Napisane przez: futrzak | 23 października 2012

Idiotyzm badania opinii publicznej po debacie prezydenckiej w USA

czy w ogole ktos sie nad tym zastanawial, po co robi sie tzw. „instant poll of uncommitted voters” zaraz po debacie prezydenckiej w USA?

„Uncomitted voters” sa to ludzie, ktorzy wczesniej zadeklarowali, ze nie zdecydowali jeszcze, na kogo „będą glosować”.
Dlaczego to ostatnie napisalam w cudzyslowiu? Ano dlatego, ze nikt z nich nie bedzie BEZPOSREDNIO glosowal w wyborach prezydenckich. Glosy odda 538 elektorów, ktorzy „are not required by federal law to honor a pledge” czyli nie sa zwiazani obietnica wyborcza.

Co to znaczy? Nie ma zadnego wymogu prawnego, zeby elektor glosowal zgodnie z wola jego wyborcow. Oczywiscie zwolennicy systemu powiedza, ze to nie ma znaczenia, albowiem od czasow wojny secesyjnej takich wypadkow bylo bodajze jeden (albo dwa, juz nie pamietam).

Natomiast, znacznie niebezpieczniejsza jest zasada „winner takes it all”. Na przykladzie: w jakims stanie demokraci maja swoja liste elektorow i republikanie maja swoja. Zwykli obywatele ida i glosuja na np. John Smith popierany przez partie demokratyczna albo Kevin Evans, popierany przez partie republikanska. I teraz: kandydat, ktory uzyska 51% glosow (przewaga moze byc nawet TYLKO jednego glosu!!!) zgarnia cala pule tj. wyznaczona liczba elektorów w danym stanie jest obsadzona przez kandydatow partii, ktorej reprezentant zebral najwiecej glosow!

Teraz wyobrazmy sobie sytuacje, ze tym kluczowym wyborcom z tzw. „swing states” cos sie stanie. Jeden zlamal noge po drodze do lokalu wyborczego, inny zaspal, a 3 przekupiono. W wyniku tego mamy 4 stany, ktore zamiast glosowac na demokratycznego kandydata beda glosowaly na republikanskiego. Albo na odwrot. A to daje zmiane np. 30% „glosow wyborczych”….

Albo….bedzie sie liczyc glosy do skutku, aby sie doliczyc tego, co trzeba, jak to bylo na Florydzie w 2004….

Podsumowujac: roznice w preferencjach „niezdecydowanych” maja znaczenie TYLKO w tzw. „swing states” i moga, ale nie MUSZA przelozyc sie na konkretny wybor prezydenta.

Po co wiec robic takie badanie opinii publicznej? Chyba tylko po to, zeby utrzymac zwyklych ludzi w przekonaniu, ze maja na cokolwiek wplyw. Czyli zeby „show must go on” i zeby nic sie nie zmienilo. Potezna machnina obu partii dba bardzo starannie o to, zeby utrzymac polityczno-ekonomiczne status-quo.
Jesli nawet jakiemus politykowi wybranemu na prezydenta za bardzo zboczy sie z kursu, to skonczy tak jak Kennedy. I tyle…

Ja w tych wyborach prezydenckich moge glosowac, ale nie bede. Nie mam zamiaru popierac tego syfiastego, oglupiajacego i sciemniackiego systemu.

PS: system wyborczy USA to kwintesencja starozymskiej zasady pt. „dziel i rządź”. Zawsze znajda sie tlumy, ktore za cale zlo w panstwie beda winic albo jedna, albo druga partie. Show must go on….

Reklamy

Responses

  1. U nas w Kanadzie jest w zasadzie ten sam cyrk, tylko, ze do wyboru mamy trzy glowne partie tzn konserwatywna, liberalna i NDP. Lokalne przybudowki take jak „Blok Quebecois” czy „Reform Party” maja znaczenie glownie regionalne. A np zieloni, komunisci czy niezalezni to sie zupelnie nie licza.
    Problem jest w tym, ze nie znam ani jednego przypadku, by to zrobilo jakakolwiek roznice dla przecietnego zjadacza chleba. Kazda partia obiecuje „gruszki na wierzbie”, ale nikt tego nie bierze na powaznie. Nawet, o zgrozo, wyborcy. Dalton McGuinty – nasz premier,co prawda tylko prowincjonalny, podpisywal przed wyborami, na oczach calej Kanady, oswiadczenie, ze nie podniesie zadnych podatkow, albo zrezygnuje. Pierwszy podniosl dzien po wyborach, a do dzisiaj ponad 200 razy!! Stowarzyszenie Obrony Konsumenta podalo go do sadu, przegrywajac w kazdej instancji. Najbardziej kuriozalne uzasadnienie wydal Sad Najwyzszy, twierdzac, ze jest rzecza normalna aby robic zupelnie cos innego niz w obietnicach przedwyborczych, bo kazdy musi tak robic, by miec jakakolwiek szanse na wygrana. O Boze, Ty to widzisz i nie grzmisz!!

  2. Ktos kiedys powiedzial, ze gdyby we wspolczesnym systemie demokratycznym ludzie mieli cokolwiek do powiedzenia, to dawno zniesionoby ten system..

    A wyborcom pamiec i tak nie siega dalej niz do roku, wiec po 4 latach znowu daja sie nabrac…

  3. Futrzak tym razem wazne jest aby obama przegral, jesli nie przez nastepne 4 latafundamentalnie zmieni ten kraj, byc moze nieodwracalnie

  4. A co za różnica kto wygra? Nadal będzie rządziła oligarchia militarno-bankowo-farmaceutyczna.

  5. nie jest problemem to, że np. politycy kłamią. U nas rudy Tusk obiecywał 3 x 15% i pierd*olił pod nosem o ograniczaniu biurokracji itp. itd. Problemy zaczynają się kiedy politycy mogą bezkarnie kłamać. Po pierwszej kadencji rudego widać było, że łgał i jest najgorszym premierem, a mimo to głupie barany – tj. wyborcy – i tak znowu wybrały jego klikę.

  6. „łgał i jest najgorszym premierem, a mimo to głupie barany – tj. wyborcy – i tak znowu wybrały jego klikę.”

    To nie jest zupełnie tak. Wybory w Polsce zostały ewidentnie sfałszowane. Dotyczy to ostatnich wyborów samorządowych i ogólnokrajowych. Dowody na to są, ale pomimo protestów wyborczych nikt się tym nie przejął, ani Sąd Najwyższy, ani UE, ani OECD czy Rada Europy. Stało się tak, bo tajemniczym,-) im, odpowiadał wynik wyborów. Nikt się nie przejął nawet takimi cudami, jak kilka tysięcy głosów w urnach więcej niż wydano kart do głosowania.-)

    Problemem jest system wyborczy, który nie gwarantuje uczciwych wyborów. Uczciwy system wyborczy to taki, w którym :
    – publicznie liczy się głosy
    – wynik ogłaszany jest natychmiast po liczeniu
    – dane, w tym pośrednie, są ogólnie dostępne i przechowywane przez co najmniej 3 kolejne wybory
    – głos jest ściśle rachowany i każdy błąd w liczeniu, nawet jak to dotyczy jednego głosu wymusza powtórne liczenie,
    – okręgi są jednomandatowe, najprościej – do rady powiatu – jeden człowiek z każdej gminy – do sejmu/sejmiku – jeden człowiek z każdego powiatu, – do senatu – jeden człowiek z każdego województwa
    – polityków można oskarżyć i skazać za złamanie obietnicy wyborczej, która powinna być traktowana jako przyrzeczenie publiczne w rozumieniu art. 919 kodeksu cywilnego
    – referendum jest ważne bez względu na frekwencje
    – zebrane 100 tysięcy (w polskich warunkach) skutkuje obowiązkowym głosowaniem nad ustawą, a zebranie 2 milionów podpisów wprowadzeniem ustawy w postaci dekretu prezydenta, który może być później zmieniony/procedowany przez sejm i senat

    Można by rzec, że historia zatoczyła koło. Wprawdzie frekwencja wyborcza już nie wynosi 90-95%, jak za komuny, ale i tak nie ma znaczenia jak kto głosuje, ale kto liczy głosy.-)

  7. Dowody na to są?

    Dlaczego nie wyciągnął ich J.Kaczyński?

  8. @ Black Ops
    Co do samorządowych- zwykła statystka i zadziwiająca frekfencja w niektórych mniejszych gminach, zwłaszcza na Mazowszu, co wyciągał Korwin- Mikke. Ale nikomu na tym nie zależy, PiS także nie.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: