Napisane przez: futrzak | 26 lutego 2014

Ubóstwo a kapitalizm

Ciekawy cytat, jak zwykle u exignoranta.

Zagorzali obrońcy kapitalizmu wynajdą najdrobniejsze szczegóły decyzji i nawyków każdej ubogiej osoby, która kiedykolwiek ośmieli się skojarzyć swój stan z ogólną społeczną i kulturową architekturą. Wierutnym kłamstwem jest to, że każdy może wspiąć się po gospodarczej drabinie, wystarczy tylko na to zapracować. Kłamstwo to jest skuteczne, ponieważ nosi pozory prawdy. Każdy może stać się bogatym. Ale nie każdy może stać się bogatym. Nie każdy może uzyskać status klasy średniej. Kapitalizm wymaga, aby istniała szamocząca się podklasa, którą poprzez warunki społeczne i stosowną legislację można zmusić do podjęcia nisko płatnej pracy. Zatrudnienie o niskim uposażeniu stanowi większość zajęć zarobkowych dostępnych w paradygmacie kapitalistycznym, a zatem większość ludzi musi być uwięziona w społecznej sytuacji, która nie pozostawi im innej opcji oprócz podjęcia tejże pracy.

Arthur Young, angielski pisarz i pamflecista drugiej połowy XVIII wieku, napisał: Każdy za wyjątkiem idioty wie, że klasy niższe muszą pozostać biednymi, w przeciwnym razie nigdy nie będą harować.

Ubóstwo jest niezbędnym warunkiem kapitalizmu. W jaki sposób jednostka odnajduje się w tym ubóstwie częściowo zależy od niej, ale to nie ona tworzy ten stan, to nie ona tworzy inne parametry społeczne, które z niego wynikają.

Ewentualnych komentujących proszę o niekomentowanie na zasadzie „a u was to murzynów biją” czyli „nie podoba się kapitalizm, to idź życ w Korei Północnej czy na Kubie”. Świat jest bardziej skomplikowany niż czarno-biała wizja walczącego mitycznego dobra i zła. Większość ludzi tego globu żyje gdzieś pomiędzy jednym i drugim ekstremum z końca kija i radzenie im, aby przenieśli sie na to najgorsze ekstremum w celu docenienia tego, co maja, jest dokładną ilustracją powyższego cytatu…

Advertisements

Responses

  1. Moja żona miała okazję pracować w Indiach później w Chinach i znowu wrócić do Indii.
    I rozmawia z pewnym Hindusem:
    Zona : W chinach to mają i drogi lepsze i domu lepsze niż w Indiach.
    Hindus: Ale nie mają demokracji.
    :)

    Jestem ze wsi i wiem jedno.
    Trzeba zasiać na jesieni żeby w lato zebrać plony.
    I czy to będzie demokracja ludowa czy kapitalistyczna czy jakakolwiek inna nic tego nie zmieni.
    Czasami jak słucham ludzi to mam wrażenie że oni myślą że w supermarkecie „rośnie” jedzenie.

  2. @Bolko:
    nie jestem pewna co chciales przez to powiedziec tj. o co chodzi z tym supermarketem?

  3. Tu jest kilka kwestii pomieszanych – błędnie.

    1. „Ubodzy zawsze będą wśród was” jak mówi Pismo. I słusznie mówi. Mit jakoby KAŻDY mógł zostać Carringtonem jest oczywiście mitem i niczym więcej. I jest mitem MOCNO SZKODLIWYM, bo wyposażając ludzi w fałszywą świadomość, przymusza ich do realnej szamotaniny. Z czego bynajmniej nie wynika zresztą, że owo „ubóstwo” to zaraz głód, smród, itp. – miary bogactwa i biedy są zawsze względne i ten, kto jeździ zaledwie Saabem, czuje się biednym widząc, jak sąsiad wsiada do Ferrari.

    2. Nieprawdą jest jednak, jakoby z faktu, iż większość ludności zawsze będzie WZGLĘDNIE uboga (w stosunku do nielicznej elity) miał zaraz wynikać jakiś deterministyczny fatalizm względem losów konkretnych osób na zasadzie: „gdzieś się urodził, tam zdechniesz”. Owszem – odrobina fartu przy narodzinach zawsze pomaga, ale bywają przypadki awansu „od pocybuta do milionera”. Tudzież – łatwiejsze nawet do znalezienia – przypadki materialnej degradacji. Role społeczne są trwałe, ale ich obsada się zmienia!

    3. W zasadzie nic to nie ma wspólnego z kapitalizmem (poza tym, że ów mit „każdy będzie Carringtonem” niewątpliwie legitymizuje system społeczny oparty na wyścigu szczurów i rządy oparte na „tyranii PKB” – o czym u siebie kiedyś pisałem…), bo przecież czymże to się niby różni od sytuacji 1000 czy 3000 lat temu? Poza tym, że wówczas zapewne więcej biednych ludzi było zwyczajnie – zadowolonych ze swojego statusu i nie napinali się, żeby koniecznie „awansować”…

  4. @futrzak
    Zapytaj się „miejskie” dzieci skąd jest mąka, cukier, mięso.

    @ Boska Wola
    Generalnie co do mitu o Carigtonie to się zgadzam.
    Ale
    Moja siostra jest nauczycielką w wiejskiej szkole do której zjeżdżają dzieci z jeszcze mniejszych wiosek.
    Uczy informatyki.
    Chciałaby pokazać dzieciom inny świat znaczy się „internety” ale gdy dla dziesięciolatka najważniejsza jest jazda na traktorze i nowa kosiarka którą kupił tata. I „internety” w ogóle nie są w polu zainteresowania

    Ten mit powoduje że się staramy walczymy rozwijamy.

    Fiat 126p ma koła kierownice silnik hamulce i siedzenia
    VW Pasat 1,9 TDi też ma,
    a każdy jednak woli „niemca”

  5. Moi dziadkowie – obaj chłopi – czyli niska klasa społeczna- byli dzięki pracowitości zamożnymi ludźmi w kapitalizmie Polski przedwojennej. Do czasu aż w 1939 przyszedł socjalizm… I do końca życia w tym „sprawiedliwym dla ludu” ustroju nie doszli mimo ciężkiej pracy do stanu zamożności sprzed 1939 roku….

  6. @Bolko:
    ale nadal nie rozumiem jak to sie ma do cytatu z wpisu?

  7. @Boska Wola:
    oczywiscie ze miary bogactwa sa wzgledne. Ale chyba kazda rozsadna osoba zgodzi sie, ze niezaleznie od kraju bieda zaczyna sie tam, gdzie jest wykluczenie spoleczne.
    Tak na przyklad w USA BEZDOMNY (i sa takich dziesiatki tysiecy!!!) moze miec samochod. Co nie zmienia faktu, ze juz wylecial poza nawias spoleczenstwa, z pracy za minimalna czy nawet 8 USD/h nic nie wynajmie (zreszta musialby miec dobry credit score, zaswiadczenie o zarobkach stalych i wyzszych, referencje) – starcza mu jedynie na zarcie, nic nie jest w stanie oszczedzic. Jak ten samochod, w ktorym sypia i ktorym jezdzi do roboty mu sie zepsuje – nie bedzie mial juz i tego, bo nie bedzie go stac na naprawe. I straci prace – bo nie bedzie mial jak do niej dojechac (w USA poza kilkoma wielkimi miastami nie ma zadengo transportu publicznego miejskiego i podmiejskiego). Jesli zachoruje – najpewniej umrze na ulicy. W USA jest w tej chwili prawie 50 mln ludzi ktorzy korzystaja z programu dozywiania. Nie wszyscy z nich sa bezdomnymi oczywiscie – ale wlasnie taka jest realnosc – nie da sie normalnie przezyc z pensji minimalnej.

    No ale oczywiscie z punktu widzenia biedy w Afryce taki bezdomny to jest bogacz!!! Ma samochod!!!!
    Z kolei wiekszosc biedakow z afrykanskich wiosek ma cos, na co ogromnej czesci Amerykanow nie stac juz: ZIEMIE. Wlasna. Jedza to, co sami wychoduja, mieszkaja we wlasnorecznie zrobionej chacie i na nic wiecej ich nie stac. Przychodzi susza czy wojna – umieraja z glodu.

  8. @BM:
    a ile mieli ziemi, z ktorej sie utrzymywali? To dosc istotne – mozna byc pracowitym, ale jesli masz hektar i 7 gęb do wyżywienia, to chocbys pracowal non-stop 24h na dobe nic to nie da – ziemia ma okreslona wydajnosc…
    Moi dziadkowie tez byli ze wsi – niestety ziemi posiadali za malo. Mieszkali w siodemke (z piatka dzieci) w jednej izbie z klepiskiem, bez prądu, ze strzecha, bez wody bieżacej. Nie przymierali glodem, ale nic wiecej nie dalo sie zrobic. Pokolenie dopiero moich rodzicow awansowalo – jak przyszla „komuna” i zafundowala im mozliwosc pojscia do szkoly w miescie, wyksztalcenia sie i w ten sposob zdobycia lepszej pracy niz parobka na wsi….

  9. Wiele razy słyszałam tekst: „Jak ci źle to się przeprowadź” i to najdurniejsza rzecz na świecie jaką słyszałam, bo nie znając całej dokładnej historii danego człowieka, wszelkich „za” i „przeciw” głupio jest tak osądzać na postawie kilku faktów. A poza tym, to „przenieś się” w rzeczywistości wcale nie jest takie proste i może też okazać się krokiem wstecz,zamiast krokiem naprzód. Czasem sama już nie wiem od czego to zależy ,że jedni mają rawie wszystko, prawie wszystko wyrzucając do śmieci i nie mając do tego poszanowania zaś inni nie mają nic. Gdzie ten złoty środek i równowaga w naturze?

  10. @Basia:
    to prawda, ze najdurniejszy argument. Przeprowadzki kosztuja, a skad biedak ma wziac na to pieniadze, jak nie ma zadnych wolnych funduszy i nie jest w stanie nic zaoszczedzic? Nawet argumenty „podszkól się, podnieś swoje kwalifikacje” są idiotyczne – bo niby kiedy to robić, jak gonisz od jednej roboty do drugiej – wychodzisz z domu o 7 rano, wracasz o 22.00 i padasz na łóżko jak szmata?

  11. Generalnie ziemi dziadkowie mieli niewiele. Może 1 ha czarnoziemu ok. 1930 roku. Ale jak wynika z aktów notarialnych naszej rodziny co rok po trochę dokupowali. W 1939 mieli już po kilka ha. Dzieci: 4 i 5. A szkołę mieli na wsi dzięki działalności Kościoła. Już przed wojną. Dzięki temu wyszło z naszej rodziny lekarz, oficer… Domy na obecne standardy kiepskie – ale możliwe do zbudowania praktycznie od zaraz po ślubie – tanie, ciepłe, ekologiczne i na ówczesne czasy – wygodne. Budowane bez nadmiernych urzędniczych formalności (pozwolenie na budowę otrzymywało się w 1 dzień bez załatwiania i projektów – domy stoją do dziś!). Tragedia zaczęła się po 17.09.1939 jak weszli Rosjanie. Socjalizm pokazał się w całej krasie: koń musiał mieć paszport, wóz należało zarejestrować, zmuszono do założenia spółdzielni. Na tych co nie chcieli nałożono wysokie domiary. Nastała bieda. Potem przyszli kolejni socjaliści – niemieccy. Tyle, że byli zajęci mordowaniem Żydów i wojną na wschodzie. Bardziej obawiano się banderowców… W 1944 sowieci wrócili… i nasi zostali zmuszeni do wyjazdu na zachód. Tu dostali murowane domy i kiepskie piaski – za co jeszcze musieli zapłacić… Do tego nowe wysokie daniny… I nigdy nie doszli do stanu zamożności sprzed 1939 roku. System jest temu winien. Socjalizm który niszczy własnością prywatną i przedsiębiorczość. Taki jest wniosek płynący z dziejów mojej rodziny…

  12. No to trochę ponapadam!
    „Ciekawy cytat, jak zwykle u exignoranta”.
    Jak widać, od razu znamy opinię futrzaka o exignorancie. Oczywiście, że dokopywanie kapitalizmowi musi być ciekawe. Bo gdyby nasz exignorant tak socjalizmowi dokopywał, to nieciekawie by się zrobiło i futrzak już by takiego tekstu nie zamieścił? Przy okazji: czy nick exignorant nie jest nieco pretensjonalny? To w zasadzie znaczy „oświecony” (dobrze, że nie „jaśnie oświecony” ;). Czyli: byłem ciemniakiem, póki nie poznałem dobroci socjalizmu i wówczas doznałem iluminacji..?
    Exignorant tylko przytacza przetłumaczony tekst, więc od tej chwili będę odnosił się do Autora tekstu.
    A manipulant jest z Autora jak rzadko. Nazywa „kapitalizmem” obecną socjalistyczną rzeczywistość, panującą w przytłaczającej większości państw. Następnie oczernia ów „kapitalizm”, pomawiając go o wszelkie wady i przywary, które są z gruntu socjalistyczne! Czyli ustawia sobie chłopca do bicia. Oczywiście można sobie socjalizm lubić, spoko, to świadczy tylko o stanie umysłu, ale przynajmniej wiadomo, z kim mamy do czynienia. Czemu uważam, że Autor, (a wraz z nim nasz futrzak) lubi socjalizm? No bo atakuje kapitalizm, czyli naturalnego wroga własności kolektywnej. Atakuje w sposób bezsensowny, sadząc ot np. takie kwiatki:
    „Zatrudnienie o niskim uposażeniu stanowi większość zajęć zarobkowych dostępnych w paradygmacie kapitalistycznym, a zatem większość ludzi musi być uwięziona w społecznej sytuacji, która nie pozostawi im innej opcji oprócz podjęcia tejże pracy.”
    Horror. Ustrój zapewniający człowiekowi największą wolność jest oskarżany o uwięzienie większości ludzi w niskopłatnej robocie?! Co Autor pił? Winą za ubóstwo można obarczać człowieka jedynie w sytuacji, gdy ma możliwość swobodnego zarobkowania, a nie chce mu się ruszyć tyłka. A gdzie dzisiaj człowiek może swobodnie zarobkować? Swobodnie zawierać umowy? Prawie nigdzie, bo wszędzie mamy czerwone ścierwa u władzy. W jakimś stopniu bronią się naprawdę nieliczne państwa, jak Szwajcaria czy Singapur.
    „Zagorzali obrońcy kapitalizmu wynajdą najdrobniejsze szczegóły decyzji i nawyków każdej ubogiej osoby”
    Zagorzali obrońcy kapitalizmu mogliby uświadomić Autorowi tych bredni, że nie interesuje ich prywatne życie ludzi, a tym bardziej rozpatrywanie „najdrobniejszych szczegółów” ichniej sytuacji, ponieważ wyznają zasadę, że każdy jest kowalem własnego losu. Ale przecież oni tego nie wyjaśnią, bo ich nie interesuje itd, to istny paragraf 22, no więc ja muszę wyjaśnić! 
    „Kapitalizm wymaga, aby istniała szamocząca się podklasa”
    Kapitalizm jest ustrojem wolnego rynku, żadnych klas nie wymaga. Szamocących się „podklas” tym bardziej (nawiasem: czy „podklasę” tworzą „podludzie”? No pięknie, panie Autor, pięknie). Na wolnym rynku istnieje ex definitione równowaga między pracodawcami a pracobiorcami. I to jest sprawiedliwe. Dopiero, gdy państwo wkracza pomiędzy nich powstają patologie, z osławionym „wyścigiem szczurów” na czele.
    „Ubóstwo jest niezbędnym warunkiem kapitalizmu.”
    Przeczytałem raz i drugi… „so fuc..ng what?!”, jak śpiewała Metallica? Jakie znowu „ubóstwo”?! Prawodawstwo!!! Prawodawstwo jest niezbędnym warunkiem! Czyli bardzo dokładnie sprecyzowane prawa i obowiązki obywatela, zawarte w konstytucji.
    Jak widać, Autorowi pomylił się kapitalizm z socjalizmem, bo ten drugi rzeczywiście szczodrze obdziela ubóstwem swych obywateli, i to w miarę „po równo” ;) Patrz: zwierzęta równe i równiejsze.
    Do artykułu dra Aleksandra szerzej się nie odniosę, bo bełkotu nie mam zamiaru tłumaczyć na język ludzki. Oto próbka bełkotu:
    „Dyslokacja jest niezbędnym prekursorem uzależnienia. Wolne rynki nieuchronnie wywołują powszechną dyslokację wśród biednych i bogatych.”
    „W gospodarkach wolnorynkowych oczekuje się, że ludzie przeniosą się tam, gdzie można znaleźć pracę oraz dostosują swoje życie zawodowe i kulturowe gusta do potrzeb rynku globalnego.”
    Jakże trudno pojąć doktoru Aleksandru, że w owych gospodarkach wolnorynkowych wcale nie oczekuje się jakichś specjalnych zachowań jednostek! Z prostego powodu: jednostki na wolnym rynku są… wolne! A to znaczy, że robią to, co same chcą, szukają własnej drogi do szczęścia. Własnej, czyli… Bez udziału urzędnika! I mają w głębokim poważaniu „kulturowe gusta” i inne gusła („plemiona tubylcze” Ameryki Północnej w kontekście wad kapitalizmu litościwie pominę).
    „Ilekroć obywatel USA wybucha, by w amoku siać zniszczenie bronią palną”
    Toć to czysta komuna… zakaz posiadania broni jest najbliższy sercu naszego Autora?
    Podsumowując: Autor używa języka nad wyraz wysublimowanego, ale socjalistyczne gów.o owinięte nawet w najpiękniejszy papierek pozostanie tylko gów..m. A ten, kto uwierzy, że to cukierek, przekona się o pomyłce po odwinięciu papierka… a jeśli jest bystry, to już w trakcie odwijania! ;)

  13. „Chiny zmniejszyły ilość biedaków z 835 milionów (1980 r) do 156 mln (2010 r). Ubyło 680 milionów ludzi żyjących poniżej 1,25 $/dzień. Jak widać, najważniejszy cel gospodarki chińskiej jest osiągany z niezwykłą skutecznością. Wyprowadza ona z nędzy setki milionów ludzi.
    http://szczesniak.pl/2575

  14. @BM
    Przy jednym hektarze- aby coś takiego było w jakimkolwiek stopniu realne to na tym hektarze był zapewne młyn i staw rybny….Przy dobrej ziemi i w miere łagodnym klimacie hektar to może wystarczy na balansowaniu na granicy głodu, ale nic więcej, a na pewno w żaden sposób na nadwyżki wystarczające na dokupienie większych ilości, chyba, że z innych dochodów. To po prostu niemożliwe.

  15. @pawel-l:
    inny przyklad, ktory startowal z poziomu znaaaaaacznie nizszego niz Polska w 1989r to Korea. Tez bardzo konsekwentnie i z konkretnym wsparciem wlasnego rządu dążyły do celu.
    Z kolei Indie: demokracja, kapitalizm pelna geba i…..miliony nędzarzy na ulicach, miliony wykluczone z normalnego zycia. A przeciez PKB im rosnie w tempie o jakim wiekszosc krajow zachodnich pomarzyc moze..

  16. Czy z hektara dało się wygodnie żyć – to nie kwestia wiary, ale sposobu gospodarowania. Teraz, gdy odeszliśmy od natury, nie znamy nawet 10% sposobów na wykorzystywanie przyrody. Wówczas nie były potrzebne pieniądze – dużo dawał las (kilka arów), i przede wszystkim podolska ziemia orna – tam czarnoziem ma od 2 do 7 metrów! grubości. Od 1900 do 1939 roku chutor moich przodków przeistoczył się w bogatą wioskę, gdzie większość domów była kryta blachą… I to wszystko dzięki ciężkiej pracy i swobodzie gospodarowania w tym niby wilczym i żarłocznym kapitalizmie. Gdy przyszedł w 1939 socjalizm czas się tam zatrzymał. Gdy po raz pierwszy byliśmy tam w 2009 roku – było gorzej niż nam opowiadali rodzice. Socjalizm zniszczył całkowicie przedsiębiorczość i na tych pięknych czarnoziemach panuje teraz bieda… Zaś ludzie pamiętający jak POLJAKI gospodarowali wspominają tamte czasy z nostalgią…

  17. @BM
    Jakie były sposoby gospodarowania to dokładnie wiadomo. Ilości słońca i wody i wydajności fotosyntezy nie przeskoczysz. A sto lat temu w Polsce blokującym czynnikiem był brak azotu w glebie. Nawozy sztoczne faktycznie można było kupic po otwarciu fabryki w Mościcach- 37 rok, bodajrze, a i to nie dla każdego dostepne. Sorry, może znasz to jako opowieśc rodzinną, ale ta historyjka w wersji z 1 hektarem gołej ziemii nie trzyma się kupy. .

  18. @BM:
    Teraz, gdy odeszliśmy od natury, nie znamy nawet 10% sposobów na wykorzystywanie przyrody

    ???? O czym Ty mowisz? Bardzo dobrze wiadomo, w jaki sposob sto lat temu wygladala gospodarka na ziemiach polskich, jest mnostwo zachowanych dokumentow i opracowan – to nie sa czasy sprzed 3000 lat!!

  19. Owszem, dzisiaj da rade sie z hektara utrzymac – w czasach, gdy nie ma problemow z nawozami, gdy PRZEDE WSZYSTKIM transport nie jest problemem – ale wtedy??? Na kresach?? Kogo bylo stac na ciezarowke, ile bylo bitych drog, ile linii kolejowych? Wyhodowanie czegos to jedno – ale to jeszcze trzeba sprzedac!

  20. Zaczynali od 1 ha. Pierwsze dziecko 1928, kolejne 1930 itp. I w podobnym tempie dokupowali ziemię. A nawozy to oni stosowali jedynie ze stajni – inne nie były potrzebne bo ziemia wyjątkowo urodzajna. A 30-40 metrowe drzewa czereśniowe można tam zobaczyć do dziś… Praktycznie nie musieli wydawać pieniędzy – byli samowystarczalni. Kredytów nie brali, nie latali na skredytowane wakacje do Egiptu, ubrania były tkane przez sąsiadów lub rodzinę (jeden z dziadków: Tkaczyk – nazwisko od zawodu – tkacza), kolejni w rodzinie byli szewcami itp. Naczynia były robione w sąsiedniej wsi – słynne w okolicy z czarnej gliny. Za media nie płacili bo ich nie było. Prąd założyli w 1937 roku. Pradziadek jeździł sprzedawać na targ w Tarnopolu… Wtedy jak miał pieniądze to coś kupował… Najpierw zarobił – dopiero wtedy wydawał… To był świat innej konsumpcji niż dziś… gdy najpierw się wydaje, a potem haruje aby spłacić dług….

  21. Owszem – wiadomo jak 100 lat temu wygladało gospodarowanie. Tyle, że współczesny człowiek pozbawiony prądu i wywieziony do lasu nie przeżyje tam 3 dni. Nie zna jadalnych roślin, nasion, owoców lesnych czy łąkowych. Nie upoluje zwierzaka. Ba… gatunków drzew nie zna. A w lesie bez prądu nie poszuka w wikipedii :) A nasi na Podolu radzili sobie tam wówczas znakomicie… Dlatego hektar dobrej ziemi, kawałek lasu i dobre zdrowie wystarczały na początek. Dodam, że z kolei mój pradziadek Antoni miał 14 dzieci – 2 zmarło w młodości, 1 zabili banderowcy – a pozostała 11 założyła rodziny i dostając kawałek ziemi wybudowała sobie gospodarstwa i dała początek kolejnym rodom i znakomitym postaciom. Czy dziś w polskim socjalizmie byłoby to możliwe? Podejrzewam, że pradziadkowi by zabrali dzieci do sierocińca… i by było po rodzinie…

  22. @BM:
    Dodam, że z kolei mój pradziadek Antoni miał 14 dzieci – 2 zmarło w młodości, 1 zabili banderowcy – a pozostała 11 założyła rodziny i dostając kawałek ziemi wybudowała sobie gospodarstwa i dała początek kolejnym rodom i znakomitym postaciom

    To nieco zmienia postac rzeczy. Pochodzili z wzglednie bogatej rodziny, z co najmniej kilkudziesiecioma hektarami ziemi (skoro jedenastka dostala wiecej niz hektar – wtedy zreszta zdaje sie nawet w hektarach nie liczono) a to juz bylo niezle gospodarstwo….to nie zadne zaczynanie od zera….sorry….
    Moj pradziadek od strony ojca tez mial 13 dzieci, wiekszosc z nich zdazyla sie wyksztalcic ale znow – to nie bylo zadne zaczynanie od zera. Mieli ziemie orna, mieli las, mlyn….

    No i sorry, ale to oczywiste, ze jesli mieszkali w okolicach TARNOPOLA to po II w sw. stali sie częścią ZSRR i to Ukrainy. A tam – na sile kolektywizacja. Wiec nie nawijaj makaronu na uszy, ze oh w socjalistycznej Polsce nie mieli sie szans dorobic po wojnie :-/

  23. Nie byli bogaci. W szczytowym okresie pradziadek gospodarował na jakichś 4 ha licząc z lasem. Dorastanie dzieci i przekazywanie gruntów to okres kilkunastu lat, więc pracowali, zyskiwali i przekazywali dzieciom. Taka naturalna kolej rzeczy.

    A gdy ich wysiedlono na zachód – praktycznie mimo ciężkiej pracy nie zdołali osiągnąć tego czego dorobili się na wschodzie. Tu na piaskach byłej Brandenburgii nawet 10 ha nie dawało gwarancji wyżywienia rodziny. Co można uprawiać na piasku? Żyto? Tym bardziej, że socjalizm karał podatkami, domiarami i innymi ograniczeniami… Głupi remont czy budowa domu – same formalności i projekty – obecnie kosztuje kilka tysięcy zł. Przed 1939 nie kosztowało prawie nic… I takich niby drobiazgów – są dziesiątki jesli nie setki… Taka jest różnica między kapitalizmem a socjalizmem.

  24. @BM:
    a myslisz, ze w kapitalizmie nie ma takich formalnosci? Zobacz sobie na USA. Building codes, pozwolenia na wszystko, licencje, wymogi etc. – sprobuj sobie np. sprzedawac robione w domu pierogi na ulicy – skonczysz w wiezieniu.
    A przeciez USA to jest kapitalistyczne panstwo.
    Myslisz, ze w kapitalizmie nie ma podatkow? Sa.
    Panstwo moze byc opresyjne w stosunku do zwyklych ludzi niezaleznie od tego, kto kontroluje srodki produkcji, handel i kapital.

  25. Nie byłem w USA wiec nie wiem czy tam jest jeszcze kapitalizm czy juz socjalizm. Podałem jedynie przykłady oparte na faktach, że im więcej uregulowań i socjalizmu tym więcej biedy…

  26. Powtarzam raz jeszcze: opresyjnosc, korupcja, biurokracja to NIE SA RZECZY WYSTEPUJACE TYLKO W SOCJALIZMIE I Z NIM NIEROZERWALNIE ZWIAZANE.
    Widze, ze Korwin naprawde niezle ludziom w Polsce mózgi wyprał :-/

  27. Podam przykład. Pozwolenie na budowę – kapitalizm – lata 30. XX w. – wniosek 2 stronicowy gdzie należało wpisać swoje dane i oświadczenie, że jest się właścielem gruntu pod budowę, wpisać z czego będzie dom i mniej więcej jak duży. Druk pouczał w jakiej odległości od granicy można postawić dom. Czas oczekiwania na odpowiedz – 1 dzień. Czyli cała procedura trwała 2 dni – możliwość korupcji – zero. Koszt – kilka zł. 90 lat później – czyli niby nowoczesniej- no bo rozwój itp. – socjalizm w Polsce – wniosek, uzgodnienia, projekt – kilkadziesiąt stron- czas załatwiania- minimum 60 dni… Potencjalna korupcja- bardzo duża…Koszt – ok. 3.000-5.000 zł. Koszty duże a jeszcze szpadel na budowie nie wbity…

    Tam gdzie wiele uregulowań (socjalizm) – tam wielu urzędników – tam biurokracja – tam korupcja (by było szybciej itp…)

    I to są fakty. Sam zbudowałem 2 domy. Więc nie wyprane mózgi, ale praktyka…


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: