowy…jeśli więc komuś chce się wyekspediować z centrum na potworną odległość 20 kilometrów, może podziwiać takie widoki:

IMG_0067

IMG_0070

IMG_0073

IMG_0074

IMG_0075

IMG_0076

IMG_0080

Zdjęcia niestety nadal telefonem, bez żadnej obróbki :-/
No nic, jeszcze tylko 2 dni i powrót do cywilizacji czyli normalnego Internetu, to sobie pohulam więcej z aparatem. Soon :)

Advertisements

Responses

  1. Zdjęcia jak zdjęcia ale widoki Futrzak.
    Widoków to ja Ci zazdroszczę :)

  2. Bolko:

    coz, dzieki upowrzechnieniu sie dostepu do Internetu mozna mieszkac w takich cudnych miejscach i rownoczesnie pracowac zdalnie.

    Jednak chyba podobny styl zycia nie jest zbyt powszechny wsrod rodakow. Wiekszosc moich znajomych (z branzy IT) moglaby zrobic to samo – z jakichs jednak powodow jesli juz sie gdzies przenosza, to na wyspy (najczesciej) albo do Skandynawii czy Niemiec. Znam bezposrednio w sumie tylko 4 osoby, ktore rozjechaly sie po swiecie (Am Pd, Azja) i byl to ich swiadomy wybor – ze wlasnie tam.

  3. Futrzak
    Anegdota z życia
    Jak to powiedział kiedyś kolega z budowy z Chicago czy kiedykolwiek wyobrażałeś sobie że będziesz jechał swoim amerykańskim samochodem po amerykańskiej ulicy i myślał: „K..wa głodny jestem”.

    Ja byłem w USA dwa lata ale mi „klimat” mi nie bardzo odpowiadał.
    Mam na myśl w sensie dosłownym i przenośni.
    Chociaż może gdybym wylądował gdzieś na środkowym zachodzie byłoby inaczej. Ale zabrakło mi odwagi a potem musiałem wrócić do PL

    Moja małżonka w Indiach i Chinach też spędziła parę dobrych miesięcy. Mogła dłużej. Ale ciężko być gdy nie ma z kim pogadać.
    I wróciła do PL

    Marzy nam się żeby jeszcze gdzieś pojechać na dłużej z dziećmi.
    Żeby zobaczyły „inny” świat który pomijając lokalny koloryt jest taki sam.
    Prawda?

    Ale niestety my nie pracujemy w branży IT.
    Zresztą….
    W firmie mojej żony jest ok 20 deweloperów. Zgadnij ilu pracuje z home office.
    Słownie jeden.
    I żeby było śmieszniej facet dopóki jeździł do pracy był szefem zespołu ale jak przestał to został zwykłym pracownikiem.
    To gdzie my tu mówimy o home office z Azji czy Afryki.
    ps
    Futrzak w Chciago najfajniejsze było jezioro wielkie jak morze.
    Piekna sprawa tylko 30 minut autobusem.
    Chciałbym mieszkać kiedyś nad prawdziwym oceanem.

    może kiedyś…

  4. Moja małżonka w Indiach i Chinach też spędziła parę dobrych miesięcy. Mogła dłużej. Ale ciężko być gdy nie ma z kim pogadać

    Ale jak to nie ma z kim pogadac? Nawet jesli masz ciezka bariere jezykowa (no bo powiedzmy sobie, nauczenie sie chinskiego, wietnamskiego czy tagalog to nie to samo co jezyka indoeuropejskiego) – to zawsze znajdzie sie jakis ekspata, ktory po angielsku. Ludzie sa wszedzie, chyba ze mieszkasz na kompletnym odludziu caly czas…

    Żeby zobaczyły „inny” świat który pomijając lokalny koloryt jest taki sam.
    Prawda?

    Ze co? ze swiat wszedzie taki sam? No nie, nie jest taki sam.

    A ci deweloperzy z firmy twojej zony to MOGA pracowac zdalnie a nie chca?
    Zreszta…. niekoniecznie trzeba pracowac zdalnie. Mozna sie tez zatrudnic w jakiejs lokalnej firmie przeciez, akurat zawody okolokomputerowe sa latwo przenaszalne, a jesli sie trafi gdzies w Azji czy Am Pd na firme, ktora robi outsourcing, to masz dodatkowy plus za bycie europejczykiem….

    BTW: Chicago i robota fizyczna wsrod polonii to chyba jedno z najgorszych miejsc dla Polaka w USA na start :-/

  5. Oj widoków ci zazdroszczę okropnie :)

  6. „(..) zawsze znajdzie sie jakis ekspata, ktory po angielsku(..)”
    jeśli pracujesz a 95% ekspatów to faceci a ty jesteś kobietą to :
    – nie jesteś partnerem do rozmów dla żonych tych ekspatów (inna czasoprzestrzeń).

    – żona (wtedy panna) podobnie jak ja nie wierzy w przyjaźń między kobietą a meżczyzną :)

    „(…)Ze co? ze swiat wszedzie taki sam? No nie, nie jest taki sam.(…)”
    Pewien Amerkanin któremu malowałem ściany kupił sobie auto mercedesa sportowego mercedesa a tak naprawdę sportowego mercedesa z podpisem prezesa mercedesa gwarantującym że takich ,mercedesów jest tylko x na świecie.
    Pewien mój szwagier w podsądeckiej wsi zbudował dom. Ale nie 100,200 m2.
    Musiało być 400m2 :)

    Byłem kiedyś na wycieczce w górach w Himalajach. Piekna sprawa mielismy przewodnika. Przewodnik miał telefon Nokie. Ale to była nie byle jaka Nokia.
    Mój obecny telefon nie ma jeszcze takich parametrów a to było 7 lat temu.

    i z innej bajki
    Jak 100 lat temu Polski oficer zrobił coś złego to popełniał samobójstwo (albo i nie). Z reguły odbywało się to w cichości gabinetu.
    Gdy to była Japonia to samuraj popełniał samobójstwo. Nazywane seppuku.
    „Ceremonia” odbywała się publicznie.

    Może źle się wyraziłem oczywiście że dekoracje i metody są różne.
    Ale jesteśmy organizmami żywymi i by przetrwać musimy się rozmnażać.
    Powiększać swój stan posiadania. Reszta to uwarunkowania kulturowe sprawiające że tak a nie inaczej patrzymy na świat.

    (..)A ci deweloperzy z firmy twojej zony to MOGA pracowac zdalnie a nie chca?(..)
    Żadna ze stron nie odczuwa takiej potrzeby.

    Chicago
    Problem z Chicago jest taki że jak przyjeżdżasz i zarabiasz na budowie tyle co w Polsce przez miesiąc czy dwa to przestajesz się starać. A później jest już za późno/trudno z te go grajdołka wyjść.
    Wszystko przychodzi zbyt łatwo. I dlatego stwierdziłem że nie ma sensu tam dalej być. Zresztą życie wymusiło na mnie pewne decyzje.

    Ale z drugiej strony dzięki Chicago poznałem żonę

  7. Bolko:

    jeśli pracujesz a 95% ekspatów to faceci a ty jesteś kobietą to :
    – nie jesteś partnerem do rozmów dla żonych tych ekspatów (inna czasoprzestrzeń).

    ????
    Wiesz, ja od prawie dwudziestu lat pracuje w branzy, ktora jest męska. Nie mialam problemow z kumplowaniem sie i przyjaznieniem z facetami.

    – żona (wtedy panna) podobnie jak ja nie wierzy w przyjaźń między kobietą a meżczyzną :)

    I tu lezy jak mysle przyczyna owego „nie ma z kim pogadac”. Sama sobie narzucila jakies idiotyczne ograniczenia… eh…prawie jak ortodoksyjna muzulmanka, ktora z obcymi mezczyznami w zasadzie nie powinna ani przebywac w jednym pomieszczeniu ani juz tym bardziej rozmawiac…
    Z takim podejsciem w istocie emigracja bedzie samotna udręką….

    A później jest już za późno/trudno z te go grajdołka wyjść.

    Kazda zmiana jest.. hm… wymaga ze tak powiem jakiejs decyzji i aktywnosci. Dla wielu ludzi to zbyt trudne, bo wola nie robic nic i pozwolic innym decydowac za siebie i dac sie zyciu niesc tam, gdzie ich przypadkowo poniesie.
    Mysle, ze to tacy ludzie wlasnie zazdroszcza innym tego czy tamtego (nie mowie tu oczywscie o dobrach materialnych typu dom czym samochod etc.) – bo wszyscy inni po prostu jak bardzo czegos pragna, to kombiuja jakby to osiagnac i co zrobic, zeby przyblizyc sie do celu. Nie zawsze i niekoniecznie zreszta tam dotra, wielu po drodze odkrywa cos innego, poznaje siebie i znowu zmienia zycie o 180 stopni… i jest im z tym dobrze.

    Takze… jesli faktycznie chcesz mieszkac nad oceanem… to zrob cos w tym kierunku :)

  8. Aaaa jeszcze jedno
    Ale jesteśmy organizmami żywymi i by przetrwać musimy się rozmnażać.
    Powiększać swój stan posiadania.

    Powiekszanie stanu posiadania nie jest niezbedne do zycia. In fact, jest bardzo duzo ludzi, ktorych to nie interesuje. Tacy ludzie sa najciekawsi – ale na ogol ich sciezki zycia nie krzyzuja sie z tymi, dla ktorych celem jest powiekszanie stanu posiadania.

  9. (…) Takze… jesli faktycznie chcesz mieszkac nad oceanem… to zrob cos w tym kierunku :)
    jeśli wszystko pójdzie dobrze to pierwszy malutki kroczek zrobię w czerwcu zobaczymy dokąd mnie zaprowadzi. Może nie nad ocean ale nad jakiś większy zbiornik wodny.

    a co do żony moja żona od dwudziestu lat pracuje w męskiej branży (zarządzanie projektami w drukarniach a teraz IT)> Była na tyle dobra że przed 30 została wysłana do Indii żeby tam otwierać nowe projekty.
    Ale to też miało swoje koszty.
    Ale to nie miejsce by obgadywać moją żonę (bo też ciebie czyta).

    ps
    Czasami jest nawet zazdrosna troszeczkę :)

  10. Bolko:
    nie obgaduję, skomentowalam to, co napisales, czyli takie podejscie do zawierania znajomosci/zycia.

    „Nie wierzę w przyjaznie damsko-męskie” jako powód samotnosci na emigracji to dla mnie cos rownie obcego jak zielone ludziki.. podobnie zreszta jak zazdrosc, ze udzielasz sie na jakims blogu, ktory i ona czyta…No, ale ja dziwna jestem, kawe cukrem słodzę….

  11. dziwna jestem, kawe cukrem słodzę…. ;)


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: