Napisane przez: futrzak | 27 lipca 2013

O jawności płac


Jest absolutnie szkodliwy dla gospodarki z punktu widzenia makroekonomicznego – ocenił pomysł ujawnienia płac wszystkich pracowników dr Bohdan Wyżnikiewicz z Instytutu Badań nad Gospodarką Rynkową.

Akurat. Jest „szkodliwy”, ale dla pracodawcow – tak panstwowych jak i prywatnych, bo pozwala z jednej strony na skandaliczne zanizanie plac, a z drugiej strony na skandaliczne zawyzanie. Dzieki tajnosci plac moga kwitnac takie praktyki jak wyplacanie sobie milionowej dywidendy wtedy, gdy firma ma zle wyniki finansowe. Albo jawna dyskryminacja ze wzgledu na plec czy dowolne inne kryteria – z nepotyzmem włącznie.

Firma z utajnionymi placami przypomina arabski suk. Mnostwo towarow i dobra, ale nigdzie nie ma ceny. Bo cena zalezy od tego, jak sprzedawca oceni kupujacego. Jednego na 100 dolarow, a drugiego na jeden. Niektorzy – zwlaszcza ci, ktorzy lubia sie targowac – uwazaja sytuacje za zabawna. Tylko ze to przestaje byc zabawne, kiedy trzeba kazdego dnia spedzic godziny, kupujac niezbedne na codzien produkty…

Mieszkajac przez 13 lat w Dolinie Krzemowej i obserwujac na zywo zachowania tzw. „rynku” w wypadku zmiennej koniunktury widac bylo jak na dloni jedno: w czasie kryzysu, gdy liczba bezrobotnych wzrosla do ogromnych rozmiarow, nikt nigdzie w ogloszeniach nie podawal zadnych sum ani widelek, tylko „DOE” (depends on the experience). Jak tylko sytuacja sie odwracala tj zaczynalo brakowac pracownikow, to od razu pojawialy sie widełeczki w ogloszeniach o pracę. Takze coz – wszelacy „eksperci” ktorzy twierdza to, co zacytowany powyzej pan, po prostu ordynarnie klamia albo nie maja zielonego pojecia o czym mowia.

Reklamy

Responses

  1. To jest normalna kolej rzeczy. Podczas dobrej koniunktury pracownicy sa usilnie poszukiwani i nawet w ogloszeniach podaje sie circa dochody. W czasie kryzysu istnieje mozliwosc pozyskania tanszych pracownikow.
    W wiekszosci firm i tak wiadomo kto i ile zarabia. Polakow oburzaja złodziejskie praktyki pasozytniczej nomenlatury ale nic nie robia aby z tym stanem rzeczy skonczyc.

  2. W firmach mających znaczny wkład pieniędzy publicznych (powiedzmy: ponad 1/3, wcale nie musi chodzićo przekraczanie 50%) wymóg ujawniania (natychmiastowego, in real time) tego typu danych jest w mojej opinii oczywistą konsekwencją terminu „pieniądze publiczne”. Potrafię zrozumieć, że nakłady związane z obronnością kraju czy z gałęźmi przemysłu chronionym przed szpiegami, są dostępne tylko dla pewnej grupy (nie mogącej przez swą wąskość zdegenerować się do mafii), ale płace i inne wymierne pieniężnie korzyści, nie mogą być włączane do czynników utajnionych ze względu na bezpieczeństwo gospodarki. Kto płaci (czyli podatnicy) ma prawo wiedzieć za co płaci.

  3. Norwegia nie upadła a znane i publicznie dostępne są zarobki od Jego Wyskości Króla po babcię klozetową. Oferty pracy z GB – z reguły podane są widełki – gospodarka brytyjska też się jakoś trzyma. Tylko polską gospodarkę położyć to może. Jeżeli ten kraj ma takich lekarzy jak naukowców od makroekonomii to jak się w Polsce źle poczuję to udam sie do „baby zielary” – zwiększy to moje szanse na przeżycie

  4. @andsolbr:
    oczywiscie, w firmach panstowych (z udzialami panstwa) to powinna byc norma. Ale tez w prywatnych a raczej z akcjonariatem rozproszonym. Przypomnialy mi sie tutaj smętne wycia neoliberałów na to, jak Szwajcaria sobie uchwalila mozliwosc veta pensji CEO w firmach prywatnych. Jak oni nawieszali sie psow. I zaden s* nie zajaknal sie, ze owa mozliwosc veta dotyczy UDZIALOWCOW firmy prywatnej.

    Ja zreszta uwazam, ze podawanie widelek placowych dla potencjalnych kandydatow powinno byc normalne i co wiecej wplywa to POZYTYWNIE na ekonomie.
    Nikt nie marnuje czasu na zbedne negocjacje.

  5. Z tymi widełkami to racja. Ale już jawność zarobków w firmie prywatnej (pomijam przykład Futrzaka z „pensją udziałowców”) niekoniecznie mi się podoba. To tak jak z parytetem kobiet w firmie prywatnej.

  6. @Kira:
    nie widze zwiazku miedzy jednym a drugim.

  7. Jeśli chodzi o firmy prywatne, jestem prawie totalną „liberałką). Obowiązuje umowa pracodawca-pracownik i nikomu nic do tego, ile kto w takiej firmie zarabia. Oczywiście można POTĘPIAĆ, ale nie – decydować za pracodawcę.

    A w ogóle to pomysłodawca tej akcji to dla mnie ciota bez honoru:

    http://finanse.wp.pl/kat,104492,title,Bezczelnosc-szefa-OPZZ-Chce-ujawnic-pensje-Polakow-a-swojej-nie-pokaze,wid,15845877,wiadomosc_prasa.html?ticaid=11106a&_ticrsn=3

  8. @Kira:
    totalny liberalizm w XIX i poczatkach XX w. w USA skutkowal tym, ze zatrudniano w fabrykach dzieci za glodowe stawki, ze dzien pracy wynosil 12 godzin, nie bylo zadnych urlopow ani chorobowych. Powstawaly kartele i monopole.
    Dopiero robotnicze strajki i zwiazki zawodowe wymusily zmiane prawa.
    Nie zapominaj, ze kazda umowa cywilno-prawna musi byc zgodna z obowiazujacym w danym panstwie prawem.

  9. Dlatego dopuszczam pewne (dla takiego korwinisty – bardzo duże) ograniczenia „wszechwładzy” pracodawcy. Ale od pensji pracownika czy szefa PRYWATNEJ firmy – wara.

  10. PS. Obecne związki to ledwie cień dawnych.

    PS.2 Wiele pozornych udogodnień dla pracownika (chroniących go przepisów) tylko mu szkodzi. Jak choćby podwyżki płacy minimalnej.

  11. @Kira:
    placa minimalna jest w wielu krajach – ot chociazby w USA a konkretnie w Kalifornii. Nie widzialam, zeby sam fakt jej istnienia czy podwyzek (w tej chwili toczy sie wlasnie debata o taka podwyzke) szkodzil pracownikom – wrecz przeciwnie.

  12. Napisałam: podwyżki. Mali przedsiębiorcy będą zatrudniać na czarno lub padną.

  13. Cześć Futrzak, sorry, że trochę off topic – ale związane z Argentyną – więc zgłaszam się do Ciebie. Będę w Buenos 19 – 27 luty. Zastanawiam się nad zwiedzeniem Igazu i paru innych miejsc. Trochę irytują te ceny dla obcokrajowców (wyższe) i dla rezydentów (niższe). Czy mogłabyś poradzić w następujących kwestiach:
    1/ Gdzie najlepiej wymienić USD na pesos. Wiem, że te oficjalne kursy wymiany są trochę z kosmosu (niskie), ale przy wymianie na wolnym rynku ceny jedzenia itp w Argentynie stają się zbliżone do polskich. Trochę obawiam się wymiany na ulicy ze względu na bezpieczeństwo oraz na możliwość oszustw przed którymi ostrzega polski MSZ.
    2/ Jak najtaniej dostać się do Igazu. LAN ma rozsądne ceny przelotów dla rezydentów – ale dla obcokrajowców – to dużo taniej wychodzi przez Brazylię – (tylko, że lot przydługi). Czy naprawdę jak kupię bilet jako rezydent – to mogą nie wpuścić mnie do samolotu? Ceny za lot dla nierezydentów sa 2 razy wyższe – i z moja rodziną – to po prostu wyklucza wycieczkę do Igazu.
    3/ Noclegi – czy te z booking.com są faktycznie konkurencyjne (wydaje mi się, że też ceny dla nierezydentów są wyższe) – czy są jakieś lokalne agencje. Chodzi o rodzinę 7 osobową (2 dorosłych i 5 dzieci).
    4/ Czy są jakieś bardziej ekonomiczne przejazdy do Montevideo aniżeli promem? Wydaje mi się, że powinna być jakaś konkurencja na tak krótkim odcinku.
    5/ Jakie najciekawsze miejsca w Buenos / Argentynie byś rekomendowała? Chodzi o te łatwo osiągalne z gromadką dzieci.
    Z góry dziękuję za odpowiedź.
    Jade

  14. @Kira:
    problemem Polski nie jest fakt istnienia placy minimalnej ale zbytnie przeregulowanie malej dzialanosci gospodarczej (papierki, urzednicy, ich uznaniowosc i korupcja) oraz horrendalne opodatkowanie takiej dzialalnosci oraz dochodu osob fizycznych.

  15. Jade, wtrącę się – krótko i szybko. W Foz do Iguaçu (Brazylia) jest „Pousada Evelina”, ta pani mówi wielu językami, także naszym. Świetnie organizowane całodniowe wypady na argentyńską część wodospadów (bardziej malowniczą niż brazylijska) . Telefon 55 45 35.74.38.17 , email pousada.evelina@foznet.com.br . Korzystałem z jej pomocy, zaświadczam, że jakość wyśmienita i ceny przyzwoite.

  16. @Jade:
    1. Zeby wymienic po cenie zblizonej do czarnorynkowej to trzeba miec kogos zaprzyjaznionego, kto to robi. Wymiana „z ulicy” jest rzeczywiscie srednio bezpieczna zwlaszcza, jesli nie umiesz odroznic falszywek od normalnych peso, nie potrafisz sie targowac w tutejszym jezyku

    2. Tak ceny sa rozne dla obcokrajowcow i rezydentow. Nikt ci biletu dla rezydenta nie sprzeda, bo kupujac musisz okazac wazny dokument tozsamosci. Tansze sa autobusy (chociaz to tez kilkaset peso za przejazd w jedna strone) ale na taka odleglosc to jest dobrze ponad 24h jazdy w jedna strone.

    3. Noclegi krotkoterminowe sa oczywiscie wyzsze od regularnego, dwuletniego wynajmu dla tutejszych (tak jest zreszta w kazdym kraju). Bookings.com nie znam, ja korzystalam z http://www.bytargentina.com/ i jest to w miare uczciwa agencja. Nizszych cen na krotkoterminowy wynajem raczej nie znajdziesz, a jesli tak, to najprawdopodobniej bedzie to jakas sciema.

    4. Nie ma. Spojrz na mape. Do przekroczenia jest rzeka. Najtansza opcja jest nocny prom a potem przesiadka w autobus, ktory z Kolonii jedzie do Mntvideo jakies 3 h. To jest w ogole wycieczka na co najmniej 24 h, jesli nie wiecej. Autobus jest w Montevideo wczesnym rankiem.

    5.Jest mnostwo miejsc wartych obejrzenia w Argentynie (Iguazu, lodowiec Perito Moreno, Mendoza, Bariloche, Salta etc.) ale nie sa one „latwo osiagalne” a to z tego powodu, ze to jest ogromny kraj i musisz pokonac tysiace kilometrow. Masz do dyspozycji albo autobus (do Ushuaia jedzie na przyklad 3 dni…) albo samolot. Obie opcje do tanich nie naleza. Co do poruszania sie z dziecmi – nie wiem w jakim sa wieku, ale samo Buenos nie jest przystosowane dla osob niepelnosprawnych, z wozkami etc. Do wiekszosci stacji metra w centrum (nowsze na obrzezach sa juz budowane inaczej) wozki trzeba wnosic po schodach. Podobnie problematyczne jest wejscie do zwyklego autobusu (wozek trzeba zlozyc albo wniesc).
    Buenos to jest ogromna aglomeracja (ok. 13 mln ludzi) i zeby wyjechac poza nia, to trzeba przejechac dobrze ponad setke kilometrow. Najtansza opcja sa pociagi podmiejskie, co zaweza sporo obszar eksploracji. Zostaja wycieczki jednodniowe do Tigre, La Platy, Lujan.

  17. Dzięki andsolbr. Najpierw trzeba jednak tam dolecieć. Dzięki również Futrzak. Z tym biletem – to jednak można przez internet. Mało nie kupiłem w LAN – ale wrzuciłem na tłumacza te przypisy na dole i okazało się, że straszyli, że nie wpuszczą mnie na pokład bez karty pobytu Arg i odsyłają do międzynarodowych stron. Jest taka brytyjska – ale już za ok 1300 PLN od (Buenos – Igazu) osoby – a nie 500 jak LAN dla tubylców.
    A propos tej wymiany walut – mogłabyś jakąś informację podesłać na: alkatraspiorun@gmail.com
    Strasznie to wszystko przypomina mi stare dobre czasy komuny w Polsce. Mam nadzieję że jak przyjadę to nie będzie braków w sklepach.
    Moje dzieci to 5 do 14 lat – więc nie będziemy zbyt dynamiczni i raczej trzeba będzie unikać ryzykownych zachowań (jak np. kupowanie waluty na ulicy czy mieszkanie w jakimś okazyjnie tanim hostelu)

  18. @Jade:
    ceny inne dla turystow i inne dla miejscowych to rzecz normalna w Azji, Am PD, Afryce. Roznice wystepuja w widelkach miedzy jedna a druga. Z komuna nie ma to nic wspolnego, za to ma duzo z dojeniem turystow (ktore owszem bylo uprawiane na masowa skale za czasow komuny w Polsce).

  19. @Futrzak. No niezupełnie. Byłem z rodziną w ub. tygodniu w Izraelu. Obcokrajowcy nie płacą VAT za hotele i parę innych usług. Krajowi jak najbardziej. Natomiast u ich sąsiadów – w Jordanii za zwiedzanie Petry krajowi płacą symboliczne kwoty, a obcych łoją ile się da. W Dubaju natomiast wszyscy podobnie płac, ale miejscowi mają trochę problemów z alkoholem w niektórych emiratach.
    Tak czy siak, te kursy walutowe, różne ceny dla obcych i swoich, cła na wszystko co jest ludziom potrzebne przypominają mi komunę czy tego chcę czy nie.
    Dzięki za ten link do stronki argentyńskiej z mieszkaniami. Jak jest w Buenos ze śniadaniem? Można wpaść do knajpy o 9.00 i sobie zjeść za 25 pesos od osoby jakieś nieduże smaczne śniadanie?

  20. @Jade:
    standardowe sniadanie argentynskie to jest bardzo dobra kawa z rogalikiem (medialunas). Takie sniadanie mozna zjesc od momentu otworzenia lokalu do poznych godzin popoludniowych wlasciwie wszedzie. Sniadan w postaci polskiej nie ma. W restauracjach drozszych mozna zjesc american breakfast, ale jest to na ogol drogie. Najsensowniej wychodzi zejsc do najblizszej piekarni i kupic sobie kilka empanad albo tarte albo pan de miga (taki bialy chleb cienki bez skory poprzekladany serem, szynka, salata, pokrojonyw kwadraty). To samo mozna dostac w knajpie, ale bedzie drozsze.
    W centrum i turystycznych okolicach sa tez jadlodajnie z jedzeniem na wage – ale one funkcjonuja w godzinach lunchowych, w czasie sniadania sa zamkniete.

  21. Wiesz – ja pracując wolałbym nie ujawniać swoich zarobków i wolałbym aby w firmie była to informacja poufna, ujawnianie jedynie na moje życzenie.

  22. @Oszczedzanie:
    a dlaczego? Jesli ktos uczciwie pracuje i zarabia na siebie to w czym problem?
    Poufnosc plac szkodzi przede wszystkim ludziom, ktorzy sa kiepscy w negocjacjach, niepewni siebie (co wcale nie oznacza ze gorzej pracuja!!! Zwlaszcza, jesli to branza IT) albo maja noz na gardle. Przynosi korzysci pracodawcom, ktorzy szukaja takich wlasnie „niedoplaconych” pracownikow oraz tym, ktorzy opierdzielaja sie, a ciagna niemozebna kase.

    Przyklad z mojej branzy – Linus jak emigrowal do USA (a to jeszcze przed 1998 r. bylo) to kazdy znal wysokosc oferty, jaka dostal od Transmety (250 000 rocznie).
    Nie slyszalam, zeby ktorykolwiek programista stwierdzil ze to niesprawiedliwe, wygorowana stawka etc.

  23. @ Futrzak

    Nie chodzi o samo istnienie płacy minimalnej, tylko o zbyt częste jej podwyższanie. Z resztą Twego komenta się zgadzam.

    @ Racjonalne Oszczędzanie

    To oczywista oczywistość w PRYWATNEJ firmie.

  24. @ Futrzak

    A co szkodzi rozpytać się, jakie są stawki? Naprawdę ktoś musi znać MOJE zarobki, żeby samemu nabrać odwagi i zażądać tyle samo?

  25. PS. W Polsce lepiej nie ujawniać, ile się zarabia. Nie porównuj Polaków do Amerykanów, bo to inne mentalność, mentalność ludzi sukcesu, a nie zawistników.

  26. @Kira:
    placa minimalna, jak sama nazwa wskazuje, powinna byc minimalna. Czyli taka, zeby zapewnic minimalne utrzymanie osobie zarabiajacej. Jesli placa minimalna jest na tyle niska, ze ledwie starcza na nedzne jedzenie, i juz na nic wiecej, to cos tutaj jest nie halo. Z drugiej strony placa minimalna nie moze byc w wysokosci realnej sredniej krajowej, bo to tez nieporozumienie. Czeste podwyzki placy minimalnej wiaza sie (w normalnym kraju) najczesciej z duza inflacja i wzrostami kosztow zycia.
    Wiekzosc ludzi nie zdaje sobie sprawy z jednej rzeczy: spoleczesntwo nędzarzy, ktorych stac tylko na przyslowiowa miske ryzu, nie ma zadnej sily nabywczej i w zwiazku z tym ekonomiaw takim kraju wlasciwie nie istnieje: bo rynek dla garstki najbogatszych jest zbyt maly, zeby produkowac cokolwiek w kraju. Bogaci i tak sobie sprowadza zza granicy wszystko, co beda chcieli. Tak wlasnie wyglada to w krajach III-go swiata…

    Odnosnie rozpytywania sie o stawki: w praktyce nic to nie daje, bo NIE MASZ PEWNOSCI ile ktos zarabia. Doskonale wie o tym tez nieuczciwy pracodawca, ktory w tym wypadku odpowie ci, ze to bzdura ze Kowalski zarabia X. I tu twoja zdolnosc negocjacyjna upada. Jak chcesz wiecej zarabiac to co najwyzej mozesz sobie poszukac innej pracy .

    Jesli zas chodzi o ostatni twoj komentarz… to wychodzi z niego, ze w Polsce jest teraz tak jak pod koniec komuny w ZSRR: ludzie, ktorym rodzina przysylala paczki zza granicy nie wychodzili na ulice w „zachodnich” ciuchach ani nie robili zakupow w swoim miescie, bo bali sie, ze ktos ich zaraz obrobi i chalupe pusci z dymem…
    W sumie to przykre i smutne…

  27. @ Futrzak

    Mnie jednak bardziej obchodzi moje życie i moja prywatność niż cudze zdolności negocjacyjne. Ja też ich nie mam, ale nie znaczy to, że żądałabym ujawnienia wszystkich cudzych zarobków.

    A gdybym była pracodawcą, to też niekoniecznie mówiłabym, ile kto zarabia – i za co konkretnie.

  28. @Kira:
    czyli wolisz klepac bide niz opowiedziec sie za systemem, ktory jest sprawiedliwy. Ciekawe.

  29. @ Futrzak

    A kto powiedział, że jest sprawiedliwy? To Twoje zdania, nie moje. Szczerze powiedziawszy, czuję się urażona. Sugerujesz, że powinnam zniżyć się do skamlenia, ups, pardon – żądania (!) NARUSZENIA PRYWATNOŚCI (bo tak postrzegam takie zapędy), żeby wiedzieć, ile żądać od potencjalnego pracodawcy, tak? A jak zaproponuje mi mniej, to mam go pozwać? Dobre…

    Cóż, zasady odchodzą w przeszłość. Równie dobrze można dawać dupy na ulicy.

  30. PS. Ostatnie zdanie opisuje moje rozgoryczenie, kiedy czytam pomysły, że w imię „równości” należy łamać pewne powszechnie przyjęte zasady, np. prawo do prywatności innych ludzi. Ludzi zatrudnianych w prywatnych firmach.

  31. PS.2 I jeszcze jedno: tak, w Polsce NIEWIELE się zmieniło od czasów komuny. Polacy to nie Amerykanie.

  32. kilka uwag z dziedzin ktore znam – na temat jawnosci plac:

    Np w firmach miejskich i stanowych – tzn zarzad miast, agencje tego zarzadu – place sa publiczne i na internecie jest dana bazych gdzie kazdego urzedasa mozna znalesz.
    Wsrod grup lekarskich wspolnie zarzadzanych wszyscy znaja place wszystkich lekarzy – co kwartal kazdy dostaje raport z detalami ile kto mial „przerobu” i ile z tego dostal na reke.Administracja ma place niejawne :)
    Chcesz zarobic wiecej – to przyciagnij wiecej pacjentow albo koduj wizyty wyzej.

    Natomiast w IT i inzynierii place sa zazwyczaj tajemnica – wysokosc ich jest bardzo dyktowana rynkiem i jzmienna z roku na rok. Np jednego roku Unix admin (z tym samym skill set) jest przyjmowany za 110k – nastepnego za 130k a za rok znowu za 100k – bo jest ich od groma.
    Gdybum miel ich 10 to kazdemu bym co roku musial podnosic i obnizac pensje – a tak to tylko jednemu:)
    Czy to dobre czy nie – nie wiem ale tak jest i przez najlepsze lata bedzie.

  33. Wścibianie nosa w finanse innych ludzi to zwykłe chamstwo – i charakterystyczna dla naszego kraju przywara, której nie potrzeba instytucjonalizować. Ciekawe co z jednoosobowymi firmami – ujawnienie zarobków ich właścicieli a zarazem jedynych pracowników to w zasadzie ujawnienie dochodów/obrotów firmy…? Właściwie na jakiej podstawie żądasz ode mnie informacji, którą uznaję za część swojego prywatnego życia i nie mam ochoty się nią dzielić ? Serio pytam – gdybyś ty, obca mi osoba zapytała mnie tak w korytarzu firmy bez pardony o zarobki, argumentując, że masz prawo wiedzieć bo mogłem podejrzanie dużo dostać albo chcesz negocjować swoją pensję powołując się na moją to w najlepszym wypadku bym cię wyśmiał. Co będzie następne – z kim, jak często i w jakiej pozycji ? Wydaje mi się, że twoje stanowisko w tej sprawie jest podyktowane osobistymi porażkami lub słabymi stronami, brakiem umiejętności negocjacji czy dbania o własne interesy. No i to charakterystyczne dla gorszych pracowników wieczne tłumaczenie się „nieuczciwym” pracodawcą.

  34. @Sergiusz:
    „wydaje mi sie” – to nad wyraz sluszne okreslenie. Na szczescie nie musze sie czyms takim przejmowac. Przez wieksza czesc zycia pracowalam w firmach, w ktorych widelki placowe na dane stanowisko byly dostepne dla kazdego pracownika firmy. Rowniez pracujac jako independant contractor nie musialam w ciemno pisac ofert, bo zleceniodawcy publikowali stawki ZANIM sie przystapilo do czegokolwiek. Teraz tez pracuje w firmie, ktora podala widelki płacowe w ogloszeniu.
    Oczywiscie, kazda z tych firm rowniez żąda od pracownika podawania pozycji w jakich sypia ze swoim partnerem/ka oraz numeru butów :)

    No i ta Norwegia (o ktorej Pawel wspomnial) ze swoja jawnoscia płac wszelakich. Co za chamy skonczone, jak oni tak moga???

  35. @ Sergiusz

    Chłopie, dzięki za ten post. Jasno i klarownie wytłumaczyłeś, co jest nie tak z żądaniami jawności płac WSZYSTKICH obywateli. Kto nie zrozumiał… cóż…

    Mnie osobiście BOLI, kiedy ktoś robi ze mnie frajerkę, bo nie chcę się wyrzec pewnych elementarnych zasad…

  36. @futrzak

    Podawanie widełek płacowych na wczesnym etapie rekrutacji np. w ogłoszeniu to nie to samo co ujawnianie zarobków osób już zatrudnionych. Nie wiem jak możesz mieszać te dwie sprawy. To przecież tak jakby pomylić savoir-vivre z kodeksem karnym.

    A co do Norwegii – masz na myśli ten kraj w którym łatwiej stracić dziecko za podniesienie na nie głosu niż dziewictwo piętnastolatce? Masz na myśli to państwo, które tak się boi o swoich obywateli, że aż zmonopolizowało handel mocniejszym niż 5% alkoholem i po 18tej w piątek już go nie kupisz jeśli w ogóle będziesz miała w pobliżu urząd sprzedaży alkoholu, bo trudno mi Vinmonopolet nazwać sklepem ? W którym posiadanie TV wymaga licencji za „drobne” 400 euro rocznie, choćbyś potrzebowała go tylko do Xboxa ? Zresztą już kiedyś mieliśmy towarzyszy, którzy importowali idee z postępowych krajów i nie wyszliśmy na tym dobrze…

    Opowiadasz się za takim płacowym PRISMem. Na tym się nie skończy, dlatego tak ważne jest by zamordystycznym pomysłom stawiać opór jak najwcześniej. Następny krok to będzie jawność wydatków tudzież likwidacja gotówki – nie wątpię, że to też poprzesz, bo ktoś mógł przecież wydać więcej niż zarobił… albo właśnie za mało, co by wskazywało, że gdzieś pod stołem brakującą do bilansu kasę wydał na narkotyki, broń i prostytucję nieletnich! No niezły skurwiel prawda ?

    @Kira

    :)

  37. @Sergiusz:

    Napisales:
    Podawanie widełek płacowych na wczesnym etapie rekrutacji np. w ogłoszeniu to nie to samo co ujawnianie zarobków osób już zatrudnionych. Nie wiem jak możesz mieszać te dwie sprawy.

    Otoz NIE MIESZAM. Napisalam bowiem wyraznie:

    Przez wieksza czesc zycia pracowalam w firmach, w ktorych widelki placowe na dane stanowisko byly dostepne dla kazdego pracownika firmy.

    Tak, dotyczylo to zarobkow osob juz zatrudnionych.

  38. @futrzak

    Mieszasz, mieszasz całym wpisem bo nie widzisz różnicy, którą widzi np. Kira.

    „Szukamy sprzątaczki, płacimy od 1000 do 2000″ to coś innego niż ” Ogłoszenie: Nowakowa zarabia 831 zł na rękę za pół etatu, a jak się postara to ma jeszcze 150zł premii za błysk posadzkę; poza tym bierze 185 zł renty po mężu i ma jeszcze 450zł z wynajmu pokoju studentom.” To pierwsze to zwykła dobra (i dobrowolna) praktyka. To drugie to Norwegia.

  39. @Sergiusz
    W Islandii mamy podobna komune co w Norwegii, rozliczenia firm z urzedem skarbowym sa jawne, piszesz podanko, uiszczasz oplate i dostajesz jaki byl roczny obrot w interesujacej Ciebie firmie w danym roku (oczywisce obrot zgloszony w Urzedzie Skarbowym). W sumie ma to sens jak chcesz sobie sprawdzic czy jaks firma z ktora chcesz nawiazac wspolprace to czasem nie jest typ cegla kielnia i spoldzielnia, ewentulanie dziala mobilizujaco jak widzisz ze konkurencja Cie wyprzedza :). A co do jawnosci plac jestem zdania ze kazdy sam powinien o tym decydowac (oczywisce w sektorze prywatnym) i nie potrzeba do tego zadnych regulacji.

  40. dodam tylko ze stres z powodu tego ze len moze zarabiac wiecej od pracusia mozna rozladowac zmieniajac miejsce pracy, albo zaczac operdxxxx sie podobnie do niego :)


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: