Napisane przez: futrzak | 13 października 2013

Malych knajpek czar

Nigdy nie znalazlam takiej podczas czternastu lat spędzonych w USA. Być może szukałam w niewlasciwych miejscach, a moze takich knajpek po prostu juz nie ma.

Większość turystow odwiedzających Baires tez ich nigdy nie znajdzie – sa automatycznie kierowani przez przewodniki i organizatorów oficjalnych „tours” w zupelnie inne miejsca: supernowoczesne i wypasione Puerto Madero, historyczną, zadbaną i drogą jak diabli Recoletę albo snobistyczne Palermo. Tam można zaznać wszelakich rozkoszy kulinarnych – od parilli do sushi, w odpowiednio udekorowanych lokalach, za odpowiednią cenę oczywiście.

Mała knajpka zazwyczaj niczym się nie wyróżnia. Ma zaniedbany lokal, proste stoły pokryte ceratą, nie posiada nawet porządnego menu. Spis potraw może znajdować się napisany kredą na tablicy na ścianie albo na papierowych ulotkach, które właściciel w wolnym czasie rozdaje przechodniom. Nie jest to zresztą nic wyszukanego: kurczak zrobiony na 4 różne sposoby, bife de chorizo, bife de cuadril, milanesa, suprema, matambre de cerdo, kilka rodzajów pasty, takie tam. Wszystko zazwyczaj znacznie tańsze, niż u konkurencji za rogiem, która posiada fachową obslugę kelnerską oraz obrusy na stołach.

W Małej knajpce w roli kelnerów występują zazwyczaj właściciele – starsze juz wiekiem małżeństwo. Czasem do pomocy wpadnie syn, albo córka. Jeśli mają dzieci, to włóczą się one dookoła. Nie przeszkadzają klientom, czasem z nimi bawią albo porozmawiają. Przyzwyczajone.
Obsługa jest oczywiście wolna i nieefektywna – Amerykanin na pewno poszedłby sobie w diabły, znudzony czekaniem. Wino de casa tez jest kiepskie, a wyrafinowanych i drogich win nie ma. Jest za to tani Quilmes albo Brahma i woda z syfonu.
Klientelę zwykle stanowią ci sami ludzie od 20 lat, mieszkający w pobliżu. Czasem zawieje tam też podobnych wariatów, jak nas :)
Wtedy właściciel sie ożywia – chce wiedzieć, skąd jesteśmy, a po usłszeniu, że z Polski wdaje się w dłuższy monolog na temat polskiego papieża.

Długie czekanie zostaje wreszcie wynagrodzone i jem najlepszego kurczaka po prowansalsku, jakiego kiedykolwiek miałam okazję spróbować. Milanesa też jest bardzo dobra, a czas zwalnia. Kiepskie wino de casa, rozcieńczone słuszną ilością lodu, okazuje sie pijalne i generalnie nie jest zle :)
Przed lokal wychodzi kucharz – jest w równie sędziwym wieku, co właściciele.
Podobnie rzecz ma się z łazienką – kałuża na podłodze z wody tryskającej z zepsutej spłuczki nie dziwi mnie wcale, ani nie przeszkadza. Ważne, że jest papier i mydło i sprawna wentylacja…

Po skończonym posiłku opuszczamy bąbel czasowy Małej Knajpki. Rachunek wynosi 94 peso i jest napisany ołówkiem na zwykłej kartce papieru…

Advertisements

Responses

  1. Exactamente. Po tygodniu narzekania na argentyńskie jedzenie i jego ceny trafiliśmy na malutką restauracyjkę, już w zasadzie po godzinie obiadowej (na calle Uruguay, blisko skrzyżowania z calle Paraguay), prowadzoną przez dwie dziewczyny, gdzie wszystko było smaczne, mile podane i tanie. Po prostu trzeba troszkę się naszukać, no i unikać tego, co określiłaś wtedy jako „miejsc ze stołami z białymi obrusami”.

  2. No to nie wiem gdzie ty zylas w USA? moze w Kaliformi takich luksusow jeszcze nie ma.
    NYC slynie z malych knajp i kafejek.
    W szczegolnosci w miejscach takich jak Bushwick, ze wspomne o rozpasionym Williamsburg, Dumbo czy Brooklyn Heights. Male lokalne i mnoza sie jak grzyby po deszczu.
    Na domiar zaopatruja sie u lokalnych rolnikow (nie w agrobiznesie) co podnosi jakosc zycia farmerow w promieniu 500 mil od miasta.
    Mieso, jaja i wszystko z pola na stol spowadzane jest az z regionu „Finger Lakes” a tez osciennych stanow.
    Piwo jak i burbony toczone sa lokalnie i lokalnie sprzedawane.

  3. @jb:
    rozmiar czy zaopatrywanie sie u lokalnych ekorolnikow nie czynia jeszcze Malej Knajpki… nie chwytasz roznicy…

  4. U nas tez sa takie miejsca. O jednym z nich nawet pisalam na blogu. Otwieraja kiedy im sie podoba, „resturacja” to w zasadzie jest ich living room. Menu maja, nawet wydrukowane, ale to nie znaczy, ze dostanie sie to co sie zamawialo. :-) Kocham to miejsce. Pan domu mowi, ze za czasow kiedy chodzil do gimnazjum juz istnialo i dzialalo dokladnie tak samo.

    W USA tez takie miejsca byly. W NJ w Teaneck czy Hackensack, brudne dziury w scianie, gdzie grecki czy wloski dziadek gotowal co mu sie podobalo, a jego rownie zgryzliwa zona robila za kelnerke. W Teaneck tego typu dziadek czasami nie bylby ani grecki, ani wloski, ale mialby jarmulke na glowie :-)

  5. @dwa koty:
    no wlasnie, takie klimaty zawsze mi sie kojarzyly z mentalnoscia poludniowej Europy, latynoska, ale japonska to nie :)

  6. W SF mam trzy takie ulubione male knajpki („hole in the wall”). Radio Habana Social Club – kubanska malusienka knajpka z przedziwnym wystrojem, tanim no name winem i menu zmieniajacym sie prawie codziennie, prowadzona przez starszawe malzenstwo . Red Door Cafe, ktore juz na wejsciu mowi „no egg white yuppies” i gdzie wlasciciel, Ahmed, wybiera kto moze a kto nie moze u niego jesc. Tawan – tajska restauracja prowadzona przez trzy pokolenia tej samej rodziny. Bardzo nie wiele osob zabieram do tych miejsc, bo nie wszyscy doceniaja takie klimaty.

  7. Poprawiam sie: „niewiele”

  8. W Lizbonie trafiłem na bardzo sympatyczną knajpkę, z takim wąskim wejściem które prowadziło do większego pomieszczenia z tyłu budynku. Tuż obok Straży Pożarnej, prawie centrum, ale jednak na uboczu. Białe obrusy były co prawda – taka jest specyfika Lizbony, że nawet w tych małych knajpkach zawsze są białe obrusy, nawet jeśli papierowe i odwrócone kieliszki do wina. Jedzenie było proste, tanie i bardzo dobre, wino tanie i niezłe. Widać było że stanowi to zaplecze gastronomiczne dla strażaków.

  9. oj tam, co kto lubi.
    miejsca takie się znajdą. jak będzie kiedyś w Warszawie to Ci polecę fajne z ceratami na stołach i kałużą wody w kiblu.
    ciekawe czy właściciele taką niszę obrali celowo, czy już inaczej jak prze 30 laty nie potrafią ,albo zwyczajnie nie chcą/mogą inwestować w rozwój.

  10. Na trasie Wrocław – Praga, niedaleko Kłodzka przy drodze, stała sobie niewielka, ale klimatyczna restauracyjka z rewelacyjnym jedzeniem. Zawsze te kilka stolików było zajętych. Wszystko świeże, wszystko doprawione. Ja specjalnie układałem sobie trasę by tam trafić w porę obiadu i nie tylko ja tak robiłem. Sława restauracyjki się roznosiła. Właściciel czynił różne inwestycje, z czterech stolików zrobiło się siedem, wszyscy się cieszyli. Aż tu nagle pierdut, ktoś wykupił pole obok i postawił gigantyczną restaurację, tak przemodelowując zjazd z trasy, by chcąc nie chcąc, niemal każdy się musiał pomylić. Stali klienci wciąż się tam jeszcze jakoś przy tej małej zatrzymują, ale potencjalni nowi już praktycznie nie mają szans tam trafić. Rozwój się skończył. Menu też jakby zeszło na psy – gulasz do placków po węgiersku zaczęli robić z wieprzowiny. Naprawdę z nieuczciwą, a bogatą konkurencją inwestycjami się w gastronomii walczyć nie da.

  11. W Toruniu Pod Arkadami jest mała knajpka na kilkanaście osób, która serwuje pizzę. Jadłem już pizzę w najróżniejszych miejscach, ale takiej smakowitej jeszcze nie. Niezmienna receptura od czasu mojej wczesnej młodości. Trochę chyba niezgodna ze sztuką kulinarną, nie jest płaska jak naleśnik, ale ma kilka centymetrów grubości. Ciasto robią sami – nie jakieś badziewie mrożone, a zapach w całym lokalu wyśmienity. Tylko ta toaleta, która nie spełnia reguł małych knajpek – czysta, bez kałuż i przeciekających spłuczek. I pachnąca :(

  12. @zaz:
    a to prawda. Byc moze dlatego w Dolinie Krzemowej takich miejsc nie ma – a jesli juz sa, to stopniowo sie zmieniaja, bo inaczej wlasciciele zbankrutowaliby. Niewiele ludzi docenia podobne klimaty, wola posc do sieciowki czy franczyzy gdzie obsluga kelnerska taka sama (terror klientem jak ja to nazywam), a w razie jak sie cos nie podoba mozna zrobic bezkarnie awanture i jeszcze beda klaniac sie w pas…

  13. @miodzio:
    w Argentynie takie toalety sa dosc powszechne i nie przypisane tylko do malych knajpek. Pamietam, jak poszlam na rozmowe kwalifikacyjna. Biura miescily sie w nowiutenkim wiezowcu w microcentro… wszystko odpicowane, lazienka w marmurach, lustrach i ah oh. Mysle sobie – nie wierze, ze nic nie bedzie spieprzone. No i mialam racje. Wieszam torbe na wieszaku pieknym, marmurowym.. a on jak nie pizgnie…coz, ktos wkrecil za krótka srubkę w ściane i polecialoooooo….

  14. @futrzak
    Z tego co piszesz i co piszą inni (i tu się wcale nie wyzłośliwiam) proste usługi typu „wkręć, przyklej, pospawaj, zainstaluj” robione solidnie i na czas byłyby żyłą złota. Czy mi się tylko tak wydaje?

  15. dzięki Bogu, że mieliśmy tego polskiego papieża :) we Włoszech też zbieramy z tego tytułu śmietankę.
    też bym chciała do takiej knajpki, na sama myśl ślina mi ciecze, no i te swojskie klimaty…

  16. @miodzio:
    i tak i nie, sprawa jest nieco bardziej skomplikowana. Po pierwsze: kazdy wlasciciel ma juz swojego „umowionego” fachowca od hydrauliki i takich napraw. Nawet jesli robi on gorzej, to czesto jakosc nie jest najwazniejsza, a po prostu zaufanie.
    Ktos z ulicy po prostu nie jest brany i koniec, kropka, niezaleznie od tego, jak dobrze by robil.
    Po drugie: zasady wynajmuj dlugoterminowego dla Argentynczykow sa takie, ze w kontrakcie nie ma klauzuli o tym, ze wlasciciel placi za naprawe rzeczy, co sie w miedzyczasie zepsuja. Prowadzi to do paradoksalnych sytuacji tj. naprawiane cokolwiek jest dopiero w momencie kompletnego zepsucia i sytuacji emergency i najczesciej przez samych odnajmujacych, ktorzy chca zaoszczedzic pieniadze.
    Takze od strony biznesowej nie jest to taka zyla zlota, jakby sie z pozoru wydawalo…

    @Foksal:
    a w twoich okolicach nie ma podobnych knajpek?

  17. Witam ,
    A ja opowiem coś zupełnie z innej beczki.. o tym co mnie spotkało w Mexico City.
    Pewnego razu na obiad wybraliśmy się poza teren firmy do restauracji odpuszczając sobie kiepskie jedzenie w kantynie. Jednak jedna restauracja była już pełna więc nasz kolega Meksykańczyk się pyta czy lubimy domowe jedzenie . Odpowiedź z mojej strony: jasne prowadź mnie byłe było dobre jedzenie. Gdy już zbliżaliśmy się do docelowego miejsca byłem trochę zmieszany ponieważ pomyślałem ze prowadzi mnie do jakiejś swojej rodziny … i tak to wygląda do czasu kiedy nie przekroczyłem progu tego miejsca. Weszliśmy do domu gdzie istniała nie legalna knajpa (bez szyldów bez podatków) jak tylko możną to nazwać. Od razu poznałem znajome twarze z biura. Część stolików była ustawiona jak by w garażu a reszta w salonie gdzie jedno z dzieci właścicielki oglądało na pełny regulator bajki w TV. Kuchnia znajdowała się w przybudówce gdzie krzątała się gospodyni oraz jej rodzina. Jedzenie o lepsze niż w kantynie no ale wrażenia z wizyty w takim miejscu bezcenne.
    Mieszkańcy danej okolicy doskonałe wiedza gdzie takie miejsca istnieją :D

  18. To czy dane knajpki są i jak je znaleźć zależy z jednej strony od powszechności kultury jedzenia na zawnątrz, a z drugiej od przepisów. W Argentynie chyba nie są takie straszne i otworzyć coś jest relatywniw łatwo, we Włoszech to ponoć mordęga. Tam gdzie jest trudno oficjalnie- sa właśnie nielegalne i podobno we Włoszech tego sporo.

  19. sceptycznei podchodze do zachwytow (swoich tez) ze cos bylo (smakowo) najlepsze – smak jest najbardziej subiektywny , jak sie jest glodnym i nastroj dobry to wszystko smakuje
    wiele razy wracalem do restauracji gdzzie cos byo wspaniale – i juz takie nie bylo…czasami


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: