Napisane przez: futrzak | 13 stycznia 2013

Szukanie pracy – powiew normalności

Argentyna nie rządzą ponadnarodowe korporacje, wiekszość biznesu są to niewielkie, rodzinne firmy – zaczynajac od piekarni, poprzez restauracje, sklepy, fabryczki, farmy, transport.
(Maja silne zwiazki zawodowe, ale to inna bajka).

Ma to swoje zalety w momencie szukania pracy. Jak dla mnie – zalety. Po 13 latach szukania pracy na rynku corpo i odbijania sie od agencji hedhunterskich/recruitment tutaj wreszcie moge odetchnac.
Nie musze miec „podrasowanego” resume, na dobra sprawe resume nie jest potrzebne. Wazne, zeby znac kogos, kto zna kogos. Idzie sie na rozmowe, rozmawia sie z wlascicicielem. Jesli wlasciciel nie jest pewny – moze zatrudnic na pare tygodni na próbę.
Nie ma problemu.

Doprawdy, to OGROMNA ulga, ze mozna rozmawiac z normalnymi ludzmi, od ktorych zalezy decyzja. Mozna zmienic fach, jesli sie zaprezentuje konkretne umiejetnosci – nie trzeba (jak w USA) isc do kosztownej szkoly, robic papiurki, dyplomy-sromy a potem gnac w wyscigu na „job fair” i stroszyć piora.

To taki powiew normalności…

Reklamy

Responses

  1. To chyba kwesta do jakiej firmy aplikujesz?? W USA chyba też są małe rodzinne, lokalne firmy? A różnica jest nie tylko w samym procesie aplikacji, ale to już trzeba się samemu określić, czy ktoś odnajduje się w gąszczu korporacyjnych procedur czy trochę bliżej ziemi i rzeczywistości:)

  2. Pięknie! w PL zaścianku też mam ten sam problem. Jak słyszę, że mam rozmawiać z kimś od HR to mnie trzęsie. Niekompetencja ludzi zajmujących te stanowiska zaczyna być już legendą. A efektem tego jest to, że pracodawcy twierdzą, że nie ma dobrych inżynierów. Niech wezmą te CV które są odrzucane przez HR-ówki. To wówczas znajdą właściwych kandydatów, a nie umiejętnych „przechadzaczy” przez rozmowy kwalifikacyjne.

  3. kiedyś znalazłem taki wpis blogowy: http://rekrutacyjny.blogspot.com/2010/09/krete-i-strome-sciezki-kariery.html

    znalazłem go w momencie, gdy był już mało aktualny, dlatego nie dodałem żadnego komentarza. A chciałem napisać, że przyczyną owych *punktów zwrotnych* jest Pan, drogi autorze, oraz pańscy koledzy i koleżanki z HR. Żeby zostać przez was zaproszonym na testy lub rozmowę, trzeba mieć w CV pracodawców, których rozpoznajecie. Z branży dokładniutko takiej, na jaką akurat rekrutujecie. Jeśli ktoś więc ma w CV big corpo, ma szansę na pracę w innym big corpo.

    @”nie trzeba (jak w USA) isc do kosztownej szkoly, robic papiurki, dyplomy-sromy ”

    W Polsce jest o tyle inaczej, że kosztowne szkoły i papiórki niewiele znaczą, jeśli nie ma się doświadczenia w danej branży lub bardzo pokrewnej. W przypadku starców po 30 roku życia, u absolwentów to działa trochę inaczej.

  4. @Jura, bo to prawda że w PL zostało już mało dobrych inżynierów do zatrudnienia. A jeśli myślisz że HR odrzuca wszystko bezmyślnie, to się mylisz – tak wynika z mojego doświadczenia – i może czas zrewidować to, jak się o sobie samym myśli w świetle tego, jak to widzą inni?

    @amatil, sama prawda odnośnie papierek vs doświadczenie! A że wolą zatrudnić np. w IBMie kogoś kto pracował w Oracle, niż kogoś, kto pracował we Frito Lay – dziwne raczej nie jest ;)

  5. kobiet-a:

    w USA w przemysle zwlaszcza nie ma malych rodzinnych firm. Masz albo ogromne corpo albo rzeczy sa importowane z Chin. Plus jeszcze masz potezny przemysl zbrojeniowy, ktory trzesie cala ekonomia USA.
    Nawet w gastronomii ciezko jest znalezc male prywatne firmy. Dominuja potezne sieci sprzedawcow detalicznych (z Wal-Mart na czele czyli najwiekszym detalista na swiecie. ), potem masz sieci restauracji – wiekszosc z nich to franczyzy.
    Minely juz dawno czasy (ktore przeszly do legendy) gdy „dwoch mlodych geniuszy” w garazu skladalo pierwszy prototyp czegos-tam co zaczynalo sie sprzedawac jak male buleczki :)

    W USA zalozenie jakiejkolwiek produkcji od zera, bez kredytu czy kupy szmalu jest prawie niemozliwe – bo jak chcesz czesci, byle pudlo plastikowe to czy tamto to musisz zamawiac jakies potworne ilosci u hurtownikow albo bezposrednio sprowadzac z Chin – jesli nie da sie tego dostac w sieciowce typu fry’s czy home depot etc.
    A w Arg taka produkcja jest robiona przez niewielkie domowe warsztaciki/fabryczki. Pojdziesz, pogadasz z wlascicielem i zamowisz sobie np. kilka pastikowych obudów zrobionych w/g wlasnego projektu i na wymiar.

  6. W PL zależy od branży do jakiej aplikujesz, np. w mojej kontakty to podstawa i tzw ludzie z polecenia. Trafia mnie jak muszę przeprowadzić rekrutacje, bo zazwyczaj to strata czasu i mojego i osoby starającej się o pracę, bardzo często mam wrażenie, że ludzie nie czytają dokładnie ogłoszeń i wymagań jakie są w nich zawarte. Wracając do sedna notki – poza tym taki pracownik z polecenia ma jeszcze jedną zaletę – zazwyczaj jest lepszy i bardziej się stara niż ten przyjęty z rekrutacji, chociaż na szczęście są chlubne wyjątki.

  7. @panika:
    nie wszyscy „odrzucaja bezmyslnie” ale prawda jest, ze robia to w ogromnej wiekszosci wlasciwie automatycznie. Porownuja sobie lata doswiadczenia, slowa-klucze i nazwy firm z tym, co napisane w requirements plus z tym, co w danej chwili jest „hot”.

    Spotkalam kiedys dobrego HR-a, ale to byl wlasciciel agencji rekruterskiej, sam kiedys w przeszlosci software eng. Agencje zalozyl bo wkurwila go niekompetencja w tej branzy i doszedl do wniosku, ze moze zrobic kase oferujac takie uslugi.
    Niemniej, ten czlowiek to byl wyjatek.
    W ogormnej wiekszosci panstwo HR rekrutuje sie z jakichs studiow biznesowo-marketingowo-jakichs tam a brak im kompetencji w konkrentych dziedzinach.

    Klasyczny przyklad to inzynierowie-introwertycy. Czesty dosc przypadek, ale maja przerąbane na rozmowie wstepnej z HR. Jesli odpadna na tym etapie i nie dojda do rozmowy merytorycznej z hiring manager, to pracy nie dostana.
    Tacy ludzie najczesciej sa zatrudniani przez znajomosci/rekomendacje bo wten sposob omijaja HRow.

  8. @Kamenari:
    „bardzo często mam wrażenie, że ludzie nie czytają dokładnie ogłoszeń i wymagań jakie są w nich zawarte”

    Czytac to czytaja, ale je ignoruja zgodnie z radami HR-ow:) ktorzy twierdza, ze nawet jesli nie spelnia sie wszystkich wymagan to nalezy aplikowac na jak najwiecej stanowisk, bo „nigdy nic nie wiadomo”, a jak sie wysle 100 resume to moze jedna osoba odpowie etc.
    Do tego dochodzi desperacja zwiazana z bezrobociem – im dluzej szukasz pracy, tym bardziej ci potem zwisaja szczegoly, bo co prawda „nie pasujesz” ale do gara cos wlozyc trzeba.

  9. Agencja rekrutacyjna żyje z commission, tak? Commission dostaje bodajze wtedy dopiero jak kandytat przejdzie okres probny, i na dobre zalapie sie do firmy, tak? A jak nie przejdzie okresu probnego to agencja musi jeszcze raz znalezc kogos nowego na jego miejsce (nowego commission juz za to nie dostanie), tak?

    To chyba wlasnie z tego wynika, ze pracownicy sa zatrudniani wedlug wspomnianych przez ciebie „slow-kluczy”. Bo w odczuciu agencji rekrutacyjnej kandydat do corpor, ktory wczesniej pracowal dla innego corpo, a najlepiej takiego z listy „co w danej chwili jest hot” ma najwieksze szansze na to, ze w nowej pracy jednak zostanie. Corpo to jednak specyficzna „kultura” i ktos kto ja zna szybciej sie „przyjmie”. Moze moja dedukcja jest niewlasciwa, ale mysle ze wlasnie tak to wyglada. Czyli, ze jak zwykle, rozchodzi sie o kase, a konkretnie o to, zeby ja najszybciej i jakpewniej zarobic.

  10. Futrzaku, wiekszosc amerykanow pracuje w malych firmach, nie korpo (fakt,”mala” to mniej niz 500 osob, wiec jak normy europejskie moze nie az tak mala) Te male firmy zatrudniaja prawie polowe tech-workers. I mylisz sie z tym „Mozna zmienic fach, jesli sie zaprezentuje konkretne umiejetnosci – nie trzeba (jak w USA) isc do kosztownej szkoly, robic papiurki, dyplomy-sromy a potem gnac w wyscigu na “job fair” i stroszyć piora” To juz jest troche bzdura. Wiekszosc moich znajomych zmienialo fach, i to bez „kosztownej szkoly.” Sa tu community colleges, wiele firm oplaca doksztalcenia, znam sporo ludzi ktorzy sie uczyli ‚on the job.’ Moze to co piszesz jest charakterystyczne dla duzych firm high-tech w Silly Valley. Ale jak wiesz, to nie USA, i jest powod dlaczego nazywaja ten rejon Silly.

  11. Moje doświadczenie co do rekrutacji szeroko pojętych inżynierów jest „zgoła odmienne”;) Przede wszystkim przekreślają się wymaganiami finansowymi, płynny język okazuje się mniej płynnym w rozmowie telefonicznej, cv woła o formatowanie – jak taki „inżynier” napisze jakieś oficjalne pismo czy dokumentację, przecież nie każdy ma sekretarkę?!? Sprawdzenie wiedzy następuje w trakcie rozmowy z potencjalnym przełożonym + testy etc. Ale chyba każdy taką procedurę zna. Naprawdę, firmowemu rekruterowi bardzo zależy na jak największej liczbie zatrudnionych, bo z tego jest skrupulatnie rozliczany.
    A czy inżynierowie-introwertycy przyjmą się w korpokulturze? Nie mówiąc już o wielkiej wyniosłości w stosunku do „hr-ówek” – przepraszam, ale jak ktoś już na wstępie jest uprzedzony do osób reprezentujących na zewnątrz firmę, to chyba nie spodziewa się, że zostanie gorąco polecony osobom decyzyjnym?

  12. @Magda:
    w USA recruting agencies zyja na ogol z pracownikow kontraktowych platnych za godzine. Np. firma kontraktorska dostaje za godzine pracownika 100 USD a jemu wyplaca 50 USD. Tu sa najwieksze pieniadze. Owszem szukaja tez na full time ale to jest mniejszosc bo srednio im sie oplaca.
    Poza tym czesto jest tak (jak u mnie w firmie bylo), ze np. corpo ma podpisana umowe na wylacznosc z jakas agencja. Ta agencja przysyla ludzi, zostaja oni zaakceptowani i pracuja, a powiedzmy ze po miesiacu cos sie nie podoba szefowi. W tym momencie bardziej mu sie oplaca potrzymac ludzi do konca kontraktu np. 2 miesiace niz pierdzielic sie z firma rekruterska, gromadzic dokumentacje, udowadniac etc.

    @juliamorgan:
    alez ja wlasnie w wiekszosci w takich firmach pracowalam – startupy. I co z tego ze „mala firma” w/g twoich kryteriow, bo zatrudniala kilkadziesiat osob, skoro to byla firma incorporated, z board members, venture capital i zarzadzana oraz funkcjonujaca jak duza corpo (moze z wyjatkiem tego ze wszyscy sie znali i jeszcze nie wynaleziono glupich przepisow krepujacych zwyklych inzynierow).

    Uczyc sie „on the job” mozna – sama tak zaczynalam w nowym zawodzie w 1998r. – ale niestety to mozna zrobic tylko w zawodzie nie zamknietym (gdzie nie wymga sie wlasnie licencji, papiorkow, certyfikacji) i tylko wtedy, kiedy jest wiekszy popyt na pracownikow czyli nie ma bezrobocia.

    @kobiet-a:
    w branzy software i hardware eng introwertykow jest cala masa i sprawdzaja sie znakomicie – pod warunkiem ze nikt ich nie zmusza do bicia piany na kilkugodzinnych i bezproduktywnych meetings.

    Wynioslosc w stosunku do HR-owek nie ma szansy zobaczyc nawet swiatla dziennego, jesli owa HR-owka wywali CV do kosza juz na wstepie a na rozmowe wybierze kogo innego :)

  13. Szperając w google po „list of companies in Argentina” znajdzie się wiele tych niedobrych korporacji nawet u Ciebie.
    Nie ma co demonizowac pracy HR. Od strony biznesu to akurat koniecznosc. Fakt, ze nie przynosi dochodu jako tako, ale jak wyobrazasz sobie ogarniecie systemow oceny, celow, motywacji, czy tez zwyklych kadrowych spraw przez jedna pania Krysie ? Jesli chodzi o inzynierow introwertykow to nie ma znaczenia ich typ osobowosci. Zreszta introwertyk introwertykowi nierowny.
    Byle spolka z o.o ma zarzad i moze miec inwestorow. Czy czyni to ja korporacja ? No tak to jest, ze inwestor chcacy zainwestowac chce miec przejrzystosc w dokumentach.
    Nie kazda forma dzialalnosci nadaje sie w kazdym przypadku. Owszem panaderia czy fereteria moga sobei byc malutkimi dzialalnosciami, ale nie tylko na tym swiat stoi.

    Jesli chodzi o agencje rekrutujace, to tez jest roznie, bo niektore dostaja za przeprowadzona rozmowe z Toba, inne za zdobycie Twoich papierow i przeslanie do HR a inne maja udzial z Twojego zatrudnienia.

    Czasy garazowe nie minely, zmienily sie. Te rzeczy ciagle powstaja, moze juz nie tak przelomowe jak pc czy mac, ale wystarczy rzucic okiem na kickstarter.com, zeby zobaczyc ze mozna. Tylko trzeba chciec i umiec.
    Nawet idea crowdfundingu przyjela sie i nie trzeba milionowych nakladow czy kredytow.
    Oto jeden z dowodow, ktorym jestem oniesmielony.

    *moze bys mnie odblokowala ?

  14. utech:
    nie twierdzilam, ze w Arg takich nie ma :)
    Ale nie stanowia one wiekszosci i rząd nie chodzi na ich pasku.

    „jak wyobrazasz sobie ogarniecie systemow oceny, celow, motywacji, czy tez zwyklych kadrowych spraw przez jedna pania Krysie ? ”

    Oceny, cele motywacje pracownikow etc. naleza do obowiazkow ich bezposredniego szefa/managera. Nikt zreszta inny – oprocz ludzi bezposrednio pracujacych w jednej grupie z danym czlowiekiem – nie powinien oceniac jakosci ich pracy bo niby jak?

    natomiast sprawy kadrowe to jest zupelnie inna bajka. Zwykle firmy maja od tego konkretnych ludzi i oni zajmuja sie wlasnie payroll, zwolenieniami, pakietami ubezpieczen etc.
    W normalnej firmie rola osoby HR powinna sie ograniczac do tego oraz do ogarniecia od strony logistycznej rekrutacji tj. papierologia, pilnowanie terminow interview, dzwonienie, umawianie na interview.
    Nie powinni miec zadnej sily decyzyjnej – tymczasem im dalej w las (w sensie im dluzej ten zawod istnieje), tym wiekszą sobie roszczą.
    IMHO zachodzi tu podobny mechanizm jak w wypadku utworzenia jakiegos biura z urzednikami. Po paru, parunastlu latach ci urzednicy zrobia wszystko, zeby zyskac wieksze wplywy, zatrudnic wiecej urzednikow i kreowac na nich robote (np. produkujac przepisy wymagajace wiecej i wiecej papierkow).

    W wypadku formy firmy – przynajmniej na gruncie amerykanskim – to, czy jest ona zarejestrowana jako corpo czy prywatna dzialanosc robi ogromna roznice bo corpo podlega innym rozwiazaniom prawnym.
    Sam fakt posiadania zarzadu i jakichs inwestorow nie czyni jeszcze ze spolki z o. o. korporacji.

    O odblokowaniu pomysle :)

  15. Piszesz jak gdyby jedyny sposob szukania/otrzymywania pracy to przez HR lub headhunterow. Piszesz „wazne, zeby znac kogos, kto zna kogos. Idzie sie na rozmowe, rozmawia sie z wlascicicielem” jak gdyby w USA cos takiego bylo niespotykiwane. Moze tak jest w branzy technicznej – ale to jest jedna branza. Troche nie mozna uogolniac o calym systemie zatrudnien. To nie zgadza sie ani z moim doswiadczeniem, ani z tym, co widzialam pracujac w ogromnej firmie – korpo (chociaz faktycznie nie w IT) Przewaznie, wygladalo to tak: slyszysz ze jest pozycja, znasz kogos w firmie i wysylasz im bezposrednio resume, ta osoba idzie do hiring manager, hiring manager dzwoni do ciebie bezposrednio, i jezeli dobrze idzie rozmowa, to wtedy radzi, zeby wyslac resume/aplikacje do firmy gdzie HR sa juz powiodomieni zeby byc „on the lookout” na twoje papiery. Jestem w trakcie rozmow kwalifikacyjnych, i dostalam pierwszy interview wlasnie w ten sposob. (A dowiedzialam sie o tej pozycji przez linkedin – kolezanka mi dala znac. Coraz wiecej dostaje referrals czy kontaky od pracodawcow wlasnie w ten sposob.)

  16. No dokladnie o takim systemie oceny mowie. To sie zwie feedback 360. Oceniasz siebie, ocenia Ciebie manager,
    oceniasz kogos pod soba i ocenia Ciebie ktos z teamu.I tak na kazdym pieterku. Spojny system, dla kazdego taki sam.
    Nie sprowadzaj dzialania HR jedynie do rekrutacji, bo to dzisiaj tylko kawalek. Owszem, przez grubasow na gorze sa nazywani darmozjadami, ale
    nikt inny jak te grubasy stworzyl ten dzial. Tak jak pisalem papierkologia to tzw hr twardy, czyli nudy z budy, czysta administracja.
    W hr miekkim zajmuja sie szkoleniami, systemami i strategiami motywacji, oceny, rozwoju, coachingiem. Czyli wszystkim tym, zeby obsluzyc tych co przynosza firmie pieniadze, zeby oni przynosili pieniadze wlasnie tej firmie a nie konkurencyjnej. Sami HR sie nie rozrosnie, dopoki im ktos nie zwiekszy budzetu.
    To wszystko jak tyczy sie korporacji z siedziba w 100 krajach i nijak sie ma do firemki 30 osobowej. Tam dzial HR to max 2 osoby i raczej nazywa sie kadrami.

    Jesli chodzi o decyzyjnosc tych osob z rekrutacji. Czy pracujac na takim stanowisku, przy naplywie duzej liczby CV naprawde bys zaprosila wszystkich na rozmowe wstepna ?
    U nas niedawno prowadzilismy rekrutacje. Nie mielismy pani z hr wiec zajmowali sie tym inzynierowie. Przyszlo 30 CV. Jedynie 5 osob zaprosilismy na rozmowe. Wskazowka dla wszystkich przed aplikacja.
    Sprawdzcie co macie na facebookach i tym podobnych ;)

    Co do korporacji to w takim razie nie wiem o ktorych mechanizmach mowisz a chcialbym to wiedziec, bo czesto wracasz u siebie do tematu korporacji. Praca 9-17 albo zmianowa ? Brak przyzwyczajenia do biurka ? 3x dziennie na siku ? Presja wyniku ? Nie wiem jak to wyglada w USA a nie powiem, w pewnym momencie mnie ta Silly Valley interesowala.

    A moze widzialabys w Argentynie pomysl na cos swojego w czyms siedzialas? Jakies polaczenie unikalnego hardware’u + software’u + ewentualnei uslug na tym ?

    *nie daj sie dlugo prosic. x’y mi strasznie mula.

  17. Czy ten powiew normalności przekłada się na konkretne efekty? Znalazłaś coś?

  18. @juliamorgan:
    „Idzie sie na rozmowe, rozmawia sie z wlascicicielem” jak gdyby w USA cos takiego bylo niespotykiwane.”

    Napisalas, ze jestes w trakcie rozmow kwalifikacyjnych – to w ilu przypadkach rozmawialas bezposrednio z wlascicielem firmy (firma prywatna calkowicie, wlasciciel jeden ew. z rodzina) i to on (i nikt wiecej) podejmowal decyzje o zatrudnieniu?

    @utech:
    „Co do korporacji to w takim razie nie wiem o ktorych mechanizmach mowisz a chcialbym to wiedziec, bo czesto wracasz u siebie do tematu korporacji.”

    chodzi o sposob zarzadzania. O to, ze masz rozproszony akcjonariat, a firma zarzadzaja board members, ktorzy sobie moga uchwalic dowolny (byle miescil sie w ramach prawa) statut. Sa zainteresowani jak najwiekszym zyskiem w jak najkrotszym czasie – bo z tego maja jak najwieksza kase. Ich pensje nie maja nic wspolnego z wynikami finansowymi firmy, a z kolei powodzenie finansowe firmy nie zalezy od jakosci jej produktow/uslug tak bardzo jak zalezy od publicity (cena akcji na gieldzie juz dawno doerwala sie od realnej gospodarki) oraz od lobbyingu.
    Ponadto korporacje w USA sa traktowane z punktu widzenia prawa jak fizyczny czlowiek. It’s completely different ball game…

  19. aha, blokade usunelam…

  20. Nie, firma z ktora teraz rozmawiam to miedzynarodowa firma, ma jakies 20,000 pracownikow. Pierwsza rozmowa byla bezposrednio z facetem ktory bylby moim szefem. Nastepna (i ostatnia) rozmowa bedzie z kierownikiem calej diwizji. Rozmowy z HR nie bylo, i bedzie tylko po ewentualnym zatrudnieniu, kiedy dadza mi wszystkie info na temat benefits, itp.

    Tylko dwa razy pracowalam dla malych firm, ale w obu wypadkach rozmawialam i bylam zatrudniona bezposrednio przez wlasciciela/glownego kierownika (bo ta druga praca byla agencja non-profit zwiazana z PBS.)

  21. @Anna:
    odpisalam na priv na adres yahoo jakby co :)

  22. @amatil:
    znaczitsia jak to dziala? Po 30-tce to juz starzec, a jak konczy studia to najlepiej zeby juz mial co najmniej 5 lat doswiadczenia w zawodzie?
    Musze przyznac, ze w moim prywatnym wypadku to bylo niemozliwe do osiagniecia, poniewaz albowiem bedac na studiach dziennych trzeba bylo zarobic jakos na ta miche i ksiazki – zarabialo sie tym, co w danej chwili dostepne a platne (np. akwizycja, sprzatanie, handel etc.) – a to NIJAK nie wyrabialo mi tzw. „doswiadczenia w zawodzie”.

    No, ale to bylo dawno :) a jak jest dzis?

  23. @futrzak

    Generalnie chodzi o to, że po 30 można rozwijać swoją karierę w tym samym kierunku, w którym się ją zaczęło. Raczej nie ma opcji, że zaczniesz od podstawowych stanowisk w innej branży, nawet jeśli nie wymagają twardych umiejętności.
    Powyżej masz wypowiedzi świadczące o tym, że z punktu widzenia HR jest to zupełnie racjonalne. Ale jednocześnie trochę bez sensu, nie?

  24. @amatil:
    hm…
    Zaraz przypominaja mi sie dziesiatki znajomych z Cali, ktorzy w wieku ok. 40 lat (mniej-wiecej) zaczeli sie przebranzowywac. Np. hardware eng poszedl do szkoly pielegniarskiej. Tyle, ze ludzie wtedy ida spowrotem do szkoly i nie ma nic dziwnego w tym, ze ktos w takim wieku sie brzebranzawia (o ile go stac bo edukacji darmowej w USA nie ma powyzej poziomu szkoly sredniej).

    Pewnie, ze to co powyzej piszesz jest bez sensu. Przy tak zmieniajacej sie sytuacji ekonomicznej rzadko komu udaje sie przeciagnac z jednym zawodem przez cale zycie. A z drugiej strony pracodawcy narzekaja (przynajmniej tak to wyglada z daleka) w Polsce na brak pracownikow wykwalifikowanych.

  25. a propos szukania pracy- znalazłaś coś, czy może wasz pomysł plantacji oliwek idzie do przodu? Z czegoś przecież żyjecie, prawda?

  26. a propos oliwek, jaki jest koszt założenia plantacji oliwek i jaki jest potrzebny do tego obszar pozwalajacy na oplacalna produkcje?

  27. Oooo, temat z plantacją oliwek mnie też interesuje. Pisz :)


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: