Napisane przez: futrzak | 18 kwietnia 2013

Wracać z emigracji do Polski, czy nie?

Czasami znajomi pytaja mnie, czy po 13 latach emigracji rozwazalam powrot do Polski.
Owszem, rozwazalam, ale ostatecznie utwierdzilam sie w decyzji, ze powrot nie ma sensu.
Trzy miesiace pobytu w kraju (przed wyjazdem do Argentyny) uswiadomily mi az nadto slusznosc takiego podejscia.

Nie chce mi sie wymieniac dlugiej litanii argumentow „dlaczego” – zrobili to juz inni – i to calkiem dobrze. Na tyle dobrze, ze tekst trafil na Wykop.

Coz, kazdy musi osądzic sam. Ja powiem tylko tyle, ze bez doswiadczenia zycia gdzie indziej, ma sie zupelnie inne spojrzenie na sprawe i brak porownania – bo niby jak? Przy czym wyjazdy turystyczne niewiele znacza – dopiero zetkniecie z codziennoscia taka jak praca, wynajem mieszkania, zalatwianie codziennych spraw w urzedach, wizyta lekarska etc. pozwalaja cokolwiek porownac.

Zycze kazdemu z szanownych czytelnikow, zeby mial mozliwosc porownania. I zeby podjal swiadoma decyzje.

PS:
zapomnialam. W moim wypadku ogromny wplyw na decyzje mial fakt, ze nie bylam w stanie przez 3 miesiace pobytu w kraju odnowic paszportu ani dowodu osobistego – ze wzgledu na wymogi formalne tj. koniecznosc dostarczenia dokumentow, ktorych nie bylam w stanie dostarczyc. Zaden urzednik nie pisnal nic w temacie czy kretynska procedure da sie obejsc, tak wiec dotknal mnie paragraf 22: obywatelem jestem, ale nie moge tego potwierdzic, a zrzec sie obywatelstwa tez nie moge. W Polsce nie przebywalabym legalnie, bo obywatelowi polskiemu, ktory wjezdza na obcym paszporcie wladze odmawiaja przyznania wizy w tym obcym paszporcie – PRZECIEZ jest obywatelem…

Reklamy

Responses

  1. Nie, nie i jeszcze raz nie

  2. Na emigracji jestem bardzo krótko, w kraju uznawanym za jeden z trudniejszych do życia dla expatów, ale mimo to coraz częściej dochodzę do wniosku, że powrót byłby dużym błędem, przede wszystkim z punktu widzenia rozwoju kariery zawodowej.

  3. @Pawel:
    a w sumie ciekawa jestem twojej perspektywy – bo zacytowany tutaj tekst to jedno, ale Ty masz spojrzenie z punktu widzenia krajow dosc nietypowych do emigracji tj. o ile wiem RPA u KSA, prawda?

  4. obecnie Arabia Saudyjska, w RPA byłem tylko 2 miesiące, na Sri Lance byliśmy 3 miesiące – mamy tam pod opieką kilkoro dzieci i naszą Małą Księżniczkę – Dulmini.

  5. W tej galerii mozesz ją poznać http://fotogalerie.pl/galeria/camelek79405

  6. Jeden z przyjaciół przez lata namawiał mnie do powrotu. Zmieniło się. Inna mentalność. Inni ludzie. Łatwiej. Itp. A człowiek bywały, miał za sobą okresy długiej pracy poza Polską. Ale w takich egzotycznawych krajach.

    A potem spędził długie wakacje w jednym z europejskich krajów. I był wstrząśnięty. Mówi, że oczywiście żaden tam raj, ale jeśli spotkany przypadkiem człowiek może ci pomóc i nic na tym nie traci to prawie z zasady pomoże. I to z uśmiechem. Czyli wręcz odwrotnie niż…

    A co mi tam, więcej powiem. Inny bardzo chciał, żebym wracał i nawet kontakty podsuwał, żebym trafił do miejsca materialnie dającego mi w przybliżeniu coś takiego jak Brazylia (co oczywiście byłoby o wiele mniej, bo klimat, trzy typy ubrań, ogrzewanie — no i koszt przeprowadzki); bardziej zaciekawiony niż zainteresowany poczyniłem pierwsze kroki – i wszystko było jasne. Ani drzwi do klatki z wilkami nie otworzyłem, a warczenie było groźne i nienawistne, ukryte oczywiście pod pozorami wymogów formalnych. Nazwałbym je raczej biurokratycznymi. I w dodatku, walczyłbym ciężko, by dotrzeć do jednej trzeciej mojej tutejszej pensji. Oczom i uszom nie wierzyłem.

    A nagrodą by było prawo do spędzania połowy roku w świecie bez słońca ale z dużą ilością śniegu i błota.

    Już nie warto wspominać o takich zaskakujących mnie drobiazgach jak fakt, że klasa średnia trzyma swoje z trudem zakupione samochody przed mieszkaniami na ulicy. Nie opowiadam tu o tym ludziom, bo by nie uwierzyli.

    A nad faszyzującymi pomrukami ulicy potrafię przejść prawie nietknięty, bo to jednak daleko i nie dotyka mnie osobiście. Ale gdybym miał z tym do czynienia na ulicy, w tramwaju, w pociągu, na uczelni…

    Więc jasne jest chyba, że… nie mam dla nikogo żadnych sugestii. Jak ktoś nie radzi sobie z językami, jak mu cni się za sankami i noworocznymi odwiedzinami księdza, to przecież jego stan ducha i mój nie są podobne. I co by były tu warte moje rady?

  7. błagam, zostań tam gdzie jesteś, w Polsce wykańcza ludzi przedewszystkim brak światła, brak możliwości chodzenia pół nago przez większą cześć roku ( tak nawiasem mowiac dzisiaj było slońce i się usmazyłem ) to wpływa na zimowy sen , dlugi, tak długi w tym roku że tak dziwnie jak nagle slonce wyszło, to wszystko wpływa na funkcjonowanie umysłu i calego organizmu, to nie jest kraj do życia tu sie umiera, (wychowałem sie w Afryce) Mój ojciec , zadaptowany do Afryki, żył krótko i żyl w depresji, marudził i zrzedził

    Samuel -Bialy Pomień

  8. @Pawel:
    jak dziala ten system – tak z ciekawosci pytam – tj. jaka macie gwarancje ze pomoc dla tej dziewczynki rzeczywiscie trafia do niej?

    @andsol:
    wiesz, to nie tyle chodzi o rady co imho po prostu naswietlenie sytuacji jak to wyglada gdzie indziej. Jak sie zyje w GB czy Irlandii czy Niemczech to pewnie wiekszosc osob slyszala, bo maja wystarczajaco duzo znajomych, ktorzy wyemigrowali tam wlasnie. Ale inne takie egzotyczne kraje jak Brazylia, KSA, Argentyna ze o Azji nie wspomne….:)

  9. @Bialy Plomien:
    pogoda polska rzeczywiscie potrafi wykonczyc, tu nie ma watpliwosci. Mnie zwlaszcza dobijala ta cholerna zima. Od strony klimatu jednak Kalifornia byla dla mnie idealna.

    Ale nie myslales o emigracji w cieplejsze strony?

  10. Albo lecimy do nich mając ze sobą po kilkadziesiąt kilogramów nadbagażu (nasz rekord to 108 kg, nie licząc bagażu podręcznego), albo robimy zakupy w sklepie internetowym Kapruka w Colombo i następnego dnia zakupione produkty dowożone są pod drzwi Jej domu w Waskaduwa.
    Największy problem mieliśmy kiedy akcja, którą zorganizowaliśmy na portalach fotograficznych przerosła nasze oczekiwania i musieliśmy wysłac na Sri Lankę ponad 150 kg prezentów. Robiliśmy to „na raty” Pocztexem, żeby oni na miejscu nie musieli płacić cła.

  11. nie wracać!
    jeszcze dwa lata temu, rok nawet – mówiłabym inaczej. ale dziś – nie macie do czego wracać. kocham Polskę, ale powtarzam – nie wracajcie.

  12. czolem Nina :) ech, kazdy – jak zwykle – bedzie mial swoje zdanie. My mamy zdanie na tak- warto bylo wrocic z emigracji. Teraz mijaja 3 lata wkrótce i przeszlam juz przez kilka faz i refleksji na temat powrotu. Byly momenty, gdy zalowalam troche niektorych spraw ale potem zdalam sobie sprawe z tego,ze bardziej tesknilam za sama soba z pewnego czasu niz za samym meijscem. I generalnie to chyba jest najwazniejsze. nasz stan ducha w danym czasie, w danym miejscu.. nie wiem, moze sie myle.

    Opuscilismy Argentyne na rzecz Polski i mimo wielu contras generalnie i ja i jaśnie małżonek uwazamy,ze decyzja byla dobra.NAdal jestesmy obiektywnie rzecz biorac dosc biedni ale nie tak rozpaczliwie nedzni jak w baires jednak. Nie az tak, bo przede wszytskim koszty zycia mamy zdecydowanie nizsze niz w Baires, a zarabiamy nieporownywalnie wiecej w naszych zawodach w Europie (masazysta+filmowiec/ fotograf).Bo jest tez ta przewaga, ze od biedy moge się wybrac do Berlina ,ktory jest o rzut beretem – piękny i otwarty, gdzie w mojej branzy jest czasami o niebo lepiej, ale tylko ;) czasami), bo jest w miescie generalnie raczej czysto, bezpiecznie.
    Bo nie boje sie,ze mnie ktos wyciagnie z samochodu i zastrzeli tylko dla durnych 4 kolek, co w baires nie jest rzadkoscia (mi ukradli auto w mniej dramatycznych okolicznosciach akurat tam, ale znajomej z bronia w reku, a zreszta sama wiesz jak tam jest). Bo nie mam krat w oknach a mieszkam na parterze. A tam kraty mialam nawet na 3 piętrze bo bardzo łatwo bylo się dostać np po drzewie do mieszkan) .

    Biurokracja akurat tu we wro jest bardzo przyjazna, takze migraciones -megakultura, szybko, przyjaznie, bez dyskryminacji (zwlaszcza mojego meza migraciones przez 10 lat jego emigracji argentynskie ponizaly za kazdym razem na maksa-mnie nie, bo ja sobie nie dam podskakiwac; dopiero jak urodzila sie Natalia i zostalismy rodzicami obywatelki to sie zmienilo ale wtedy to juz rzygalam na mysl,ze jeszcze tyle a tyle do wylotu i pozegnania z BA) , i jest jeszcze cos co przewaza na plus- mamy teraz dofinansowane przez miasto prywatne przedszkole terapeutyczne dla autystki naszej, za grosze .Tego TAM nie byloby. Wiem, bo mam kontakt z rodzinami autystow w BA.
    Mieszkamy w scislym centrum i placimy za mieszkanie bardzo , bardzo malo. wode mamy w czynszu, prad max 200 pln, a uzywamy codziennie pralki i zmywarki bo dziecko), mamy pewnosc,ze jak kupimy ubranie/ mebel/ sprzet agd to nie bedzie do wyrzucenia po kwartale choc kosztowal krocie.

    Mamy dostep do zdrowego i DOBREGO (ja akurat nienawidze jedzenia w argentynie, wszystko tam jest dla mnie ohydne- to oczywiscie bardzo indywidualna kwestia, okropne sery, okropne jogurty, koszmarnie drogie rzeczy ktore maja jakas jakosc) .
    Zyjemy nadal skromnie ale nie mam juz dni, gdy blakalam sie po miescie glodna, ze strachem, co jutro.nie musze juz sie ponizac w marnych produkcjach ani pracowac za jedzenie z cateringu.

    Przede wszytskim jednak czynnik ludzki. Argentynczycy zawsze, nawet najbardziej zaprzyjaznieni, patrzyli glownie jak zrobic ze znajomosci ze mna jakas korzysc. bardzo interesowni nie dajac nic w zampan w relacji. legendarne „Llamame cuaquier cosa” to zawsze wymawianie sie brakiem czasu lub nie odbieranie telefonu nigdy.

    Podkreslam,ze to sa nasze indywidualne spostrzezenia.

    Jedyne, co nadal szwankuje, to oczywiscie publiczna sluzba zdrowia, ale z drugiej strony pojawily sie juz alternatywy prywatne typu plan de salud i np za cala 3 osobowa rodzine za 250 pln mamy abonament na ogromna ilosc uslug medycznych ze specjalistami i z tego korzystamy.

    Mysle,ze to, czy warto wracac jest bardzo, bardzo indywidualna kwestia.
    Szanuje ludzi,jak Ty, ktorzy maja swoje zdanie na temat tego samego kraju,ale widzianego inaczej. Inaczej bo mamy inny bagaz doswiadczen, jestesmy z innego srodowiska, mamy inne potrzeby i inne oczekiwania.
    Sama po sobie widze ze zwlaszcza kwestia potrzeb jest zmienna- pamietam siebie,gdy pierwsze dwa lata bylam megazakochana w agrnetynie, czulam sie super, wszytsko mialo urok nowosci i nie wkurwiala siermiega i nedza. Z czasem jednak wkurwiac zaczela. Ale to nie znaczy,ze kazdego musi. Kazdy z nas szuka czegos innego . Mi teraz jest dobrze w Pl, ale wiem,ze jak stan Mlodej sie ustabilisuje toznowu gdzies sie przeniesiemy , ale to juz dlatego, ze lubie sie przeprowadzac ;) pozdrawiam bardzo serdecznie i dzieki za koljny temat do przemyslen! abrazote

  13. @ BialyPlomien nie przesadzaj z tym umieraniem ludzi tutaj ;)

    podejscie do klimatu to kwestia takze bardzo indywidualna.
    moj maz się urodzil i wychowal w Ameryce Centralnej,gdzie nasi krewni narzekaja przez skype na chlody gdy maja 25 stopni ;)
    ale zime i jesien w PL uwielbia, i nie przeszkadza mu polska ciemnosc i chlody. snieg znal juz, z Argentyny, wiec zdazyl polubic wczesniej, depresji tez raczej u niego nie zanotowalam. marudzi mniej niz Polacy ;)) Za to chwali sobie, ze w przeciwienstwie do jego kraju nie mamy tu cholery, dengi ani tych koszmarnych karaluchów wszedzie (mysle,ze pod tym wzgledem Afryka tez nie pozostaje w tyle do Am. Centralnej ;))

    zreszta moze ten snieg az tak nas nie wnerwia bo mamy wazniejsze sprawy na glowie.

  14. PS żeby nie bylo ewentualnie nieporozumien- nie twierdze,ze w PL jest dobrze. To NAM jest calkiem fajnie, choc tez nie jakos WOW- ale po prostu mozemy godnie, fajnie zyc,czego w Argentynie nie mielismy, i o to sie caly ten powrot nasz rozgrywal. ale co czlowiek, to historia, wiadomo.

  15. Nie wrocilabym. Po prawie 20 latach pobytu poza krajem, spedzilam w PL trzy miesiace w 2009 i bylo fajnie. Ale na wakacje.
    Ja akurat nie mialam problemow urzedowych, choc futrzaku, process potwierdzenia obywatelstwa ciagnal sie u mnie 9 miesiecy i bez pomocy prawnika sie niestety nie obylo. Ale jak tylko prawnik zostal w ta sprawe zaangazowany, to poszlo bardzo szybko i sprawnie. Nagle urzednicy wiedzieli jak paragrafy 22 obejsc. Polski paszport wyrabialam dwa razy, raz byle miec, drugi raz jakis miesiac pozniej z odpowiednim nazwiskiem (po tym jak moje malzenstwo zostalo zarejestrowane w USC i odpowiedni akt po polsku wydany). I paszport i dowod i prawo jazdy i inne duperele zostaly wydane szybko i bez problemow (ale to po otrzymaniu papieru od wojewody, ze jednak tak, jestem obywatelka).
    Ze sluzba zdrowia tez nie mialam problemow. Szlam prywatnie. Kompetencja pewnych specjalistow mozna debatowac, ale ogolnie bylo dobrze.
    Pogoda dopisywala, mialam okazje odwiedzic miejsca, o ktorych uczylam sie w szkole, a jako smarkata nigdy nie widzialam. Ludzie byli raczej mili, pomocni i nawet usmiechali sie od czasu do czasu.
    Czyli – na wakacje – swietnie!
    Ale tylko na wakacje.
    Do Japonii wrocilam wypoczeta, najedzona kiszonymi ogorkami i szczesliwa, ze nareszcie jestem w domu.

  16. Tutaj Futrzaku moja odpowiedź

  17. Oczywiście odpowiedź znajdziesz na moim blogu – nie wiem dlaczego, ale link „nie wszedł”

  18. @Pawel: wordpress przycina za duzo linkow, nie wiem w tej chwili co sie stalo, siec mi dzisiaj nie dziala poza paroma minutami wiec nie jestem pewna czy poszlo do poczekalni czy nie :(

  19. a, juz widze. jak siec pozwoli sie ustosunkuje :)

  20. Ja na razie jestem na etapie :wracać , wracać i to jak najprędzej! Ale przemawia za tym zwykła tęsknota za rodziną , znajomymi, miejscami i żarciem. Jeśli mam byc szczera – to warunki życia tu i tam są nieporównywalne. Choćby dla przykładu – w Polsce o zakup głupiego laptopa walczyłam kilka lat – najpierw stała praca (ha ha) potem papierki, pozwolenia na spłatę w ratach(no nie stać mnie było,by kupić za gotówkę) a po tem mozolne spłacanie rat. Życie w Warszawie wysysało ze mnie siły- pensja ledwo starczała na opłaty, a na ciucha pozwalałam sobie kosztem głodówki. Tu- w ciągu 4 lat pobytu (fakt ,że własnościowe mieszkanie to bardzo ułatwia) mamy wyremontowane i jako tako urządzone mieszkanie, Telewizory, komputery, najnowsze telefony i dziecko! Na co w Polsce pewnie dłuugo jeszcze bym sobie pozwolić nie mogła. Sprawy urzędowe owszem bywaja męczące ale nic czego nie da się jakoś załatwić.Stopa życiowa moja podniosła się tu zdecydowanie. Stać mnie na wydanie kasy na ciucha ot tak z dnia na dzien nie obliczając przy tym czy starczy mi na chleb. Więc logiczna odpowiedź to jednak-nie , nie wracać!Ale….

  21. Przeżyłem 8 lat w Libii, wprawdzie jako dzieciak i młodzian, ale z całą pewnością spełniam kryteria powracającego emigranta. O ponownej emigracji z Polski myślę od czasu do czasu. Po studiach chciałem emigrować, bo nie miałem pracy (łatwiej mi było znaleźć pracę jako studentowi niż magistrowi), teraz myślę o emigracji jak już mam „wszystkiego dość” i rozważam, czy Nowa Zelandia czy Chorwacja :).
    Ogólnie jednak jestem z powrotu do Polski zadowolony. Jestem „u siebie”, za granicą bylem „obcy”. Być może gdybym wybrał kraj mniej obcy kulturowo nie odczuwał bym tej obcości tak silnie, ale w Libii to mocno dawało mi w kość. Mam kontakt z rodziną, a przynajmniej z tą częścią z któą chcę utrzymywać kontakt. Jesieni nie lubię, ale wolę od robactwa powszechnego w Afryce Północnej.
    Biurokracji nie znoszę, uważam to za największe nieszczęście Polski, chyba nawet gorsze od naszego położenia geograficznego, ale nauczyłem się sobie z nią radzić. Fakt, że z wykształcenia jestem prawnikiem i w kontaktach z urzędnikami to oni się mnie (po chwili) boją, a nie odwrotnie, zdecydowanie mi to ułatwia. Co dziwniejsze w nielicznych urzędach zaczynają traktować petenta jako człowieka a nie zło konieczne.
    Pensje w Polsce są niskie, zwłaszcza w porównaniu z tzw. Zachodem, ale pamiętajmy, że wydajność wielu jeśli nie większości pracowników w Polsce jest wciąż bardzo marna. Widzę to doskonale po własnej firmie, w której 1/3 pracowników nie wytwarza dość wartości dodanej, aby pokryć ich własną pensję. Zatrudniami ich po części z nadziei, że kiedyś zaczną być dochodowi, po części z lenistwa – mam dość pracy po 12-14 godzin przez 7 dni w tygodniu.
    Polska jest wciąż krajem w którym bariera finansowa wejścia w prowadzenie firmy jest dość niska. Niższa niż w krajach starej unii. Oczywiście nie w każdej branży i pewnie samo otwarcie firmy jest np. w Wlk. Brytanii tańsze i szybsze niż w Polsce, ale ja piszę o działalności będącej czymś więcej niż dzialalność rzemieślnicza i drobne usługi. Liczyłem. Rozważałem otwarcie firmy robiącej dokładnie to samo co moja w Niemczech kontra wchodzenie na rynek Niemiecki z Polski. Wyszło mi, że taniej jest z Polski.
    Mółbym jeszcze wiele takich przykładów rzucić, w skrócie sie to sprowadza do tego, że każdy powinien sobie znaleźć własne miejsce na świecie, kraj w którym potrafi dostrzec możliwości i potencjał rozwoju. Dla jednych to będzie Polska, dla innych Bangladesz, a dla kogoś Chile.

  22. Świetne, jakże obiektywne, podejście mają emigranci, szczególnie ten z linkowanego artykułu. Wyjeżdżacie z małych mieścin lub wsi na emigracje do stolicy innego kraju lub stanu USA, później wracacie na swoją prowincję i narzekacie jaka to jest ogromna różnica. Nie dziwię się, że człowiek wyjeżdżający z Rzeszowa, czy innej zacofanej dziury do Londynu, wraca na swój trzeci świat i narzeka jak mu źle. Jakoś nie widzę odwrotnej sytuacji, gdy ktoś emigruje z W-wy na zapadłą zachodnią wieś, czy do jakiegoś niedorozwiniętego miasta.

  23. Tak, ale jeszcze nie teraz :)
    Jestem emigrantką z wyboru, a przyczyny były dwie: kwestia finansowa (cóż, jak w kraju jest, nie trzeba tłumaczyć) oraz chęć podróży. Ale do Polski wrócić zamierzam, bo to „moja ziemia ojczysta”. Czasami emocje wygrywają z rozumem. :)
    Moja prywatna obserwacja jest taka, że wiele rodaków (i ja również) podchodzi bardziej krytycznie do ojczyzny, niż do krajów, do których emigrowali. Być może dlatego, że nie jesteśmy tak bardzo emocjonalnie zaangażowani w „obczyznę”? Bo owo poczucie obcości pozwala na podchodzenie z dystansem (i często humorem) do tego, co dzieje się wokół?
    PS
    Poza tym jestem niepoprawną optymistką i myślę, że wbrew wszelkim staraniom naszych polityków, naszej rozmnażającej się niczym króliki armii urzędników oraz bareizmów wiecznie żywych, powoli sytuacja w Polsce poprawia się. Więc szczęśliwych wyjazdów i powrotów wszystkim emigrantom życzę!

  24. Zazdroszczę, że jechaś „z wyboru”, ja planowałem wyjazd za kilka lat i na kilka lat, ale polska rzeczywistość zweryfikowała moje plany

    pozdrawiam z Arabii Saudyjskiej

  25. Człowiek przyzwyczaja się do dobrego. Ja co prawda pewnie wrócę z UK, ale to tylko dlatego, że zaoferowano mi pracę marzeń. Jak się to rozwinie, to do końca jeszcze nie wiadomo, bo to Polska przecież… Inna sprawa, że doświadczenie, które zdobędę pozwoli mi zdobyć ciekawą pozycję zagranicą, co może być przydatne, jeśli sprawy będą zmierzać w PL w tym kierunku co zmierzają.

  26. Moj kolega wyemigrowal w 1985 roku. Znalazł wysokoplatna prace w zawodzie jako inzynier. Z kupa kasy przyjechał do polski w 1996 roku a wiec po 11 latach. Po kolejnym roku sprzedał kupiony wlasnie dom i wyjechal , z rodzina. Szczesliwie praca na niego czekała i dostał nawet podwyzke !
    Orzekl ze komuszy system III RP jest złodziejski i skrajnie zdegenerowany.
    Tak wiec stracilismy bardzo dobrego podatnika.
    Jego dzieci nie chca nawet slyszec o Polsce.

  27. @Pawel i Ola

    Smuci fakt, jak wielu Polaków emigruje nie z wyboru, ale z przymusu ekonomicznego. Ale przyszło mi na emigracji pracować z ludźmi z różnych stron świata, dla których powrót do ojczyzny był niemożliwy. Uświadomiło mi to, że – mimo, iż powrót do Polski wiązałby się dla mnie zapewne z klepaniem biedy – to i tak mam szczęście, bo zawsze mogę do kraju wrócić. Bo nie muszę się martwić o bliskich i przyjaciół, którzy tu mieszkają. A to jednak bardzo dużo. (ale ja jestem niepoprawną optymistką czasami)

  28. Karolina – nam optymizmu tez nadal nie brakuje, ale pracować w Polsce juz bym nie chciał

  29. @artur xxx:
    ja zanim wyjechalam do USA przez pare lat mieszkalam w Warszawie. Od strony ekonomicznej wygladalo to podobnie jak u Basi – ledwo wiazalam koniec z koncem, nie stac mnie bylo na nic poza oplatami i jedzeniem (zreszta i tak musialam z kims do spolki wynajmowac bo na kawalerke mialam za mala pensje, ktora i tak byla wyzsza wtedy od sredniej…). Zazdroscilam ludziom, ktorzy mieszkanie mieli po rodzinie – nie musieli calej pensji ladowac w wynajem.

    Jedna z rzeczy, ktora na rynku zawodowym w Polsce mnie odrzucala to byl brak szacunku do ludzi i do ich pracy. W USA przez kilkanascie lat pracy nie zdarzylo mi sie, zeby ktos pozwalal sobie na ordynarne zarty, zeby odwarzyl sie klepnac w tylek czy robil cos podobnego, nie mowiac juz o wydzieraniu sie przelozonych na podwladnych przy wszystkich. W Polsce niestety bylo to normalne. Myslalam kiedys o pracy na uczelni, ale przeszlo mi zupelnie jak uslyszalam od szefa katedry „tak pani Futrzak, moze pania zatrudnie, bo fajnie byloby miec mila kobietke do robienia kawy..”.
    Byc moze te ostatnie rzeczy sie zmienily, ale stosunek kosztow zycia do przecietnej pensji jest chyba jeszcze gorszy niz kiedy wyjezdzalam…

  30. Reblogged this on Blog emigracyjny and commented:
    Nie przegapcie http://www.wykop.pl/ramka/1475611/drodzy-rodacy-nie-wracajcie-z-emigracji-w-polsce-nadal-jest-do-dupy/

  31. Polska – bardzo miły kraj do mieszkania dla Polaka, pod warunkiem, że ma się (bardzo) dużo pieniędzy. Nie masz kasy – dla państwa nie istniejesz.

  32. Wychodzca
    Wpis tego klienta w czesc „prawdziwa paranoja” jest zaklamany od poczatku do konca.

  33. dla wszystkich chcących wrócić informuję iż „Układ Zamknięty” ma się tu świetnie i ciągle się rozrasta

  34. @Ewa F. – masz 100% racji

  35. Nigdy nie myslalam o tym zeby wracac do Polski. Wyjechac jeszcze gdzies indziej, moze, ale na pewno nie wracac do Polski.
    Tylko wyjechac gdzie?
    Jestem bardzo przywiazana emocjonalnie do Stanow i jest to uczucie na pewno bardziej dojrzale niz to jakie kiedys czulam do Polski, ale to chyba normalne, bo i ja jestem bardziej dojrzala.
    Nigdy nie czulam sie tu obco, wrecz przeciwnie jestem u siebie i raczej juz tak zostanie, bo jakos nie widze na horyzoncie kraju, ktory zapewnil by dwojgu ludziom w naszym wieku w miare godne warunki, a przynajmniej takie do jakich sie juz przez te 28 lat przyzwyczailam.

  36. @futrzak
    Nie wszyscy nadają się do emigracji to jednak wymaga pewnych predyspozycji mentalnych. Wszystkim ekspatom którzy są obecnie w miare zadowoleni ze swojego życia ale zastanawiają się nad powrotem proponowałbym najpierw przyjazd na dłuższe wakacje do ojczyzny przed podjęciem ostatecznej decyzji.
    Po pewnym czasie na obczyźnie odzywa się taka tęsknota za tym co znamy i rozumiemy. Żeby się spotkać z przyjaciółmi, zjeść pierogi albo komuś się marzy wyjazd nad Bałtyk albo piwo w krakowskiej knajpie. Tylko te tęsknoty przechodzą po jakiś dwóch tygodniach w ojczyźnie a potem zostaje nam tylko bolanda w całej swojej okazałości.

  37. Lazy_sod, chyba cos jest w tym co piszesz, bo najdluzej jak moge wytrzymac w Polsce to jest 3 tygdodnie i ostatni tydzien juz odliczam godziny kiedy wsiade do samolotu zeby wrocic do domu.
    Znajomi? przeciez po latach tych ludzi juz zupelnie nie znamy, ani oni nie znaja nas;)

  38. @stardust:
    a tak z ciekawosci, co najbardziej ci przeszkadza podczas tych krotkich pobytow w Polsce?
    Ja mam swoja liste, ale zdecydowanie najwieksze zderzenie ze sciana to jest jak musze cokolwiek zalatwic w instytucji uzytku publicznego/z urzednikami. Wymiekam.
    W USA porownywalnie bylo tylko z urzedem emigracyjnymm gdy jeszcze nie mialam ani obywatelstwa ani zielonej karty.

  39. Ja akurat po urzedach zadnych nie mialam potrzeby chodzic, bo jestem tam absolutnie persona non grata:) Ale denerwuje mnie brak kultury, ludzie sie wszedzie pchaja, do autobusu, czy z autobusu to nie ma roznicy, jakby mogli to by przez czlowieka przeszli;) I oczywiscie nikt nie powie „przepraszam” jak ci da torba w leb, albo nadepnie na stope. Bylam w banku, stoje w kolejce do automatu a nastepna osoba wisi mi nad ramieniem, tego sie nie spotyka w Stanach, ludzie potrafia zachowac dystans nawet w tak tlocznych miastach jak NYC, tam wsadza ci lokiec w watrobe poprawia z kopa i to jest normalne, nie ma przepraszam ani nawet pocaluj mnie w dupe.
    Serwis jest tez tragiczny i tez to nie ma roznicy czy w hotelu, czy na dworcu, czy tez w restauracji. Poszlismy na obiad w 4 osoby ja dostalm pierwsza moje danie, a jak juz konczylam jesc to trzy pozostale osoby dostaly swoje. Bardzo grzecznie i delikatnie, najpierw chwalac jedzenie i wystroj knajpy staralam sie zwrocic uwage, ze ludzie przychodza razem, to znaczy, ze jesc tez chca razem, to panienka spojrzala na mnie takim wzrokiem jakbym z ksiezyca wlasnie zeszla i jeszcze powiedziala z pretensja w glosie „ale pani miala inne danie”. No ja pierdole, to w ogole powinni miec jedno danie w menu i wtedy nie byloby problemu.
    W hotelu po jednym reczniku na osobe wielkosci sciereczki kuchennej to tez norma. Jak poprosilam w recepcji o dodatkowe reczniki to uslyszlam „pani pojdzie i powie sprzataczce” No tak, ja gosc hotelowy nie dosc, ze place to musze latac za sprzataczka:))) O szamponie czy innych pierdolach typu body lotion zapomnij. Owszem nie byl to hotel nadzwyczajnej klasy, ale tutaj dostaniesz to wszystko bez upominania sie w najtanszym motelu.
    Na dworcu pani w informacji na moje pytanie odpowiedziala nie podnoszac nawet oczu z nad gazety „mozna przeczytac na tablicy”.
    Kurwa mac, gdyby jezyk tablicy byl dla mnie czytelny to bym babsku nie zawracala dupy, ale ona siedziala za okienkiem, na ktorym wyraznie pisalo INFORMACJA.
    Chyba raczej powinno pisac, NIE PRZESZKADZAC.
    I po dwoch tygodniach mam tak dosc, ze zaczynam liczyc godziny do odlotu.

  40. Mam za soba 3 lata spędzone w Albanii, ale wtedy to był tak specificzny kraj, że raczej trudno by go było porównywać z Polską. Do niedawna byłam święcie przekonana, że w Polsce można mieć fajne życie. Oczywiście, że było parę rzeczy, które mnie irytowały i niektóre nawet mocno, ale ogólnie było OK. Od jakiegoś czasu, życie moje toczy się między Krakowem, a Budapesztem i siłą rzeczy porównuje oba kraje Nidawno nawet zrobiłam taką listę: co lubię w Polsce, a co mnie denerwuje i co lubię na Węgrzech,a co mnie denerwuje. Zaskoczyło mnie, że znacznie więcej rzeczy, które lubię znalazło się po stronie kraju nad Dunajem.

  41. @Artur XXXXXX Moja sytuacja była właśnie taka o jakiej mówisz.Ja z W-wy trafiłam do włoskiej mieścinki – którą porównałabym do polskiej wsi z końca 19wieku z lekkimi ulepszeniami.Szczerze przyznaję,że stopa życiowa tu jest zdecydowanie lepsza niż ta jaką miałam mieszkając w Polsce.Ale tak jak pisałam wyżej- oddałabym wiele by wrócić- nawet do mojego miasta rodzinnego , które w porównaniu z tą włoską wsią jest rajem.

  42. Mieszkam w Warszawie i jestem zmęczony. Chcę spłacić fajne mieszkanie w 8 lat, bo tyle mamy dopłat Rodziny na swoim. Po 3 latach i uzbieraniu połowy, człowiek chce pójść spać i obudzić się w innej rzeczywistości.
    Na Zachodzie spłacenie mieszkania w tak krótki czas byłoby niemal niemożliwe, ale tam nie miałoby to sensu – stałe niskie stopy procenttowe od kredytów hipotecznych.

    Do tego, na Zachodzie, nie bałbym się, iż utrata pracy to jak wysłanie do obozu zagłady – zginiesz z głodu, zanim znajdziesz podobną. Tam żyje się na luzie u nas niespotykanym wśród normalnych ludzi.

    Na Zachodzie nie ma takiego pośpiechu i spięcia, nie piszę o centrach biznesu i sukcesu, jak Manhattan. Normalni ludzi, po prostu wygodnie żyją, realizują swoje marzenia i hobby. Ja na moje będę miał czas, gdy najpierw spłacę dach nad głową, potem zabezpieczę przyszłość sobie i żonie, i dopiero wtedy będziemy mieć czas, ile dożyjemy. Nie piszę o zabezpieczaniu życia dziecku – sami do wszystkiego dochodzimy sami i wygrywamy z dziećmi z bogatych domów. W Polsce to podstawa umieć walczyć.

    Ludzie przyjeżdżają z Zachodu i dziwią się, że tu tak niemiło – a jak ma k… być? Można wygrać albo przegrać, nie można po prostu być.

    ———————————————————————————————-

    Ale jest też druga strona medalu. Emigracja to byłoby moje największe nieszczęście. I chyba każdy emigrant wie dlaczego, tylko niemal nigdy o tym nie napisze.

    Pochodzę z Krakowa, tam jest fajniej niż w Warszawie i tęsknię za nim. Ale żyje się łatwiej w Warszawie – uważam ją za idealny kompromis. Chyba każdy musi znaleźć swój własny.

  43. Warto przeczytać: http://blog.intransfer24.com/aktualnosci/co-musimy-zrobic-po-powrocie-do-ojczyzny


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: