Napisane przez: futrzak | 14 kwietnia 2014

Transport publiczny w USA w praktyce

..czyli jak sie przemieszczać bez samochodu*

Opowieść zaczyna się tak: dawno dawno temu, z moim eks-maużonkiem pojechalismy w celach turystycznych oblukać Lassen Volcanic National Park.
Poniewaz jechalismy samochodem i nie przewidywaliśmy obozowania pod namiotem, zdecydowaliśmy się zatrzymać w hotelu w najbliższym mieście na obrzeżach parku, czyli w Redding.
Stamtąd do parku narodowego Lassen jest jakieś kilkadziesiąt mil, wiec spokojnie można robić sobie jednodniowe wycieczki. GUT. Szafa gra.

Jednakże życie produkuje najdziksze scenariusze i tak, po dwóch dniach, eks-maużonek zaniemógł. Coś mu w gardle zaczęło blokować połykanie i oddychanie – nagle. Oczywiście telefon na emergency. Przyjechał typowy unit czyli wóz straży pożarnej i ratownicy medyczni. Po obczajeniu, że pacjent nie umiera już zaraz, zapadła decyzja o odwiezieniu do SOR lokalnego szpitala. Tam oczywiście czekanie ponad godzinę na izbie przyjęć, wreszcie obadanie, diagnoza wstępna: polip w gardle. Jakieś leki, żeby pacjent sie nie zadusił i odesłanie do lokalnego szpitala. Poczem – won.

Ładnie pięknie ale… szpital był w odległości jakichś 6-7 km. od naszego hotelu, a samochód – rzecz jasna – zaparkowany pod hotelem….
Ok, dzwonie po taksówkę. Zamówiłam, GUT – czekam – 15 min. Nie ma. Pół godziny. Nie ma. Godzinę. Dzwonię znów. Ta sama dyspozytorka (poznałam po głosie) oznajmia, że niestety jedna taksówka ma juz 3 zaklepane kursy, a druga, co miała przyjechać, właśnie sie zepsuła i wobec tego nie przyjedzie. A to jest miasto STUTYSIECZNE. Czaicie bazę???

PIKNIE. Mąż, który ledwo dycha, i 6 km do hotelu. A godzina już koło północy. No nic, pytam się, czy ktoś gdzieś w pobliże i te rzeczy. NIE. Popatrzono się na mnie jak na wiariatkę. Oraz intruza. No to ch*.
Zapierdzielamy na piechotę. Pomyślałam sobie, ze skoro dwupasmówka, to zatrzymam jakiś samochód i poproszę o podwiezienie. NI WU JA. Na godzinę przjechały DWA samochody i ZADEN się nie zatrzymał.
W końcu doszliśmy do tego cholernego hotelu – bo co było robić??? Spać przy drodze???

PS: wpis dedykowany miłośnikom samochodów. Żeby czasem zastanowili się, co się stanie, gdy nie będą mogli prowadzić samochodu…

* – dysklajmer: W USA jest kilka miast i obszarów, na których da się przeżyć bez samochodu, bo jakiś transport publiczny (gorszy bądź lepszy) istnieje. Nie jest to jednak reguła, ale wyjątek.

Reklamy

Responses

  1. publiczny transport poza najwiekszymi (i najdziwniejszymi) misatami nie istnieje.
    Swoja droga dziwie sie ze „first responders” czyli fire department, police czy inna cholera wzieli rodzine razem do transportu. Normalnie tego nie robia ze wzgledu na rozne mniej lub bardziej dziwne przepisy.
    Ergo – rodzina bierze swoj samochod wiec problemow z powrotem nie ma…

  2. @w:
    rodzina czyli ja, nie miala wtedy prawa jazdy, wiec nie mogla wziąć samochodu.
    Nie zawsze tez przeciez kazdy moze miec prawo jazdy – chociazby ze wzgledow zdrowotnych…


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: