Napisane przez: futrzak | 20 grudnia 2013

Radio Erewań czyli Argentyna oczami polskich dziennikarzy

Przeczytalam krótką notkie w Bankierze na temat inflacji w Argentynie i witki mię opadli.

Według oficjalnych danych inflacja w Argentynie wynosi ok. 10%. Nieoficjalne szacunki – za których publikację grozi kara więzienia – mówią o ponad 25% w ujęciu rocznym.

?????? Skąd autor na litość boską wziął tą bzdurę na kółkach????
Jak z tą inflacją jest, krótko i w żołnierskich słowach wytłumaczył maczeta:

Tak, jest zamrożenie cen. Tak, kolejne (drugie a nie trzecie). Nie, nie jest to decyzja rządu, tylko porozumienie pomiędzy największymi sieciami, stowarzyszeniem chińskich supermarketów i rządem. Pierwsze zamrożenie obejmowało ok 500 art i działało, nastepnie zostało przedłuzone z 6 miesięcy do 9 czy roku. Ceny konsumenckie sie przez ten czas nie zmieniały. […]
Nikt nikogo za publikowanie zmyślonych danych statystycznych tu nie ukarał – choć poprzedni minister handlu wewnętrznego próbował, prawda. Sąd stwierdził, że nie ma takiej możliwości i tyle (a chodziło o jakąś grzywnę administracyjną, za publikowanie danych jako rzekomo pochodzących z organów państwowych).
Najbliższe też będzie porozumieniem – mniej lub bardziej dobrowolnym, ale wynikiem dyskusji.
Poza tym inflacja jest. Wyższa niż w Polsce.

Reklamy

Responses

  1. Noc coz – medialny obraz Argentyny w mediach jest pewnie taka samo wierny jak Bialorusi.
    Spanikowany znajomy jadac w delegacje sluzbowa do Minska spodziewal sie najgorszego. A tymczasem – w Hotelu w miare szybki Internet. Oczywiscie niecenzurowany. W restauracji bardzo dobre potrawy. Minsk zadbany, sklepy zaopatrzone.
    I uwaga , uwaga – nie widzial milicjantow !

  2. @Jerzy M.
    Ja tam byłem wiele razy i moje wrażenia są takie, że to bida z nędzą.
    Wsie jak w Polsce przed wojną, w miastach też ubóstwo, jedynie Mińsk zdecydowanie bogatszy, ale i tak nie ma porównania z Warszawą.
    Jedno co jest przyjemne, to dobra sieć dróg krajowych, obwodnica Mińska, wyższa kultura celników i milicjantów niż na Ukrainie i w Rosji, przyjazny stosunek zwykłych ludzi do przyjezdnych Polaków (przeciwieństwo tego co na Litwie).
    Twój znajomy może poleciał samolotem do Mińska, nie wychylił łba poza centrum i na tej podstawie wyciąga wnioski na temat całego kraju.
    To mniej więcej tyle samo warte, co zachwycanie się tym krajem przez polskich kierowców TIR-ów, którzy byli jedynie na stacjach benzynowych.

  3. @Jerzy:
    w mediach zachodnich Argentyna robi za chlopca do bicia, to prawda.

  4. Dziennikarz z bankiera pisze bzdury. Maczeta Ockhama niestety też. Bo kary za publikowanie innych niż oficjalne wskaźników inflacji jak najbardziej w Argentynie były. I to wielokrotnie.
    Pierwszym chyba przypadkiem była sprawa firmy Orlando Ferreres y Asociados, która wyliczała wskaźniki ekonomiczne na zlecenie Reutersa. Secretaría de Comercio Interior ukarała ją w lutym 2011 roku karą administracyjną w wysokości pół miliona pesos za, cytuję, „pogwałcenie normy o lojalności handlowej, przewidującej kary finansowe dla tych którzy ukrywając coś, bądź podając nieścisłe dane, mogą wprowadzić w błąd, bądź wywołać zamieszanie w sprawie cen dóbr” (oryginał po hiszpańsku, cytat z ówczesnego komunikatu SdC: „violacion de una norma sobre lealtad comercial que estipula multas para quienes mediante ocultamientos o inexactitudes pudieran inducir a errores o confusiones respecto de los precios de los bienes”.).

    Później tych spraw było więcej. W sumie było chyba 7 instytutów/firm konsultanckich, która zostały tak przez ministra Moreno, w latach 2011/2012, uciszone.

    Inna sprawa, że Jorge Todesca, były wiceminister ekonomii (za Duhalde) i szef jednej z ukaranych pół-milionową karą firmy Finsoport, uzyskał w tym roku sądowe anulowanie owej kary i wytoczył ministrowi Moreno wciąż trwający proces o „nadużycie władzy”.

  5. @ Tomek
    Musze przyznać, że przetłumaczyłeś to dość zabawnie przy okazji przeinaczając sens, Według mnie to by było „pogwałcenie (naruszenie) norm ustawy o rzetelności kupieckiej poprzez podawanie nieprawdziwych danych, które mogą skutkować błedna informacją co do cen rynkowych”. Jakby trochę inaczej.
    I jak najbardziej jest to grzywna administracyjna, choć dalej uchylana przez sąd karny Było 7 grzywien, ale sprawa była jedna.
    A wyrok z grubsza rzecz biorąc był taki, że nie ma mozliwości nakladania grzywny za sporzadzanie fałszywych raportów na podstawie tej ustawy. oraz ewentualne informowanie o tym opinii publicznej. Czyli jak najbardziej- publikowanie fałszywych raportó o inflacji (a co do tego sąd nie miał wątpliwości) nie jest karalne- dokładnie jak napisałem- o co ci chodzi?

  6. @maczeta:

    A co chodzi? Ze napisałeś: „Nikt nikogo za publikowanie zmyślonych danych statystycznych tu nie ukarał – choć poprzedni minister handlu wewnętrznego próbował, prawda.”

    Tymczasem kary jak najbardzie wymierzane były. I egzekwowane. To, że dwa lata później zostały cofnięte to inna sprawa. Zwłaszcza, że nie wszystkie ukarane instytuty odzyskały już pieniądze z tych kar.

    Co do tłumaczenia, to raczej Ty sobie pofolgowałeś. Bo z Twojej wersji jakoś dziwnie zginęło np. owe zabawne „confusion” z oryginału.

    Poza tym nie rozumiem, dlaczego upierasz się przy pisaniu o „fałszywych raportach”. Czy NAPRAWDĘ uważasz, że argentyńska inflacja wynosi tyle ile twierdzi INDEC?

  7. @ Tomek
    Zasdniczo tu kary administracyjne nie są wymagalne przed końcem drogi sądowej- więc to trochę dziwne, co twierdzisz o ściągnięciu i nie zwróceniu, ale może akurat ktoś z polskiej skarbówki wydawał decyzję…
    confusion nie było w oryginale, tylko w wersji którą ty przytoczyłeś. W oryginale jest pueda inducir un error o ENGANO confusion. A swoją drogą przy tłumaczeniu normy prawnej jest bez sensu podawać nie zastosowane alternatywne normy przepisu i tłumaczyłem stosując interrpretację bardziej przychylną dla firm konsultingowych (choć patrząc na to co to za męty raczej niesłusznie).

  8. @maczeta: Fascynuje mnie jak czujnie wyłapujesz męty krytykujące argentyński rząd (często robisz to bardzo celnie, przyznaję), ale zupełnie jesteś ślepy na złodziei i manipulantów po drugiej stronie. A tych też nie brakuje…

    No i szkoda, że nie odpowiedziałeś na moje pytanie o INDEC i jego wyliczenia. Czy rzeczywiście, jak oni, twierdzisz że można się zdrowo odżywiać za niespełna 6.5 pesos dziennie? :)

  9. To towarzystwo to są męty i trudno z tym dyskutować- ale w jaki sposób to ma implikowac moje zdanie na temat inflacji i kosztów życia? Nie próbowałem jeśc za 6,5 dziennie. Pewnie się da, podroby ja na przykład całkiem lubię i na podroby z ryżem powinno spokojnie wystarczyć- zupełnie przyzwoita dieta, ale nie liczyłem
    Ja osobiście na przykład wybitnie nie znosze kolonialnego stylu oligarchów- czy to sa argentyńskie męty spod znaku dyktatury, Menema i Clarinu, czy polskie z pogrobowców KPP, ten sam typ
    A swoją drogą zajrzałem nawet do tego mitycznego jedzenia za 6,5 według INDEC. Chodzi przede wszystkim o próg nędzy, a nie żadne średnie jedzenie. Po drugie- powiedz w polskim małym miasteczku, że ktoś kogo nie stać 6 kg mięsa miesięcznie jest uważany za nędzarza w biednej Argentynie…..

  10. @maczeta: Nie wsadzaj mi proszę w usta rzeczy, których nie powiedziałem. Bo ja nic nie wspominałem o „średnim jedzeniu”, dobrze wiem że chodzi o próg ubóstwa. Co nie zmienia faktu, że to 6,5 to po prostu kpina. Jedna z wielu.

    Bo ja – osobiście – wyraźnie czuję, że inflacja w Argentynie jest znacznie bliższa temu co wyliczają owe „męty”, niż temu w co ekipa pani Fernandez chciałaby abyśmy wierzyli.

    Tak nawiasem mówiąc, trzeba mieć niezły tupet (ale fakt, rządzącym w Argentynie tego akurat nigdy go nie brakowało), aby twierdzić że inflacja w kraju oscyluje wokół. 10 proc. i równocześnie samemu sobie indeksować płace o 24 proc. Tak jak to zrobili w tym roku argentyńscy parlamentarzyści.

  11. @ Tomek
    Ja tu nie mieszkam tak długo aby mieć straszne własne poczucie inflacji. Jest, zauważalna, niespecjalnie mnie boli, więc się nie zastanawiam.
    Płace w przemyśle rosna ok 20% rocznie nominalnie i rosną realnie, takie jest odczucie robotników, którz w końcu jeszcze 10 lat temu byli autentycznymi nędzarzami. Ergo- inflacja musi być nizsza niż 20%, przynajmniej dla klasy robotniczej. Dla mnie, raczej w średniej też. Być może dla dziennikarzy i oligarchów jest jakaś specjalna inflacja- znaczy wiem, jest, ostatnie cło na prywatne samoloty i droższe jachty znacząco zwiększa wydatki argentyńczyków….

  12. @maczeta: Mam trochę znajomych robotników, mam też znajomych inżynierów, przedsiębiorców. ZDECYDOWANA większość twierdzi, że koniec z końcem wiąże się im coraz trudniej, lub że interesy idą coraz gorzej. Zupełnie w nich nie odnajduje oficjalnego (i Twojego) optymizmu.

    Wyjątkiem są ci którzy umieli się politycznie ustawić i pracują np. jako konsultanci dla rządu, czy niektórych państwowych firm. Niektórzy szybko dorobili się całkiem przyjemnych fortun. I ok. Niech im to wyjdzie na zdrowie.

    Mam kumpla który na państwowej posadce zarabia 80 tys. miesięcznie. 20 proc. z tego oddaje temu, który mu tą robotę załatwił (via Campora). Ale nie robi tam nic poza podpisywaniem listy płac. Dosłownie. Swoją „państwową” pracę odwiedza 1 w miesiącu. Poza tym ma etat w prywatnej firmie. Gdzie normalnie pracuje i dostaje normalną pensję (bo inaczej by mi się nudziło – mówi).

    Ja też nie mam jakiegoś wielkiego argentyńskiego stażu. Do Buenos Aires przeprowadziłem się w 2009 r. Ale widzę, że ceny rosną tu bardzo szybko.
    W 2009 roku za wynajem mieszkania płaciłem 1500 pesos. Teraz za to samo mieszkanie płacę 2700. Wybacz, ale płace tu tak szybko nie rosną. To mit, że w przemyśle rosną 20 proc. rocznie. Wielki mit. Tyle to może rosną działaczom związkowym.

    PS. O inflacji z autopsji:
    http://surdel.tierralatina.pl/2013/10/inflacja-w-argentynie/

  13. Komu dobrze to dobrze- kazdy narzeka.Z krótkiego przeliczenia ceny twojego wynajmu wychodzi 15% rocznie, z zaokrągleniami.
    Płace robotników w przemysle są dokładnie zależne od rocznych negocjacji związkowych i sam przeciez też je śledzisz. Ze związkowymi regulacjami nie ma dyskusji, zwłaszcza w trochę większych firmach, więc nie rób sobie jaj. Jak mi powiesz jak nie podnosić robotniczych pensji, albo o mniej niż inflacja to może nie ja, ale znam takich co chętnie skorzystają.
    Specjaliści od lewych pensji są- i co z tego? Co maja wspólnego z inflacją?

  14. @maczeta: Ty sobie jaj nie rób. Nie sądzisz przecież, że wszyscy robotnicy w Argentynie są członkami związków zawodowych, bądź są objęci umowami zbiorowymi. Większość pracowników w Argentynie, to pracownicy małych, kilkuosobowych przedsiębiorstw. Gdzie nie ma negocjacji związkowych, a płace indeksuje się wg. tego co podaje INDEC. I oni co roku tracą +10 proc. siły nabywczej.

    Bo rzeczywiście, w niektórych dużych uzwiązkowionych przedsiębiorstwach dochodzi do absurdalnych sytuacji, w których robotnicy zarabiają więcej niż kierujących ich płacami inżynierowie. Ja wiem, że niektórym taka sytuacja może się podobać, bo idea dyktatury proletariatu jest wiecznie żywa, niemniej dla mnie – wybacz – to nie jest normalne.

    Nie wspominając o robotnikach rolnych, którzy w większość zupełnie nie są chronieni i bardzo często pracują w mega-ciężkich warunkach, bez normowanego czasu pracy, z naprawdę żenująco niskimi, tak naprawdę w żaden sposób nie regulowanymi, zarobkami.

    Im spróbuj wytłumaczyć, że inflacja to tylko 10 proc. i wszystkim żyje się coraz lepiej.

  15. Fajnie, tylko nie masz pojęcia o czym piszesz. Każdy pracownik fizyczny jest członkiem związku (nie wiem czy dotyczy to też rolnych) wszystkie płace przemysłowe sa regulowane związkowo i według porozumień zbiorowych. Naprawde nie wiesz co piszesz. Prace biurowe, usługi i nadzór to inna sprawa, ale ja cały czas pisze o robotnikach przemysłowych. Płace robotników rolnych też są jakoś regulowane.
    Akurat dokładnie znam konwencję dla przemysłu metalowego, jeden z największych i dośc typowy więc bardzo reprezentatywny- tak, płace rosną, poziom zycia robotników ewidentnie też, inflacja jest, pracochłonne wyroby drożeją bardziej, co jest kompletnie typowym objawem rosnących płac realnych. Jak się patrzy tylko na ceny w spozywczaku i knajpach to obraz bywa czasem zaburzony…

  16. @maczeta: Krzysiu, litości… Czyli zrobiłeś z Argentyny kraj z ustawowym obowiązkiem syndykalizacji? Gratuluję, ale nie, tego nawet Peron nie wymyślił. Pomijając fakt, że byłoby sprzeczne z artykułem 14bis argentyńskiej konstytucji, oraz ustawą o działalności związkowej (LEY Nº 23.551) – obie gwarantują „libertad de asociarse”, czyli dowolność przynależenia.

    Z drugiej strony część argentyńskich związków to struktury prawie mafijne i, rzeczywiście, są branże/firmy gdzie pracownicy są zmuszani do syndykalizacji, bądź przynajmniej do płacenia składek (bez należenia). Ale to bandyckie bezprawie.

    Tak się składa, że dość dobrze znam sytuację w sektorze budowlanym. Diana, którą znasz, od ponad roku pracuje w jednej z największych firm budowlanych w tym kraju, wykonujących prawie tylko zamówienia publiczne. I absolutnie nie jest prawdą, że wszyscy pracujący tam robotnicy należą do związków. Ba, dość często dochodzi do konfliktów między uzwiązkowanymi, a tymi niezrzeszonymi. Bo np. uzwiązkowieni nie chcą dopuszczać do nadgodzin (woleliby więcej etatów), a niezrzeszeni do nadgodzin bardzo się garną (bo więcej kasy). Zdarzają się rękoczyny, psucie sprzętu, etc.

    Nie jest też prawdą, że wszystkie prace przemysłowe są regulowane układami zbiorowymi. Mam „zaprzyjaźniony” niewielki zakład pracy w San Fernando. Od 4 lat robię zdjęcia ich produkcji. Produkują rzecz bardzo specjalistyczną, o bardzo dużej wartości dodanej, praktycznie bez konkurencji na latynoamerykańskim rynku. Ale to manufaktura – tylko 7 pracowników, w większości zupełnie niewykwalfikowanych, lecz przyuczonych do zawodu przez właściciela. Znam dość dobrze całą ekipę pracującą tam, spędziłem z nimi dziesiątki godzin. żaden z pracowników nie należy do związku, więcej – o związkowcach generalnie zdanie mają bardzo złe.

  17. PS. Żeby nie było wątpliwości – artykuł 4 Ustawy o działalności związkowej:

    Artículo 4° — Los trabajadores tienen los siguientes derechos sindicales:

    a) Constituir libremente y sin necesidad de autorización previa, asociaciones sindicales;

    b) Afiliarse a las ya constituidas, no afiliarse o desafiliarse;

  18. OK- z pewnym zdziwieniem sam się dowiedziałem, że nie wszystkich dotyczą regulacje płacowe. OK- nie dotycza firm poniżej 10 pracowników i dość małych limitów obrotów, racja wpisuje się to w logikę tutejsza łagodnego traktowania naprawde drobnego biznesu.

  19. Heja, samo regulowanie cen nie swiadczy dobrze o gospodarce kraju. Z doswiadczenia wiemy czym konczy sie jak rzad ustala ceny na towary… albo nie oplaca sie tego produkowac, albo towar sprzedaje sie po rynkowej cenie innymi, mniej oficjalnymi zrodlami, ewnetulanie rzad dotuje producentow i w efekcie wszyscy sie zrzucaja na „nizsze” ceny :)

  20. @Seba
    Cool- wpis Futrzaka dotyczył własnie tego, że dziennikarze nie doczytają, źle zrozumieją i w pospiechu poprzekręcają. A nawet napisała, że ograniczenie wzrostu cen jest dobrowolne a nie urzędowe, jak pisały dziennikarze.
    A ty pomimo napisania wprost tego, wymyślasz swoją wersję i z nią dyskutujesz.
    To ja rzeczywiście wole argentyńskie Boże Narodzenie, z cydrem i imprezą od północy do rana. Nie szkodzi tak bardzo na głowę jak pierogi.

  21. spoko maczeta, po prostu nie dochodzi do mnie ze oficjalnie mam jakas umowe (w sumie nie wazne z czyjej strony wychodzi ta propozycja) ktora ustali po jakiej cenie bede sprzedawal pierogi w swoim sklepie


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: