Napisane przez: futrzak | 3 czerwca 2014

O zaniku kultury dyskusji

Z biegiem lat obserwuję coraz wiekszą polaryzacje wśród Polaków oraz – niestety – coraz większy zanik zdolności do dyskusji i samodzielnego myślenia.

Zamiast argumentów pojawiają się epitety, będące w opinii osób je wypowiadających magicznymi „słowami-kluczami”:

„lewak”, „prawicowy oszołom”, „homofaszysta”, „katofaszysta”, „katolewak” i tym podobne.

To nie są żadne argumenty, ani słowa-klucze. To kurze wydmuszki – całkowicie puste znaczeniowo skorupki – w taką skorupkę każdy z „dyskutantów” może podłożyć dowolną treść i wtedy dyskusja będzie ciągnąć się bez końca, nigdy bowiem wspólnego stanowiska nie osiągnie człowiek monologujący o bananach z człowiekiem monologującym o cegłach.
Osiągną za to stan ukontentowania – każdy z nich odejdzie przekonany o własnej „racji”, najsłuszniejszej rzecz jasna, oraz o „oszołomstwie” dyskutanta.

Używanie takich epitetów ma również inny przykry skutek uboczny: zwalnia od myślenia i kreuje podział świata na dwubiegunową, czarno-białą rzeczywistość. Jesteś z nami, albo przeciwko nam. Tertium non datur.
Osoby próbujące myśleć, mieć inne zdanie, słowem nie mieszczące sie w czarno-białej rzeczywistosci są lekceważone, obrzucane epitetami (w celu automatycznego zaklasyfikowania i usunięcia z horyzontu dyskusji) albo ośmieszane.

Oczywiście, ludzie „dyskutujący” w ten sposób istnieli i przed dwoma dekadami, jednak od kilku lat zjawisko zaczęło szerzyć się we wszystkich mediach, jak zaraza, oraz dosięgać nawet ludzi, którzy wcześniej wydawali się rozsądni i myślący.

Przypomina wam to coś? Psychologia Tłumu, Gustav le Bon. Książka napisana w zeszłym wieku, ale nadal aktualna. Polaryzacja zdaje się osiągać już etap tłumu. Inteligencja tłumu bowiem (tak, jak go określa Le Bon) nigdy nie jest prostą sumą inteligencji jednostek na tłum się składających; inteligencja tłumu równa się inteligencji najgłupszego jej składnika.

Nic nowego – natomiast nową jakością jest pojawienie się tłumu wirtualnego: nie na wiecach, zebraniach czy innych zgomadzeniach wymagających obecności fizycznej. Teraz tłum formuje się już w przestrzeni internetowej: wirtualnych mediach, forach, blogach, mediach społecznościowych.
Ten fakt został już zauważony i jest wykorzystywany – pojawiły się entities skłonne płacić za uczestnictwo w wirtualnych przepychankach po wybranej przez nich linii propagandowej.

Czy jest jakieś lekarstwo? Jest. Nazywa się „pomyśl trzy razy zanim coś powiesz”. Tylko, albo aż. Zastanów się, czy powtarzasz bezmyślnie cudzą wydmuszkę, czy jednak masz przemyślane argumenty własne i potrafisz je podać w formie merytorycznej, wyjaśniając. Jeśli nie potrafisz własnymi słowami uzasadnić jakiegoś poglądu – nie zabieraj głosu….

Disklajmer:
Ja nie próbuje nikogo zniechęcać do dyskusji. Zwracam jedynie na uwage na to, żeby samemu od początku do końca przemyśleć wszystko i nie poddawać się manipulacjom. Klasyfikacja populacji danego kraju na „homofaszystów” i „katofaszytów” tudzież „lewaków” i „prawaków” niczego nie wyjaśnia, nie rozwiązuje problemów, nie prowadzi do zrozumienia czegokolwiek. Jedyne, do czego prowadzi, to do zafałszowania odbioru otaczającego nas świata – ktory to świat czarno-biały nie był, nie jest i nie będzie. Nie jest też on statyczny i niezmienny. Przykładanie zas do niego propagandowych pojęć powoduje tylko kłótnie i wzrost agresji.

Reklamy

Responses

  1. a klasyfikowanie jako religiantów ?

    słowo zapożyczone od mistrzyni w prowadzeniu dyskusji ;)

  2. /sub

  3. 1. Nigdzie nie twierdzilam, ze jestem mistrzynia w prowadzeniu dyskusji. Do Sokratesa, niestety, jeszcze mi troche daleko…:)

    2. W istocie, powinnam byla podac definicje.

    Religiant – (w odroznieniu od osoby wierzacej, religijnej, katolika, protestanta etc.) osoba, ktora sedno swojej wiary definiuje wokol pojecia „życia poczętego” uwazajac, ze czlowiek zaczyna sie w momencie zaplodnienia komorki jajowej przez plemnika. W zwiazku z tym osoba taka uwaza, ze jakakolwiek ingerencja w cykl rozwojowy „zycia poczętego” powinna byc zakazana i oblozona sankcjami karnymi. Religianci zdaja sie tez nie zauwazac faktu, iz tzw. „zycie poczęte” przez caly okres ciąży jest ścisle zalezne od organizmu matki i w pewnych wypadkach moze stanowic zagrozenie dla jej zycia i zdrowia – a matka to tez jest „zycie poczęte” – a nawet, co wiecej – zycie narodzone i dorosle.
    W wypadku takich konfliktow religianci przyjmuja, ze jedyną osoba, ktora ma prawo decydowac, ktore zycie jest wazniejsze – jest ich bóg (pominmy w tej chwili definicje boga).

    Religianci uwazaja rowniez, ze pomimo, iz „zycie poczete” rozpoczyna sie od zaplodnienia komorki jajowej, to ochronie podlegaja rowniez gamety męskie i żeńskie, wobec czego jakakolwiek czynnosc ludzka, ktora moze powodowac zaburzenia „normalnego cyklu” – tj. prowadzącego do zaplodnienia jaja (tu: antykoncepcja), jest zabroniona.

    Nie jest jasnym, czy karze podlegaja tez samoistne polucje nocne oraz comiesieczne wydalenia niezaplodnionego jaja przez organizm kobiety.
    Nie wiadomo tez, jak na tym tle okreslic ingerencje zaburzajaca święty cykl płodności, a dozwoloną przez religiantów, a mianowicie tzw. „kalendarzykową metodę antykoncepcji” zwana tez czasami „kalendarzykowym planowaniem rodziny”.

    Sedno wiary religiantow zdaje sie miec korzenie w wierze chrzescijanskiej oraz pewnych innych religiach – jednak zwiazek ten nie jest do konca jasny, a to z tego wzgledu, ze bardzo wielu chrzescijan a nawet katolikow nie konca podziela poglady religiantów.

    Postawa religiancka w ciagu ostatniego tygodnia w Polsce stala sie bardzo glosna, a to w zwiazku z tzw. „deklaracją wiary” złożoną przez pracowników szeroko pojętej służby zdrowia.

  4. Masz rację. Twoja definicja wiele wyjaśniła i uprawomocniła jej używanie.

    Ja też podam w takim razie jedną z nich

    Lewak – duży sztylet o rękojeści zamkniętej trzymany (jak nazwa wskazuje) w lewej dłoni, używany zarówno do parowania i blokowania nadchodzących ciosów jak i do wykonywania ataków, gdy nadarzy się ku temu okazja. Wykorzystywano go w parze z rapierem lub szpadą (czasem też wykonywany w parze z bronią główną). Wykształcony w Europie Zachodniej w czasach renesansu, używany do XVIII w. (w Polsce nieużywany). Typowy lewak miał duży jelec i ochronę dłoni w postaci wygiętej, trójkątnej blaszki, często zdobionej perforowaniem lub grawerowaniem.

    Powyższym komentarzem zmazałaś całkowity sens głównego wpisu i próby postawienia się poza dzikim tłumem używającym wydmuszek.

  5. Tylko ciekaw jestem dlaczego zatem sama nie skorzystałaś z zapisanego przez siebie remedium.

  6. @mosiek:
    byc moze zamazalam, ale slowa uzywane sa w kontekscie, nie wisza w powietrzu.

    A kontekst byl taki:
    Klasyfikacja całej populacji danego kraju na „homofaszystów” i „katofaszytów” tudzież „lewaków” i „prawaków” niczego nie wyjaśnia

    Widac wiec jasno, ze nie chodzilo mi o bron uzywana w Europie do XVIIIw…

  7. @futrzak

    Nie mam pojęcia o czym piszesz. Nie da się i chyba nikt nie próbował przypisać takich epitetów całej populacji danego kraju.
    No może Ty sama czasami próbujesz jak choćby z religiantami, czy głupkami.

    Nie wiem jak miałoby to wyglądać. Polacy to katofaszyści, Niemcy to faszyści, Francuzy to lewaki a Ruskie prawaki ?

  8. Nikt nie probowal? Wow. No to sluze cytatami:

    http://korwin-mikke.pl/szukaj/tag/lewacy
    http://lewin.salon24.pl/156404,smutny-los-prawicowego-oszoloma
    http://www.katofaszyzm.pl
    http://www.fronda.pl/t/katofaszyzm,34779.html
    archiwum.polityka.pl/art/homofaszysta,432541.html

    itd. itp
    Pogooglaj sobie, nie mam sily wpisywac tych dziesiatek i setek wynikow.
    Ta są pojęcia powszechnie uzywane w publicznym dyskursie w Polsce.

    To, ze ty ignorujesz problem nie znaczy, ze on nie istnieje.

  9. dalej nie widzę tego jako „Klasyfikacji całej populacji danego kraju”

    to są pojęcia powszechnie używane w publicznym dyskursie na świecie.

    widzisz. dostrzegam tu moralność Kalego. nie widzisz problemu w nazywaniu kogoś religiantem. mało tego, idziesz w zaparte tworząc na kolanie swoją tendencyjną i prześmiewczą definicję.
    Na koniec oczekujesz, żeby Cię nikt nie nazwał prawakiem, bo to by było dopiero obraźliwe dla Ciebie.

  10. a niech mnie. wszedłem na pierwszy linek podany przez Ciebie
    nijak się nie dopatrzyłem

    „lewacka grupa ekstremistów ”
    ” z udziałem środowisk lewicowych”
    „nieznana organizacja lewacka”
    „Skrajni lewacy”

    to ciągle nie o całej populacji a jakiejś grupie

  11. ja ten glowny wpis odebralem w pierwszej chwili jako samokrytyke – po ognistej dyskusji na tematy na ktore jeszcze nikt nikogo nie przekonal.
    ale widocznie sie mylilem :)

  12. @mosiek
    Jak żona była w ciąży to wszędzie widziała kobiety w ciąży.
    Jak ja kupiłem seata to później stwierdziłem że wszyscy jeżdżą seatami.
    @futrzak
    Z racji domowych obowiązków często bywam w przychodniach wszelakich. W ubiegłym tygodniu byłem codziennie na zabiegach z synem.
    I nikt w przychodni nie wspomniał o tematyce „deklaracji wiary”.
    Było jak zawsze narzekanie na te same rzeczy choroby, lekarzy i teściowe/synowe/dzieci.

    Może warto poodwiedzać inne strony???

  13. futrzaku, w Studio Opinii jest wart uwagi felieton (wpis, to się dziś nazywa) Andrzeja Koraszewskiego o dyskutowaniu. I wspomina on małą i dość nudną książeczkę „Robert’s Rules of Order”.

    Mój egzemplarz nie ma tak ślicznej okładki jak przedstawiona w owym artykule; jest niebieska, czyli tak nierzucająca się w oczy jak zawartość. Kupiłem ją przed kilkunastu laty gdy mój przyjaciel, zaczynający wówczas pełnić funkcję szefa instytutu, zachęcił mnie do nabycia jej mówiąc, że jeśli obaj będziemy ją znali, może potrafimy przetworzyć marnowanie czasu zebrań (obowiązkowych, wedle tutejszego regulaminu, a nawet mających pierwszeństwo przed zajęciami dydaktycznymi) w coś mniej anarchicznego, a może i w coś pożytecznego.

    Bardzo mnie tym zaskoczył gdy zerknąłem do jego egzemplarza, ale miałem olbrzymi szacunek dla jego poglądów i intuicji i natychmiast pisałem gdzie trzeba było, że chcę książkę nabyć. I potem, na zebraniach, to on, to ja cytowaliśmy z trzymanych w rękach książeczek czemu taki czy inny tok działań jest narzucany czy zalecany, i choć przez wiele miesięcy sporo kpin i prześwietnych żarcików to wygenerowało („w kwestii porządkowej, czy mogę otworzyć okno?”), po jakimś czasie zaczęło to przynosić efekty. Po prostu ludzie pogodzili się z istnieniem zasad regulujących rozmowy publiczne i przyzwyczaili się do stosowania ich. Oczywiście, gdyby były używane „zagrywki parlamentarne” dla wygaszenia przedstawicieli niemiłych punktów widzenia, nastąpiłaby totalna klapa. Ale rzecz szła uczciwie i nie trzeba było wyprowadzać instytutowego ludu na czterdziestoletnią przechadzkę, by zrodziły się młode pokolenia z bardziej cywilizowanymi obyczajami.

    Koraszewski pisze, że książka ta przez prawie sto lat była częścią programów szkolnych w Ameryce. Może dlatego dziewczyny z serialu Gilmore Girls są tak odmienne od nowej gwiazdy polskiego internetu, pogromczyni Tuska, Marysi . Ale czy my, od szumu skrzydeł husarii i głośnego śpiewu Bogurodzicy, znieślibyśmy cotygodniowe czytanie tak nudnego tekstu o administracji?

  14. Bardzo mądry wpis, pana Koraszewskiego.

    Tak, pracujac w USA i zyjac przez kilkanascie lat, zauwazylam wplyw tej, wydawaloby sie „trywialnej” ksiazeczki jest nie do przecenienia.

    W krajach skandynawskich przygotowanie pracy (ale również przygotowanie zebrania) zajmuje z reguły więcej czasu niż sama praca (czy zebranie). Uczestnicy zebrania otrzymują niezbędne materiały na piśmie (często na dzień lub dwa przed samym zebraniem), z reguły wiedzą o czym chcieliby rozmawiać i co chcieliby osiągnąć.

    W dobrze zorganizowanych firmach w Cali, oraz na lepiej zorganizowanych zebraniach community dotyczacych spraw codziennych tak to wlasnie sie odbywalo.
    U mnie na studiach (ale to wlasnie dopiero studia byly) obowiazkowo kazdy znal Shopenhauera „Sztuke prowadzenia sporow” i musial sie jej zasad trzymac…
    Czyli praca u podstaw…..

  15. @Bolko:
    któryś już raz z kolei uzywasz argumentow czysto kazuistycznych: powolujesz sie na jednostkowy przyklad z okolicy twojego miejsca zamieszkania (ile osob bywa na mszach w Kosciele, ile sklepow typu Biedronek zbudowano, kiedy sasiad kupil sobie i ile samochodow, o czym rozmawiaja w najblizszej przychodni).

    To wcale nie wyklucza tego, co ja napisalam powyzej. Oraz nie pozwala na ekstrapolacje dotyczace calego kraju.

    Ja we wpisie, ktory komentujesz, zauwazylam, ze pewne epitety weszly na stale do slownika publicznego dyskursu w szeroko pojetych mediach i niektore osoby (na szczescie nie wszystkie, ale ich liczba rosnie ;-/) uzywaja je do antagonizowania dyskusji i zgromadzen publicznych.

    Jak do tego sie ma twoja uwaga o tematach dyskutowanych w lokalnej przychodni – zgoła nie wiem.

  16. Ciekawy wpis, a pod spodem piękna ilustracja jego treści :)
    Pozdrowienia

  17. @mosiek
    „to są pojęcia powszechnie używane w publicznym dyskursie na świecie”
    Sens używania zależy od kontekstu, w jakim zostały zastosowane. Zwykle te pojęcia są nic nie znaczącymi etykietkami, mającymi stygmatyzować osobę o odmiennych poglądach. Np.dla wielu zwolenników niejakiego JKM „lewakiem” jest każda osoba popierająca choćby minimalnej wysokości podatki nieprzeznaczone na fetysz JKM – czyli armię, czy opowiadająca się za choćby niewielką pomocą państwa dla osób bezrobotnych, tudzież pokrzywdzonych przez los. O ile się nie mylę, twórcą „lewactwa” będącego określeniem nielubianej grupy ludzi, a obecnie stosowanego jako intelektualny erzac argumentu, czy też obuch mający sprowadzać oponenta na jedynie słuszną (=prawicową) drogę, był towarzysz Lenin;)

    Anty

  18. A ja sobie z tych pojęć robię jaja. W końcu wszyscy jesteśmy lemingami. :)

  19. Ja tu podążyłam za Kirą,ktora zwróciła mi uwagę,że podobny do mojego wpis…Cóż,podpisuję się.

  20. Lekarstwem na tłum wirtualny może być odebranie ‚dyskutantom’ anonimowości. Jak się trzeba będzie podpisać imieniem i nazwiskiem, to się pomyśli trzy razy. Albo i cztery.

  21. Anna:
    tak, bardzo wiele osob raptem traci rezon do epitetow, jak sie musza podpisac imieniem i nazwiskiem.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: