Napisane przez: futrzak | 14 lipca 2014

Jak z tą biedą w Polsce jest

Jedni twierdzą, że jest, inni ze jej nie ma, ze to kwestia tylko i wylącznie niezaradnych/leniwych/głupich (niepotrzebne skreślić) rodziców.

Tymczasem w/g raportu sporządzonego przez Dom Badawczy Maison na zlecenie Fundacji Pomocy Dzieciom „Maciuś”, co dziesiąte dziecko w Polsce je jedyny ciepły posiłek … w szkole.

8.5% badanych dzieci nie je nic przed wyjściem do szkoły i nie przynosi ze sobą żadnego śniadania. 5% uczniów z powodu głodu nie jest w stanie się skupić na lekcji, a 2% dzieci jest nadmiernie wychudzonych.
O dziwo najgorsza sytuacja panuje w największych miastach.
Najgorzej tez jest w wakacje, bo szkola nie wydaje posilkow, w polowie roku gminom koncza się tez pieniądze na organizowanie dożywiania.

Źródło.
Jak widać raport nie jest nowy, problem też nie.
Dokladnie policzenie głodnych jest niezwykle trudne, bo raz, że to wstydliwy problem (ciągle, ciągle), dwa, nie ma żadnych, łatwo dających się policzyć programów pomocowych na terenie całej Polski. W USA np. wiadomo, że w biedzie żyje juz prawie 50 mln ludzi (bo ok. tyle korzysta z programu food stamps). W Polsce nie ma czegos takiego jak food stamps.

Są za to programy informatyzacji (ZUS, za 3 mld złotych), instaluje się jakże potrzebne i społecznie niezbędne ekrany akustyczne czy wymienia tabor samochodowy urzędnikom ZUS i innym.
Na to pieniądze są, a na dokarmianie głodnych dzieci nie. Bo przecież ich rodzice sami sobie winni, no i dzieci pod sejm protestować nie pójdą, wiec spokojnie można uznać, że problemu nie ma…

PS: cóż za ironia…o problemie demograficznym Polski mowi się od paru lat. Dzietność Polek w Polsce jest tragicznie niska. Tylko, ze jaka ma być, jak nie bardzo jest czym wykarmic dzieci JUZ urodzone?

Reklamy

Responses

  1. „8.5% badanych dzieci nie je nic przed wyjściem do szkoły i nie przynosi ze sobą żadnego śniadania. 5% uczniów z powodu głodu nie jest w stanie się skupić na lekcji, a 2% dzieci jest nadmiernie wychudzonych.”

    Z moich obserwacji wynika to raczej z niechlujstwa rodziców albo rzadziej, patologii alkoholowej w rodzinie, niż z biedy. Moja żona jest nauczycielką i mówi, że do szkoły faktycznie przychodzą dzieci bez śniadania. Nie są to wcale dzieci z ubogich rodzin, korzystających z pomocy społecznej. Zapytane o powód, mówią że mamie się nie chciało zrobić śniadania, spała albo np. siedzi na fb i nie ma czasu.
    Co do 2proc. wychudzenia to podejrzewam, że to głównie nastoletnie dziewczyny, problem jak na całym świecie z anoreksją,

  2. @artur:
    ładne wyparcie, ale dosc standardowe…ja nie widzialem.. wydaje mi sie ze…. patologie alkoholowe….I problem nie istnieje! Jakie to proste.

    A, zapomnialam: ci, co zajmowali sie problemem, sie myla. Bo Polska jest zielona wyspa i problemu niedozywionych dzieci nie ma.

  3. No i dosc smieszne jest tlumaczenie, ze to „wychudzenie” spowodowane jest anoreksja, jesli ankieta obejmowala dzieci z klas I-VI…

  4. No można na siłę wynajdować problemy tam gdzie ich nie ma. Ja po prostu od lat nie widziałem wygłodzonego dziecka w Polsce, może z wyjątkiem romskich.
    Ciekaw jestem ile dzieci przychodzi bez śniadania do szkoły w krajach bogatego zachodu, np. w UK, ile dzieci ma niedowagę? Tam też wynika to z biedy?
    Poza tym weź pod uwagę, że ta „fundacja umierających z głodu dzieci w Polsce – Maciuś”, czy jakoś tak ;), jest zainteresowana pompowaniem wymyślonego problemu i graniem na emocjach ludzi, bo z tego się utrzymują.

  5. „Badanie (Computer Assisted Telephone Interview) zostało
    wykonane na reprezentatywnej próbie ogólnopolskiej
    nauczycieli, pedagogów i pracowników Ośrodków Pomocy
    Społecznej oraz Powiatowych Centr Pomocy Rodzinie przez
    Dom Badawczy MAISON”

    Ok, w/g ciebie problem nie istnieje, a ci wszyscy ludzie po prostu kłamią.
    Mysle, ze to konczy dyskusje.

  6. Niekoniecznie kłamią, ale manipulują faktami.

    To badanie nie wskazuje na przyczyny niedożywienia. Z niego wcale nie wynika, że nieregularne jedzenie wynika z biedy (to jest interpretacja wykonującego badanie niepodparta niczym), a nie z innych czynników, właśnie wspomnianego przeze mnie niechlujstwa rodziców i patologi alkoholowej.
    Samo słowo niedożywienie jest też mocno przez nich nadużywane, dziecko, które nie dostaje śniadania, bo rodzicom się nie chce zrobić, wcale nie musi być niedożywione.

  7. Dajesz się łatwo robić w PR.

  8. @futrzak: Problem zapewne istnieje, natomiast sposób przedstawienia go w artykule jest taki sobie. Już pierwsze zdanie w tonie alarmistycznym „Co dziesiąte dziecko 
w Polsce je ciepły posiłek tylko w szkole. – Skala zjawiska szokuje – mówi ekspert” jest mocno nie trafione. Śniadania i kolacje najczęściej jada się jednak na zimno, a jeśli dziecko w szkole je obiad to nie koniecznie chce zjeść w domu drugi, nawet jeśli drugi obiad w domu jest.

    Sam raport (http://www.pfpd.org/wp-content/uploads/2013/03/Analiza-fundacji.pdf) też wzbudza parę moich wątpliwości, bo np.:
    – jeśli wnioskować po „nie nosi do szkoły drugiego śniadania” to niedożywiony byłem… ja. Tylko, że ja go nie nosiłem, bo… nie lubiłem. A to jest wymieniane jako najważniejszy czynnik oceny.
    – jeśli wnioskować pytając opiekę społeczną, to obraz świata jest mocno tendencyjny, bo ww. nie znają przecież wszystkich dzieci w okolicy, tylko takie, które jakoś się z opieką społeczną zetknęły.
    – no, i zlecający jest zainteresowany możliwie złym wynikiem.

    Jeśli chcemy mieć jakiś wiarygodny wynik, to wolałbym jednak badania z jakimś obiektywnym sposobem oceny (nie wiem – BMI, poziom cukru czy coś podobnego) niż ankietę.

  9. I jeszcze: http://www.trojmiasto.pl/wiadomosci/Kontrowersje-wokol-fundacji-Macius-z-Gdyni-n67267.html

  10. byly tez badania robione przez innych, i pytali dzieci z klas I-VI.

    No ale z dziecmi taki problem, ze tez im sie glupio przyznawac. A w Polsce nie ma, jak juz pisalam w notce, zadnego zbiorczego programu pomocy dla rodzin w potrzebie, wiec ciezko powiedziec i odkopac „prawdziwe” liczby.

    Mozna jednak przyjac, ze rodzina, ktora wymaga pomocy spolecznej w jakikolwiek sposob nie radzi sobie sama i nie pokrywa wszystkich potrzeb (no jakby radzila sobie to nie pobieralaby pomocy…) swoich czlonkow.

  11. Po namysle:
    „jeśli wnioskować pytając opiekę społeczną, to obraz świata jest mocno tendencyjny, bo ww. nie znają przecież wszystkich dzieci w okolicy, tylko takie, które jakoś się z opieką społeczną zetknęły”

    – to nie jest wlasciwy argument, bo opieka spoleczna co prawda styka sie tylko z rodzinami, ktore wymagaja pomocy – ale doskonale wiedza, ile takich rodzin przypada na te dajace sobie rade. Oni sa zrejonizowani, a dane dotyczace ilosci zaludnienia/gospodarstw domowych sa powszechnie znane i dostepne. Wiec jesli jest jedna opieka w miasteczku np. 10 tys mieszkancow, a pomagaja 400 rodzinom, no to chyba jasne, jak to wyglada…

    Co do wnioskowania na temat nie jedzenia sniadania przed wyjsciem z domu ani nie zabierania go ze soba. Powiem tak. Zdarzalo mi sie i jedno i drugie. I nie dlatego, ze moja matka byla leniwa czy cos – po prostu, jak cos bylo do jedzenia, to sie bralo. Czesto sniadanie to byl chleb ze smalcem i cebula, bo nic innego nie bylo. W szkole CZASAMI udawalo sie dostac zupę za friko – i to bylo swieto lasu. Wiesz, ciezko jest na glodnego przesiedziec te 8 godzin lekcji – a ja nie mialam pieniedzy zeby tak jak moi koledzy pojsc sobie kupic do sklepiku drozdzowke czy zwykla bulke z jogurtem.
    A chleb ze smalcem nosic do szkoly bylo glupio.
    Takze ja ow wyznacznik calkiem dobrze rozumiem. My i tak nie mielismy zle – dzieki istnieniu dzialek oraz kawalka ziemi, na ktorym gospodarowala babcia – byly wiec w sezonie i owoce i warzywa i jaja od wlasnych kur…

  12. Jak w większości tego typu badań: po pierwsze – metodologia, po drugie właściwe wnioskowanie, no i najważniejsze – w jakim celu. Mam wrażenie, że w przytoczonych przez Ciebie Futrzaku badaniach – trochę zawiodły.
    Jak już ktoś wspomniał: w Polsce jest tradycja jednego ciepłego posiłku dziennie. Jak dziecko je w szkole, to nie je w domu – proste jak drut, a nie szokujące. Być może w innych krajach to szokuje, ale nie tutaj.
    Co do kanapki w tornistrze – spora część dzieci po prostu jej nie chce, u kolejnej grupy zawodzą rodzice (zwyczajne zaniedbanie), jest grupa dzieci głodnych na zasadzie „bo w domu nie ma” – ale to są skrajne przypadki. Oczywiście piszę to z perspektywy małego (12 tys. mieszkańców) miasteczka w okolicach Krakowa. Pewnie inaczej jest na wioskach popegeerowskich.
    Oczywiście są jeszcze debilne programy rządowe typu „wspólne śniadanie pani z uczniami” – to jest dopiero korba ;)
    I jeszcze jedno: bądź Futrzaku bardzo ostrożny przy wnioskowaniu, bo chyba trochę przenosisz traumy z dzieciństwa. Temat ubóstwa jest bardzo delikatny i bardzo łatwo wy… w kosmos – zarówno w jedną, jak i w drugą stronę.
    Pozdrawiam

  13. Bo to badanie było zmanipulowane. Swego czasu była z tego powodu afera, niestety nie byłem w stanie odnaleźć stosownego artykułu. Na pewno problem istnieje, dotyczy zwłaszcza środowisk patologicznych, natomiast tam właśnie został rozdmuchany, bo owa fundacja zrobiła badanie na zamówienie i podkręciła wyniki.. Wierz mi, wahadło idzie raczej w drugą stronę – bieda, która prowadzi dzieci przed telewizor i komputer wprost do otyłości.
    Co do samego „Domu Badawczego” to nie słynie on z rzetelności.

  14. @futrzak Nie, nie jest jasne, w szczególności – nie jest to próbka losowa i nie bardzo można na jej podstawie mówić o ogóle. Przy czym nie wiadomo też z góry w którą stronę jest błąd, bo u nas z jednej strony mamy np. jakiś odsetek korzystających z pomocy społecznej mimo braku ku temu przesłanek („dają to co mam nie brać”), a z drugiej jakiś odsetek tych, którzy powinni ale nie korzystają, bo np. się wstydzą.
    I jeszcze raz – ja się zgadzam, że problem istnieje, natomiast nie sądzę, żeby akurat te badania były jego rzetelnym opisem.

  15. Zastrzegając, że nie wiem jak jest w rzeczywistości, chciałbym skrytykować trochę ten raport i wnioski z niego. Po pierwsze to już raz było 800k głodujących dzieci, wtedy Niesioł we właściwy sobie sposób (ale przez przypadek słuszny) zwrócił uwagę że jakby tyle dzieci było głodnych to by jadły szczaw.

    Po drugie ja w wieku szkolnym nie jadłem niczego przed południem – po prostu mnie odrzucało. Jak przypadkiem kończyłem lekcje przed 13 to nie brałem kanapek ani nie jadłem nic w szkole. A akurat w podstawówce takie godziny były normą. Więc byłbym w tych 8.5%.

    Po trzecie niedożywienie dzieci, które faktycznie jest problemem (nawet jeśli wyolbrzymionym), nie wynika tylko i wyłącznie z biedy. To sprawa zwyczajów (np. rodzice jedzą sushi na lancz a potem obiadu nie chce im się robić, albo tak jak ktoś wspomniał kolacja na zimno), innych patologii (np. ojciec zarabiane dwie średnie krajowe wydaje na hazard i panienki i nie wystarcza na dziecko).

    Po czwarte z pomocą społeczną w Najjaśniejszej jest tak, że bardziej niż wstyd działa strach. Są medialne sprawy jak dziecko zabrali bo był bałagan w domu, albo stwierdzono „zbyt mały nacisk na uczucia”, są mniej medialne sprawy jak się pojawi kurator i się nie da od niego opędzić a w dokumentach dziecka zostaje ślad, że się państwo dzieckiem interesowało. Dlatego rodzice się nie przyznają do problemów i nie szukają pomocy, ze szkodą dla dzieci.

    A jako dodatek do punktu czwartego niech służy sprawa ojca, który zrobił 5-latkowi „lato w mieście” tzn. spali w szałasie w krzakach 100m od osiedla i żywili się tym co kupili w najbliższym hipermarkecie. Wypowiadali się specjaliści od survivalu i dowiedziałem się, że na taką ekstremalną wycieczkę trzeba wziąć śpiwór, apteczkę, dwie zmiany ciepłych ubrań (lipiec, temperatura w nocy schodziła do 22C), zapas jedzenia i picia. Wezwano karetkę, psychologa i ekipę policyjną. Okazało się, że, o zgrozo, dziecko było pogryzione przez komary. Sprawa jest w prokuraturze. Dziecko oddano pod opiekę matki, ale służby IIIRP nie powiedziały jeszcze ostatniego słowa. Ja chcę żeby to państwo trzymało się z daleka od moich dzieci, podejrzewam że tak samo myśli większość rodziców.

  16. Byc moze te badania nie byly idealem – tym bardziej, ze nie bylam w stanie dokopac sie do oryginalu tj. skryptu z rozmow telefonicznych.

    Problem jednak istnieje – ludzie zajmujacy sie tematem maja jedynie trudnosci w oszacowaniu ilosci niedozywionych dzieci. Zaznaczam – NIEDOZYWIONYCH a nie glodujacych kompletnie – bo tutaj wszyscy od razu maja przed oczami obrazek dziecka afrykanskiego skladajacego sie z kosci i rozdetego brzucha – rozgladaja sie wokolo – nie widza takich – problemu nie ma.

    Jeszcze jedno: „tradycja jednego cieplego posilku dziennie”. Ludzie. Jadaliscie kiedys darmowe zupy w stolowkach? Ja tak. Na tym sie nie da pociagnac calego dnia, sorry. Taka zupka z chlebem starcza na 3-4 godziny a i to jesli akurat nie jest za bardzo zimno i nie trzeba w deszczu czy sniegu sterczec na przystanku.

  17. no nie wiem. moje dzieci też często jedzą jedyny ciepły posiłek w szkole. bo rano przed wyjściem jest śniadanie, po po powrocie do domu jakaś przegryzka, potem kolacja. i wcale nie chodzą głodne.

  18. P.S. do szkoły tez zabierają kanapkę plus owoc, w butelce wodę z sokiem – też „na zimno”.
    a w domu drugiego obiadu nie chcą i już.

  19. Jakie darmowe zupy z chlebem? Plizzz. piszesz jak zaangażowany ideologicznie pracownik Maciusia. :)
    Dzieci, które mają opłacane przez gminę obiady dostają identyczny posiłek na szkolnych stołówkach jak te, których rodzice za niego płacą. Przez 4 dni w tygodniu jest posiłek z mięsem, w piątek, żeby Jezus się nie obraził, bez mięsa. Normalne obiady, łącznie z surówką. Do każdego posiłku jest dodawany owoc, w szkole mojej żony czasami też jogurt, kefir etc, bo producent jest patronem szkoły. Nie muszę Ci chyba mówić co się dzieje z owocami i jogurtami po jedzeniu, ogólnie lepiej nie wchodzić bez kasku na stołówkę…

  20. artur:
    fajnie maja te dzieci – u mnie w szkole byly tylko obiady oplacane oddzielnie przez rodzicow, a jak cos zostalo (najczesciej wlasnie zupa i chleb, bo porcje drugiego dania byly odliczane) – to wyjadali ci, co nie placili….

  21. Ja bym rzekła,że problem jest i to ogromny, ale wina leży jak to zazwyczaj w połowie drogi. Raz- co najważniejsze- faktycznie rząd Polski niewiele robi ,by takim biedniejszym rodzinom pomóc.Pomoc społeczna jest tragiczna (wiem ,bo sama przez lata się z nimi użerałam) więc takie rodziny czasem ,by dostać talon na obiady muszą się nabiegać, przedstawić milion pisemek ,których często nie dają rady nawet zdobyć, więc często po prostu rezygnują na wstępie z takiego biegu z przeszkodami. Dwa- kwestia alkoholu czy po prostu niedbałości matek to jeszcze inna sprawa.Będąc teraz w Polsce , przesiadując w parkach i piaskownicach zauważyłam,że matkami są głównie młode dziewczyny. Dziewczyny w wieku,gdy powinny jeszcze być w szkołach, biegać po imprezach , a nie zajmować się wychowaniem dzieci z prostej przyczyny jaką jest ich niedojrzałość do takiej roli. Ale takie matki też jestem w stanie po trochu zrozumieć.Bowiem widziałam kilka takich ,które w poszukiwaniu pracy, w walce o byt – o ustabilizowanie jako takie własnej pozycji , pomiędzy walką z Caritasem a MOPRem często tak podupadają na duchu ,że zaniedbują nie tylko siebie ,ale i dzieci i nie z powodu alkoholizmu ale właśnie z braku pomocy i tu znów kłania się polityka i niezaradny rząd. Nie wiem czy jest jakaś szansa na poprawę tej sytuacji.:(

  22. W Polsce problemem dzieci z biednych rodzin jest najczęściej otyłość, wynikająca ze złych nawyków żywieniowych w rodzinie, a nie niedożywienie.
    To nie przypadek, że najmniej „głodnych dzieci” jest na Podlasiu i Podkarpaciu- w najbiedniejszych regionach. Niedożywienie w dzisiejszej Polsce to problem niedbalstwa rodziców z zabieganej klasy średniej, oraz rodzin patologicznych, w których mamusia zamiast ugotować dziecku pełnowartościowy posiłek, woli urządzić kilkudniową libację z konkubentem.
    Wspominanie w tym kontekście przez Autorkę swoich doświadczeń ze stołówkami x0 lat temu i pisanie o jakiejś zupie z chlebem jest niepoważne. Widać że od lat mieszka Pani zagranicą i ma dość mgliste pojecie o polskich realiach.
    Ps Od 3 lat jestem kuratorem społecznym. Naprawdę wiem o czym piszę. Wiem też, że do tego rodzaju raportów, chwytliwych medialnie, ale pełnych nadinterpretacji i nieścisłości, nalezy podchodzić ze sporą dozą krytycyzmu, którego Autorce wyraźnie zabrakło.

  23. @hun
    Dobry komentarz, dzięki za wyjaśnienia z pierwszej ręki. Ale- schodząc nieco z tematu, otyłość i niedożywienie to SĄ najczęściej te same sprawy. Organizm, któremu się nie dostarcza wystarczającej ilości witamin i składników mineralnych domaga się większej ilości pokarmu, aby z tego wyłowić to co jest mu naprawdę potrzebne. Reszta idzie w tłuszcz. Oczywiście masz rację, że to jest częściowo kwestia złych nawyków żywieniowych. Ale drugą częścią jest zwyczajny brak środków na wartościowe jedzenie, przez co organizm woła więcej, głód zaspokaja się tym co jest i otyłość.
    A pożywienie typu łosoś jest obecnie w większej części świata dla przeciętnego człowieka poza możliwościami płatniczymi. Wołowina z pastwiskowego chowu, zawierająca przy tej samej ilości kalorii co przemysłowa wieprzowina, nieporównywalnie więcej mikroelementów oraz np. bardzo trudnej do spożycia w wystarczającej ilości witaminy B12. To ja nadal bym nazywał niedożywieniem, tylko zamaskowanym otyłością.

  24. @maczetaOckhama:
    Masz rację, że otyłość bardzo często jest związana z niedożywieniem rozumianym szerzej, jako niedostarczanie organizmowi wszystkich niezbędnych składników odżywczych. Z tym, że tak rozumiane niedożywienie nie jest bezpośrednio powiązane z biedą, a raczej z niską świadomością żywieniową i dotyczy całego społeczeństwa. Według WHO 30% polskich 11-latków ma nadwagę i pod tym względem zdaje się że przegoniliśmy już USA.
    Czasem bywa tak, że za zasiłek z MOPSu rodzice zabierają gromadkę dzieci na „ucztę” np. do McDonalda. Niemal regułą jest, że chwilę po odebraniu zasiłku, czy innego zastrzyku finansowego robią wielkie zakupy w rodzaju zgrzewka kolorowych napojów, mrożona pizza i kubeł chipsów i zadowoleni z siebie wracają do domu, bo ich dzieci „nie są gorsze” i mogą jeść to co bogatsi rówieśnicy. Oczywiście biednych rodzin w Polsce nie stać na łososie i wołowinę, wybierają najtańsze, a nie najzdrowsze. Jednak biedne dzieci w Polsce nie mają, pomijając przypadki wspomnianych rodzin patologicznych, alkoholizmu, upośledzenia intelektualnego rodziców etc. problemu z zaspokojeniem swojego zapotrzebowania kalorycznego.
    W artykule z Rzepy natomiast jest mowa wprost o głodnych dzieciach, czyli o dzieciach odczuwających łaknienie, a nie mogących go zaspokoić. Polskie biedne dziecko natomiast jest raczej zapchane ziemniakami z cebulą i najtańszymi chipsami z colą, niż głodne.

  25. @hun
    otyłe dziecko nie wyklucza regularnie głodnego. Bym powiedział, że wręcz przeciwnie. Otyli ludzie często są wiecznie głodni- mechanizm braku witamin. Więc, jeśli (nie wiem) badano tylko czy dziecko jest w szkole głodne i czy ma ze sobą drugie śniadanie lum możliwość kupienia czegokolwiek- to może wyjść nawet pozytywna korelacja pomiędzy tymże regularnym głodem a otyłością.
    Zgadzam się z tym, że odpowiedzialne za to są bardziej nawyki żywieniowe niż bieda. Ale nazwałbym to inaczej- brak wiedzy o prawidłowym żywieniu, a żałosna wartość żywieniowa jedzenia promowanego gigantycznymi pieniędzmi jeszcze to pogarsza. To są po prostu ofiary propagandy McDonaldsa i mody na pizze (która może być rzeczą dobrą i pożywna, ale porządnie zrobiona. W PL prawie nikt tego nie potrafi…
    W PL wiedząc jak można naprawdę się tanio i dobrze żywić. Śledzie i podroby są dostępne i tanie, a to są prawdziwe superfoods.
    W USA tego nie masz. Jakiekolwiek uczciwe i tanie jedzenie jest dostępne co najwyżej w sklepach azjatów lub czasem jako żarcie dla psów (podroby). Biedny człowiek który nie wie o tym jest praktycznie skazany na chemiczne świństwo ostatniego sortu- bo jest tanie.
    Prawdziwe jedzenie jest kilkukrotnie droższe.

  26. hun:
    w USA otylosc JEST zwiazana z bieda. Najwiecej otylych jest wsrod ludzi o najnizszych dochodach.
    Ma to kilka przyczyn:
    – smieciowe zarcie z fastfoodów jest najtansze
    – smieciowe zarcie (przerobione i nafaszerowane paskudztwami zapewniajacymi dlugi shelf life) jest najlatwiej dostepne
    – ludzie o najnizszych dochodach pracuja najczesciej na dwa etaty i nie maja ani czasu ani sily robic wyszukanych zakupow czy gotowac w domu.

    Jak wyglada swiat z ich perspektywy pisalam juz kiedys:
    https://futrzak.wordpress.com/2013/11/24/dlaczego-biedni-podejmuja-zle-decyzje/

  27. @maczetaockhama
    W raporcie nie badano czy dziecko w szkole jest głodne. Za symptomy niedożywienia uznano( wg. kolejności występowania): przychodzenie do szkoły bez zjedzenia śniadania, nie przynoszenie drugiego śniadania do szkoły, brak przyborów szkolnych, trudności w skupieniu się, obniżenie wyników w nauce i wychudzenie. W praktyce, poza ostatnim, choć i to niekoniecznie, żaden z symptomów nie wskazuje jednoznacznie na niedożywienie, czy tym bardziej głód, chociaż gdy kilka z nich występuje łącznie, powinien to być bez wątpienia sygnał alarmowy. W każdym razie, znając mentalność środowiska, jestem pewien że nauczyciele i panie z OPS w wywiadach na których oparto to badanie, nigdy nie uznaliby dziecka z nadwagą za niedożywione.
    Co do samych nawyków żywieniowych biednych ludzi to masz rację. Z jednej strony brak wiedzy na temat prawidłowego odżywiania, a z drugiej ponadprzeciętna podatność na propagandę reklamową. Nie da się ukryć, że zazwyczaj to bardzo prości ludzie, stąd częste nieracjonalne decyzje zakupowe (zresztą nie tylko dot. żywności- 50calowe plazmy w mieszkaniach które zamiast szyb w oknach mają kartony- takie rzeczy się naprawdę zdarzają). Przecież, trzymając się przykładu pizzy, zamiast tej mrożonej, pełnej konserwantów i przesolonej z marketu, można w 10minut przygotować zdrowszą, smaczniejszą, a przede wszystkim tańszą w domu.
    Niestety faktem jest też, że np. paczki żywnościowe dla najuboższych często składają się głównie z cukru, słodyczy i wysokoprzetworzonej żywności w rodzaju słoików z fasolką po bretońsku czy innymi gołąbkami. Ale nawet jeśli nie, to właśnie te produkty znikają w pierwszej kolejności. Mąka, makaron czy warzywa schodzą słabiej.

    @Futrzak
    Wiem o tym. I właśnie to miałem na myśli- pod tym względem polska bieda coraz bardziej przypomina biedę amerykańską. Co gorsza, o ile w Stanach, jak piszesz śmieciowe żarcie jest najtańsze, więc takie a nie inne wybory żywieniowe najuboższych mają jednak jakieś racjonalne uzasadnienie, to w Polsce decyduje o tym często tylko ignorancja. W każdym razie stereotypowy obraz polskiej biedy- wychudzone, niedojadające dziecko to dzisiaj margines tego zjawiska, wynikający zazwyczaj nie z braku środków, czy dostępu do darmowej żywności, tylko z patologii w rodzinie. Co oczywiście nie znaczy, że w Polsce nie ma problemu z biedą. Bo jest i to olbrzymi.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: