Napisane przez: futrzak | 4 grudnia 2014

Starcie z argentyńską biurokracją

czyli rejestrujemy samochód.
Dane wyjściowe: mamy legalna umowę kupna-sprzedaży, nie mamy żadnego argentyńskiego dokumentu, ID, odpowiednika pesel czy innego numeru podatkowego. Nic.

Czytający bloga wiedzą, że rejestracja sie ociągała, bo poprzedni właściciel miał do zapłacenia zaległe mandaty i tak jakoś niespieszno mu było, prawdaż.
Coż, tydzien minął, i nic.
Ja juz jednak ogarniam trochę tutejszy sposob myslenia, wiec jak Chłop znowu dzwonił z przypomnieniem sie, to poradzilam, zeby nie czepiał się wlasciciela, ale powiedzial, ze my bardzo prosimy, bo niedlugo juz sie wyprowadzamy, juz nas nie bedzie, i co wtedy zrobimy? Droga Zosiu, co robic, jak zyc?

Wlasciciel sie zafrasowal nieco, ale powiedzial, ze ok. „Się zrobi”. No i dzwoni dzisiaj koło poludnia, czy Chlop moze zjawic sie w okolicy jego domu za pol godziny????
LOMATKO. Przyspieszenie jak normalnie piąta prędkość warpowa ze Star Treka.
Oczywiscie, zajęło więcej niz pol godziny, bo to inna część miasta, w miedzyczasie wlasciciel dzwonil ze dwa razy pytac sie, gdzie jestesmy – myślę więc – co jest? Pali mu sie raptem pod tylkiem czy co???

No, troche palilo sie. Chłop melduje się pod drzwiami, a tam – szybko, szybko, masz dokumenty? – Mam. – To wsiadaj!!
Wepchnal go do jakiegos samochodu z obcym czlowiekiem za kierownicą i pojechali….. Chlop nie miał sie nawet czasu przestraszyć, okazalo sie, ze wypuszczony zostal pod urzędem rejestracyjnym w Avellaneda. Tam czekali juz na niego… poprzedni wlaściciele samochodu – stara babcia po 70-tce (ta, która kupiła nasz pojazd jako nowy z fabryki w 86 roku) z agentem od nieruchomosci i jakąś kobietą. Kto, co, jak i dlaczego, Chłop nie mial czasu zapytac, bo wszyscy pędem, zeby zdążyć, zanim zamkną urząd. Czynny do 12.30….

Zdązyli. Babcia juz nic nie czajaca, przez stosy dokumentow i całą resztę przebijał sie agent nieruchomosci (z zawodu adwokat, byc moze jakas rodzina, ale nie bylo czasu indagowac…). Okazało sie, ze formalnosci nie moga byc dopelnione, poniewaz potrzebny jest numer podatkowy. A ten trzeba z AFIPu…
Niemniej, urząd od rejestracji pobrał kasę (990 ARS), a że Chłop nie mial az tyle przy sobie, to mu agent nieruchomości pozyczył, prawdaż….

Tak wiec ok. godziny 15.00 wpada Chłop do domu, po kasę, bo na dole czekał agent nieruchomosci, co go podwiózł, a teraz czekał na kasę… Tutaj kończy się akt pierwszy.

Akt drugi zaczął się znalezieniem stosownego oddzialu AFIPu (poszukiwania odbyły sie online) i udaniu się do. Na miejscu urzędnik powiedział, ze do wydania numerka podatkowego nie wystarczy umowa najmu, musi być domicilio. Domicilo pozyskuje sie z lokalnego posterunku policji, udawszy sie tam uprzednio i zgłosiwszy potrzebę. Potem do domu przychodzi policjant w celu potwierdzenia, że obywatel legitymujacy się dokumentem x faktycznie mieszka w danym miejscu.
Urzędnik w AFIPie podał adres posterunku właściwego dla naszej lokalizacji i Chłop poszedł. Doszedł na miejsce, a tam nie ma posterunku, prawdaż. To się zdziwił nieco i pomyślał, że może coś mu się pomyliło z ulicami, ale taksówkarz napewno będzie wiedział. Wsiadł więc do taksówki i poprosił i zawiezienie pod adres x. Taksówkarz się pyta – a co tam ma byc? – a posterunek policji.
– Ale tam nie ma posterunku policji!
– hm… wie pan, podali mi ten adres w AFIP.
– a co pan potrzebuje?
– a domicilio.
– a gdzie pan mieszka?
– a na ulicy x numer y.
– ha! Ja mieszkam kilka domów dalej. Tu mam książkę z rejonizacją posterunków, zaraz znajdziemy. O widzi pan? To będzie pod z – kilka kwadr od panskiego mieszkania.
– to jedziemy!

Posterunek okazał się być tym, obok którego przechodzimy co najmniej kilka razy w tygodniu, idąc do supermarketu na zakupy….
Po odstaniu swojego w kolejce pan policjant powiedzial, ze przyjdzie jutro, albo we wtorek (poniedzialek to znów tutaj jakies swieto wolne od pracy..).
Z domicilem udamy sie do AFIP, z numerkiem od AFIPu do urzedu rejestracyjnego i … juz powinnismy miec wszelakie formalnosci zalatwione.

CDN. Stay tuned.

PS: oczywiscie cala procedura dla Argentyńczyków i osób mających rezydencję wygląda znacznie prościej.

PS2: Oczywiscie jakaś pi*da grochowa parkując przed nami (samochodzik stoi pod oknem) raczyła nie wyrobić się i rozwaliła reflektor. Na szczęscie jest to samochód stary, częsci tanie, i da się szkło wymienic samemu…

Advertisements

Responses

  1. Bez CUIT nie zarejestrujecie tego samochodu, a tego nie otrzymacie z AFIP bo nie maci zadnego dokumentu argentynskiego. Jako turysta z niewazna wiza rczej nic nie zdzialacie. Powodzenia w kazdym razie.

  2. Kaja:
    odpowiednikiem CUIT dla turystow jest CDI. Do jego pozyskania jest potrzebne to, co napisalam powyzej.
    W urzedzie rejestracyjnym przyjeto wszystkie nasze podpisane dokumenty, czekaja tylko na CDI. Do jego wydania nie jest potrzebny argentynski dokument, co potwierdzili urzednicy w AFIP.
    Oczywiscie pani urzedniczka w rejestracyjnym zglupiala, bo pierwszy raz widziala cudzoziemca kupujacego samochod w Argentynie i twierdzila, ze sie nic nie da zrobic. Trzeba bylo szefowej, oraz skonsultowania sie z przepisami (ktore znalismy wczesniej) zeby przyznano nam racje.

    Chyba ktos musial cie zle poinformowac…

  3. Jestem zbudowany Twoją niezachwianą wiarą w to, że Argentyna to dobre miejsce do życia.

  4. miodzio:
    kazdy kraj ma swoje wady i zalety. W jednym np. obywatele tego kraju nie moga sobie odnowic paszportu, a w innym turysci bez waznej wizy moga zarejestrowac samochod, byc przyjetym w szpitalu bez dodatkowych oplat, a w jeszcze innym choroba oznacza bankructwo i takie tam. Choice is yours…


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: