Napisane przez: futrzak | 30 sierpnia 2014

Towary luksusowe….

Struktura cen w tym kraju zadziwia. Np. prosze zgadnąć, co jest droższe: mejillones (gatunek małży, blue mussels) czy grzyby (obojętnie jakie, pieczarki, portobello)? Dodam, że grzyby rosną w Argentynie a mejillones (te, które kupuję) są importowane z Chile.

Otoż – droższe są… grzyby. Kilogram małży kosztuje 72 ARS, kilogram grzybów 95 ARS…
Podaję ceny z Coto (argentyńska sieć supermarketów) – bo czasami można dostać tansze mejillones w chińskim sklepie rybnym (są jednak zdecydowanie gorszej jakości i maja więcej wody zamrożonej na kilogram), podobnie jak pieczarki okazyjnie w narożnym warzywniaku.

A tak w ogóle pancetta – czyli wędzony boczek w stylu włoskim – kosztuje w Carrefourze 150 ARS/kg.

Ktoś ma pomysł, dlaczego to takie dziwaczne?

Reklamy

Responses

  1. Pancetta nie jest produktem wędzonym.

  2. Marek:
    tutaj to JEST produkt wędzony. Byc moze nie kazda – ale ta co jadłam, na pewno. I nazywa sie pancetta.

  3. @Marek
    A to dziwne, bo tu jest. We włoskiej Wikipedii też piszą o wędzeniu. Może mówisz o jakieś polskiej odmianie? A to nie znam.

  4. We włoskiej Wikipedii pisze, że tradycyjne nie są wędzone. Pisze, że inne rodzaje mogą być wędzone (mogą być =possono essere). We Włoszech ani włoska w USA NIE jest wędzona, w Argentynie pewnie jest. I tyle. Dobranoc.

  5. Prosta sprawa – pojedź do lasu, zbierz kg grzybów; jeśli będzie cię to kosztowało mniej niż 95, to problem z głowy. A jeśli więcej, to znaczy, że 95 jest uczciwą ceną.

  6. sign:
    no taaaaak.. bo pieczarki zbiera sie w tym lesie, co rośnie na pampie ;))

  7. Tu we Włoszech- pancetta to po prostu boczek i może być dolce- czyli surowa lub affumicata – czyli wędzona.A czemu takie rozbieżności w cenach?Nie mam pojęcia :(

  8. Koszty produkcji.
    Pieczarki nie rosną w każdych warunkach.
    Musisz dbać o odpowiedni klimat – szklarnie w Polsce.
    Małże żyją sobie na „farmach” w morzu gdzie „opieka” nad nimi ogranicza się do minimum.

    Mnie już np. nie dziwi kupno ziemniaków z Hiszpanii za 2 pln/kg.

  9. Bolko:
    na cene produktu sklada sie mnostwo rzeczy, z czego koszty produkcji to tylko jeden ze skladnikow, w wypadku wielu produktow wcale nie najwazniejszy.
    Np. ubrania Ralpha Laurena sa szyte za centy w Bangladeszu, a sprzedawane za setki dolarów, a najwiekszym skladnikiem ceny jest marża właściciela marki a potem marża sklepu.

    Mejillones moze i nie wymagaja wielkiej opieki, ale potem ktos je musi zebrac, zapakowac i _dowieść_ do Buenos. Obojetnie, czy bedzie to transport drogowy (bardzo drogi) czy morski – sa to tysiace kilometrow.
    Poza tym kwestia bardzo wazna w wypadku produktow zywnosciowych jest ich mozliwosc przechowywania co ma ogromny wplyw na koszty logistyki zwiazane z dystrybucja. Ile kosztuje przewiezienie przez ocean zboza masowcem a ile zywnosci łatwo psujacej sie w statku-chlodni? Ile mozna skladowac w magazynie jedno, a ile drugie?

  10. Koszt transportu drogowego to jakieś 25 gr/tkm w Polsce .
    Czyli płacisz 25 gr za każdą tonę która przejechała 1 kilometr.
    Czyli w twoim przypadku z wybrzeża pacyficznego do ciebie jest jakieś 1600 km czyli za przewiezienie jednego kilograma płacisz 40 gr w
    Mówię tutaj o tym jak jest w polskich warunkach. Gdzie ropa kosztuje 6 zł/litr.

    Albo inaczej europejska ciężarówka potrzebuje około 33 litrów diesla na 100km. Resztę policz sobie sama.

    Transport morski z natury jest jeszcze tańszy.

    Jak długo można przechowywać żywność pytanie w jakiej temperaturze.
    Ja kupuje jabłka co roku w zimie od właściciela który ma tylko kilka ha sadów oraz chłodnie z kontrolowaną atmosferą. Ceny nie pamiętam .

    Nie wspominam o mięsie głęboko zamrożonym (coś koło -32C) którym handluje Agencja Rynku Rolnego.
    Czasami bawi mnie jak Panie w mięsnym proszą o świeże mięso.

    Taki mały żart z czasów PRL
    jak byłem mały chciałem kupić chleb, pytam się czy jest świeży=miękki.
    Pani: Tak
    Ja: Proszę jeden
    Pani: Proszę
    Ja: Ale on jest twardy=nieświeży
    Pani: Ale dostawa była świeżą

  11. @bolko
    Tak, jest ok 1600 km, ale z tego ok 700 przez pampę i reszta po trasie o górskim profilu z czego odcinek między Mendozą a Valparaiso to ekstrema i tam ze zużyciem paliwa raczej nie zejdziesz poniżej 70-80 l/100 km, a bardziej prawdopodobna jest trzycyfrowa liczba.
    Tego nie należy tez porównywać z polskim transportem krajowym czy wewnątrzunijnym. Masz granicę, kolejkę do paru dni, tunel na wysokości 3500 m.n.p.m., przez śnieg w zimie relatywnie często zamykany. Ekstremalnie upierdliwe i skomplikowane argentyńskie procedury celne oraz zarobki argentyńskich kierowców w okolicach zachodnioeuropejskich (przyczyna tego to dłuższa historia). Razem to daje naprawdę dużo wyższe koszty transportu, rząd wielkości spokojnie, koszty celne to jest kilkadziesiąt procent lekko, zwłaszcza na granicy Chile- Argentyna. Chile nie należy do Mercosuru, a przy okazji restrykcje sanitarne są jak na granicy Islandii lub Nowej Zelandii.

  12. @maczeta
    Nie wydaje mi się żeby to był rząd wielkości
    Kalifornii do Chicago jest jakieś 3000 km przez góry Skaliste.
    Miałem okazję kiedyś jechać tam i z powrotem Volvo z silnikiem Cummisa. Semi (ciągnik siodłowy z naczepą do przewozu w niskich tempo) z Kaliforni wiózł sałatę. Auto miało rok. Latem 2007 roku właściciel auta za samo paliwo zapłacił ~2100 $. I auto jechało po takich serpentynach że hej…
    Nawet były przygotowane specjalne pasy wysypane żwirem żeby jak kierowcy pójdą hamulce to żeby mógł „utopić” w tym żwirze.

    Kierowca za pięć dni skasował ~1000$.

    Oczywiście na granicy każdego stanu waga + kontrola sanitarna przy wjeżdzie do Kalifornii

    Z mojego podwórka.
    Ja płaciłem 25gr/tkm za naczepę na trasie 20-30 km po asfalcie + 1 km do kopalni dobra droga gruntowa + do 2 km w naprawdę kiepskim terenie gdzie wyciąganie ciągnika siodłowego przez koparkę, urwanie się osi, koleiny czekanie w kolejce do wagi godzinę nie było niczym szczególnym.
    Goście robili po max 6 kursów.
    No long dystans ta cena na pewno jest niższa. A kolejki na granicy po naście godzin też nie jestm niczym niezwykłemy.
    Albo jak ITD stoi na drodze to widać bo wtedy ruch ciężarówek zamiera.
    każdy czeka aż sobie pojadą.

    Jak chcesz zabawkę która wjedzie wszędzie musisz zapłacić ok 40gr/tkm.
    Napęd na 8 kół i wskazujesz palcem. I gość ma tam wjechać niezależnie czy jest błoto, woda czy piasek.

    Oczywiście cena zawiera polskiego kierowcę + wszelkie opłaty.

    Mała ciekawostka wozidło mające na grzbiecie 50 ton piachu i zakopane po szyby w glinie spaliło w ciągu godziny 50 litrów diesla. Sprawdzone.

    I moja skoda z silnikiem 1,4 też w porywach potrafi spalić 40 litrów

  13. @Bolko
    I-80 przez przelećże Sierras też jechałem, za kierownicą w obie strony. Tam jest przełęcz na wysokości 2200 m, otwarta całorocznie. Paso de Libertadores to jest dopiero tunel na wysokości 3500 m. To jest spora różnica.
    Ciekawostka- te pasy ze żwirem to pozostałość powszechności … dwusówów w ciężarówkach, których w ogóle nie można było zwolnić silnikiem.
    Nie będę tu się kłócić, że cena tych małży to połowie czy 3/4 koszty transportu, bo zgodzę się, że nie. Ale naprawdę podkreślam, że właściwie wszystkie koszty na trasie Chile- Argentyna są dużo wyższe niż gdziekolwiek indziej. Paliwo tylko jest tańsze niż w Europie, choć droższe niż w USA.

  14. Grzyby hodowlane chyba w całej Ameryce Łacińskiej są drogie. Poznalem kiedyś brazylijskiego ‚króla pieczarek’, który tłumaczył mi, że nikt w Brazylii nie jest w stanie zapewnić regularnych dostaw grzybni w odpowiedniej ilości, więc musi ją importować, jeśli dobrze pamiętam to z Kanady. Nie zdziwiloby mnie, gdyby w Argentynie było podobnie. I pewnie, ta grzybnia, jest obłożona jakimś wysokim cłem.

    Tymczasem owoce morza z Chile, jeśli nie maja zerowej stawki celnej, to jest ona bardzo niska. Chile już od wielu lat ma stosowne porozumienie z calym Mercosurem.

  15. Tomek:
    A to ciekawe. Znaczyloby, ze grzybnie trzeba czesto wymieniac – ale w takim razie, skoro ktos prowadzi hodowle na skale przemyslowo-handlowa to dziwne, ze nie potrafia sobie tez i tej grzybni odpowiednio wyhodowac…

    No nic, moze bede miala okazje sprawdzic, czy w innych czesciach Argentyny mozna dostac dzikie grzyby a jesli tak, to za ile :)

    Z wizyty w Santiago del Estero pamietam, ze w porownaniu z cenami z Buenos tam byly smiesznie tanie owoce (truskawki etc) oraz.. miod.

  16. Pogrzebałem trochę w sprawie tych grzybów – w Argentynie największym „dostarczycielem” grzybni jest firma http://www.gertisem.com.ar. No ale właśnie – przedstawia siebie jako „proveedor”, co sugeruje, że chyba bardziej jest importerem, niż producentem.

    Znalazłem też taki oto ciekawy tekst: http://emprendedorasenred.com.ar/322-hongos-en-el-tapete z którego wynika, że produkcja grzybów nie jest taka prosta jak by się to mogło wydawać. Co więcej, jest tam wspomniane, że w 1945 r. Argentyna była największym na świecie eksporterem grzybów. Ale z czasem przemysł ten umarł i teraz odradza się korzystając już z zagranicznej myśli technicznej.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: