Napisane przez: futrzak | 5 kwietnia 2014

Rób to co kochasz…

.. a sukces sam przyjdzie, a z nim pieniądze…

Cóż za szkodliwy i niszczący mit. Że mit – widać jasno ze statystyk. Ileż to osób na przykład w tzw. szołbyznesie osiąga szczyty tj. sławę i pieniądze? Ledwo kilka procent…. a co z innymi pracami, sponsorowanymi marzeniami, twórczymi, dodającymi skrzydeł? Iluż to artystów muzyków, malarzy, pisarzy, ale też i chirurgów, prawników, naukowców i innych wzniosłych zawodów jest w stanie utrzymać społeczeństwo? Na ilu z nich jest zapotrzebowanie?
Niewielu.

Właśnie. Tu następuje zderzenie jednej teorii z drugą. Jedna teoria mowi, ze rozwoj, ze marzenia, ze praca nie jest pracą, jak ją kochasz. Sięgaj nieba – mówią – ono do ciebie przyjdzie.
Jasne. A druga teoria mówi, że na co nie ma „potrzeby rynku” powinno zginąć. I ginie, bo druga teoria zwycięża.
Po co więc judzić ludziom w głowach, mamić i p* głupoty? Przyczyna jest prosta. Czlowiekowi bez nadziei na poprawę w przyszłosci nie chce się pracować dziś, w robocie, ktorej nienawidzi, ale którą wykonywać musi, bo inaczej zdechłby z głodu.

Ale iluzja musi trwać, podobnie jak ten chocholi taniec, który nie pozwala pracownikowi fast fooda czy korporacyjnej mrówce przestać udawac.

it’s still taboo to admit that most jobs are unspeakably dull. On application forms, it’s anathema to write: „Reason for leaving last job: hated it”, and „Reason for applying for this post: I like money.

Ciągle panuje tabu, które nie pozwala przyznać, że większość zajęć zarobkowych jest nieopisanie nudna/monotonna. Na podaniach o pracę niedopuszczalne jest napisać „przyczyna zmiany pracy: nienawidziłem jej” oraz „dlaczego aplikuję na obecną pozycje: lubię pieniądze”.

Właśnie. To jest AZ TAK PROSTE. Ogromna większośc populacji, pewnie jakies dobrze ponad 90%, pracuje BO MUSI. Nie ma komfortu i fanaberii, ktoreby pozwalaly na „robienie tego co kocham”. Po prostu nie. Wykonuja prace, ktore są na rynku dostepne i za ktore ktos jest sklonny im zaplacic. Finito. To, co następuje później, jest niczym innym niż racjonalizacją, dzięki której życie codzienne nie zamienia się w smutna udręke; nawet zresztą i tu nie do konca tak to dobrze dziala – skąd bowiem bralyby sie te tlumy ludzi w pubach w weekend chlające aż do padu, aby zapomnieć?
Ok, moze nie chlają na prowincji w Polsce czy Indiach, rzadko kogo stać. Ale juz w Dolinie Krzemowej czy londynskim City – tak. Chlać, żeby zapomnieć, żeby strząsnąć stres. Żeby w poniedziałek znowu mieć siłe pojść rano do pracy i udawać entuzjazm, mieć gębę pełną frazesów i tkać codzienną iluzję znów, od nowa, i napowrót…

I jeszcze gdzieś w tej narracji, po drodze, przewijają się inne skrawki, równie absurdalne, jak te powyższe. Że przecież nikt ci nie każe pracować u kogoś. Załóz własny biznes. Weź swoje przeznaczenie we własne ręce. Zapracuj. Biznesmeni są tacy zapracowani. Harują dzień i noc. Nie mają urlopów, pierś własną nastawiają do obrony firmy…ryzykują życiem…i dlatego ich interes jest najważniejszy, to pod nich powinno być ustalane prawo.. to oni są solą tej ziemi….

Zabawne, ale takim się staje dopiero, jak się człowiek zacznie zastanawiać nad sensem tych teorii-haseł. Wiekszośc ludzików jednak nie zastanawia się, bo w przerwie między jedna pracą a drugą chcą się wyspać, na myślenie czasu nie starcza.
I tak toczy się światek – z dnia na dzień……

PS:
cycat stąd. Podziałal, jak zwykle, inspirująco…

Reklamy

Responses

  1. Większość z tych prac które kojarzą się z satysfakcją, jak wspomniałaś np. naukowca, to również w ogromnej mierze ciężka i monotonna harówka.

  2. Do tego dochodzą jeszcze o dupę rozbić porady i statystyki kierujące uczniów na dane studia, bo akurat na taki rodzaj pracy jest popyt.G..o prawda- popyt jest w chwili obecnej może, a trzeba się liczyć ,że studia które trwają najczęściej ok.5 lat i co potem?Ręka w nocniku. Ja pamiętam jak było z moim wymarzonym zawodem.Zanim studia stały się modne – sporo osób już pracowała w tych zawodach (bibliotekarz , dziennikarz) i co? Oczywiście do pracy chcą kogoś z doświadczeniem najpierw , papier można dorobić przecież. Marzenia można sobie w kieszeń wsadzić.Owszem są tacy ,którym się udaje.Ale prawda jest taka,że trzeba mieć ogromnego farta , znaleźć się w odpowiednim miejscu i czasie i umieć z okazji skorzystać, a nie każdemu się to niestety trafia:(

  3. Akurat parę godzin temu wstawiłem na G+ komentarz w sprawie motywacyjnej pogawędki Jacka Walkiewicza. Żeby nie dawać linek do niewidocznych studni, pozwól, że siebie tu zacytuję, bo to nieco związane z Twoim wpisem:

    Motywacyjne pokazy tego typy są nierzetelne nie w tym, co mówią, ale w tym, co pomijają. Są kierowane do jednostek, a jesteśmy zbiorowiskiem, tłumem. Oczywiście nasze gry nie muszą być o sumie zerowej, ktoś musi przegrać, by ktoś wygrał, ale w większości przypadków, gdy chodzi o życie materialne i zawodowe, są. Pierwszy i drugi, którzy założą restauracje w miasteczku, mogą wygrać. Trzydziesty nie może, chyba, że poprzednich usunie jakoś. Jeśli na pożądanym kierunku studiów 60 może się dostać, to z 300 kandydatów 240 nie może i największy nawet społeczny wkład energii, czasu i pieniędzy sprawi, że poziom bardzo się podwyższy, ale i tak 240 odpadnie.

    Ale o tym to już nie psychologia, a socjologia i ekonomia mówi, prawda?

  4. @andsol:
    sluszna uwaga.
    W gruncie rzeczy filozofia zachodu i ufundowane w niej doktryny socjoekonomiczne jako kamien węgielny maja indywidualizm. To jest dobre do robienia wynalazkow, rzeczy przelomowych, do systemu wladzy typu monarchia absolutna/oswiecona etc. – ale czy aby do sensownego rozwoju cywilizacji – nie jestem pewna.
    Wezmy takich australijskich aborygenow na przyklad. Mozna uznac, ze prymitywne glupki, ale te „glupki” przetrwaly 40 tysiecy lat w skrajnie niesprzyjajacym srodowisku, uzytkujac go w ten sposob, zeby zapewnic przetrwanie i sobie, i habitatowi w niezniszczonej formie.
    Kudy nam do nich? Albo indianie amerykanscy (z obu Ameryk). Oni wszyscy osiagneli poziom zycia w doskonalym equilibrium. Byli nastawieni na TRWANIE.
    Oczywiscie, ze nie wynalezli szczepionek, antybiotykow, plastikow, samochodow i komputerow – ale co nam z kolei po tym bedzie, jesli nasza cywilizacja znowu zrobi ogromne BUM i cofnie sie znow do poziomu przedprzemyslowego, pociagajac za soba eksterminacje 90% istniejacej populacji….

  5. Niby to wszystko wiemy, że trzeba zgodnie z otoczeniem… Kiedyś Marvin Harris wyśmiewał mit niepracowitości Buszmenów: gdyby nie pracowali co trzeci (bodaj) dzień), to po paru latach wyeksploatowaliby na śmierć zasiedlane przez nich tereny i masowo umieraliby z głodu.

    No ale kto chce słuchać antropologów, którzy nie obiecują indywidualnego sukcesu, większego domku z bardziej zielonym ogródkiem i większym krążkiem cytryny na koktajlowym kielichu.

  6. @andsolbr:

    nie no ludzie sluchaja, ale do nich nie trafia. Bo jak ma trafiac, jak przez caly czas, codziennie, odkad sie urodzili, są bombardowani PRZYKLADAMI na cos zupelnie przeciwnego. Tak jak z dzieckiem – mozna mu powtarzac tysiac razy, zeby czegos nie robilo, bo to zle – ale jesli widzi dookola siebie ze inni robia i nic im sie nie dzieje…

  7. Jak już dyskusja trochę zbacza z tematu, to jej pomogę ;)
    To jest bardzo ważna kwestia szacunku do zasobów. W europejskiej, a zwłaszcza amerykańskiej kulturze panuje w końcu prawie kult marnotrawstwa i niszczenia. Aborygeni australijscy, czy Japonia Edo, to odwrotne- kult szacunku dla natury i efektywnego wykorzystania. Druga może trwać, ale w pierwszej jednym ze sposobów marnotrawstwa jest działalność wynalazcza, czy naukowa. Co prawda najczęściej w postaci kopiowania nowych pomysłów na niszczenie zasobów. .

  8. @gszczepa:
    ok, praca w labie moze byc monotonna, ale jednak wystepuje tutaj element nadziei na sukces, ktory zreszta jest znacznie bardziej prawdopodobny, niz w innych branzach. Ta praca ma SENS. Czego nie da sie powiedziec o hm..pracy na zmywaku czy chociazby przerzucaniu papierow w biurze..

  9. Właśnie dlatego lubię czytać tego bloga. Pięknie napisane, nic dodać, nic ująć.

    No dobra, skoro pojawiły się już lekkie zboczenia z tematu, to dodam od siebie podobny absurd i mit współczesnego świata: pewność siebie.
    Każdy dzisiaj musi być pewny siebie, to nam wmawiają zawodowi macherzy od motywacji i inni „psycholodzy”. Nieważne, czy w ogóle ktoś ma chociaż odrobinę pojęcia co robi i przez to jakieś podstawy do tej pewności siebie.

    A takiej prostej prawdy nikt nie mówi: bądź pewny siebie, jeśli naprawdę naprawdę masz do tego powód, a bądź pełen pokory, jeśli są jednak jakieś wątpliwości co do boskiego statusu twoich kwalifikacji. To już jednak nie pasuje do tego pięknego mitu o podążaniu za marzeniami i jakże niezbędnej do ich osiągnięcia pewności siebie.

  10. A ja jakos nie znam nikogo, kto kocha cos robic, poswieca temu czas i mimo staran biedny i stlamszony przez szara rzeczywistosc stoi na zmywaku. Ci co stoja na zmywaku to na ogol realizuja sie w chlaniu/dupczeniu itp. rozrywkach. W sumie to moze nawet i nie dziwne, ze nikt im zato nie chce placic? Zna ktos z Was jakiegos np. programiste, albo tokarza, ktory uwielbia swoj zawod i jest w nim dobry, ale musi stac na zmywaku, bo nikt go nie chce przyjac do pracy w tej dzialce, ktora lubi i potrafi uprawiac?

  11. @Darek Pryczek:
    hm… to zalezy jak ta pewnosc siebie rozumiec. Czym innym jest poczucie wartosci wlasnej, szacunku do samego siebie i wiedza o tym, co sie w zyciu chce – a czym innym durny malpi entuzjazm wymagany przez corpo-rekruterow. Ci ostatni specjalizuja sie w zadawaniu debilnych pytan na interview i oczekuja potem zachwytu na poziomie szczeniaka, ktoremu ktos rzuci kość do zabawy…
    Normalny czlowiek, ktory jest profesjonalista w swojej dzialce wie, co wie, oraz wie, czego nie wie, i nie ma problemu z przyznaniem sie do swojej niewiedzy. Niestety to jest wlasnie niemile widziane :-/

    TJL:
    a ja znam sporo takich ludzi. Np. moi koledzy i kolezanki z czasow studenckich, ktorzy zdecydowali sie zostac na uczelni, bo kochali swoja dzialke. Niestety, z pensji asystenckiej, a potem stypendium doktorskiego nie da sie wyzyc. Jedni nadal mieszkali z rodzicami, inni w hotelu asystenta (jeden malenki pokoik, lazienka i kuchnia na pietro na kilkadziesiat osob, a i tak kolejka do zapisow byla na 3 lata…), jeszcze inni wynajmowali wspolnie chalupe i zasuwali na drugi etat jako taksowkarze, barmani, nianki do dzieci, sprzataczki. Napewno bardzo by sie ucieszyli na twoja sugestie, ze skoro stoja za barem albo sprzataja, to realizuja sie tylko w chlaniu i dupczeniu :)

    Mam tez znajoma, ktorej powolaniem i miloscia zycia jest zawód pielegniarki. Przez lata klepala slodka biede (mimo skonczonych wyzszych studiow i bardzo dobrych kwalifikacji) – coz, to nie jest zawod swietnie oplacany, a nie kazdy chce/moze pracowac w prywatnej klinice jako instrumentariuszka…
    Znam tez paru pisarzy – tych z waznymi nazwiskami. Nie wiem czy wiesz, ale w Polsce tych, ktorzy z pisania utrzymac sie moga, jest baaaardzo niewielu. Bo malo ludzi kupuje ksiazki, ktore sa bardzo drogie.
    Wiesz, ze np. tacy pisarze jak Ziemkiewicz, Kress, Grzędowicz – gdyby nie etaty gdzies indziej, to nie mieliby co do michy wlozyc?
    Albo moj brat. Co z tego, ze ma uprawnienia i miedzynarodowe papiery elektryka ( i nie tylko?) i lubi robote? Moze sobie lubic do usranej smierci – w Polsce mimo bardzo dobrych kwalifikacji nie znalazl pracy przez prawie rok. No ale w Polsce sie nie buduje nowych suwnic (robil to w Rotterdamie – elektryke do dzwigow portowych), nie ma fabryk BMW (w tej chwili robi w Austrii elektryke do linii produkcyjnej).

    Tak sie sklada, ze zawody wykonywane nie koncza sie na programiscie, sysadminie i tokarzach albo mechanikach. Nie mowiac juz o tym, ze nie kazdy sie do tego nadaje i kocha to robic. I dokladnie o tym byl ten wpis.

  12. Nie zgodzę się z uwagą że „iluzja musi trwać”.

    Sens pracy może być „dla przyjemności” jak ktoś robi to co lubi. Głównym motywatorem są jednak pieniądze i to co reprezentują – środki do życia, nadwyżkę, którą można wydać na co się chce, nadzieję na lepsze życie w przyszłości.
    Są motywacje marksistowskie – praca definiująca, ile człowiek znaczy.
    Jest jeszcze bardzo ważna motywacja, w dzisiejszych czasach coraz bardziej spychana na bok – religijna. Człowiek Zachodu pracuje, bo musi. To jest kara dla Adama i jego potomków.

    Przez wiele stuleci każdy pracownik wiedział że pracować musi. Bez iluzji że kiedyś będzie milionerem. Bez wmawiania mu, że jeszcze tylko pięć lat i uzbiera na studia a wtedy zostanie wielkim KIMŚ. Nikt nie kazał nikomu lubić swojej pracy.

    Iluzje były niepotrzebne a społeczeństwo funkcjonowało (lepiej lub gorzej). I taki np. kelner był szczęśliwszy niż dzisiejszy kelner, który „pracuje poniżej kwalifikacji” ale „już niedługo znajdzie lepszą pracę”. A bezrobotny robotnik niewykwalifikowany szukał pracy takiej, jaką mógł dostać, a nie „godnej”.

  13. @MK:
    „Są motywacje marksistowskie – praca definiująca, ile człowiek znaczy”

    heh, zabawne jest to, ze najbardziej jestes okreslany przez pryzmat pracy w USA…

    Bez iluzji toto funkcjonowalo owszem, przez tysiaclecia, ale tez zauwaz, ze wtedy nie bylo ekonomii opartej o konsumpcje.

  14. @futrzak, Darek Pryczek
    Jest takie stare chińskie przysłowie:
    Chcesz być szczęśliwy jeden dzień – upij się.
    Chcesz być szczęśliwy przez tydzień – ożeń się.
    Chcesz być szczęśliwy całe życie – zostań ogrodnikiem.
    I zostałem ogrodnikiem. Nie z powodu chińskiego przysłowia. Umiałem i umiem robić parę innych rzeczy, ale nie starczyło mi pieniędzy i odwagi, żeby rozpocząć działalność w innej branży. Wtedy (koniec komuny) pomysł wydawał się dobry, tym bardziej, że zawsze lubiłem się tym zajmować. Szefem byłem sam dla siebie, a ja nie lubię mieć szefa. Ale świat szedł naprzód, miałem coraz mniej kolegów w branży (albo przechodzili do innej działalności, albo bardziej, lub mniej spektakularnie bankrutowali. Coraz częściej słychać było pogardliwe: „A ty ciągle w ziemi grzebiesz, te swoje tam…?” Dawniej miałem argumenty, bo nieraz w jeden dzień zarabiałem więcej, niż inni w tydzień, a czasem nawet w miesiąc. Teraz – „mieli się te pieniądze”, wydaje się, że duże sumy, ale „zysku tyle co w pysku”. Żyjemy godziwe, ale tylko dlatego, że mamy także inne źródła dochodów.
    Rób to, co kochasz, ale patrz, czy to, co robisz może przynieść ci wystarczająco dużo pieniędzy, by godnie żyć. Jeżeli nie – miej odwagę zająć się czym innym, co przynosi mniej (lub wcale) satysfakcji, ale daje materialny spokój. Ja już tej odwagi nie mam.

  15. hm… a co tu ma odwaga do rzeczy? Tj. czego sie tu bac? Pracy? Zmiany? Czy tego, ze nie wszystko od razu sie uda idealnie, bo przeciez bedziemy sie uczyc nowej dzialki?

  16. @Futrzak

    Np. moi koledzy i kolezanki z czasow studenckich, ktorzy zdecydowali sie zostac na uczelni, bo kochali swoja dzialke. Niestety, z pensji asystenckiej, a potem stypendium doktorskiego nie da sie wyzyc.

    Akurat w nauce to ja siedze od ponad 20tu lat i jakos ciezko mi w to uwierzyc, ze w PL naukowcy glodem przymieraja. Chyba, ze tacy, ktorym sie nie chce. Mozliwosci pozyskiwania kasy w nauce sa w tej chwili (od dobrych kilku lat) olbrzymie i dotyczy to rowniez osob dopiero robiacych doktorat. No chyba, ze ktos kocha zajmowac sie mniemanologia niestosowana, to wtedy rzeczywiscie ma problem.

  17. nie wiem czemu uwaasz ze jesli Twoi znajomi czy Ty nie lubili swojej pracy to jest to niemozliwe . Ja osobiscie mialem kilka „karier” znallazlem cos co wzglednie lubie i zaczalem to robic na swoim – i jestem wzglednie zadowolony pomimo rzeczywiscie sporych godzin ktore poczatkowo trzeba bylo wlozyc. Ale jak sie to lubi – to nawet latwij to zniesc.
    Zawsze mowilem ze lepiej pracowac 12h w pracy ktora sie lubi niz 8h w tej co sie nie lubi.
    Nie wiem natomiast czy z tej oczywistosci mozna zrobic teorie, seminaria czy tematy graduation keynote address

  18. @Futrzak

    Wiesz, ze np. tacy pisarze jak Ziemkiewicz, Kress, Grzędowicz – gdyby nie etaty gdzies indziej, to nie mieliby co do michy wlozyc?

    Wlasnie przed chwila zajrzalem na strone michalkiewicz.pl i przyszedl mi do glowy argument, bo spojrzalem na liste dobrowolnych wplat dla autora za ostatnie 2 tygodnie marca. Policzylem z grubsza i wyszlo mi cos kolo 2500 PLN, czylimieciecznie ca. 5000. Czyli jak sie umie pisac i ma sie cos do powiedzenia to – jak widac – ma sie i co do garnka wlozyc.

  19. Pełna zgoda, że pan Michalkiewicz pisze, ale co? On pisze sensownie?? A to co za przewrotny żart?

  20. @TJL:
    przypominam, ze lejtmotiv wpisu byl „rob to, co kochasz, a pieniadze same przyjda” a nie „rob to, na co jest popyt, to beda ci placic”.

    @w:
    ale czy ja napisalam gdzies, ze to jest NIEMOZLIWE? Przeciez nie. Tyle, ze koincydencja, ze robisz to, co kochasz i jest to zarazem cos, za co inni sa sklonni placic normalne pieniadze, jest nadzwyczaj rzadka koincydencja. Wiekszosc ludzi pracuje, bo musi i tyle.

  21. po czesci sie zgodze ale jak lubisz co robisz to chetniej spedzisz dluzsze godziny w tym – no i sukcess moze przyjsc jako rezultat ciezszej pracy.

    moze – choc nie musi i tu jest chyba ten przypadek

  22. @Futrzak

    przypominam, ze lejtmotiv wpisu byl “rob to, co kochasz, a pieniadze same przyjda”

    Ale jest samo przez sie zrozumiale, ze to zdanie jest osadzone w jakims kontekscie. Bo skoro pieniadz to srodek wymiany, to wiadomo, ze zeby go zyskac trzeba miec lub wytworzyc cos, na co ktos inny bedzie chcial sie wymienic. Inaczej moja 5cio letnia corka tez by mogla oczekiwac kasy za to, ze sobie siedzi przy stoliku i pisze literki. Bo zapewniam Cie, ze kocha to robic.

    @andsolbr

    Michalkiewicz pisze cos, co czyta ponad kilka tysiecy osob miesiecznie. ja osobiscie uwazam,ze ma sporo racji w tym co pisze, choc nie zawsze sie z nim zgadzam. Z pewnoscia jednak ma codo garnka wlozyc za to swoje hobby.

  23. Takie Jeden Łoś: w istocie, moja uwaga nie ma sensu; ocenianie piszącego wedle pojęć ideologicznych jest bardzo bliskie czepiania się Szymborskiej, że coś rymowała na cześć Stalina.

    Owszem, ten pan, jak i paru innych o dość podobnym przesłaniu ideologicznym, włada dobrze (a może i świetnie) językiem i trafia w pewne zapotrzebowanie społeczne. Nie ma co obrażać się na pisarza za właściwości jego poglądów, to będzie rozstrzygane w zupełnie innej skali.

  24. @TJL:
    no i wlasnie potwierdziles, ze „rob to co kochasz, a pieniadze same przyjda” jest mitem :)

  25. zreszta, to o czym mowie najlepiej chyba ilustruje eksperyment myslowy.
    Wyobrazmy sobie, ze wygrywamy kilka milionow na loterii. Czy jutro wstajecie i idziecie do pracy i robicie dokladnie to samo, co wczoraj?

    Ja osobiscie porzucilabym obecna prace bez zastanawiania sie :)

    Wsrod znajomych, co przeprowadzili ten eksperyment, a twierdzili, ze robia to, co kochaja – tez okazalo sie ze…. robiliby to dalej, ale nie do konca tak samo.
    Grafik: ojej, wreszczie bym mogl zacząc tworzyc to, co mi w duszy gra, a nie kretynskie zamowienia klientow, ktorzy nie wiedza czego chca;
    Programista: oooo wreszcie moge sie zajac zrobieniem aplikacji, o ktorej myslalem od dawna i nie przejmowac sie szefem, deadline i kretynami z marketingu;
    Naukowiec: ooooo zaloze swoj wlasny lab i bede kontynuowal prace nad moim projektem, wreszcie nie bede sie musial uzerac ze studentami, szarpac o kazdy grant i plodzic z automatu x artykulow rocznie.

    I tak to wlasnie wyglada. Chyba latwiej znalezc ludzi, ktorzy FAKTYCZNIE robia to, co kochaja, wsrod jednego procenta, co ma pasywny dochod zapewniony i moze oddac sie swoim hobby bez zadnych ograniczen..

  26. @Futrzak

    Nie zawsze jest mitem. W moim przypadku np. sie sprawdzilo. Cale zycie robie to co kocham i kokosow moze nie mam, ale glodem tez nie przymieram. I jakbym wygral milion dolarow to bym dalej robil to co chce, czyli to co robie w tej chwili. Z tym wyjatkiem, ze zamiast trojki dzieci mialbym siodemke ;-) A uzeranie sie ze studentami i grantami to moze nie jest przyjemne, ale na dluzsza mete zdrowe. Pozwala za zycia nie odplynac w zaswiaty.

    @Andsolbr

    Wisi o rymowanki na czesc Stalina to sie czepiaja tylko ci, ktorzy nie wiedza, ze podpisala sie pod Rezolucja Zwiazku Literatow Polskich w Krakowie w sprawie procesu krakowskiego. Czyzby Michalkiewicz mial grzechy o pdoobvnym ciezarze gatunkowym na sumieniu?

  27. Takie Jeden Łoś — inne czasy, inne miary i wagi. Przykładać ich do rzeczonego pana nie zamierzam, bo jego temat wolę mieć z daleka. Ale jeśli moją uwagę chcesz użyć jako odskocznię, żeby wskakiwać na mądrych ludzi, którzy kiedyś mieli poślizgi, to skacz sobie sam, ja nie będę podziwiał Cię z widowni. Wpisałem się tylko dla odstukania tego, co niemądrze zastukałem, kropka.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: