Napisane przez: futrzak | 8 sierpnia 2013

Nie wiem jak to nazwac

Nasuwa mi sie dziadowanie.
O co chodzi. O skąpstwo. Ohydne skąpstwo w połączeniu z buractwem.

Ja dużo rzeczy mogę zrozumieć. Sama nie nalezę do osób rozrzutnych, wiem ze raz się jest na wozie, a raz pod wozem. Ze nie ma free lunch i tak dalej. ALE. Są jakieś granice.
Na wymioty mię wzbiera gdy:

– ktos zaproszony w gosci, mimo dyskretnej uwagi, ze wjazd z własnym trunkiem (co w Kalifornii norma, przynajmniej tam gdzie mieszkałam, tak samo jak w PL i tu w Arg), przychodzi z pustymi łapami i wychlewa trunki innych, a potem ma pretensje, ze się skonczyło i co za gospodarze;
– ktos zajeżdża wypasioną bryką (na sobie drogi garnitur, zegarek) pod zwykłego fast-fooda, a potem z kelnerem się wyklóca o dolar napiwku przy rachunku wynoszącym 40 dolarow;
– ktoś podrózuje po całym świecie, jak twierdzi, ma szmalu jak lodu, jak twierdzi, a potem kombinuje, jak tu uniknać płacenia za wejście do muzeum czy parku narodowego;
– ktoś, kto zaprasza cię do knajpy (ok, zawsze jak idę to mam w kieszeni przynajmniej tyle, zeby za siebie zaplacic, prawda?) a potem z rozbrajającym usmiechem oświadcza: ale właśnie skonczyła mi sie gotówka i zapomniałem zabrać karty…
– ktoś, kto korzysta z zaproszenia na jedną noc (bo sie czlowiek ulitował) a potem ciężko go wyrzucic po tygodniu, na dodatek wszystkie zapasy z lodówki wyjedzone;
– ktoś, kto pozycza od ciebie drogi sprzęt (samochod, laptop, mieszkanie na tydzien), psuje go, a potem przy zwrocie nie mowi nic. Przy czym jakby powiedzial od razu, to sprzęt daloby sie uratowac.

Czy to ja jestem dziwna/wymagająca, czy niektórzy ludzie zachowują sie jak…. właśnie – jak co??? I skad to się wlasciwie bierze?

Reklamy

Responses

  1. Jedna osoba to taki kataklizm wcielony, czy kilka? Z takimi zresztą trzeba krótko i zdecydowanie, a najlepiej to wykreślić z życiorysu na zawsze, o ile jest możliwość.
    I faktycznie dziadowskie buractwo.

  2. Mogę jeszcze jedną kategorię dorzucić. Dwoich się i troisz, żeby klienta wyciągnać z prawie niemożliwej sytuacji, w którą się wpakowal przez własną nieskończoną głupotę, i wyciągasz, a potem dowiadujesz się od postronnych osób, że opowiada jak to gówno robisz i jeszcze bezczelnie wołasz, żeby ci niewiadomo ile płacić.

    Buraka wykopać z życia, kontakty urwać.

  3. Niczego tresciwego nie wnosi taka osoba w moje zycie.
    Moge sie dac nabrac tylko raz.

  4. Przypominasz mi jak to dawno temu (inne czasy ale chyba nie inna mentalność) zgarnąłem z ulicy paryskiej biednie wyglądającego rodaka, co się uskarżał na ceny noclegowisk i przyprowadziłem go do przyjaznej komuny z wielu pokojami, gdzie przemieszkiwałem a dobrze byłem traktowany, bo jak raz Uni Paris XI sypnął mi pieniądzem to natychmiast większą część do wspólnej kasy dołożyłem. Czyli nie miano za złe, że donoszę z miasta jeszcze jedną gębę. Ale gęba niezbyt ukrywała po stołach zaznaczone w gazetach ogłoszenia o tanio sprzedawanych używanych Mercedesach, więc dość jasno jej postawiono, że postawy niebyt dobrze się trzymają kupy :) Na szczęście nie było podejrzeń, że mam być współkierowcą Mercedesa, bo wiedzieli, że nie na wschód miała prowadzić moja droga.

  5. @Ingwen:
    no, nie zawsze sie daje – najgorszy kataklizm to kiedy taka osobe posiada sie w rodzinie. Do tego wtedy oprocz opisanego standardu dochodzi jeszcze czesto granie na wzbudzenie winy. Klasyke kiedys obserwowalam u kolezanki: otoz dosc ciezko zapierdzielala w pracy odkladajac kazdy grosz (i rezygnujac z urlopow, przyjemnosci) bo chciala uzbierac na mieszkanie. Juz-juz prawie sobie uzbierala na downpayment do kredytu, gdy na scene wkroczyla jej siostra (ktora notabene nigdy w zyciu rączek praca nie skalała sobie, ale miala wielkie aspiracje). Bo sie rozwodzila, bo dzieci, bo nie ma pieniedzy na zycie ani na prawnika etc. Strone siostry wziela reszta rodziny no i oszczednosci poszlyw dym. Nigdy ich juz wiecej nie zobaczyla…

    @andsol:
    o wlasnie, to taki typ…

    @Anna:
    no tak. widocznie niektorym wydaje sie, ze uslugi bieglego tlumacza tudziez prawnika to defaultowo darmowe powinny byc…zwlaszcza dla rodakow…

  6. wjazd na imprezę z własnym trunkiem? jako gospodyni spaliłabym się ze wstydu. to jest dopiero buractwo i skąpstwo – nic nie przygotować dla zaproszonych gości. obraźliwe.

  7. @Foksal:
    kto powiedzial ze NIC? Gospodarz zapewnia zarcie i jakas tam ilosc trunkow, ale powiedzmy sobie szczerze, jesli zapraszasz 50 – 60 osob to sorry – nikt nie ma zamiaru wydac calej swojej pensji na cala baterie alkoholi (no bo jeden piwo, drugi whiskey, trzeci tequila, czwarty margartia, piaty mojito, szosty wino biale, siodmy wino czerwone etc.).

    Jak 13 lat zylam w Kalifornii, to kazdy przy okazji zaproszenia pytal sie, czy cos przyniesc. TO BYLO NORMALNE. I dobrze widziane. Albo oswiadczenie (dolaczone do zaproszenia): zapewniam jedzenie i beczke guinessa, jesli ktos ma inne preferencje alkoholowe bardzo prosze o przyniesienie ze soba.

    Tu w Argentynie jesli sie jest zaproszonym na obiad czy parille, tez do dobrego tonu nalezy przyniesienie ze soba butelki wina. Uprzedzono nas o tym wczesniej i DO GLOWY MI NIE PRZYSZLO z tego powodu uwazac lokalnych za burakow i skąpców!!!

    Zreszta nawet na weselach w Polsce, gdzie goscie zadnego zarcia czy trunkow nie przynosza, to jednak jest zwyczaj przynoszenia prezentow albo kasy w kopercie.

    Najwyrazniej zyjemy w jakiejs alternatywnej rzeczywistosci. Zreszta, jesli ktos nie nawykly do zwyczajow jak powyzej i stwierdzi, ze to BURACTWO prosic o przyniesienie ze soba jakiegos alkoholu – to nikt go NIE ZMUSZA ISC W GOSCI DO BURAKA. Moze sobie darowac, prawda? A taki nie dosc, ze pojdzie, nie dosc, ze wychla wszystko, to potem jeszcze sie rzuca i awanturuje.

  8. Dobrze nazwałaś – buractwo. A skąd się bierze.. pewnie tacy ludzie zupełnie nie potrafią na siebie popatrzeć z boku, oczami innych. I sądzą, że „cel uświęca środki” (np. ‚zbieram na nowe auto, oszczędzam, nie stać mnie na rozrzutność, niech płacą ci których stać’). Kiepsko takich mieć koło siebie, i na imprezach :)

  9. @futrzak: Zwyczaj, o ktorym Pani pisze w odpowiedzi do Pani Foksal znam z Polski, Bawarii, Dolnej Saksonii, Holandii, Anglii, Finlandii i na koniec z Belgii…

    A p a s o z y t o w na tym swiecie niestety (dla good guys) nie brakuje … :(

  10. jest jeszcze jedna katastrofa ludzka do dopisania do tej listy: masz miękkie serce, bierzesz człowieka pod swój dach, po miesiącu nadal nie szuka sobie lokum ale za to tobie zacynają ginąć pieniądze…. bo kto by pomyślał,żeby we wlasnym domu chować torebkę głeboko gdzieś tam, chować w ogóle (no, ja przynajmniej nie pomyślałam, głupia)
    pozdrawiam serdecznie!i jak zwykle dzięki za inspirację do refleksji nad własnymi przypadkami i przemyśleniami w temacie. M

  11. z epizodu, kiedy już w czasach kryzysu przez jakiś czas bawiłam się w dostarczanie pizzy – napiwki dawała tzw: klasa pracująca nielekko, tam gdzie były dobre adresy, stało po kilka niezłych aut trafiały się one bardzo rzadko

  12. Jak swiat swiatem pamietam jeszcze z lat dziecinstwa ze w gosci chodzilo sie przynajmniej z cwiartka ale przewaznie z pollitrowka.
    Juz wtedy wieki temu bylemmalym smrodem i widzialem buractwo dookola mojego domu wykorzystujace moich rodzicow.
    mielismy pierwsi wokolicy telewizor.
    reszte prosze sobie dopisac…
    Do dzis mam uraz.

  13. Smutne.

  14. Bydło może występować wszędzie, więc należy nauczyć się przed nim bronić. Ja stosuję obronę poprzez unikanie. Jak mawia mój znajomy: można mnie ołgać tylko dwa razy: pierwszy i ostatni;) Zaprosił mnie tako bydlak do knajpy i nagle po otrzymaniu rachunku nie ma kasy? Żaden problem, naprawdę. Płacę za siebie (bo ja ZAWSZE mam kasę) i życzę bydłu miłego zmywania garów;) Przyszło bydło bez własnego wkładu na imprezę? Drugi raz nie przyjdzie, bo nie zaproszę. A gdy w trakcie imprezy usłyszę pretensje, że gospodarze nie zapewnili trunków, z miejsca wyproszę z domu. Ktoś z wypasioną furą, zegarkiem itd. wykłóca się o dolara? Sorry, ale… co mi do tego?? To jego dolar, nie mój Zresztą może właśnie dlatego stać go na wypasioną furę itd.?;) A jeśli ktoś chce wejść na lewo np. do Łazienek, to jest zwykłym złodziejem, tak samo jakby jechał na gapę. Ktoś miał tylko przenocować i się zasiedział na… tydzień??? Wybacz, to niemożliwe. Chyba, że gospodarz ma nierówno pod sufitem. Wywaliłbym bydlaka na kopach drugiego dnia. Ktoś pożycza samochód i zwraca uszkodzony? No to albo naprawi na własny koszt, albo w ryj. Satysfakcja z wymierzenia sprawiedliwości to jedno, a zerwanie znajomości jest drugą korzyścią. A jeśli chodzi o rodzinę: od ponad 20 lat nie utrzymuję kontaktów z dłużniczką, której nie udało się oddać pożyczonych pieniędzy, tak więc można. Zresztą taka sama sytuacja była z wieloletnią kumpelą, wydawałoby się całkiem dobrą… dopóki nie pożyczyła kasy. Tak więc, Droga Autorko, nie bardzo rozumiem Twoje wątpliwości. Wystarczy mieć parę podstawowych zasad. Np., jeżeli pożyczyłem koledze pieniądze i delikwent spóźnił się z oddaniem długu, od razu informuję: więcej ci nie pożyczę, więc w przyszłości nawet mnie o to nie proś. Jakiekolwiek pretensje czy wydziwiania działają na jego niekorzyść, więc jest spora szansa, że gość trafi na listę „byłych kolegów”;) Mieszkania z zasady nie wypożyczam. Naprawdę, to nie jest takie trudne, powiedzieć zdecydowanie i wyraźnie: „NIE”. Często tak robię podczas rozmów telefonicznych typu: mamy dla pana wspaniały kredyt/ubezpieczenie/towar itd. Uprzejmie wysłuchuję podawanych informacji, po czym grzecznie odmawiam. Hehe, kiedyś panienka zupełnie nie mogła zrozumieć, dlaczego nie chcę ubezpieczyć się na życie. Ze dwa razy powtórzyłem, że ubezpieczenia są niezgodne z moimi przekonaniami. „Ale przecież może pan zginąć w wypadku, i co wtedy będzie z rodziną?” „Szanowna pani, takiej straty nie powetuje jakieś marne sto tysięcy, a ja nie będę kusił losu dobrowolnym udziałem w grze, w której nie mogę wygrać.” „Nie rozumiem?” „To proste: mam latami płacić pieniądze za usługę, do której nie chcę dopuścić: czyli odszkodowania na wypadek mojej śmierci lub kalectwa. Płacę, czyli tracę. Aby coś zyskać, muszę stracić zdrowie lub życie, prawda? Tak więc nigdy nie wygrywam. Więc po co mam grać?” Panienka z oburzeniem tłumaczyła mi, że ubezpieczenia to nie gra i takie tam… Więc o czym było gadać? No cóż, ludzie są różni! :)

  15. sprutygolf: z tymi ubezpieczeniami to lekuchno przesadziłeś, prawda? A może to zabawa, gwoli towarzyskiej prowokacji… Oczywiście, każdą sytuację konfliktową można nazwać „grą” i nie od dzisiaj mówią o „grach wojennych”, ale mieszając techniczny (i niby naukowy) termin z jego popularnymi użytkami prowadzisz na manowce sugerując, że gdy rodzina dostanie ubezpiecznie, to Ty, grający, wygrywasz w grze.

    Wszelkie powszechne ubezpieczenia to wielki sukces współczesnej cywilizacji, wystarczy przemyśleć sobie jak te instytucje zmieniły Prusy (von Bismarck) czy Rosję (Germann, Arsenev). Można i zapewne trzeba opierać się przekrętom w tej dziedzinie i unikać towarzystw ubezpieczeniowych nie mogących dać rzetelnych gwarancji w tak bardzo długofalowych działaniach, ale krytykowanie (z zasady, czy z przekonania o swojej wyjątkowości) idei współpracy społeczeństwa przy zabezpieczaniu się przed tym, co nieprzewidywalne, nie jest nawet zabawne, jest tylko niemądre.

  16. @sprutygolf:
    watpliwosci stad, ze wsrod mlodego pokolenia w Polsce zauwazylam zmiane obyczajow. Jak np. ktos „wejdzie gdzies za darmo” to szczyci sie swoim sprytem, albo jak uda sie nie zaplacic w restauracji – to „patrz ale ladnie wykiwalem tego frajera” ewentualnie „no co ty glupi jestes, po co placic, skoro tam pelna lodowka jest i nikt nie pilnuje”.

  17. @sprutygolf:
    a jesli chodzi o twoja argumentacje odnosnie ubezpieczenia na zycie, to do tego co Andsol napisal dodam jeszcze:
    oczywiscie, ze ubezpieczenie takie z punktu widzenia jednostki nie ma sensu. Ma sens z punktu widzenia rodziny zwlaszcza, jesli ty jestes jedynym zywicielem a z twoja smiercia rodzina straci zrodlo utrzymania (a z drugiej strony nie ma pasywow tak wielkich, zeby z nich dalo sie zyc).
    Przekrety przekretami, ale takie ubezpiecznia pozwolily w XIX i XX w. tysiacom rodzin nie popasc w nedze w razie nieprzewidywanego a przykrego wypadku.

    IMHO lepsze takie ubezpieczenia indywidualne niz system typu ZUS, ktory prawie nic nie zapewnia, a wyciaga z kieszeni potworna kase pod kara wiezenia.

  18. @andsol: nie uważam, żebym przesadził, skąd ten pomysł? Ani nie była to prowokacja. Zresztą czym niby mam epatować: oczywistością? Po prostu tak uważam: na ubezpieczeniach (czytaj: na straszeniu ludzi) wygrywają firmy ubezpieczeniowe, a tracą ludzie. To chyba widać? Bo niby z czego te firmy budują swoje siedziby i opłacają pracowników?
    Pracuję z wieloma ludźmi, kiedyś przyjrzałem się dokładniej „paskom wypłatowym” pracowników, którymi kieruję i ze zdumieniem stwierdziłem, że niemal wszyscy: 29 na 30 osób (sic!) mają wykupione dobrowolne ubezpieczenie w pizetju (to chyba przypadek, ale niech tam: ten jedyny pracownik, który nie wykupił ubezpieczenia, to mój zastępca… widocznie go zbałamuciłem!?;) Jęczą ludziska na niskie zarobki, ale płacą regularnie jakieś 5 dych miesięcznie! Za co? Za perspektywę otrzymania kasy w przypadku śmierci swego rodzica lub urodzenia się dziecka (dobre! Zawsze mi się to podobało: dziecko jako rodzinny kataklizm! ;) itp. Proszę bardzo. Jeśli dzięki temu śpią spokojniej… A ja nie uznaję ŻADNYCH dobrowolnych ubezpieczeń, wystarczająco mnie wkurza, że muszę płacić te obowiązkowe. Nawet gdy kupuję OC, zawsze zaznaczam, żeby było bez tzw. NW.
    „Wszelkie powszechne ubezpieczenia to wielki sukces współczesnej cywilizacji (…)”
    No nie, ratunku… Gdzie człek nie spojrzy, tam komunista! :) Co dobrego jest w tzw. „ubezpieczeniach społecznych”? Nic. To megaprzekręt, który w znacznym stopniu pozwolił zrealizować jeden z komunistycznych postulatów: anihilację rodziny. Tradycyjna, wielopokoleniowa rodzina była im solą w oku. W dawnych, normalnych czasach dzieci opiekowały się starymi rodzicami, a w interesie rodziców było jak najlepsze wychowanie dzieci, by mieć tę opiekę na starość. Państwowa emerytura załatwiła sprawę: po co mieć dzieci, skoro na starość państwo nam zapewni byt? W dodatku czerwoni zastosowali pułapkę bez wyjścia: raz uruchomiona państwowa „składka emerytalna” porusza lawinę roszczeń, a nie sposób ich zaspokoić bez nieustannego zadłużania państwa. Ale temat „pieniądza fiat” to inny temat:)
    Gdyby państwowe emerytury były dla ludzi takie dobre, to przecież nie byłyby przymusowe, nieprawdaż? A teraz proszę ponownie, ze zrozumieniem przeczytać powyższe i pomyśleć! ;) Nie mam nic przeciwko dobrowolnym ubezpieczeniom, także emerytalnym. Ale żyję w państwie łupieżczym, więc w odruchu samoobrony unikam wszelkich dobrowolnych ubezpieczeń.
    @Autorka: „oczywiscie, ze ubezpieczenie takie z punktu widzenia jednostki nie ma sensu. Ma sens z punktu widzenia rodziny zwlaszcza, jesli ty jestes jedynym zywicielem a z twoja smiercia rodzina straci zrodlo utrzymania (a z drugiej strony nie ma pasywow tak wielkich, zeby z nich dalo sie zyc).”
    Nie kochanieńka, ubezpieczenie nie ma sensu także z punktu widzenia rodziny. Spójrz z góry na problem: firma pobiera kasę, część wydaje na swoje potrzeby, a resztę na odszkodowania. To niemal jak z totolotkiem: wpłacam złotówkę, otrzymuję 50 groszy (statystycznie). Więc po co mam w to grać? (ok, niech będzie: po co mam brać w tym udział?)
    A jeśli jestem jedynym żywicielem, to tym bardziej nie wolno mi się ubezpieczyć! Bo wówczas moja czujność mogłaby osłabnąć i np. prowadziłbym samochód mniej ostrożnie niż zwykle lub przechodziłbym na czerwonym. A podświadomość czuwa i nie zna się na żartach! Podświadomie „wiedziałbym”: w razie czego ubezpieczyciel wypłaci pieniądze mojej rodzinie.
    Jest jeszcze coś… Pokusa. Ileż filmów powstało na kanwie popełnienia morderstwa w celu uzyskania kasiory z ubezpieczenia.
    Heh, i tak Was nie przekonam, bo jesteśmy z innych Wszechświatów: ja wierze w człowieka, Wy zdaje się w państwo. Ale przy sobocie po robocie… można sobie popisać! :)
    Coś miłego wklejam, chyba każdy zna tę melodię, a prawie nikt nie widział oryginału…

  19. Gdzie człek nie spojrzy, tam komunista! :) Wielu epitetów Otto von Bismarck mógł się spodziewać, ale ten szczerze by go zaskoczył.

  20. @sprutygolf:
    czy mozesz mi wyjasnic jak sie ma komunizm do dobrowolnych ubezpieczen spolecznych? Bo jakos nie rozumiem. No chyba, ze samo slowo ubezpieczenie dziala na ciebie jak czerwona plachta na byka. Ale to jakby juz inny temat..

    To, ze ty nie lubisz i nie masz zamiaru korzystac – TWOJA sprawa. Natomiast co cie obchodzi, jaka organizacje zaloza sobie inni ludzie, dopoki nikogo do jej przynaleznosci nie zmuszaja i nie naruszaja prawa? W tym zaperzeniu i zacietrzewieniu do „komunizmu” to chyba jakos po drodze zgubiles zdolnosc racjonalnego myslenia.

  21. Nie, no idiotą nie jestem.. chyba! ;)) Niestety, nie rozumiesz podstawowych rzeczy, Autorko.. ale co ja mam z tym zrobić? Uczyć Cię? Podstaw? Oki. Zatem przeczytaj coś Adama Smitha i Fredzia Bastiata. To tak na początek. Potem proponuję Rothbarda. A następnie może pogadamy na temat racjonalnego myślenia?

  22. Drogi panie Sprutygolf. Adama Smitha, Bastiata i Rothbarda czytalam.
    Zaden z nich nie poslutowal ingerowania w wolnosc ludzi do robienia tego, na co maja ochote, dopoki nie zmuszaja innych i nie wchodza w konflikt z prawem.
    Taki z pana liberal, a zapomnial o tej podstawowej zasadzie?

    No i nadal nie odpowiedzial pan na pytanie jak sie ma komunizm do istnienia dobrowolnych ubezpieczen spolecznych? Hint: u Smitha pan tego nie znajdzie, bo zyl w 18 wieku, kiedy nikomu jeszcze o zadnych komunizmach sie nie snilo :) Podobnie jak Bastiat…

  23. No bez przesady, Bastiat żył w 19 wieku! Czytałaś go czy tylko szpanujesz?A co do dobrowolnych ubezpieczeń: nie odpowiadam na głupie pytania, typu: komunizm a dobrowolne ubezpieczenia. Pewne rzeczy się wykluczają, a o oczywistościach szkoda gadać. Jakieś minimum mózgu jest tu wskazane.
    I skąd ten zarzut:
    „Zaden z nich nie poslutowal ingerowania w wolnosc ludzi do robienia tego, na co maja ochote, dopoki nie zmuszaja innych i nie wchodza w konflikt z prawem.
    Taki z pana liberal, a zapomnial o tej podstawowej zasadzie?”
    Nie lubię, gdy się mnie ustawia do bicia. Proszę o wskazanie, kiedy złamałem tę zasadę.

  24. @Sprutygolf:
    Andsol napisal Wszelkie powszechne ubezpieczenia to wielki sukces współczesnej cywilizacji

    A Ty na to:
    No nie, ratunku… Gdzie człek nie spojrzy, tam komunista! :) Co dobrego jest w tzw. „ubezpieczeniach społecznych”?

    oraz A ja nie uznaję ŻADNYCH dobrowolnych ubezpieczen

    No wiec pytam, jaki jest zwiazek pomiedzy powszechnym dobrowonym ubezpieczeniem a komunizmem? Bo ja powtorze juz trzeci raz, tego zwiazku nie widze.

    Napisales: A co do dobrowolnych ubezpieczeń: nie odpowiadam na głupie pytania, typu: komunizm a dobrowolne ubezpieczenia.

    W takim razie jakiez to olsniewajace rozumowanie stoi za tym, zeby kogos, kto uwaza ze powszechne dobrowolne ubezpieczenia spoleczne to sukces wspolczesnej cywilizacji – otoz zeby osobe tak myslaca nazwac komunista?

    Tak, owo zestawienie wydaje sie durne, ale SAM JE WPROWADZILES. No chyba, ze nieporouzmienie wzielo sie stad, ze nie rozumiesz terminow, ktorych uzywasz w dyskusji.

    Napisales I skąd ten zarzut:
    “Zaden z nich nie poslutowal ingerowania w wolnosc ludzi do robienia tego, na co maja ochote, dopoki nie zmuszaja innych i nie wchodza w konflikt z prawem.
    Taki z pana liberal, a zapomnial o tej podstawowej zasadzie?”

    Stad, ze na moja uwage jaki jest zwiazek komunizmu z dobrowolnym ubezpieczeniami spolecznymi odpowiedziales, zebym sobie poczytala Smitha, Bastiata i Rothbarda.

  25. Foksal ma rację wjazd na imprezę z własnym alkoholem to buractwo. I niemal obraza dla gospodarza. Tylko, że jest to nieodpowiednie w kilku miejscach w Europie, natomiast w większości krajów standardowo coś ze sobą się przynosi nawet jeśli nie prosili gospodarze.

    @sprutygolf, zastanawiam się czy Twoja rodzina podziela Twoje poglądy na temat dobrowolnych ubezpieczeń? Tak jak pisała autorka ubezpieczamy się ze względu na bliskich, żeby ich odciążyć finansowo w razie jakiś kłopotów.
    A Twoje argumenty dotyczące unicestwienia rodziny przez emerytury państwowe poprawiły mi humor;)

  26. no ale jesli ja już kogoś zapraszam, to albo znam już upodobania gości i robie wszystko, aby się do nich dopasować, albo – najczęściej – pytam wprost, co maja ochotę pić i jeść. jeśli zapowiadam, że będzie pizza, a kolezanka mówi, że nie bardzo, bo sie odchudza, to okej, robię sałatkę. jeśli jedna osoba z całego grona pije tylko wino, reszta piwo – jest jedno i drugie.
    ale ja nie zapraszam nigdy pięćdziesięciu osób :))) maksymalnie dwunastka się u nas zmieści.
    zreszta uwazam, że trzeba zapraszac tylko tylu gości, na ilu nas stać, a nie liczyć, że sami się zaprowiantują. jak już napisałam – spaliłabym się ze wstydu i nie wycofam tego :)
    co do prezentów na weselu – one nie są zapłatą za zaproszenie ani warunkiem uczestnictwa przecież!!! prezenty ślubne sa wyrazem dobrych życzeń dla młodych na starcie, zapewnieniem im pierwszych wspólnych dóbr na dobry początek. a jak nie wiem, co para chcialaby dostac, to daję pieniądze i z doświadczenia uwazam, że to najbardziej cieszy :)))
    ba, ja nawet nie wiem, od kogo dostalismy nasze slubne prezenty czy też kopertówki!
    zresztą wcale na nie nie liczyłam, wazne było, aby zaproszeni goscie dopisali.
    i tyle. mieli przybyc, by razem z nami dzielić radość albo żeby odwdzięczyć się im za to, że kiedys mogłam uczestniczyć w ich uroczystości.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: