Napisane przez: futrzak | 11 kwietnia 2014

Strajki, inflacja i wieszczone od lat następne bankructwo Argentyny

Temat wypływa w prasie polskiej i zachodniej zawsze wtedy, gdy w Argentynie zaczyna się coś „dziać”. Zwykle, gdy „dzieje się” w sposób negatywny.

Tak było i tym razem – okazja to wczorajszy „strajk generalny” który ponoć sparaliżował cały kraj. Cóż, mieszkam w Buenos Aires, więc nie wiem do końca, jak to wyglądało w innych prowincjach i miastach.

W Capitalu kierowcy ciężarówek oraz skrajnie lewicowi aktywiści zablokowali wjazd do stolicy (m. in. rozkładając się na Panamericana), nie kursowały autobusy, kolej podmiejska. Nie kursowało również metro a to dlatego, że strajkujący pod wodzą Pablo Moyano porozkładali na torach metra barykady. Maszyniści pociągów metra strajkować nie mieli zamiaru, jednak nie wyjechali w trasę z powodów bezpieczeństwa.
Policja metropolitana, która zwykle w metrze jest, tego dnia nie pojawiła się. Mauricio Macri, burmistrz Kapitalu, pod którego podlega metopolitana, tłumaczył się, że przecież miał być strajk, to po co wysyłać policję.

Zdenerwowało to maszynistów, ale nie jest niczym dziwnym – Macri to polityczny przeciwnik obecnego rządu i przyłączy się do każdej akcji, której celem jest dyskredytacja tegoż rządu.

Doba strajku, chociaż dość uciążliwa dla mieszkanców, nie jest bynajmniej wielkim, ogólnonarodowym zrywem wszystkich central związkowych – jak to się przedstawia w zachodniej, a zwlaszcza polskiej, prasie.

Hugo Moyano jest szefem „opozycyjnej” CGT (Confederación General del Trabajo de la República Argentina – centrali związkowej), jego syn Pablo, szefem związku zawodowego kierowców.
Aż do 2011 roku Hugo był zwolennikiem rządu kirchnerystów, wtedy nastąpił zwrot. Domagał się od rządzącej partii (Frente para la Victoria) zagwarantowania wiekszej ilości miejsc w parlamencie wysokim urzędnikom związkowym. Jego rządania nie zostały spełnione, co zaowocowało ogolnokrajowym strajkiem kierowców ciężarówek, zwołanym przez jego syna w czerwcu 2012.

Wtedy Hugo stracił też poparcie większości wielkich związków zrzeszonych w CGT. Miały miejsce nowe wybory, oficjalnym szefem został przywodca związku pracowników przemysłu metalowego (metalurgicos), Antonio Caló. Hugo Moyano uznał te wybory za nieważne i nastąpiła schizma. Na dziś, „jego” CGT zrzesza związek kierowców ciężarówek pod wodzą jego syna, oraz związek pracowników gastronomii pod wodzą Luis Barrionuevo.

O ile kierowcy ciężarówek i autobusów mogą faktycznie sparaliżować kraj opierający się w ogromnej większości na transporcie samochodowym, o tyle związek pracowników gastronomii realną siłę ma w zasadzie żadną, tym bardziej, że krajowa ustawa nie wymaga uzwiązkowienia w zakładach/miejscach pracy zatrudniających poniżej 10 osób – a takim właśnie biznesem jest ogromna większosc restauracji w Argentynie. Wielkie sieci franczyzy, tak popularne w USA, są tu niezmiernie rzadkie.

O co tak naprawdę chodziło w tym strajku, podsumował Barrionuevo: chce on, żeby w nadchodzących wyborach w roku 2015 zwyciężył kandydat popierany przez niego i Moyano: Sergio Massa. Wtedy mogliby liczyć na przywileje i miejsca w parlamencie i powrót dawnych, wspaniałych czasów…
Ale jest jeszcze druga strona medalu: konflikt między kierowcami ciężarówek oraz pracownikami przemysłu metalowego i rządem – który to rząd chce odbudowy sieci kolejowej w kraju.
Gdyby zaczęła prężnie działać, wtedy kierowcy ciężarówek i autobusów straciliby swój monopol (dziś zarabiają oni bardzo dobre pieniądze i mogą dyktować warunki). Dlatego dopóki Moyano pozostawał w sojuszu z rządem, nic nie zrobiono w kwestii modernizacji kolei – czego domagał się związek metalowców, bo dla nich oznacza to zwiększenie zatrudnienia.

Podsumowując:
Przyczyny strajku były ścisle polityczne, a nie ekonomiczne, jak to chciałyby zachodnie media. Chodzi o brutalną walkę interesów i wplywów.

Owszem, inflacja w Argentynie nadal istnieje, jest problemem, ale nie jest tak wielka jak opisują ją media. Od zmiany sposobu liczenia indeksu inflacji (zaaprobowanej przez IMF, który wczesniej oskarzal rząd o falszywe dane) odnotowano ją na poziomie 3.7 w styczniu (wtedy miala miejsce skokowa dewaluacja peso), w lutym 3.4, odnośnie marca dane nie są jeszcze dostępne.

Przestępczość też nie jest jakimś koszmarnym problemem w Argentynie, jakby tego chciały media robiące przedruki z La Nacion czy Clarin. Według ostatniego raportu UN kraje Am. Pd. z najniższą liczbą morderstw to Chile, Argentyna i Urugwaj – wskaźniki mają zbliżone do państw europejskich:

– Chile 3.1 na 100 tys. mieszkańców
– Argentyna 5.5 na 100 tys. mieszkańców
– Urugwaj 7.9 na 100 tys. mieszkańców

Raport porównał też liczbę morderstw w największych miastach obu Ameryk:

1. Toronto (z najniższą liczbą)
2. Santiago de Chile
3. Buenos Aires
4. Nowy Jork

W wypadku Santiago liczba jest ciut niższa od tej dla całego kraju (national average), w wypadku Buenos ciut wyższa.
Nasuwa się na ust maliny pytanie: dlaczego media mainstreamu nie trąbią o koszmarnej przestępczości w amerykańskich miastach, dlaczego nie oskarżają o nią nieudolnego rządu federalnego USA – tylko wysuwają takie zarzuty pod adresem Argentyny? Czyż to nie ironia?

Dlaczego Nowy Jork chwali się za osiągnięcia w spadku przestępczości i stawia za wzór, a Buenos Aires – mające zdecydowanie lepsze wyniki – uważa się za stolicę przestępczości, a rząd za nic nie robiący w kierunku poprawy zainstniałego stanu?
Czyż to nie jest dziwne?

Reklamy

Responses

  1. Nie, to nie jest dziwne. To jest raczej smutne, że tyle osób zapełnia mózgi „informacjami” z dziwnych źródeł. A najsmutniejsze jest to w Polsce, w której w nic, absolutnie w nic nie wierzono gdy pochodziło z „Trybuny Ludu”, natomiast uwierzą w prawie wszystko gdy jest dopisek „agencja Reutera”.

  2. I daję słowo, że mój wpis o autorytetach pojawił się niezależnie (a nawet chyba troszeczkę wcześniej) od Twojego.

  3. A dlaczego nie napisałaś, że Argentyna jest w czołówce krajów gdzie najczęściej się kradnie i napada ? Że policja jest zdegenerowana i coraz częściej dochodzi do linczów ?

  4. @pawel-I
    @ A skąd masz te dane o kradzieżach i napadach? Ja kiedyś szukałem i nie znalazłem żadnego, ani jednego źródła pozwalającego na tego typu porównania. To jest w ogóle dość trudne do zrobienia, bo trzeba porównywać kodeksy karne i praktykę różnych krajów. W żadnym ze znanych mi w miarę biegle 3 języków nie znalazłem takiego opracowania, które nie okazałoby się po 5 min zbiorem zmyśleń felietonistów i/lub podrzędnych polityków. Jeśli takie znalazłeś, będę wdzięczny za linka lub choćby tytuł.

  5. @pawel-l:

    Dlatego, ze nie znalazlam zadnych sensownych statystyk porownujacych liczbe kradziezy, napadow i linczów worldwide z podzialem na kraje i zachowaniem tej samej metodologii (nie wiem nawet w ogole czy to jest mozliwe – w roznych krajach sa rozne kwalifikacje tych samych czynow, policja rowniez w rozny sposob prowadzi statystyki albo nie prowadzi ich wcale).
    Jesli ty jestes w ich posiadaniu to ja bardzo poprosze o źródlo.

    BTW: odkad tu mieszkam czyli od 2012 roku zdarzylo sie ich bodajze dwa albo trzy – w ostatnich dniach. Zrobiono z tego ogromna kampanie medialna, a w zasadzie zrobil ja pan, ktory chce startowac na prezydenta pod haslem zmniejszania przestepczosci.

    Jesli slyszales o jakichs innych masowych linczach w Argentynie w ostatnich 2-3 latach (a nie kilku dniach) to bardzo prosze o zrodlo.

  6. @andsol:
    wierzę Ci :)

  7. Tak napisał Stasiński w GW więc to musi być prawda ;)

  8. Uwazam ze na wszelkie zjawiska warto spojrzec z wlasciwej perspektywy. Oczywiscie Argentyna jest od pewnego czasu przedmiotem wscieklego , zajadlego propagandowego ataku USA.
    Jednak nie mozna nie zauwazyc ze ze stagnujaca Argentyna jest cos nie tak od dluzszego czasu. Oto cytat ze strony 35, http://fortyy.w.interia.pl/Wzrost.pdf „Stagnacyjne Imperium Wielkiej Brytanii roztrwonilo swoje legendarne niegdyś bogactwo.Slabiutko rozwija sie niegdyś bogata Argentyna. Przegonila ja 3 krotnie niegdyś biedniejsza Brazylia. No ale Argentyna ma swoja wzorcowa elite kompradorska. ”
    Jest tam podane zrodlo ciekawych danych.

  9. @Jerzy:
    No tak, to sa dane z 1995 roku. Wtedy w Argentynie byly rządy neoliberalnego Menema, mocno wspierane i dyktowane przez Jeffreya Sachsa. Przedtem dyktatura wojskowa wspierana przez CIA, ktora jak tylko doszla do wladzy to zajela sie radosnie rozmontowywaniem jakiegokolwiek przemyslu i spowodowala eksodus naukowcow i elity, a tych co nie zdazyli zwiac, wymordowala….


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: