Napisane przez: futrzak | 2 lutego 2015

Za chwilę dalszy ciąg programu…

Troche mnie nie ma, albowiem pada mi dysk twardy w laptoku no i w związku z tym są wazniejsze dzialania typu robienie backupow, produkowanie bootable flash drive z systemem i takie tam.

Jak narazie wstaje jeszcze bidok (po zwisie) w single user mode i potraktowany 2-3 razy przez fsck, ale powiedzmy sobie, że są to ostatnie podrygi zdychającej ostrygi i każdy raz moze być ostatnim.

Jak juz nie wstanie, to trzeba bedzie kupić nowy dysk, wypruc stary, wstawic ten nowy no i stawiac na nim system… strasznie upierdliwa robota, ale nowego laptopa nie kupie, bo nie ma sensu. Nie mowiac juz o tym, ze Appla w Argentynie nie ma, a uzywanego lapka od nikogo nie kupię, bo prawdopodobieństo, że spieprzonym będzie, wielkie jest.

PS: przy okazji uwalił mi sie tez klient do poczty z konta głównego – emaile na zwykły adres mogę czytac tylko srajfonem, proszę więc z większymi sprawamia uderzać na nina kropa mazur kropa miller a dalej gmail.

PS2: a pomysleć, ze jeszcze nie dalej jak 4 lata temu podchodziłam wielce sceptycznie do trzymania wszystkiego w tzw. „chmurze”… ta….

Reklamy

Responses

  1. Zapytam z ciekawości – jak jest w przypadku wwozu załóżmy macbook’a czy innego high-tech’u dla mas, z np. Urugwaju ?

  2. PS: Chodzi mi rzecz jasna o procedurę kontroli, i ew. cło.

  3. @Szymon
    Prosta sprawa- ilość handlowa i niehandlowa. Teoretycznie można wwieźć po jednym egzemplarzu każdego rodzaju sprzętu, który zwykle miewają turyści. Praktycznie do dwóch egzemplarzy też się nikt nie czepia, o ile nie wygląda to na hurt.
    A w praktyce ten wwóz to jest kontrola na lotnisku. W Urugwaju raczej nie kupisz, tym bardziej nie taniej, w Brazylii też niezbyt prosto.

  4. @Maczeta dzięki za info.
    @futrzak polecam domowego NAS’a + time machine. Przed awarią dysku rzecz jasna nie uchroni ale przywracanie danych idzie znacznie szybciej. No i bezpieczniej niż w chmurce … Nie wiem jak z cenami małych, domowych NAS’ów w Argentynie, ale zainwestowane pieniądze w takich momentach zwracają się po tysiąckroć.

  5. @Szymon:
    odchodze od tego pomyslu. Nie, nie jest bezpieczniej niz w chmurze tj. prawdopodobienstwo, ze ci nastepny dysk padnie jest duze – sa to najczesciej psujace sie czesci komputerow. Jak masz jakies super-hiper-duper tajne dane, to mozesz je zaszyfrowac i poslac do chmury ktora poza wszystkim jedna wielka zalete: masz do swoich plikow dostep z jakiegokolwiek komputera.
    A jak wrzucasz backupy na dysk zewnetrzny za pomoca time machine to owszem, latwo je odzyskasz ale… na czysty dysk makówy razem z calym starym systemem.

    Zewnetrzny dysk juz mam od dawna, znam doskonale super upierdliwosc wyciagania czegos stamtad..jesli potrzebne ci sa poszczegolne pliki a nie caly system od zera.
    Oraz, last but not least – zdrowo jest od czasu do czasu zainstalowac sobie nowy OS. Zwlaszcza, jesli sie ten poprzedni uzywalo z VMware, ktore to rezerwuje sobie nie tylko pamiec i miejsce na dysku, ale tez miesza w kernelu i odinstalowanie calkowite to niezla sztuczka.

  6. Wygoda chmury jest bezdyskusyjna. Problem leży w zaufaniu. Mi nie pasuje jak dzielnicowy zagląda na moją posesję bez mojej wiedzy. Wytrych do sejfu za obrazem może też mieć, używamy darmowych algorytmów szyfrujących z XX wieku dla których nie ma do dziś dnia sensownej alternatywy, tymczasem moce obliczeniowe procesorów wzrastają wykładniczo (pomijam spekulacje o tym co NSA może wyprawiać u siebie w labach). Mi to akurat przeszkadza, pewnie przesadzam ale czuję się lepiej jak swoje pierdoły mam jednak u siebie, pod wyłącznie moją kontrolą ;-) Kwestia dobrego samopoczucia.
    Apropos time machine to chodziło mi właśnie o szybkość w odzyskaniu systemu z migawki, bez grzebania i pamiętania o pierdylionach dokumentów i konfiguracjach softu. Jak stawiasz system od zera, bo z różnych powodów chcesz/musisz tak zrobić, to z zasady poświęcasz na to sporo czasu niezależnie od tego jak robisz backup. Jakbyś nie kombinowała – kilka, kilkanaście godzin w plecy.
    Dyski padajo jak muchy tak samo w chmurze jak i w NAS’ach. W domu tylko nie wolno olać czerwonej lampki i podmienić wadliwy dysk, raid załatwi resztę. Fakt – wychodzi drożej, dysk na wymianę trzeba kupić.

  7. Szymon:
    1. Serwisy takie jak google drive etc. maja swoje serwery w data centers, z macierzami dyskowymi z RAID i pad dysku tutaj jest kwestia wsadzenia nowego, co zajmuje obsludze data center kilka minut, a dla uzytkownika jest niezauwazalne;
    2. Niech ci sie nie wydaje, ze dane na wlasnym dysku sa niedostepne dla nikogo – sa chronione tak samo, jak to, co w chmurze, bo tym samym algorytmem (no chyba ze masz jedno z profesjonalnych rozwiazan jak dyski szyfrowane NeoScale – ale sorry, nie stać cię…)
    3. Postawienie systemu od zera nie zajmuje kilkunastu godzin – skad takie timeline wziales???? Nawet w wypadku wyjatkowo upierdliwych serwerow pod windows nie trwalo to tyle, a troche sie tego ostawialam swego czasu…

  8. 1. Dokładnie, mając przykładowe google drive, operator załatwia robotę z dyskiem. W domu załatwiasz Ty, wymieniając dysk w dużo mniej (albo i niedużo, zależy jak na to patrzeć) zaawansowanej macierzy dyskowej. Tak, jest to bardziej absorbujące, coś za coś.
    2. A po co mam szyfrować dane na storage’u w domu ? Jasne, mogę, ale tak raczej dla świętego spokoju. Martwię się o dostęp z zewnątrz, filtry na routerze, a nie o fizyczny dostęp do danych. Jeśli zaczyna wchodzić w grę przysłowiowy „wjazd na chatę” to wydaje mi się że to już zupenie inny level problemu. A, oczywiście że mnie nie stać na NeoScale.
    3. Pisałem o postawieniu Twojego komputera, o którym pisałaś. Domizianego narzędzia pracy jak mniemam, w którym padł dysk i stawiasz system na nowo. Twój ulubiony „młotek” do którego jesteś przyzwyczajona i lubisz jak leży w dłoni. Nie mówię o serwerach które stawia się w kilkanaście minut, bądź klonuje w sekundy. Chyba że nie traktujesz swojego kompa w kategoriach.

  9. PS: *w tych kategoriach.

  10. Ja pracuje zdalnie na serwerach firmy, potrzebny jest mi do tego jakikolwiek komputer wpiety do Internetu z jakas przegladarka, plus dwie aplikacje do czatu szyfrowanego i telekonferencji, ktore moge sobie zainstalowac w pare minut.
    Not a problem.

    Juz dawno wyleczylam sie z „domizianych” komputerow i innych takich – szkoda mi tracic czasu na takie rzeczy. Zreszta, nie jestem zawodowym grafikiem, ktory do wydajnej pracy na tempo faktycznie potrzebuje skofigurowanego pod siebie srodowiska kombajnow graficznych…

  11. No to zazdraszczam minimalizmu warsztatu pracy w takim razie. Pozdrowienia z Polski :-)

  12. Ja pracuję również przez internet, ale raczej, jako freelancer. Wiadomo raz jest zbyt pięknie, a ran zastanawiam się, czy nie pożyczyć pieniędzy od rodziny, żeby dociągnąć do pierwszego. Jednak taki już urok naszego kraju, na etacie niewiele, ale stałe dochody, a jako freelancer różnie jak w takiej spirali.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: