Napisane przez: futrzak | 3 listopada 2013

Bo słowa zmieniają nasz sposób myślenia.

Tak tak, jak najbardziej. Nie ma czegos takiego, jak „to tylko slowo” „no co ty, to tylko żarty” i tak dalej.
Jesli ktos nie wierzy, niech przeczyta dokladnie TEN artykul.

5. Mówienie po angielsku sprawia, że mamy większą tendencję do obwiniania ludzi.
Jak to udowodniono? Naukowcy ze Stanfordu zorganizowali eksperyment. Zebrali ludzi mowiacych różnymi jezykami (natywow) i dali im do obejrzenia pewne video pokazujace ludzi rozbijajacych jajka, przekluwajacych balony – czasami niechący, a czasami specjalnie. Widzowie nie wiedzieli, dlaczego oglądaja, co ogladaja.
Potem zadawano im serie pytan. Wszyscy mniej-wiecej dobrze zapamietali szczegoly dotyczace faceta, ktory intencjonalnie rozbijal jajka. Kiedy natomiast zapytano o szczegoly dotyczace ludzi, którzy niechcący cos zbili/zepsuli – niespodzianka. Hiszpani i Japończycy, u których znacznie częściej wystepuje strona bierna („the bed was broken” a nie „John broke the bed” jak to okreslili eksperymentatorzy) – nie pamietali szczegółów odnosnie ludzi, ktorzy to spowodowali. Skoro przypadek, to przypadek. Sprawca nie jest ważny.
Natomiast anglojęzyczni pamiętali wszystko doskonale. Przypadek czy nie – liczy sie sprawca…
Oczywiscie, mozna podniesc kwestie, ze to roznice kulturowe, a nie jezykowe. Tak tez pomysleli eksperymentatorzy i wymyslili nastepna próbę, tym razem z udzialem tylko anglojezycznych. Dano im do do obejrzenia video z Janet Jackson i jej nieslawnym obnazeniem piersi podczas Super Bowl a następnie wręczono opis zdarzenia/raport z prosba o obmyślenie kary. Polowa grupy dostala raport ze slowami „the costume ripped” a druga polowa ze slowami „Justin ripped the costume”. Ludzie, ktorzy dostali raport z druga wersja tekstu, ordynowali kary o polowe wieksze, niz pierwsza grupa. A przeciez obie ogladaly to samo video!!!

4. Wskazówki dotyczące drogi dojazu (driving directions).
Okazuje sie ze ludzie, u ktorych nie ma takiego slowa jak „w lewo” „w prawo” maja o wiele wieksze problemy ze znalezieniem lokalizacji. Eksperyment wykonano na grupie gluchych dzieci z Nikaragui, ktore wynalazly swoj wlasny język migowy. Nie mial on (język) takich okreslen jak „lewo” i „prawo”. Poza tym dzieci byly jak najbardziej normalne i zdrowe.
Eksperyment: dzieciom najpierw pokazano konkretne obiekty (gdzie leza w pokoju), potem zawiazano oczy, obkręcono pare razy i polecono je zlokalizowac ponownie. Dla innych gluchych osób, które poslugują się jezykiem migowym (normalnym) to nie byl problem. Dla tych dzieci – ogromny.

Podobny problem wystepuje, gdy ktoś przyjeżdza do USA i slyszy driving directions „jedz na północ drogą numer x, potem na najblizszym zjezdzie skręc na zachod, potem po trzech przecznicach zawroc na wschod”.
To byl moj wlasny problem w USA przez dlugi czas i naszarpałam sie zdrowo, albowiem mialam jak najbardziej kompas w samochodzie na desce rozdzielczej. Jak ktos mi mowi, skręć „na północ” to patrzę, gdzie akurat mi ta połnoc wypada. Okazuje sie, ze ZLE. Czemu? A bo skręt na początku jest w kierunku POLUDNIOWYM, a potem jest pętelka, która zawraca. Na tym samym rozjezdzie sa dwa skręty, zaznaczmy. Jeden na północ, drugi na południe. PROSTE, nie????
Ukochany kraj i znaki, prawda?

3. Ludzie, w ktorych języku jest więcej słów na oznaczenie kolorów, potrafią rozróżnić wiecej kolorów…
Eksperyment: porównano dzieci z GB z dziećmi z pewnego plemienia z Namibii (Himba). W angielskim zwykle dzieci ucza sie 11 podstawowych kolorów: czarny, bialy, szary, czerwony, zielony, niebieski, zolty, rozowy, pomaranczowy, magenta (bo angielskie purple to nie jest polska purpura!!!!), brąz.
Jednak dzieci z plemienia Himba znają tylko pięć kolorów. Na przyklad na okreslenie czerwonego, pomarańczowego i różowego maja jedno słowo: „serandu”. Dzieciaki Himba widza rozne kolory – na przyklad czerwony i pomaranczowy – ale nazywaja je tak samo. Dopóki pokazuje sie im jedna kartka za drugą w roznym kolorze – widza, ze są rożne. Ale jesli pokaże się je w dużych odstępach czasu – uznają je za te same i nie widzą różnicy. Nauczyc je nowych slów na okreslenie roznych kolorów – będą je określać bez pudła.

2. Postrzeganie czasu.
Europejczycy maja je zorganizowane na osi poziomej – to, co po lewej, jest w przeszłości, to co po prawej – w przyszłości. Tak wygląda zapis pisma łacińskiego: od lewej do prawej. „Terrible things are behind us, the better future is coming.
Ci, którzy mówią mandaryńskim, maja to zorganizowane od… góry do dołu! Ich tradycyjny zapis pisma był/jest czytany od góry do dołu. Dla nich cos, co sie wydarzyło „up” jest wczesniejsze od czegoś, co określają jako „down” (dopiero ma sie zdarzyć). Jak bardzo mięsza to w prędkości myślenia? Znów, eksperyment:
Polecono natywom mówiącym mandarynskim zorganizować pewne obiekty na linii poziomej, w określonym porządku, a następnie zadawano im pytania dotyczące „czasu” np. czy kwiecień jest przed marcem czy na odwrót? Okazało się to dość trudnym zdaniem.

1. Rozmycie postrzegania przedmiotów czyli.. rodzaje.
W angielskim tego nie ma, w polskim jest, podobnie w hiszpańskim, jak i niemieckim i francuskim. Tutaj mam nadzieje nie muszę już tłumaczyć – jaka jest róznica miedzy „ten samochód” „to słońce” „ta godzina” „sąsiad” „sąsiadka” etc.
To, z czego ludzie na codzień nie zdają sobie sprawy to fakt, ze idąc za rodzajnikiem zaczynają przypisywac okreslone cechy obiektowi. Ot, zacytowana w tekście biedronka…
Przyklad z mostem, ktory po hiszpansku jest rodzaju meskiego, a po niemiecku żeńskiego – aż nazbyt widoczny. Przymiotniki przypisywane do, bedą zależne od przynależnej płci..

Having said that (ha ha ha). Zanim coś człowieku powiesz, zastanów się, co i do kogo mówisz :)

PS:
W wielu książkach fantasy i innych przewija sie motyw: nazwij coś, a znaczy to, że powołałeś do życia nowy byt. W pewnym sensie, jak się okazuje, jest to prawda. Rzeczy nienazwanych nie ma. Są, ale nie opisywalne, nie przekazywalne. Są, ale istnieją w jakiejś magicznej przestrzeni, niekomunikowalnej…(co notabene nie udowadnia istnienia boga, ale to pogadanka na inna okazję…)

Reklamy

Responses

  1. Wiesz ,że jest w tym coś? Tu we Włoszech strona bierna niemal nie istnieje.Za to rodzaje doprowadzają mnie do szału. Bo ja mówię coś leży na stole, a tu ktoś wrzeszczy na czym?No na stole.Masz na myśli na „tym ” stole? No kurde skoro w pokoju jest tylko jeden to chyba jasne nie?

  2. To, że cywilizacja nagle rozwinęła się kilkanaście tysięcy lat temu mogło być właśnie za sprawa języka, po przekroczeniu pewnej bariery nastąpiła nagle „eksplozja pojęć”, zamiast chrząknięć i cmoknięć – konkretnie i precyzyjnie wydawane dźwięki. I już nie tylko drzewo, czy słońce można było nazwać, ale także swoje stany emocjonalne, odczucia, obawy, przeszłość i przyszłość. Choć biologicznie człowiek był już na to gotowy kilkaset tysięcy lat temu (budowa jęzora, krtani, czy strun głosowych).
    To, że jedne narody, czy grupy rozwijały się, a inne pozostawały w stagnacji może być właśnie zależne od „aparatu pojęć”, od niuansów. I pewnie też od sposobu zapisu.

  3. Trochę mnie zdziwiło z tym przypisywaniem winy u anglojęzycznych: właśnie w tym języku strona bierna trzyma się bardzo mocno i niektórych fraz, które są bierne w angielskim, nie da się użyć w stronie biernej po polsku. Poza tym, tutejsi zwykle bywają mniej bezpośredni i bardziej dyplomatyczni. Moje doświadczenie jest odwrotne: ludzie chętniej mówią „the table was broken” niż „John broke the table” nawet jeśli wiedzą, że to zrobił John. No ale to tylko moje obserwacje.

  4. Język jest SZALENIE istotny, jeśli chodzi o nasze możliwości funkcjonowania w świecie. Jest jedynym sposobem komunikacji pomiędzy ludźmi (pomijam telepatów oraz artystów przekazujących coś poprzez muzykę, obraz, film), więc to, jaki będzie, wpłynie na całe społeczeństwo. Język kształtuje nasz byt; i odwrotnie – byt kształtuje język.

    A teraz poczytajcie sobie po kilkanaście komentarzy pod rozmaitymi artykułami. Nie wybierajcie jednak tych najwyżej notowanych, lecz kliknijcie opcję „pokaż wszystkie”. Wówczas ujawni się w pełni bezmiar polskiego analfabetyzmu. Jesteśmy ledwo piśmienni…

  5. @Aneta:
    mysle, ze to zalezy, do jakiego jezyka sie porownuje. Japonskiego nie znam w ogole, ale w hiszpanskim tryb subjunctivo jest ćkany dosłownie wszędzie – angielska strona bierna to w porównaniu z tym betka prawie nie wystepujaca :)

  6. Hmmm… S.I.Hayakawa, „Language in Thought and Action”, 1939 — plus setki opracowań z kolejnych 74 lat.

    Fajnie jest zacząć od bycia. Dwa bycia (ser, estar) w hiszpańskim i portugalskim oraz jego unikanie w rosyjskim (i podobno w arabskim). „Na stolie karandasz”. Nie ma bytów. Albo unikanie działacza w polskim „pada” (a po niemiecku jest jakieś zwierzę Es: es regnet).

  7. Tak, zawsze mnie zastanawial ten brak bycia i posiadania w rosyjskim. Ciekawa jestem, skad sie to wzielo..

  8. Mnie bardziej zastanawia istnienie macia w polskim. Co to, do cholery, znaczy: „mam żonę”?

  9. mysle, ze to zaszlosci z czasow, kiedy żony posiadali panowie na takiej zasadzie, jak pieski i zwierzeta domowe. Coś jak dzisiaj w Arabii Saudyjskiej…

  10. w artykule bylo „the bed broke” a nie „the bed was broken” – sorry, ale przez twoj post mialem zagwozdke przez dobra chwile, i juz mialem wysylac maly elaborat na temat strony biernej, ale sprawdzilem jeszcze zrodlo, i prosze:P
    w kazdym razie, w japonskim strony biernej jest stosunkowo malo w porownaniu z angielskim czy polskim, totez „the bed broke” zapewne bylo czyms takim jak u nas „sie popsulo” czy hiszpanskim „se rompio” (?-tu juz nie czuje sie tak pewny)- znaczy sie nie strona bierna.
    Co do rodzajow, dotad nie moge sie pogodzic z tym, ze w niemieckim jest das Maedchen…
    A z tym maniem zony.. hmm, no ja bym w strone Arabii raczej nie szedl – czy w owych czasach panowie przyjaciol tez tak posiadali? :P

  11. @anoneem:
    przywracasz mi wiare w ludzi – ktos jednak czyta podlinkowane przez mnie artykuly :)))
    Tak, moja pomylka, faktycznie.
    Masz racje, to nie jest dokladnie „strona bierna” – no ale jak to na Polski przetlumaczyc? :)

  12. Wychodzi na to, ze „lozko sie ryplo” (chcialem powiedziec popsulo sie ;) Chyba tak moznaby to wlasciwie przetlumaczyc. Polski zadziwia wrecz swoja elastycznoscia (chociazby z tym lozkiem co to ktos posul, popsulo sie i zostalo popsute – ten sam fakt a jakby 3 rozne punkty widzenia ;) . Choc potencjalny punkt siedzenia diabli wzieli… .

    Szacowna przypomniala nam jedna z najstarszych zasad magicznych (starszych od literatury fantazy), ktora wystepuje rowniez (choc oczywiscie nie ta bardzo wprost wyartykulowana) w Ksiedze Stworzenia (bo wlasnie nadawanie imion temu co istnieje dawalo Pierwszym Rodzicom wladze nad swtorzeniem!!)

  13. strzelalbym ze najbardziej podpasuje strona medialna: http://pl.wikipedia.org/wiki/Strona_medialna

  14. A dlaczego u większości narodów pszczoła jakoś „bzzz-yczy” a u Niemców robi „sum sum”?

    http://www.eleceng.adelaide.edu.au/personal/dabbott/animal.html

  15. nie wiedzialam, ze w niemieckim takie dziwo jest :)


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: