Napisane przez: futrzak | 26 kwietnia 2013

O nauce jezyków

Co sądzicie o radzie pt. „musisz sie nauczyc od poczatku tak, jak mowia tutaj, wszystko inne to strata czasu” ?

Napewno jest to najszybszy sposob na porozumiewanie sie z tubylcami od zaraz, ale czy taki swietny w perspektywie dlugofalowej?

Znam cale mnostwo osob, ktore przyjechaly do USA, nauczyly sie jezyka „ulicznego” i utknely na tym etapie. Nie potrafia mowic w sposob bardziej elokwentny, nie potrafia sie poprawnie wyslowic na pismie, nie sa w stanie czytac ksiazek w obcym jezyku.

Mnie osobiscie nauczyc sie mowic w danym jezyku jest najtrudniej, po prostu tak mam. I z angelskim, i z rosyjskim i z hiszpanskim najpierw sie uczylam podstawowych slowek, konstrukcji zdan, czytac, rozumiec a dopiero na koncu mowic. Rady pod tytulem „najpierw mow” nie przemawiaja do mnie – co mam mowic, jak w glowie pustka a jedyne co przychodzi na mysl to zdania w innym jezyku?

Uwazam tez, ze znacznie latwiej jest nauczyc sie wersji „oficjalnej” jezyka (chociazby i z kursow online) a potem wchlonac lokalny dialekt/odmiane (dotyczy to zwlaszcza angielskiego i hiszpanskiego ktory w kazdym z krajow, gdzie sie nim wlada jest nieco inny). Tak mialam z angielskim. Odwiedzajac Australie wladalam juz „amerykanskim” angielskim i na poczatku astralijski akcent byl dla mnie niezrozumialy. Jednak po tygodniu sie przyzwyczailam i nie stanowilo to problemu. Gdybym nie znala angielskiego lub znala kiepsko, zajeloby mi to znaaaaacznie wiecej czasu.

Z podobnego zalozenia wychodze z hiszpanskim. Znajac jego wersje „oficjalna” porozumiem sie i z Argentynczykami i z Boliwijczykami i Meksykanami czy Hiszpanami. Nawet jesli jakichs slow nie bede znac/rozumiec bede w stanie sie o to zapytac. Znajomosc slangu jest owszem, przydatna czasami, ale nie niezbedna.

Zadziwia mnie tez wiara niektorych ludzi w „kursy”. Ze niby inaczej sie nie da nauczyc, ze nie ma to jak profesjonalny nauczyciel, ze tylko platne kursy sa dobre etc. (takie opinie slyszalam glownie po przyjezdzie do Argentyny, co drugi ekspat przekonywal ze jest to absolutnie niezbedne).

Zaliczylam juz duzo kursow i wlasciwie nie daly mi one NIC. Albo prawie nic. Wole sie uczyc sama, we wlasnym tempie, nie musiec „rownac” do grupy, nie musiec z nikim rywalizowac, robic testow etc. To wszstko przyprawia mnie jedynie o dodatkowy stres, a ten spowalnia proces uczenia sie.
Tak bylo rowniez w wypadku indywidualnej nauki z platnym nauczycielem. Nie wiem, moze to tez kwestia tego ze nigdy nie trafilam na dobrego nauczyciela, ktory bylby w stanie sie dostosowac sposobem nauczania do indywidualnego ucznia?

A i tak z tego wszystkie najbardziej zadziwiajace jest jedno: prawie kazda osoba znajaca jezyk obcy uwaza, ze jej metoda nauki jest najlepsza i najskuteczniejsza i wobec tego wszyscy inni powinni tez tak robic. Dzieki o boże, że są jednak od tej reguły wyjątki :)

Advertisements

Responses

  1. Nie ma jednej metody nauki języka.
    Liczy się tylko jej skuteczność w stosunku do zamierzonego celu.
    Wiem, że nigdy nie będę mówił a już na pewno pisał jak „native” i z tym się pogodziłem, bo nie jest to dla mnie cel życia.
    Ja miałem od początku „prywatnych nauczycieli”.
    Do uczenia samodzielnego, bez „osobnika” stojącego nade mną z batem efektów bym nie osiągnął żadnych.
    Co do zasady „najpierw mów” .
    Ola świetnie zna gramatykę, słownictwo ma również bogate, świetnie sobie radzi z pisaniem i czytaniem.
    TYLKO NIE MÓWI :)
    Zawsze jest na początku pytanie – do czego jest Ci potrzebna znajomość języka.
    Ktoś musi porozumiewać się nim w pracy i w życiu codziennym, a czasu na „naumienie się” ma nie za wiele .
    Ktoś się uczy np. hiszpańskiego, żeby „Don Kichota” przeczytać w oryginale.
    Ja jestem przykładem dokładnej odwrotności Twojej metody – raczej kursy (głównie za granicą)
    Do tej pory pisanie po angielsku nie jest moją mocną stroną, ale całkiem sprawnie porozumiewam się językiem mówionym, w tym słownictwem branżowym. Czytam po angielsku przepisy, normy, procedury (te nawet sam piszę).
    I jak na razie, więcej do szczęścia nie potrzebuję, wolę się rozwijać w swojej branży, a nie „ćwiczyć lapidarność stylu” bo kraje, w których pomieszkuję to nie są kraje anglosaskie i nikt moich wysiłków nie doceni :)

  2. hm… przyznaje, zalozylam defaultowo, ze jesli ktos jest emigrantem zyjacym w jakims kraju to powinno mu zalezec na tym, zeby jezykiem tego kraju wladac jak najlepiej (oczywiscie tak nie zawsze sie da ze wzgledu na akcent ale to inna sprawa).

    Jesli twoja mauzonka faktycznie zna angielski plynnie od strony pisania i czytania (a wiec i tlumaczenia) a nie mowi to moze ma jakas blokade?
    Chociaz prawda tez jest ze uczac sie angieskiego trzeba kazdego slowa uczyc sie dwa razy: wymowy i pisowni…

  3. Metoda zależy i od celów, i dominującego rodzaju pamięci u konkretnej osoby, i od umiejętności w motywowaniu i dyscyplinowaniu samego siebie, i…

    A „jak u mnie działa to na pewno działa dla wszystkich innych” to jest w ogóle dość popularne ;]

  4. Futrzku kochany – powiedz mi: „W jakim kraju będę mieszkał za lat np. 5 ???” Idąc Twoim torem myślenia (który jest bardzo słuszny, nie można zaprzeczyć, niestety :( ) to teraz arabski w wersji saudyjskiej powinienem opanować – mam na to (przynajmniej w teorii) rok i 9 miesięcy.
    Teoretycznie do zrobienia, nawet z moim wrodzonym lenistwem :). Tylko przy ilości rzeczy, jakie tu muszę robić, to i tak stanu, jakiego wymagasz od samej siebie nie jestem w stanie osiągnąć :(.
    Jestem zbyt mało systematyczny, i leniwy. uczę się szybko tylko tego co mnie naprawdę pociąga. Nauka języków, mimo, że na logikę bardzo ciekawa i interesująca mnie nudzi, po osiągnięciu progu komunikatywności. Ale daj mi jakieś zadanie związane z pożarówką :) Nad pożarem centrum handlowego w Katarze trzy dni siedziałem, żeby wymyśleć najbardziej optymalne rozwiązania, jakie by można wprowadzić w tego typu budynkach. Zarówno techniczne jak i organizacyjne. Taka to, Pani,moja szajba zawodowa:D.
    Co do Małżonki Mej Aleksandry – Ona mówi, jak mnie nie ma :) Ale przy mnie zwycięża Jej wrodzone lenistwo językowe.

    ps.
    Na studiach miałem kolegów (w duużej ilości) rosyjskojęzycznych.
    W szkole podstawowej i w liceum – z rosyjskiego jechałem tylko od poprawki do poprawki – mówiłem, ale nie odrabiałem prac domowych – odpowiedzi do ćwiczeń robiłem „na żywo” patrząc w książkę :)
    Siedzimy sobie w klubie, razem z dziewczyną naszego kolegi, Ukraińca zresztą, a że mnie ”po piwie” łatwiej się mówi po rosyjsku niż po polsku to posługujemy się rosyjskim.
    Wszyscy „dorzucają do pieca” a dziewczę się tylko śmieje (we właściwych miejscach) ale słowa z siebie nie wydusi.
    Grzecznie się mojego przyjaciela z Białorusi pytam, co Ona taka niemota? Jak oni się dogaduję skoro polszczyzna „Jamesa” słabiutka.
    A On mnie kopie w kostkę i mówi że dziewczę jest na…………..4 roku rusycystyki. :)
    I reasumując – co z tego, że ruszczyznę pisaną znała nie gorzej od Puszkina, ale w towarzystwie jak to cielę siedziała ?

  5. @Pawel:
    no nie wiem w jakim kraju bedziesz mieszkac :) – ale mozna chyba przyjac, ze w takim w ktorym w pracy bedziesz sie porozumiewac albo po polsku, albo rosyjsku albo angielsku. Wobec czego uhm no ja bym uznala ze warto nauczyc sie poprawnie tych jezykow…

    Zreszta nie wiem… moze to moje zboczenie zeby opanowac jezyk obcy w stopniu co ojczysty albo zblizonym zeby po prostu moc „express myself” rownie dobrze i precyzyjnie jak w ojczystym…

    co do dziewczecia: uhm nie jest ona jedynym przypadkiem, niestety potwierdza on tylko smutna prawde o zanujacym poziomie nauki jezykow obcych na pewnych filologiach…

    Faktem jest, ze za mowe jest odpowiedzialna inna czesc mozgu, niz np. za rozpoznawanie pisma. I ze nauka obcego jezyka (tu powtarzam za Stilerem) powinna isc rownoczesnie na kilku torach: mowy, rozumienia (ze sluchu), rozumienia pisma i pisania. Oczywiscie bez mowienia mowic nie da sie nauczyc :) – to oczywiste. Ale zeby zaczac mowic, trzeba obce slowa jakos ZAPAMIETAC najpierw. A tu juz kazdy moze miec najrozniejsze metody. Ja mam niestety pamiec graficzna/obrazowa (czy jak to tam sie nazywa) wiec wkuwanie na pamiec czegokolwiek jest dla mnie męką. Liczby, numery, adresy, slowka etc. – zeby to zapamietac to koszmar. Niestety na takiej metodzie oparta jest wiekszosc kursow.

    Dzieki bogu ze jest siec i metoda uczenia typu pokazuja ci obrazek i mowia co to jest a pod spodem jeszcze napis :)

  6. Ciekawy wpis. Ja akurat z japonskim zrobilam dokladnie odwrotnie, najpierw zaczelam mowic, byle sie dogadac, ulicznie, nie ulicznie, za wszelka cene. Ale musialam, bo do czytania japonskiego to droga bardzo daleka, nawet dla natiwow. Wiem, ze przez pierwszy rok moj jezyk byl gorszy niz „Kali kochac, Kali jesc”, ale jak juz czulam sie na tyle komfortowo dajac rade w codziennych sytuacjach, w urzedzie czy u lekarza, to siegnelam po ksiazki. I wtedy duzo latwiej bylo mi to wszystko co juz znalam w glowie poprawnie poukladac.
    Ale japonski, z przyczyn oczywistych, jest dosyc specyficznym jezykiem, i dla wielu osob, uczenie sie go w ten sam sposob co hiszpanskiego czy niemieckiego jest niemozliwe, szczegolnie jesli chodzi o nauke samodzielna.
    Ja akurat zaluje, ze nie poszlam na kurs, bo teraz mam „niedowlad” czytania. Rozumiem to co czytam, ale niestety od razu w glowie tlumacze na angielski, bo nigdy nie nauczylam sie poprawnie czytac krzaczkow na glos, tylko od razu ich znaczenia. A zeby sie tego nauczyc, to niestety potrzebna jest pomoc wykwalifikowanego nauczyciela. Teraz nie mam juz na to czasu, wiec dalej brne sama.

  7. Mam dokładnie takie samo podejście jak Ty.Z kursu hiszpańskiego zrezygnowałam, bo wkurzało mnie przebywanie w kasie z dwoma małolatami,którzy robili sobie głupie żarty z nauczyciela, ten zaś udawal głupa,że po polsku nie rozumie (a wiem,że umiał) a potem porównywał moje zdolności do zdolności tych dwóch gówniarzy.Jeżeli mam się czegoś nauczyć to wolę sama , w swoim tempie, swoje postępy sprawdzając czytając coś w oryginalnym języku czy próbując pisać i rozmawiać z ludźmi z danego kraju. I zdecydowanie lepiej od podstaw.Gdy przyjechałam do Włoch od razu wzięłam się za naukę, poszłam też do szkoły(a co był kurs dla obcokrajowców, za darmo, mnie sie nudziło to czemu nie) Efekt jest taki,że teraz świetnie dogadam się w dialekcie ,ale mimo wszystko używam włoskiego przez co wszyscy chwalą mnie jak pięknie mówię po włosku.Mam satysfakcję.

  8. @dwa koty:
    nie no japonski to w ogole jest uhm oddzielna kategoria jezykowa :)
    Ja z moja pamiecia podejrzewam nigdy nie nauczylabym sie czytac ani po japonsku ani po chinsku tudziez w zadnym systemie pisma, ktory nie jest fonetyczny.

    @Basia:
    ha, wreszcie jakas bratnia dusza :)

  9. @ futrzak, piszesz: „Uwazam tez, ze znacznie latwiej jest nauczyc sie wersji “oficjalnej” jezyka (chociazby i z kursow online) a potem wchlonac lokalny dialekt/odmiane (dotyczy to zwlaszcza angielskiego i hiszpanskiego ktory w kazdym z krajow, gdzie sie nim wlada jest nieco inny). ”
    Całkowicie się z tym zgadzam. Wynika to także z moich własnych doświadczeń. U mnie bardzo dobrze w kontekście efektywności nauki języka sprawdza się kombinacja osłuchania (np. filmy, seriale, lokalne wiadomości TV) z oczytaniem (książki, artykuły).

  10. Jakże ja Panią rozumiem. Mam dokładnie tak samo. Ambicje językowe niemałe( chcę wyrazić siebie w słowach możliwie najlepiej), a pamięć słaba. I również potrafię uczyć się tylko samodzielnie.Dla mnie zaznajamianie się z językiem obcym to wręcz katorżnicza praca, która właściwie nie ma końca. Jest mi o tyle trudniej, że uczę się hiszpańskiego i angielskiego będąc w Polsce. I skupienie się na oficjalnej wersji języka to zdecydowanie dobry ruch. Zgadzam się z tą myślą Szkutnika( znakomitego autora podręczników do angielskiego), że – „Można znać tysiące słów w języku obcym nie znając tego języka i można znać język posiadając bardzo ograniczone słownictwo. Decyduje znajomość podstaw systemu języka. Podstawy te można zilustrować przy pomocy szeregu zdań- wzorów. Zapamiętanie tych zdań oraz umiejętność tworzenia zdań analogicznych stanowią najważniejszy element nauki języka”. Jeśli mogłabym Pani polecić jakiś podręcznik, to zachęcam do sięgnięcia po klasyczny podręcznik Perlina – „Język hiszpański dla początkujących”. Świetnie objaśniona gramatyka.Użyteczna jest też seria samouczków wydawnictwa francuskiego Assimil. Ich książki tłumaczone są na wiele języków. Ostatecznie jednak, według mnie, najważniejsze to, by uczyć się wytrwale, a obranie metody tej nauki to kwestia drugorzędna. Zwłaszcza, że każda metoda ma swoje mankamenty. Trzeba czasu i cierpliwości.

  11. wspomniane w poście argumenty nie przeczą temu, aby mimo wszystko starać się jednak mówić

    robić swoje, ale mówić przy każdej okazji, przełamywać się

    i dobrze jest łączyć wiele metod

  12. Mysle, ze nie ma uniwersalnej metody, ktora bylaby NAJlepsza w kazdym przypadku, bo kazdy przypadek jest inny. Jedni ucza sie lepiej w grupie, bo grupa jest motywacja a inni ucza sie lepiej samodzielnie.
    Ja jestem zdecydowanie w tej drugiej grupie, czyli wolny strzelec.
    Przyjechalam do Stanow zupelnie bez slowa znajomosci angielskiego, ale za to zaopatrzona w serie ksiazek do samodzielnej nauki (nie samouczkow tych co to ludzie kupuja na Greenpoint, a pisali je rowniesnicy mojego prapradziadka, tylko ksiazek).
    Siedzialam sama i sie uczylam, systematycznie, jak nigdy w zyciu, codziennie 4 godziny, czytanie, pisanie, gramatyka, slowka itp. Po kazdych 10 lekcjach sama sobie robilam testy;)) Jak jakis oblalam to wracalam do tej wlasnie lekcji zeby ja powtorzyc.
    Jedynie popelnilam powazny blad i nie ogladalam tv ani nie sluchalam radia, a to jest bardzo pomocne w osluchaniu sie melodii jezyka.
    Ale za to „gadalam” przy kazdej okazji, jak sie dalo, z pomoca slowek, ktore juz znalam a reszte uzuplenialam wymachiwaniem rak i nog;))
    Chodzilo o zwykly sprawdzian czy ludzie mnie rozumieja i czy potrafie sie jakos wyslowic.
    A pozniej (tak po kilku miesiacach) to juz szukalam ludzi, ktorzy mowili ladna angielszczyzna, akurat sie taka osoba trafila w sasiedztwie. Samotna starsza pani, ktora chetnie pomagala, poprawiala, bo rozmowy ze mna zapewnialy jej towarzystwo;)
    Wilk syty i owca cala. Po roku spotkan z Sara dostalam od niej pierwsza ksiazke do przeczytania. Upieralam sie, ze przeciez jeszcze nie dam rady, ale Sara tez sie uparla;)) Wiec ja uleglam i przeczytalam, na sile, z pomoca od czasu do czasu slownika, a najczesciej tylko kombinujac z kontekstu zdania o co biega. Skonczylo sie na tym, ze owszem wiedzialam o co w tej ksiazce chodzi, ale rozumialam tylko jakies 70%.
    Te sama ksiazke przeczytalam rok pozniej i juz nie rozumialam tylko pojedynczych kilku slowek.
    Zdecydowanie w moim przypadku samodzielna nauka jest bardziej skuteczna, mimo, ze jestem klasycznym leniwcem, ale tez mam ambicje ;)
    Nie wyobrazam sobie zycia w jakims kraju zebym nie mogla prawidlowo poslugiwac sie jezykiem tak w mowie jak i pismie.
    Podobnie kierujac sie tylko ambicja nauczylam sie pisac 10 palcami, do niczego mi to nie bylo potrzebne, wszyscy sie pukali w glowe „po co ci to? przeciez i tak piszesz?” a ja sie uparlam.
    I teraz zapitalam nie tylko bardzo szybko, ale tez robie malo literowek, bo na te tez bylam uczulona w czasie nauki:))))
    Taka natura, pani kochana, taka natura i nic wiecej;)

  13. Aby w obcym kraju byc obywatelem klasy A to trzeba bardzo dobrze znac miejscowy jezyk. Teraz rodzice chca aby ich dzieci od malego uczyly sie jezykow obcych. Dwoch albo od razu trzech.
    Do nauki to przede wszystkich potrzebny jest upor a moze i zdeterminowanie.
    Ja nie bardzo wierze w reklamowe hasła ze bardzo szybko i skutecznie ucza.
    Dobrze jest sie nowym jezykiem po prostu jak najwiecej posługiwac wszedzie gdzie bywamy.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: