Napisane przez: futrzak | 1 sierpnia 2013

Dialogi na cztery nogi

Znajomy zyjacy w Argentynie przez dziesiąt lat, rok temu wyjechal do Polski. Sam mowil, ze Argentyny ma dosc. Zapadl sie jak kamien w wodę, i WTEM – odezwal sie:

– co tam u Was jak leci ?
– Żyjemy
– dalej w Bs As ?
– tak, a czemu nie
– [Arg] to dobry kraj, czuje się wolność…

Coz, powroty do Polski bywaja bolesne…

Reklamy

Responses

  1. A co mu takiego zrobili w Kraju? Policja Tuska go prześladuje za to, że nie jest masonem?

  2. @andsol:
    zdaje sie, ze zderzyl sie z regulacyjno-pozwoleniowo-urzedniczo-mentalnosciowa sciana przy okazji proby rozkrecania jakichs interesow. Ale szczegolow nie znam.

  3. Ach, zakładanie firmy… Bardzo skomplikowany krajowy sposób na samobójstwo.

  4. @Futrzak

    A ja zupelnie off-topic. Czy Ty, Futrzaku, zglebialas temat GMO w Ameryce Poludniowej? Ja dzis znalazlem taki artykulik:

    http://forsal.pl/artykuly/722977,gmo-monstanto-basf-dupont-europa.html

    I tak z ciekawosci pytam jaki w Argentynie jest procent zywnosci GMO, czy jest obowiazek znakowania i jak sie ma argentynski protekcjonizm do koncernow produkujacych GMO?

  5. bywają, może ale to nie jest reguła. Ja mam taką osobistą refleksję- a też powróciłam do PL z Baires- ja się czuję dobrze tam, gdzie mam pieniądze. po prostu. W Argentynie czułam się dobrze, dopóki zarabialam poza jej granicami a wydawalam w Arg. Kiedy zaczęły sie lata zycia i zarabiania tylko w peso w Arg to były najbaradziej gowniane lata mojego zycia. zero wolnosci. bo bieda nigdy nie bedzie (dla mine) tozsama z wolnoscia. Ale starczylo mi na tyle wolnosci zeby wrocic. Teraz moze nie przelewa mi sie ale jest mi 100 razy lepiej tu, niz w Argentynie. i tu wlasnie czuje sie wolna. Czasem -to fakt-mi brakuje duzego , naprawde duzego miasta. Ale wtedy tez mi przychodzi z pomoca MojaWolnosc- wsiadam w auto (bezpieczne i nie sypiące się, w takie, na jakie w argentynie nigdy, przenigdy nie byloby mnie stac , robiac zawodowo to samo co tutaj) i w 3 godziny z malutkim hakiem jestem w Berlinie.

    Wolnosc zalezy od nas i naszych mozliwosci. to banalne, ale pewnie kazdy po przemysleniu stwierdzi cos podobnego.

    Czuje sie wolna bo moge mojemu niepelnosprawnemu dziecku zapewnic wiecej rzeczy, niz tam. nie, nie jest mi lekko ani rozowo, ale jest mi lzej. i czuje sie wolna, bo nikt mnie nie okrada i nie oszukuje niemal bez przerwy, jak to mialo miesce w Argentynie. i moge wyjsc nawet o 3 w nocy i spokojnie biec po parku, nie sikajac ze strachu, jak to mialo miejsce w Argentynie.

    Ale to ja. i tylko kilka kwestii, z wielu. Kazda inna osoba moze miec inne spostrzezenia, bo i potrzeby ma inne, i inaczej definiuje wolnosc.

    myslę, ze znajomy moze miec po prostu ograniczona elastycznosc, takze tym,ze tutaj przestrzega sie prawa bardziej, niz w argentynie,i nie ma az takiego burdelu. Moze po prostu – skoro nie bylo go kilkadziesiat lat- potrzebuje pomocy (z przyjemnoscia nią sluze , mam doswiadczenie z wachlarzem urzedowych spraw, i dobrze orientuję sie i w wielu zagadnieniach prawnych związanych z rożnymi formami dzialalnosci, i znam też fachowe osoby gdyby bylo porzebne cos ponadto, co wiem; spokojnie mozesz podac moj mail). serdecznie Cie pozdrawiamy!los lopez z breslau ;)

  6. A ja wciąż się zastanawiam co by tu zrobić by do raju wrócić….

  7. @TJL:
    tematu nie zglebialam w detalach ale w sumie ciekawy, w wolnej chwili pogrzebie w tutejszych zrodlach.

    @lopezz:
    wiesz, wydaje mi sie, ze poziom zarobkow w peso w Arg zalezy od tego, co robisz. Np. w mojej branzy te zarobki sa naprawde niezle (o ile nie jest sie poczatkujacym internem), podobnie jak w jakimkolwiek innym przemysle. Inzynier z jakims sensownym doswiadczeniem (a jest tez bardzo duzo ofert dla studentow!!!) dostaje relatywnie wiecej niz ten zatrudniony w USA (jesli wezmie sie pod uwage standard zycia chociaz oczywiscie samochod i elektronika kosztuje tu wiecej)

  8. @Basia:
    a jak sobie ten swoj raj definiujesz?

  9. @futrzak.
    „wiesz, wydaje mi sie, ze poziom zarobkow w peso w Arg zalezy od tego, co robisz”
    Sorry, ale nie jest to tak bardzo odkrywcze. Po Pani spodziewałbym się bardziej błyskotliwego ujęcia tematu. Po wpisach widać, jaki ma Pani stosunek do RP – ale wyobraź sobie, że tutaj jest tak samo. Czasami nawet wydaje mi się, że w RP jest kilka różnych rzeczywistości. To co piszą emigranci i internauci nt. jakości życia w Polsce i to co widać gołym okiem na co dzień bądź w rozmowach ze znajomymi. Spójrz na Zakopane, obie Krynice, Białkę Tatrzńaską dzisiaj na booking.com. 93% obłożenia – i prawie wszystko to krajowcy.
    A tak trochę obiektywnego spojrzenia na quality of life WAW / BUE:
    http://www.numbeo.com/quality-of-life/compare_cities.jsp?country1=Poland&country2=Argentina&city1=Warsaw&city2=Buenos+Aires
    Zastanawia ta różnica w health care biorąc pod uwagę śmiertelność niemowląt czy oczekiwaną długość życia – powinniśmy mieć zbliżoną (raczej RP wyższy wskaźnik) – ale Buenos bije na głowę WAW.. Być może WAW odbiega negatywnie od reszty RP w tej kwestii.

  10. Futrzaku – małe pytanie do Ciebie tutaj

  11. @Lopez
    Proszę o informację czy powinno się oficjalnie liczyć resztę jak się za coś płaci w Argentynie? Pytam, bo różnie to wygląda. W Japonii to obraża sprzedawcę, a we Włoszech głupio wyglądamy jak nie przeliczymy. Ja parę razy zapłaciłem frycowe zanim zacząłem liczyć. O dziwo jak zacząłem – to przestali oszukiwać. Jakby wiedzieli zanim wydadzą resztę czy przeliczę czy nie. W Polsce też nie liczę i jeszcze nie zdarzył mi się żaden numer ze sprzedawcą.

  12. @Jade:
    komentarze na blogu to nie jest miejsce na robienie obszernych analiz ekonomicznych i porownan.

    Odnosnie zacytowanego indeksu: to jest zestawienie i nie jestem w stanie sie wypowiedziec, dopoki nie zapoznam sie z metodyka tych raportow statystycznych (np. co sie bierze pod uwage przy mierzeniu sily nabywczej, skad brane sa ceny?).
    Jesli chodzi o healthcare to roznice widac golym okiem dla kogos, kto probowal sie leczyc w Wawie oraz tutaj w Buenos. Pisalam juz kiedys na ten temat obszerniej. W skrocie: w szpitalu panstwowym KAZDY jest przyjety, nikt nie wymaga okazania zadnego ubezpieczenia (healthcare jest calkowicie publiczna i finansowana z podatkow) – po prostu wchodzi sie z ulicy i trzeba sie zarejestrowac z jakimkolwiek ID (moze byc tez obcy paszport, co ja robilam i cala reszta ekspatow) – przy czym czasy przyjec sa realistyczne (a nie np. dwa lata czekania na jakas tam operacje..). W Buenos Aires na UBA medycyna jest na naprawde wysokim poziomie i tutaj lekarze NAPRAWDE zajmuja sie leczeniem, a nie spychologia, i nie trzeba dawac łapówek. Uderza zwlaszcza podejscie i opieka kobiet ciezarnych. Polska w porownaniu jest tu daleeeeeeeko w tyle – USA zreszta tez. (chociaz oczywiscie tutejsze panstwowe szpitale maja obdrapane sciany i nie wygladaja tak pieknie jak w UE).

    Reszte sie liczy, a jak sa wieksze nominaly banknotow, to kazdy je oglada pod kątem czy nie sa to falszywki. Robia tak wszyscy, nie wylaczajac kasjerek w duzych supermarketach.

  13. Jeśli chodzi o kobiety w ciąży to statystyki temu przeczą. Fakt, że statystyki dotyczą całego kraju – a nie tylko Buenos. W RP umiera 4,8 – 6 niemowlaków na 1000 żywych urodzeń – a w Argentynie 8 – 10.5. Te widełki – to zależą od źródła. CIA podaje inne dane niż World Bank i niż FAO / WHO.
    A jeśli chodzi o łapówki. 20 lat temu znałem kilka osób, które dawały. Dzisiaj nie słyszałem nawet że znajomy znajomego dał komuś łapówkę. Sporo się zmieniło od antyłapówkarskiego terroru PIS. Również w ocenie OECD Polska zbliżyła się pod względem korupcji (ogólnej – nie medycznej) do takiej Hiszpanii, Francji prześcigając takie kraje jak Włochy, Czechy, Grecję czy Węgry, nie mówiąc już o Bułgarii czy Rumunii.

  14. Jade, bo pewnie robi sie to teraz inaczej ;).

  15. trawa jest zawsze bardziej zielona za plotem u sasiada
    w sumie to niewazne gdzie kto mieszka – wszedzie mozna byc szczesliwym i pogon za szczesciem zmieniajac kraje to raczej ucieczka od tego od czego nie mozna uciec – samego siebie i swojego stosunku do zycia/problemow

  16. @w:
    niby prawda, ale nie do konca tj. sprawa jest znacznie bardziej skomplikowana.

    Piramida Malsova jednak obowiazuje. Tak wiem, w Indiach czy Nepalu sa ludzie, ktorzy nie dojadaja, zyja na ulicy, jest im zimno a mimo to usmiech szczescia nie schodzi z ich twarzy. Albo tak przynajmniej odczytuja to turysci….

    Jesli ktos ma problem faktycznie ze soba, to oczywiscie ze notoryczna zmiana miejsca zamieszkania go nie rozwiaze. Z drugiej strony jednak, jesli bedac tą samą osoba, z tymi samymi kwalifikacjami i zdolnosciami, mam mozliwosc je lepiej wykorzystac i zyc na lepszym poziomie w innym kraju – to dlaczego nie? Latwiej zmienic miejsce zamieszkania niz rzad, sposob organizacji panstwa itd.

    Pieniadze szczescia nie daja – tak zwykle mowia ludzie, ktorzy nie zaznali nigdy skrajnej biedy i nedzy, ktorzy nie musieli sie martwic o zapewnienie sobie absolutnych podstaw bytu tj. dachu nad glowa, jedzenia, cieplych ubran zima.

    Poza tym wszystkim, kazdy kraj ma swoja specyfike, kulture i zwyczaje. Nie wszystkim wszystko odpowiada.
    Np. Hindusi moga narzekac na obojetnosc Amerykanow, na ich dystans, okropne granice prywatnosci. Amerykanie z kolei nie sa w stanie wytrzymac hinduskiego „wsadzania nosa w nie swoje sprawy”.

    A tak juz zupelnie poza wszystkim, to co powyzej napisalam to sa rozwazania z punktu widzenia jednostki a czym innym jest analiza ekonomiczna warunkow zycia w danym kraju. Biorac pod uwage USA: CEO duzej firmy z Doliny Krzemowej nigdy w swoim zyciu nie bedzie widzial nędzy, jest od niej odgrodzony dosc szczelnym kokonem. Nie zobaczy jej tez przecietny turysta, bo w wiekszosci amerykanskich miast bezdomnych przegania sie z widoku. Nie zmienia to jednak faktu, ze w tej chwili 45 mln ludzi jest na food stamps a liczba dzieci chodzacych do publicznych szkol, ktore sa bezdomne (tu wlicza sie tez zyjacych w schroniskach tj. shelters) przekroczyla milion.

  17. to byl generalny statement – z punktu widzenia mojego dlugiego doswiadczenia robienia tego samego.
    ja tez oczywiscie zmienialem kraje (moze nie calkiem bo tylko raz) ale i stany, szkoly, miasta ,dzielnice – wciaz myslac ze ta nastepna zmiana bedzie na lepsze z powodow pogody, widokow , dochodow kultury czy innych 100 czynninkow.

    I nic – co prawda zawsze jakos ladowalismy dostatnio i ja i moja malzonka ale z perspektywy czasu wspminamy zycie w studio apartment wiele lat temu w grad school tak samo dobrze jak kazdy inny etap naszego zycia – czyli wieczna pogon za niewiadomo czym niewiele nam dala – moze tylko to doswiadczenie.

  18. Nina, dziękuję za szybką odpowiedź na moj komentarz.
    Oczywiscie, w Twoim zawodzie może byc tak,ze jest fajna pensja. Ale jest jedna wazna kwestia- nie kazdy zawod nadaje sie do pracy na etat, w zadnym kraju.

    Np są to zawody artystyczne i techniczne , m.in . zwiazane np z filmem (nawet pracownicy biurowi- a bylam asystentem produkcji w biurze pewnje productory także) nie zapewniaja zadnej stalej pracy.
    a zarobki, ktore byly w tych branzach w baires (i z tego, co rozmawiam ze znajomymi stamtad- sa nadal takie same!) sa mniej wiecej 3 razy nizsze od stawek w PL. podobnie slabe szanse na pensje maja np. masazysci, jak moj jasnie malzonek (i wielu jego kolegow pofachu w bailes obecnie). Tylko niewielka ich liczba ma szanse na etat. to, co zarabialismy jako monotributos bylo naprawde straszna nedza w porownaniu z tym, co tutaj, w mniejszym nakladzie pracy , mozemy zarobic. i tu nie jest to obciaznoe stresem. takze sila nabywcza mojego zarobionego pieniadza wydaje mi sie wieksza. Stac mnie na duzo wiecej, niz byloby mnie za te same pieniadze stac w bailes obecnie. no i cos, co nie ma ceny, o czym juz wspomialam- poczucie bezpieczenstwa. Malutki przyklad: mieszkam w centrum na niskim parterze. Nie mam krat w oknach, nie potrzeba. Wychodze i zostawiam pouchylane okna. W baires to byloby wlasciwie niemozlwie. Poza tym widok okien na parterze bez krat byl tam (przynjamniej w latach, gdy tam mieszkalam) wlasciwie niespotykany.

    @ jeden z komentujacych, ktory pytal, czy trzeba liczyc reszte.

    ja licze reszte wszedzie, ale dobrze wiesz, ze to nie o reszcie bylo. to poczucie bycia okradanym przez prawie wszytskich uslugodawcow, ktorzy sie zorientuja, ze jestes obcokrajowcem (u mnie najczesciej po dokumencie, bo DNI obcokrajowiec ma w innym kolorze),i nie tylko uslugodawcow.Ale ja zaczelam to widziec dopiero po okolo 3 latach, jak bardzo osiadlam, obroslam dobrami tzw. choc co za nedzne to byly dobra, to inna historia. Potem caly czas widzialam wiecej. az wyjechalam. bo to tez o tym jest. niektwym sie podoba innym nie. to jest tez fajne, ze jak sie nie podoba to mozna wyjechac i super.

    napisalam swoe zdanie, bo czuje sie uprawniona do tego, nie napisalam po to,zeby przekonywac do mojej postawy czy dyskutowac. Po prostu notki Futrzaka lubie, bo mnie pobudzaja do przemyslem nade mna sama i analiza pewnych spraw z mojego zycia.

    Pzodrawiam autorke i dziekuje,ze moglam sie wypowiedziec.
    M.L.

  19. @w

    Zapachnialo „Miastem” Kawafisa

  20. @lopezz:
    wiesz, z tym okradaniem to jest tak. Nas tutaj tez probowano naciagac na co tylko sie dalo. Taka mentalnosc azjatycko-bliskowschodnia (o wszystko sie trzeba targowac), tutaj akurat (Baires) przyszla z emigracja z poludnia Europy (nie w calej Argentynie tak jest). Ja osobiscie targowac sie nie znosze (kupowanie np. na arabskim suku to dla mnie byla męka, dobrze ze mojego chlopa to bawi) – a z ich punktu widzenia to nie jest zadne okradanie – widza siebie jako cwanych biznesmenow a tych, co nie domagaja sie swojego, jako naiwnych frajerow. W Polsce grupa zawodowa, ktra reprezentuje taka sama mentalnosc, to sa handlarze uzywanymi samochodami oraz w duzym stopniu mechanicy samochodowi. W czasach, kiedy jeszcze mieszkalam w Polsce, szczytowym osiagnieciem byli agenci nieruchomosci w tej kwestii.

    W krajach anglosaskich czegos takiego sie nie spotyka – to prawda.
    Za to mozna glówką przywalić w mur bankomafii – ktora co prawda nie dyskryminuje/naciaga po linii swoj/imigrant, ale po linii dochodow. Im masz mniej kasy, tym wiecej kosztuja cie wszystkie uslugi bankowe, wlacznie z kartami kredytowymi. Stosuje sie tez inne stawki podatkowe preferujace tych bogatych (najslynniejsza manifestacja tego to Buffet ktory oficjalnie przyznal sie, ze jego sekretarka placi wyzszy procent podatkow od swojej pensji niz on), oraz inne regulacje prawne, spod ktorych wylaczone sa korporacje. Tylko, ze tutaj takie cos nie nazywa sie zlodziejstwem czy naciagactwem, ale „lobbingiem”.

    Po dluzszym namysle chyba wole ta werske azjatycka, bo przynajmniej mam do czynienia z zywym czlowiekiem, z ktorym moge sie targowac, w najgorszym razie pokazac fige i pojsc do nastepnego. A z bankiem nie dasz rady – MUSISZ ktoregos uzyc, bo nie dostaniesz inaczej wyplaty/zaplaty.

  21. Wszedzie dobrze, gdzie nas nie ma:)

  22. @Lopez
    Trochę się przestraszyłem jak poczytałem Pani wpis. Chyba chodzi o tą drobną przestępczość. Jeśli chodzi o zabójstwa (dane z 2012 – UNODC) to w Argentynie 3,4 na 100 K. Oczywiście w Polsce to 1,1 na 100 K. Jak dane Argentyny (czy nawet Buenos do innych miast) porównamy do obu Ameryk – to Buenos wypada najlepiej.
    A te drobne oszustwa to faktycznie mogą męczyć. Znam z autopsji podczas mojej ostatniej podróży na bliskim wschodzie. To potrafi zepsuć całą atmosferę. Potem człowiek zamyka się na miejscowych i ucina sobie sporą część doznań podróżniczych wynikających z kontaktów z miejscowymi.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: