Napisane przez: futrzak | 23 Maj 2014

Ucz się dziecko, bo będziesz zamiatać ulice…

… ucz sie ucz, ale uważaj, gdzie i na jakich warunkach.
Jeśli możesz, to nie w USA.

Tutaj trochę cyferek:

– łącznie dług studencki w USA obecnie wynosi $1.18 biliona dolarów
– ponad 40 milionów Amerykanów posiada dług wygenerowany pożyczkami studenckimi
– na głowę daje to ok. 23 000 USD
– 7 milionów jest już niewypłacalnych (defaulted on their debt)
– gdy Reagan zaczynał urzędowanie, 20% kosztów collegu było ponoszonych przez studentów, zaś 80% przez dofinansowanie rządowe oraz fundacji (endowments). W tej chwili jest dokładnie odwrotnie: studenci płacą 80% kosztów.

Dla tych, co nie wiedza, pożyczek studenckich nie dotyczy bankruptcy law (pozwalajace osobom zadluzonym sądownie przeprowadzic bankructwo i dogadać się z wierzycielem odnośnie spłat) w USA. Słowem – płacz i płać…

Poza tym jest jeszcze jedna przyjemnostka: nawet jeśli ktoś sumiennie co miesiąc spłaca pożyczkę, to jesli umrze jeden z jego żyrantów (np. rodzic) bank wymaga natychmiastowej wpłaty gotówką podżyrowanej częsci. Nie wpłacisz – bank nasyła komornika do zajęcia twojego majątku (asset seizure).

Dla niewiedzacych przypominam: czlowiek z komornikiem i defautem w USA nie jest w stanie nic wynajac, bo najpierw wymaga sie zaswiadczenia o zarobkach, potem sprawdza historie kredytowa, a na koniec jeszcze referencje…
Fajny start w życie, nie?

I pomyslec, ze w Polsce w tej chwili coraz wiecej głosów (ponoć) zyskuje pan, który glosi wyzszosc tego systemu….
No, ale sam wykształcił się na darmowej państwowej uczelni, to teraz gardłuje…

Reklamy

Responses

  1. Dlaczego studia drożeją? Bo uczelnie mogą bezkarnie podnosić czesne. Dlaczego mogą? Bo po pierwsze biednemu młodemu człowiekowi chętnie pomoże bankster, który zarobi tym więcej, im więcej kosztują studia, a po drugie jest kretyńska presja społeczna na wykształcenie więc kandydatów nie brakuje.
    Gdzieś czytałem, że w USA połowa czarnych absolwentów college’y pracuje na stanowisku niewymagającym żadnego wykształcenia. Z białymi pewnie jest niewiele lepiej. Zdaje się że na „student loan bubble” i związane z tym efekty pierwszy zwrócił uwagę zerohedge (tak, wiem, trzeba ich rewelacje dobrze sprawdzać).

    Moje pytanie: czy w uczciwym wolnorynkowym kraju rozsądny bankier pożyczałby swoje (nie cudze!) pieniądze 20-latkowi, który nie ma majątku a perspektywy niepewne?

  2. Dobre zestawienie (jak dorzucisz źródła to można kogoś tłuc po głowie)
    W Polsce też niektórzy dostrzegli http://www.krytykapolityczna.pl/artykuly/stany-zjednoczone/20140422/majmurek-godnosc-pornografki

  3. Nieprawdziwa informacja. Nie tylko od studenckich dlugow nie mozna zbankrutowac, ale zyrowanych przez panstwo, na przyklad kredytow SBA dla firm.

    Zreszta co tu mowic o USA. W Polsce z zadnych dlugow nie mozna wyjsc przez bankructwo i ludzie zyja (czesc z nich juz poza granicami RP).

  4. @MK:
    czarni, nawet z BA, maja znacznie gorsze perspektywy na znalezienie pracy niz biali. Bez dyplomu to juz w ogole – zostaja tylko uslugi za minimalna federalna…

    Czy normalny bankier pozyczalby pieniadze na edukacje? Mysle, ze nie. Ale to juz bylo cwiczone. W swiecie calkowicie prywatnej edukacji ogromna wiekszosc spoleczenstwa zyla w biedzie i byla niepismienna, a na edukacje mogli sobie pozwolic tylko ci z gornych warstw spolecznych spolecznych typu arystokracja/szlachta…

    @ Robert:
    dzieki za linka. faktycznie pouczajacy.

    @sloma:
    poprawilam. dziekuje.
    Tak, w Polsce ludzie zyja, nawet z komornikiem na glowie, ale co to za zycie.

  5. W swiecie calkowicie prywatnej edukacji ogromna wiekszosc spoleczenstwa zyla w biedzie i byla niepismienna, a na edukacje mogli sobie pozwolic tylko ci z gornych warstw spolecznych spolecznych typu arystokracja/szlachta…
    —–
    To jest tak żenujące, że aż wstyd. Porównaj sobie ilość studentów w III RP (połowa płaci) do PRL albo II RP.
    Albo zobacz prywatną edukację w Korei Pd.

    Korea Pd. – Najtrudniejsza matura świata
    Szkoły średnie są płatne i czy to państwowe, czy prywatne, przygotowują na całkiem niezłym poziomie. Jednak by zwiększyć szanse na maturze, wiele dzieci posyłanych jest do hagwonów, wieczorowych i weekendowych akademii, oferujących kursy dodatkowe. Największe z nich notowane są na giełdzie. W całym kraju działa kilkadziesiąt tysięcy hagwonów, w samym Seulu jest ich 13 tys., najwięcej w Gangnam, zamożnej dzielnicy miasta, zamieszkanej w znacznej części przez nuworyszy, których styl życia obśmiał w zeszłym roku raper PSY w swoim ogólnoświatowym przeboju.

    Te akademie tworzą edukacyjny drugi obieg, korepetytorów jest zresztą więcej niż nauczycieli, na dodatek cieszą się oni większym szacunkiem uczniów niż belfrowie zatrudnieni w zwykłych szkołach. Zdarzają się wśród nich prawdziwe gwiazdy. Jak Kim Ki-hoon, który jest rozchwytywanym nauczycielem angielskiego z rocznymi dochodami osiągającymi równowartość 12 mln zł. Trzydziestka jego asystentów organizuje wykłady i sprzedaje na nie miejsca, trzeba płacić również za oglądanie zajęć przez internet, przy czym pogadanki Kima śledzi kilkaset tysięcy osób.

    Nie jest rzadkością, że hagwony oferują rodzicom pełną kontrolę, w tym esemesy informujące, czy dziecko pokazało się na zajęciach i jakie robi postępy. Zdarza się, że korepetytorzy mobilizują uczniów zastraszaniem i biciem. Akademie reklamują się kontrowersyjnymi hasłami w rodzaju: inni będą musieli się zauczyć na śmierć, by pokonać naszych absolwentów na maturze.

    W 2011 r. koreańscy rodzice wydawali na płatną edukację każdego dziecka w przeliczeniu około 700 zł miesięcznie, płaciła średnio co trzecia rodzina. Dlatego położenie w pobliżu porządnej szkoły średniej, takiej z dobrymi wynikami matur, wpływa na ceny nieruchomości nawet w mało prestiżowych dzielnicach.

    Amanda Ripley, dziennikarka „Wall Street Journal” i autorka książki „Najmądrzejsze dzieciaki na świecie: jak się nimi stały”, w której porównuje systemy edukacyjne różnych krajów, przytacza dane, z których wynika, że w 2012 r. Amerykanie wydali równowartość 45 mld zł na gry wideo, a w tym samym czasie Koreańczycy (jest ich 51 mln, czyli 6 razy mniej niż mieszkańców USA) przeznaczyli na korepetycje 6 mld zł więcej.

    Największą cenę płacą jednak sami licealiści, których zwykły dzień wygląda mniej więcej tak: pobudka o szóstej rano, poranna nauka, na ósmą do szkoły, powrót o 17, pół godziny odpoczynku, korepetycje, nauka – bywa, że do 2 w nocy. Godziny mogą się zmieniać, ale w nocnym krajobrazie Korei nie jest rzadkim widokiem grupa nastolatków w szkolnych mundurkach w autobusie czy metrze wracających do domu tuż przed północą.

    Dzieci ambitnych rodziców uczą się po kilkanaście godzin dziennie, wakacje spędzają na kursach językowych i nie mają kiedy zastanowić się nad swoją przyszłością, np. co chciałyby robić w życiu. I tak lądują na niedopasowanym do siebie kierunku studiów. Dopiero na studiach odreagowują, odpoczywają, rozwijają także swoje hobby

    http://archiwum.polityka.pl/art/zauczyc-sie-na-smierc,440823.html

  6. Problem jest jeszcze taki ze wiele tych studiow amerykanskich jest bardzo ciekawych ale nijak nie przygotowywuje do [racy ktora jest dobrze platna i pozwoli na szybkie splacenie tych dlugow. Ostatnio przyjmowalam pomoc administracyjna – glowne zadanie to pakowanie materialow na konferencje, utrzymywanie listy wyslanych materialow – na to jedno stanowisko dostalismy ze 30 podan – wszyscy absolwenci collegow z dyplomami w zakresie antropologii, historii sztuki, psychologii. Aby tak naprawde moc pracowac jako np. psycholog potrzeba jeszcze wielu lat wyksztalcenia – najlepiej doktoratu a to sa kolejne wydatki. Mieszkajac w USA od 25 lat widze jak to spoleczenstwo biednieje.

  7. @Pawel-l :

    przepisales jakis artykul i nie bardzo wiem jak on sie ma do mojej wypowiedzi.

    Ale zacznijmy od poczatku:

    1. Az do czasow poznej rewolucji przemyslowej w Europie ogromna wiekszosc spoleczenstwa zyla na wsiach (80-90%) i byla niepismienna.
    Sytuacja zaczela sie zmieniac wraz z rewolucja przemyslowa i migracja ludzi do miast – potrzeba bylo robotnikow w fabrykach, ktorzyby potrafili czytac i pisac, liczyc – podstawy. Wlasnie wtedy (w ogromnym uproszczeniu) narodzil sie powszechny system oswiaty.

    2. W Polsce az do II wojny swiatowej ok. 80% ludnosci zylo na wsiach i Polska byla krajem rolniczym. Edukacja wtedy wygladala tak (w okresie miedzywojnia): obowiazkowe 4 klasy szkoly podstawowej, to odbębnialo kazde chlopskie dziecko, bo musialo (przynajmniej jak mieszkalo za zachód od Buga, bo na wschodzie to juz roznie z tym bywalo – brakowalo budynkow szkolnych, nauczycieli i wszystkiego; z kolei w bylym zaborze pruskim standardem bylo jakies 7 klas).
    Na tym zwykle wiekszosc poprzestawala. Lokalne elity to byli ludzie z matura – ksiadz, felczer, nauczyciel, urzednik panstwowy. Tylko bardzo nieliczni, z reguly najbogatsi i mieszkajacy w duzych osrodkach miejskich, posylali swoje dzieci na studia. To byla elita elit. Sklodowska to byl niesamowity wyjatek, zreszta robiacy kariere w Paryzu, bo w Polsce wtedy takich uczelni o swiatowym poziomie braklo (no dzis po prawdzie tez z tym nie najlepiej…).

    3. W czasach PRLu nastapila po pierwsze rewolucja spoleczna – uprzemyslowienie kraju i migracja ludzi do miast; po drugie – wladza postawila na oswiate. Owszem, studentow caly czas bylo niewielu, ale za to stworzono calkiem niezle funkcjonujacy system ksztalcenia zawodowego. To byly szkoly z internatami, gdzie chlopskie dzieci mogly zdobyc konkretny zawod a potem przeniesc sie do miasta i z pensji tego elektryka, stolarza, mechanika czy robotnika w fabryce utrzymac siebie i rodzine.

    4. Tu dochodzimy do czasow obecnych. W tej chwili w Polsce sytuacja na polu edukacji jest bardzo zla. To, ze jest ogromna liczba studentow/ludzi z dyplomem nie swiadczy jeszcze o niczym, bo ilosc nie przechodzi w jakosc (ze przechodzi, to byla jedna z kluczowych tez marksizmu-leninizmu zreszta…).
    Prywatnych uniwersytetow Bolka i Lolka namnozylo sie, jak krolikow z kapelusza i jak ktos nie jest w stanie dostac sie na uniwerek panstwowy, to idzie tam – bo dopoki placisz, to nikt cie nie wyrzuci, a dyplom masz w kieszeni (czesto napisany przez kogos innego, znow za kase…).
    Te wszystkie prywatne uczelnie nie zblizaja sie nawet zdalnie do swiatowej czolowki – pierwsze polskie uniwersytety, ktore pojawiaja sie w rankingu szanghajskim (dopiero zreszta w czwartej setce…), to sa UW i UJ. Tak tak, panstwowe, a jakze.

    5. Rynek pracy w Polsce jest nienormalny. Powiedzmy sobie szczerze – wymaganie do pracy biurowej tytulu magistra, znajomosci dwoch jezykow obcych i niewiadomo jakiego doswiadczenia to jest chore. Rownie chore jest masowe ksztacenie w dziedzinach humanistycznych – na kraj tej wielkosci i mozliwosci jak Polska nie potrzeba tysiecy specjalistow od filozofii, politologii, kulturoznawstwa etc.

    No, ale mamy wolny rynek i prywatna edukacje :) Pracodawca do przewracania hamburgerow wymaga dyplomu, to mlody czlowiek idzie, placi i dyplom ma. A ze nikomu to tak naprawde do niczego nie jest potrzebne i nic z tego – poza problemami na skale spoleczna nie wynika – coz….to juz inna bajka.
    Najwazniejsze jednak, ze mamy duzo magistrow! Polska potega edukacyjna jest i basta!

  8. @Marta:
    no tak dokladnie jest. Ale coz, studia z humanities i latwiej jest uczelni otworzyc – nie potrzeba kosztownych labs, odczynnikow, materialow etc. – i latwiej skonczyc niz jakies tam pielegniarskie, inzynierskie i tak dalej…
    Te ostatnie zreszta kosztuja kupe kasy i kolko sie zamyka..

  9. @Futrzak, zgadza się.
    Ja osobiście znałem starszą panią, nie umiejącą czytać, ale wziętą krawcową, zatrudniającą na czarno projektantki do bardziej wymagających klientek. Co prawda oficjalnej firmy nie miała, ale kasę to miała wielką.

  10. 23 000$ dolarów do spłacenia, przy średnich zarobkach 3800$. Koszmar! Jak żyć? Zaraz się rozpłaczę…

  11. Jak młodzi Polacy spłacą kredyt mieszkaniowy wysokości 200 000$ przy średnich zarobkach 1300$?

  12. krzyzakow:
    tyle wychodzi na głowę bo to jest srednia arytmetyczna. Wcale nie znaczy ze kazdy ma do zaplacenia taka sume. Podobnie jak ze średnią placa w Polsce: wynosi ona za 2013 rok 3808 PLN – i nie znaczy to wcale, ze kazdy tyle zarabia.

    Nie mowiac juz o tym, ze czlowiek po studiach nie zarabia sredniej krajowej oraz, ze koszty zycia w USA sa zupelnie inne niz w Polsce.

  13. Jednak chyba wszyscy się zgodzą, że obecny system jest nie do utrzymania…
    Masa studentów studiuje kierunki, które nie są nikomu do niczego potrzebne, a płaci za to całe społeczeństwo, przecież niebogate. Do tego wykształceni za społeczne pieniądze absolwenci budują dobrobyt zupełnie innych krajów. Jeżeli darmowa (utrzymywana przez obywateli) edukacja ma wspomagać Anglików i Norwegów, to może jednak lepiej przejsć, choćby na początek, na całkowicie płatne studia. Niestety, na kształcenie lekarzy dla Hiszpanii nas nie stać.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: