Napisane przez: futrzak | 22 kwietnia 2014

Nauka w praktyce

Właśnie, czyż nie tak powinny byc prowadzone lekcje fizyki w podstawówce?
Dlaczego wahadło w przyspieszającym samochodzie odchyla się do tyłu, a balon wypełniony helem do przodu?

Simple But Mindblowing Helium Balloon Experiment

To jest właściwe miejsce do rozpoczęcia nauki – eksperyment – a nie tony wzorów i teorii opisujących mechanikę newtonowską i dynamikę płynów (notabene fascynująca działka, ale skomplikowana) – a na koniec nic.

To, co jest fascynujące w liczbach i matematyce (w ogólności) to fakt, że są w stanie opisać rzeczywistość dookoła nas. I to właśnie reguły rządzące tą rzeczywistościa, wyjasniajace swiat dookola, są fascynujące – a nie same liczby i równania. One są tylko narzędziem.

Oczywiście, zawodowy matematyk pewnie skoczy mi zaraz do gardła. Ja na to powiem: tak, jest wąska, elitarna grupa ludzi, która zajmuje się projektowaniem narzędzi i ich doskonaleniem. Tak jak inżynierowie. Ja jestem im bardzo wdzięczna za włożony wysiłek i odkrycia, które pozwalają reszcie gawiedzi na konstruktywne ich używanie. Niemniej z uporem godnym lepszej sprawy twierdzić będę, że to nadal są narzędzia – piękne, doskonałe – ale narzędzia. Bo czymże byłaby matematyka bez zastosowań w fizyce, chemii, genetyce i szeregu innych działek? Taką sztuką dla sztuki?

Reklamy

Responses

  1. Zawodowy matematyk skoczy Ci do gardła alternatywnie, opowiadając prawdę o byku. To nie byk reaguje na czerwoną płachtę, a krowa. A byk wkurza się jak mu machać czerwoną płachtą, bo nie lubi jak go mają za krowę.

    No więc z tym skakaniem do gardła jest tak. Kto słuchać mnie musiał, zawsze odsłuchiwać ten albo podobny przykład (a jak wiesz znajomość rosyjskiego tutaj ogranicza się do litery „ja” pojawiającej się w wódce Orloff). Jak uczymy po uniwersytecku rosyjskiego? Na początek ćwiczymy grafikę kilku zawijasów i wymawiamy ż-ż-ż. Przez tydzień. Potem jeszcze gorzej, więcej zawijasów i szcz-szcz-szcz. Po dwóch tygodniach przechodzimy do pełnego zapisu czytanego „żienszczina”. A jak już student nie chce więcej czytać w urdu ani dewanagari i go żuchwa boli, powiadamiamy, że już wie jak jest po rosyjsku „kobieta”.

    Jeśli zamiast dać dzieciom po trzy różnych wymiarów patyczki i potem zastanawiać się czemu niektórym z nich nie udało się zrobić z nich figury, a od razu załadować do zeszytu „nierówność trójkąta”, to jasne, że wytwarza się odruchy wymiotne na matematykę. Ale to można osiągnąć z każdą dziedziną wiedzy, np. uczy się o fotosyntezie dzieci, co liściom nigdy się nie przyglądały.

    Moja zasadnicza teza brzmi: najlepszym środkiem na pomniejszenie przyrostu naturalnego jest wprowadzenie do szkół lekcji z teorią seksu.

  2. Jeśli nie dać dzieciom patyczków… :)

  3. Ha!! Ma sens. To juz wiem, dlaczego rozni religianci tak sie zapieraja, zeby jakiekolwiek lekcje chocby muskajace temat rozmnazania czlowieka ze szkoly wyrzucic. Zabrakloby im wyznawcow :)

  4. Swoja droga tak, nauka jezyków w polskiej szkole obrzydzala wszystko totalnie, a mowic i tak nikt sie tam nie nauczyl :)
    Do dzis pamietam pytanie na klasówce z angielskiego „How are dressed city gents”. Kilka takich pytan i chlopak, ktory mowil plynnie po angielsku (bo mieszkal z rodzicami na placówce i chodzil do anglojezycznej szkoly) dostal lufe :)

  5. Jak zwykle jesteś w błędzie droga gospodyni.
    wyobraź sobie, że na przekór Twoim życzeniom chrześcijańskim religiantom przybywa wyznawców, nawet mimo takich lekcyj w szkołach. Gorzej, przybywa ich pomimo tego, że rocznie zabijanych jest ich ok 170000, o czym oczywiście nie wspomnisz ani nad czym nie zapłaczesz.
    Wydaje się, że ludzkość nigdy takich nauk w szkole nie potrzebowała, żeby wiedzieć jak się rozmnażać. Potrzebują ich Ci, którzy rozmnażać się nie chcą, ale zdaje się, że Tobie też do tego szkoła nie była potrzebna szanowna gospodyni.
    prawda to ili nie prawda ?

    co do meritum, to owszem, jakiś tam eksperyment, żeby pokazać, że coś się dzieje jest potrzebny, ale to na etapie rozwoju tych dzieci, które siedziały w aucie. o ile mi wiadomo ich nie karmi się arcytrudnymi formułami.
    później jednak musisz pójść dalej, żeby obliczyć prędkość auta, przebytą drogę itp.

  6. Ja chodziłam do szkoły średniej gdzie fizyka i chemia królowała.Pracownie i masę doświadczeń.Profesorzy starali się nas zainteresować właśnie przez dotyk i obserwację, a nie matematykę.Zadziwiające ile zostało mi w głowie z tych lekcji.Z matematyki nie pamiętam nic.Do dziś nie znam całej tabliczki mnożenia na pamięć….

  7. Ja sadze wszystko trzeba widziec we wlasciwej perspektywie. Polska szkola i polskie uniwersytety maja dostarczac zachodowi Tania Sile Robocza bo takie jest nasze systemowe miejsce w swiecie.
    Mlodziez zamiast powiekszac szeregi bezrobotnych „studiuje” w Wyzszej Szkole Tego i Owego. Studuje w wyzszej szkole marketingu i filozofi.

    Dyplom jest nic nie wart.

  8. Barbara, masz rację, że nie poddajesz się dyktatowi tabliczki mnożenia, są alternatywne teorie pokazujące jak fałszywie ona kształtuje poglądy na świat.

    A tak nawiasem, zobacz czy coś co napisałem przed laty byłoby w stanie zmienić nastawienie do tabliczki dorosłej osoby.

    Jerzy M. — tak, tak, wiadomo, że Tusk dostaje od zachodnich korporacji kieszonkowe za każdym razem, jak każe obniżyć wyśmienity poziom dawnych polskich uczelni. Młodzież i rodzice oczywiście winy żadnej nie ponoszą, bo są ofiarami systemu.

    Nie ma niczego lepszego na świecie dla szybkiej iluminacji niż dobra teoria spiskowa.

  9. @andsolbr:
    koncept tabliczki mnozenia tlumaczonej bubusiami – genialny :)
    Jesli kiedykolwiek bede musiala dziecko nauczyc tabliczki mnozenia – napewno wykorzystam :)

    Tak, wmuszanie nauki na pamiec, bez wyjasniania dlaczego zabija skutecznie zdolnosci do rozumienia i kojarzenia. W efekcie na koncu procesu tzw. „ksztalcenia” mamy rowne zwarte szeregi ludzikow pojmujacych swiat w kategoriach „Że Staś, że drzewo, że koń, że działka”.

  10. Widzę tutaj „teoretyków nauczania”. Próbowaliście kiedyś zmusić do myślenia kogoś, kogo myślenie boli? Te 15 dzieci patrzących na nauczyciela jak na kosmitę i dwoje-troje, którzy coś rozumieją albo chcą zrozumieć? Można spędzić 3-4 godziny próbując wcisnąć związek między tym „a” i „b” w zeszycie a długością patyczka, a w większości przypadków efekt będzie dokładnie taki jak napisanie tego na tablicy – dla nich to będzie kolejny wzór do nauczenia, nie mający nic wspólnego z rzeczywistością.
    Z punktu widzenia przeciętnego dziecka lekcja z doświadczeniami jest ciekawsza, ale jedynym efektem będzie nie zniechęcenie do nauk ścisłych tych, którzy być może powinni się zniechęcić. Potem tacy „obalają teorie Newtona i Einsteina” albo mechanikę kwantową ale nie potrafią napisać dwóch równań.

    Dla mnie zawsze zasady i wzory były fajniejsze niż doświadczenia (których wynik można przewidzieć mając teorię) – chyba że coś wybucha albo że doświadczenie obala obowiązującą teorię. Ale ja jestem dziwny.

    Co do lekcji teorii seksu, pomysł nie przejdzie. A to dlatego, że dzieci nie będą widzieć związku między teorią a praktyką. „Nature finds a way” jak mawiał Malcolm z Jurrasic Parku.

  11. @MK:
    Z punktu widzenia przeciętnego dziecka lekcja z doświadczeniami jest ciekawsza, ale jedynym efektem będzie nie zniechęcenie do nauk ścisłych tych, którzy być może powinni się zniechęcić.

    A ja widze tutaj teoretyków pedagogiki, którzy wpadli na nowy, absolutnie blyskotliwy pomysl, mianowicie zeby skutecznosc edukacji mierzyc stopniem zniechęconych dzieci do nauki.

    Genialne! Nareszcie bedzie dyscyplina, gdzie Polska wysunie sie na czolo peletonu i bedzie mogla dostawac zlote medale i odsadzi reszte swiata!!!!!

  12. Tak, tak, nauczyciele są świetni, tylko dzieci są źle poprodukowane i lepiej je zniechęcać do uczenia się. A kiedyś uczono tylko łaciny (do śpiewania hymnów) i zabraniano tłumaczenia Księgi na ludowe języki, bo co to by się nawyrabiało, jakby ludzie po swojemu rozumieli Słowo Boże, no i w istocie, nawyrabiało się przez tego cholernego Lutra.

    (Nawiasem, ciekawostka: a po chorwacku wcześnie im pozwolono po swojemu. Chyba XIII wiek, jeśli dobrze pamiętam, a do wiki nie pójdę, bo to niesportowo).

    No to skoro już lecą takie piękne teorie, opowiem coś z realu, czyli z doświadczenia. O wzorach i ich pięknej roli w życiu.

    Proszę grupę kilkudziesięciu osób: w domu weźcie linijkę oraz coś okrągłego, kubek, talerz, a także kilka cosi, które da się owinąć: sznurek, nitka, taśma. I mierzcie obwód, a potem średnicę, a potem z użyciem choćby i kalkulatorka dzielcie jedno przez drugie. Potem róbcie tabelki: kubek, talerz w wierszach, nitka, sznurek, taśma w kolumnach i wpisujcie wyniki dzielenia. A potem porównamy to wszystko razem.

    A że byli to ludzie wykształceni i nie w ciemię bici, od razu połapali się, że szło o eksperymentalne wyznaczanie liczby π i prawie wszystkim prawie zawsze cudownie wychodziło coś w rodzaju 3,1417 albo 3,142. I powiedziałem: nadmiar sprytu jest głupi. Fałszowaliście wyniki doświadczeń z lenistwa, czyli w ogóle nie robiliście doświadczenia, bo znacie wzór i magicznie „dostawaliście” odpowiednie wyniki. A celem ćwiczenia nie było eksperymentalne policzenie owej liczby, ale zrozumienie co to jest błąd pomiaru i skąd się bierze i jak trzeba się natrudzić, bo go pomniejszać (bo o zupełnym wyeliminowaniu nie ma co marzyć). I jak trudno jest zaznaczyć na sznurku miarę, a potem jeszcze rozprostowując go zrobić odczyt na linijce. I dlatego poważni ludzie nie używają zegarków ze wskazówkami, bo oprócz błędu mechanizmu jest jeszcze błąd odczytu. Itd, itp.

    Niektórzy zaklinali się,że naprawdę dostali takie wyniki. Prosiłem o publiczne odtworzenie doświadczenia z ową zdumiewającą dokładnością (błędy poniżej pół procenta), udało się to jednemu jedynemu człowiekowi, okazało się, że był już po studiach inżynierskich i miał doskonałe cyrkle do odkładania odległości i kulturę mierzenia. A reszta grupy po prostu głupio łgała.

    Bo tak ich uczono w szkole, że wzory pewnego dnia spadły z nieba i trzeba wierzyć nauczycielom, bo oni są jak księża.

  13. Oj Futrzak, Futrzak ! czytam o Argentynie a tu wywiad z Tobą ! Jak będziesz mieć ochotę to się odezwij – do Adama tego, którego poznałaś z Jagodą.
    Cieszę się że dobrze Ci idzie ! Trzymaj się dziewczyno !

  14. @andsolbr,

    chcesz powiedzieć, że na każdym z wykładów grupa będzie robić pomiary i monotonnie wpisywać je do tabelki ?
    posłużyło to do zobrazowania a później i tak trzeba się nauczyć rachunku błędów, czyli wzorów.

    doświadczenia fizyczne czy myślowe są arcyważne i każdy wzór miał w nich początek, jak najbardziej jestem za takimi doświadczeniami, gdyż mogą być dodatkową formą zabawy u dzieci.
    szkoda, że niektórzy mają jakąś traumę związaną ze wzorami i próbują je demonizować. wzór w końcu daje Ci możliwość rozwiązania czy przewidzenia problemu ogólnego.

    co do pedagogiki.
    tak samo można kiepsko wytłumaczyć doświadczenie jak i wzór

  15. mosiek, nie, nie chcę powiedzieć.

  16. tak samo można kiepsko wytłumaczyć doświadczenie jak i wzór

    Oczywiscie. I wobec tego najlepszym sposobem na rozwiazaniem problemu ma byc nie tlumaczenie czegokolwiek – wszak to takie trudne i po co ma sie nauczyciel wysilac, nie? Ma wazniejsze rzeczy w szkole do roboty.

    Zadac prace domowa i wzory do wykucia na pamiec, a jak ktos potem czegos nie rozumie z uczniow – widocznie jakis uposledzony na umysle.

    I po problemie…

  17. Prawie w laboratoryjnej formie, bez zakłóceń obocznymi rozważaniami, przejawia się w tej rozmowie pedagogiczny wariant dychotomii między realnym i magicznym odbiorem świata.

    Wzory to wyrażone w zwięzłym, stenograficznym języku opisy, modele rzeczywistości. Tragicznym nieporozumieniem jest przekonanie, powszechne w kaście nauczycieli, że skoro owe modele są szlachetnej starości i w sposób niewątpliwy „prawdziwe”, to młode pokolenie ma je „zapamiętać” czyli „nauczyć się ich”. Jak gdyby kwestionowanie nie było formą testowania. Czyli trening w niesprzeciwianiu się autorytetom.

    Mało kto zastanowi się, że gdy dziecko przychodzi do szkoły i zaczyna swoją naukę języka, to ono już ten język zna i płynnie nim operuje, tzw. „kłopoty” z deklinacją i koniugacją nie biorą się z wad genetycznych w mózgu dziecka, ale z niespójności zasad językowych, ustalanych w wielowiekowym ścieraniu się różnych regionalnych tendencji. I choć dziecko może nie znać terminów gramatycznych, to bezbłędnie odróżnia pytanie od oznajmienia, rozkaz od narracji, a w portugalskim wie także kiedy i jak używać tryb łączący. Nie wzięło się to z nauk i wkuwania zasad, ale z eksperymentów i zabaw językiem.

    Spora część trudności (powszechnych tam, gdzie jest system drętwego, mechanicznego szkolenia, czyli tresury) z matematyką bierze się z absurdalnego wywrócenia do góry nogami całego procesu przyswajania sobie wiedzy o świecie. Jakiś mędrzec obserwując własne dzieci (i nie myśląc o tym jak bardzo te obserwacje mogą być odmienne, zależnie od wolnego czasu rodziców, ich zasobów materialnych itp.) oznajmia kiedy i co dziecko pojmuje, więc to uznaje za normę. I ta norma spada jak wyrok na całe społeczeństwa. I większość ludzi jest z tym nieszczęśliwa, ale kornie cierpi, bo nauka szkolna stała się odmianą religii, i cierpieć należy w milczeniu i z przyjemnością.

    Mogę rozgadać się więcej, ale odbiera mi animusz myśl, że ktoś zrozumie nic a nic, czyli wszystko na opak i będzie mnie pytał czy właśnie to chciałem powiedzieć, a może i gdzieś jeszcze cytować będzie swoje przesądy jako wyraz mojej wiedzy fachowej. Ale to jest normą. W podlinkowanej przeze mnie wcześniej mojej sugestii jak spokojnie i z satysfakcją, bo twórczo dziecko może się „nauczyć” tabliczki mnożenia (odkryć dla siebie jak się ją tworzy) ostatni komentarz, sprzed roku, jest jakiegoś bałwana, który pod moimi propozycjami rozwijania zdolności rozumienia ma czelność podpiąć linkę do programu tresury komputerowej — tak niezmierna jest głupota tego, że celowo zostawiłem ów komentarz przy życiu, żeby zademonstrować jak mając złą wolę albo brak zdolności pedagogicznych można wywracać kota ogon.

  18. @andsolrb
    „(…) dziecko język zna i płynnie nim operuje (…)”
    Teraz często czytam mojemu synowi bajki.
    Wytłumacz mi proszę dlaczego jedne bajki czytam z przyjemnością a przy innych zęby mnie bola.

    „(…)to młode pokolenie ma je “zapamiętać” czyli “nauczyć się ich(…)”
    .
    System edukacji w tej formie w jakiej jest istnieje już od starożytnego Egiptu:
    czyli wkuć zaliczyć zapomnieć.
    Gdyby ten system nie był efektywny to by się zmienił.
    Nawet Mozart musiał zaczynać od grania gam.
    Podobnie z matematyką.
    99,99% ludzi którzy zdawało ze mną maturę umiało policzyć pochodną.
    5% może rozumiało o co chodzi.
    0,0(0)5% wykorzystuje to w życiu dzisiaj.

    Czy dla niemal wszystkich warto tracić czas na „zrozumienie”?
    Ci których temat zainteresował dostali punkt zaczepienia do dalszych prac. Reszta zajęła się karierą, pieniędzmi, dziećmi.
    Po co tracić czas na całki jak koleżanki fajniejsze :)

  19. @Bolko
    Rozumiesz takie rzeczy= rozumiesz świat
    Nie rozumiesz= marnujesz czas na wymyślanie samochodu na wodę

  20. System edukacji w tej formie istnieje dopiero gdzies tak od czasow rewolucji przemyslowej. Nauka np. w Akademii Platońskiej wyglądała zupelnie inaczej.

    Ten system jest bardzo efektywny w produkcji karnych, zdyscyplinowanych pracownikow fabryk. Musza wiedziec pewne minimum, zeby wykonywac proste, powtarzalne prace, a z drugiej strony nie zajmowac sie jakimis tam „pierdołami” w stylu usprawnienia, wynalazki i tym podobne.
    Jeszcze by zaczeli myslec za duzo i jakies wygorowane wymagania miec.

    Ale nie wszystkie szkoly sa tak zorganizowane. W krajach anglosaskich jest inny, paralelny system nauczania, ktory opiera sie na zupelnie innych zasadach – sa to jednak szkoly dla wybranych, ktorych stac jest placic słone bardzo czesne.

    Jest tez Finlandia, gdzie publiczny system szkolny i nauczanie w nim jest zorganizowane zupelnie inaczej – nie ma wkuwania na pamiec, nie ma testow, przez pierwsze lata nie ma nawet ocen, a dzieci w grupy sa dobierane na innej niz ściśle wiekowa zasadzie.
    Tak wiec owszem – MOZNA inaczej i sa kraje, ktore uznaly, ze to sie spoleczenstwu en mass oplaca. I jak widac po Finlandii – przynosi pozytywne efekty dla calego spoleczenstwa.

  21. Finlandia jest ciekawym przykładem. To, że dzieciaki maja tam przede wszystkim ROZUMIEĆ świat, oprócz dorosłych lepiej przystosowanych do życia i pracy przez nawyki do współpracy i eksperymentów daje jeszcze jeden skutek uboczny- świadomego i patriotycznego obywatela, który zna i rozumie historie własnego kraju, może bez wkucia dat, za to z samodzielnym wyciąganiem wniosków. I to potem daje takie drobne różnice jak przebieg wojny w Polsce a w Finlandii w 1939

  22. Bolko: moim dzieciom raczej wymyślałem bajki, niż czytałem, prawie zawsze do bajki wchodziło się jakimś zdarzeniem im znanym, czy startując od przedmiotów podobnych do tych, które mieli. Nie miałem bólu zębów, czasami miałem pustkę w głowie ze zmęczenia i liczyłem na ich uśnięcie nim by mnie lustrowali na spójność fabuły :)

    Gdyby ten system nie był efektywny to by się zmienił. Post hoc, ergo propter hoc? Skoro system się nie zmienił, to jest efektywny?

    I o jakim systemie mówisz? Przez długie wieki synowie możnych byli kształceni w sterowaniu jastrzębia i machaniem metalem kłującym, a później w pudrowaniu się i przebieraniu nóżkami na balu. No i endemiczna głupota arystokracji coś z tym miała wspólnego.

    Ciekawostka: w Rodzinie Curie autor pisze, jak to pani Maria Curie i jej przyjaciele uczyli swoje dzieci w domu, wiedząc (choćby z życia Pierre Curie), że szkoły strasznie ogłupiają. No i latorośle tak się porozwijały, że można je odnaleźć w Wikipedii.

    Nawet Mozart musiał zaczynać od grania gam. Ciekawe, że Tobie przyznał się, a mnie nigdy o tym nie wspomniał. Czyli twierdzisz, że cały pomysł metody Suzuki, najpierw muzykowania, a potem zapisywania i odczytywania zapisu, to błędna droga do muzyki?

    Nie będę rozdymał komentarza pochodnymi, bo tematy duże, a marginesy małe.

  23. Teraz często czytam mojemu synowi bajki.
    Wytłumacz mi proszę dlaczego jedne bajki czytam z przyjemnością a przy innych zęby mnie bola.

    To jeszcze jedna refleksja.
    Widzisz, sztuki sensownego władania piórem nie uczy się poprzez wkuwanie zasad gramatyki.
    Wiem to sama po sobie, wiem to tez z licznych rozmow z zawodowymi pisarzami, oraz z warsztatow pisarskich.
    Od wkuwania gramatyki nikt jeszcze nie nauczyl sie dobrego stylu.

    Tego mozna nauczyc sie tylko i wylacznie POPRZEZ PRAKTYKE – czytac, czytac, czytac oraz samemu pisac. I od czasu do czasu miec dobrego mentora, ktory wskaze, co trzeba poprawic i nad czym popracowac.
    Tego w dzisiejszej szkole polskiej nie ma i nie dziwne wiec, ze ludzie zdajacy mature nie potrafia skladnie napisac pisma urzedowego, o dluzszej wypowiedzi juz nie wspominajac, czy jakims tam eseju.

  24. Byłem kiedyś w Anglii na lekcji matematyko-fizyki w szkole, z takim alternatywnym systemem, o którym futrzak mówi (znajoma nauczycielka wprowadziła mnie tam). 16letni uczniowie rozwiązali bardzo konktetny problem związany z ruchem samochodów i pociągów, na wykresach pojawiła się geometryczna interpretacja pochodnych, rachunki pomogły szybko dojść do pożądanych rozwiązań (maksymizowanie czegoś tam), prawie wszyscy aktywnie w tym brali udział i satysfakcja z rozumienia jak narzędzia są użyte do problemu z (mniej więcej) rzeczywistości była widoczna na twarzach. Więc wiem, że można i tak. A czy chce się tak, to zupełnie, ale zupełnie inna sprawa.

  25. @andsolbr
    Niepotrzebnie się Pan pienisz i obruszasz. Wyraź się Pan precyzyjnie to nikt się nie będzie dopytywał o co Panu chodzi.

    A w zasadzie to co chodzi ?
    rozumiem, że futrzak miała swoje problemy ze wzorami i teraz jej tego żal, że ktoś jej nie pomachał wahadełkiem?

    Jeśli chodzi o te wzory to wyolbrzymiasz Pan i nikt nie nakazuje ich zapamiętania bez wytłumaczenia.
    Zresztą o czym mowa, jakich doświadczeń Wam konkretnie brakuje ?

    pytam każdego z Was
    – czy doświadczenia są potrzebne ?
    – czy wzory(duże uproszczenie) są potrzebne ?

  26. Tak, Andsol mial rację. Nic panie Mośku nie zrozumiałes z tej dyskusji.

  27. Wyraź się Pan precyzyjnie … Mógłbym, ale w rodzinie uczono mnie nie wyrażać się.

  28. dziękuję sędzino Futrzak za werdykt.
    tymczasem proszę o odpowiedzi.

    i jeszcze andsolbr. jeśli Pan pamiętasz, to jakżeś się Pan samemu uczył tabliczki mnożenia ? Czy aby czasem to nie była macierz 10 x 10 z wypisanymi liczbami?

  29. @andsolbr
    „Byłem kiedyś(…)”
    Moja siostra należy do kasty nauczycieli, uczy informatyki.
    Ma uczniów którzy w ogóle nie są zainteresowani komputerami.
    Dla nich ważne jest że tata kupił nową kosiarkę.
    Metoda Suzuki – dziękuję za informację może się przydać. Ale wracając do dyskusji nie wydaje mi się aby Haydn Beethoven Strauss mogli z niej korzystać. Zbyt wcześnie żyli by móc ją poznać.
    Rodzina Curie właśnie >>> RODZINA<<<<, szkoła to tylko narzędzie
    @futrzak
    Kali mieć krowa.
    Kali miał krowę.
    Czujesz różnicę ?

    Ale zasady są do bani (delikatnie mówiąc), prawda?

  30. @Bolko:
    andsol pisal juz o tym, ale przypomne raz jeszcze. Pokaz mi dziecko czteroletnie, ktorego pierwszym jezykiem jest polski, a ktore mowi „ja mieć krowa a sąsiad mieć byk”.

    Please.

  31. @Bolko:
    i jeszcze jedno. Myslisz, ze jak twoja siostra bedzie kazala tym uczniom wbic na pamiec jakies algorytmy, to od tego wzrosnie im poziom zainteresowania komputerami a zmaleje kosiarka?

  32. mosiek — „pana” daruj sobie, tabliczkę pamiętam, ale rozmowa u futrzaka nie jest o mnie a o zjawiskach z dzisiejszego świata. I nijak nie mogę tu służyć za miernik czegokolwiek.

    Umówmy się co do paru spraw: jesteś fajny chłop i na pewno jest wiele rzeczy, na których się znasz (jeśli przypadkiem to jest historia skoków narciarskich, to przecież nie obrazisz się, że mnie to nie zainteresuje, ale każdy ma swoje ograniczenia) i statystycznie mam powody do przekonania, że warto z Tobą rozmawiać. Mówię: „statystycznie”, nie znając Ciebie, bo to z praktyki; niezwykle rzadko napotykałem ludzi, z którymi naprawdę nie warto było gadać.

    No więc wysłucham Cię uważnie, ale, proszę Cię, powiedz o co Ci chodzi. To pierwszy krok do zrozumienia się i tego niestety nie da się przeskoczyć.

  33. @andsolbr

    Statystycznie to idąc na spacer ze swoim wielbłądem macie po 3 nogi.

    Zauważ, że w tych wpisach nikt nie neguje potrzeby doświadczenia, natomiast są przynajmniej dwie osoby negujące potrzebę znajomości narzędzi w procesie edukacyjnym.Jedna z nich o zgrozo jest/była związana w jakiś sposób z edukacją.

    Nikt natomiast nie rozszerzył problemu do systemu kształcenia samych belfrów.

    Osobiście potrzebę doświadczeń jak z tego filmiku widzę w pierwszych latach edukacji, jako podkład pod teorię, by umieć później rozwiązywać realne zagadnienia jak te dzieciaki z Anglii.

    Jako inżynier nie godzę się jedynie na olewcze traktowanie „wzorów,twierdzeń i formuł” bo takie popkulturowe podejście do nauki jest jak filmy z national geographic albo jakiegoś discovery.

  34. sin(x-y)=?
    Korzystam czasem z tego wzoru, umiem go wyprowadzić w 5 minut albo sprawdzić w sieci, ale nie znam na pamięć. Bo w podstawówce mnie za słabo przycisnęli i nie nauczyli, a od jakichś 10 lat (od kiedy zorientowałem się że będzie mi to w życiu potrzebne) nie jestem w stanie sam go zapamiętać na dłużej niż miesiąc.
    Rozumienie rozumieniem, ale niektórych rzeczy na pamięć trzeba się nauczyć, i to wcześnie, bo nigdy nie wiadomo, czy się nie przydadzą. Czy robotnikowi w fabryce czy profesorowi matematyki, może nawet filozofowi. Chodzi mi o wzory matematyczne i fizyczne, stolice państw, poczet królów, tabliczka mnożenia, kod Morse’a itd. Z kolei nie bardzo wiem po co przeciętnemu człowiekowi informacja, że imiesłów to nie przymiotnik. Może się to przydać lingwistom, ale takich rzeczy można się nauczyć w wieku 30 lat, jak to będzie komuś potrzebne.

  35. nie bedac nauczycielem ale z racji wyksztaklcenia inzynieryjnego tylko tutorem moich pociech – od podstawowki do college – musze dodac ze kazde z nich innaczej sie uczylo i innaczej do nich trzeba bylo dotrzec aby pojeli koncepty.
    co oczywiscie jest latwe kiedy siedzi sie one-on-one przy stole kuchennym ale troche trudniejsze kiedy sie ma 30 dzieciakow z ktorych kazde o czym innym mysli…

  36. @MK:
    no wlasnie. Nie znasz tego wzoru na pamiec, ale potrafisz go wyprowadzic albo znalezc w pięc minut. Po co wiec uczyc sie go na pamięć?

    To, co w glowie jest niezbędne (jak narazie) to np. obcy jezyk, ktorym musisz sie poslugiwac na codzien – bo w interakcji z innymi ludzmi nie będziesz mial 5 min czasu na „znalezienie” odpowiedniego slowa.
    Tylko ze nawet w tym wypadku zakuwanie na pamięć listy słówek albo konstrukcji gramatycznych to najwolniejszy i najmniej efektywny sposob przyswojenia tego obcego języka.

    Jesli chodzi zas o wzory matematyczne i fizyczne – powtorze raz jeszcze. Najwazniejszym jest ZROZUMIENIE zaleznosci, ktore one opisuja, obczajenie, do wyjasnienia ktorego kawalka rzeczywistosci sie stosuja.
    Nawet jesli nie beda ci one potrzebne przez wiele lat, to znalezienie nie stanowi problemu. Natomiast wkucie wzoru na pamiec, na zasadzie „bo tak” powoduje najczesciej i zapomnienie i BRAK ZROZUMIENIA – bo nigdy go wczesniej tam nie bylo. Taki czlowiek, z wykuta wiedza na pamiec, bedzie w stanie pracowac tylko odtworczo, jesli zetknie sie z nowym problemem – stanie i bezradnie opusci ręce.
    Ja to widze w swojej dzialce od kilkunastu lat.

    @Mosiek.
    Ten wpis jest o tym, JAK uczyc, tu cytat z samej siebie To jest właściwe miejsce do rozpoczęcia nauki – eksperyment – a nie tony wzorów i teorii opisujących mechanikę newtonowską i dynamikę płynów

    Nikt tu nie negowal potrzeby posiadania narzedzi i ich uzywania. Przeczytaj moze wszystko raz jeszcze.

    To, co bylo negowane, to potrzeba ZAKUWANIA NA PAMIEC tychze narzędzi. To nie to samo!!!!

    @w:
    zgadza sie. I dlatego w systemie fińskim klasy są małe, mają wiecej niz jednego nauczyciela, ktory zreszta jest bardziej mentorem niz nauczycielem, a dzieci dobierane sa nie na zasadzie sztywnych podzialow wiekowych, ale mozliwosci i zdolnosci.

  37. i jescze jedno – kazdy (jesli sie dodpowiedni dlugo uczy i poznaje) predzej czy pozniej dojdzie do kresu swoich mozliwosci intelektualnych i poznawczych, napotkamy cos co po prostu nie jestesmy w stanie zrozumiec i wyobrazic sobie.- i w zwiazku z tym nauczyc i zastosowac

    przykro jesli tabliczka mnozenia jest tym czyms ale np fizyka kwantowa powala niejednego…

  38. mosiek: Statystycznie to idąc na spacer ze swoim wielbłądem macie po 3 nogi. Fajne. W ten sposób nie tylko ujawniłeś wiedzę o moich zwierzętach domowych, ale i swoją wiedzę o statystyce a także swoje pojmowanie dyskusji publicznych. Gdybyś kiedyś jeszcze potrzebował partnera do poważnej rozmowy, chętnie wypożyczę Ci mego wielbłąda.

    MK: futrzak mnie uprzedził, więc nie będę powtarzał tego, z czym w pełni zgadzam się, dodam tylko dwa drobiazgi do „stolic państw” (by chyba dziś wiele osób zgodzi się, by z kanonu wiedzy przerzucić do Wikipedii poczty królów): bardzo późno dowiedziałem się, że niektóre kraje mają dwie albo i trzy stolice. A ta wiedza w szkole dobrze by się zazębiała z informacjami o trzech władzach i z podejrzeniem, że może i inne instytucje w świecie nie są tak samo zorganizowane jak w Polsce.

    A po drugie, niekiedy jest wymóg, by umieć wyrecytować stolice, ale o wiele rzadziej sugeruje się uczniom nauczenie się kto z kim sąsiaduje, albo jakie i jak odległe języki są używane w jakimś państwie. To ostatnio niedawno zrozumieli rodacy gdy zaczęli odkrywać, że nie zawsze Ukrainiec mówi po ukraińsku — a to też może pomóc inaczej widzieć własne sprawy, jak z RpII, gdzie nie każdy Polak mówił po polsku.

    w.: no to co, wyciągniemy z Twojej słusznej uwagi logiczny wniosek, ze klasy z 30 dzieciakami są absurdem?

  39. a to juz kolego zalezy od Twojej zdolnosci do wyciagania wnioskow :)

  40. A moja tak zdolność jak i skłonność (oparta na oglądzie pewnej ilości modeli w różnych miejscach) sugeruje, że gdyby w ogóle rozwiązać szkoły w obowiązującym obecnie w Kraju modelu to poziom wykształcenia młodzieży niewiele zmieni się, kłopot tylko ze znalezieniem dla nich innych przechowalni na zimę i na słotę. I spokojnie można podziękować za trud chyba z 1/3 „wychowawców”, którzy odznaczają się biurokratyczną wizją świata, czyli z 200 tys. osób, nie mówiąc o innych 40 tys. ludzi od nauczania katechizmu i podobnych nauk. Podwoić budżet oświaty i wydawać nie na orliki i inne akademie kopsa i łapsa a na struktury podobne do uniwersytetów trzeciego wieku, gdzie ludzie przychodzą, bo chcą i uważają, że warto. Można przecież potraktować dzieci tak poważnie jak emerytów. Aha, budżet na projekty przeróżnych zapaleńców od wiedzy i umiejętności (zdecydowanie oddalając tych z ideologiami na sztandarach), i oczywiście byłoby straszne larum, że brak równości szans, i Polska B by sobie fundowała szkoły klasy Polski C, no ale i tak podobne zjawisko istnieje, tylko pokryte hipokryzją. Oczywiście, na wejściu przyjąć dawny projekt Freemana Dysona, by doktoraty dawać wraz z aktem urodzenia, żeby dzieci nie marnowały czasu na mieszanie pustego z próżnym.

    Nie, to nie jest ani trochę rewolucyjny program, bo nie proponuję budowy powiatowych gilotyn. Ale chyba nic z tego nie będzie, bo łatwiej znaleźć Balcerowicza od ekonomii niż od nauczania, ale nim zacznie się nagonka na andsola zapewnić chcę, że absurdalnymi pomysłami wydawały się też kiedyś projekty by uczyć w narodowym języku, by uczyć dzieci biedoty, i by uczyć nowinek nie pokrytych dwustuletnią patyną. Tak czy inaczej, nie trzeba czekać na to, że przyjdzie traktor i wyrówna, bo traktor już przyszedł, nazywa się Internet i już zmiótł lub radykalnie odmienił wiele instytucji, tylko szkoła stara się o tym wiedzieć i coś tam się tylko pichci z mediami audiowizualnymi, jak gdyby dawało się zaprząc starego i łysego konia do ciągnięcia lokomotywy.

  41. Sorry, szkoła stara się o tym nie wiedzieć.

  42. @andsolbr

    Mierzisz mnie Pan i wcale nie dbam o Twoje zdanie od momentu Twojego jednego, słynnego wystąpienia kiedyś.
    Dlatego tak bardzo lubię się z Tobą nie zgadzać.

    a jeśli chodzi o statystykę to możemy się mierzyć. to co, solówa ? :P
    nie chciałbym widzieć skutków Twojego nauczania i ludzi eksperymentujących na okrągło zamiast sięgnąć do książki czy internetu.
    dlatego chętnie się zgadzam z Tobą w jednym, poważnie niczego nie zaprezentowałeś oprócz zakamuflowanej pychy.

    ukłony

  43. @futrzak

    kucie czegokolwiek bez zrozumienia jest bez sensu, ale żeby zrozumieć dane zagadnienie nie trzeba od razu przeprowadzać doświadczeń.

    można też podchodzić nieufnie jak andsolbr i mieć potrzebę odkrywania każdego prawa, ale życia nie starczy a koła nie trzeba odkrywać, bo już ktoś to zrobił.

    ukłony

  44. mosiek, to był celny strzał, ta Twoja wypowiedź: można też podchodzić nieufnie jak andsolbr i mieć potrzebę odkrywania każdego prawa, ale życia nie starczy a koła nie trzeba odkrywać, bo już ktoś to zrobił

    Otóż 5 lat temu w pewnym pisemku, które jedni cenią a inni mniej, pojawiła się pracka mego przyjaciela i moja o czymś tak śmiesznie prostym i znanym jak trygonometria. Mógł ktoś pomyśleć, że dwóch dorosłych matematyków ryzykuje, że ich wyśmieją, bo piszą o czymś, co każde dziecko zna, zamiast łupnąć jeszcze jedną publikację do zanotowania w cv, paper tego typu, o którym Andrew Odlyzko pisał, że w ciągu lat może go przeczyta 20 osób.

    Gdy wnet po przyjęciu tego do druku zaczęto Jurka (jego, bo on, w US, był im pod ręką) sondować czy jesteśmy młodzi od razu było jasne, że chcą nas pchnąć do jakiegoś wyróżnienia jako młody zdolny narybek, ale choć on zastanawiał się czy paru tuzinów lat nam nie ująć, pocieszałem go, że z pewnością jako starzy też czegoś się doczekamy. I zaiste, po roku była jakaś tam nagroda, i choć finansowo malutka była, a znają ją tylko ludzie z niewielkiego kręgu, to olbrzymią przyjemność sprawiła mi wewnętrzna recenzja nieznanego nam specjalisty, z której parę urywków przytoczę:

    „here we find a candidate for the world’s most elegant presentation of
    trigonometry’s central theorems[…] we are presented with a wealth of relationships illustrating how the ideas behind these theorems can be compellingly visualized and simply derived. […] It is remarkable how this perspective on trigonometry has gone unnoticed for so long.”

    Gdyby zainteresowało Cię co w tym przypadku znaczy „so long”, chętnie wyjaśnię: 1.800 lat.

    Tyle o odkrywaniu koła (ciekawe, że nie dodałeś nic o wymyślaniu Ameryki), a jak raz wokół koła i w kole obrazkowo cały nasz dyskurs się toczy.

    Oczywiście ważne w tym nie jest to czy Jurek i ja mieliśmy przyjemność z pogłaskania, ale to, że gdy nasze sugestie wreszcie przedostaną się do szkolnego nauczania, rzeczy rozlane na wiele godzin nudnych rachunków staną się proste i widoczne dla każdego chcącego myśleć.

    Jestem przekonany, że Ciebie tam nie będzie, i to nie z powodu oddalenia od szkoły.

  45. Nawiasem, Mierzisz mnie Pan i wcale nie dbam o Twoje zdanie to cytat z „Rodziny Połanieckich” czy z „Dzikuski”?

  46. nie twierdzę, że dużo zrozumiałam z całej dyskusji, aczkolwiek bardzo chętnie zapoznałabym się z pracą kolegi (i jego kolegi), który pisze powyżej:) jeśli jest jakaś szansa to proszę dać znać:)
    myślę, że eksperyment to dobry wstęp do zaciekawienia i przyciągnięcia uwagi, do postawienia pytań, czy tez, potem narzędzia – czyli dotychczasowa wiedza, nawet i tabliczka mnożenia, pewne podstawy, które trzeba mieć i dążenie do rozwiązania zagadki, a potem jeszcze coś czego mi najbardziej brakowało w nauczaniu matematyki i fizyki w polskiej szkole – czyli zastosowanie, praktyka, pozbawienie abstrakcyjności niektórych pojęc. Niby gdzieś to tam było częściowo, czasami, ale za mało jak dla mnie. Piszę z pozycji przeciętnego raczej ucznia.

  47. miss: pracka niestety pozostaje w oryginale, był obiecany (i za darmo dozwolony przez amerykańskiego wydawcę) polski przekład, coś widać redaktorom we Wrocławiu nie wypaliło, ale wcześniej czy później zadbam, by to było dostępne po polsku. A to, co jest doślę na pożądany adres i w razie potrzeby pomogę w czytaniu — przyślij swój adres, mój to użytkownik jak tu, u futrzaka, a po małpce stoi gmail.com .

  48. @futrzak
    A ja bym wolał znać to na pamięć, zamiast np. przyczyn upadku powstania listopadowego czy przysłowiowej budowy pantofelka. Jedno i drugie ważne, ale przyczyny upadku można wymyślić na poczekaniu (i to niekoniecznie te forsowane przez XIX-wiecznych wieszczów i XX-wiecznych historyków) a zastanawianie się nad wzorem odciąga moją uwagę od obliczeń, w których chcę go wykorzystać.
    To, czego w rzeczywistości dotyczy dany wzór, nie wpływa na fakt, że trzeba się go nauczyć na pamięć. Zastosowanie może być ciekawostką.
    Student ma wiedzieć wszystko. Profesor ma wiedzieć gdzie jest docent.

    @andsolbr
    Mnie na geografii kazali się nauczyć położenia wszystkich państw, stolic, a wymienienie sąsiadów było przy okazji. Były też wszystkie większe rzeki, góry, wyspy i zatoki. Do bezmyślnego wkucia. Ale to było w liceum i chyba nie wszyscy muszą się tego uczyć. Pamiętałem przez jakieś 10 lat i mi się przydawało, potem stopniowo zacząłem zapominać. A że RPA ma więcej stolic dowiedziałem się niedawno. Też powinno się w szkole takich rzeczy uczyć ale nie do bezmyślnego zapamiętania.

    Jeśli chodzi o pomysł likwidacji obecnego systemu edukacji, podoba mi się. Ale zmiany nastąpią dopiero jak się skończą pieniądze a ZNP straci siłę przebicia. Jedno z praw Murphy’ego mówi, że sensowne decyzje podejmuje się dopiero, gdy nie ma wyboru.

  49. @andsolbr

    No tak, ale nie napisałeś czy odkryliście coś nowego w trygonometrii, albo czemuś zaprzeczyliście. Z recenzji widać tylko, że zaproponowaliście nowe podejście do jej nauczania, które nikomu nie przyszło do głowy od lat 1800.

    No cóż, może dlatego, że ludzie nie mieli takich trudności z trygonometrią dopóki nie przyszedłeś na świat ;)

    Jestem bardzo rad, że Cię tak wkurzyłem i przymusiłem do osobnego wpisu o statystyce.
    Co prawda bardzo powierzchownego, prawie rodem z Wikipedii.
    Rozumiem jednak, i wcale nie chcę Ci odbierać Twojego prawa do frustracji.
    Sama statystyka to coś więcej niż średnia arymetryczna a sam napisałeś, że istotny jest cel badania, który w tym wypadku miał tylko wyciągnąć na światło dzienne Twojego wielbłąda.

    Ciekaw jestem czy wiesz, dlaczego akurat wielbłąd.

    Nawiasem odpowiadając:
    Mój cytat wyszedł z głębi serca i jakakolwiek zbieżność z literaturą jest zupełnie przypadkowa.

  50. @mosiek:
    nikogo do niczego nie przymusiles, a autorką wpisu jestem ja (za wyjatkiem porownania zamieszczonego w post scriptum, co wyraznie zaznaczylam).

    Ale jesli ma ci to dobrze na ego zrobic, mozesz sobie myslec, ze jestes krolem wielbłądów i posiadles wszystkie prawdy tego swiata, ze statystyka wlącznie, oraz jedynie slusznym sposobem nauczania :) — jak widac, na poziom zrozumienia czytanego tekstu i tak nie ma to wplywu…

  51. futrzaku

    Jestem świadom swych ułomności, ale chciałbym rozdmuchać swoje ego do takich rozmiarów jak to zrobiłaś Ty i andsolbr ze swoimi.
    Nie miejcie mi tego za złe, bo w końcu dlaczego tylko Wy macie uważać, że się na wszystkim świetnie znacie, a reszta to barany i debile prowadzone na rzeź ?
    Nie macie na to monopolu

  52. Aha, z tym autorstwem wpisu w takim razie się pomyliłem i przepraszam w takim razie andsolbr za obrzuceniem Cię oskarżeniem o poziom Wikipedii.

  53. Widzisz Mosiek, ani ja, ani Andsol nigdzie nie twierdzilismy, ze znamy sie na wszystkim. Jest mnostwo dziedzin, o ktorych nie mam pojęcia i nie pisalam, że mam. Nie piszę na blogu notek zagłębiających sie w fizykę relatywistyczna, ani kwantową, ani genetyke, ani biochemię, czy historię państwa chińskiego albo gramatykę języka japońskiego. Mogłabym dlugo tak wymieniac – tematów, o ktorych nie mam pojecia jest wiecej niz tych, o ktoyrych pojęcie mam.

    Ale cóż – przy takim sposobie wyciągania wniosków, jaki zaprezentowałeś tu w komentarzach, nie dziwi mnie, ze i ten wniosek wyszedł ci zupełnie absurdalny. Szkoda tylko, ze tej ułomności nie zdązyles jeszcze u siebie zauwazyc…

  54. To znamienne u Ciebie, że zawsze próbujesz poniżyć współrozmówcę i mu w jakikolwiek sposób ująć. Nie podejmuję tej rękawicy w rozmowie bądź co bądź kobietą.

    Czy musisz od razu podawać skrajne dziedziny, żeby próbować pokazać, że na ten temat się nie wypowiadasz ?

    Co z ekonomią ? Znasz się na niej ?
    Co z tzw. globalnym ociepleniem ?

    Czy nie raz kończysz swój wpis konstatując, kto tego nie rozumie to debil ?

    ech

  55. Mosiek, pokaz mi, gdzie napisalam ze ten, kto nie rozumie tego czy tamtego jest „debilem”?
    Ja pisalam o niezrozumieniu statystyki, błędnie użytej metodologii, nieumiejetności wyciągania wniosków.

    Nie napisalam nigdzie ze ktos, kto czegos nie wie, jest debilem. To TY tak napisales, a teraz jeszcze probojesz mi wmawiac, ze to, co sam napisales jest moim tekstem, ktorym usiluję poniżac rozmowcow.
    A FE!

  56. Nie mówię o tym wpisie konkretnie, ale innych, które Ci się zdarzało popełnić

    Ja tak napisałem ? a gdzie ? To niemożliwe, bym nazwał kogoś debilem.

    Myślę, że poziom wzajemnego niezrozumienia jest zbyt wysoko i należałoby zakończyć ten bezsensowny spór.
    ukłony

  57. @MK:
    ale wiesz, ani jednego, ani drugiego, nie nalezy sie uczyc na pamiec. Po prostu, sa znacznie lepsze metody zapamietywania, ktore ROWNIEZ skutkuja rozumieniem i krytycznym mysleniem. Ale tego sie w polskich (i nie tylko) szkolach nie uczylo (no chyba ze ktos mial niesamowitego fuksa i trafil na odpowiedniego nauczyciela, co jednak raczej bywalo wyjatkiem). Zreszta wspominalam juz o tym wyzej.

    zastanawianie się nad wzorem odciąga moją uwagę od obliczeń, w których chcę go wykorzystać.
    To, czego w rzeczywistości dotyczy dany wzór, nie wpływa na fakt, że trzeba się go nauczyć na pamięć. Zastosowanie może być ciekawostką.

    I tu sie nie zgadzamy. Wzór jest tylko narzędziem.
    Celem jest wyjasnianie rzeczywistosci, która cię otacza, albo jej zmiana wyrażająca się np. we wdrażaniu nowatorskich inzynierskich rozwiazan, projektowaniu nowych etc. Do wyjasniania rzeczywistosci zaliczam tu rzecz jasna uprawianie science, ktora to uzywa matematyki jako metodologii. No ale o tym dokladnie byl wpis…

  58. @futrzak
    Ale tabliczka mnożenia też jest tylko narzędziem – a wyobraź sobie o ile trudniejsze byłoby życie gdybyś musiała się zastanawiać ile to jest 3×5.

    Jeśli chodzi o zarzut mośka, jako liberał wierzący w „spływanie bogactwa” (pod pewnymi warunkami), popierający swobodę zawierania umów (czyli bez pensji minimalnej) oraz do pewnego stopnia zwolennik Tea Party, czułem się wielokrotnie urażony Twoimi komentarzami. Ale to Twoj blog, wiec masz prawo.

    @andsolbr
    Tekst znalazłem, bardzo mi się podoba konstrukcja i rozumowanie. Powinno się to pokazywać w szkołach. Ale ile dni (tygodni?) musieliście grzebać po podręcznikach wydanych w ostatnich 2200 latach, żeby stwierdzić, że w tej formie nikt tego nie przedstawił?

  59. MK, do pewnego stopnia byliśmy częścią fali narastającej od 20 czy 30 lat, szukanie argumentów typu „proofs without words” wracało do łask wśród dydaktyków. Ale prace wykończeniowe wykończyły przede wszystkim nas, w sumie to było ze dwa lata szarpania się ze szczegółami — nigdy przedtem nie miałem do czynienia z redaktorami, którzy tak, jak ci z AMM dają wycisk. Myślę, że w szkole to będzie do użytku gdy z 10 stron wymuszonych przez redakcję da się to rozpisać na spokojne 30 – 40 stron w formie łatwych ćwiczeń. Masz rację, kilkaset tekstów w paru językach zostało przeglądniętych dla sprawdzenia, że jakoś to leżało i czekało na nas.

    Mam ten sam problem przy kupowaniu książek, np. nexto.pl coś oferuje i sprawdzam w Sieci czy są recenzje tego. I znajduję setki opisów, niektóre z 5 gwiazdkami, a wszystkie jednobrzmiące. Czyli to nie recenzje a koszmarna i zmasowana propaganda…


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: