Napisane przez: futrzak | 8 listopada 2012

Power outage w Buenos Aires

Wczoraj po raz pierwszy przezylismy brak prądu w stolycy czyli tzw. massive blackout. Jak donosi BBC, bez pradu zostalo ok. milion mieszkańców, nie wyłączając budynku kongresu i pałacu prezydenckiego.

Zdarzylo sie to ok. 18.00 czyli w godzinach popoludniowego szczytu. Siec jest na pewno przeciazona – kazdy uzywa klimatyzacji i czego sie tylko da z powodu upalow.

Miasto przypominalo sodomię i gomorie. Tlum dziki, ruch samochodow chaotyczny – wszak zgasly wszystkie swiatla uliczne. O dziwo nie widzialam ani jednego wypadku, na skrzyzowaniu 9 de Julio i Av de Mayo policja pojawila sie po kilkunastu minutach, zeby regulowac ruchem.
Ludzie wszyscy wylegli przed budynki, zapelnili szczelnie wszelakie dostepne miejsca w knajpach. Ci, dla ktorych zabraklo, siedzieli na lawkach i krawężnikach sącząc piwko. Sklepy i restauracje oraz kawiarnie – otwarte – przy swieczkach. W tlumie nie bylo zadnej agresji – po prostu nastroj piknikowy….

Umocowalismy sie w znajomej knajpie i tak jak reszta miasta, czekali. Elektrycznosc zaczela powracac kawalkami ok. 22.00. Z kwadry, gdzie wrocił prąd, slychac bylo oklaski ludzi. Niesamowite :)

Advertisements

Responses

  1. W Delhi mamy takie atrakcje co rusz. W miejscach tzw. cywilizowanych, które mają własne generatory prądu, czyli niektóre biura, sklepy, szpitale etc. objawia się to króką przerwą w oświetleniu – po mniej więcej 3 sekundach uruchamiają się generatory. Niektórzy mają je również w domach, ja się dzielnie przed tym bronię – po prostu trzeba mieć zapas świeczek i opcję B, C i D na wypadek, gdyby… Współczuję upałów – tak przy okazji :)

  2. a czemu sie bronisz przed generatorem? swiatlo swiatlem, ale ja wolalabym, zeby lodowka funkcjonowala – szkoda, zeby sie zarcie psulo…

    Odnosnie upalow – chyba w Delhi sa gorsze…?

  3. Nie chcę następnego grata do kolekcji. Te domowe generatory nie zapewnią prądu dla lodówki, a co najwyżej ze 2 żarówki i wiatrak. W porze gorącej, kiedy takich break outów najwięcej, i tak nie kupujemy żadnych mrożonek, mięsa, ryb itp, bo w sklepach tez mają przecież przerwy w dostawie prądu, z tą różnicą, że spokojnie zamrażają ponownie i sprzedają.
    Tak, upały w Delhi są masakryczne, ale mogę zapomnieć o nich do kwietnia uff, uff :) Próbuję sobie wyobrazić jak to jest w BA, bo ja akurat tam wymarzłam (ale nie dlatego, że było jakoś strasznie zimno, tylko po prostu wzięłam za lekkie ciuchy i buty) i w mojej świadomości nie funkcjonuje jako miasto upałów.

  4. Hm.. to g*no a nie generatory jesli nawet do lodowki pradu nie zapewnia….

    A Buenos coz – dla mnie lato jest zabojcze, bo co prawda temperatura 37 to jeszcze nie koniec swiata, ale wilgotnosc mnie zabija.
    Zupelnie inaczej sie to odczuwa jesli jest 30% wilgotnosci versus 90%. W tym drugim wypadku ja sie po prostu przegrzewam i jestem na granicy smierci klinicznej :)

  5. Zzzzgadza się :) Przyjeżdżając do Indii trzeba poluzować krawacik i opuścić standardy do kostek ;)
    Trzymaj się zatem w tej saunie!

  6. Ja Wam odradzam podpinania nowoczesnych lodówek pod agregaty prądotwórcze. Chyba że to agregaty z wyższej półki (np. Honda). Na sprzęcie za 1000zł szumy, oscylacje, skoki napięcia są tak ogromne, że można uszkodzić agregat w lodówce. Żadne listwy na to nie pomogą, może ups, ale na lodówkę musi być spory.

  7. W sieci też mamy takie atrakcje, więc komputer, sprzęt audio video musimy podłączać przez ups (które notabene też po roku, dwóch wysiadają), a lodówka ma stabilizator 135-290 V. Ale mimo wszystko… nie widziałam jeszcze tutaj, żeby ktoś je podłączał do agregatora. Zresztą nie ma supermarketów, więc i zakupów hurtowo się nie robi. Raczej.

  8. asiaya:
    hm….to znaczy ze zywnosc kupuje sie na targach?
    A jak jest na terenie duzych kampusow albo hoteli? Oni tam chyba musza jakies zapasy w ilosciach bardziej hurtowych robic?

  9. Restauracje zaopatrują się albo u producentów (i sprowadzają ryby samolotem), albo na targu zwanym INA Market http://asiaya.blox.pl/2011/02/Kurczak-tak-swiezy-ze-az-zywy.html
    Ten targ uchodzi za bardzo posh (sic!). Każda dzielnica ma rynek ze sklepikami. Mój jest nawet samoobsługowy, wygląda tak: http://asiaya.blox.pl/2011/10/Sklep-nasz-powszedni-cz1.html
    I tak naprawdę problem chyba nawet nie polega na tym, że nie ma tych supermarketów, a na małym wyborze towarów. Indie prowadzą bardzo protekcjonistyczną politykę importową (co by było OK, gdyby miały własne odpowiedniki o przyzwoitej jakości – a nie mają), a po drugie ogromnym problemem jest brak porządnej infrastruktury chłodniczej (transportu). Masakryczne ilości żywności (owoców np.) psuje się podczas transportu w obrębie kraju!! Dochodzi do takich absurdów, że łatwiej (ale drożej oczywiście) kupić jabłka z Tajlandii niż z ich własnego Kaszmiru. Produkty używane najczęściej w tradycyjnej kuchni indyjskiej, czyli ryż, mąki (z bardzo wielu zbóż) i strączkowe są mniej problematyczne w transporcie.

  10. Ha, ciekawe. Ten twoj sklepik samoobslugowy wyglada jak przecietny „chinczyk” w Buenos Aires :)
    Tez maja maly wybor towarow. Argentyna tez jest baaaardzo protekcjonistycznym krajem – ale jednak wszystko mozna tu kupic – kwestia ceny. Produktow importowanych w drogich sieciach (takich jak Disco) jest cale zatrzesienie, nie wylaczajac serow szwajcarskich ale…. sa piekielnie drogie ze wgledu na clo importowe.
    A z tym transportem to mnie zdziwilas. Jaki jest powod tego, ze nie jezdza chlodnie? Sa jakies koncesje, specjalne wymagania czy tez to moze kwestia kiepskich drog a moze mafii samochodowej?

  11. Futrzak, ja naprawdę nie muszę kupować serów szwajcarskich (chociaż czasami fajnie by było), gdyby Indusi mieli własny rozwinięty przemysł przetwórczy. Powód, że nie jeżdżą chłodnie jest taki, że ich nie ma, kiepskie drogi to również fakt.
    Nie zapominajmy, że to nadal kraj Trzeciego Świata, w którym miliony rocznie umierają z głodu. W Indeksie Głodu na świecie mają 15 miejsce na świecie (od końca oczywiście) z indeksem prawie 23 (powyżej 30 to stan alarmujący – Haiti, Eritrea, Burundi). http://www.ifpri.org/node/8839
    Jednak gdy się przyjrzeć poszczególnym stanom indyjskim http://www.ifpri.org/sites/default/files/publications/ishi08.pdf , wygląda to jeszcze gorzej, bo np. Madhya Pradesh (72 mln mieszkańców) i Jharkand (33 mln) mają wyższy indeks głodu niż Etiopia, którą każde dziecko w Polsce kojarzy z głodem. Najniższy indeks ma Punjab – ponad 13. Argentyna poniżej 5, więc nawet nie jest na liście. Tyle tytułem porównania.
    Już od dawna myślałam, żeby trochę też mało przyjemne tematy poruszyć na blogu, bo jak kolejny raz słyszę, że Indie muszą być przecież tanie (i to od wykształconych ludzi słyszę!), to mnie szlag trafia. Sama zresztą przed przyjazdem myślałam, że co jak co, ale owoców i warzyw tu musi być pełno. Taa, nie dość, że mocno ograniczony wybór, to drogie! Koleżanka się stołowała w szkole, w której uczyła (miała to w kontrakcie). Dostawali codziennie porcję ryżu plus sos ze strączkowych (dal) z warzywami duszonymi. Po kilku miesiącach stwierdzono jednak, że warzywa są za drogie i odtąd dostawała sam ryż i sos :))

  12. Ja z checia poczytam na takie „malo przyjemne” tematy. Juz od dawna podejrzewalam, ze obraz Indii kreowany w zachodnich mediach jako „rosnacej gospodarki” „stale rosnacego GDP” etc. jest bardzo mocno na wyrost.

    no bo tak, za Wikipedia:
    ” Major agricultural products include rice, wheat, oilseed, cotton, jute, tea, sugarcane, and potatoes.[170] Major industries include textiles, telecommunications, chemicals, pharmaceuticals, biotechnology, food processing, steel, transport equipment, cement, mining, petroleum, machinery, and software”.

    I jeszcze dodaja, ze to zurbanizowany kraj… a glupich samochodow chlodni nie ma. Czyli nic, tylko zakladac firme transportowa, wozaca latwo psujace sie produkty po kraju i zarabiac na tym krocie…

  13. Żeby to było takie proste… W Indiach nie ma możliwości tzw. inwestowania bezpośredniego, musisz tworzyć spółki z Indusami. Znakomita większość firm wychodzi z takich „małżeństw” prędzej, niż przyszła, wydojona elegancko (kradzież technologii, patentów etc.) Niby się bronią przed wielkim spekulującym kapitałem. Moim zdaniem to bzdura, bo przy takim ryzyku tylko wielcy gracze, i to z poparciem na poziomie rządowym, mogą sobie pozwolić na wejście na rynek, a im więcej ryzykujesz, tym więcej chcesz zarobić. I szybciej. Czyż to nie jest właśnie taki kapitał, którego obawiają się wszystkie rządy? Sprawa braku infrastruktury jest oczywiście znana w odpowiednich branżach i wiele firm chciałoby dostać taką robotę, ale dopiero niedawno rząd się obudził, że może warto by było wydawać na infrastrukturę, nie na broń. Nie, nie przypomnieli sobie o potrzebujących obywatelach nagle – po prostu zaczyna siadać przyrost, a wszelkie raporty wyraźnie mówią, że będzie coraz gorzej bez infrastruktury.
    Następny mit to wielkość tego rynku. Klasa tzw. średnia, która ewentualnie mogłaby być konsumentem, to tak naprawdę ok. 300 mln z 1.200 mln całości. Przy czym pod tą kategorię podpada każdy, kto nie głoduje (stać go na 3 posiłki dziennie, bez wnikania, co to jest), ma jakiś dach nad głową i przynajmniej rower. Czyli w Argentynie pewnie 99% społeczeństwa, w tym mieszkańcy chaboli.

  14. Czyli, klasyka gatunku. GDP rosnie, ale tylko dla wybranych. Rzad zaczyna cos robic dla zwyklych ludzi dopiero, jak grozi mu wyschniecie korytka…

    W/g tych kryteriow to tak masz racje – mieszkancy Villa Miseria (czyli tutejszych slumsow) zaliczaliby sie do klasy sredniej…
    A ile myslisz wyszloby klasy sredniej w Indiach gdyby ja liczyc tak, jak w krajach rozwinietych?

  15. Tak, na dodatek, to jest bardzo podbudowane kulturowo, bo tzw. zwykły człowiek tu nie brzmi dumnie. Wg kryteriów europejskich to by było ok 50 mln., więc naprawdę niezbyt imponująca liczba, chociaż oczywiście rośnie (ale do tego trzeba wzrostu gospodarczego – realnego czy pompowanego, to już inna sprawa).
    Jeśli chcesz poczytać więcej na temat specyfiki rynku, polecam ten artykuł http://www.polska-azja.pl/2012/06/25/indie-nie-tylko-dla-orlow/
    Znajdziesz też kilka ciekawych spostrzeżeń socjologicznych.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: