Napisane przez: futrzak | 21 sierpnia 2013

American dream

Jak wyglada dzis? Na przyklad tak:

Podróż zaplanowałem na dziesięć miesięcy od października, wyszło, że skończę ją w sierpniu. A w lipcu mam urodziny, więc wymyśliłem, że na swoje 49. urodziny przejadę 48 stanów.

Jadę. Fotografuję. Mam ze sobą drukarkę. Dwie numerowane odbitki każdego zdjęcia drukuję na sprzedaż, dwie kolejne zachowuję do archiwum. Jedną kopię sprzedaję przez swoją stronę http://www.[xxxx].com. Drugą chcę sprzedawać na ulicy – myślałem, że tak jak w Polsce założę firmę i już. Ale w Stanach wygląda to zupełnie inaczej. Za każdym razem musiałbym dostać zgodę właściciela sklepu, budynku, przy którym bym stanął, i jeszcze mu zapłacić.

Każde zdjęcie kosztuje 10 dol. W pewnej agencji fotograficznej powiedzieli mi, że za mało, i że kolekcjonerzy nie docenią tych zdjęć. Mieli rację, choć takie myślenie jest chore.

– Nie udało ci się utrzymać ze sprzedaży zdjęć.

Pokrywała 50 proc. kosztów podróży.

– Z czego pokrywałeś te brakujące 50 proc.?

Z oszczędności. Kupiłem samochód za mniej, niż planowałem.
Po dwóch miesiącach miałem wypadek. Wjechał we mnie wóz strażacki w samym centrum Houston. Ubezpieczenie miałem podstawowe, więc odszkodowania nie dostałem.

Bilet z Houston na Hawaje kosztował 800 dol. Nie miałem tyle. Za 120 dol. poleciałem do kumpla do Las Vegas. Złapałem doła – byłem bez kasy, bez roboty, bez samochodu. Kumpel załatwił mi pracę w fabryce w Las Vegas. Piaskowano w niej części do maszyn. Chciałem zarobić na drugi samochód i jechać dalej.

– Samochodu nie kupiłeś.

Po dwóch miesiącach pracy w fabryce zarobiłem na bilet powrotny. Próbowałem jeszcze zebrać pieniądze przez Kickstartera, społeczne finansowanie, też bez powodzenia. Objechałem osiem stanów.

Ten opis jest bardzo rzadki, bo w mediach na ogol królują opisy bedące spełnieniem marzeń, sukcesem etc. To je sie powiela, podaje z ust do ust jako przyklad „yes you can”. Przemilczeniu ulegaja pozostale 90%, ktore nie sa udane. Podobnie jest w show business – sukces osiaga i slyszymy tylko o jakichs kilku procentach z tych wszystkich, ktorzy próbowali.
Nie chcę przez to powiedziec, ze nie powinno sie ludziom stawiac przed nos pozytywnych przykladow. Powinno sie, jak najbardziej. Ale nalezy je osadzać w realistycznym kontekscie rzeczywistosci, aktualnych realiow, mozliwosci wlasnych. Nie pompowac balona oczekiwan w nieskonczonosc, bo jak w koncu pęknie, to narobi niemałych szkód. No i po pęknieciu sadyzmem jest twierdzic „to twoja wina, bo jak bys sie wystarczajaco staral, to by sie udalo”..

PS: prosze zauwazyc, ze dopiero po dwoch miesiacach pracy udalo sie zaoszczedzic wystarczajaco kasy (mieszkajac u przyjaciela) zeby bylo na bilet powrotny. Kiedys relacje plac do kosztow utrzymania byly zupelnie inne – co wiem od znajomych uprawiajacych podobne szalone wagabondzkie wędrówki przez USA 20-30 lat temu. Dzis strach pomyslec.

PS2: na Big Island Hawaii oraz w Hilo bylam. Co prawda troche dawno (rok 2000) – ale jest dokladnie tak, jak opisal. Nie sciemnia.

Zrodlo.

Reklamy

Responses

  1. Zaraz bedziesz tu miec komentarze, ze facet z artykulu to jakas lajza, bo spokojnie mozna dostac posade managera, za dupna kase, bez zadnego wczesniejszego doswiadczenia w zawodzie ;-) ;-). Ze nielegalni emigranci mieszkaja w palacach i tym podobne farmazony ;-).

  2. @beans:
    no :)))

  3. I jeszcze niech ktos poda przyklad podrozy Cejrowskiego jak to (co opisal w ksiazce) w Meksyku sobie dawal rade bez znajomosci wiecej niz 2 zdan po hiszpansku i znalezieniu sie na ulicy :)

  4. to i tak udalo mu sie kawalek przejechac za spredaz zdjec z bagaznika…
    no i jak w niego wjecha woz stazacki to powinien dostac odszkodowanie niezaleznie czy mial w obie strony ubezpieczenie

    poza tym – fajna przygoda

  5. no tak, ale sami przyznacie, że wiarygodność wysokich obcasów jest taka jak gazety ;)
    zapewne to prawda. to musi być prawda, wszak niejeden stracił robotę i dom i ciężko mu się z tym pogodzić do dziś.

  6. Sam pomysł podróży za zdjęcia wydaje mi się szalony. Sporo i tak zobaczył.

    Czy taka podróż udałaby się w jakimkolwiek innym kraju bardziej?

    Sam w 2004 pracowałem 2 miesiące z dziećmi z Bronxu (głównie w kuchni:-) na bilet powrotny + pokrycie kosztów przylotu, więc dla mnie to nie dziwne :-) Ach, i oczywiście też chciałem zwiedzić USA, przejść na piechotę góry skaliste (miałem ze sobą nawet mój plecak, karimate i buty do chodzenia po górach), ale niestety 2 miesiące fizycznej pracy z bachorami przypomniały mi, że przecież za rok skończę dobre studia i wróciłem…

    Szczerze życzę autorowi nieudanej podróży, by rozwinął się zawodowo, zarobił trochę grosza i powtórzył swoją przygodę na luzie za odłożone oszczędności.

    Pozdrawiam

  7. Teraz dopiero przeczytałem źródło – to jest człowiek, który nie przegrał przez złą Amerykę, gdzie dostał świetną pracę w zawodzie na Hawajach, tylko sam chciał tego co przeżył.

    Nie rozumiem dlatego kompletnie tonu wpisu na blogu. USA jako kraj, gdzie nic się nie udaje. Udało mu się wszystko, a potem to wyrzucił, bo źle się czuł jako spełniony człowiek sukcesu – emeryt.

    Tacy ludzie zawsze będą mieć problemy, żaden kraj im nie pomoże, poza psychologiem, bądź znalezieniem sobie hobby.

  8. No teraz trzecią stronę przeczytałem i już kompletnie nie rozumiem tekstu jako przykładu porażki. Zrobił sobie roczne wakacje i ma gdzie wracać. Życzę powodzenia w Polsce i większości krajów z tak długim urlopem.

  9. Greyhound (podróż autobusem) kosztuje 210$ LV>> NY.Fakt trwa dwa dni.
    Bufet bez limitu pięć lat temu kosztował 8$/za jedzenie bez limitu w Chicago.
    Ja zarabiałem 8$/h bez żadnych kwalifikacji na budowie
    Ale jak chce się latać samolotami….

  10. Co tu oczekiwać jak autorka bloga to antyimperialistyczny amerykanofob o cięgotach wybitnie lewicowych.

  11. @washu
    oj tam, lewica, prawica. czarny, biały, demokrata, republikanin. zaraz dostaniesz pouczenie o manichejskim dualizmie, wszak autorka wznosi się ponad to. wystarczy grzebnąć w internecie i zobaczyć historię wpisów z zamierzchłych czasów grup dyskusyjnych.
    nie zawsze tez była antyimperialistycznym amerykanofobem ;)
    dopoki usa jej nie wyplulo to bylo cacy tak jak teraz jest argentyna.

  12. Droga p. Nino. Gratuluję wpisu na bankierze. Treściwy i dobrze się czyta. Co do smętnego zawodzenia jakiegoś przygłupa który przez 2 czy cztery miesiące przejechał 8 stanów to brak słów. Nad tym jakimi smutnymi frędzlami nie należy się nawet pochylać a już na pewno nie należy się z nimi solidaryzować. Takie łzawe rozmamłanie źle się kończy, można poprzez osmozę stać się równie żałosnym menelo-hippisem żebrającym na kickstarterze. A tego oczywiście nie życzę. Samochodem przez hamerykę jeździł lat temu dziesiąt niejaki Łysiak Waldemar. I jego „Asfaltowy saloon” pani polecam na dobry początek.

    S_S

  13. @wojtek inzynier:
    Nie rozumiem dlatego kompletnie tonu wpisu na blogu.

    hint: „Nie chcę przez to powiedziec, ze nie powinno sie ludziom stawiac przed nos pozytywnych przykladow. Powinno sie, jak najbardziej. Ale nalezy je osadzać w realistycznym kontekscie rzeczywistosci, aktualnych realiow, mozliwosci wlasnych”

    oraz:
    „Kiedys relacje plac do kosztow utrzymania byly zupelnie inne – co wiem od znajomych uprawiajacych podobne szalone wagabondzkie wędrówki przez USA 20-30 lat temu.”

    @Bolko:
    z tym autobusem to wiesz, smieszna sprawa. Hawaje to wyspa no i tak nie bardzo da sie pomykac greyhoundem przez Pacyfik….

  14. @shape_shifter:
    Dziekuje :)
    Asfaltowy Salon czytalam. Sama tez przejechalam trase San Francisco-NYC samochodem. Tyle, ze pozniej. To juz nie byla taka Ameryka jak opisana przez Lysiaka. Inna sprawa, ze kazdy ma swoja wlasna optyke iperspektywe, wiec…

  15. Mnie ten wywiad drażni, wiele z niego nie wynika, a całość można podsumować jednym zdaniem: Pewnemu panu, któremu się fajnie żyje na Hawajach nie wyszła podróż, bo źle zaplanował wydatki.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: