Napisane przez: futrzak | 8 stycznia 2015

Cocina peruana

Nowe mieszkanie jest w dzielnicy na poły zydowskiej, a na poły peruwiańskiej.
W związku z tym, dookoła są restauracje/żarłodajnie albo koszerne, albo peruwiańskie. Pizzy koszernej jeszcze nie próbowaliśmy (ja zresztą i tak nie mogę przecież pizzy bo mąka pszenna), za to dziś padło na parillę peruwiańską na rogu.

Jako, że ja jeszcze w pracy, został wysłany Chłop. Jak zwykle przyniósł nie to, co miał. Logika zamówienia wyglądała tak: „wszedłem, siedziała jakaś rodzinka peruwiańska i jedli coś, co fajnie wyglądało, to poprosiłem o to samo na wynos”.

No i gut. Żarcie składało się z (ich zdaniem) jednej porcji, a owa porcja zawierała w sobie:
– na dole pudełka wysciółka z posiekanej sałaty i kapusty
– na to fryty
– na frytach pokrojone w prążki i podsmażone na tłuszczu serdelki
– do tego w woreczkach majonez oraz tzw. „salsa picante”. Na oko prawie nieodróżnialne toto od majonezu.

Owa jedna porcja po rozdzieleniu spokojnie starczyła na nas dwoje, a Chłop przecież to kawałek Chłopa, a nie jakiś tam puszek-okruszek :)
Po obfitym oblaniu salsą pikante żarcie było… CALKIEM DOBRE.
I tanie – zaledwie 60 peso (25 PLN) na dwie osoby.

W życiu nie wpadłabym na taką kombinację…

Niestety, co dobre, to się niedobrze kończy. Po konsumpcji od razu spuchłam (do poziomu, ze mi naciskała opuchlizna na przeponę i utrudniała oddychanie), dostałam alergicznej wysypki i zaswędziałam się na śmierć. Podejrzenie padło oczywiście na parówki i sos – boć przecież frytki i sałata z kapustą jeszcze nigdy mi nie zaszkodziły.
Z dwojga bardziej prawdopodobny jest sos: prawdopodobnie był zagęszczany zwykła, pszenną mąką (od niej puchnę jak bania i mam sensacje jelitowe) oraz miał dodane jakieś inne dziwa typu polepszacze/utrwalacze/syfiacze, stąd moja reakcja alergiczna…
Musiało to być mocne, bo Chłop, zwykle odporny na takie coś, też dostał wysypke w spadku.

Wniosek: za każdym razem jak chce ci sie jakies odstępstwo od nudnej aż do rzygu parilli argentyńskiej – DO NOT.
No bo własnie tak to się kończy…

PS: to bylo tanie uliczne zarcie, serwowane dla tutejszych Peruwiańczyków. Tzw. cocina peruana w wersji dla turystów wygląda zupełnie inaczej, podobnie jest z „thai cuisine” w Tajlandii – normalni Tajowie nie mają (bądz rzadko) okazji do jedzenia tych wszystkich wyszukanych dań i cudów kulinarnych…
Tez mi to troche przypomina Polske miedzywojenną: na 12 dań wigilijnych i kilka obiadowych, co to zachowały sie w tzw. literaturze, stać było tylko kilka procent populacji kraju wtedy… reszta byla szczęsliwa, jak mogla jeść ziemniory, smalec i jajka. Mięso to był delikates… nawet w święta…

PS 2:
W temacie rzeźni w Charlie Hebdo, całkowicie zgadzam się z komentarzem Ayaan Hirsi Ali. Wlasciwie ciezko jeszcze tutaj cos dodac…

Reklamy

Responses

  1. Nie mam pojęcia jak ty to robisz z ta alergią, z tym wyszukiwaniem składników z pilnowaniem się- podziwiam.Ja pewnie zdychałabym już z głodu-lubię jeść i jestem leniwa !:P

  2. Basia:
    jakbys po zjedzeniu niewlasciwej rzeczy byla przykuta na 3 dni do kibla, nie mogla oddychac i byla spuchnieta jak balon, to bardzo predko nauczylabys sie zwracac uwage na to, co jesz….

    Ja generalnie gotuje „from scratch” – zadnych polproduktow i wynalazkow, chyba ze faktycznie maja podany sklad uczciwie (co sie jednak rzadko zdarza);
    generalnie moje zakupy zywieniowe skladaja sie z surowego mięsa, warzyw, owocow, jajek, mąki (ale tylko z cieciorki i mandioca), sporadycznie ryzu. Do picia – woda i wino, cydr.
    Nie moge nawet jesc kazdego chleba i makaronu bezglutenowego, bo do wielu dodaja jakies cuda wianki ktore wywoluja reakcje alergiczna.

    Gotowanie od podstaw wymaga duzo czasu, to prawda, ale mozna tez gotowac raz-dwa razy w tygodniu i potem to jesc. Np. upieczenie duzej ilosci miesa – jakies pare kilo w piekarniku albo na grillu spokojnie starcza na 2 osoby na tydzien…

    BTW: ty jako osoba z haszimoto tez powinnas byc na dosc scislej diecie…

  3. Futrzak, ale cocina, a nie cochina, bo dowaliłaś Peruwiańczykom do pieca ;)
    Słuszna uwaga z tą dostępnością – kuchnia peruwiańska jest super, jak masz dostęp do świeżych owoców morza i ryb, ale większość tam zapewne szczęśliwa, jak dostanie ryż z fasolą.

  4. Dzieki za zwrocenie uwagi – rzeczywiscie walnęłam jak… uhm…

    Za słabo znam hiszpanski jeszcze zeby łapać sie sama na ewidentnych błedach w spellingu :-/

  5. Basia.
    Nie gniewaj się.
    stachurska.eu
    Pzdro.

  6. Generalnie podziwiam wszelkie osoby z alergiami żywieniowymi. Miałem okazję obserwować kilka osób, które bardzo dużo czasu poświęcały aby pożywienie im nie zaszkodziło. Ja z moim wrodzonym lenistwem do gotowania skończyłbym pewnie na tubkach dla kosmonautów :)


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: