Napisane przez: futrzak | 5 czerwca 2014

Z frontu walki z komputerami…

Dziś windowsy zaskoczyły mnie pozytywnie po raz pierwszy od 14 lat.

W domu nigdy tego OSa nie mialam na zadnym komputerze (zawsze jakas odmiana linuxa/unixa oraz makówki) – w pracy owszem, ale poniewaz to praca, nie musialam sobie zawracac d* niczym – od tego byli admini. Nie pozwalali zreszta dotykać sie nikomu do niczego, uprawnien admina nie dawali, nic nie mozna bylo samemu zainstalowac – praca moja codzienna wygladala wiec w ten sposob, ze na biurku stala pracowa winda, na ktorej sie robilo pracowe rzeczy, a obok moj prywatny laptop makowkowy, na którym robilam wszystko inne. Tak zreszta robil prawie caly dzial engineers. Kazdy mial ze soba swojego wypieszczonego laptopa, skonfigurowanego pod siebie, z ulubiona muzyka, tym czy tamtym.

Dzis, pracujac z domu, nadal urzęduję głównie na makówce (MacBook Pro), ale oprocz tego mam starego laptopa (jakis HPek przedwieczny) na którym chodzi oprogramowanie tylko i wyłącznie pracowe. A poniewaz pracuję zdalnie, wiec sama muszę sie p* z windowsami.
Do tej pory miałam zainstalowane XP, ale z miesiac temu firma oswiadczyla, ze juz nie supportuje, wiec trzeba zainstalowac nowszy system.

Tu zaczeła sie mała odyseja. Od win8 na szczescie sie wykrecilam mowiac, ze laptop stary i bede miala problemy z driverami (uwielbiam niekumatych marketingowcow, ktorym mozna wcisnac dowolny bajer hyhyhyh i łyjają jak młode pelikany :).
Win7 przy moim łączu nie mógł się zgrać. 2 dni na to stracilam, bo transfer rwał się po 500 MB. W koncu pomógł mi dobry kumpel z programikiem do siorbania rownocześnie na 6 wątków.
Ściągnełam ISO.
Upgrade nie poszedł, bo XP było wersja polską, a nowe win7 angielską i na dodatek enterprise. Słowem, pokazało figę.

No coż. Trzeba wiec było zakupic płytki, wypalic i dziabać instalkę z CD. Pierwsze podejscie – falstart. Chłop zakupil CDki a nie DVD…
Drugie podejście – próba wypalenia płytki z makówki skończyła sie wżarciem płytki przez dysk optyczny i szlus. Drugi raz juz wolałam nie probowac..
(napędy optyczne na starszych MacBookach maja historię psucia się, wiec narazie odlozylam w kąt).
Płytka wypalona z komputera chłopa okazała sie zrobiona wadliwie, przez pomyłkę zamiast zrobić ja bootable skopiował znowu ISO…

Rynce mię opadli. Został kupiony ośmio-gigowy flash (i tak mial byc kupiony bo potrzebny jako archiwum). W BIOSie jest możliwosc ustawienia sobie jako bootable device zewnetrznego dysku, wiec.
Sciągnąć program do robienia bootable device, odpalić, sformatowac flasha – cieszymy sie, bootujemy i….

ERROR!
Firmware łaskawie flasha zobaczył, ale zakomenderował, ze figunia z makuniem tj. najprawdopodobniej nie rozpoznał bootable sector i wywalił sie na ryja.

Witki mie opadli. Ale przed popędzeniem do sklepu stwierdziłam, że skoro te win XP stoją jeszcze, to odpalę flasha spod XP.
No jest – plikusie wyglądaja w porzadku.. to se klikłam na instalatora. Się odpalil. Siedzę i medytuję co dalej (no bo wersja upgrade instalki sie wywala jak poprzednio) ale oto chłop zauwazyl, ze raptem się zaktywowała opcja „custom install”, wiec ochoczo sobie w nią poklikał.

Łooookej. Wszyscy mówili, że instalka z zewnetrznego dysku wołanego z systemu, a nie z boot, działać nie będzie – ale co mi tam. Jak się wykrzaczy w drobny mak i posieka dysk, to najwyzej jutro zaczynamy zabawę od nowa z wypalaniem płytki i OMMMMM….

Instalka o dziwo ruszyła. Oczywiście zaraz po rozpakowaniu i skopiowaniu filesystemu chciała się bootowac. A tu kurna, w pospiechu zapomniałam przestawic BIOSa spowrotem na boot ze zwykłego dysku. No to sruuut – wyciagamy flasha, a jak system wstaje i zamiga pierwszą lampecką, to wsadzamy znowu.
Zabieg sie udał – po pierwszym przejsciu win7 zainstalowało sobie podstawy, a potem dalej se radośnie kontyunowało instalke z tego flasha. Jeszcze 4 reboociki i … odpalił sie i grzecznie skończył setupik. Potem znów reboot, a potem już sobie sam sciągał brakujace drivery i co jakiś czas się rebotowal.
Po 2 godzinach cisza – system stoi, łypie na mnie – ja na niego – i z podziwu wyjść nie mogę.

Się zainstalowało tak: nie robiło formatu dysku twardego, żadnego partycjonowania, tylko stary system skopiowało do folderu windows.old, nowy se zainstalowalo w windows, i szlus.

Dane grzecznie sobie skopiowalam, windows.old wyrzucilam… i jest.

Czyzby w MS ktos jednak zaczął myślec???

No nic. Zobaczymy jak mi pojdzie instalka pracowego oprogramowania. Jak sie nic nie bedzie krzaczyc, to hm…będę nadal trwać w niemym zadziwieniu…

Reklamy

Responses

  1. Jako stary linuksiarz przyznaję że Windowsy się bardzo poprawiły.

  2. No to jestem w szoku :) Fajnie, że się udało :)

  3. dalej trwam w zadziwieniu, nic sie nie krzaczy :)

  4. Nie ma się co dziwić, u mnie już 4 lata od nowości laptopa windows 7 stoi bez formatowania i działa dalej szybko.

  5. we:
    no dziwie sie, bo wreszcie dociagneli do normalnych standardow, ktore w swiecie unixowym sa normalne juz od ponad dwoch dekad :)


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: