Napisane przez: futrzak | 22 października 2013

Oferty pracy w Polsce

koleżanka na facebook wygrzebała.

Nie byłabym sobą, gdybym złośliwie nie skomentowala. No bo praca w Polsce jest, nie? Trzeba mieć, ma się rozumieć, odpowiednie kwalifikacje i przygotowanie zawodowe: operator kamery, asystentka reżysera, montaż mile widziany oraz chęć do rżnięcia i obciągania lachona Co Ważniejszym Personom.
Przy czym podejrzewam, że najważniejszą kwalifikacją jest ta ostatnia.

Nie, żeby mnie to jakoś szczególnie dziwiło – za moich czasów tez tak bywalo – np. atrakcyjne dziewczyny nie mialy szans zdania egzaminu u takiego jednego Pana Profesora, jesli co najmniej nie dały się wymacać (a co poniektore mialy bardziej przesrane i żadne skargi do rektora nie pomagały, bo Pan Profesor byl nietykalną krową, a świadków zajść nie było).
Branża tzw. Szoł Byznesu to już w ogole odlot – ale jakoś nigdy dotąd tak bezwstydnie i bez żadnej żenady czy skrupółów nie afiszowano się z podobnymi wymaganiami.

Coż. Nie masz kobieto szerokiego tyłka i wyćwiczonego języka, to pracy jako fachowiec nie znajdziesz. Juz nie wystarcza 10 lat praktyki i znajomosc trzech języków obcych…

Advertisements

Responses

  1. Wychodzi na to, ze niektorzy inaczej nie znajda sobie partnerek seksualnych, jak nie wykorzystaja swojej pozycji zawodowej… . Feler jakis…?!?

  2. Nie byłbym sobą, gdybym złośliwie nie skomentował… :-)
    No dobra, nie będzie złośliwie. Mam przed sobą papierową gazetę, a w niej ogłoszenia: panie przyjmę, młode panie zatrudnię, panie – zakwaterowanie.
    Następna rubryka: Manuela, Oliwia, Patryk, Anastazja, Karol – całą dobę, Patrycja, Julia – wszystko,….. A prawo? Jakby obok…
    W gazecie ogólnopolskiej, która coś GóWnem zalatuje: panów do rozwożenia pizzy – prawo jazdy, prezencja nienaganna…..
    To działa w dwie strony futrzaku, nie myśl, że mężczyźni, szczególnie ci atrakcyjni nie są wmanewrowywani w sytuacje nazwijmy to delikatnie SKRAJNIE NIEKOMFORTOWE.
    Teraz będzie trochę złośliwie. Czy byłaś kiedyś mężczyzną, czy potrafisz wyjść poza swój jakże słuszny i prawy schemat myślenia i spróbować sobie wyobrazić sposób działania mężczyzn ( jak sokowirówki, pralki, lub telefonu – – to tylko odrobinę mniej skomplikowane urządzenia)
    Odpowiedni strój to połowa kłopotów mniej (znowu będzie chryja…) i to dotyczy obu płci
    http://www.se.pl/wydarzenia/kraj/seksskandal-w-godzieszach-wielkich-14-latek-zrobi-dziecko-nauczycielce_360072.html

  3. W „Anonsach” (taka gazeta z ogłoszeniami) znalazłam kilkanaście ofert pisania prac dyplomowych. Bez żadnego owijania w bawełnę.

    Będzie coraz gorzej…

  4. W stosunku do rektora to moze i lubiezny profesorek byl nie do ruszenia, ale dziwie sie, ze mu jakis chlopak takiej napastowanej nie oklepal dobrze michy. Zwlaszcza ze ladne studentki zazwyczaj maja sprawnych i pewnych siebie partnerow. Mozna tak preciez zrobic ze rowniez nie byloby swiadkow zajscia.

  5. W korpo obok właśnie pojawiła się kolejna dziewczyna w IT.

    Domyślam się, że po standardowym assessmencie, bez macania.

    Ale to pewnie tylko przypadek.

  6. @nuccio1872
    :))) Oklepać michę w takiej sytuacji byłoby wskazane, ale są również inne formy wk…nia takich seksuologów-amatorów, pieszo taki zwykle nie chadza, a odpowiednia informacja na bryce – dla władz uczelni, studentów i jego wielce czcigodnej małżonki wskazana
    @Kira
    W gazetach pełno jest ogłoszeń: „wywoływanie miesiączki” I co? I nic! Prawo sobie, a życie sobie.
    @futrzak
    Dla równowag, żeby nie było tylko na tych wstrętnych chłopów, film – gorąco polecam:
    http://pl.wikipedia.org/wiki/W_sieci_%28film%29

  7. @futrzak
    Dziękuję.

  8. miodzio:
    kiepsko sie dzieje w kraju, w ktorym zeby dostac jakas normalnie platna prace trzeba sie uciekac do awansow seksualnych.
    Takie sytuacje zwykle zdarzaja sie w panstwach wyniszczonych gospodarczo – np. tak bylo po wojnie w Korei Pd, w Niemczech po II wojnie..
    Tak ciagle jest w Tajlandii czy Filipinach – mnostwo tam kobiet, ktore za sponsorowanie oferuja towarzystwo seksualne i nie tylko.
    Mechanizm dziala w obie strony – np. w Egipcie to mezczyzni specjalizuja sie w uslugach seksualnych oferowanych jako „bonus” w kurortach, do ktorych zjezdzaja turysci z EU.

    Jest tylko jeden szkopul: tego typu „praca” wykonywana przez kobiety i mezczyzn nie jest traktowana przez spoleczenstwo tak samo. Kobiety sa piętnowane jako „kurwy” i „dziwki” zas o mezczyznach jesli w ogole mozna cokolwiek uslyszec, to co najwyzej „niezle sie cwaniaczek ustawil” „fajnie, dymanko ma codzien i jeszcze mu za to placa” etc.

    Odnosnie oklepywania „twarzy” lubieznemu profesorkowi:
    znamienne, ze rozwiazania ktore tu padly, sa z gatunku linczu/samosądu, gdy tymczasem w krajach troche bardziej cywilizowanych zalatwia sie to metodami legalnymi. BO MOZNA.

  9. widac oferta nie byla zla albo byla zartem bo juz jej nie ma…

  10. @futrzak
    Masz rację, tak powinno się te sprawy załatwiać, ale sama wiesz, jak sądy działają. Sprawa bedzie się wlekła ze trzy, cztery lata, w końcu przyschnie, a ludzie z tego zapamiętają tyle, że jakaś q… miała jakieś wonty do profesora (jak w tym kawale: on ukradł rower, czy jemu ukradli rower – zamieszany w kradzież roweru)
    Co do asymetrii moralności też masz niestety rację, ale to się szybko zmienia. Myslę, że to kwestia góra jednego, lub dwóch pokoleń, dla Ciebie żadna pociecha.
    Tak się dzieje nie tylko w krajach III świata, myślę, że Bardotka do dziś byłaby nieznana, a Monroe byłaby tylko Normą Baker, nalewającą piwo do kufli w jakimś obskurnym barze. Coś za coś. Brzmi brutalnie, ale dopóki wszystko dzieje się za przyzwoleniem (choć przymus ekonomiczny w tle) nie ma aż tak wielkiej tragedii (patrz „Pretty woman”), co nie znaczy, że taki porządek świata popieram.

  11. Tylko bez złudzeń, że w jakimkolwiek kraju można ot tak oskarżyć o molestowanie i wygrać. Ta pokojówka molestowana przez Straussa jak wypuścił na nią adwokatów to z mety okazała się najczarniejszym z charakterów. Gdyby nie to że on i tak był do odstrzału, to pewnie posadziliby jedynie ją.
    Natomiast tak mniej legalnie … Znam pewną panią, która w pewnym momencie była żoną wiceministra spraw wewnętrznych. A kilkanaście lat wcześniej była molestowana (w zasadzie porwanie sukienki to już pod usiłowanie gwałtu podchodzi) przez takiego nietykalnego profesorka. Studentka pamiętliwa była, a że zmieniła nazwisko to i nie dziwne, że profesorek do dziś nijak nie może zrozumieć jak to jest, że mu się życiowe szczęście tak raptownie skończyło.

  12. @zaz:
    proces to jedno, ale zanim jeszcze od niego dojdzie, to sa rozne procedury.
    Np. w jednej z firm, w ktorych pracowalam byl taki koles, co mial klejące łapy i generalnie zachowywal sie nader chamsko.
    Po pierwszej skardze do HR dostal upomnienie, po nastepnych dwoch dano mu do zrozumienia, zeby sobie poszukal innej pracy, bo moze miec sprawe w sądzie.

  13. W Polsce można dostać normalnie płatną pracę. Problem wynika ze złego systemu edukacji kompletnie niedostosowanego do rynku pracy. W efekcie trzeba pomysleć jak się przekwalifikować, i rozsadnie zaplanować karierę zawodową. Drugim problem jest to, że w Polsce jest jakaś mania słania CV gdziekolwiek,nawet jeśli nie spełnia się kluczowych wymagań (u mnie w pracy w czasie ostatniej rekrutacji przyszło ponad 300 aplikacji na 1 stanowisko – około 250 od razu nadawało się do kosza) Nic dziwnego, że pracodawca rezygnuje z prowadzenia rekrutacji na rzecz kogoś z polecenia.

  14. Jesteś pewna, że sprawy by nie załatwiono inaczej gdyby gość o lepkich łapkach był dla firmy pracownikiem kluczowym ? Tu oczywiście teoretyzuję, bo kolesie o takich przypadłościach raczej w klepaniu kodu nie są najlepsi, ale gdyby jednak ?

    A przy okazji możesz mi pomóc wyskalować : jak dobry musi być człowiek który na trzecim roku studiów zostaje teraz ściągnięty z Polski do roboty w Krzemowej Dolinie ? Dzieciak znajomych właśnie tym się chwali, a ja go pamiętam jako owszem niezłego zawodnika, ale do geniusza to mu jednak dość daleko. I teraz nie wiem czy go źle oceniałem, czy teraz jest aż takie ssanie na młodych i dostatecznie zdolnych ?

  15. @zaz:
    pracownicy kluczowi dla firmy to sa ci, co maja wiekszosciowy pakiet udzialow :) Cala reszta jest zastępowalna, a nawet jesli nie bardzo, to tak uwaza rada nadzorcza (patrz Jobs, ktory z Appla swego czasu musial odejsc).

    Odnosnie tego twojego znajomego: ssanie na mlodych zdolnych zawsze bylo. Ogromna wiekszosc ludzi pracujacych w branzy w Dolinie Krzemowej wszak skads przyjechala :)
    Nie znam tej osoby, wiec nie wiem. Napewno duzo zalezy od tego, w jakiej dzialce sie specjalizuje (sa rozne takie niszowe gdzie ludzi szuka sie po calym swiecie) oraz co juz do tej pory zrobil (moze np. napisal calkiem nowatorska aplikacje, albo wazny modul do kernela albo cos takiego). Plus, z kim mial kontakty, czy jezdzil na jakies zawody/konferencje/wymiany etc.

    Przyklad: moj eks mauzonek studia rzucil w cholere, a bedac sysadminem na jednym z najlepszych uniwerkow w tzw. „chwilach wolnych” (czytaj: non-stop) sportował linuxa na procesor SPARC. A poniewaz jego znajomym (z tegoz uniwerku) byl facet, ktory zaczal pracowac w SGI (ha, ha kto dzis pamieta ta firme..) – to sciagnal go tam do roboty w celu sportowania linuxa na procesor MIPS.
    Oczywiscie, byle studencina czegos takiego nie zrobi (ogromna wiekszosc konczy jako ograniczone klepacze kodu zaprojektowanego przez kogos innego) – ale tez nie trzeba zaraz byc geniuszem.

  16. Problem jest taki, że przeogromna większość (na pewno więcej niż 95%) społeczeństwa (łącznie ze mną) to w sensie zawodowym miernoty (patrz „Amadeus” – Milosa Formana). Choć pracowałem w kilku zawodach i we wszystkich się sprawdziłem, nigdy nie byłem na tyle dobry, by to o mnie „bili się” pracodawcy, nigdy nie stałem się mistrzem, a co najwyżej pracowitym i dobrym w swoim fachu rzemieślnikiem i nigdy nie miałem problemu ze znalezieniem pracy. Ale duża część z tej rzeszy miernot nie umie prawie nic przydatnego na obecnym rynku pracy. Mogą wklepywać dane, wystawiać faktury, pakować w kartony, obsługiwać klientów w sklepie, pracować przy taśmie – czyli coś, czego się można nauczyć w ciągu jednego dnia, albo nawet krócej. Dla takich ludzi zawsze będzie istnieć pokusa, żeby iść na skróty. Wolą parzyć kawę i dawać d.., za 1800, niż zap…alać przy taśmie za 1500
    Czytałem kiedyś wywiad z Madonną (głos – żaden tam wyjątkowy, dość ładna i zgrabna, duże umiejętności taneczne, wysportowana – takich dziewczyn w czasach jej młodości było tysiące). Stwierdziła tam bez żenady, cienia wstydu i żalu, że zanim osiągnęła jakikolwiek sukces komercyjny, musiała nieźle „zdzierać d..” – dosłownie, tak było napisane. Kilka lat później to ona dyktowała warunki. To muzyczna miernota, ale z majątkiem ok. 0,5 mld dolców.
    Futrzaku, czy w babskim gronie, w chwilach słabości i szczerości, po 3, czy 5 drinkach nie przychodzą Ci do głowy refleksje – Co ja tu q… robię w tej dziurze, przecież ja z tą urodą i inteligencją powinnam mieć dom w Malibu, apartament w Londynie i Dubaju (piękna scena w „Erin Brockovitz”)
    Tacy jak Ty, ja i setki, tysiące miliony ludzi na świecie będą klepać swoją biedę (wcale nie taką biedną), bo mamy w sobie jakiś cholerny wirus moralności, który nie pozwala nam się zeszmacić.
    Pozdrawiam.

  17. @miodzio:
    Odnosnie miernoty wiekszosci:
    zawsze tak bylo. Tylko, ze w sensownie rządzonym panstwie to nie powinien byc problem. Tacy ludzie jak wszyscy inni tez chca zyc, cieszyc sie, wychowac dzieci. Problem sie staje, kiedy to jest niemozliwe i wiekszosc zyje w nędzy.
    Tzw. dawanie dupy i droga na skroty dzialaja w bardzo niewielu wypadkach. W wiekszosci jest to droga do bycia zaleznym od cudzego widzimisie i absolutne podporzadkowanie sie. Tak po prostu jest – zawsze ten, kto ma wladze i kase dyktuje warunki. To tylko w bajeczkach Hollywood bogaty biznessmen zakochuje sie w prostytutce a potem bierze z nia slub i traktuje jak królową.

    Co do „co ja tu robie” …. well, powiem tak: a co mi po domu w Londynie, Dubaju czy innych Malibu, jesli nie bede miala z kim tego dzielic, a ludzie wokol mnie beda ze mna tylko dlatego, ze mam kase? To ja juz wole to, co mam. Latwo nie jest, ale poczucie wolnosci, bycia kochanym i posiadania prawdziwych przyjaciol jest wiecej warte niz kupa szmalu, imho.
    Oczywiscie, nie obrazilabym sie na wygrana w totka w postaci paru milionow, jasne :) — niemniej bez niej tez potrafie zyc i szkoda mi nerwow i zdrowia na wspinanie sie na szczyty finansowe po trupach innych.
    Mialam malutki przedsmak czegos takiego pracujac w duzej corpo i to nie jest droga dla mnie – co z tego, ze zarabialam kupe szmalu, jak nie mialam kiedy sie tym cieszyc, a przed kazdym powrotem do pracy dostawalam rzygu i trzęsionki?

  18. @futrzak
    Obejrzałem chyba jakąś skróconą wersję „Pretty woman”, bo tam nic o ślubie nie było, a tym bardziej, co się działo po ślubie (chociaż można się tego domyślać) :)
    Ostatni dialog brzmiał mniej więcej tak:
    – I co było dalej, jak już ją uratował?
    – Ona uratowała jego.
    Może chciał się nią jeszcze miesiąc pobawić, a może rzeczywiście skończyło się ślubem, ale po miesiącu, czy roku żonkoś kręcił się już koło kościelnych prawników, żeby uznali – „non consumatum”. Tego w filmie nie ma – niestety.
    Oglądałem kiedyś film dokumentalny :) o rosyjskich oligarchach.. To się zdarza, że poślubiają swoje dziwki (wiedząc jaką miały przeszłość), choć nie są to takie z ulicy,j ak w filmie, ale takie z najwyższej półki, wykształcone.
    Futrzaku, nie trzeba szukać daleko, np Eva Duarte, jej oficjalna biografia jest pięknie wygładzona (prawie tak, jak Bolka), ale ona w młodości grzeczną dziewczynką nie była, a Juan to jak książę z zupełnie innej bajki…

  19. @miodzio:
    wiesz w tej kwestii jest problem tzw. jednego procenta. w show business, podobnie jak w mafii, kazdy widzi i skupia sie na tym jednym procencie, co doszedl na szczyt i osiagnal (jakkolwiek mierzony) „sukces”.
    Nikt nie widzi 99% ktorzy probowali i nic im z tego nie wyszlo…

  20. Sęk w tym, że o jego spektakularnych sukcesach jakoś głucho. Stąd moja konfuzja. Za moich czasów byle studencina z zupełnie nieinformatycznego kierunku (znaczy ja) potrafił na zwykłą zalkę z pascala napisać programik do tworzenia grafiki rastrowej, że prowadzącym oczka wybałuszyło, a mimo to nikt z Doliny Krzemowej się nim nie interesował. Najlepsi znani mi informatycy z tamtych lat źle nie mają, ale dlatego że robią we własnych, stworzonych od zera firmach, a nie że ktoś ich zauważył i zassał z odległości 10kkm.

  21. Znowu muszę się z Tobą zgodzić, ale to dotyczy nie tylko show businessu, mafii, ale także np sportowców. Wśród tych, którzy zakładają swoje firmy odsetek tych, którzy są na wierzchu jest większy, ale tych którym się naprawdę udało – nie aż tak wielu.
    I jak słusznie zauważyłaś nikt nie widzi tych z mafii, którzy leżą w piachu, lub gniją w pierdlu, nikt nie widzi tych zgorzkniałych zapijaczonych artystów, którzy od wczesnej młodości ćwiczyli, a po 20 latach się okazało, że g… z tego, bo talentu nie ma, a sukcesu się nie doczekali. Nikt nie widzi tych sportowców, którym teraz wyłażą kontuzje i są kalekami, lub leżą w piachu jak Skolimowska, lub leczą skutki brania dopingu. Tylko tych co firmy mieli, a teraz mają, ale rachunki i zaległe faktury do zapłaty jakoś bardzo widać. Bo ich jest najwięcej.

  22. @zaz:
    a ktore to lata byly?

    @miodzio:
    no wlasnie :) I dlatego nie uprawiam rozwazan „co ja tu robie w tej dziurze” :)

  23. Zabrzmiało, jakbym się wyzłosliwiał, a ja tylko chciałem spytać, czy masz chwile zwątpienia. W razie krachu systemu, to Ty będziesz sie śmiać z takich łosi jak my, w Europie, Azji, Ameryce Pn. i Australii.

  24. @miodzio:
    miewam, jak kazdy. Ale prawde mowiac nie ida one w strone „jaka szkoda ze nie zlapalam na dupe milionera” ale w strone „jaka szkoda ze nie zrobilam innych studiow” (czytaj: takich, ktore dalyby mi zawod pozwalajacy na bycie wysokiej klasy fachowcem mogacym przebierac w ofertach z calego swiata) albo „jaka szkoda ze nie wiedzialam tego co wiem teraz kilka lat temu gdy..”

  25. „jaka szkoda ze nie wiedzialam tego co wiem teraz kilka lat temu gdy.”
    +1……. dlatego lubie czasem pytac starszych o ich bledy mlodosci…

  26. @anonim
    Świat trochę za szybko pędzi, żeby rady starszych były skuteczne i rzeczowe w każdej sprawie. Nie sądzę, żeby mój dziadek w mojej młodości mógł mi dać radę: „Ucz się wnusiu informatyki, ze szczególnym uwzględnieniem Linuxa, którego wymyślą za 10 lat.” To nie „Powrót do przyszłości”.
    Natomiast mógłby mi udzielić rady np.: Nie zwracaj uwagi na dogmaty, patrz, żeby nie krzywdzić ludzi, tylko to jest ważne.
    @futrzak
    W pierwszym odruchu chciałem się powyzłośliwiać i napisać: czy przypadkiem nie nastąpił błąd i zamiast „na dupę” nie powinno być: :”na serce”? Jednak Ty nie zasługujesz na tak wredną odpowiedź, cenię Twoje opinie, bo są szczere. Sam nie osiągnąłem jeszcze takiego stopnia „niezawisłości i separacji”, żeby imiennie pisać to, na co mam ochotę. Niestety. Ktoś mógłby być smutniejszy…
    P.S.
    Dla wyjaśnienia „niezawisłości i separacji”:
    „Pani Gąsiorkowo, co tyż ta pani córka wypisuje na blogu, ło laboga”

  27. @miodzio:
    no coz. W Polsce niestety ciagle jest to sterroryzowanie opinia sąsiadow, ciotek, wujkow, rodziny i calej reszty. Trzeba chyba pozyc troche poza tym ciasnym korytkiem albo przyjac inny punkt widzenia tj. jesli ktos ma sie obrazic za to, ze nie jest w stanie zniesc szczerej opinii mojej (uwaga: szczera to znaczy asertywna ale nie chamska ani zlosliwa, trzeba o tym zawsze pamietac) – to trudno, niech sie obraza. Nie kazdy musi byc obecny w moim zyciu i dyktowac mi, co moge, a co nie.

  28. Futrzaku, nie miałem na myśli sąsiadów, ciotek, czy wujków, dalszej rodziny i całej reszty. Miałem na myśli najbliższych. Ja na to leję, co myślą o mnie inni, ale interakcje pomiędzy bliższymi i dalszymi wpływają jednak na samopoczucie tych bliższych – na których mi zależy. Mętne? Ja nie chcę bez wyraźnego powodu być źródłem smutku swoich najbliższych. Po co mi to? I po co im to?
    Twój blog do grzeczniutkich nie należy, choć teraz już trochę złagodniał, ale wyobrażam sobie, że niektóre Twoje wpisy mogły zjeżyć włos i zburzyć krew Twoich…
    Co do „ciasnego korytka” (to było złośliwe, ale celne), to podjąłem w przeszłości nieśmiałe próby wypełznięcia z niego, ale jakoś od początku nie miałem do tego serca. Chyba brak cierpliwości do szybkiej nauki języka, także to o czym celnie pisała kiedyś u Ciebie Lopez – „wk….jąca siermięga”, dla mnie to było nie do zniesienia. Może, jak już wspomniałem, gdybym był „mistrzem”, a nie „rzemieślnikiem”, bardziej by mi się to spodobało.

  29. @miodzio:
    ale zyjesz dla kogos, po to zeby zadowalac innych, czy siebie? To oczywiscie kwestia stopnia, ale przypomnij sobie moje cytaty z ksiazki Toksycznie Rodzice.
    Jedna z podstaw ich repertuaru jest wpedzanie w poczucie winy – wlasnie poprzez pokazywanie smutku, placz, twierdzenie ze „juz mnie nie kochasz skoro chcesz…” etc.

    Odnosnie emigracji: coz, napewno jesli nie ma sie odpowiedniego podejscia, to nic z tego nie wyjdzie. Kazda emigracja to wykraczanie poza wlasna strefe komfortu. Tak, nauka jezyka bywa mega upierdliwa, jak i inna kultura i uczenie sie zycia codziennego na nowo i cala masa innych rzeczy.
    Ale.
    Przynajmniej w moim wypadku wk* siermięga byla, gdy mieszkalam w Polsce. Owszem, na pierwszej emigracji nie bylo latwo, na drugiej tez nie jest, ale wystarczy, ze sobie przypomne codzienne zycie w Polsce i dostaje takiego motorka w d* ze szok :)

  30. Mam wrażenie, że bierzesz mnie za kogoś, kim nie jestem, za jakiegoś młokosa zmanipulowanego przez toksycznych rodziców, jakiegoś zdziwaczałego chłoptasia, który chodzi na pasku mamusi. Otóż wyobraź sobie, że jestem zażonny (odpowiednik – zamężna) i mam dorosłą córkę, Taki już jestem stary… Ja nie jestem na tym blogu dlatego, że rozpaczliwie szukam towarzystwa i zrozumienia, ja to mam w swoim domu. Ja tu, na tym blogu jestem dlatego, że „zmuszasz” mnie do czytania, myślenia i pisania. Ja tu jestem dlatego, że jestem jeszcze ciekawy świata, ale widoków nie z hotelu, tylko z chodnika. I lubię taki język (ten pisaty – nie gadaty) krwisty i soczysty, bez przerostu formy nad treścią (jak u Rafała Bauera). Kumasz? Ja tu najpierw zaglądałem z pół roku, zanim napisałem choć słowo.

  31. @miodzio:
    ok, napisalam w formie bezposredniej, ale jesli sie do ciebie nie odnosi, to ok. W koncu cie nie znam.
    Nie przyszlo mi do glowy, ze mozna to tak odebrac – w sensie ze chloptas na pasku mamusi etc. – co jest zdecydowanie negatywne.
    Toksycznosc (znow, to uwaga ogolna nie bierz do siebie) i rozne metody manipulacji dotycza tak dzieci jak i rodzicow, wspolmauzonkow a niektorzy umierajac w wieku lat 80-ciu dalej sa na to podatni. Mnie samej zajelo dluuuuugo uwalnianie sie od, a i czasem jeszcze sa nawroty.
    Przy czym patrzac z perspektywy emigracji widze, ze wszelakie naciski spoleczne w Polsce sa o wiele mocniejsze niz np. w USA (chociaz byc moze sa spore na midwescie czy bible belt, ale tego nie wiem, bo tam na stale nigdy nie mieszkalam).; wieksze w malych spolecznosciach, mniejsze w anonimowym tlumie miast-molochow.

    A jesli kogos „zmuszam” do myslenia, zastanawiania sie i jezyk moj trafia – to bardzo dziękuję – to dla mnie duży komplement :))

  32. „Powróćmy do naszych baranów”. Miało być o pracy. Skoro nie ma legalnej to każdy orze jak może:
    http://www.rp.pl/artykul/10,1059731-Falszywy-profesor-i-chasyd.html
    A najśmieszniejsze są reakcje władz uczelni. Tyle jest warta polska nauka i cały ten system…

  33. @miodzio:
    no niestety, odkad sie namnozylo tych wszystkich uniwersytetow Bolka i Lolka, to poziom studiow i dyplomow polecial na łeb, na szyję.
    Za moich czasow nie do pomyslenia bylo, zeby profesor mial taka liczbe magistrantow, ktorych nie jest w stanie ogarnąć tj. rzetelnie przeczytac ich magisterki, poprawiac, przygotowac do obrony.
    Dzisiaj to jest juz cala klasa zarabiajacych inaczej tj. piszacych prace magisterskie na zlecenie – a profesorowie maja tylu magistrantow ze i tak niby 90% prac nie przeczytaja.

    Zenua i tyle.

  34. Dzięki naszym władzom dziewczyny mogą znaleźć pracę jeżeli są odpowiednio wy-kształc-one – to znaczy mają odpowiednie kształty, w agencjach towarzyskich. A zachodnia konkurencja nie śpi. Finansują i organizują po swojemu oświatę techniczną. Należałoby się cieszyć, bo to szansa dla młodych, ale efekt będzie taki, że wydrenują nam najlepszą kadrę
    http://www.zsmeie.torun.pl/glowna/wazne/w1213/w18.php
    P.S.
    :)


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: