Napisane przez: futrzak | 24 października 2012

Tęsknota emigranta

Po niej najłatwiej poznac, czy ktos sie do emigracji nadaje, czy nie.

To proste. Tęskni ktoś, kto nastawiony jest na przeszlość. Przyjechal gdzies, inna rzeczywistosc, ludzie zwyczaje itd. Zamiast sie uczyc i poznawac nowe, nurza się codzień w przeszlosci. Porownuje, ocenia, odnosi sie sam na tle. Wiem co mowie, bo sama baaaaardzo dawno temu tak wlasnie robilam. Droga do nikąd.
Mozliwosci sa dwie: albo w koncu wroci sie do miejsca, do ktorego sie tęskni, albo zacznie sie mysleć o przyszlosci. Jest oczywiscie kategoria posrednia – ludzi zawieszonych ani tu, ani tam. Z jakichs wzgledow wyjechac nie moga, wrocic i musza tkwic w rzeczywistosci, ktorą ciagle i dnia kazdego krytykują.

Tak rodzi sie zgorzknienie i ten czarny robak żrący duszę, o którym pisał swego czasu Łysiak bodajże.

Nie kazdy nadaje sie na emigranta, wiec jesli czlowieku nie musisz, przemyśl sprawę solidnie – zaoszczedzisz problemów sobie, bliskim i otoczeniu.

Reklamy

Responses

  1. Hmm… taka mysl przyszla do glowy, ze moja ‚tesknota emigranta’ ma nieco inny odcien… :)

    Nie mieszkam juz w miescie rodzinnym, nawet nie w rodzinnym kraju i nie tesknie jakos specjalnie za tamtymi miejscami (chociaz polska zlota jesien piekna jest, zdjecia ktore niedawno znajomi podeslali zrobily niesamowite wrazenie!..).

    Co siedzi w mojej glowie (sercu?) natomiast to nieodparta chec wykonania kolejnego kroku. Tutaj i teraz jest swietnie, jednak mysl o jeszcze jednej przeprowadzce jest obecna i bardzo silna.

    Takze ta moja „tesknota emigranta” to byloby lustrzane, w plaszczyznie czasowej, odbicie tego o czym napisalas?..

    Jest ona rowniez jakby wirtualna, bo miejsce do ktorego chcialbym sie udac znam jedynie z opowiesci przyjaciol, ksiazek i filmow. Trawa co prawda zielensza byc nie moze (tutaj gdzie mieszkam jest *najbardziej* zielono zeby nie powiedziec emeraldowo! ;), ale lokalizacja w srodku kontynentu, wysokie gory, fantastyczna organizacja i dbalosc o szczegoly – to wlasnie motywacja, ktora napedza moja „tesknote”.

    Heh, jesli chodzi o ilosc przeprowadzek, tych duzego kalibru, to bylbym w miejscu gdzie bylas kilka lat temu, nieprawdaz?

    Co do „wstecznej tesknoty” to bardzo fajnie pisza o tym na australink
    (http://zycie.australink.pl/texty/CZY%20WARTO%20EMIGROWAC.php#emigracja%20-%20powrot%20do%20kraju), wykres ‚adaptacji do innej kultury’ faktycznie przypomina w ksztalcie litere ‚W’, przynajmniej w moim przypadku tak bylo/jest :)

    W przejsciu z etapu ‚izolacji mentalnej’ pomaga odpowiednia motywacja, to ona mysle jest kluczem do sukcesu. Jesli motywacji brak, lub jest/byla niewystarczajaco silna, to jak wtedy ocenic sytuacje? Czy jest dobrze/lepiej niz poprzednio? I nawet nie tyle o naturalna tendencje to idealizowania przeszlosci mi chodzi, co o metlik w glowie, z ktorego nic dobrego wyniknac nie moze, jak to z metliku.

    Ale dosc filozofowania. Pisze bo ciekawi mnie jaka jest Twoja motywacja, czego oczekujesz od swojego pobytu w Argentynie? Super byloby gdybys napisala czego sie spodziewalas i jak to sie ma do tego co zastalas? Co mialoby sie stac, zebys zostala tam dluzej/na zawsze?

  2. A ja nie uważam, ze tęskni ktoś, kto nastawiony jest na przeszłość. Kto nigdy za niczym nie tęskni ze swojego kraju, to tak jakby nie lubił tam żyć wcześniej, jakby nic mu się tam nie podobało.
    Decyzje o przeprowadzce do innego kraju sa różne: niektórzy wybierają konkretny kraj, bo są nim zauroczeni, inni, bo szukają pracy, jeszcze inni szukają spełnienia swoich marzęń a ktoś tam jedzie z całkiem innego powodu. Ile ludzi, tyle powodów. Jedni w tej nowej rzeczywistości są szczęsliwi i wszystko im się podoba. Innym, nie. A zdarza sie też tak, ze na początku jest wspaniale, zachłystujemy sie tym wszystkim nowym a potem po prostu sie to nudzi.
    Ja na emigracji tęsknię za niektórymi rzeczami, za rodziną czy przyjaciółmi, ale mozna sie zorganizować i rozmawiać przez skypa np i widzieć sie na żywo, jak wracam do Polski. Brakuje też jakiś potraw polskich, ale można je sobie samemu przygotować, w internecie przepisów kuchni polskiej są tysiące. Programy, filmy, muzyka, ksiażki- wszystko jest do znalezienia na necie.
    I tak mozna sobie mieszać swój kraj z tym nowym :)

  3. @rm:
    lokalizacja w srodku kontynentu, wysokie gory, fantastyczna organizacja i dbalosc o szczegoly – to wlasnie motywacja, ktora napedza moja “tesknote”.

    hm.. brzmi jak Szwajcaria :)

    Czego sie spodziewalam po Argentynie? Mniej wiecej tego, co zastalam – zanim przyjechalam, zrobilam solidny research i wiekszosc rzeczy nie byla dla mnie niespodzianka. Jak bedzie mi sie dobrze zylo, to zostaje tutaj permanentnie :)
    Jesli sytuacja ekonomiczna sie pogorszy i bede musiala ciezko harowac na utrzymanie, to pojde szukac zielenszej trawy…

    @thernity:
    teskni ktos, kto jest nastawiony na przeszlosc.. dlaczego tak napisalam.
    Tesknota to emocja, ktorej towarzysza okreslone wyobrazenia, mysli – obiektow, do ktorych sie teskni i ktorych to obiektow w zyciu tu i teraz brak. Sila rzeczy wymusza to powracanie do przeszlosci – przypominasz sobie, jak kidys z kims rozmawialas, jak poszliscie razem na koncert, do restauracji etc. Wyobrazasz sobie „domowe” swieta, jakie byly potrawy, jak pachnialy.
    Przez ten caly czas skupiasz sie na przeszlosci.
    Jesli zyjesz tu i teraz, niczego ci nie brak – nie tesknisz.

    Ja np. jesli chodzi o Kalifornie tesknie za jej pieknymi krajobrazami, gorami, oceanem, klimatem. Brak mi tego, bo zyję w miejscu, ktore plaskie jest jak talerz, a w lecie przypomina saune. Z drugiej strony gdybym np. mieszkala w Belize i na codzien przed nosem miala cudny ocean, piasek palmy etc. to pewnie nie przeszkadzaloby mi, ze jest tam plasko :)

    Tesknimy, bo nam czegos BRAK.

  4. To chyba jeszcze zależy od powodu emigracji…

  5. wstaję i idę do pracy. i choćbym bardzo ją lubił, miał fajny widok z okna, fajnych współpracowników, wyrozumiałego szefa, wynegocjowane wszystkie dodatki i zadowalającą kasę… to jednak pojawia się pod koniec czasu pracy uczucie radości, że wkrótce ją opuszczę by pojechać do domu.
    i swoją emigrację traktuję właśnie jak takie wieloletnie wyjście do pracy – staram się stworzyć optymalną atmosferę i dostrzec jak najwięcej pozytywów lecz gdy czasem zbyt wcześnie pomyślę o „domu”, świadomość, że jeszcze nie wychodzę z pracy przywołuje tęsknotę.
    tyle, że ja mam świadomość, że migrowałem tylko na pewien czas i moje spojrzenie w przyszłość wiąże się z Polską. nie każdy chce mieszkać w pracy.
    jest też emigracja „na stałe” ale tej nie komentuję bo nie poznałem.

  6. prawda chyba :) ło jezu komentarze dłuższe od posta, dziwny ten blog

  7. @bleryon:
    a co masz na mysli?

    @brulionman:
    ale tak jest zawsze, jesli pracujesz dla kogos. czy w Polsce czy gdzie indziej – imho.
    A dla mnie… coz dla mnie jest tak, jak napisalam w swoim wierszu. Moj dom jest tam, gdzie ja jestem :)

    @Szymon:
    uhm… a co w tym dziwnego? :)

  8. Powiedzieć, że ‚tęskni ktoś, kto nastawiony jest na przeszłość’ to uproszczenie i nie zgadzam się (dla odmiany). Ja jestem wyłącznie do przodu, tu i teraz, adaptuję się nieźle do nowej przestrzeni i nie mam potrzeby powrotu, a i tak śnią mi się po nocach miejsca i ludzie, praktycznie cały czas od wyjazdu (prawie 7 lat). W niczym mi to nie przeszkadza na co dzień, nie dręczy mnie, tylko czasem, zazwyczaj znienacka, aż mnie zatyka taka wielka gula w gardle jak myślę o swoich starzejących się rodzicach. I zapylam 2000km na te święta, co nawet nie jestem wierząca.

  9. Futrzak, jak zwykle ciekawy temat i jak zwykle radykalizujesz :P

    Możliwości nie są dwie, jest ich o wiele więcej, nieskończenie dużo. Można sobie researchować do woli, a i tak wszystko wychodzi dopiero w praktyce i dużo zależy od przypadku, splotu okoliczności – nie na wszystko ma się wpływ i nikt Ci wcześniej nie powie, jak potoczą się TWOJE losy w tym miejscu. Czasami spotkanie odpowiednich osób, nie mówiąc już o zakochaniu się w „tubylcu”, zmienia DIAMETRALNIE osąd o kraju.

    Nie rozumiem też tego dziwnego strachu przed krytyką i porównaniami. Mam większe zaufanie do ludzi, którzy konstruktywnie krytykują czy wyrażają swoje odczucia, niż do tych, dla których zawsze wszystko OK. Enigmy takie :) Najgorzej jednak, gdy starają się mówić to, czego się od nich oczekuje – w zależności od rozmówcy. Już nieraz otworzyłam buzię ze zdziwienia, gdy słyszałam tą samą osobę wygłaszającą sądy wprost przeciwne – bo inne towarzystwo.

    Znam ludzi, którzy nie wyjechali z kraju, a i tak żyją jakby na emigracji, bo tęsknią za przeszłością, za tym miejscem, w którym fizycznie nadal mieszkają, ale xxx lat wstecz, bo przecież to już jest inne miejsce, inne okoliczności. Czasami denerwujące, gdy 30-latka co drugie zdanie zaczyna od „za moich czasów”, ale co zrobić, jej prawo. W ich przypadku tęsknoty nie zlikwidujesz wsiadając do samolotu :)

    Mi osobiście emigracja bardzo odpowiada, chociaż nie mam ochoty się zakorzeniać nigdzie. Oczywiście bywa ciężko i tego nie ukrywam, nie myślę, że skoro podjęłam taką decyzję, to morda w kubeł i się nie skarżyć. Staram sobie nie narzucać tez i kagańców typu „Myśl pozytywnie” (co za bzdura!)

  10. @asiaya:
    to nie jest strach przed krytyka czy porownaniami – no w kazdym razie mnie nie o to chodzilo.
    Piszac co pisalam mam przed oczami ludzi, co zyja na emigracji w jakims kraju po 20-30 lat i ciagle, niezmiennie wszystko im sie nie podoba, wieksza czesc dnia spedzaja na narzekaniu, mowia jak to zle i beznadziejnie – az sie chce im odpowiedziec, ze skoro tak ci sie tu nie podoba, to jedz gdzie indziej…

    Zwrot „mysl pozytywnie” imho to jest skrot. Ma on sens o tyle, ze jesli jest nam zle i ciezko i międlimy w kółko np. jakies niepowodzenie, dzielimy wlos na czworo, walkujemy – to pogarsza sie nastroj.
    Natomiast jesli swiadomie zacznie sie myslec o czyms przyjemnym, to nastroj sie poprawia.

  11. Futrzaku, to prawda, ale należy rozróżniać rozmowy w celach – nazwijmy to – poznawczych, od tych, -powiedzmy – pełniących jakieś funkcje dla naszych emocji. Często ludzie sobie świetnie z rzeczywistością radzą, a po prostu potrzebują się wygadać. Wyrzucą z siebie smutki i ruszają z nową energią do walki. To wcale nie znaczy, że są zgorzkniali.
    Myślę, że gdybyśmy chcieli rozrysować proces podejmowania decyzji (wyjechać? wracać?), byłby to bardzo skomplikowany wykres różnych czynników o różnym stopniu ważkości. A człowiek podejmuje te decyzje intuicyjnie, ten cały proces przeprowadza nieświadomie. Dlatego uważam, że jeśli człowiek uskarża się na swoją sytuację, to tylko dlatego, że ma mocne powody, żeby w niej być, natomiast również spore, acz wkalkulowane w ogólny rachunek, koszty.

  12. nie no tych, co po prostu chca sie wygadac, to ja nie bralam tutaj pod uwage :)
    Jest to rzecz jak najbardziej naturalna, kazdy ekstrawertyk tak ma.

    Sa ludzie, ktorzy rzeczywiscie znajduja sie w paskudnej sytuacji i z powodow od siebie niezaleznych nie moga tego szybko zmienic. Ok, rozumiem, tez tak mialam przez jakis czas.
    Natomiast do szalu mnie doprowadzaja tacy, ktorzy narzekaja dzien i noc, a na sugestie „zmien to i to” obrazaja sie albo wynajduja tysiac pincet powodow, zeby tego nie robic.

    Tak czy siak, imho jesli ktos na emigracji z zycia zadowolony nie jest, to powinien zaczac kombinowac i myslec jak zmienic kraj na taki, gdzie mu bedzie lepiej – o ile to mozliwe. Ludzie sa rozni i to, co jednemu nie przeszkadza, drugiego bedzie doprowadzac do szalu.

    Dla mnie osobiscie decyzja dotyczaca emigracji/pracy etc. nigdy nie byla skomplikowana – robie to w oparciu o racjonalne argumenty – natomiast wykonanie -, to juz zupelnie inna sprawa :)


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: