Napisane przez: futrzak | 29 listopada 2014

Z cyklu nauka pływania

Nie wpław, nie łódką, ale
samochodem.

Wybralismy się na wycieczkę do rezerwatu Otamendi. Prognoza pogody co prawda zapowiadala burze, deszcz i grad, ale mialo to nastapic dopiero o zmierzchu, więc po co się przejmować….

Well… bylismy w połowie drogi na autostradzie, kiedy front atmosferyczny przybrał barwy wojenne (czytaj: czarne), powietrze zrobilo sie parne, nie do wytrzymania, a nam zachciało się spać potwornie. Zatrzymaliśmy sie na stacji benzynowej i poszli na kawę. Ze względu na warunki pogodowe i ciężkie przymulenie zdecydowaliśmy, że nie ma sensu kontynuować do rezerwatu. Tym bardziej, że to podmokła pampa i na samą myśl, ile tam będzie komarów teraz oraz jak będzie wyglądać wyjazd..w razie deszczu….

Zamiast tego kupiliśmy sobie mapę i stwierdzili, że powolnym ślizgiem przez okolice na trasie Tigre-Kapital będziemy zmierzać w stronę pieleszy.

Wszystko było ok, parę razy zabładziliśmy. Tylko tak trochę, nie do konca, bo jednak mapa i pytanie sie na stacjach benzynowych wyprowadzały nas na trop głównej drogi z zarówno slumsowatych okolic (tutaj wtopilismy się w otoczenie z naszym samochodem…) jak i wypasionych, ogrodzonych i bez-kija-nie-podchodź-barrio-cerrado (grodzonych, zamkniętych osiedli dla burżujów, których w Tigre do usrania).

Bylismy już tylko kilkanaście kilometrow od kapitalu, gdy uderzyła ulewa. Biedne wycieraczki juz nie dawaly rady, na dwupasmowce zrobily sie jeziora, wiec zjechalismy na stacje. Akurat lecialy lokalne newsy i widzielismy armageddon w postaci fruwajacych dachów, powalonych drzew, utopionych samochodów. Jak to dobrze, ze jednak nie dojechalismy do tego rezerwatu…

Deszcz troche przestal i pojechalismy dalej. Ha ha. Juz przy samej obwodnicy-autostradzie General Paz skręciliśmy w złą stronę (w strugach deszczu znów) i…. trafiliśmy na baseny olimpijskie, a potem wręcz jeziora. Nie wiem, jaka tam była głebokość – ale w którymś momencie sytuacja wyglądała tak: po prawej stronie linia kolejowa, przed nami autobus, po lewej od czasu do czasu ulice, gdzie… kotłuje sie woda. I tak jedziemy i jedziemy za tym autobusem (dzieka bogu prowadził Chłop, bo ja jednak nienauczona pływania samochodem..) i WIDZĘ jak autobus się zanurza i zanurza coraz bardziej…. włos zjeżył mi się na głowie, obaczyłam po lewej ludzi stojących na rogu i wrzeszczę skręcaj w lewo. Chłop skręcił a tam… jeszcze większe bajoro. Piłuje więc niemiłosiernie silnik, żeby przebrnąć przez wode, a tam… coraz głebiej i głebiej.. woda się już wlewa do środka. No to zrzucił bieg i z rykiem silnika wjechał na cudzy podjazd i stanął… (dodam, ze tłumik jest uszkodzony, więc widowisko musiało być niezłe…)

A woda se płynie ulica…

I w tym momencie leci do nas jeden z tych człowieków, co stały pod dachem, i drze się. Krzyczy „Boludos, a donde van, esta es mi casa” [no gdzie idioci jedziecie, to moja chałupa!!!].
Mysle sobie jak nic – zaraz dostaniemy w ryja – i tyle (a okolica niepiękna…)

Ale nie.
Chłop wyszedł i zaczął wyjaśniać sytuację. Pan domu pokiwał glową ze zrozumieniem, zaproponował, ze możemy u niego na podwórzu zostawić samochód. Chłop się jednak uparł, ze może damy jednak radę? Po konsultacjach staneło na tym, ze trzeba zawrócić. Bo dalej woda głebsza, a tu przy samochodzie już sięgała do łydek i kolan. Czyli ponad próg samochodzika i poziom podzespołów silnika. A senor mowi, ze w jedną i drugą już tylko głebiej, bo niżej…

No to jedziem. Chodnikiem, po jego posesji, pod dachem. Po jednej stronie jego dom, po drugiej drzewa w chodniku. Tak z dziesięć centymetrów prześwitu po obu stronach. Loco Polaco, loco. Senor nie wierzył, że się uda. Cała rodzina nas sterowała, i dobrze – bo NIC ale to NIC nie było w tył widać (tylna szyba i boczne są przyciemnione, oraz było wszystko zachlapane błotem).
Przy zjeździe z chodnika uwaliła się tablica rejestracyjna z przodu – no big deal…
WYJECHALIŚMY.

O MATKO.
Ja wiem, może przesadzam – ale ilu z was zdarzyło się stanąć w wodzie, która sięgała powyżej wlotu powietrza do silnika i poziomu maski? Jak już samochód stanie, to se tak zostanie. A potem najlepiej go sprzedać…

Reszta poszła już gładko. Omijamy przejazdy POD linią kolejową, niższe punkty… jedziemy na azymut, pod górkę. Pokręciliśmy sie jak smród po gaciach, dotarli do Av. Rivadavia, potem już łatwe.

JAK TO DOBRZE że mieszkamy na górce…
Nadal nie mogę wyjść z podziwu że…. robotnicza dzielnica jest na górce, a najbogatsze dzielnice miasta – Belgrano, Palermo – sa na terenach zalewowych i mają kiepską kanalize…

Advertisements

Responses

  1. Piękna opowieść :) Sam kiedyś topiłem w rzece samochód jadąc w bród przez wezbraną rzekę, ale taka historia – będziesz miała co opowiadać na starość ;)

  2. Wygląda na to, że prognozy jednak trzeba brać poważnie i liczyć się z tym, że zmiana może nastąpić później… ale też wcześniej niż przewidziano. Ja bym pewnie nie zdecydowała się na planowanie podróży jeśli w prognozie byłaby mowa o ulewnie. Szczególnie nie lubię deszczu. Nawet zimno nie przeszkadza mi tak jak burza i ulewa.

  3. Swietnie napisana historia, czyta sie ja z zapartym dechem :) Dobrze, ze auto dalo rade i potwierdzilo, ze dokonaliscie dobrego zakupu. Szerokiej drogi i wiecej przygod (ale nie tego typu) zycze!

    Jeszcze tylko dodam, ze z tego co mnie uczono na kursach ratownictwa kryzysowego, to jesli faktycznie jest juz tyle wody na ulicach, to nie powinno sie samochodem jezdzic, bo jest to bardzo niebezpieczne. Woda moze wygldac na spokojna/stojaca na powierzchni a moze miec wartki prad pod powierzchnia, ktory moze porwac samochod. To tyle teorii :) A w praktyce znajac siebie (ach, my, Polacy!) to pewnie tez bym probowala dalej jechac…

  4. monsun:
    no z jazda po zalanych ulicach to sie zgadzam calkowicie i oboje to wiemy ale…pech chcial, ze skrecilismy w zlą strone a potem juz widzac, co sie dzieje, nie bylo gdzie zjechac ani jak zawrocic, niestety :-/ Udalo nam sie w ostatniej chwili :-/

  5. Aha, dodam, ze to byla część miasta zupelnie nam nieznana i wpakowalismy sie tam przez zupelny przypadek, celowo w zyciu bym sie tam nie pchala przy takiej ulewie :-/


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d bloggers like this: