Napisane przez: futrzak | 21 października 2012

Przyczyny otyłości wśród dzieci

Bardzo ciekawy artykul ukazal sie dzis w Buenos Aires Herald.
Otoz Argentyne, podobnie jak inne nacje rozwiniete, zaczyna doganiac problem otylosci wsród dzieci.

Dane w porownaniu z USA nie sa jakies zastraszajace, bo „tylko” 10% dzieci ma otylosc. Jednak lekarze podkreslaja, ze w latach 80-tych bylo to 2.5-3%.

Tutaj cześci wspolne sie koncza, bo to, co mowia lekarze argentyscy odnośnie przyczyn, jest diametralnie różne od tego, co mowia lekarze amerykanscy.

„People are uprooted, they lose their culture and their diet, and foods rich in fats and sugar become prevalent. […]
The experts said that foods rich in nutrients are more expensive, which also increases the risk of obesity among the poor. And they also point out that obesity is not the opposite of malnutrition, but part of the same problem.

Ludzie migrujący z biedniejszych regionów do miast w poszukiwaniu lepszego zycia zmieniaja kompletnie tryb zycia, porzucaja swoja dotychczasowa kulture i tradycyjna diete, zastepujac ja tluszczem [przemyslowym roslinnym – przyp. moj] i cukrem. Taka zywnosc jest tania, ale pozbawiona skladnikow odzywczych. Otylosc nie jest przeciwienstwem niedozywienia, ale częścią tego samego problemu.

Slyszal ktos takie zdanie z ust jakiegokolwiek „eksperta” od zywienia i otylosci w USA czy EU??? Amerykanom tlucze sie ciagle i niezmiennie do lba, ze sa otyli bo:
– jedza za duzo kalorii
– jedza za malo warzyw i owocow
– nie ruszaja sie
– jedza za duzo toksycznych tluszczow nasyconych (cholesterol, cholesterol!!)

To, ze otylosc (poza przyczynami stricte genetycznymi i okreslonymi jednostkami chorobowymi) jest nierozerwalnie zwiazana z niedozywieniem, potwierdzil nawet nasz dueno (emerytowany profesor-lekarz). W ogole sie zdziwil, jak mozna sądzić inaczej. Mechanizm jest dosc skomplikowany, ale z grubsza wyglada tak: jedzac zywnosc bogata w kalorie (np. wyroby mączne, cukier) ale uboga w skladniki odzywcze, zmienia sie szlaki metaboliczne organizmu. Nadmiar węglowodanów jest przez organizm blyskawicznie zamieniany w tluszcz i odkladany, natomiast zaburzeniu ulega sygnalizacja nasycenia/glodu. Poniewaz z pozywieniem nie zostaly dostarczone niezbedne skladniki (witaminy, mineraly. etc.), organizm nadal domaga sie „czegos” co skutkuje niekonczacym sie łaknieniem. Czlowiek sięga więc po następną przekąskę i tak w kolko…

W USA co prawda problemu migracji populacji z biednej wsi do miasta nie ma, ale przebąkuje sie tu i owdzie, ze najwieksza otylosc wystepuje wsród najbiedniejszej częsci populacji. Nawet gdyby ich super-wyedukowac nic to nie da, bo najzwyczajniej w swiecie z zarobkow 7-10 dolarow na godzine nie bedzie ich stac kupowac swiezego, pelnowartosciowego (nie daj boze organicznego) zarcia. Konczą wiec kupujac junk food.

Problem wsrod klasy sredniej jest mniejszy, bo maja i wiecej pieniedzy i wieksza swiadomosc. Mantra odnosnie szkodliwosci tluszczow nasyconych co prawda nadal jest rozpowszechniona, ale do swiadomosci przebil sie juz problem szkodliwosci cukrow, high fructose corn syrup, junk food i zbawiennego dzialania tluszczow rybich (ha ha jakby to nie byly tluszcze nasycone – coz za ironia..). Zmiana powyzsza robi roznice – i to znaczaca. Ci ludzie maja tez wiecej wolnego czasu i na ogol spędzają go w sposob „aktywny”.
Ktos, kto przez 10 godzin sprzedaje hamburgery albo biega jako kelner, w jedyny wolny dzien tygodnia nie pojdzie na caly dzien na rower – po prostu bedzie chcial odpoczac leżąc do góry brzuchem.

W Argentynie otylosc wsrod klasy sredniej i wyzszej wlasciwie nie wystepuje, ale tez nic dziwnego. Ich typowa dieta wyglada tak: rano medialunka (rogalik francuski na masle) z kawa. Lunch – moze byc rozny, ale zawsze z tej okazji wychodzi sie do restauracji/baru. Nie ma zwyczaju „jadania przed komputerem”. Poznym wieczorem tradycyjny obiad – parilla (asado) z rodzina/znajomymi (nawet jesli w tygodniu nie ma czasu to w weekend koniecznie!!!): duzo, duzo tlustej wolowiny (najwiekszy przysmak lokalny to grasica, ktora jest obrzydliwie tlusta i obrzydliwie droga…), wieprzowina, jagnięcina (to bardziej na poludnie). Do tego salatka (salata zielona, pomidor, cebula etc.) i wszystko zapite czerwonym wytawnym winem. Serwowane jest oczywiscie biale pieczywo, ale ludzie jakos specjalnie sie tym nie zajdaja. Ot, dodatek.
Jesli zdarza sie otyly Argentynczyk z duzym prawdopodobienstwem mozna powiedziec, ze jest łasuchem i jada ogromne ilosci słodyczy oraz pizzy.

Biednych na wyzej opisany tryb zycia i odzywiania nie stac, co pozniej odbija sie na ich zdrowiu…

Reklamy

Responses

  1. „Coś” tutaj się nie zgadza… skoro bieda poczęsci jest winą otyłosci (co na pierwszy rzut może się „zgadzać” – tanie jedzenie =śmieciowe jedzienie typu zacierka/ziemniaki=tucznik) ale jest pewien mały haczyk, obecnie ludzie są realtywnie bogatsi od społeczeństwa ktore żyło 20-30 lat temu to dlaczego teraz jest tak znacznie większy odsetek otyłych? Skoro kiedyś ludzie byli biedniejsi, to znaczy, że jedli jeszcze większy procent śmieciowego jedzenia, więc statystyki powinny byc odwrotne. Moim zdaniem, bieda tutaj nie ma nic do rzeczy. Winę za otyłość ponosi „nowoczesny świat” – cocacole, chipsy, słodycze, konsupcjonizm, reklamowy kapitalizzm, (bogatym wciska się ajfony, biednym batoniki lion itd.) Szybki tyb życia itd. Widzę to po osobach z swojego otoczenia, niby ciągły brak pieniędzy, ale cola/piwko/batonik/kebab/soczek/drożdzówka zawsze pod ręką…

  2. Nie widze sprzecznosci. Po pierwsze, jak zaznaczone w cytowanym artykule, problem jest dosc zlozony i nie ma jednej jedynej stuprocentowo waznej odpowiedzi dla kazdej nacji w kazdym kraju.

    Po drugie: „ludzie sa relatywnie bogatsi od spoleczenstwa, ktore zylo 20-30 lat temu” – o jakim kraju mowisz? Bo jesli chodzi o Polske, to (znow zalezy jak liczyc..) napewno sie ludziom standard zycia poprawil. Ale tez zmienily nawyki zywieniowe. Za czasow komuny przemyslu przetworstwa, wielkich agro corpo nie bylo. Zarcia przetworzonego w sklepach tez nie bylo – setki tysiace kobiet polskich gotowaly OD ZERA, kupujac surowe mieso w miesnym (od rzeznika albo chlopa), warzywa, owoce etc. Przetwory na zime robilo sie samemu, wiekszosc produktow pochodzila od malych rolnikow nie stosujacych na ogromna skale trujacych pestycydow.

    Dzisiaj smieciowe przetworzone zarcie napakowane toną chemii jest zarowno powszechnie dostepne jak i TANIE w porownaniu z pelnowartosciowym jedzeniem. Na dodatek nie wymaga zadnego wkladu czasowego.

    Gdzie tu sprzecznosc?

  3. @Zfadzam się z Twoją opinią.
    Bardzo jaskrawym przykładem jest polskie społeczeństwo. W PRL gdy ciężko było zdobyć jedzenie, a większość Polaków nie dojadała problem otyłości był marginalny. Teraz gdy za 1h pracy można sobie kupić big maca albo kebab, czy też kilka paczek chipsów i colę mamy coraz więcej otyłych. Jeszcze parę lat, a dogonimy w tym względzie Amerykanów, zresztą już wystarczy spojrzeć na kluski, pardom, dzieci w podstawówkach.

  4. @futrzak, przecież piszę o NAWYKACH ŻYWIENIOWYCH, a te są aż tak zależne od statusu majątkowego, baaa żywność wysoko przetworzona jest przecież droższa od prostego jedzenia, więc biedni w Polsce kupują ziemniaki, makarony, mleko, pieczywo – czy to jest żywność aż tak wysoko przetworzona..? Moim zdanie nie, a tak wygląda „menu” biednych ludzi w Polsce od wielu wielu lat, u mnie w regionie była taka plebejska potrawa jak zacierka – szalenie tucząca, a tania, kiedyś to ludzi jedli, teraz odszedli bo to totalny piach i stac ich na cos lepszego, więc dlaczego teraz tyją?
    No są ZŁE NAWYKI ZYWIENIOWE, i one nie biorą się z biedy, lecz nadmiaru kasy, młodzież sie tuczy bo sobie podjada chipsy, cole, pączki – przecież to jest zbędne, oni tego nie jedzą aby żyć, czy z głodu, tylko dlatego że to reklamy im to wszędzie podkładają pod nos, a kas jest-więc kupują.

  5. @ Kattowitz
    Po pierwsze- żyjąc w Polsce, dopóki nie kupujesz jedzenia po co najmniej 100 zł/kg to nawet nie wiesz co to jest nie przetworzona żywność- bo karmienie świń soją GMO też znacząco wpływa na skład i smak.
    Po drugie- od kiedy można wyrób chlebopodobny sprzedawany w PL nazwać „żywnością mało przetworzoną”?
    Po trzecie- właśnie jedzą ten cały tani syf w domach, chodza niedozywieni i dopychaja się chipsami, które, jak porządne to i tak są lepsze od „chleba” i „makaronu”

  6. @Kattowitz:
    dobre, pelnowartosciowe zarcie to jest mieso ze zwierzat hodowanych naturalnie (np. krow zywiacych sie trawa, swin tuczonych tradycyjnie, kurczakow z wolnego wybiegu, bez dodatkow hormonow, antybiotykow), tluste ryby (losos niehodowlany, sledz, makrela), jaja od kur z wolnego wybiegu, pelnotluste, niepasteryzowane mleko, maslo, smietana pelnotlusta.
    Do smazenia smalec, oliwa, łój.
    Ile toto kosztuje? Naprawde biedakow stac na takie jedzenie? NIE STAC.
    Rok temu bylam w Polsce i widzialam ceny.

    Makaron, chleb – toz to najgorsze, co mozna jesc. Czysta, biala rafinowana mąka na dodatek z dodatkiem glutenu (zeby sie lepiej trzymalo). Puste, szkodliwe i tuczace kalorie, na dodatek zawiera kwas fitynowy, ktory ma powinowactwo do kluczowych mineralow i zapobiega ich wchlanianiu (zelazo, magnez, cynk i pare innych).

  7. @Kattowitz:
    Polecam lekture http://www.nytimes.com/2002/07/07/magazine/what-if-it-s-all-been-a-big-fat-lie.html?scp=1&sq=what%20if%20its%20all%20been%20a%20big%20fat%20lie?&st=cse
    Dosyc dlugie, ale warto przeczytac. Wiele sprawi Ci ten artykul wyjasni, a byc moze i zaprowadzi rewolucje w Twoim sposobie odzywiania.

    @futrzak:
    Zgadzam sie ze wszystkim co piszesz, ale jedna rzecz jest ciekawa. Od gdzies pol roku jem wedlug zasad, ktore glosi Taubes. To prawda, ze takie jedzenie jest drogie (maka migdalowa do wypiekow, wysokotluszczowe, dobrej jakosci jogurty, maslo, dobre mieso, oliwa z oliwek itp), ale rownoczesnie wydaje teraz $0 na wszelkie ciasteczka, buleczki, czipsy, pizze i inne gowna, ktore kiedys kupowalam. Jaki jest tego efekt? Na jedzenie wydaje dokladnie tyle samo co kiedys. Roznica jest jednak taka, ze czuje sie fantastycznie, jem mniej (w sensi ilosci jedzenie), a nie czuje glodu, kilogramy powolutku (ale stale i bez koniecznosci glodzenia sie) ubywaja, spie jak dziecko, szkonczyly sie migreny ktore kiedys miewalam regularnie, zupelnie zniknely rozne cravings w tym uzalezenienie od slodyczy we wszelkiej formie.

  8. @Magda:
    mnie w Kalifornii polnocnej porzadne zarcie kosztowalo majatek. Ciasteczka, buleczki, chipsy, pizze, cereals etc. kosztowaly jakies grosze – plus byly dostepne absolutnie wszedzie i o kazdej porze (i tak zreszta ich nie kupowalam bo nigdy mi nie smakowaly…).
    Po dobre mieso, tluszcz, organiczne sery, smietane, jaja musialam sie udac do Whole Foods (zlosliwie nazywany przez lokalnych Whole Paycheck) albo specjalistycznych sklepow tudziez farmers market – tez ceny z kosmosu.

    W Argentynie z kolei warzywa, owoce, nieprzerobione miesa sa tanie – chociaz niestety nie wszystkie. Np. ryby sa wrecz horrendalnie drogie, sery tez, jakiekolwiek wędliny. Ale to i tak ma sie nijak do zarcia przerobionego: byle batonik, chipsy, slodycze, ciastka etc. kosztuja majatek w przeliczeniu za kilogram i np. porownaniu do porzadnego masla albo smietany 45% …

    Co do samopoczucia i reszty objawow – mam dokladnie tak samo. Minusem jest to, ze spedzam jakas potworna ilosc czasu przy garach, bo gotuje od podstaw no i nie moge zrobic „na zapas” z powodu malutkiej kuchni i miniaturowe lodowki…
    Ale i tak nie wroce do starego sposobu odzywiania sie – nie chce spowrotem tych kilogramow, co zrzucilam, oraz dolegliwosci zdrowotnych, ktore mialam :)

  9. natomiast to, co jest tanie bardzo i czym sie zywia biedni Argentynczycy to ryz, makaron, biala mąka (ale uwaga juz upieczony chleb jest w sklepie drogi!!!), olej warzywny badz slonecznikowy, mleko (najtansze jest subsydiowane), kurczak, cukier.

  10. Ja nie poszlam az tak daleko, zeby kupowac tylko organiczne jedzenie (ktore zreszta jak sie o nim poczyta niekoniecznie ma az takie benefity dla zdrowia jak jego producenci twierdza), wiec moze dlatego nie widze zadnych roznic w wydawanych na jedzenie kwotach w porownaniu z czasami sprzed madrego odzywiania sie. Efekty diety i tak sa olsniewajace mimo, ze nie przeszlam na organic.

    Mysle wiec, ze jest zloty srodek pomiedzy jedzeniem wysoko przetworzonych produktow pelnych maki i cukru, a jedzeniem wylacznie zywnosci organicznej, prosto od chlopa itp. Moze nie mam racji i za iles tam lat okaze sie, ze sobie szkodze nie jedzac organic, ale mysle ze kluczem do szuplejszego i zdrowszego spoleczenstwa nie koniecznie sa produkty organic – wystarczy skonczyc z cukrem i produktami zbozowymi, a zastapic je produktami tluszczowymi. Pewnie, ze to nie jest idealne sytuacja. Pewnie, ze lepiej by bylo zeby wszyscy jedli mieso, smietane i jajka prosto z farmy od malego producenta, ale w sytuacji kiedy jest to niemozliwe na globalna skale trzeba byc moze wybrac ten wspomniany przeze mnie zloty srodek.

  11. @Magda:
    tez nie kupowalam wszystkiego organicznego. Wiem, ze caly przemysl organic to jest spore naciaganie ale…. w USA jakosc miesa przemyslowego jest potworna. Mialam okazje widziec farmy przemyslowe krow i swin. Po tym zrozumialam, dlaczego to mieso smakuje, jak smakuje. I dlaczego np. z kurczaka nie da sie ugotowac rosolu (wychodzila jakas mętna, szara breja…) a schabowe smakuja jak z trocin do utykania okien.
    Ograniczalam wiec mieso, kupowalam rzadko, ale jesli juz, to porzadne.
    Wtedy wierzylam jeszcze w „healthy grains” i jadlam chleb z pelnego przemialu, ryz brazowy….na diete paleo przeszlam dopiero w Argentynie i dopiero tutaj zaczelam chudnac…

    Nie wiem, jak w Australii wyglada sprawa miesa – ja tam bylam bardzo dawno bo 10 lat temu, ale jedna z niewielu rzeczy, ktore zapadly w pamiec to byl smak porzadnego steku i baraniny. W USA takie jadlam, jak kupilam sobie zeberka jagnece importowane z Nowej Zelandii :) albo stek argentynski/urugwajski…

  12. Nie mam za bardzo porownania, ale wydaje mi sie, ze mieso jest u nas na dobrym poziomie. Dobry stek smakuje jak dobry stek, nie ma problemu zeby ugotowac pyszny aromatyczny rosol z kury, a schabowy smakuje jak u mamy :)

  13. Zdaję sobie sprawę, że mięso, szynka, chleb z takiej biedronki to straszny syf, sam od jakiegoś czasu nie jem w ogóle szynek, bo nie mam ani dostępu, ani funduszy na zaoopatrywanie się u rolnika, a tego czegoś z biedrony nie tkne.
    Dla mnie mąka, chleb z dobrej piekarni, czy ziemniaki (mimo że i tak to jest syf w waszej skali) nie są zywnościa wysoko przetworzoną i tyle.
    Zdaję sobie sprawe z szkodliwości różnych spulchniaczy, sterydów, antybiotyków sotosowanych w przemyśle spożywczym, ale staram się twardo stapać po ziiemi i zdaję sobie sprawy, że 95% osób nie jest w stanie od tego ucieć bo albo nie ma funduszy na jedzenie wysokowartościowe, albo nie ma gdzie tego kupić, sam kiedyś chciałem zacząc żywić się tylko i wyłącznie z produktów dobrej jakości, cena takich rzeczy skutecznie mnie zniechęciłą… to nie jest dieta dla ludzi z miast, takie coś to można osiągnąc mieszkając na wsi, posiadając własną szklarnie, kury, owce, itd. i starając się żyć samowystarczająco. Chcąc tak żyć w miescie trzeba sie przygotować na wykładanie kwót ponad 1000 zł na miesiac na samo jedzenie… powodzenia, większość Polaków i tak ledwo wiąże koniec z końcem mimo kupowania produkty dyskontów typo TIP itd. a gdzie tam zwiększenie wydatków na jedzienie o 300%. Poza tym, to też są takie ściemy z tym jedzeniem ekologicznym, raz byłem sklepie z taką żywnościa, patrze, a tak kefir krasnystaw za 4.5 zł, a przecież TAKI SAM kefir w biedronie jest za 2 zł… skąd mam pewność, że inne produkty za które płacę 250% więcej nie pochodzą z tego samego zródła co ten kefir? Skąd mam pewnosć kupując jajko za 1.5 zł czy one faktycznie jest od kury z wolnego wybiegu..? Świat jest straszny, jedni giną w bezpośredni sposób zastrzeleni w głupiej wojnie o rope, na druugim końcu świata morduje się ludzi powoli podając im syf, strując szczepionkami, lekami, zanieczyszonym środowiskiem… a wy tu sobie siedzicie i piszecie jakby to was nie dotyczyło.

  14. @Kattovitz: no i wlasnie potwierdziles moja teze….

  15. Jak słyszę o szkodliwości węglowodanów ( i mi. pieczywa) to nóż mi się otwiera w spodniach ;)
    Od 2 lat pieczemy chleb w domu ( z mąki razowej żytniej ) i jest po prostu re-we-la-cyjny ! Nie wyobrażam sobie życia bez niego. Koszt kilograma to jakieś 3-4zł ( razem z elektrycznością ) i można spokojnie zrobić go raz na tydzień a nawet na dwa.
    Podobny bochenek w sklepie ze zdrową żywnością to co najmniej 12 pln.
    Co do mięsa – to dobrze mieć rodzinę/ zaprzyjaźnionego rolnika na wsi ( oraz dużą lodówkę :)
    Dobre mięso faktycznie kosztuje powyżej 50zł/kg – ale tylko w sklepie. U rolnika z pocałowaniem ręki dostaniemy je za 6-10 zł.
    ( zabawne jest to że sam znam hodowcę świń który na swoje potrzeby hoduje na innej paszy kilka sztuk dla siebie lub kupuje od znajomych ! )

    Tak więc prócz biedy to przyczyną jest jeszcze wygodnictwo ( fakt połączone z nią – jak ktoś woli np. pooglądać TV niż zadbać o siebie /pracę )

  16. Futrzak, zarówno teoria argentyńska, jak i amerykańska wydają mi się słuszne. Ludzie jedzą i za dużo, i źle.

    Ale co do tzw. śmieciowego jedzenia (od chipsów po gówniane mięso), to chyba zdajesz sobie sprawę z tego, że bez niego większość ludzi by nie dojadała i nie miała siły tak funkcjonować, jak funkcjonuje? Kiedyś biedacy jedli mięso raz czy dwa razy do roku. Albo nie jedli w ogóle, bo się na przednówku ziemniaki skończyły. Nie ma bata, żebyśmy mieli i tanie, i dobre jedzenie. Albo, albo.

    Chyba, że mieszkamy na wsi i możemy CZĘŚĆ produktów sobie wyhodować.

  17. @Kira:
    jesli mowisz, ze i jedna i druga teoria sa sluszne, to nie odrozniasz skutkow od przyczyn.

    Tutaj cześci wspolne sie koncza, bo to, co mowia lekarze argentyscy odnośnie przyczyn, jest diametralnie różne od tego, co mowia lekarze amerykanscy.

    skutki w obu teoriach sa takie same – otylosc. Przyczyny jedna podaje inne, druga inne.
    A wydawalo mi sie, ze wystarczajaco jasno napisalam….eh…

  18. Futrzaku, nie przesadzajmy z tą obrona tłuszczów czy z potępieniem chleba. Wszystko z umiarem. A swoją drogą, to warto chyba jeść więcej warzyw i owoców i ograniczyć kalorie, nie sądzisz?

  19. @karroryfer:
    To, że coś jest smaczne nie znaczy, że jest również zdrowe.
    A co do Twojej reakcji na komentarze o szkodliwości węglowodanów (otwierający się w kieszeni nóź) to w sumie doskonale ją rozumiem, bo przez to samo przechodziłam. To naturalne, że broni się paradygmatu, w który głęboko się wierzy, nawet nie próbując zweryfikować tego co do powiedzenia ma strona prezentująca odmienne zdanie. Też jeszcze niedawno byłam oburzona i zdziwiona opiniami o szkodliwości węglowodanów, ale postanowiłam podejść do rzeczy metodycznie i zapoznałam się z argumentami zwolenników tej teorii. I było warto. Nic więcej nie mówię, bo to i tak nie ma sensu, i tak Cię nie przekonam. Tobie też polecam wspomniany wcześniej artykuł http://www.nytimes.com/2002/07/07/magazine/what-if-it-s-all-been-a-big-fat-lie.html?scp=1&sq=what%20if%20its%20all%20been%20a%20big%20fat%20lie?&st=cse
    Nawet jeśli Cię nie przekona, to przynajmniej będziesz wiedzieć jakimi argumentami posługują się „szarlatani” negujący zboża.

    @Kira:
    Co do owoców to akurat jedzenie ich w dużej ilości nie jest dobre (już czekam na ataki tych, którzy zaraz stwierdzą, że bredzę). Owoce, przynajmniej te z masowej produkcji, mają bardzo dużą zawartość fruktorzy (czyli cukru), która czyni je słodszymi (czytaj: smaczniejszymi), ale jej spożywanie bardzo podnosi poziom insuliny we krwi, co bezpośrednio przyczynia się do tycia. Spróbuj dzikiego jabłka, żeby przekonać się jak zmodyfikowane (i „dosłodzone”) są te gatunki jabłek dostępne w sklepach (tak samo jest z innymi owocami). Inna sprawa jest taka, że owoce są z natury sezonowe, i nigdy w historii człowieka (wyłączając ostatnie kilkadziesiąt lat) nie było one dostępne w takiej ilości przez okrągły rok. Co do witamin, to warzywa dostarczają ich w wystarczającej ilości.

  20. @ Kira
    Z tego wszystkiego to warto słuchać argentyńskich lekarzy i nie jeść zbóż ani strączkowych oraz zwierząt nimi karmionych. Rośliny do jedzenia są potrzebne tylko jako źródło wit C (chyba, że w słonecznym klimacie to jeszcze prowitamina D i mozna jeść mniej tłuszczów zwierzęcych), czyli w polskich warunkach kiszone warzywa i odrobina węglowodanów albo alkoholu. A akurat w Argentynie wszyscy dobrze wiedzą jak jest uprawiana soja i nikt jej tu nie jada, ani nie karmi zwierząt na większą skalę. Co do pszenicy zaczyna docierać ta sama świadomość. A owoce w nadmiarze są zdecydowanie szkodliwe, zwłaszcza słodkie.

  21. Jeszcze raz do @kira:

    Ograniczanie kalorii to mało skuteczny sposób odchudzania, bo łączy się z odczuwaniem głodu, a kto jest w stanie długo wytrzymać z permanentym uczuciem głodu? Prawie nikt. Wraca się więc po jakimś czasie do normalnego poziomu kalorii, a z tym wracają kilogramy.
    Tycie nie jest wynikiem ilości kalorii dostarczanych organizmowy, ale tego jakie substancje odżywcze się mu dostarcza. Poczytaj trochę o procesach zachodzących w organiźmie po zjedzeniu węglowodanów, i o tych po zjedzeniu białek. Zobaczysz w jak zupełnie inny sposób radzi sobie z nimi organizm ludzki i jak inaczej je wykorzystuje. To są fakty, którym nie da się zaprzeczyć. Kalorie nie mają tu nic do rzeczy.

    Zresztą na świecie toczy się właśnie ogromny eksperyment z udziałem miliojnów ludzi, którzy próbują się odchudzić. Rządy i tzw. eskperci mówią im, że schudną jeśli ograniczą kalorię, podstawą diety uczynią pełnoziarniste zboża, a wszystko co się da jedzą w wersji light/low fat. Jaki jest efekt tego eksperymentu każdy widzi – epidemia otyłości i cukrzycy. Dlaczego? Dlatego, że rekomendacje są złe, ale na dugo zostaną oficjalną doktryną żywieniowców i rządów, bo przemysł spożywczy mocno walczy o zachowanie swojej pozycji. Jak nie wiadomo o co chodzi to chodzi o pieniądze.

    Poczytaj sobie relacje ludzi, którzy przestali jeść zboża a zastąpili je zdrowymi tłuszczami. One wszystkie są na jedną modłę – ludzi chudną, cofa się im cukrzyca, mijają różne dolegliwości. I co najważniejsze wszyscy przyznają, że po dosyć trudnym dla niektórych okresem przejściowym (dla większości ludzi rezygnacja ze zbóż wydaje się początkowo niemożliwa) okazuje się, że da się żyć bez zbóż i to wcale nie jest takie trudne.

  22. @karroryfer:
    do tego co napisala juz Magda (i z czym sie zgadzam) dodam pare rzeczy odnosnie weglowodanow.
    Oczywiscie, nie wszystkie weglowodany sa rownie szkodliwe. Sa warzywa zawierajace ich sporo, ale spokojnie mozna je sobie jesc. Np. marchewka albo buraki (czerwone a nie cukrowe).
    Niestety, zboza oprocz węglowodanów zawieraja substancje szkodliwe dla czlowieka, z czego glowne to:

    – gluten – bialko, ktorego ogromna czesc populacji ludzkiej nie toleruje badz toleruje bardzo slabo (i nie mowie tutaj o celiakach bynajmniej). Powoduje objawy takie jak syndrom jelita drazliwego, alergie, migreny, inne dolegliwosci ukladu pokarmowego
    – kwas fitynowy – blokuje wchlanianie kluczowych mineralow (ma do nich powinowactwo)
    – inhibitory trypsyny (czyli enzymu z grupy proteaz katalizujacego proces trawienia bialka)

    Najgorzej jest z pszenica, bo ma najwiecej glutenu oraz jest najbardziej zmodyfikowanym ze zboz.
    Kiedys „dawno” temu czyli jeszcze w Polsce w czasach komuny nie bylo w ogole mowy o czyms takim jak GMO czy odmianach odpornych na rozne rzeczy, hodowanych w laboratoriach (samo to nie rowna sie GMO) etc.
    W uzyciu byly tradycyjne odmiany selekcjonowane przez rolnikow przez kilkaset lat. Do tego sposoby obrobki – tradycyjny chleb byl zawsze wypiekany na zakwasie – proces fermentacji redukuje zawartosc kwasu fitynowego i trypsyny, zostaje gluten niestety.

    A jak dzisiaj sie wypieka chleb – co z tego, ze sam pieczesz w domu, jesli mąkę kupujesz komercyjnie i tak naprawde nie wiesz, skad ona pochodzi i co w niej jest?

  23. Dziękuję za wszystkie informacje. Podchodzę jednak mocno sceptycznie co do zachęty do POWAŻNEGO ograniczenia owoców. Często czytam o tym, jak to w jakimś jest masa witamin, etc. Może to tylko propaganda, a może coś w tym jest?

    Mój ulubiony owoc: http://www.planetazdrowie.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=146&Itemid=160

    Zboże… Nie ukrywam, że uwielbiam je do tego stopnia, że mogłabym jeść surowe ziarno. A że go nie mam pod ręką, to zdarzało mi się jeść… surową mąkę. Lub surowy makaron. O co w tym chodzi? Czy potrzebuję węglowodanów czy tylko odbija mojemu organizmowi?

    Dziwi mnie jednak ten nagły odwrót od ziarna. Ludzie pieką chleb od tysięcy lat. Może i macie rację, ale nie dziwcie się sceptycyzmowi, jaki przejawiają wasi rozmówcy.

  24. @kira:

    „O co w tym chodzi? Czy potrzebuję węglowodanów czy tylko odbija mojemu organizmowi?”
    Jest jeszcze trzecia opcja, najbardziej prawdopodna – jestes uzalezniona od tego calego syfu, ktory jest we wspolczesnym zbozu. Wiem, ze ciezko sie samemu sobie do czegos takiego przyznac, ale zaloze sie, ze tak wlasnie jest w Twoim przypadku. I w przypadku milionow innych ludzi.

    Co do owocow to nie jem ich prawie wcale od ponad pol roku (od czasu do czasu jem truskawki i jagody) i zyje. Nie mam zadnych niedoborow, nie biore zadnych suplementow. Twoj sceptycyzm wynika pewnie z kolejnego paradygmatu tak rozpowszechnionego w swiecie, ze owoce sa niezbedne w duzych ilosciach.

    Ludzie pieka chleb od tysieca lat, ale to zboze sprzed 5tys lat (ba! nawet sprzed 100 lat) to jest zupelnie inne zboze niz to dzisiejsze, ktore jest tak zmodyfikowane, ze glowa mala. Tu masz wyjasnione co jest nie tak ze wspolczesnym zbozem http://www.marksdailyapple.com/the-problems-with-modern-wheat/

  25. W owocach jest masa witamin, ale jest w nich tez cala masa cukru. Najgorsze sa soki owocowe. A te same witaminy, ktore sa w owocach mozna czerpac z warzyw (ktore maja duzo mniej lub wcale cukru).

  26. z ciekawosci, jak wygladalo ostatnich kilka dni (2-3) Waszych (mam na mysli ludzi antyzbozowych) pod wzgledem jedzenia – sniadanie, obiad, kolacja, ew. tez lunch/II sniadanie? Oraz, czy ryz jest faktycznie rownie zly jak pszenica? Bo poszlaki w postaci bardzo chudych populacji Korei i Japonii wskazuja ze niekoniecznie..? Ale fakt, oni duzo ryb jedza.

  27. Prosze bardzo :)
    1. Standardowe śniadanie: 2 jajka smażone na masle + dwa kawalki boczku smazonego lub jajecznica z boczkiem i cebulą. Czasem zamiast tego jak mi sie znudzi to jem kanapke z chleba na mące migdałowej (sama piekę).
    2. Lunch – dziś jadłam sałatkę: por+jajka na twardo+ogórek kiszony+zielony groszek+majonez. Wczoraj pieczona pierś z kurczaka + szpinak na maśle
    3. Kolacja: pieczeń wołowa + sałata z pomidorem i śmietaną; albo zupa jarzynowa ze śmietaną (bez ziemniaków); albo gulasz wołowy z bakłażanem i papryką
    4. Desery: koktajl na bazie pełnotłustego greckiego jogurtu i śmietany z trustkawkami; albo babeczki z mąki migdałowej z czekoladą 70% (zamiast cukru używam stevia)
    5. Przekąski w pracy: migdały prażone na sucho

    Mam całą masę przepisów na dania bezzbożowe. W weekend będę piec cinnamon rolls :)

    Da się spokojnie tak jeść. Trzeba tylko na początku uzbroić się w kilka nietypowych składników (np. mąka migdałowa), co może być trochę kłopotliwe i poszukać trochę przepisów, a potem można już robić wszystko – chleby, ciasta, naleśniki, sosy wszelkie itp.

    Co do chudych azjatów to polecam http://www.dietdoctor.com/why-are-asian-rice-eaters-thin

  28. miesem jednak ludzkosci nie wyzywimy – zbyt duzy kosz dla strodowiska , znacznie wiekszy(wielokrotnie) od kosztu zboza

    wszystki diety wysokobialkowe to dobra zabawa dla bogatych i otylych – dla mas niestety pozostaje wpieprzac weglowodany tylko mniej…

  29. @anoneem:
    Ja na sniadanie najczesciej (jesli to nie jest gorace lato) jem zupe ugotowana na bazie kosci wolowych/wieprzowych/kurczaka (najlepiej smakuje wlasnie taka mieszanka…). W takiej zupie plywa sporo miesa, warzyw, czesto zageszczam jeszcze smietana. Czasami dodaje troche ziemniakow (w przeciwienstwie do Magdy jadam ich troche). Czesto zupa to sa flaczki albo podroby (sa tutaj prawie za darmo).
    Spora miska takiej zupy wystarcza na ladnych pare godzin.
    Poza tym jaja – w postaci jajecznicy (najlepsza jest na boczku), omletow (z serem ziolkami i cebula, avocado) albo na twardo – do tego smietana, mieso z poprzedniego dnia z obiadu, rozne warzywa.

    Obiad:
    zawsze jakies mieso. Smazone, pieczone, kotlety etc. (najczesciej wolowina, bo jest jej duzo i dobrej jakosci w Argentynie). Do tego salatki: mizeria, z pomidorow, surowki z kiszonej kapusty (albo swiezej), salata ze szczypiorkiem rzodkiewka, salatka z buraczkow, z marchewki, szpinak, pare miejscowych warzyw (np. acelga etc.)
    Czasami jem ziemniaki – w postaci domowych frytek smazonych na łoju wolowym albo smalcu – albo tluczonych (te sa najlepsze z wlasnorecznie zrobionym smalcem ze skkwarkami i bekonem :)

    Kolacji najczesciej nie jadam – nie mam zupelnie takiej potrzeby.
    Aha, to „sniadanie” jest najczesciej lunchem – bo rano dzien kazdy zaczynam od picia mate i najczesciej pierwszy posilek jest tak poludniu 13.00-14.00 czyli w godzinach lunchu.

    Owoce jadam, nieduzo, najczesciej to sa kiwi (sa tu w miare tanie), kwasne jablka (slodkich zupelnie nie trawie), czasem banany, truskawki, jagody – jesli sezon. Czasami tez gorzka czekolada.

    Z plynow to mate, woda mineralna, wino, herbata.
    Czasami, rzadko troche ryzu (najczesciej w postaci dorzuconej do zupy – dziala niezle jako zageszczacz).

    Jesli chodzi o ryz – ale uwaga BIALY – jest to jedno z najmniej szkodliwych zboz. Bialy, rafinowany ryz to sa czyste carbs. Kwas fitynowy i inhibitory trypsyny sa usuwane razem z łuską (tak tak, coz za ironia – ten bialy ryz jest zdrowszy niz brazowy….), a ryz nie ma glutenu… wiec od czasu do czasu w niewielkich ilosciach moj organizm to toleruje.

    Jesli chodzi o tzw. „snacks” (przekąski?) najczesciej jest to talerz z pokrojonym serem, orzechami, rzodkiewka, jajkiem na twardo, pasztetem.
    Bardzo dobre :)

  30. @M:
    „miesem jednak ludzkosci nie wyzywimy – zbyt duzy kosz dla strodowiska , znacznie wiekszy(wielokrotnie) od kosztu zboza”

    Przy takiej strukturze uprawy ziemi i jej finansowaniu (ogromne monokultury dofinansowywane z podatkow – tak jest w USA, UE) jaka jest teraz, zboza sa znacznie bardziej tanie ale i NISZCZYCIELKIE.
    Np. soje mozna uprawiac tylko kilkanascie lat i to z ogromna iloscia nawozow. Ziemia, ktora potem zostaje jest zupelnie wyjalowiona i zamienia sie w piach. Trzeba kilkadziesiat lat i duzo pracy, zeby to zrekultywowac i zeby cokolwiek tam wyroslo.
    Pszenice rowniez uprawia sie w monokulturach, nawozonych i opryskiwanych najczesciej glyphosatem. Zostaje potem jalowy ugor. Podobnie z kukurydza.

    Oczywiscie, nagle od zaraz nie da sie powrocic do tradycyjnych metod uprawy i nie da sie wyzywic wszystkich ludzi juz zyjacych na ziemi.

  31. Aha, zapomnialam o rybach :)
    Rzadko jadam, bo sa bardzo drogie w Argentynie. Jesli juz, to kupowana jest cala ryba. Z lba, ogona i reszty robi sie zupe rybna, mieso jada smazone albo na surowo :) w postaci ceviche. MNIAM :)
    Najlepszy jest dziki losos i w ogole tluste ryby oceaniczne.
    Jadam tez kalmary i inne seafood – w zaleznosci od sezonu i ceny :)

  32. @futrzak
    „Oczywiscie, nagle od zaraz nie da sie powrocic do tradycyjnych metod uprawy i nie da sie wyzywic wszystkich ludzi juz zyjacych na ziemi.”

    Smutna prawda jest taka, ze prawdopodobnie nigdy nie wrocimy do tradycyjnych metod upraw. No bo ktory rolnik zrezygnuje z ogromnej czesci dochodu wynikajacej z tego, ze uprawa tradycyjnej przenicy przynosi 10 razy mniej plonow z danego arealu w porownaniu do wspolczesnej pszenicy?

  33. @Magda:
    kazdy rolnik zrezygnuje, jesli przestanie to byc ekonomicznie oplacalne. Np. jesli na nawozy bedzie musial wydac kupe szmalu, do tego opryski no i jeszcze kupic opatentowane ziarna na zasiew od Monstanto, ktore sobie dowolnie podwyzsza ceny….
    Albo inny scenariusz: zalamuje sie swiatowy handel (np. przestaja byc oplacalne transporty przez ocean zywnosci z drugiego konca globu ze wzgledu na wzrost cen ropy i eksploatacji statkow).

    Tylko ze im gwaltowniejsze przestawianie sie, tym wiecej ludzi zginie z glodu tudziez w wojnach o dostep do zasobow…

  34. Zażeram się ziarnem lnu. To też źle? :)

  35. Kira:
    poczytaj sobie o wartosci odzywczej roznych ziaren:
    http://www.marksdailyapple.com/quick-guide-edible-seeds/

  36. No dzięki, o lnie jest niewiele. Pokręciliście mi w głowie. :)

  37. ostatnio bardzo popularne jest ziarno konopii, jest bardzo smaczne nota bene, ma smak raczej obojetny wiec nadaje sie jako dosypkado niemal kazdego posilku

  38. Owoce sa si, tyle, ze glownie „czerwone”. Truskawki, maliny, jezyny, porzeczki, agrest, granat itp.

  39. ludzie nie ptaki, nie wyewoluowali na diecie skladajacej sie z ziaren.. ale jesli ktos chce z tego zrobic glowny skladnik diety go ahead, bedzie wiecej miesa dla innych :)

    jacekd:
    ja w sumie jadam wszystko i sie nie przejmuje. Prawda jednak jest, ze zbyt slodkie owoce mnie po prostu mdlą i tak nie moge zjesc za duzo. Np. zeby nie wiem co, wiecej niz jednego mango nie zjem. Melon to juz w ogole – kawalek i szlus.
    To zmienilo mi sie wraz ze zmiana diety. Kiedys moglam zrec slodkosci znaaaacznie wiecej, teraz zaraz mi sie robi niedobrze, wiec naturalny hamulec dziala i nie ma problemu :)

  40. O..dzieki za odpowiedzi! To widze ze to faktycznie jednak jest realne (niewierny Tomasz..) i je sie calkiem calkiem…
    Musze sie wziac za doksztalcenie w temacie jedzenia solidnie, takie braki (chocby ten ryz O_o)

  41. @anoneem:
    jesli czytasz bez problemow po angielsku, to polecam:
    http://wholehealthsource.blogspot.com – kopalnia wiedzy i to dosc fachowej. Po prawej sa tagi na interesujace tematy. Ja wlasciwie od tego bloga zaczelam.

    Poza tym:
    http://www.marksdailyapple.com/

    dieta, ale tez cwiczenia i w ogole o samym trybie zycia. Mnie zmiana diety na zblizona do paleo pozwolila schudnac i pozbyc sie bardzo uciazliwych problemow z ukladem pokarmowym, ktorych lekarze nie byli w stanie zdiagnozowac przez lata. Poprawilo mi sie tez samopoczucie, wlosy, pazury i ogolnie stan zdrowia :)

  42. @anoneem:
    jedyne, za czym tesknie, to ryby i seafood. Tutaj (tj. Argentyna) jak wczesniej pisalam sa baaaardzo drogie, a ja uwielbiam sushi, ceviche, seafood…. ale Ty w Japonii masz tego pod dostatkiem :)

  43. dzieki!! zabieram sie raz dwa do lektury, bo zdrowie to powazna sprawa..

  44. a co do ryb w Japonii, to niektorzy z moich japonskich znajomych do dzis nie jedza ryb, z racji Fukushimy.. sam zylem w blogiej nieswiadomosci, ale np. http://blogs.wsj.com/japanrealtime/2012/10/26/fukushima-watch-the-riddle-of-the-radioactive-fish/?mod=WSJBlog takie newsy wskazuja, ze cos moze byc na rzeczy (z drugiej strony, tu pisza, ze w wodach slonych raczej problemu nie ma)

  45. A co powiecie na przypadki diety wegańskiej wśród słynnych sportowców, np. Scott Jurek? http://runfree.pl/?p=256 On je warzywa, owoce i ziarna, nic więcej. Utrzymuje się na szczycie wśród biegaczy długodystansowych od lat 90. Okaz zdrowia i pięknej sylwetki.

  46. chcialabym zobaczyc jego dokladna codzienna diete a zwlaszcza ile i jakie suplementy zjada…

  47. Z tego co mówi prawie nie używa suplementów, oprócz witaminy B12. Facet jest ikoną długodystansowego biegania, każda ściema na temat diety kiedyś by wyszła na jaw.

  48. Link exchange is nothing else however it is simply
    placing the other person’s weblog link on your
    page at proper place and other person will also do similar
    in support of you.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: