Napisane przez: futrzak | 13 sierpnia 2012

Drobne przyjemności oraz upierdliwości dnia codziennego w Buenos

BYC MOZE jutro strajk metra zostanie zawieszony. Sledze z uwaga i moznaby rzec, ze czepilam sie jak rzep psiego ogona, ale kto nie mieszkal w Buenos Aires nie zdaje sobie sprawy, jak bardzo komplikuje to zycie.
Nagle zalatwienie najprostrzych spraw (nie mowiac juz o dotarciu do pracy!!!) urasta do rangi męki pańskiej.
Dzis na przyklad mialam wizyte u lekarza. Normalnie no problema, metrem spod mieszkania 10 min.
Well. Godzina piętnaście minut na piechote w jedna strone szybkim marszem. Dzieka bogu, ze pogoda ładna obrodzila – ale tak czy siak, dobre 12 km i 3 godziny z zyciorysu wyciete to az nadto. Cala reszta dzialan, ktore nie sa absolutnie konieczne – zawieszona. Wlączając w to zakupy w ulubionym miejscu warzywno-miesnym, bo to 6 przystankow metra – az tyle kilometrow na piechote z siatami to jednak bylaby przesada… a w poblizu tylko Carrefour ze swoimi zdzierskimi cenami i gownianym wyborem.

Ciesze sie, ze nie musze codzien dojezdzac z podmiejskich okolic do centrum do pracy. Rzut oka z balkonu na dluuuugie kolejki do autobusow i collectivos pozbawia mnie zludzen.

No ale nic to. Z rzeczy pozytywnych: sprobowalam po raz pierwszy morcilla dulce czyli oslawionej slodkiej tak zwanej kaszanki. Z polska kaszanka ma niewiele wspolnego – poza krwia :)
Poza tym sklada sie z duzej ilosci tluszczu (DUZEJ podkreslam), czegos niezidentyfikowanego, orzechów oraz rodzynek. JEST DOBRA. Ale nie da sie za duzo zjesc, i w zasadzie musi temu towarzyszyc porządne mieso (np. chorizo).
Jeszcze raz musze powtorzyc: Argentyńczycy pojęcia nie maja o gotowaniu, ale o tym jak rozebrac krowe i zutylizowac wszystkie jej częsci (oraz owcy i swinki i pancernika tez) – to wiedza – i to bardzo dobrze. Morcilla tradycyjnie jest serwowana z innymi mięsami i częsciami krówki w ramach asado. Popic winkiem, i niech tak zostanie :))

Advertisements

Responses

  1. Rower se pozycz od kogos na te pare dni albo podpierdziel skads maly skuter.

  2. No wlasnie. Kolezanka chyba zapomniala, ze istnieje cos takiego jak rower. Na korki jak znalazl, poprawia zdoriwe, a jak sie na nim zamontuje koszyk to i na zakupy spokojnie mozna szosofac.

  3. rower odpada bo nie mam go gdzie trzymac.

  4. Sa specjalne haki do wieszania rowerow na scianie za kolo. A majac sakwy mozna zrobic spore zakupy.

  5. TJL:
    nie bardzo mamy jak (wszystkie sciany zajete to jest temporario para turistas), ale tak naprawde to jazda po Buenos poza wyznaczonymi sciezkami dla rowerow to nazywa sie „codzien ryzykujesz zyciem”.

  6. Ja tak ryzykowalem 2 lata w okolicach Manchesteru dojezdzajac 12 mil w jedna strone do roboty. Swietna sprawa dla kondycji, ale skonczylo sie potraceniem przez samochod bo sobie paniusia zapomniala wlaczyc kierunkowskaz przed skretem w lewo. Kask mi uratowal zycie, bo pierdyknalem o ziemie glowa dokladnie tam gdzie jest skron i kask tam sie zlamal. Jak sie codziennie robi duze dystanse w ruchu ulicznym to nie ma bata, zeby choc raz sie nie bylo jakiejs kraksy.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: