Napisane przez: futrzak | 24 września 2010

Pokuszenie

Im dluzej jestem bezrobotna tym bardziej kusi mnie wizja kury domowej bedacej na utrzymaniu jakiegos bogatego meza. Takie to nawet moga sobie pracowac dla satysfakcji, za pensje $7/h albo w ogole wolontariacko i nie musiec sie martwic. Oczywiscie, wiem doskonale, ze taki uklad nigdy mi nie odpowiadal i raczej nie bedzie odpowiadac, bo sie po prostu w nim dusze no i zawsze jest to zaleznosc, tym gorsza, ze finansowa.
Zaleznosc emocjonalna imho jest latwiejsza do zwalczenia. Przynajmniej w trakcie walki sie nie zginie z glodu i chlodu…no i jeszcze jedno: walczymy z samym soba i siebie zmieniamy. Na to mamy wplyw i jest to zadanie jak najbardziej wykonalne. W wypadku walki z duzym bezrobociem wujowa sytuacja, jaka nas otacza, nie zalezy od nas.

W kulturze kladacej nacisk na indywidualizm i poczucie winy (a taka jest kultura amerykanska) wmawia sie ludziom, ze przeciez wszystko zalezy od nich. Ze zamiast wyslac resume do 100 firm, moga wyslac do tysiaca. Ze napisac olsniewajacy cover letter, ze znalezc adres, zapukac do drzwi i blagac na kolanach itp. pomysly. Prawda jest naga: zeby nie wiem jak te osiem milionow bezrobotnych sie staralo, nie znajda pracy, bo jej nie ma. Odplynela na statku outsourcingu do Indii, Chin, Bangladeszu i innych krajow, gdzie ludzie za nedzne pieniadze biedza sie w sweatshopach. Nie pomoga tez, rownie swiatle, a modne bardzo w kregach neoliberalnych rady typu „zaloz wlasny bizness”. Nawet zakladajac, ze ci ludzie mieliby za co ow bizness zalozyc, to kto kupowalby ich produkty? Inni bezrobotni, ktorym bank zabral dom?

Dawno temu, gdy zdziwieni przedsiebiorcy pytali sie Henrego Forda dlaczego placi tak wysokie stawki robotnikom swoich fabryk, chociaz moglby placic 2 razy mniej, odpowiedzial:
Bo ja chce, zeby bylo ich stac kupic produkt, przy montazu ktorego pracuja. Oni sa moimi potencjalnymi klientami..

Dzisiejsze rzady, USA zwlaszcza, zdaja sie nie rozumiec tej prostej prawdy. Narod bezrobotny to narod biedny, nie bedzie kupowal i napedzal konsumpcji w gospodarce opartej o uslugi. System doszedl do nieprzekraczalnej sciany. Banki zostaly wybailoutowane, normalni ludzie nie. Drukowanie pieniedzy a nastepnie pompowanie ich w wielkie roboty publiczne nic nie da. Skonczy sie tak jak w republice weimarskiej czy chociazby w Polsce konca lat osiemdziesiatych. Cudow nie ma.

Szukanie pracy na obecnym rynku przypomina gre w totolotka. Mozna albo liczyc na lut szczescia albo przekupic osobe obslugujaca maszyne losujaca. Innych szans na wygranie nie ma..

PS:
rozmawialam wczoraj z kumplem, ktory pracuje w firmie gdzie bylam na interview w zeszlym tygodniu. Wyglada na to, ze nie dostane tej pracy. Firmie sie nie spieszy, maja 2 miesiace na zatrudnienie QA. Przez ten czas napewno znajda kogos, kto zaczynal caly dzial quality assurance oraz technical support od zera w startupie nie wiekszym niz 5 osob. Ja, pomimo tego, ze spokojnie dalabym sobie rade (interview przypominam poszedl calkiem niezle) jestem zaledwie na liscie rezerwowej, bo nie spelniam ich kryteriow w 100%.
Moze powinnam zainwestowac w jakies kursy aktorskie i nauczyc sie niezwykle przekonujaco klamac? Bo szanse, ze przy tej ilosci bezrobotnych znajde oferte pracy, ktora spelniam w 100% i jestem najlepsza z kilkuset kandydatow, sa raczej zadne..

Reklamy

Responses

  1. futrzak: „Moze powinnam zainwestowac w jakies kursy aktorskie i nauczyc sie niezwykle przekonujaco klamac? Bo szanse, ze przy tej ilosci bezrobotnych znajde oferte pracy, ktora spelniam w 100% i jestem najlepsza z kilkuset kandydatow, sa raczej zadne.’

    Moja Malzonka przyjechala do USA z doktoratem z Polski. W Computer Engineering, po tutejszemu. Gdy juz byla „eligible” do pracy, zaczela szukac pracy. Zero odzweu. Ktos zyczliwy poradzil zeby usunela doktorat, potem zeby usunela Master. I nic.

    Wiec usunela wszystko i poszla na rok do Community College. Nie jako nauczycielka, a jako sluchaczka. Po kursach, zupelnie jej niepotzrebnych, okazala sie bardzo atrakcyjna kandydatka. Potem, za jakis czas, oczywiscie wyciagnela doktorat.

    Problem z szukaniem pracy jest taki ze albo a) ma sie zle skills, albo b) jest sie w zlym miejscu, albo c) oba.

    Jak sie nic nie zmieni, to bedzie sie szukalo i narzekalo w neiskonczonosc. Co mowie z wlasnej praktyki.

    Krotko mowiac, proponuje sie przekwalifikowac, ale niekoniecznie na aktorstwo, a wykorzystac expiriencje w komputerach. QA to dosyc „niszowa” dziedzina. I nie szukac pracy tam gdzie 90% bezrobotnych to ludzie od komputerow.

    P.S. Oczywiscie, prosze wziac pod uwage ze jak zwykle mowie o tym na czym sie nie znam.

  2. A.L.: muzą-ś mi, chcesz czy nie. Zastanowiwszy się dobrze, na pewne nie i nie byłoby Ci w smak przeczytanie tego, do czego mnie natchnąłeś, więc w gruncie rzeczy powiadamiam Ninę: dziś już padam (głupie rysuneczki zajęły mi pół dzionka), na jutro przyobiecuję Ci parabolę osnutą na tle rozumienia świata wedle A.L. Ale to będzie u mnie, tak, żeby nie musiał tego czytać.

  3. 1. Czy amerykanski model zycia nie przewiduje przypadkiem, ze czlowiek zmienia srednio 10 razy w zyciu nawet stan, w ktoym mieszka? Moze twoje polskie przywiazanie do miejsca zamieszkania czyni cie niekompatybilnym z amerykanskiem modelem?

    2. Jesli sie kogos kocha to z czego wynika dyskomfort zaleznosci emocjonalnej i fiinansowej? Tylko z obawy przed urata tej milosci i bolem z tym zwiazanym a takze z wynikajacymi z tego problemami finansowymi czy jest cos wiecej?

  4. @A.L.
    Oczywiscie, prosze wziac pod uwage ze jak zwykle mowie o tym na czym sie nie znam.

    wzielam pod uwage i nie bede komentowac.

    @Marcin:
    zawsze uwielbiam ludzi, ktorzy nie wiedza, ale i tak wiedza lepiej. So, pisalam juz wczesniej, ale specjalnie dla Ciebie sie powtorze:
    – co bys zrobil: nie mozesz znalezc pracy w miejscu gdzie mieszkasz, aczkolwiek twoja druga polowa prace ma i dzielicie wydatki na polowe. W zwiazku z tym, ze twoja druga polowa ma prace, ma tez sprawdzalny record wiec w wypadku wynajecia czegos jest to MOZLIWE ( w USA sprawdzaja w wiekszosci twoja zdolnosc kredytowa oraz zarobki)
    – co sie bardziej oplaca: dzielic wynajem na pol czy jechac do innego stanu bez pracy, bez niczego i zaczynac od zera – wziawszy pod uwage, ze musisz zaplacic z gory co najmniej za 3 miesiace za wynajem i nie masz gwarancji niczego;
    – od roku mieszkam w miejscu, gdzie place tylko rachunki – zero mortgage. Oczywiscie, bank mi zabierze chalupe, ale dopoki nie zabierze, place o niebo mniej niz jakbym wynajmowala;
    – jak jest latwiej zyc: w dwojke czy w pojedynke? I czy wyjechalbys na odleglosc paru tysiecy kilometrow jesli twoja zona ma prace TUTAJ i od biedy moze was utrzymac? A Ty wyjezdzasz w ciemno, nie masz roboty, nie masz nic, za to napewno na 2 miesiace musisz z gory zaplacic czynsz i za papu?

    Przepraszam, moze jestem kretyn, ale NIE wyjade nigdzie, gdzie utrzymanie mnie kosztuje wiecej a gdzie nie mam absolutnie zadnej gwarancji co do pracy, za to moge przejesc wszystkie oszczednosci i zakonczyc w punkcie wyjscia czyli NIC.

    Takis mądry? No to voila, jedz, znajdz prace i dorob sie kokosow z checia poszukam rad.

  5. „Bo ja chce, zeby bylo ich stac kupic produkt, przy montazu ktorego pracuja. Oni sa moimi potencjalnymi klientami..”

    ten frazes to obalają uczniowie pierwszych lekcji przedsiębiorczości.
    Jeżeli chciał, żeby więcej ludzi mogło kupić jego samochody to mógł (co robił) obniżać cenę, a nie płacić pracownikom tyle, żeby było ich stać na kupno samochodu po wysokiej cenie (zawierającej wysokie płace pracowników). Przecież niższa cena podbija szeroki rynek a nie tylko swoich pracowników.

    Nie postawiamy sprawy na głowie wyciągając z kontekstu zdanie forda mówione pod publikę.
    Ford owszem zwiększał płace, ale żeby zatrzymać wykwalifikowanych ludzi u siebie i zmniejszyć rotacje pracowników, czyli po prostu robił to dlatego, że mu się najnormalniej w świecie opłacało i taki jest najnormalniejszy trend wzrostu płacy za zwiększoną wydajność, a nie żeby jego pracownicy mogli kupować samochody.

  6. […] Futrzak doskonale opisała sytuacje na rynku pracy – ilość powstających miejsc pracy jest kroplą […]

  7. futzrak: „Przepraszam, moze jestem kretyn, ale NIE wyjade nigdzie, gdzie utrzymanie mnie kosztuje wiecej a gdzie nie mam absolutnie zadnej gwarancji co do pracy, za to moge przejesc wszystkie oszczednosci i zakonczyc w punkcie wyjscia czyli NIC.

    Takis mądry? No to voila, jedz, znajdz prace i dorob sie kokosow z checia poszukam rad.”

    Mimo ze sie nei znam, skomentuje.

    Przerabialem wielokrotnie. Moja Malzonka pracowala dorywczo jako konsultantka, wiec trudno powiedziec zeby byla „opoka finansowa”. Mialem za to siec „headhunters” ktora sobie sam zorganizowalem. I jak szukalem pracy, bo mnie wywalili, albo mialem dosyc, wysylalem listy po calej Ameryce. Wlasnei za posrednictwem headhunters. Owszem, jechalem na interview, firma placila. Raz mi sie zdarzylo pojachac na Alaske. Gdy dostawalem oferte, mowilem obecnemu miejscu zamieszkania „baj baj” i jechalem gdzie indziej. Sprawa czy ja „lubie mieszkac tu zy tam” w ogole nie byla brana pod uwage.

    Sredni amerykanim w ciagu zycia zmienia miejsce 5 razy. I nie z powodu umilowania podrozy a z tego powodu ze zmienia prace. Szukanie pracy ktora a) musi byc dokladnie dopasowana do mojego CV, b) musi byc tam gdzie mieszkam, c) w firmie na oknie musza byc paprotki, na ogol niczym nei skutkuje.

    No, ale ja sie nei znam, wiec prosze o nie komentowanie

  8. andsol: „Ale to będzie u mnie, tak, żeby nie musiał tego czytać.”

    No, niczego nie ma. Czekam z cierpliwoscia. A nawet z niecierpliwoscia

    A.L. a.k.a. mamula66

  9. futrzak” jak jest latwiej zyc: w dwojke czy w pojedynke? I czy wyjechalbys na odleglosc paru tysiecy kilometrow jesli twoja zona ma prace TUTAJ i od biedy moze was utrzymac? A Ty wyjezdzasz w ciemno, nie masz roboty, nie masz nic, za to napewno na 2 miesiace musisz z gory zaplacic czynsz i za papu?”

    Tak, robilem to wielokrotnie. Tyle ze nei jechalem w ciemno; zawsze zalatwialem sobie jakas prace. W takim miejscu gdzie praca czekala na pracownikow a nei odwrotnie

  10. @Adam Duda
    Opowiem ci historię. Najpierw była ogromna inflacja, system upadał, ludzie kupowali wszystko co popadnie a i tak g. mieli. Rozpoczęły się niby reformy. Inflacja znacznie spadała, to był ten moment że ludzie mieli sporo gotówki i zarabiali trochę więcej a i towaru trochę było. Co się stało. Schodziło wszystko na pniu. W zwykłym kiosku lekko biorąc było kilka razy więcej tytułów prasowych niż dzisiaj. Była gorączka, każdy zakładał interes lub sprzedawał towar na łóżku polowym. Dzisiaj się mówi że to dzięki liberalizacji Wilczka. Jeśli nie wierzysz to zapytaj rodziców.

  11. Ja: na jutro przyobiecuję Ci parabolę
    A.L.: No, niczego nie ma.

    W życiu blogowym używam polskiego zegarka, składałem obietnicę gdy w Kraju było po północy, czyli zapowiadałem wpis na poniedziałek. Godzina 21:32 przy moim komentarzu odnosi się chyba do czasu z Kaliforni, który jest odmienny także od mojego :)

    Ale nie oczekuj niczego epokowego. Po prostu chcę wykpić rozwiązania indywidualne gdy katastrofa jest masowa. To nie dlatego, że zawziąłem się na Ciebie, ale dlatego, że Nina pisze o jednym, a Ty odpowiadasz o drugim.

  12. andsol: Przyjmuje usprawiedliwienie

    „Ale nie oczekuj niczego epokowego. Po prostu chcę wykpić rozwiązania indywidualne gdy katastrofa jest masowa. To nie dlatego, że zawziąłem się na Ciebie, ale dlatego, że Nina pisze o jednym, a Ty odpowiadasz o drugim.”

    Po pierwsze, nie widze „katastrofy masowej” w przemysle IT. Po drugie, jak ktos sobie sam nie chce pomoc, Obama mu nie pomoze. Mimo uslinych staran albowiem, ciagle w USA nei ma socjalizmu. A „stymulusy” Obamy moze wplyna na ilosc prac do kopania rowow, ale na pewno nei wplyna na ilosc prac dla specjalistow QA w Kaliforni.

    Poza tym, wiem z wlasnego doswiadczenia – powtarzam, z WLASNEGO DOSWIADCZENIA, ze jak nie moge znalezc pracy to albo cos nie jest tak jak tzreba z rynkiem, albo ze mna. Wiec cos ze 4 razy zmienialem specjalnosc zawodowa, i za kazdym byla to zmiana radykalna.

    Gdybym stal na stanowisku ze „jestem najlepszym specjalista w X i nei spoczne poki nei znajde godnej pracy w X” to pewnie bym dalej szukal. Specjalnosc X odeszla bowiem w niebyt.

    Stanowisko „nie moge znalezc pracy to gdzie meiszkam i w specjalnosci ktora reprezentuje i doswiadczeniem ktore mam i Busz wszystkiemu winien, i ten rynek” niestety, nie budzi ani mojej sympatii ani wspolczucia. Albowiem kazdy jest odpowiedzialny za swoj los, i nie ma co obwiniac „masowej katastrofy”. Tzreba wykazac troche przedsiebiorczosci i aktywnosci wykraczajacej poza rozsylanie CV. Takiej w amerykanskim stylu.

    Jak juz pisalem, niedawno dostalem e-maila od HR ze jak znajde pracownika – programiste, QA, business analyst, i przepracuje on 3 miesiace – dostane 2 tysiece „bonusa”. No, ale to nei jest Kalifornia.

    Praca jest – tylko tzreba do niej pojsc zamiast oczekiwac ze ona przyjdzie do nas. Cos jak z ta gora i Mahometem :)

  13. A rowiazania „nie idnywidualne” dzialaja tak:

    „LOS ANGELES — Despite lingering unemployment, audits released by the Los Angeles city controller found that two departments that received $111 million in federal stimulus dollars have only created 55 jobs so far

    Of that, the transportation department received $40.8 million and created or retained 9 jobs while public works received $70 million and created 45 jobs.

    Both agencies are expected to eventually create 264 jobs.

    Read more: http://www.fresnobee.com/2010/09/16/2081474/audits-millions-in-stimulus-funds.html#ixzz10YyWQJVj

    Czyli w najlepszym wypadku 1 job bedzie kosztowal 420 tysiecy dolcow. Takiego badziewia nawet w komunistycznej Polsce nei bylo…

  14. Acha, a na uwagi Niny ze „jest sie razem, nie mozna sie rozstac” itede – przymuszeni koniecznoscia – Malzonka przez poltora roku meiszkala w Birmingham, Alabama, a ja w Filadelfii i Shelton, Connecticut. Co jakis czas mielmy romantyczne spotkania w Atlancie :) No i dalo sie….

  15. Nie za bardzo rozumiem o co chodzi z tym całym „bezrobociem”? Przecież nie wszyscy chcą pracować, praca jest męcząca, jedzenie jest tanie, można mieszkać u rodziny. I co to znaczy, że bank zabrał dom? To czyj to był dom? Banku czy obywatela?

  16. alt/r:

    „można mieszkać u rodziny”. Owszem. W Polsce. Tu nie ma zwyczaju, poza tym moze sie tak zdarzyc ze rodzina jest daleko. na przyklad w Polsce.

    „To czyj to był dom? Banku czy obywatela?” Czesciowo banku a czesciowo obywatela

  17. @futrzak

    Zle mnie zrozumialas. Ja wcale Ci nie doradzalem zmiany miesjca zamieszkania. W tym wpisie na blogu dokonalas kilku refleksji jak dziala „algorytm zycia” w usa – nie mozesz znalezc pracy – wyslij wiecej CV lub zaloz swoj biznes. Dodalem zatem mysl, ze do tego algorytmu w usa jest dopisane – nie mozesz znalezc pracy – zmien miejsce zamieszkania. I po prostu ludzie, ktorzy nie chca, nie moga, nie potrafia sie wpisac w ten algorytm maja klopoty z praca podobne do twojego. Lajf is brutal.

    A tak BTW, kilka lat temu zatrudnilismy w firmie amerykanke (no urodzila sie w POlsce, ale krotko tu mieszkala i slabo po polsku mowila). Interview – calkowicie przez telefon. Przyleciala do Warszawy wiedzac juz, ze ma tutaj prace.

    Inną historią jest jak po miesiacu zobaczyla roznice miedzy płacą netto a płacą brutto, ktora miala zaoferowana :)

    Mnie jednak bardziej ineteresuje watek – czemu wizja „kury domowej” jest taka straszna? :) Wiecej o tym: http://www.kuradomowa.com/

  18. marcin: „Dodalem zatem mysl, ze do tego algorytmu w usa jest dopisane – nie mozesz znalezc pracy – zmien miejsce zamieszkania. I po prostu ludzie, ktorzy nie chca, nie moga, nie potrafia sie wpisac w ten algorytm maja klopoty z praca podobne do twojego. Lajf is brutal.”

    Mimo zes loco Polska – dobrze podumowales. To istotna czesc „algorytmu zycia”

    Druga czesc – jak nei mozesz nalezc przcy to zmien zawod. Najlepszy programista jakiego znam to facio z doktoratem z greki klasycznej z Cambridge w Anglii. Niestety, znalezienie pracy w dziedzinie greki klasycznej z pensja taka aby umozliwila utrzymanie 4 corek na dobrych uniwersytetach jest niemozliwe. Odwiesil wiec greke na kolek, i pracuje w IT. Papiery na temat greki pisuje wieczorami.

    A jak nie chcesz zmienic pracy, to sie zastanow czy twoje skills odpowiadaja potrzebom rynku. Moga wymagac odkurzenia i odswiezenia

  19. @Adam:
    kiepscy to uczniowie, ktorzy obalaja fakty. Bo Ford faktycznie tak powiedzial. Cytat ze strony Ford corp:

    After the success of the moving assembly line, Henry Ford had another transformative idea: in January 1914, he startled the world by announcing that Ford Motor Company would pay $5 a day to its workers. The pay increase would also be accompanied by a shorter workday (from nine to eight hours). While this rate didn’t automatically apply to every worker, it more than doubled the average autoworker’s wage.
    […….]
    Henry Ford had reasoned that since it was now possible to build inexpensive cars in volume, more of them could be sold if employees could afford to buy them. The $5 day helped better the lot of all American workers and contributed to the emergence of the American middle class

  20. @Andsol:
    A. L. zwykle pisuje nie o tym, o czym jest dyskusja :) miewa rowniez przemozna potrzebe opowiedzenia wszystkim wszem i wobec jak to on zawsze sobie radzil ze wszystkim lepiej od innych.

    @Marcin:
    tak, zmiana miejsca zamieszkania wchodzi w sklad tego algorytmu, oczywiscie, tyle, ze jesli pracy wszedzie jest niewiele i wszedzie trzeba konkurowac z co najmniej kilkudziesiecioma kandydatami, to przeniesienie sie nie gwarantuje Ci absolutnie niczego. Ja wysylam CV na oferty pracy z calych USA, jak narazie nie dostalam odzewu. Jedyny odzew i interviews dostaje stamtad, gdzie podalam swoje CV przez znajomych pracujacych w danej firmie.

    A co do bycia kurą domowa. Sa kobiety, ktorym to odpowiada (albo przynajmniej tak twierdza, jak pogadac blizej to sie okazuje, ze po paru latach juz im sie odechcialo).
    Mnie nie odpowiada, z paru wzgledow.
    Po pierwsze tak to juz jest, ze jak ktos placi, to wymaga. Zjawisko samo w sobie jest normalne i ok, problem w tym, ze prace domowe takie jak sprzatanie, robienie zakupow, gotowanie, pranie, prasowanie sa traktowane jako cos gorszego.

    Pozycja zawodowa kobiety zajmujacej sie domem jest zadna. Jesli zdarzy sie, ze maz czy utrzymujacy ja partner odejdzie/ulegnie wypadkowi/straci prace/znajdzie inna, kobieta zostaje na lodzie. Z punktu widzenia rynku ma zerowe doswiadczenie. Moze pracowac po domach jako sprzataczka, gosposia, sluzaca. Sam wiesz, ze z takich prac bardzo ciezko sie utrzymac. Jesli do tego ma dziecko, to po prostu bedzie klepac biede.

    Po drugie:
    gdy jedna strona placi za wszystko automatycznie wyksztalca sie uklad, w ktorym ta osoba ma wiecej do powiedzenia w sprawie podzialu/sposobu wydawania pieniedzy. Wszystko pieknie, dopoki dwie osoby zgadzaja sie ze soba w absolutnie wszystkim. Tyle, ze w realnym zyciu wlasciwie nigdy tak nie ma i ktos musi ustapic.

    Po trzecie:
    zajmowanie sie zajeciami domowymi jest nuzace i nudne. Ja robie to, bo nie lubie zyc w chlewie. Jesli bedzie mnie stac, zatrudnie sprzataczke.

    Po czwarte:
    lubie miec wlasna kase i samej decydowac, na co ja wydam.

  21. futrzak: „A. L. zwykle pisuje nie o tym, o czym jest dyskusja :) miewa rowniez przemozna potrzebe opowiedzenia wszystkim wszem i wobec jak to on zawsze sobie radzil ze wszystkim lepiej od innych.”

    To sie nazywa „gap”. Futrzak pisze wszem i wobec jaki jest biedny, pokrzywdzony, bez szans, bo wszyscy oszukuja, maja nadmierne wymagania, i tak dalej. Ja pisze ze mozna inaczej, na co podaje przyklady.

    Przyklady psuja futrzakowi dobre samopoczucie. Trudno.

  22. @kuradomowa

    Moja zona od 5 lat jest na urlopie macierzynskim/wychowawczym. Oczywiscie, ze duzo robi przy domu, ale ja tez robie. Mysle, ze 90% tych rzeczy, ktore robi robilaby takze gdyby pracowala. Nigdy nie klocilismy sie o wydawanie pieniedzy. To raczej ja ją namawiam, aby nie byla tak oszczedna.
    Owszem, nie ma dobrej pozycji na rynku pracy, natomiast mysle, ze bedzie miala lepsza pozycje na emeryturze, gdy nasze dobrze wychowane dzieci nie dadza umrzec nam z glodu :)

    Wiem, ze roznie bywa w malzenstwach, ale chcialem Ci tylko zwrocic uwage, ze wizja, ktora Cie kusi nie jest taka straszna. Moje subiektywne odczucie jest takie, ze statstycznie te kurydomowe sa szczesliwsze niz tzw. kobiety pracujace.

  23. Futrzak – ile miałaś czasu na nauczenie się czegoś nowego? Np. programowania? Codziennie 3-4 godzinki i dzisiaj byś wymiatała. Ale nie… Świat jest zły. Wolisz się trzymać złudzeń z przeszłości zamiast ruszyć do przodu.


Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

%d blogerów lubi to: