Napisane przez: futrzak | 11 sierpnia 2012

Podróże wyczynowe

Uwaga. Ponizszy wpis jest moja subiektywna opinia i tyle. Nie ma przymusu czytania, zgadzania sie i w ogole niczego – ale jesli juz zdecydujesz sie podjąc dyskusję, proszę to robic w sposob cywilizowany czyli bez wyzwisk, przytykow osobistych, zlosliwosci i wrednych chwytów erystycznych.

Ad rem.
Czytam sobie iles-tam portali podrozniczych. Ja sama siebie za podroznika nie uwazam – mimo tego, ze bylam na paru kontynentach, mieszkalam w 3 roznych krajach, troche swiata widzialam. Narazie mowie troche ponad trzema językami (polski, angielski, niepewnie hiszpanski, niepewnie/kulawo rosyjski). Ale nie o to chodzi.

Czytam sobie ja i czytam te portale – czasami ludziom zazdroszcze tego, gdzie jada, a czasami wcale. Jednak cos przebija z tych wszystkich relacji. Uksztaltowal sie bowiem taki jakis wizerunek (?) podroznika. Bo podroznik to coś lepszego niz turysta. Turysta jedzie albowiem zwykle na zorganizowana wycieczke, wszystko ma podsuniete pod nos, a podroznik, prosze panstwa, to inna kasta.
No ok. Ale czytam te opisy, czytam i tak jakos no e….. kolejny kraj, kolejne wrazenia, kolejne cos-tam zaliczone, niesamowita przygoda, na przekor, jeszcze-zyjemy-i-w-ogole-bylo-swietnie….
Odnosnie krajow, ktorych nie znam, nic nie wiem. Ale te ktore poznalam – poraza mnie powierzchownosc. Sądy wypowiadane na tematy polityczno-spoleczne – zupelnie bezsensowne. Ile mozna zobaczyc/dowiedziec sie w ciagu paru dni pobytu jako turysta, przejazdem? Ile mozna dowiedziec sie o danej kulturze po tygodniu?

Mało. A jednak takie teksty są dość flagowe. Wiecej, szybciej, bardziej ekstremalnie. Wyjazd do jakiejs tam „łatwej” Slowenii czy Finlandii? A kogo to obchodzi? Arktyka, Oceania, srodek Afryki czy inne zadupie Ameryki pod tytulem Darien – o taaaaak, to robi wrazenie.

To troche tak jak z igrzyskami olimpijskimi. Kiedys byla idea, szlachetna. A co dzis jest? Brutalna rywalizacja, kasa, kasa, kasa misiu i wyniki. Nie liczy sie styl, liczy sie o ile setnej sekundy poprawi sie rekord.
RZYG. Jak dla mnie. Na tym ma polegac zycie? Na ciąglym wyscigu i udowadnianiu? Cos chyba gdzies sie zgubilo. Czytam Steinbecka „Podróże z Charleyem” i czuje ozywczy powiew. A przeciez facet jechal wygodnicko glupim RV (przyczepa kempingowa) przez cale USA. ZADEN wyczyn. Efekt – DUZY.

Czepiam sie? Byc moze. Jednak od dawna obserwuje trend. Tak w USA jak i w Polsce (na krotko zauwazony). Cokolwiek robisz ROB WYCZYNOWO. Praca, hobby, czas wolny. MUSISZ BYC NAJLEPSZY.
Ale, na litosc boska, po co?
Ja czerpię radosc z robienia pewnych rzeczy – np. z wędrówki na szczyt, nawet jesli z jakichs wzgledow nie dojde (np. zabraknie mi wody albo pogoda sie zalamie) – a nie ze zdobycia tegoz szczytu. Ciesze sie jazdą na snowbordzie, a nie ze zaliczylam kolejny cholernie trudny szczyt. Ciesze sie z tego, ze spotkalam niesamowitych ludzi w jakims kraju, ze mialam okazje ich poznac, porozmawiac, sprobowac zrozumiec – a nie ze zaliczylam kolejny kraj…

Czy to ja zwariowalam, czy to swiat…?

Reklamy

Responses

  1. Mysle ze kazdemu to, co lubi. Jeden zalicza inny sie delektuje:)
    Sciskam!

  2. To jest jedna z moich ulubionych książek. Zadziwiające jest jak wiele spostrzeżeń Steinbecka z 1962 r. jest nadal aktualnych.

  3. Konkluzja – nie czytac portali. Wchodzic sobie samemu na szczyty, lub szczyciki (w zaleznosci od humoru) i zwiedzac to co sprawia przyjemnosc. I oczywiscie olac pismakow. Tak na prawde to oni sie musza wykazac, zeby ich nie wywalili i stad taka pogon za ekstrema i eksploatacja ludzkich kompleksow.

  4. @snufkin: teoretycznie tak. Problem zaczyna sie jednak wtedy, gdy wieksza czesc spoleczenstwa zaczyna zyc w ten sposob.

    @anetacuse: bo ludzie bardzo wolno sie zmieniaja :)

    @TJL: ok, ja to wiem, ale przyjecie podobnego podejscia do zycia przez masy ma dosc przykre konsekwencje w zyciu realnym i generalnie dla spoleczenstwa. A czlowiek niestety istota stadna jest.

  5. Moze i stadna, ale czesto wystarcza stadko najwyzej srednich rozmiarow. A takie kilkuosobowe stadko bez zaciec i ambicji na bicie rekordow, o zbieznych upodobaniach, mozna sobie w zyciu znalezc.
    Co do spoleczenstwa, to prawda jest, ze czlowiek ma wobec niego pewne obowiazki, ale ma tez prawo do osobistego szczescia. Jesli poczuje, ze spoleczenstwo mu w irracjonalny sposob i bez powodu, ot tak, z czystej malpiej zloscliwosci w osiagnieciu tego szczescia przeszkadza, to ma prawo olac w tym wzgledzie spoleczenstwo.

  6. @TJL:
    spoleczenstwo oczywiscie mozna olac, gorzej, ze juz wyjscie poza teren ustalonych granic panstwowych jest bardzo trudne. Jak i nieplacenie bandyckich podatkow :)
    No, ale to temat na inna dyskusje.

  7. hmmm nie wiem czy moge, ale chyba warto polecac cos dobrego, jak ktos chce zglebić problemy jakiegoś kraju na koncu swiata to polecam blog http://www.dzialzagraniczny.pl , chyba ze wyczynowego turysty takie rzeczy nie interesuja ;)

  8. @Sebastian:
    czytam tego bloga juz od dawna. Niestety z przykroscia musze stwierdzic ze w kwestiach, w ktorych sie znam zauwazam to samo tj. powierzchownosc i nie sprawdzanie/nie wnikanie w sedno (vide dyskusja pod notka „Zabiegane imperium”).

  9. @Futrzak

    Z tym nieplaceniem podatkow to jest tak, ze mozna bardzo wiele zaoszczedzic zyjac inaczej niz inni ludzie. Nie mowie tu o podatkach, ale o tym, ze zawsze duzo sie placi za to, na co jest duzy popyt. A jak sie ma odmienne upodobania niz wszyscy, to zwykle sie placi duzo mniej.

    Dwa lata temu moja zona z dzieckiem pojechaly nad morze na wakacje. A ja do nich z Wawy jechalem rowerem przez 10 dni pokonujac w sumie prawie 1000 km – troche naokolo, zeby wiecej zwiedzic. Mialem swietne wakacje za abstrakcyjnie mala ilosc pieniedzy; wydalem moze ze 20% tego, co one. Tylko dlatego, ze one spedzaly czas, tak jak wiekszosc ludzi, a ja zupelnie odmiennie.

  10. @TJL:
    ok, zaoszczedziles na noclegach – pewnie rozbijales sie na dziko. Ale juz na zarciu nie.
    Idee rozumiem, nie wszedzie sie jednak tak da. Ot chociazby Kalifornia: ciezko jest rozbic sie na dziko – chyba ze ktos na wlasnej posesji ci pozwoli.

    No i rzecz jasna nie kazdy lubi ten sposob wakacji :)
    W Kalifornii zauwazylam mniej-wiecej taka regule: biali (pracujacy w biurach etc) wypoczywaja aktywnie – wlasnie takie chodzenie z plecakami, namiotami, biwaki, rowery etc.
    Natomiast latynosi wypoczywaja biernie: piknik na plazy czy grill w parku albo wlasnym ogrodzie. Przyczyna jak mysle jest prosta: jesli ktos na codzien pracuje ciezko fizycznie (tak jak oni) to w czasie wolnym ma ochote po prostu rozwalic sie na kocyku czy lezaczku i nic juz nie musiec robic…

    Bierny wypoczynek – o ile sie wyjezdza – jest drozszy.

  11. Ja jestem dumna turystka. Nie podrozniczka. Jade sobie gdzies tam, bycze sie na plazy i olewam socjo-ekonomiczno-polityczne wyklady na temat danego panstwa. Bo po co? Guzik mnie to obchodzi. I moich czytelnikow tez.
    A z drugiej strony to uwielbiam wpisy typu „hey, jestem w Japonii od tygodnia, bede tu jeszcze tydzien, zadawajcie mi pytania, na wszystkie chetnie odpowiem” chocby tylko dlatego, ze jest sie z czego posmiac. A juz sady wydawane przez takie osoby na tematy ogolne zwiazane z danym krajem – cuda po prostu!

  12. @dwa koty:
    wyklady sa nudne. Mnie jednak ciekawi – niezaleznie od tego w jakim charakterze jade – dlaczego cos jest takie, jakie jest. Czemu ludzie zachowuja sie tak, a nie inaczej :)
    Byc moze po czesci zboczenie zawodowe…

  13. Ja tam lubie usiasc sobie przy filizance kawy i poddac sie tempie zycia w miejscu, w ktorym jestem:)
    A co do probelmu z wiekszoscia spoleczenstwa – serio? A jesli im tak wlasnie to odpowiada…

  14. ja tam lubię podróże dla przyjemności;)
    i o „Dwa koty” czytam,bo taka normalna jest:D

  15. 41 lat,cale zycie na budowach w roznych miejscach swiata,dzisiaj szwajcaria.przygnebiajacym jest,ze spoleczenstwo odeszlo od swiadomosci zycia,w zasadzie wypelnia-powiela tylko jakies utarte wzorce.te wzorce jednak to dorobek jedynie ostatnich dwudziestu,trzydziestu lat.najbardziej przypomina to magiczny teatr hessa z wilka stepowego.
    gospodyni nikogo wiec nie obraza-zwyczajnie dojrzala i samodzielnie zaczela MYSLEC.

  16. aha,lysiak tez napisal ksiazke o podrozy z kolega starym autem przez stany.

  17. @Futrzak

    Ale bierny odpoczynek tez mozna po normalnych cenach. Wystarczy nad morze pojechac we wrzesniu lub maju, lub w ogole pojechac na Roztocze i uwalic sie pod grusza w jakiejs agroturystyce. To wciaz sa grosze w porownaniu z plazowaneim w morskim kurorcie, tam gdzie wszyscy. Przy okazji sie oszczedza tez wtedy na podatkach, bo przeciez jak sie kupuje zarcie od miejscowych, to VATu sie nie placi. Juz dawno wpadlem na to, zeby zarcie kupowac – nawet w Wawie – bezposrednio od rolnikow. Wyspecjalizowalismy sie z zona w wylawianiu sposrod bazarowego tlumu tych handlarzy, ktorzy nie zaopatruja sie na gieldzie rolnej, tylko sprzedaja wlasna produkcje.

  18. teraz popularne sa 2 trendy blogowe/internetowe:

    – jechac do biednego panstwa i tam robic wszystko aby podrozowac za kilka dolarow dziennie, a najlepiej za darmo… czyli targowac sie o kazdego dolara i miec cwaniacka radoche, ze nie dalismy biedakom zarobic,

    – jechac do biednego panstwa, zostac nauczycielem angielskiego i promowac sie w klimatach „pierd*l system, zamieszkaj w raju”. Oczywiscie falsz polega na tym, ze takie cuda na kiju mozliwe sa tylko dla anglistow lub osob z perfekcyjnym angielskim. Poza tym po miesiacach zycia w danym miejscu autorzy przyznaja ze maja maly kontakt z tubylcami (i jeszcze ich o to obwiniaja). Osobna podgalez w/w to pornoturystyka czyli polaczenie klimatu „pierd*l system” z klimatem „latwo o dupeczki”;

    a o backpackersach jako takich dobrze dzisiaj mowili w Tok FM: przecietny turysta robi wiecej dobrego dla lokalsow (hotel = zarobek dla pani w recepcji, sprzataczek, restauracje: zarobek dla kucharzy, kelnerek itp. itd., napiwki) niz backpackers wyklocajacy sie o kazdego dolara

  19. Kiełbaska, w Twoim komentarzu widzę kolejną głupią modę: patrzeć, ile kto daje – społeczeństwu, innym ludziom, etc. Boli Cię, że ktoś się targuje? Że jedzie gdzieś dla własnej przyjemności, a nie po to, żeby „dać zarobić”? Jeśli dla Ciebie tanie podróżowanie to cwaniactwo, to współczuję.

  20. @kunta-kinte:
    czytalam ta ksiazke. Mialam wrazenie jakby Lysiak opisywal jakies inne USA niz te w ktorych mieszkalam :)
    Natomiast z wiekszoscia spostrzezen Steinbecka (mimo tego ze tak dawno owa ksiazke pisal) sklonna jestem sie zgodzic.

    TJL:
    no zgadza sie – ale nie wszedzie sie tak da. W Polsce owszem, w Argentynie tez (chociaz tutaj trzeba juz raczej miec samochod ze wzgledu na odleglosci. ) – w Kalifornii nie. Owszem, mozna pojsc na farmers market, ale tam ceny sa znacznie wyzsze od sklepowych. Na zywnosc organiczna moda nastala, z drugiej strony agrobiznes jest ustawiony w chory sposob, ograniczajac produkcje indywidualna.

    Kira:
    tanie podrozowanie to jedno, a zwykle cwaniactwo to drugie. Dla mnie ponizej krytyki jest jesli ktos w hostelu zezre cudze zarcie z lodówk i chodzi dumny, ze mial „darmowy” posilek. Albo jesli cichcem udalo mu sie skads wyjsc bez placenia rachunku.

  21. @Kira

    jesli jedziesz gdzies tylko po to aby wytargowac dolara (w sytuacji kiedy ten dolar to czesto sprawa jedzenia dla calej rodziny) i udowodnic jaka jestes cwana – to fakt, lepiej zebys siedziala w chacie. A jak kogos bawi pasozytnictwo (w tym wypadku na biednych ludziach z III-swiata) to niech sie chociaz tym nie przechwala. Bo nie ma czym. Zreszta czestokroc tacy ludzie pieprza sie o te pare centow, a maja sprzet fotograficzny za setki/tysiace dolarow.

  22. Futrzak, a czy ja piszę o kradzieży??? Wyśmiewam tylko przepychanki, kto tu jest lepszy: płacący za wszystko „zwykły” turysta czy oszczędny podróżnik. Takie podziały są co najmniej dziwne.

    Kiełbaska, o czym Ty piszesz? Nikt nie jeździ „tylko po to”, by się targować. Targowanie się jest przy okazji. Nie wiadomo, jak to jest z biedą u wszystkich sprzedających, każda sytuacja jest inna.

  23. Witaj Futrzaku :)
    Żaden ze mnie podróżnik, zwiedzałam trochę głównie dzięki wyjazdom do pracy, czyli na tłumaczenia, to tu to tam, ale jak wiadomo – głównie w takich momentach miałam czas na hotel, lotnisko czy dworzec i centrum kongresowe.
    Najprzyjemniej było, kiedy po takiej właśnie pracy (lub przed) ruszaliśmy w miasto, jak się dało zawsze w jakiejś grupce. I wtedy zwiedzanie zupełnie bez planu i przygotowania, bo przed wyjazdem nawet nie dało się przewidzieć, czy będzie czas na cokolwiek.
    Takie poznawanie miast i zaułków lubię najbardziej.
    Na wyjazdy krajoznawcze najchętniej wybieram się po Polsce i jeszcze wiele mam do zwiedzenia.
    Po świecie – planuję jeszcze zobaczyć conieco. Ale nie musi być od razu aż tak obco brzmiące i oryginalne.
    Nie siliłabym się na zwiedzanie na siłę i walkę o przeżycie.
    Żyję podobnie jak Ty ciesząc się samą drogą, a niekoniecznie wejściem na szczyt. I wcale mi z tym dobrze :)
    pozdrowienia!
    iw vel iw-nowa

  24. Nie wiem, ktore portale i blogi masz na mysli (mam nadzieje ze nie moj hehe), ale ja to widze tak: w sytuacji gdy 99% spoleczenstwa w Polsce zyje wedlug tego samego schematu, 1% tych ktorzy sie z tego wylamuja – np. podrozujac do „dzikich krajow” czy przenoszac sie do Azji by uczyc tam angielskiego – czuje sie czesto troche bohatersko, i na pewno jest tak widziana przez spora czesc spoleczenstwa (reszta ma ich czesto za mniej lub bardziej szkodliwych wariatow). Mysle, ze to wlasnie sprawia, ze tym ludziom wydaje sie, ze robia cos niebanalnego (i troche chyba maja racje, bo w polskich realiach ich dzialanie jest niebanalne). Kazda podroz, nawet ta wiodaca najbardziej oklepana trasa, staje sie wtedy wyczynem.

    To, ze ludzie rzadko kiedy interesuja sie czyms wiecej niz zobaczeniem i zrobieniem zdjec to inna sprawa i wynika ona wedlug mnie z zainteresowan. Nie kazdy ma taka ciekawosc swiata jak Ty, tak samo jak nie kazdy jest zainteresowany podrozowaniem i nie kazdy lubi szpinak. Jesli ktos ma ciekawosc swiata, to nie zawsze potrafi dobrze napisac o tym czego doswiadczyl i czego sie dowiedzial/nauczyl. Powstaja potem bezplciowe blogi o niczym, ale na nie tez jest zapotrzebowanie, bo ci ktorzy siedza w domu i je czytaja czesto chca tylko poogladac zdjecia i pozyc przez chwile marzeniami. Oczywiscie uwielbienie czytelnikow udziela sie autorom tych blogow i kolo sie kreci.

    Przyznam, ze sama swego czasu jaralam sie, gdy ludzie pisali do mnie o tym jakie to wspaniale sa moje podroze i moje zycie. Szybko mi to jednak minelo. Dobrze wiem, ze moje podroze sa banalne, ale ja nie widze w nich zadnej misji dziejowej, wiec ich banalnosc jest dla mnie ok. Podrozuje, bo lubie, a nie zeby cos komus udowodnic. To, ze czasem ogranicza sie to do „pojechalam-zobaczylam-wrocilam” nie jest dla mnie problemem.

  25. @Kira:
    to nie sa dziwne podzialy. Turystyka – podobnie jak kazda inna praca/rzecz/aktywnosc ma swoje dobre i zle strony. Mozna na nia spojrzec z punktu widzenia podrozujacych albo tych, ktorych podrozujacy odwiedzaja. W krajach, ktorych glownym zrodlem dochodu jest turystyka (np. Egipt ale tez i Wyspy Kanaryjskie) zdecydowanie milej widziani sa ludzie wydajacy tam jak najwiecej pieniedzy – bo z tego tubylcy zyja.

    @Magda:
    nie, nie Twoj mialam na mysli, spoko :)
    Masz duzo racji. Byc moze oderwalam sie juz na tyle od reali polskich, ze jakos nie dotarla do mnie wyjatkowosc innego stylu zycia – ja to przyjmuje za cos normalnego, podobnie jak ty.
    Ty podrozujesz bo lubisz i tu racja, ludzie sa rozni i lubia rozne rzeczy. Znam takich dla ktorych jakakolwiek podroz to jest męka – fakt.

    To co mnie irytuje to chyba snobistyczne podejscie – nie tylko do podrozowania. Robic cos nie dla siebie, ale na pokaz. Od tej strony tym samym dla mnie jest podroz w celu pokazania ze bylam tam gdzie nikt nie byl jak i kupno nowego samochodu, lepszego i drozszego niz ma sąsiad.

    @iwnowa:
    no to masz podobnie jak ja :)
    Mnie goni ciekawosc swiata, ale nie robie tego za wszelka cene. Pewne minimum wygód jednak miec musze (np. normalny nocleg, mozliwosc wzieca prysznica).

  26. Futrzaku,
    Ciekawa strona o podrozach po usa, autor sporo pomaga przez emaila (np ustalic trase wyprawy, poleca ciekawe miejsca).
    Mnie pomogl wybrac sie do kanionu Colorado…..kilka trafnych, cennych wskazowek duzo mi pomoglo przy zejsciu do kanionu
    interameryka.com

    moze ktos z czytelnikow skorzysta…

    pozdrawiam…

  27. Futrzak, nie musisz mi tłumaczyć, że:
    a) ludzie lubią, jak ktoś im daje pieniążki
    b) nie jest zbyt fajną rzeczą targować się z byle powodu i przy każdej okazji

    I ja chyba też Ci nie muszę tłumaczyć, że od czasu do czasu można się jednak potargować, prawda? :) Ani tego, że zarobek tubylców jest zawsze PRZY OKAZJI przyjemności turysty/podróżnika. Bo nikt nie jeździ do biednych krajów chyba, by dać innym zarobić. Dajemy innym na sobie zarabiać, jeśli sami coś z tego mamy. Więc nie ma sensu zastanawiać się, kogo bardziej cenią tubylcy. To i tak niczego nie zmieni. Kto chce być turystą, takim pozostanie. Kto chce tanio podróżować, dalej będzie to robił, zamiast zarzynać się i rozdawać swoje pieniążki biedakom, którzy liczą, że każdy obcokrajowiec coś od nich kupi.

    (Notabene gdybym miała dzisiejszy rozum kilkanaście lat temu, gdy jeździłam z rodzicami czy klasą za granicę, nie kupowałabym chyba żadnych, ale to żadnych pamiątek. Żadnych pocztówek nawet… No ale wtedy byłam inna…)

  28. to sa roznice pokoleniowe

    mlode pokolenie ma krotszy „attention span” i woli wrazenia krotsze i bardziej intensywne

    starsze – nasze – woli powoli i dokladniej rzecz obwachac , pomacac i posmakowac

    wplyw twitterow, jutubow i innego cholerstwa w 140 znakach :)


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: