Legalny Windows 7 kosztuje w Argentynie 200 USD. To duzo wiecej niz w USA i w Polsce nawet, jesli przelicza sie bezposrednio z peso na dolary. Do tego dochodzi fakt, ze srednie pensje sa nizsze niz w Stanach.
Efekt: nikt nie uzywa legalnych windowsow.
Szkoda tylko, ze rzad Argentyny nie doszedl do podobnego wniosku jak rzad Brazylii i nie wprowadzil we wszystkich swoich lokalizacjach linuxa…
Legalny Mercedes E250 w Polsce kosztuje 190000PLN. To dużo więcej niż w USA, do tego dochodzi fakt, że średnie pensje są niższe niż w Stanach.
Efekt: nikt nie używa legalnych Mercedesów.
Przez: r. w 19 Styczeń 2012
o 08:11
r:
prawde mowiac zupelnie nie wiem, co chciales przez to porownanie powiedziec. Mercedes to nie program komputerowy, ktory mozna sklonowac kliknieciem myszki w pare minut.
Przez: futrzak w 19 Styczeń 2012
o 08:46
Najszybciej Billy im cos ufundowal wiec pozostali wierni
Przez: jb w 19 Styczeń 2012
o 09:11
Niestety mniej więcej tyle samo (ok 700zł) w Polsce kosztuje normalny Win 7 w box-ie, nie OEM.
Czy w Argentynie nie ma zwyczaju sprzedaży nowych komputerów razem z Windowsami OEM? W Polsce komputer z OEM-em jest droższy zaledwie o 150-200zł.
Używanie Linuksa to jednak koszt znacznie większy niż nawet 700zł na stanowisko. Szkolenia pracowników, specjalistyczna pomoc techniczna, ciągłe problemy z oprogramowaniem i sterownikami są znacznie droższe.
Przez: artur xxxxxx w 19 Styczeń 2012
o 09:33
artur:
jaka znowu specjalistyczna pomoc techniczna? Dobry admin ma mniej roboty z desktopami linuxowymi niz z win. Moglam to obserwowac na zywca przez lat ponad 10. Kazdy tez normalny admin woli zajmowac sie linuxem niz win i ja doskonale rozumiem dlaczego. Problemy moga wystepowac jedynie na froncie jakiejs niekompatybilnosci z reszta swiata co uzywa ostatniego super-hiper-wynalazku microsoftu.
Przez: futrzak w 19 Styczeń 2012
o 09:42
Ok, poprawka. Ja mowie o realiach w USA. W Polsce nic sie nie daje normalnie zorganizowac, informatyzacja stron rzadowych i ZUS to jakis chos, burdel i niewiadomo co – a kurdy im do open source bylo.
Przez: futrzak w 19 Styczeń 2012
o 09:46
pewnie dlatego linux kroluje jako OS na prywantnych i pracowych desktopach :)
okolo 2%
Przez: w. w 19 Styczeń 2012
o 11:22
@Futrzak
Admina do obsługi małej sieci na Windowsach znajdziesz za 2500-3000zł brutto. Do tego będzie zajmował się wszystkimi komputerami od strony sprzętowej i dbał o ich czystość. Koszt zatrudnienia specjalisty znającego sieci na Linuksie to min. wydatek 6000-10000zł/m-c brutto. Ciężko takiego gościa też przymusić do innej pracy, czemu się zresztą nie dziwię.
Ponad to trzeba wyszkolić cały personel w firmie i zapewnić jakieś regularne nauki. Windowsa wszyscy znają więc nie ma problemów.
Poza tym można natknąć się na mur nie do przebicia. Kupisz jakiś sprzęt i po prostu nie będzie chciał działać w sieci na linuksie, np. niektóre plotery, drukarki.
Przez: artur xxxxxx w 19 Styczeń 2012
o 11:55
windows jest prostszy,bardziej powszechny i dużo osób pracuje na win,chcesz znaleźć rozwiazanie problemu na jakimś forum zawsze trafisz.
LINUX – trzeba się uczyc samemu,trzeba w tym posiedzieć,brak podpowiedzi rozwiązań zadań,sprzet moze faktycznie nie współpracować
Przez: tuv w 19 Styczeń 2012
o 12:42
Artur xxxxxx – To, że linux jest trudny w użyciu, albo że trudno przeszkolić pracownika do korzystania z windowsa to mit. Ze dwa lata temu wprowadziłem w swojej firmie linuxa jako system desktopowy (wcześniej był tylko na serwerach). Szkolenie tak by przeciętny pracownik biurowy umiał się posługiwać Ubuntu trwało jakieś 2 godziny. Musieli się przyzwyczaić do tego, że system wygląda trochę inaczej, przyciski są w nieco innym miejscu i jeden czy dwa programy nazywają się inaczej. Firefox/Chrome/Opera jest ta sama. Thunderbird jest ten sam. Skype jest to samo. Zamiast Winampa jest Dropbox (o to była większość pytań – to był największy problem w przestawieniu się pracowników na linuxa!). Jeżeli ktoś nie używa komputera do gier, to linux (część jego odmian) jest o niebo łatwiejszy i wygodniejszy w użyciu od windowsa. Wiem, że niemal wszyscy pracownicy wywalili windowsy na swoich domowych komputerach i zainstalowali Linuxa. Włącznie z tymi, którzy w pracy mają Windowsa – na kilku kompach musiałem go zostawić pod specjalistyczne oprogramowanie.
Nie wiem skąd masz takie pensje administratorów linuxowych, ale mam nadzieję, że mój administrator nie czyta tego bloga. Wyrwał by mi drzwi z futryny biegnąc do Twojej firmy :D
A co do trudności w używaniu linuxa proponuję wypalić sobie płytkę z jakimś systemem w wersji Live (odpalany z płytki) i pobawić się tym przez parę dni. Np polecam Linux Mint. Instalacja polega na wydaniu polecenia aby się zainstalował. Update polega na wyrażaniu zgody, aby pobierał i instalował łatkil. Instalowanie nowych programów polega na tym, że trzeba wejść do centrum oprogramowania, wyszukać interesujący nas program i wyrażeniu zgody, aby się zainstalował (jak wolne łącze, to trzeba poczekać). O wirusach i trojanach możesz zapomnieć. Włamy na kompa mogą być, ale łatwiej się zabezpieczyć, niż w Windowsie. Wady? Raczej sobie nie pograsz – gier na Linuxa jest mało, wprawdzie co popularniejsze windowsowskie gry można odpalić na linuxie, ale tu już trzeba trochę się pomęczyć. Np przeczytać tutorial jak taką grę uruchomić i go wykonać. Pewnych programów nie ma na Linuxa, a odpowiedniki nie zawsze są wystarczające.
A czemu Windows jest popularniejszy od Linuxa/? Bo jest “za darmo”, są na niego gry i dzięki “zasiedzeniu”.
Przez: Arturro w 19 Styczeń 2012
o 14:50
Tfu, powinno być – zamiast winampa jest rhytmbox. Dropbox na windowsa i linuxa jest oczywiście ten sam :D
Przez: Arturro w 19 Styczeń 2012
o 14:52
Abstrachujecie od ukladu odniesienia… Lepszy, gorszy, wasz, nasz… Co za roznica? I tak wszystko jest made in china.
Co nie zmienia faktu ze ceny windowsa so wyjebane w kosmos. Bez podstawnie.
Przez: Bagman w 19 Styczeń 2012
o 15:09
Bagman:
linux nie jest made in China, sorry.
Przez: futrzak w 19 Styczeń 2012
o 15:36
To byl sarkazm…
Przez: Bagman w 19 Styczeń 2012
o 18:09
Futrzak, Microsoft to nie idioci, że ceny walą z kosmosu. Wiadomo, że prywatna osoba legalnego nigdy nie kupi bo nikt nie będzie chodził po domach i sprawdzał. Natomiast firma nie będzie ryzykowała i zabuli.
Przez: Tom w 20 Styczeń 2012
o 01:49
Na wdrożenie kompleksowego systemu informatycznego w rozległej firmie, albo i firmach (patrz rozległy sektor publiczny, wiele urzędów, sądów, instytucji, z których każda już posiada jakieś zaczątki komputeryzacji na własną rękę) składa się tak wiele zmiennych, że sprowadzanie decyzji o wyborze platformy do tego, czy pan Ziutek jest w stanie zainstalować sobie Linuksa na pececiku i czy starszy tonerowy od Windowsa to 2k miesięcznie a od Linuksa powiedzmy 4k i czy będzie ścierał kurze (???) – to jakiś, wybaczcie, żart.
Zacznijmy od tego, że takie twierdzenie jest statystycznie nieuprawnione, a porównywanie obu stanowisk to trochę jabłka vs pomarańcze. Bo:
- w 2012 każdy dureń potrafi zainstalować windows, podobnie jak średnio zaawansowana małpa jest w stanie odpalić linuksa z płytki – wystarczy rozumieć polecenia wyświetlane na ekranie, nie ma to żadnego przełożenia na skuteczność profesjonalnej eksploatacji ww systemów i aplikacji na nich;
- zrozumienie, dlaczego rzeczy działają tak jak działają w obu tych systemach, to wyższa szkoła jazdy, która wymaga a) potencjału intelektualnego, b) wyszkolenia (we własnym zakresie lub przy pomocy zewnętrznych czynników – książki, warsztaty, szkolenia, tudzież poświęcanie przez X lat wolnego czasu na hobby pt chcę zostać adminem)
- porównywanie złego windziarza do dobrego linuksiarza to idiotyzm.
Naprawdę dobry specjalista od Windowsów jest opłacany nie gorzej – a często lepiej – niż jego odpowiednik od Linuksów. I dane mam tu z pierwszej ręki.
Co nie oznacza, że zdebunkowawszy ten argument możemy już radośnie przytaknąć twierdzeniu “tak, wszyscy powinni się zmigrować na Linuksa, bo jest tani”. Otóż nie musi być. Pojedyncza licencja na pojedynczy komputer wykorzystywany przez ZU – zapewne tak. TCO dla kompleksowego rozwiązania desktopowo-serwerowego, z wdrożeniem i utrzymaniem stosownych aplikacji, baz danych, rozwiązania do backupu, monitoringu, ewidencji sprzętu/systemów/aplikacji, uaktualnień, capacity planningu, cyklu życia, zarządzania użytkownikami i uprawnieniami, a do tego zachowanie poziomu wsparcia na to wszystko, który zapewni działanie bez przestojów – to już może być całkiem inna bajka. MS ma tu na tyle istotną przewagę, że większość producentów (sprzętu, oprogramowania typu enterprise) domyślnie wspiera ich systemy. Linux, po tylu latach prób przebicia się do mainstreamu, mimo wszystko pozostaje “an afterthought”; już pomijając, że z samego faktu jego otwartości wynika prosta konsekwencja: nie da się utrzymać spójnego rozwiązania do, dajmy na to, aktualizacji jednocześnie różnych dystrybucji bez tworzenia i konieczności utrzymywania jakichś sznurków.
Zresztą komercyjne Linuksy są płatne i to słono (por https://www.redhat.com/wapps/store/catalog.html ); płaci się za dokładnie ten sam spokój sumienia, który daje licencja enterprise’owa (wraz ze wsparciem) Microsoftu; a certyfikowane zaawansowane szkolenia RH potrafią być ~dwa razy droższe od MS-owych.
Przez: asiaque w 20 Styczeń 2012
o 06:50
artur xxxxxx, Twoje wyliczenia o kształceniu na linuksa są ciekawe i przekonujące, ale mogą Cię zainteresować informacje o praktyce brazylijskiej. Zatrudnia się administratora czy urzędnika, który ma wymaganą wiedzę, zdobycie tej wiedzy w przypadku kandydata na administratora nie różni się kosztem w zależności od systemu operacyjnego. Kursy specjalistyczne? Na poziomie uniwersyteckim linux to normalka, na kursach profesjonalizujących (po części subwencjonowanych przez stowarzyszenia przemysłu i handlu, przez to na ogół bardzo tanich i dobrej jakości – przecież firmy potrzebują wykwalifikowanych ludzi – hasło wywoławcze: SEST/SENAT)
też.
W przypadku kandydatów na urzędników państwowych (czytaj: municypalnych, stanowych, federalnych) typowe obwieszczenie o egzaminach konkursowych (pisemnych) podaje przedmioty, z których padają pytania, nieodzownie mowa jest tam o informatyce, typowe sformułowanie to “pięć pytań z podstawowej wiedzy o windowsie i linuksie”.
Nawiasem, potrzeba znajomości informatyki dotarła do ciężarówek, w całym kraju potrzeba koło 50 tysięcy kierowców, ale muszą oni rozumieć i używać GPS, mail i formularze komputerowe.
Bagman, po łacinie “ciągnę, wyciągam” to traho :)
tuv, piszesz, że windows jest prostszy, bardziej powszechny, to tak słuszny argument jak propaganda devanagari, wiele osób w Indiach zgodzi się, że jest prostszy i bardziej powszechny niż alfabet łaciński. Ale przejdźmy jeszcze raz do praktyki (brazylijskiej): w sklepie (wszechobecne sieci wielodepartamentowe) jeśli sprzedają komputer z oprogramowaniem i nie mówią jaki jest jego system operacyjny, niechybnie jest to linux. A jeśli nawet sprzedają coś z windowsem ale dość tanio, niezawodnie ma on Open Office, (wymiana na “Office Home and Student 2010″ to 350 zł, na “Office Home and Business 2010″ to 700 zł, mało kto to robi), czyli dla osoby wykonującej podstawowe zadania na komputerze to jeden ptaszek czy w środku maszyny siedzi windows czy linux. Innymi słowy, wszystko jak to opowiada Arturro.
Przez: andsolbr w 20 Styczeń 2012
o 06:56
Tom:
tutaj firmy tez uzywaja nielegalnych kopii (za wyjatkiem miedzynarodowych corpo).
asiaque:
TCO dla kompleksowego rozwiązania desktopowo-serwerowego, z wdrożeniem i utrzymaniem stosownych aplikacji, baz danych, rozwiązania do backupu, monitoringu, ewidencji sprzętu/systemów/aplikacji, uaktualnień, capacity planningu, cyklu życia, zarządzania użytkownikami i uprawnieniami, a do tego zachowanie poziomu wsparcia na to wszystko, który zapewni działanie bez przestojów – to już może być całkiem inna bajka. MS ma tu na tyle istotną przewagę, że większość producentów (sprzętu, oprogramowania typu enterprise) domyślnie wspiera ich systemy
Jak to dobrze, ze we wszystkich firmach, w ktorych pracowalam w Dolinie Krzemowej przez 13 lat jakos nie zdawali sobie sprawy z wymienionych tutaj przez Ciebie trudnosci :) i tylko w jednej – malutkim startapie (30 osob) uzywano do tych celow windowsow.
A w ogole to czytam sobie te komentarze, oraz to co napisal Andsol i jedno mi sie nasuwa: W Polsce NIC sie nie da zrobic. Wszyscy zaraz koncentruja sie na tym, dlaczego sie NIE DA i dlaczego nie ma sensu.
A w takiej Brazylii okazalo sie, ze mozna. Ale coz, Brazylia to trzeci swiat, widocznie nie dotarla do nich jeszcze informacja, ze przeciez sie NIE DA :)
Przez: futrzak w 20 Styczeń 2012
o 07:35
no to ja mam pytanie:
KTO z komentatorów opowiadających się ZA linuxem go posiada,pracuje na nim itp. ?
a jeżeli nie masz linuxa to dlaczego?
Przez: tuv w 20 Styczeń 2012
o 08:52
tuv:
ja w tej chwili nie mam, ale to dlatego ze wyprowadzajac sie do Argentyny musialam sie pozbyc desktopa (sama go zlozylam z czesci i zainstalowalam Ubuntu) i uzywam tylko laptopa – MacBooka Pro. OS X to nie linux, ale oparty jest na innym unixie czyli FreeBSD :)
Jesli chodzi o komputery domowe to NIGDY nie mialam windows na zadnej maszynie. Zawsze byly to jakies unixy, rozne dystrybucje linuxa albo Mac OS.
W ostatnich dwoch pracach zmuszono mnie od uzywania windows, w poprzednich moglam sobie wybrac co chce – win czy linuxa na desktopie, przy czym w tym ostatnim rozwiazaniu admin trzymal rece z daleka i sama sobie robilam “support” i backupy :)
Przez: futrzak w 20 Styczeń 2012
o 09:08
Futrzak: to, że mnie nie stać, nie uprawnia mnie do używania zajumanego. To, że można coś sklonować, nie znaczy, że ktoś nie zainwestował w powstanie tegoż pieniędzy. Sądząc z rozmiarów i liczby zaangażowanych w powstanie Windows programistów, którzy pracowali nad projektem kilka-kilkanaście miesięcy, za darmo ten system nie powstał.
Z innej beczki. Komercja (RH czy MS) wspiera swoje systemy nawet przez 10 lat, co ma niebagatelne znaczenie, gdy utrzymuje się na nich soft pisany na zamówienie. Oczywiście w bogatej Kalafiornii być może praktykuje się regularne migracje dużych systemów/wdrożeń co dwa-trzy lata, ale tu, w biednej Bulandzie, robi się to, gdy jest to konieczne, a nie dlatego, że jeden pryszcz z drugim uznali, że minęły trzy miesiące od ostatniej dużej wersji i już najwyższy czas olać kompatybilność wsteczną.
A ile mieliście stacji? 10? 100? 10000?
Przez: r w 20 Styczeń 2012
o 10:46
Przez: r w 20 Styczeń 2012
o 11:02
tuv, widząc zapytanie KTO z komentatorów opowiadających się ZA linuxem najpierw pomyślałem, że jakie ma znaczenie jakaś malutka próbka wśród komentatorów, potem uświadomiłem sobie, że to nie do mnie, bo za niczym się w moim komentarzu nie opowiedziałem, podałem tylko parę informacji o stanie rzeczy w Brazylii, ale może komuś do czegoś to się przyda, przecież to nie żaden sekret: od pierwszego w życiu komputera (prawie 17 lat temu) mam linuksa i na nim pracuję (głównie teTeX, gp-pari, gnuplot, Image Magick) – a gdy mój instytutowy komputer jeszcze żył, też wraz z całą siecią chodził pod linuksem. Tak, kiedyś drukowanie czy wyświetlanie niektórych formatów filmowych było skomplikowane. Tak, kiedyś jakieś ciasteczko mi zaświniło X-y i musiałem dać reboot, więc jakieś wejścia dla wirusów są. Raz na 17 lat i rozwiązane przez wyłączenie i włączenie, koszt nie tak wysoki.
Do niczego nikogo nie zachęcam. Kto lubi rude dziewczyny, żadna gadanina nie przekona go do blond chłopców.
Przez: andsolbr w 20 Styczeń 2012
o 11:21
r:
Oczywiście w bogatej Kalafiornii być może praktykuje się regularne migracje dużych systemów/wdrożeń co dwa-trzy lata
Po co? Robi sie je wtedy kiedy jest to konieczne. Rzadko tez sa rozwiazania typu jeden wielki behemot dla calej firmy, bo to po prostu nie ma sensu. Jak sobie ktos zafundowal SAP w firmie to potem faktycznie ma problem.
A ile mieliście stacji? 10? 100? 10000?
Zalezy jak liczyc – tylko glowne headquarters Sun Microsystems w Santa Clara California czy wszystkie ich lokacje na calym swiecie?
Przez: futrzak w 20 Styczeń 2012
o 11:31
aaa i jeszcze jedno: co to sa uslugi katalogowe?
Przez: futrzak w 20 Styczeń 2012
o 11:42
a, juz wiem. Na przyklad takie cos: http://directory.fedoraproject.org/
Przez: futrzak w 20 Styczeń 2012
o 11:49
“Jak to dobrze, ze we wszystkich firmach, w ktorych pracowalam w Dolinie Krzemowej przez 13 lat jakos nie zdawali sobie sprawy z wymienionych tutaj przez Ciebie trudnosci :) i tylko w jednej – malutkim startapie (30 osob) uzywano do tych celow windowsow.”
I tam trudności. To po prostu, hm, części składowe zagadnienia, które trzeba wkalkulować w budżet. Mam to na co dzień od kilkunastu lat. I ja nie mówię, że się nie da. Mi płacą za to, żeby się dało. Wdrażałam i utrzymywałam różne rzeczy na Windowsach i na Linuksach; współuczestniczę też w planowaniu budżetu utrzymaniowego IT w dużej firmie. Nie potwierdzam prawdziwości stwierdzenia pt “Linux zawsze jest tańszy”. Czasem jest, czasem nie. Tyle.
Przez: asiaque w 20 Styczeń 2012
o 15:06
Czyli potrzebne jest coś o znacznie dłuższym cyklu życia niż 2-3 lata. Czyli komercja, która kosztuje, albo własna komórka inżynierów systemowych, którzy będą zapewniać wsparcie i backportowanie poprawek. Debianiki, Ubunciaki (może, od biedy, LTS) i inne pryszcz-wytwory odpadają.
Znaczy że w dużej firmie każdy wydział sam sobie struga pocztę/groupware/CRM/system ticketowy, w firmie jest kilka systemów księgowych/magazynowych/finansowych/kadrowych, a wymiana danych między nimi jest oparta o sznurek, drut i patyk bądź interfejs białkowy? Bomba. Niski TCO my ass. Wiele firm przerabiało schemat ,,każdy oddział ma swój serwerek, backupik (if any), stacyjki i konta lokalne”. Efekt był taki, że do obsługi każdej placówki potrzeba przynajmniej dwóch administratorów, którzy koszą kasę, za robotę, którą normalnie mogłaby obskoczyć jakaś część tej załogi i część maszyn zaangażowanych w taki model.
Poza tym jaki ma być system, który obsługuje np. kilka milionów klientów i miliardy rekordów? Ni cholery, nie chce być mały, nie chce się składać z dwóch komputerków i macierzy klasy StorEdge A1000, szczególnie gdy prócz przechowywania tych danych ma jeszcze świadczyć usługi, ich sprzedaż, wielokanałową obsługę klienta, postępowanie reklamacyjne. Taki system, nawet jeśli będzie się składał z wielu modułów, nie będzie mały. I jego moduły też nie będą małe.
No jakoś trudno mi sobie wyobrazić, żeby w firmie produkującej serwery uniksowe, staje uniksowe, terminale uniksowe/javastations, uniksy i javę mieć coś innego niż własne wyroby (chociaż spodziewam się, że jako backend dla różnych systemów stał raczej Oracle niźli MySQL). Słaby przykład.
r.
Przez: r w 20 Styczeń 2012
o 15:17
Tuv – na desktopie domowym mam win xp (raz na ruski rok grywam) i linux mint. Na laptopie (biuro) mam linux mint. Na netbooku mam Ubuntu i Windows 7 (był domyślnie zainstalowany – nie używam).
R – na 12 stanowisk komputerowych na 3 komputerach mamy windowsa. Na kompie sekretarki, grafika i kierowniczki działu IT. Sekretarka ma windowsa, bo zainstalowanianie windowsowego programu księgowego wymusiło na nas biuro księgowe. Prawdopodobnie utrzyma się tylko do najbliższej awarii systemu, bo funkcję programu księgowego przejął nasz autorski CRM. Grafik ma Windowsa bo programy graficzne na Linux są gorsze od ich Windowsowych czy Macowych odpowiedników. Kierowniczka działu IT używa Windowsa gdyż przyzwyczaiła się do korzystania z Windowsowych programów do wspomagania i zarządzania programowaniem. Kupienie jej komputera z Windowsem i tym oprogramowaniem było tańsze, niż przestawianie jej pracy na Linuxowe odpowiedniki.
Cała reszta naszego oprogramowania działa z poziomu serwerów, czyli, jak to się dzisiaj określa – działa w chmurze. Komputery służą jako terminale łączące się z naszymi serwerami + arkusz kalkulacyjny + edytor tekstu + program do odtwarzania muzyki :D Na wszytkich serwerach mamy linuxa. Większość wykorzystywanych przez nas programów pisana jest przez nas lub na nasze zamówienie i co do zasady obsługiwana jest z poziomu przeglądarki.
Windowsa mamy tylko tam, gdzie musimy używać “stacjonarnych” windowsowskich programów.
Przez: Arturro w 20 Styczeń 2012
o 16:49
dziękuję bardzo za tak szczegółowe odpowiedzi.Bardzo mnie ten temat zaciekawił,dlatego zapytałam.
My w naszej dwuosobowej w porywach do czterech firmie mamy sieć 6 komputerów które pracują na XP,a to tylko dlatego że kupowaliśmy już z systemem(tam gdzie była Vista też sami daliśmy XP).
Od dawna chcieliśmy przejść na linuxa (nie gramy w gry ;)) ale jakoś nie było parcia,bo do naszych potrzeb wystarczało to co jest.
Ale po kolejnej awarii mam tak dość,że będę męczyć w tym temacie.
Przez: tuv w 21 Styczeń 2012
o 01:00
@Arturro:
12? Przestań, bo zajadów dostanę. Więcej workstacji stoi u nas, w kilkuosobowym pokoju (i są wykorzystywane na codzień), a jesteśmy, malutką w skali firmy, komóreczką, która zajmuje się tylko intelowym żelastwem.
Chmurze-srurze — buzzwordami to my, ale nie nas. Masz tam warzywniak, który równie dobrze można zorganizować za pomocą kilku kalkulatorów Bolek, zeszytów i sprawnej pani, która jeszcze pamięta, jak się robi firmę bez komputerów.
Model aplikacyjki webowej jest fajny w małej firmie, gdzie masz góra kilkudziesięciu pracujących na tym użytkowników. Później zaczynają się schody, bo już nie serwerek pod biurkiem na aplikacyjki, bazkę i firmowy serwerek WWW, tylko cała farma, grube bazy, a dookoła tego stoją setki mocnych stacji roboczych (bo słabych za bardzo już nie ma), których moc obliczeniowa idzie w kulki księgowej i redtube znudzonego handlowca.
Spróbuj teraz to przeskalować na firmę, która ma kilka tysięcy pracowników biurowych, w której księgowość jest znacznie większa niż cały Twój warzywniak, która ma miliony klientów, w której działy obsługi klienta i sprzedaży przekraczają tysiąc osób. Ci ludzie muszą mieć do swojej dyspozycji groupware, obieg dokumentów, scentralizowane uwierzytelnianie spięte z aplikacją kadrową, bazy wiedzy, aplikacje sprzedażowe, CRM i mnóstwo innych mechanizmów. Za tymi ludźmi stoi jeszcze księgowość, kadry, zaopatrzenie, itp., itd. i oni też potrzebują specjalizowanego oprogramowania, które będzie sprawnie działało. To wszystko trzeba kupić albo wystrugać samemu. To drugie wymaga ludzi i czasu, czyli pieniędzy. To pierwsze wymaga pieniędzy (i często też czasu). No i na linuksiki po taniości jest LAMP, Java (tylko czekać, aż będzie płatna), Postgres. Ale już jakikolwiek soft, który ma robić coś konkretnego, albo nie istnieje, albo żre kasę.
Przez: r w 21 Styczeń 2012
o 01:44
Parę razy w życiu próbowałem zrezygnować z Windowsa na rzecz Linuksa (w domu) i zawsze się to o coś rozbijało – albo nie mogłem skonfigurować dźwięku, albo PDF-y drukowały mi się jakoś pokracznie (a był czas, że drukowałem ich mnóstwo), albo czcionki na ekranie wyglądały bardzo źle, albo, co już w ogóle mnie kompletnie rozwalało, system działał wolniej (!) niż zainstalowany na tym samym kompie wcześniej Windows. Być może może za cienki ze mnie użytkownik (do informatyka mi dość daleko), ale Linuks mnie przekonuje tylko do absolutnie podstawowych zastosowań (np. biblioteka na uczelni) i tylko wtedy, gdy ktoś obeznany go wcześniej porządnie skonfiguruje. Może obecne linuksy są lepsze i pewnie kiedyś zrobię jeszcze jedno podejście, ale moje dotychczasowe doświadczenia jeśli chodzi o użytek domowy są tragiczne.
A co do cen oprogramowania, był taki moment, że Office 2007 Professional w USA kosztował w przeliczeniu jakieś 1000 PLN, w UK jakieś 1200, a w Polsce średnio… 2500 PLN. :/
Przez: equus w 21 Styczeń 2012
o 02:14
r: podziwiam Twoje techniki dyskusyjne. Sprawne, męskie i nie packające się rozumieniem dyskutanta, po prostu tak jak po balu w remizie strażackiej: czym się da. “My ważni a ty warzywniak i linuksik.”
Najbardziej podoba mi się nieuchronna konkluzja z Twoich wywodów o absolutnej potrzebie windowsów: albo Brazylia to warzywniak, albo nie istnieje. Bo przecież agencje rządowe obsługujące dziesiątki milionów klientów nie mogą istnieć z linuksami, prawda?
Przez: andsolbr w 21 Styczeń 2012
o 05:57
tuv:
jedna z latwiejszych dystrybucji dla uzytkownika desktopowego jest Ubuntu, trzeba tylko miec standardowy w miare hardware, zeby sie nie musiec meczyc z instalowaniem dodatkowych sterownikow. Instalacja jest calkowicie graficzna, tak jak w windowsach, radzilabym jednak przeczytac readme zanim zaczniesz :)
Przez: futrzak w 21 Styczeń 2012
o 08:08
andsol:
r. po prostu usiluje zakrzyczec rzeczywistosc. Jesli nie zgadza sie ona z jego wizja – tym gorzej dla rzeczywistosci…
Przez: futrzak w 21 Styczeń 2012
o 08:10
R – widzisz, ale mój warzywniak wychodowałem sobie sam i nie musze całować dupy jakiemuś korporacyjnemu ważniakowi aby dostać podwyżkę :) W Polsce są miliony takich grządek jak moja i dla 90% takich firm Linux jest całkowicie wystarczającym systemem, tańszym i lepszym niż Windows.
W przeciwieństwie do co poniektórych nie twierdzę, że w każdym zastosowaniu i w każdej firmie Linux jest lepszy od Windowsa, lub odwrotnie. Serwery WWW też stawiacie na Windowsie?
Tuv – zainstaluj sobie najpierw jakiegoś linuxa w domu, możesz mieć równocześnie na jednym komputerze oba systemy. Pobaw się nim trochę, jeśli Ci się spodoba, to wprowadzaj w firmie. Tajemnej wiedzy do tego nie potrzeba.
equus – do Linuxa podchodziłem 3 razy i dopiero za trzecim podejściem się przekonałem do tego systemu – konkretniej do dystrybucji Ubuntu. Polecam raczej Linux Mint niż Ubuntu. Niestety, ostatnio w dystrybucji Ubuntu wprowadzono środowisko graficzne Unity, które jest piękne i zachwycające, ale niewydolne i niewygodne w codziennej pracy.
Dla purystów – tak, wiem, że Linux Mint jest tylko wariacją na temat Ubuntu, i że w Ubuntu można zainstalować sobie dowolne środowisko graficzne. Ale z punktu widzenia użytkownika, który szuka prostoty, zainstalowanie Linux Mint jest najwygodniejszym rozwiązaniem.
Przez: Arturro w 21 Styczeń 2012
o 13:50
[...] informatyzacji ZUSu → powinna liczyć się z krytyką poziomu własnego organu informatycznego. Zachlannosc nie poplaca � notatki na mankietach: W Polsce nic sie nie daje normalnie zorganizowac, informatyzacja stron rzadowych i ZUS to jakis [...]
Przez: Look who is talking « Treść ukryta w 21 Styczeń 2012
o 16:41
http://futrzak.wordpress.com/index.php?ak_action=accept_mobile
Przez: ślepowron w 21 Styczeń 2012
o 18:01
Jestem już za stary, żeby bawić się w słitaśne poklepywanie się po pleckach i łopatologiczne tłumaczenie rzeczy oczywistych (a przynajmniej oczywistych dla mnie).
Coś wspominałeś o niezrozumieniu? No to masz przykład. Całkiem możliwe, że Brazylia ma tego tyle, że odpaliła własną komórkę, która zajmuje się wspieraniem tego softu, pisaniem własnych komponentów, poskładaniem do kupy jakiegoś systemu zarządzania stacjami, patchowania systemów, itp, etc (bo akurat aplikacje fiskalne, zarządzające majątkiem itp i tak musieli sobie zamówić pod swoje potrzeby i uwarunkowania). Prawdopodobnie i tak całkowicie bez komercyjnych produktów się nie obeszło. Choć możliwy jest również taki scenariusz, że oni na tych stacjach odpalają arkusik/edytorek/pocztunię i niewiele więcej, a godzina pracy popychacza linuksów jest na tyle tania, że utrzymują ich w dużych ilościach, by ci gasili pożary w wielkim warzywniaku. Takie praktyczne zastosowanie metodyki JTB.
I na zdrowie Ci i jak najwięcej szczęścia w popychaniu tegoż z dala od meandrów prowadzenia firmy w Polsce. Nie zmienia to faktu, że to o czym piszesz, można zrobić na niemal czymkolwiek. A gdy przychodzi coś poważniejszego, to księgowa chce Windows bo system księgowy, bo Płatnik, bo coś tam, a grafik makówkę.
Mamy na jednym i drugim: właściwy młotek do właściwego gwoździa, bez kierowania się pozorną oszczędnością. Co z tego, że system będzie tani, jak dostawca nie dostarczy w ogóle nań aplikacji, albo zażyczy sobie za to taką kasę, że taniej będzie kupić i utrzymywać systemy konkurencji?
Rzeczywistość jest taka, że mamy kilkaset serwerów, z czego część na Linuksach, a część na Win.
Rzeczywistość jest taka, że jak potrzebuję narzędzi do zarządzania Linuksami, to mam dwie drogi, tanią — poskładać coś do kupy z różnych kawałków i dostrugać brakujące kawałki, co tylko pozornie jest tanie, bo każda godzina mojej pracy jest wyceniona na jakąś sumę, a każda godzina poświęcona na tę robotę opóźnia inną. Druga jest taka, że mogę kupić gotowe rozwiązanie, które sporo tej pracy mi zaoszczędzi. Nazywa się np. RHN Satellite i kosztuje $13k na rok per instancja (oczywiście mogę też poskładać spacewalka do kupy, ale muszę poświęcić na to czas).
Rzeczywistość jest taka, że redhatowy Kickstart jest do nauczenia w kilka godzin i można masowo trzaskać redhatopodobne, a debianowy preseeding, gdy ostatnio doń zaglądałem, nie pozwalał na stworzenie LVM-a i założenie na nim filesystemów (bo jak wiadomo, volume manager w systemie jest potrzebny tylko do posiadania go), a jego składnię wymyślono po to, by móc męczyć nią studentów na zajęciach.
Rzeczywistość jest taka że jak się coś spieprzy w komercji, a masz wykupione wsparcie na właściwym poziomie, to dzwonisz, przyjeżdża do Ciebie inżynier (abstrahując od jego wiedzy, ale np. MS przysyła raczej kumatych ludzi) i rozwiązujecie problem, a nie czekasz na ten moment, kiedy hobbysta ma czas, między pracą, rodziną i piwem, żeby się błędem zająć. Oczywiście można zatrudnić takiego developera, ale wtedy gdzieś znika ta taniość rozwiązania.
Rzeczywistość jest taka, że jak podłączę Debianika do macierzy klasy mid-ragne czy enterprise, to jeśli coś będzie się chrzanić, to vendor spuści mnie na drzewo bez analizy problemu, bo ten system nie został przez nich certyfikowany (mimo że w środku będzie to ten sam moduł lpfc czy qlaXXXX). Oczywiście zawsze mogę się obyć bez macierzy, ale w pewnych zastosowaniach jednak niekoniecznie — nie będę terabajtów ważnych danych przechowywał na macierzach zrobionych z pecetów. Podobnie jest np. z Oracle i śmiać mi się chce z pryszczersów, dumnie oświadczających, że postawili Oracle np. na Gentoo. Postawili i co potem?
A przede wszystkim rzeczywistość jest taka, że najwięcej za Linuksami wszędzie głosują ludzie, którzy poużywali go sobie w domu, w pracy na stacji i rzadko kiedy wyszli poza jakieś ogólne zastosowania typu LAMP, serwer poczty, stanowisko biurowe, POS/system kasowy (do takich rzeczy i innych appliance Linuks czy BSD nadaje się idealnie, bo klient i tak dostaje gotowy produkt) czy środowisko developerskie, a jak słyszą np. że terabajt przestrzeni macierzy klasy enterprise kosztuje pięć cyfr w walucie twardej, to zaraz opowiadają, ile by zaoszczędzili, kupując dyski na Allegro.
A tymczasem myślę, że wyczerpałem już zasób energii, jaki mogę poświęcić na ten flejmik, przerabiany zresztą wielokrotnie już 10 lat temu. Wtedy też byłem po stronie piewców linuksa wszędzie, ale teraz jestem 10 lat starszy i bogatszy o doświadczenia z wielu miejsc pracy: zarówno korporacji jak i warzywniaków.
Przez: r w 22 Styczeń 2012
o 10:40
zadziwia mnie ilos energi wkladana w ta dyskusjie – podczas kiedy swiat juz dawno zadecydowal (2% dla linuksa ) i nie zanosi sie na zmiane decyzji choc oczywiscie kiedys cos “lepszego” przujdzie
Przez: w. w 23 Styczeń 2012
o 06:38
Zacny w, jeśli Twoje dane są tak solidne jak Twoja ortografia, to może jednak są jeszcze na świecie miejsca z cieniem i chłodną wodą dla Linuksa.
Przez: andsolbr w 23 Styczeń 2012
o 12:45
co racja to racja : fat fingers i za slabe oczy na te nowoczesne zabawki :)
lubie jak ktos dyskutuje z faktami – a ortografie przywoluje jako argument :)
Przez: w. w 23 Styczeń 2012
o 13:29
Nie, drogi w, alternatywna ortografia to dowód braku szacunku dla dyskutanta (dla kogo piszesz? dla liczników wordpressa?) i zasadnie prowadzi do wątpliwości czy i w warstwie rzeczowej bylejakość i szybkość nie zastąpiły chęci wspólnego ustalenia jakiejś części prawdy o zjawiskach.
Przez: andsolbr w 23 Styczeń 2012
o 15:17
moglbym troche zlosliwosci wtracic – ale poprzestane na zwroceniu uwagi ze stosujesz wyborna metode dyskusji – kiedy nie mozna zakwestionowac faktow prezentowanych przez dyskutanta atakuje sie jego samego i jego “alternatywna ortografie” – nawiasem mowiac nie wiem czy nawet wiesz ze cos takiego istniej i na pewno nie jest to sadzenie bledow i literowek
troche to dziwnwe choc typowe dla CIebie i Tobie podobnych guru internetowych i swiadczy o dosc duzym zaangazowaniu w temat – co moim zdaniem jest dosc smieszne
Przez: w. w 24 Styczeń 2012
o 05:58
“pewnie dlatego linux kroluje jako OS na prywantnych i pracowych desktopach – 2%”
Problem w tym, że wiekszość przegladarek na Linuksie zgłasza sie do serwerów i podaje że jest z Windows.-) Rzeczywisty udział Liniksa oceniam na ok 20-30%. Na Linuksie chodzi większość sprzętu sieciowego, serwery wydruków itd. Patrzę na firmy, które mnie karmią. Na serwerach króluje Linux, na którym chodza maszyny wirtualne z Windowsem. Podobnie mam na swoim notebooku Linux i wirtualne Windowsy. Terminale dla pracowników też są z Linuksem, ale ludzie łącza się z serwerem i pracują na Windowsie. W efekcie, gdyby podliczyć Linuksa, to jest to pół na pół, albo telefon do przyjaciela.-)
Przez: HansKlos w 27 Styczeń 2012
o 01:05
nikt nie broni używać wolnych klonów komercyjnych linuksów – np. centos, scientific, itp.
Przez: Racjonalne Oszczędzanie blog w 27 Styczeń 2012
o 07:33
No i? ;>
Przez: r w 30 Styczeń 2012
o 12:14