Posted by: futrzak | 20 February 2014

Ah turyści a raczej “podróżnicy”

Czytam sobie, ze jakas “podróżniczka” (albo podróżnik) mieli jechać gdzieś tam, ale nie dotarli, odebrali to jako “głos losu” i postanowili coś-tam.
Luzik.
Postanowili zostać gdzieś dlużej, joge ćwiczyc, zaangażować się w wolontariat, koszyki wyplatać czy samochody naprawiać. ALE.
Nie zastanowiłoby was, gdyby jako WARUNEK ktos od was żądał “oddania w depozyt” paszportu, kart kredytowych, gotówki, sprzętu elektronicznego etc.?

Nie jestem jakimś specjalnie wielkim światowym podróżnikiem, ale zasada numer jeden brzmi: ty i twój paszport to JEDNO. Nigdzie, w żadnym cywilizowanym kraju nikt nie chce od ciebie paszportu (w sensie zabrać na stałe) – chyba, ze to twoja własna ambasada/kosulat, a ty wysyłasz dokumenty w celu odnowienia. Kazdy inny wpadek – ściema. Robisz kopie i w obecności urzędnika pokazujesz oryginał, kopię a potem podpisujesz ty i on.
Idziesz do pracy, a pracodawca prosi o paszport żeby “załatwić” pozwolenie na pracę w urzędzie imigracyjnym? To bierzesz paszport i idziesz razem z nim. W każdym innym wypadku, jeśli sam nie możesz się stawić, wystawiasz pisemne upoważnienie, na tym upoważnieniu są dane osoby, włącznie z jej numerem paszportu (ID), danymi osobowymi i całą resztą. I Ty to weryfikujesz, porównując z oryginałem.
Generalnie w takich wypadkach, jeśli cała operacja jest szemrana, to na ogół już na tym etapie będzie wiadomo, bo “pracodawca” zacznie kręcić, a najchętniej by się was pozbył. Od takich należy się trzymać jak najdalej.

Co poza tym: karty kredytowe, aparat, smartfon, gotówka – jakiekolwiek inne wartościowe rzeczy – w depozyt można oddać, ale do banku, gdzie do skrzynki klucz mam tylko ja. Nikomu innemu moja wlasność do niczego nie powinna być potrzebna.
A już żeby dać obcej osobie, którą się spotkało kilka dni wcześniej WSZYSTKO, a potem zostać z ręką w nocniku, zdanym na jej łaskę i niełaskę?

Po prostu w głowie mi się to nie mieści….

PS: powyższy teks powstał po przeczytaniu na profilu pewnej znanej (albo i nie znanej, nie wiem) podrozniczki na facebook jej opowieści, jak to właśnie oddała wszystko co miała i…. została więźniem jakiejś szkoły jogi w Indiach….


Responses

  1. Futrzaku, madrze piszesz. Paszportu nigdy i nikomu bym nie dala, a nawet zdarzylo mi sie wydrzec moj paszport z rak urzednika imigracyjnego, ktory mi swoim zachowaniem podpadl.

    Ale, podejrzewam (podejrzewam, bo historii przez ciebie cytowanej nie czytalam), ze dziewczyna poszla na yoga/meditation retreat, gdzie faktycznie nie mozna miec przy sobie zadnych osobistych rzeczy/dokumentow. Bedac w obcym kraju i to takim dzikim jak Indie, nie miala pewnie zbyt wiele wyboru co z tymi dokumentami zrobic. Zostawic w hotelu? Tez zly pomysl. Oddac na policje? Pierwsi by go sprzedali. Tak wiec pewnie z braku innych opcji, zaufala szkole.

    Taki to urok podrozowania, ze czasami wybieramy ryzyko i robimy rzeczy, ktorych bysmy normalnie nie zrobili :)

  2. Ona poszla do zamknietego osrodka jogi – z opisu wynikalo, ze za brama i plotem z barb wire, zamykane na noc, cele tez zamykane, zero opuszczania kompleksu bez pozwolenia no i oczywiscie wszystkie belongings zamkniete niewiadomo gdzie. Gdy chciala opuscic “szkole” i zarzadala zwrotu jej dokumentow i rzeczy, odmowiono. I jeszcze na wejsciu kazano podpisywac jakis podejrzany dokument.
    Ja juz na sam widok czegos takiego oraz rzadania oddania wszystkiego wzielabym nogi za pas i sp** jak najdalej stamtad…

  3. Coz, nie ma to jak rozwoj wewnetrzny na modle zachodnia… Wszystko teraz zaraz i juz (no i w jednej szklance).
    Wyprawa 2.0 dorzyca troche wiecej absurdow do tego swiatka turystyki medytacyjnej :)
    http://crossroadisland.wordpress.com/2013/11/18/wyprawa-2-0/
    Polecam.

  4. A czy chciala wyjsc przed czasem, tzn zapisala sie na np 10-dni albo miesiac i chciala wyjsc wczesniej?

    Gwoli wyjasnienia, kilka lat temu sie “zapisalam” na 10-dniowy silent meditation retreat u nas w Polnocnej Kalifornii i tez na takim retreat wszystko ci odbieraja i zamykaja brame na noc. Co prawda nawet gdyby brama nie byla zamknieta, to retreat byl in the middle of nowhere, wiec nawet jakby czlowiek uciekl to i tak nie mialby gdzie isc…

    Oczywiscie przed zapisaniem sie na retreat wiedzialam, ze beda wszystko osobiste dokumenty zabierac, wiec zostawilam z mezem, ktory mnie na retreat dowiozl samochodem. Zeby historii dodac smaczku, to tez po mniej niz 24h godzinach mialam juz dosc i wlaczyl mi sie instynkt ucieczki. Ale uciec nie bylo latwo i osoby z osrodka, w ktorym bylam baaardzo mi utrudnily opuszczenie go przed czasem. Na szczescie po kilku godzinach prob i nalegania mi sie udalo. Tak wiec wydaje mi sie, ze rozumiem czemu ten osrodek, w ktorym twoja podrozniczka byla tez jej utrudnial opuszczenie swoich murow – taka idea, by czlowieka zlamac i przez to wyzwolic.

  5. @monsun:
    tak, to byl _chyba_ taki osrodek. No ale jest roznica zapisac sie tak jak Ty – ze oddajesz wszystkie dobra męzowi/rodzinie, oni wiedza, gdzie jestes etc. versus ktos tak robi w kraju, gdzie jest turysta, nie ma gdzie zostawic swoich rzeczy i na dodatek nie moze byc pewnym, ze nie trafil na jakis gang human trafficking czy zwyklych zlodziei…
    Chyba z 99.9% kobiet, ktore sa uprowadzane i zmuszane do prostytucji tak wlasnie zaczyna: okazja, praca, fajnie, dajcie paszporty a potem… BAJ wolnosci.

  6. @futrzak
    TVP będzie Pawlikowską dalej zapraszać do studia, do programów, jako eksperta od podróży i wyjazdów zagranicznych. Widocznie nie mają lepszych fachowców. No cóż,szewc w podartych butach chodzi…

    http://podroze.onet.pl/aktualnosci/beata-pawlikowska-uwieziona-w-indiach-na-kursie-medytacji/vtz32

  7. Nie wiedzialam, ze to ona. Coz. W tym wypadku oczywiscie zaraz do glowy przychodzi mi mysl: czy czasem nie zrobila tak celowo po prostu zeby miec temat?

  8. Dzieki za linka do onetu. Przeczytalam jej historie opisana na onecie jak i na facebooku. Zdecydowanie p. Pawlikowska dramatyzuje i pisze pod publike ucinajac historie w polowie slowami “a potem zdarzyl sie cud”. Choc ja rozumiem, ze czula sie jak w wiezieniu, bo dokladnie tak ja sie czulam na moim retreat. Niemniej spodziewalabym sie, ze ktos uwaza sie za dziennikarza, powinien miec wyzsze standardy reportazu wydarzen zycia codziennego.

  9. Podejrzewam tez, ze p. Pawlikowska byla dokladnie na tym samym kursie co ja, techniki medytacji Vipassana: http://www.dhamma.org/

    Kilka zdan z FAQ:

    “Why do I have to stay for the entire ten days?

    Vipassana is taught step by step, with a new step added each day to the end of the course. If you leave early, you do not learn the full teaching and do not give the technique a chance to work for you. Also, by meditating intensively, a course participant initiates a process that reaches fulfillment with the completion of the course. Interrupting the process before completion is not advisable. ” from http://www.dhamma.org/en/qanda.shtml

    Skoro byla w Kalkucie, to pewnie byla w tym konkretnym osrodku: http://courses.dhamma.org/en/schedules/schganga#normal :)

  10. Ale jak się jedzie na konkretne szkolenie, na zaawansownym poziomie, którego nie mozna przerwać, to chyba się wie gdzie się jest? Jeśli sie nie wie to coś jest nie tak, albo z nami albo ze szkoleniem, albo z informowaniem o nim, albo sie nagania na chama. Innych rozwiązań nie widzę, każde źle świadczy o aktorach tej sprawy.

  11. … czyli wychodzi na jedno…drama, drama, for the paper…?

  12. Jak w UK byl obowiazkowy Workers Registration Scheme to trzeba bylo wysylac poczta paszport do Home Office. Oddawali zdaje sie po miesiacu. Taki tam maly sposob na upokorzenie emigrantow z nowych krajow czlonkowskich, czyli glownie Polakow. Nie wyslales nie dostales certyfikatu WRS, a bez tego ani lepszej pracy, ani lepszego mieszkania, ani czegos tam jeszcze…W zasadzie byl taki czas kiedy prawie nic nie dalo sie zalatwic bez tego certyfikatu.

  13. Maatko,nawet w szpitalu psychiatrycznym tak nie zamykają człowieka.Ja bym na pewno nie dała się tak ograbić z paszportu itp.Jeśli na zasadzie takiej jak pisze monsun- że dokumenty zostawiam z zaufaną osobą ,wiedzą gdzie jestem itp.Choć pewnie i tak długo bym nie wytrzymała – do tego trzeba pierońsko silnej woli…

  14. jeśli Pawlikowska wypisuje takie pierdolety, to znaczy, że zbliża się premiera jakiejś jej nowej książki ew. programu w telewizji

    a jeśli już jesteśmy przy turystyce pseudoduchowej, to polecam informacje o tym panu:

    http://en.wikipedia.org/wiki/Charles_Sobhraj


Leave a Reply

Fill in your details below or click an icon to log in:

WordPress.com Logo

You are commenting using your WordPress.com account. Log Out /  Change )

Twitter picture

You are commenting using your Twitter account. Log Out /  Change )

Facebook photo

You are commenting using your Facebook account. Log Out /  Change )

Connecting to %s

Categories

%d bloggers like this: