Napisane przez: futrzak | 20 grudnia 2012

Terror prezentów świątecznych

bo jak inaczej to nazwac? Ludzie jak stado baranów lecą do sklepów, zabijają się, przepychaja, bo MUSZA MIEC PREZENT. A potem i tak 90% tych prezentow kończy zagrzebane na dnie szafy, bo sa zupelnie nietrafione. Po co?
Owszem, fajnie jest dostawac prezenty trafione, ale nietrafione? Problem, a jeszcze trzeba sie usmiechac i robic dobra mine do zlej gry.

Osobiscie wole podejscie hamerykanskie – byc moze płaskie, bez polotu i pragmatyczne, ale jak dla mnie obleci: jesli ktos ma problemy z wreczeniem po prostu gotówki, to moze dac gift card z okreslonego sklepu.
Dla siebie na pewno bylabym zadowolona z takiej karty do duzej ksiegarni/empiku. Albo do Amazona :) albo Fry’s (siec sklepow z elektronika, sprzetem AGD, compami etc.).
Ba, nawet dalo rade z karta do Target – akurat sobie pizame i buty kupilam i cieszylam sie bardzo, ze sama moge wybrac.

A tak w ogole, poza wszystkim – czemu ludzie nie wpadli jeszcze na pomysl, ze prezent świąteczny to może byc nie tylko rzecz, ale też ZACHOWANIE?
Np. rodzina w ramach wzajemnego prezentu zamiast sobie skakac do oczu, pyskowac i obrazac sie to zachowuje sie milo, wybacza dawne niesnaski, przeprasza, zaczyna sluchac? Czyz nie byloby znacznie milej z TAKIM prezentem a nie jakas tam pierdółką, o ktorej i tak sie zapomni po tygodniu?
Czy przepraszam i pare milych, doceniajacych słów (ale uwaga musza byc szczere!!!) to zbyt wielki wysiłek, nawet raz w roku?

Reklamy

Responses

  1. O, komunistka. Chce zlikwidować grudniowe sprzedaże.

  2. no ani chybi komunistka. nie chcę wydawac niepotrzebnie pieniedzy :)

  3. bo ludzie gubia clou. A clou nie polega na wydaniu jak najwiecej kasy, ale na zrobieniu komus przyjemnosci. imho.

  4. W rodzinie były prezenty. Dzieci dostawały. Mydełko (ze smrodkiem dydaktycznym: żebyście czyści byli), czego nawet rodzicom nie mieliśmy za złe, bo wiedzieliśmy jak w domu było z pieniędzmi. A nasze prezenty dla nich były robione. Pomysł kupowania gotowca chyba by był bardzo oryginalny i zabawny.

  5. no ale wtedy gotowcow nie bylo. Tj. za moich czasow nie bylo, moze wczesniej w stolycy byly, nie wiem :)
    A teraz widze Argentynczykow maszerujacych do Carrefour i ciagnacych za soba „zestaw swiateczny” zapakowany w karton z mikolajem, wstazkami etc. a mieszczacy jakies-tam ciasta, wino czekoladki etc. Cos na nich tez przeszlo…

  6. Pieniądze, bon pod choinkę – tylko głupio to wygląda, jak wraz ze współmałżonkiem macie wspólne finanse – to jakby dać sobie samemu własne pieniądze. A z prezentami jest problem jedynie dla dorosłych, bo zbyt komplikują. Dzieci MÓWIĄ co chcą i prawie wszystko im się podoba, a dorośli są dużo bardziej skryci, mają gusta, style, kolory bardziej śliwkowe i te beznadziejnie mniej…
    Wszystkiego dobrego na te Święta Bożego Narodzenia!

  7. Wcale nie uważam, ze pieniądze są głupim prezentem (poza sytuacją wspólnego budżetu). Jak ktoś nie ma na chleb, na pewno się ucieszy z prezentu w postaci np. perfum (bo fajnie być obdarowanym, no i mieć coś luksusowego), ale potem pomyśli, że jest 1000 rzeczy, które przydałyby mu się bardziej. Gdyby dostał pieniądze, sam by zdecydował. A co do prezentów niematerialnych, uświadomiłam sobie, że kiedyś właśnie takie dominowały w mojej rodzinie (byliśmy biedni jak myszy kościelne). Były fajne, choć wymagały znacznie więcej wysiłku niż wycieczka do centrum handlowego.

  8. Dosyć sensowne podejście do prezentów ma rodzina żony. Każdy jest wypytywany co chce dostać i „zamawia” sobie prezent. Są to przeważnie praktyczne prezenty: konkretny kosmetyk, konkretna część garderoby, ze szwagrami wymieniamy się linkami do portalu aukcyjnego. Nie ma może niespodzianki przy otwieraniu, ale nie pamiętam też, żebym jakiś prezent kiedyś wyrzucił. Na początku trochę mnie to szokowało, ale teraz tylko tak chcę kupować.

  9. @futrzak:
    Kasy nie lubię dawać. Raz, że przywołuje to u mnie dość kiepskie wspomnienia. Dwa, że generuje straszne sprzeciwy obdarowywanych. W praktyce więc kasę jako prezent stosuje przy okazji imprez typu wesele.
    Bony mają dużą wadę: działają najczęściej tylko w dużym mieście. W moim przypadku mógłbym taki prezent dać tylko Żonie (ale po co, skoro wiem z czego się ucieszy?). Reszta rodziny ma zwyczajnie za daleko do dużych sieciówek.
    Myślę, że problem jest zupełnie gdzie indziej. Wspomniał o tym @nikt i w sumie Ty w końcówce – tak naprawdę z większością obdarowywanych mało się znamy (w sensie wiedzenia „czym żyją” i co im jest teraz potrzebne), nie rozmawiamy o czymś więcej niż pogoda i przypominamy dwa razy do roku „z okazji”. A jak nie znamy, to nie wiemy co będzie trafione. Więc wychodzi jak wychodzi.

  10. O, czyżby z okazji końca świata zwariował zegar (mamy 10, a nie 00)? Może zatem wkrótce problem prezentów się rozwiąże ;)

  11. Przecież to proste :)
    1. Wystarczy z osoba, której chcemy zrobić prezent, pójść na zakupy i obserwować, czemu się przygląda.
    2. Pójść na łatwiznę i zapytać się, co chce dostać.

  12. Jestem zdecydowanie podobnego zdania, co Ty. Chociaż zamiast talonu do sklepu wolałabym gotówkę, sama najczęściej najlepiej wiem, co mi potrzeba.
    A póki co np. wyposażenia do nowourządzonych pomieszczeń.
    A kto by chciał, żeby mu ktoś obcy kupował szczotkę toaletową czy wieszak na papier :)? A nawet pojemnik na mydło czy na szczoteczki do zębów! Dobrany kolorystycznie przeze mnie.
    Przez lata sobie tych pięknych zestawów w sklepach odmawiałam, bo czekałam na nową łazienkę. Teraz wreszcie mogę wybrać, ale kasy na to brak. I właśnie prezent, dzięki któremu mogłabym sobie taki zestaw kupić, byłby na ten moment najlepszy. A w innym czasie może właśnie kupiłabym sobie książki, czy bilet na koncert.
    Terrorowi w tym roku się nie poddaję, bo nie! :)
    pozdrowienia świąteczne!
    iw

  13. Bardzo nie chciałabym dostać gotówki lub bonu jako prezentu świątecznego. Dla mnie oznaczałoby to, że ofiarodawca jest na tyle leniwy, że nie chcialo mu się zarejestrować jakie kolory lubię, czy noszę biżuterię, jakich zapachów używam, co wyglądałoby ładnie w moim mieszkaniu. Znaczyłoby to, że również mnie nie słucha, bo z rozmowy też dużo można wywnioskować i zapamiętać np jakjie książki czytam, czy muzyki słucham. Nie pamiętam, żeby w mojej rodzinie były nietrafione prezenty, chociaż nie zawsze wymarzone. A fenomen nietrafionych prezentów mnie zasmuca, bo oznacza, że ludzie oddalają się od siebie

  14. Po przeczytaniu wszystkich komentarzy nasuwa się wniosek:
    życie należy sobie ułatwiać!
    Jeżeli ktoś chce sobie utrudniać, to jego wybór.

  15. @Kamenari:
    Coz… nie zawsze jest mozliwosc i „okazja” „sie poprzygladac”. Podam wlasny przyklad: wiele lat temu jechalam do rodziny mojego eks-meza na swieta. Rodzina (jakies 10 osob tam bylo, tesciowie plus kuzyni) nigdy w zyciu mnie nie widziala, na dodatek to Amerykanie. Eks co prawda wspomnial, ze lubie lubie zwierzeta, bizuterie etc.
    Niemniej wolalabym dostac gotowke albo talon zamiast koszmarnego sweterka w pingwinki, rownie koszmarnych kolczykow z kotkami, zestawu do robienia paznokci itp. rzeczy, ktore wyladowaly w pudle na dnie szafy.

    Poza tym chcialabym przypomniec, ze wiekszosc facetow nie odroznia takich detali jak konkretne wzory kolczykow czy subtelne roznice w kolorach torebki albo kroju bluzki. I wcale nie dlatego, ze ktorys cie nie kocha albo bo go nie obchodzisz :)

  16. Podobnie jak Kamerani nie chcialabym dostac pieniedzy czy bonow, talonow etc. Nawet jesli nietrafione to jednak ktos poswiecil czas na sprawienie niespodzianki to czy „przydatnosc” jest najwazniejsza to dyskusyjna sprawa.
    Kasa czy talony kojarzy mi sie z praca i takim bezplciowym obdarowaniem na odczepnego, nazbieralam w zyciu nieco takich „prezenciakow” i choc kiczowate to po latach sympatycznie powspominac, ze to byl prezent pod chionke od tej czy tamtej osoby.

  17. To pewnie wszystko zależy jakie kto ma z kim układy. Uważam bony za bardzo dobry pomysł. Bliskie mi osoby wiedzą o potrzebach i prezenty zawsze są w 100% trafione. A dalsze dostają informację że najbardziej ucieszy mnie bon do kosmetyczki takiej lub do salonu fryzjerskiego do którego chodzę aktualnie. Kiedyś było mi trochę głupio tak to komunikować, ale teraz nie mam już takiego problemu. Parę imprez z totalnie beznadziejnymi prezentami (gdzie wypada się jeszcze uśmiechnąć że niby się podoba) skutecznie mnie wyleczyły.
    I nie uważam wcale żeby to świadczyło źle o ofiarodawcy, że leń i mu się myśleć nie chce, tylko raczej oznacza, że ktoś uważa że sami lepiej wiemy co chcemy niż osoba obdarowująca.

  18. Zdaje sie, ze trzeba wrocic do tradycji pisania listow do Sw. Mikolaja:)

  19. Tak trochę a propos.
    Wczoraj ubawiła mnie scenka wczoraj w Empiku: dwie nastolatki oglądają książki i jedna do drugiej: „K…, czemu moja matka nie lubi książek historycznych?! Kupiłabym jej to w prezencie i miałabym co czytać!”.
    W sumie pozytywnie (zauważyła, że nie lubi) ale ta pretensja w głosie była bardzo komiczna. A mówią, że tylko tatusiowie kupują sobie kolejki ;)


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: