Jest tak, jak myslalam, ze bedzie tj. nie potrafilabym na stale znow zamieszkac w Polsce. Po troche ponad miesiacu mam juz serdecznie dosc. Poza przyczyna oczywista, czyli pogoda, sa jeszcze inne.
Nie obracam sie w tej chwili w towarzystwie ludzi mieszkajacych w Warszawie, bedacych informatykami albo pracujacymi dla duzych miedzynarodowych corpo czy tez majacymi swoje wlasne, duze i dochodowe biznesy. Co dzien spotykam zwyklych ludzi, na ogol mlodszych ode mnie. Borykaja sie z podobnym problemem: jak zwiazac koniec z koncem do pierwszego. Bo dzis praca jest, a jutro jej nie ma. Bo placa ledwie minimalna krajowa. Bo klienci malego rodzinnego biznesu gdzies raptem wyparowali. Bo pracodawca zalega z wyplata pensji. Bo zmienily sie raty kredytu i juz nie starcza na splate miesieczna plus zycie.
Zeby jakos egzystowac i nie zwariowac, zalewaja zwykle wiekszosc problemow alkoholem. Z wierzchu wyglada ok, jak zwykle: jest impreza. Przychodza znajomi, zarty, karty, opowiesci i wreszcie luz. Rzeczywistosc skrzypi na nieoczekiwanych zakretach, kiedy np. przychodzi do zaplacenia za zamowiona pizze i okazuje sie, ze malo kto ma wolna gotowke przy sobie. Albo kiedy druzyna zbierze sie w pubie i tylko dwie osoby z calego towarzystwa stac jest na zamowienie sobie wiecej niz jednego piwa, czy w ogole czegokolwiek.
Wszyscy oni narazie jakos wegetuja, majac nadzieje na lepsze czasy, lut szczescia czy tez efekty, ktore przyjda w wyniku wytezonej, ciezkiej pracy.
Atmosfera smutku i rezygnacji..
I pomyslec, ze mnie z zasilku kalifornijskiego bylo spokojnie stac na wyjscie 2-3 razy w tygodniu do knajpy i wypicie paru cydrow. Stac mnie bylo na utrzymanie samochodu, benzyne i w miare dobre zarcie. Przypominam, ze zasilek stanowil zaledwie 20% sredniej zarobkow z ostatnich 18 miesiecy…
Wrocmy jednak do glownego watku. Co jeszcze, co mnie odrzuca? Ha. Papierki, wymagania, procedury i maksymalna komplikacja zycia codziennego. Np. debilny przezytek z czasow komuny pt. obowiazek meldunkowy. Albo procedura, ktora nalezy przejsc przy kupnie i rejestracji uzywanego samochodu. Paranoja zupelna.
Albo to, ze Polska jest traktowana przez wielkie koncerny jak kraj trzeciego swiata: produkty sprzedawane na naszym rynku, mimo markowej nalepki, nie sa takiej samej jakosci jak te sprzedawane np. w Niemczech albo USA…
A kredyty? Na “drugiej zielonej wyspie” nie slyszano o czyms takim, jak kredyt hipoteczny ze stala stopa oprocentowania; karty kredytowe nie sa powszechne i trudno sie dziwic, skoro oprocentowanie jest jakies z kosmosu wziete.
Poza nielicznymi wyspami zycie wyglada podobnie, wiec ludzie chodza ponurzy i zestresowani i wcale im nie jest do smiechu. To sie udziela…
O rozkladzie sadownictwa czy wysokosci ofcicjalnych i ukrytych podatkow nawet nie wspomne, bo po co podnosic niepotrzebnie poziom adrenaliny w zylach.
Posumowujac: nie zaluje, ze wyemigrowalam z tego kraju i nadal uwazam, ze warto podjac ryzyko nastepnej emigracji, tam gdzie pastwiska sa bardziej zielone i gdzie sa jakies prespektywy na przyszlosc. Latwiej jest sobie poradzic bedac jedna z wielu lodzi, ktore ida w gore podczas przyplywu niz walczyc o utrzymanie sie na fali i nie wpadniecie na mielizne gdy jest odplyw…
Kazdy widzi to, co wdziec chce, prawda?
Przez: Anonim w 10 Sierpień 2011
o 01:12
Kazdy widzi to, co widziec chce… i tyle.
Przez: Anonim w 10 Sierpień 2011
o 01:12
Masz wiele racji w tym, co piszesz. Polacy to nedzarze, to smutna prawda. Handluje z roznymi nacjami – Polacy maja tylko tyle by jesc i nalozyc troche blichtru w postaci paru ciuchow czy samochodu.
Zgadzam sie z wnioskami – aby nie byc nedzarzem najlepiej wyjechac do bogatszego kraju. Ale z drugiej strony do wszystkiego mozna sie przyzwyczaic – im nie przeszkadza porownywanie ktore piwo jest najtansze a dla mnie to byloby niegodne.
Kredyty na staly % byly w Pl, sam mialem taki. Niestety obecnie zaden bank nie chce ryzykowac.
Obowiazek meldunkowy w USA tez jest, choc nie nazywa sie obowiazkiem meldunkowym. Wez sprobuj w USA nie miec adresu. Jak wyrobic prawo jazdy? Nie da sie zyc bez adresu.
Poczta amerykanska jest w tej mierze bardziej restrykcyjna. W PL odbieram przesylki nawet gdy adres w dowodzie jest inny niz na przesylce. W Chicago byl w takiej sytuacji powazny problem.
Z uzywanymi samochodami jest podobnie. W Polsce nie ma wiekszych problemow – trzeba tylko odwiedzic skarbowke i urzad powiatowy. W Chicago procedura byla bardzo podobna.
slomski.us
Przez: doxa w 10 Sierpień 2011
o 01:39
Doxa:
obowiazku meldunkowego nie ma, przynajmniej w CA. Musisz miec jakis adres, prawda, ale mozesz podac jakikolwiek – np. znajomych. Nikt tego nie weryfikuje, prawo jazdy przysla ci na ten adres wlasnie. Tak zrobili moi znajomi, ktorzy wrocili z NZ i uzyli mojego adresu.
Przesylki na poczcie (polecone) ja odbieralam tez bez problemu – chca tylko ID zeby wiedziec, ze ty to ty.
Ja przy kupnie uzywanego samochodu w CA nie musialam nikogo odwiedzac;
dealer wyslal wszystkie papiery do DMV, dostalam tymczasowa nalepke na szybe a potem po 2 tyg. poczta do domu przyszedl nowy akt wlasnosci i cala reszta.
Przy sprzedazy natomiast wypelnilam dostepny na stronach www DMV formularz, kliknelam “submit” i tyle formalnosci bylo, nie musialam sie ciagac po zadnych urzedach.
Snufkin:
widze jaka jest relacja cen do przecietnych zarobkow. To, ze mam ilus tam znajomych zarabiajacych 5-6 tys. miesiecznie nie zmienia faktu, ze w wiekszosci Polski takie zarobki sa nieosiagalne. Kiedy wyjezdzalam z Polski moje ostatnie zarobki byl rzedu 2500PLN/mies; teraz tez jest to przecietna, z ta roznica, ze ceny zywnosci i ogrzewania poszly znaczaco w gore.
Na USA tez mozna spojrzec i widziec rozne rzeczy; Ci co maja prace jako software eng na ogol zarabiaja bardzo niezle; mozna przejechac sie na suburbia i zobaczyc, ze ludzie maja ladne domy, samochody (zwykle po 2 w rodzinie), ze stoluja sie po restauracjach etc. Nie zmienia to jednak faktu, ze 40 mln osob w USA pobiera kartki zywnosciowe. Tyle, ze ich na ulicach nie widac..
Przez: futrzak w 10 Sierpień 2011
o 04:13
na 20% zasilku mozna sobie na duzo pozwolic jesli nie placi sie za housing – czy to rent czy mortgage
innaczej to troche cienko by bylo – przynajmniej w wypadkach ktore moge sobie wyobrazic choc niewykluczone ze jest to mozliwe
kiedy Argentyna?
Przez: w. w 10 Sierpień 2011
o 04:44
Nie pamietam ile lat mieszkasz poza Polska, ale mnie po 27 latach Polska meczy:)) Mysle, ze jest to kwestia mentalnosci i zupelnie innego nastawienia do zycia. W Polsce ciagle pokutuje mentalnosc komuny, kiedy wszystko trzeba bylo zdobywac i zalatwiac. Nigdy nic nie bylo proste i ciagle nie jest. Wszystko co sie dzieje bez wzgledu na to czy wazne lub mniej wazne to ogromny wysilek i narzekanie. “oj musze jechac do roboty” i przy tym mina skazanca, bo “dojazd zajmuje 40 minut” Tutaj to normalne i nikt z tego powodu ani nie rozdziera szat ani nie oczekuje wienca laurowego. No i te sklonnosci do poprawiania swiata i podporzadkowywania wszystkich wlasnym oczekiwaniom… szlag mnie trafia:))
Masz racje, w Stanach nie ma zadnych obowiazkow meldunkowych. Wystarczy ze zaplacisz rachunek za gaz czy jakis inny i juz masz adres:))) Ale jak potrzeba to i tak cie znajda;)) Krotko mowiac nawet w kryzysowej Ameryce zycie jest duzo latwiejsze i przyjemniejsze niz w Polsce w czasie rozkwitu i dobrobytu. Takie ja przynajmniej odnosze wrazenie. Nie wyobrazam sobie zebym kiedys jeszcze musiala (bo dobrowolnie to wykluczone) mieszkac w Polsce. Najdluzej wytrzymuje 3 tygodnie i to raz na 10 lat. W zasadzie to z ulga przyjmuje do wiadomosci fakt, ze prawdopodobnie juz nigdy nie bede musiala jechac do Polski.
Przez: stardust w 10 Sierpień 2011
o 05:38
Futrzak dawaj jeszcze! Może w końcu się zmobilizuję i wyrobię sobie paszport. Dużo prawdy jest w tym co piszesz, niedawno spotkałem kolegę z liceum i okazało się, że on miesięcznie zarabia tyle co ja czasami w jeden dzień. W Polsce młodzi mogą jedynie liczyć na zarobki w branży IT, dlaczego tak jest? przecież między pracą kierowcy ciężarówki a pracą informatyka nie ma różnic w wymiarze ekonomicznym. Sprawa jest prosta, IT jest najszybciej rozwijającą się branżą i rządy za bardzo nie wiedzą jak ją opodatkować i kontrolować, za 10-30 lat może jakiś geniusz wymyśli jak to zrobić i podsunie pomysł politykom. A wtedy na otworzenie bloga będziesz musiał uzyskać pozwolenie, płacić comiesięczny podatek np. e-ZUS itp. i po roku zarobki w IT zrównają się z tymi z innych branż.
W Polsce branża internetowa potrzebowała tylko 15 lat aby generować większe zyski niż cały przemysł wydobywczy w Polsce. Pomyślcie tylko, gdyby uwolnić całą gospodarkę tak jak to jest w internecie to wszystko ruszyłoby z kopyta.
Przez: xxx w 10 Sierpień 2011
o 08:30
W:
$2000 miesiecznie zasilek; ok. $1000/mies studio (czyli polska kawalerka) w Dolinie Krzemowej. Jesli wynajmuje sie mieszkanie na spolke z kims, bedzie taniej. Zostaje tysiac na cala reszte. Przy oszczednym zyciu spokojnie sie da, pod warunkiem ze nie ma sie innych dlugow (splata samochodu, kart kredytowych etc.) no i ze nie oplaca sie ubezpieczenia. Zasilek jest oprocentowany 10% dochodowym federalnym, ktory mozna zaplacic po skonczeniu roku podatkowego. W Kalifornii od zasilku nie pobieraja podatku stanowego.
Stardust:
nie bylam w Polsce 12 lat. Masz racje, tu ciagle wszystko trzeba zdobywac i zalatwiac, obchodzic przepisy i nic nie jest proste. Na codzien takie zycie jest cholernie meczace.
xxx:
dream on :)
Przy takiej strukturze wladzy, jaka mamy, i takich elitach to nawet jakby UE sie rozpadla to w Polsce nie za wiele by sie zmienilo…
Przez: futrzak w 10 Sierpień 2011
o 09:12
Pesymistyczne strasznie …. to może ja pobiję trochę optymizmem..
Pochodzę z małego miasta pod warszawą. Chodziłem tam też do liceum, na studia poszedłem już do Wawy. Prawie wszyscy z moich znajomych z klasy (podrzędne liceum moze wśród setki najlepszych … może) dosatli się na studia. Nie wszyscy na polibudę, uniwerek czy sgh.
Dzisiaj wszyscy praktycznie pracują w zawodach – informatyków jest kilku, jest za to paru bankowców, konsultantów, statystyków, dziennikarz, dwoch pi-arowców, branża reklamowa, mechanik samochodowy paru sprzedawców różnych rzeczy….
Zarabiają nienajgorzej, jeżdżą na wakacje, wchodzą w związki małżeńskie mają dzieci…
Ja sam nie rozbijam się tylko z informatykami ale z moimi ziomkami również z liceum/podstawówki mojej małej ojczyzny. I nie mamy rpoblemu by wyjść na pizzę piwo czy cokolwiek innego.
To jak to jest. Może my, mimo że z małego miasta, wychowani byliśmy żeby mieć ambicje i wiarę w siebie i jakoś poszło.
A ja nie wyjechałem do ziemi obiecanej tylko po to by się tu czegoś nauczyć i na specyficzne work&travel gdzie w work trochę lepiej płacą. I wiesz co. Takich ludzi jest coraz więcej. Koelga jedzie do singapuru, dwóch chłopaków do Dubaju… Bo młodzi ludzie mają marzenia i dają radę.
A że nie jestem wyznawcą zasady równości i to że każdy powinien mieć dobrze. cóż jestem brutalny. I nie nie uważam że potrzeba studiów by się udało. Mój kolega ma warzywniak który prowadzi od paru lat. I walczy z hipermarketami. I nawet nie wyobrażacie sobie ile on kmini żeby zarabiać na tym i ile musi walczyc z nielojalnymi pracowanikami etc… Inne kolega sprzedaje na allegro… etc. Są opcje treba próbować
Ja imigrant muszę wypełniać papier za każdym razem jak sie przeprowadzę (bo inaczej do więzienai na 30 dni na przykład) i muszę o tym pamiętać. Muszę płacić wyższe depozyty przy wynajmie mieszkania, nie mam credit score i znacznie trudniej dostać mi różne rzeczy… bo gwarancja dochodów od pracodawcy jest niewystarczająca. Utrzymanie samochodu kosztuje jakieś miliony złotych (garaż, ubezpieczenie etc) no i jeszcze nieszczęsny dramatycznie wysoki podatek od nieruchomości.
Żarcie jest w sueprmarketach plastikowe i…. drogie. Ktoś kto jadł prawdziwe jabłka nie chce tych z supermarketu. Truskawki są cały rok i cały rok są … niedobre. I przykładów można mnożyć. Wydaje mi się Nina że Ty mówisz o państwie California a nie państwie USA.
Więc po prostu się zastanówmy. Do argentyny gdzie jedziesz jest nadal mnóstwo biedy, jest też wbrew pozorom sporo przestępczości i korupcji. Mam znajomą która siedzi w Beunos i doradza startupowi. JEst po HArvardzie i BCG i widzie jak niesamowicie trudne robienei tam LEGALNEGO biznesu. Jak mówi, tam ludzie są przyzwyczajeni do “permanentego” kryzysu. To jak uciekasz z kryzysu do kryzysu? I wiem te rzeczy z pierwszej ręki bo byłem żywo zainteresowany co tam robi i jak idzie. Bawi się poza tym sietnie, jeździ do urugwaju i na mecze i ogólnie piękne czasy, ale tam poleciała na wakacje:)
Więc ludzie. Ja na przykład wracam, na Euro do tego czasu swoje doświadczę, a w mojej zielonej wyspie jest całkiem oki – i żyję na porównywalnym poziomie jaktutaj – choć pewnie tam lexusa tak szybko nie kupię:)
Przez: nerdinnewyork w 10 Sierpień 2011
o 11:02
@Nina – nigdy nie musiałm obchodzić przepisów – poza jednym razem u lekarza. Wszystko załatwilem jakoś w miarę….A nie jest proste dla Ciebie bo pochodzisz z innego kraju przez ostanie 12 lat. Dla mnie założenie konta w stanch to by jakiś hardkor… podobnie wszystkie te neisamowicie skomplikowane formularze podatkowe. Nie mówiąc już formularzu do SSN, zdobyciu prawa jazdy…. A ludzie w korpo są kosmicznie nieraz niewydajni… Aż spojrzałem na pita z rozrzewieniem. Jesteś dość…. negatywnei nastawiona.
Ja szkołę skończyłem bez złotówki kredytu i jestem zatrudniany obok IVY league graduates… A tutaj na dzień dobry masz 150-200k$ krechy i jedziemy.
No i piękny system opieki zdrowotnej kosztujący miliony jak jesteś chory na raka.. Co prawda szansy wyleczenia takiej jak tutaj nie masz nigdzie na świecie, i takiej szansy bankructwa.
Zaleta. Zdolni ludzie mają co ze sobą zrobić bo ich tu naprawdę potrzeba. Innymi słowy wszystko sie zmienia, moi obecnie 20 – 21 letni znajomi będą walczyć. Jedyne co mogę powiedzieć nino, że strasznie smutne masz grono znajomych ale w każdym kraju są takie nerówności tutaj również, i to dużo bardziej ostre.
Przez: nerdinnewyork w 10 Sierpień 2011
o 11:25
nerdinnewyork:
tak, oczywiscie ze porownywalam do Kalifornii bo tam zylam przez 12 lat.
W Argentynie rzeczywiscie jest legalny biznes robic trudno, ale latwiej niz w Polsce. Czy jest tam kryzys permamentny? Chyba trudno to tak nazwac, jesli wezmie sie pod uwage, ze od 2003r. kraj ten ma wiekszy roczny PKB niz jakiekolwiek panstwo w EU i USA. Sa eksporterami, bezrobocie niewielkie – w dzialce IT znalazlam 5 razy wiecej ofert pracy niz w Dolinie Krzemowej przez ostatnie miesiace.
Tak, bieda tez tam jest i nie rozklada sie to rowno. Ze ludzie “zyja w stanie permanentnego kryzysu” to nie dziwne. Nie ufaja bankom, nie ufaja rzadowi, tam nie ma ekonomii opartej na kredycie. Pamietaja rok 2001 gdy przy bankructwie rzad zamrozil wszystkie depozyty bankowe, przejal fundusze emerytalne i zdewaluowal peso. Wszystko kupuje sie za gotowke.
Wracajac do USA: nigdy nie gloryfikowalam tego panstwa, nie raz nie dwa krytykowalam na tych lamach i system edukacji i sluzby zdrowia. Tyle, ze jak napisala Stardust: zycie codzienne jest i tak latwiejsze tam niz w Polsce.
Mnie “zalatwienie” SSN zajelo 15 min – pojscie do najblizszego biura, wypelnienie formularza i pokazanie odpowiednich dokumentow. Zrobienie kalifornijskiego prawa jazdy jest rownie proste – przychodzisz, zdajesz w DMV czesc pisemna a potem umawiasz sie na jazde, na ktora przyjezdzasz wlasnym samochodem (moze byc pozyczony byle byl ubezpieczony, zarejestrowany i bez usterek).
Utrzymanie samochodu kosztowalo mnie tyle co oplata rejestracyjna co roku i ubezpieczenie. Nic nie placilam za garaz, ale tez nie mieszkalam w SF czy NYC gdzie rzeczywiscie nad posiadaniem samochodu nalezaloby sie porzadnie zastanowic…
Przez: futrzak w 10 Sierpień 2011
o 11:48
Nerdinnewyork, ja nie bardzo rozumiem, bo piszesz, ze jestes imigrantem, a jednoczesnie piszesz, ze masz takie trudnosci. Imigrant to ktos kto jest obywatelem tyle, ze urodzil sie w innym kraju, tak przynajmniej ja rozumiem okreslenie “imigrant”. Sama jestem imigrantka, bo przeciez urodzilam sie w Polsce i tam mieszkalam przez pierwsze 30 lat zycia. Przylecialam tutaj z wiza stalego pobytu (zielona karta od razu na wstepie) i po 7 latach przyjelam obywatelstwo amerykanskie. Nigdy nie mialam problemow z np. zrobieniem prawa jazdy, nawet nie bardzo rozumiem jaki mozna miec problem. Umawiasz sie na egzamin, placisz i zdajesz, czy to taki problem?
Owoce i warzywa owszem jeszcze 15 lat temu jezdzilam na farme zeby zakupic swieze pachnace truskawki, ktore nawet moglam sobie sama nazbierac. Teraz nie musze, bo farmerzy przyjezdzaja do Nowego Yorku i zawsze na Union Square sa dostepne swieze warzywa, owoce i wiele jeszcze innych produktow. Sa sklepy z organicznym jedzeniem, tam tez mozna kupic, jak chcesz to mozesz sobie nawet zalatwic bezplatna dostawe do domu.
Nie widze w tym nic trudnego, sama jeszcze kilkanascie lat temu korzystalam z takich dostaw, jedyna trudnosc to trzeba byc w domu, ale ustala sie wczesniej dzien i okienko godzin na dostawe.
Owszem kosztuje to drozej niz w podrzednym supermakecie, ale nie jest nieosiagalne. Skoro ja kosmetyczka bedac samotna matka moglam sobie na to pozwolic to chyba Ciebie przy zarobkach ($150 do $200 tysiecy) powinno byc na to stac. No chyba, ze jestes z tych Polakow co to zarabiaja tutaj zeby szpanowac tam, a to juz zupelnie inna sprawa.
Przez: stardust w 10 Sierpień 2011
o 12:44
Mówię że zdanie prawa jazdy jest trudniejsze od Polski – bo trzeba mieć samochód u nas załatwia to oślodek szkoleniowy. Poza tym to samo, ale jako obcokrajowiec bez zielonej karty muszę pokazać trochę więcej dokumentów.
http://www.inc.com/magazine/201106/doing-business-in-argentina.html
@nina – no to ja jestem przeciwny czemuś takiemu jak korupcja, brak zaufania, znajomości itp itd. A jeśli PKB jkest Twoim współczynnikiem wyboru to zapraszam do Chin tam od lat 9% mamy regularnie. A wcześniej do Estonii i Litwy które regularnie miały po +8%.
A w działce IT znalazłaś tyle ofert z prostego powodu. Ot nagle zaczęli się informatyzować i przestali używać papieru i ludzi do wszyskiego. Więc nagle robią CRMy, ERpy systemy księgowe itp etc. Znane story, podobnie jak wszędzie. Jak każdy rynek rozwijający się. Jeśli uważasz ze są na wcześniejszym etapie rozwoju niż Polska to tak opłaca się tam jechać, ale jeśli nei masz backupu znajomych możesz trafić na ściane korupcji (która jest też w Indiach na przykład).
Swoją drogą jeśli tak pragniesz bezpieczeństwa i łatwości życia to czemu nie do Norwegii, Szwecji, Finlandii. Życie jest tam najszczęśliwsze na świcie. I wszystko działa dużo lepiej niż gdzie indziej. Czyżbyś była aż tak ciepłolubna że wolisz się pomęczyć trochę wiecej za regularne 20+ stopni celsjusza:)?
Hmm to chyba nie jestem imigrantem bo nie mam zielonej karty, bo taką sie dostaje dopiero po x latach pobytu tutaj jak Ci firma jakaś zasponsruje i łaskawie Cie w homeland security rozpatrzą
@Stardust – wiem zę można do domu, kupowalem na freshdirect ale te truskawki są zwyczajnie… chemiczne. No jak truskawa mozę leżeć tydzień i się nie psuć, albo jabłko.. A stardust, czemu ja mam płacić za “organiczne” jedzneie 5 razy więcej niz za normalne. I to nie chodzi o zarobki, ale kupowanie dobrej zdrowej żywności kosztuje w tym kraju jakies 6-9 razy więcej niż w Polsce – nawet soki (tropicana) kosztują 3,49 dolara (w polsce 2 dolary chociaż pomarańcze nie rosną0. Ale nie o tym chcialem;…
Nie odnioslyście się do mojej przypowieści że przeczę Waszym historiom że w Polsce się nei da żyć. Bo jednak sie da. A nie uważam sie za outliera. A Snufkin na kosmetyczki teraz jest popyt wielki, może faktycznie 30 lat temu nie bylo.
Ale ponieważ wiem, że nigdy nie zgodzimy się na nasze argumenty (Wy na moje, ja na Wasze) to moze zgodzimy się że się nie zgadzamy
Przez: nerdinnewyork w 10 Sierpień 2011
o 13:37
@nerdinnewyork:
nie rozumiem co za problem miec samochod albo pozyczyc od kogos…
Chin nie biore pod uwage bo to jest zupelnie inna kultura, nie mowiac juz o jezyku ktorego pewnie do konca zycia nie bylabym w stanie opanowac.
Panstwa skandynawskie maja obrzydliwy klimat, poza tym sa do rzygu socjalne. Niektorym moze to odpowiadac, ale mnie nie odpowiada, kiedy panstwo mnie ubezwlasnowolnia. A Argentyna ma jedna wielka zalete: ziemia rolna tam JESZCZE jest w miare tania. I kraj sie rozwija. I nie bedzie mial wiekszych problemow w czasach ze spadajacym wydobyciem ropy… a Polska owszem, i to jeszcze jakie. Zobaczysz, jak tu zycie bedzie wygladac jak ceny ogrzewania i pradu pojda dwa razy w gore…
Przez: futrzak w 10 Sierpień 2011
o 14:17
Nerdinnewyork, nie chodzi o to zeby sie zgodzic:) chodzi o wymiane pogladow i doswiadczen. Jesli nie masz nawet zielonej karty, to domyslam sie, ze jestes “turysta z prawem do pracy” a to niestety nie jest status w pelni odpowiedni statusowi stalego pobytu.
Nieprawda, ze do egzaminu na prawo jazdy trzeba miec wlasny samochod. Ja zdawalam egzamin na samochodzie z “driving school” i bylo to dwa lata wczesniej niz dostalam obywatelstwo. Placisz tylko drozej, bo w sumie jest ciezko okreslic jak dlugo bedziesz danego dnia potrzebowal ten samochod, moze to byc 2 godziny a moze tez rownie dobrze byc 10 godzin.
W Polsce uwazam uzyskanie prawa jazdy jest karkolomne, bo trzeba zdawac egzaminy techniczne z budowy silnika itp. A na co mi to potrzebne? Od budowy silnika jest mechanik a nie kierowca:))
“Freshdirect” wcale nie jest lepsze od zwyklego supermarketu, tyle tylko, ze wysyla do domu, ale zwykly supermarket tez robi dostawy do domu.
Ja korzystalam z tej firmy http://www.urbanorganic.com/ i bylam bardzo zadowolona.
Produkty organiczne oczywiscie sa drozsze, ale jak ktos chce, to przeciez kwestia osobistego wyboru i preferencji. Zreszta ceny na farmers markets sa calkiem przystepne i teraz takich marketow jest duzo, wiec raczej nie ma problemu. Ja mam jeden w weekendy niedaleko domu i moge tam nawet kupic mieso hodowane na farmach free range.
No i ja nie napisalam, ze “w Polsce sie nie da zyc”, bo to byloby bzdura, ludzie zyja, wiec sie da. Ja tylko napisalam, ze JA nie moglabym zyc w Polsce, a to zupelnie idywidualna sprawa.
Meczy mnie polska biurokracja, meczy mnie atmosfera ulicy i po prostu nie czuje sie tam dobrze. Przyklad prostej wygody?
Ja nie musze isc na poczte zeby wyslac list do jakiegokolwiek kraju swiata, wystarczy, zebym nakleila odpowiednia ilosc znaczkow i wrzucam list do kazdej skrzynki na miescie. W Polsce trzeba z durnym listem stac w kolejce na poczcie. Moj maz nie mogl zrozumiec sensu biletow autobusowych i za kazdym razem pekal ze smiechu jak mu dawalam ten swistek, z ktorym mial sie przeciskac do kasownika. Nie potrafil tez pojac co to za facet wpada do autobusu i sprawdza potem te swistki.
Zobacz jak latwo jest to rozwiazane w Stanach, przy kierowcy jest maszynka na karte i nikt kto nie ma karty nie wsiadzie do autobusu, proste, prawda?
Dawniej jak nie bylo kart to do podobnej maszynki wrzucalo sie albo tokeny, albo drobne monety w ilosci pokrywajacej koszt przejazdu. Byly nawet otwory na jednodolarowki.
Moj maz ma 63 lata, urodzil sie w Ameryce i nigdy nie widzial biletu autobusowego, wiec nie jest to nowy wynalazek. Inna rzecz, ze czesto w PL jest sprawa karkolomna kupno takiego biletu.
Bez wzgledu na swieto moge isc do sklepu i zrobic zakupy, a sprobuj znalezc w Polsce sklep otwarty w Boze Narodzenie. Obawiam sie, ze nie ma.
To sa proste przyklady wygody.
Przez: stardust w 10 Sierpień 2011
o 14:22
@nerdi:
aaaa juz rozumiem czemu Ci ze wszystkim w USA bylo trudno. Przyjechales w ramach work&travel a ten program narzuca cala mase ograniczen. Jakbys mial zwykly legalny pobyt np. na H1B wizie to nie mialbys zadnych problemow a i pewnie na kupno samochodu moglbys sobie normalnie pozwolic :) i na organicznie zarcie…
Przez: futrzak w 10 Sierpień 2011
o 14:28
@nina
No właśnie zamiast jak zwykły normalny student sprzątać hotele czy robić w kasynie to mi się konsultowania zachciało i podróżowania i jeszcze narzekam:D A tak naprawdę przemawia przeze mnie tęsknota za moimi przyjaciółmi i spokojem Polski:)
Ale spoko już mi zasponsorwali h1b bo okazałem się lepszym niż przeciętny niewolnik z Polski więc nie będzie już tego problemu:D Myślę, że od przyszłego stycznia już będę jadł organiczne jajka i jabłka a samochód to tak koło 2012-3, chyba że ropa będzie już po 10000 za baryłkę to wtedy nie:) I się mogę pochwalić idę do startupu, w którego ostatnio zainwestował jeden z największych funduszy VC na świecie:) będzie się działo. Może nawet na jakieś zbytki typu kino i teatr starczy albo i jak się uda wycieczkę do Cali:D
@stardust
Jak ja nie lubię takiego podejścia, że jestem kierowcą to będę tylko dotykać kierownicy, korzystam z internetu to chce żeby przeglądarka za mnie myślała… taki sposób myślenia jest bardzo ograniczający i nigdy go nie poprę. Rozumiem tak się odnosić do czynności które robimy rzadko lub prawie nigdy, ale coś co używamy codziennie powinniśmy znać i rozumieć. I to się dotyczy silnika na przykład. Ot choćby dla bezpieczeństwa wiedzieć co to jest płyn chłodniczy hamulcowy etc. No ale ja już zauważyłem że ten kraj kase robi na lenistwie innych:) może po prostu taki model biznesowy
Przez: nerdinnewyork w 10 Sierpień 2011
o 17:28
Nerdinnewyork, powiało nie tylko optymizmem, ale mądrością i super wnioskami z obserwacji poczynionych w Polsce i swiecie. Powodzenia w życiu życzę, oby więcej za granicą takich, którzy mają miejsca w ojczyżnie gdzie warto wracac. Mówisz/ piszesz tak, że chce sie czytac…
Przez: eks1991 w 10 Sierpień 2011
o 23:56
Stardust – bilety autobusowe (smieszne swistki) i ich sprawdzanie istnieja w calej Europie, nie tylko w Polsce. A przynajmniej w tych krajach Europy, w ktorych bylam. W takich Niemczech np. nie zrobisz zakupow w zykla niedziele, o Bozym Narodzeniu nie mowiac, a mimo to ludzie jakos daja radze nie umrzec z glodu co weekend:)
A jesli mialabym wyjezdzac w celach poprawienia sobie statusu materialnego z Polski, to raczej bedzie to Szwajcaria a nie ameryka polnocna, czy poludniowa…
Przez: Anonim w 11 Sierpień 2011
o 02:06
Anonim, ale dlaczego zakladasz, ze ja (czy w ogole ktos) wyjechalam w celu poprawienia sobie statusu materialnego? Akurat w moim przypadku to nie jest prawda. Status materialny nigdy nie mial i nie ma dla mnie znaczenia, wygoda zycia? tak.
I znow musze podkreslic, ze ja nie mam nic przeciwko temu, ze ludzie zyja i daja rade mimo, ze musza kupowac chleb na zapas czy tez uzywac papierowych swistkow w autobusach. To tylko swiadczy o umiejetnosci przystosowania i fajnie. Ktos lubi i tak ma, mnie to nie przeszkadza. Ja wole te drobne udoskonalenia zycia codziennego, wiec dlaczego mialabym nie miec do nich prawa? :)))
Swiat jest po to roznorodny, zeby kazdy mogl w nim znalezc swoje miejsce na ziemi, ja znalazlam i tego samego zycze innym.
Moj swiat jest bez biletow autobusowych i znajomosci silnika samochodu, ktorym jezdze. Ktos inny woli inaczej? Prosze bardzo.
Ja tylko stwierdzam, ze moim zdaniem zycie tutaj jest latwiejsze, a co za tym idzie przyjemniejsze i to wszystko.
Przez: stardust w 11 Sierpień 2011
o 02:34
“Panstwa skandynawskie maja obrzydliwy klimat, poza tym sa do rzygu socjalne. Niektorym moze to odpowiadac, ale mnie nie odpowiada, kiedy panstwo mnie ubezwlasnowolnia.”
@nina: preferencje klimatyczne to indywidualna sprawa, owszem powyzej 15degC jets moze 3mies/rok, ale za to masz baardzo dlugie dni (i bez ciemnych rolet na oknach mozesz miec problemy).
Tak, kraje nordyckie (moge sie wypowiadac na przykladzie Finlandii) sa mocno socjalne, ale spojrzmy na to w ten sposob:
– jest to sposob na “kupienie” spokoju spolecznego (bo tak bezpiecznie jak tutaj jest podobno tylko w Japonii), po prostu drobne przestepstwa sie nie oplacaja bo tracisz zasilki
– w ten sposob ponad polowa placonych przeze mnie podatkow wraca do “gospodarstwa domowego” w postaci zasilku dla bezrobotnej zony (pod warunkiem, ze sie uczy lub jest na praktyce zawodowej)
I choc z przekonania jestem liberalem to nie narzekam zbytnio na ten socjal
Przez: finzynier w 11 Sierpień 2011
o 02:42
Tak tylko bilety autobusowe w części EU kupuje się po prostu taniej.
W GB kupuje się je u kierowcy (albo wystarczy mieć naładowaną kartę z której ściąga się opłata za przejazd).
W PL u większości kierowców nie kupisz biletu, w weekend kioski zamknięte. Czasem gdzieś stoi automat biletowy, ale nie wszędzie. Ja ostatnio jak chciałam o poranku pojechać autobusem to zmarnowałam 30 min na latanie po okolicy i szukanie otwartego kiosku (była 7 rano).
Ja patrząc na moją siostrę, która ma pierwsza pracę po studiach w USA i stać ją na:
wynajęcie małego mieszkania (małe w rozumieniu amerykańskim to 50 metrów)
zakup samochodu w kredycie 50/50
2 x do roku wizyty w PL
Wyjazdy na wakacje na np hawaje
Weekendowe wypady ze znajomymi w różne części ameryki.
Moja pierwsza polska pensja wynosiła 800 zł. Za 800 zł ani nie wynajęłabym mieszkania, ani nie kupiłabym samochodu, ani bym do USA nie mogła latać.
Nie mówiąc już o tym, że za tę małą dość pensję moja siostra spokojnie może sobie kupować kosmetyki typu Dior, podczas gdy myślę, że 80% kobiet stać na jakiegoś maxfactora.
Więc oczywiście są ludzie i są zawody w PL gdzie się super żyje (ja po 10 latach pracy zawodowej nie mogę narzekać). Ale jeśli porównać ilość wysiłku, zachodu, problemów itd to osobiście żałuję, że nie miałam (lub nie postarałam się mieć okazji) by się do stanów dostać.
Przez: corporatcja w 11 Sierpień 2011
o 03:04
@finzynier:
Sposob na kupienie spokoju spolecznego? No wlasnie ostatnia strzelanina w Norwegii pokazala, jak skuteczne to bylo… przy okazji wylazla prawda o tym, ze policja jest zupelnie nie przygotowana do spelniania swoich podstawowych funkcji.
No ale ja sie nie czepiam, w Skandynawii bylam i wiem, ze na dluzsza mete po prostu nie moglabym tam mieszkac. Pomijajac juz wszystko, nie moglam wyjsc ze zdziwienia po odwiedzeniu paru pubow w Helsinkach i Tampere gdzie pierwsze co widac, to szereg ludzi siedzacych kazdy nad swoja szklanka i smutnym wzrokiem sie w nie wpatrujacy. I NIC. Latynosi przynajmniej sa wyluzowani i calkiem rozrywkowi :)
corporatcja:
o wlasnie, trafilas w sedno. Wszedzie da sie zyc, ale gdzieindziej mozna lepiej i zaczynac od wyzszego pulapu, a w Polsce trzeba sie szarpac zeby dojsc do rzeczy podstawowych.
Moja pierwsza pensja w Polsce tez byla podobna – 900PLN. Za tyle nie dalo sie wynajac czegokolwiek w Wawie, nie pomne juz o calej reszcie. O luksusach typu kupienie sobie samochodu czy komputera moglam tylko pomarzyc. Moja pierwsza pensja w USA byla $30 000 (zaczynajac w zawodzie gdzie nie mialam zadnego doswiadczenia, od poczatku). To malo, ale na wynajem, zakup normalnego samochodu i komputera juz w zupelnosci starczalo.
Przez: futrzak w 11 Sierpień 2011
o 03:48
stardust: Polecam przejechanie sie z mezem select bus service :).
nerdinnewyork: Cieszy, ze ludzie sobie radza. Wszyscy maja tez nieruchomosci? Ostatnio jak sprawdzalem ceny wygladaly na dosc wysokie w porownaniu z pensjami, oglednie mowiac.
futrzak, corporatcja: Warto wziac pod uwage przy obliczaniu tego na co starcza pensja i takich roznych, mimo wszystko koszty edukacji/sluzby zdrowia.
Przez: w w 11 Sierpień 2011
o 04:20
Stardust, sorry, ale nie moge juz czytac o tych biletach! Co Cie napadlo? Zabierz meza i pojezdzijcie troche po swiecie. A nie tylko Hamptons i Upstate. I wtedy bedziesz miala porownanie. W Rzymie maja dokladnie takie same bilety/kasowniki jak w Polandii. Zreszta w NYC tez dostajesz papier, jak kupujesz jednorazowke na przyklad, a w niektorych autobusach przejazd oplaca sie teraz w maszynie na przystanku i dostajesz kwiteczek jak paragon w sklepie, wiec nie czaje…
Egzamin z budowy silnika na prawo jazdy to juz naprawde przesadzasz, a moim zdaniem akurat podstawowe rozeznanie kazdy kierowca powinien miec, bo potem wystarczy male zalamanie pogody i dramat…. no ale, w sumie niektorzy twierdza, ze Europa to kraj, wiec pewnie i tak sie da….
Przez: ania w 11 Sierpień 2011
o 04:42
w:
wzielam i dlatego studia skonczylam w Polsce.
Przez: futrzak w 11 Sierpień 2011
o 04:49
@w
Edukacja: moja siostra ze względu na stypendium sportowe miała całe studia amerykańskie za darmo. Jak paru i jej kolegów z PL.
Tylko, że (zresztą już kiedyś o tym pisałam) było to okupione 2-3 treningami dziennie, codzienną pobudką o 5 rano i siedzeniem po nocy by nadrobić rzeczy na studia i weekendowymi wyjazdami na zawody. Zapierdalała jak dziki osioł, ale za studia nie płaciła. Oczywiście zaraz się podniosą głosy, że nie każdy ma talent sportowy, ale jest wiele możliwości. Tylko trzeba chcieć.
Ja za swoje studia zapłaciłam sama (żeby od razu odbić argument o darmowej edukacji).
Koszt służby zdrowia. Siostra ma ubezpieczenie z pracy i płaci 20% kosztów świadczenia (resztę pokrywa ubezpieczenie). Dzięki temu jak idzie do dentysty płaci relatywnie mało, a ma luksusy i spa na ręce (żeby jej się przyjemniej na fotelu siedziało).
Ja w PL płacę fortunę na publiczną służbę zdrowia (jako niestety pracownik etatowy) i nic z tego nie mam.
I już czuję argument o raku albo o ciężkiej operacji. Żeby zbić ten argument od razu (chociaż wiadomo przypadki są różne) to moja mama płaciła zus całe swoje zawodowe życie. W wieku 50 lat dostała marskości wątroby. 2 szpitalach jej powiedzieli, że przeszczepu nie zrobią (nie mówiąc już o całym procesie tego wszystkiego, traktowaniu itd). Udało się załatwić dojście tylko i wyłącznie przez znajomości, ale nadal nie wiadomo czy się cokolwiek uda. I obserwując to co się dzieje w PL szpitalach właśnie na takich oddziałach gdzie się czeka na przeszczep czy długotrwała terapię włos się na głowie jeży. Bo lekarze wydają wyrok śmierci i od niego najczęściej nie ma odwołania. A wydają takowy wyrok, bo się nie ma znajomości albo nie daje się w łapę. Więc ja chyba wolałabym nie płacić zdrowotnego i te pieniądze odkładać, albo próbować się jakoś dodatkowo ubezpieczać i potem mieć szansę być może w takiej ameryce (bo jak się ma tam kasę to ma się ogromne szanse na przeżycie) niż płacić całe życie na coś gdzie na końcu i tak z różnych względów mówią spierdalaj.
Nie ma nic za darmo. Nie ma super systemu gdzie wszystkim się dobrze żyje. I wiadomo, że przy zdrowiu jest to loteria. Ale w PL na tej loterii to się częściej przegrywa niż wygrywa (choć za darmo przecie).
Przez: corporatcja w 11 Sierpień 2011
o 05:04
@w:
Cześć faktycznie posiada (na kredyt albo akurat w spadku po babci – ja nie miałem spadku po babci więc mam kredyt – w bohaterze ostatnich tygodni CHF – ale jako jeden z pewnie ludzi na palcach jednej ręki zahedgowanym – nie w całości ale przynajmniej trochę:D) a niektórzy czekają z kupnem aż ceny spadną (co moim zdaniem nie nastąpi) albo na moment jak się ożenią/wyjdą za mąż a do tej pory wynajmują. Ogólnie myślę ze 50% posiada nieruchomości – i nie wszyscy brali pół miliona krechy żeby kupić mieszkanie w wawie, niektórzy połowe mniej żeby kupić mieszkanie u mnie w miejscowości (na priv mogę powiedzieć skąd pochodzę …. i dokąd wracam).
JA to co naprawdę mnie porusza w tym kraju i dlaczego tu wyjechałem to to, żę tutaj jest MIT (moje marzenie . w oxfordzie już byłem i studiowałem) i takie firmy jak Microsoft, Google, Facebook etc.. A ja lubię inżynierskie kulutry bez bullshitu i jest dużo typów typu VC i PE którzy ładują kasę w startupy bo może się uda (i zarobią na tym krocie). Reszta mnie irytuje, korporacyjna kultura jest chooooora (dużo bardziej chora niż w Polsce czy /Londku).
Druga zaleta ten kraj jest piękny i chcę go zobaczyć. Trzecia zaleta (dlaczego jestem w NYC a nie SF czy calli) tutaj jest kocioł i milion ludzi z różnych zakątków globu, których poznaję i dzięki którym można zobaczyć te kraje:) Więc ja wiem po co wyjechałęm i ten kraj spełnia moje nadzieje. Mieć tutaj rodzine… nigdy! pożyć i pobawić się i doświadczyć… polecam każdemu
moja pierwsza pensja w Polsce 3000 pln w 2006 roku – ale nina zaraz powie zę byłem uzdolnionym programistą więc się nie liczę…. więc może mój brat – pierwsza praca po studiach – administracja Bank 4000 pln:) dodam może, zę nie pochodzę z rodziny uprzywilejowanej (nauczycielka i inżynier)… Ot rożne są miejsca na krzywej Gaussa, mam wrażenie że wy dziewczyny (Nina i Stardust) miałyście nieszczęście być z dolnych 2 sigma a mieć amibcje na górne 4 sigma i Ameryka byłą ziemią obiecaną:) Ale cieszę sie że na Was natrafiłem, po prostu reprezentujemy różne spojrzenia… no i ja jestem ta niesforna dwudziestokiluletnia młodzież:D)
Przez: nerdinnewyork w 11 Sierpień 2011
o 05:16
Stardust – to o poprawieniu statusu nie bylo do Ciebie, tylko tak ogolnie;) A pisze tu, bo po prostu szkoda mi ze Futrzak zamiast zabrac z Polski fajne wspomnienia to zapamieta hujowa pogode i narzekajacych ludzi… A wcale tak byc nie musialo.
Przez: Anonim w 11 Sierpień 2011
o 05:23
no wlasnie – my zawsze mamy wrazenia ze nasze doswiadczenia to sa doswiadczenia wiekszosci i nasz obraz rzeczywistosci jest prawdziwy przynajmniej dla znacznej wiekszosci ludzi w danym kraju/czasie
to nornmalne i KAZDY tak podswiadomie czy swiadomie mysli
a tymczasem sa Ameryki gdzie nie mozna pracy znalezc przez dwa lata i traci sie dom – a sa Ameryki gdzie po utracie pracy idzie sie do pobliskiego starbucksa z kilkoma resume i pod koniec dzia ma sie trzy oferty kazda wieksza niz poprzednia (przypadek programistow z trading apps)
pewnie sa tez dwie Polski i dwie Argentyny – no ale chyba tylko jedna Finlandia czy Dania choc tego nie wiem :)
a pogoda jest bardzo wazna w wyborze miejsca mieszkania
Przez: w. w 11 Sierpień 2011
o 06:06
@corpo moim zdaniem jak się ma kasę to wszędzie jest dobrze niezależnie od Ameryki czy Polski…. a w Ameryce jak nie masz kasy to na pewno jesteś w dupie a u nas masz jeszcze szanse. Inna sprawa że możę szanse zdobycia kasy są (w naszej podkreślam NASZEJ wyksztalconej ambitnej) w naszej populacji nieco większe.
Ale z drugiej strony mojego dziadka jakoś leczą już lat łądnych parę i nawet jakeiś operacje mu zrobili. TAk też sie obawiam naszego systemu ale przynajmniej wiem żę jak dam odpowiedno w łapę to będę miał opiekę nawet jak raka mam drugi raz. A w usa jak mam raka drugi raz to jak nie jestem bogaty to może byc średnio bo ubezpieczycielowi wychodzi, że lipa z takim klientem;D Także Twoje zbicie argumentu jest zupełnie nie na miejscu. Nasz system jest nieco bardziej równy po prostu, a że jest nieefektywny to nie jest wina lekarzy tylko wina beneficjentów czyli cholernych urzędasów, ktorych szczerze nienawidzę zawsze i wszędzie i w każdym kraju
Przez: nerdinnewyork w 11 Sierpień 2011
o 07:20
@corpo 2: jasne żę są rózne opcje – między innymi dlatego ja tu jestem, ale chodzi o to żę te opcje wcale a wcale nei są takei łatwe. JA za studia nei płaciłem, jak większość moich znajomych i żeby dostać się na te studia siedziałem po 2-3 godziny dziennie i studiowałem do olimpiady matematycznej i fizycznej. Ta sama historia.
Czyli co Twoja siostra byłą zajebista, Ja byłem niezły – mieliśmy studia za darmo a Tobie się eni chcialo i teraz móisz ze polska jest czujowa (zangielszczenie zamierzone;D) bo nei jesteś w ameryce?
Jak jesteś dobra to dawaj CV ja zaraz zapodam Cię do znajomych tech dept w bankach inwestycyjnych i już jesteś w pięknej rzeczywistości korporacyjnej. Tam nawet nie trzeba byc specjalnie bardzo utalentowanym… jak chcesz do google, facebooka lub innego promimentnego tech company… to niestety troche gorzej trzeba trochę wyższych umiejętności technicznych mieć by być inżynierem, ale jeśli chce się iść w product management to wystarczy dobrze znać AGILE… co ze mnie za konsultant co zna agile a nie PMP czy inne gówno… A no taki co nie lubi korporacji. Bo nawet wielki projekt da sie zrobic 3-4 zespołami po 4-5 zdolnych i zmotywowanych osób, ale wszystkim Accenturom i infosyssom to nie na rękę bo by musieli mniej billować… ale to jest rozmowa na zupełnie inne czasy i raczej miedzy nami konsultantami
Przez: nerdinnewyork w 11 Sierpień 2011
o 07:27
futrzak, rozumiem Twoją niechęć do mieszkania w Skandynawii – też nie moglabym tam mieszkać bo zanudziłabym się na śmierć;) Skandynawia jest super na wakacje jak się chce odpocząć w ciszy i spokoju. Ma racje jeden z komentujących który stwierdził, że jest tam spokój społeczny, a strzelanina nie może być tu podana za przykład bo było to coś co w kraju, gdzie ograbienie suszarni stokfiszy na Lofotach urasta do rangi lokalnej sensacji, w dalszym ciągu jest niezrozumiałe dla większości tamtejszego społeczeństwa.
co do biurokracji i zasad panujących w danym kraju myślę, że to kwestia przyzwyczajenia, po prostu mieszkając w jakimś miejscu przyzwyczajamy się do zasad tam panujących i potem mamy problem, żeby przestawić się na nowo.
dla mnie problem biletów komunikacji mieskiej kompletnie nie istnieje skoro można je kupić w kioskach, na przystankach w biletomatach, lub w autobusach czy tramwajach w biletomatach w środku lub u kierowcy, bądź mozna wykupić bilet okresowy i doładowywać go w biletomatach – jak dla mnie opcji do wyboru do koloru. fakt, nie jeżdżę komunikacją często i nie wiem ile rodzjajów biletów ma kierowca, albo czy biletomaty się nie psują
to co denerwuje mnie w Polsce to absurdalne prawo zarówno gospodarcze jak i rodzinne. np. znajomi po rozwodzie przerabiali problem ojcostwa dziecka wg prawa ojcem dziecka był ex-mąż, bo dziecko urodziło się wcześniej niż kilka miesięcy po rozwodzie, dla sądu oświadczenia obu panów, czyli ex-męża i nowego partnera nie były wystarczające, musieli przechodzić cała procedurę z badaniami DNA.
denerwują mnie kiepskie drogi, bałagan na PKP i to, że mnister infrastruktury nie panuje nad powierzonym mu resortem oraz instytucjami, a za rok w Polsce odbędzie się impreza, która albo nas turystycznie wypromuje, albo przekreśli. denerwuje mnie minister turystyki – kompletnie bierny.
denrwuje mnie brak ułatwień dla małych firm – kliku znajomych rodziców albo poprzeniosło albo rozwija swoje biznesy na Słowacji bo tam jest łatwiej (rodzice mieszkają przy granicy)
I irytuje mnie opozycja, której lider w dniu, w którym giełda pikuje ostro w dół,a złoty traci na wartośći mówi; wciąż nie znamy prawdy o smoleńsku” jakby to było najważnejszą sprawą, Mimo to lubię mieszkać w Polsce.
Mam bardzo dobre porównanie ze Słowacją i parę rzeczy tam jest fajniejszych np. sposób w jaki buduje się drogi , inwestycje , czy wspomniane ułatwienia gospodarcze, ale kilka rzeczy jest mniej fajnych jak np. ludzie, którzy o wiele bardziej są nastawieni na socjal niż w Polsce. Jeszcze kilka lat temu zasiłki dla Romów były tak wysokie, że kompletnie nie opłacało im się pracować, bo były niewiele niższe od najniższej pensji. Dodatkowo Slowacy są mniej profesjonalni w pracy niż Polacy
Co do pracy w Polsce to jest różnie i dużo chyba zależy od miejsca zamieszkania.,Patrząc z mojego punktu widzenia i siedzenia jest nie najgorzej skoro muszę podnieść pensję swojej asystentce, bo znowu mi ją chcą podkupić i oferują po raz kolejny pracę, ale zdaję sobie sprawę, że w niektórych miejscach jest mało perspektywicznie.
Przez: Kamenari w 11 Sierpień 2011
o 07:40
Aniu, nie mozesz czytac o biletach? No coz bilety sa tylko drobnym przykladem utrudnienia, bo z tym biletem trzeba isc do kasownika, w tloku to jest upierdliwe, ten bilet trzeba trzymac przy sobie na wypadek kontroli, o trudnosci kupienia biletu pisala corportacja, ktora mieszka w Polsce, wiec to nie moj wymysl. O innych powazniejszych mankamentach napisala Kamenari, chociaz ja moglabym jeszcze troche dolozyc do tej listy, ale po co?
Tak w amerykanskich autobusach miedzymiastowych lub miedzystanowych tez sa bilety papierowe, ale nikt ich nie musi kasowac, sa zbierane przy wejsciu do autobusu i na tym koniec. W pociagach NJTransit czy LIRR tez sa bilety papierowe, ale to nie pasazer idzie z nimi do kasownika, tylko przychodzi konduktor do pasazera.
Niby mala roznica, ale w zatloczonym pociagu, czy autobusie to jednak znaczace utrudninie zwlaszcza jak sie na przyklad jedzie z pracy z zakupami.
Nie rozumiem skad tyle zlosliwosci w Twojej wypowiedzi do mnie? Czyzbym sie narazila przez sam fakt, ze lubie mieszkac w Ameryce?
No coz kazdy ma prawo do swoich wlasnych preferencji.
Skad ta sugestia, ze nigdy nie jezdzilam nigdzie poza Upstate i Hamptons? Jesli z mojego bloga, to przypominam, ze ja pisze bloga od 3 lat, w Ameryce mieszkam od 27 lat wiec troche czasu na zwiedzenie swiata juz mialam.
Owszem ktos moze czekac z podrozowaniem az ukonczy 60 lat, ja wolalam to zrobic wczesniej. Czy moze powinnam o tym pisac? Przedstawic jakies dowody?
Futrzak napisala notke o jej osobistych doswiadczeniach w Polsce po 12 latach zycia w Ameryce i ja sie do tego odnosze, do Polski, a nie do Europy, Rzym z tego co pamietam jest ciagle we Wloszech.
No chyba ze zostal przeniesiony, a ja o tym jeszcze nie slyszalam.
Przez: stardust w 11 Sierpień 2011
o 09:15
Dobra bilety już mamy. To ja napisze o największym absurdzie jaki wkurza mnie niemożebnie. Widzisz cenę 9$ za coś (cokolwiek). Ile zapłacisz…. Hmm no nie wiadomo jeśli wcześniej tego nie kupiłęś. Bo dojdzie Ci podatek. Irytuje mnie to nieprzerwanie od pół roku. A nie można by tego było pięknie jak w europie rozwiązać i podawać cenę ostateczną???? (w dodatku rozbitą na poszczególne podatki). No a.le stardust zapewne zaraz zapoda że jej to przecież właściwie nie przeszkadza i nie widzi z tym problemu poza tym to na pewno lepiej bo podatek wynosi 8,875% (czy cokolwiek)…. (o absurdalnie skomplikowanym systemie podatkowym nawet nie będę zaczynał). Różnym ludziom przeszkadzają różne rzeczy. Ale wkurza mnie jak ktoś mówi że w Polsce jest trudno. Trudno to jest kurde w ugandzie albo Macedonii a nie w Polsce…
A odnośnie skandynawii, aż musze spytac koleżankę (akurat pianistka) albo kolegę (akurat pracownik naukowy) ktora tam już przybywa czas jakiś i chwali sobie niesamowicie i nightlajf i życie jako takie i z tego co u nich byłem to mówię ze społecznosći fajne a i z obcokrajowcami idzie poimprezować.
Przez: nerdinnewyork w 11 Sierpień 2011
o 09:51
Po co te przetargi i udowadniania na sile, ze gdzies jest lepiej a gdzies gorzej,Moze po prostu jest inaczej?
Jezeli mieszkasz gdzies z wyboru to powinienes sie dostosowac do warunkow i systemu tam panujacego. Prawda, doliczanie podatku do zakupu przy kasie nie jest ulatwieniem ale jaki sens ma krytykowanie tego faktu i wielu innych?
Jezeli sie wszystko wciaz porownuje i wychodzi Ci na minus to lepiej wracaj tam gdzie czujesz sie bezpiecznie i swojsko zanim dostaniesz depresji i zmienisz sie w malkontenta.
Przez: Melquiades w 11 Sierpień 2011
o 10:05
Melquiades, AMEN:)))
Kazdemu jego wlasne niebo, ja mam swoje i jestem szczesliwa, ale ja tez uwielbiam byc szczesliwa:))) A to kolejna indywidualna sprawa:)))))
Przez: stardust w 11 Sierpień 2011
o 10:32
po co te przetargi? – bo kazdy z nas podjal jakas decyzje i teraz usiluje ja “uzasadnic” przed soba samym – tak juz dzialamy
kiedys decyzji nie bylo , kazdy siedzial w promieniu 50 mil od miejsca urodzenia i dobrze bylo – wolnosc wyborow to tylko klopot i rozterki
poza tym nowe nas razi choc szybko sie do tego mozna przyzwyczaic – po 5 latach wydaje mi sie ze bez apple cider nie mozna zyc albo ze kasowanie biletow to meka – i odwrotnie wydawac sie moze komus ze zycie w kraju gdzie ludzie jedza w samochodach i maja laugh track w TV to dla ograniczonych umyslowo
Przez: w. w 11 Sierpień 2011
o 11:19
W AMEN! a przetargi dlatego że ludzie mają różne zdania i lubią wymieniać poglądy na dziwne tematy. Bo ludzki umysł się adaptuje pięknie i zawsze:) Swoją drogą co wy z tym cydrem no… my tu w nyc rześko driny i wóde łoimy…. ale może to specyfika sfrustrowanych pracowników sektora finansowego:)
Przez: nerdinnewyork w 11 Sierpień 2011
o 13:23
@ nerd
Przeczytalem to co stworzyles i az mi sie smutno zrobilo. Od kiedy mieszkasz w NYC? Jedzenie tutaj jest narawde dobre, zwlaszcza “raw ingredients”. W Trader Joe’s byles? Na amazonie mozna kupic “zdrowa zywnosc” makaron, pomidory w puszkach, ocet, oliwe itd. sprowadzane z Wloch po smiesznych cenach… Ile wydajesz na jedzenie w tygodniu? U Nas wychodzi od $160 do $200, sami robimy chleb, bagels (uwielbiam), ciasta, obiady itd…
@ stardust
Ja jezdze Metro North i konduktor chodzi i sprawdza bilety. Jezeli chodzi o Southampton to jedyne co fajne to restauracja “La Parmigiana”.
Przez: bagel w 11 Sierpień 2011
o 21:56
Stardust, tak sie sklada, ze ja wlasnie zaplacilam mandat w NJTransit, bo zalozylam w swojej glupocie, ze wszedzie powinno byc tak samo i nie doczytalam instrukcji… kupilam bilet, wsiadlam, no i sie mocno zadziwilam, ze kolo ‘kierowcy’ nie ma kasownika, a pan kontroler nie skaskowal biletu, tylko wypisal mandat, bo bilet waliduje sie w maszynie na peronie… to byl Light Rail, i byc moze cos juz sie zmienilo, bo takich jeleni jak ja byla cala masa…. piszac o nowym systemie biletow w autobusach mam na mysli dzielnice NYC, nie polaczenia miedzymiastowe, obecnie, na niektorych liniach wprowadza sie zmiany, poniewaz system walidowania biletu u kierowcy jest przestarzaly i nie spelnia sie w sytuacji, gdy jest bardzo wielu pasazerow, ustawia sie wtedy niemilosierna kolejka, wszystko trwa godzinymi, i w rezultacie szybciej jest na piechote…
tak mi sie zycie ulozylo, ze mieszkam troche tu i tam i znam zalety i wady jednego i drugiego…
i wybacz, ale dopiero teraz bede zlosliwa piszac, ze rece mi opadaja, jak ktos narzeka, ze w Polandii jest smietnik, a zaraz potem wyznaje, ze wlasciwie to nauczyl sie nie smiecic dopiero na emigracji… a ktos inny, majac w tle debate nad dlugiem narodowym chwali sie, ze na zasilku dla bezrobotnych stac go zeby wyjsc do restauracji…. znam tez takich, ktorzy do poznej nocy beda opowiadali jakie w Polsce zlodziejstwo, a nastepnego dnia bez zenady zamieniaja metki na butach w Payless… no bo przeciez jedno z drugim nie ma zwiazku… i nie zapomnij wylaczyc AC, jak otwierasz okno, bo chcial-nie-chcial, mimo ze w lesie czysto, to USA ma najwyzsze zanieczyszczenie powietrza na swiecie…
Przez: ania w 12 Sierpień 2011
o 01:03
ania:
a mnie rece opadaja jak ktos widzi zwiazek miedzy dlugiem narodowym a pobieraniem zasilku. Bo widzisz, ja na ten zasilek sobie zapracowalam przez 11 lat placac unemployment tax odciagany co miesiac z mojej pensji w wysokosci 15% (notabene wplacilam wiecej niz zdazylam pobrac).
A dlug narodowy wypracowal sobie rzad federalny nie pytajac sie mnie o zgode.
Jesli uwazasz, ze w ramach “patriotyzmu” wstydem jest pobierac cos, za co placilas przez 11 lat, to sorry niezle ci musieli mozg wyprac.
Przez: futrzak w 12 Sierpień 2011
o 02:30
Ania, ja naprawde nie rozumiem o czym piszesz. Moj maz korzysta z NJTransit codziennie dojezdzajac do pracy i nigdy o czyms takim nie slyszalam. Moze inna linia? Ja jezdze autobusem codziennie z domu do metra i tez nie spotkalam sie z nowym systemem, ale wiem, ze wprowadzaja, wiec tu sie nie bede sprzeczac. Nie przeszkadzaja mi ludzie stojacy w kolejce do autobusu, bo nikt sie nie pcha i nie dyszy mi w szyje.
Tak czy inaczej, mnie naprawde nie zalezy gdzie Tobie jest dobrze, czy na ten przyklad z czego jest lub nie jest zadowolony nerdinnewyork. Mnie jest dobrze i tylko to jest wazne, nie wyobrazam sobie zycia w kraju, czy w ogole w okolicznosciach w ktorych nie byloby mi dobrze. Dlatego wlasnie mieszkam gdzie mieszkam i rowniez dlatego Polska mi nie odpowiada. Europa zreszta tez mi nie odpowiada:))
Gdyby mi sie nie podobalo w Ameryce, to juz dawno bym stad wyjechala.
Przez: stardust w 12 Sierpień 2011
o 03:18
futrzak, gdzie Ty przeczytalas, ze pobieranie zasilku jest wstydem?
zwiazek widze taki, ze jest ogolna tendencja do zycia ponad stan… powiedz mi, po co 4 osobowej rodzinie MacMansion, po co jezdzic SUVem po plaskich jak decha autostradach i zzerac podwojne porcje w restauracji, a potem robic operacje na zmniejszenie zoladka? i guzik mnie obchodzi, czy rozmawiamy o Polandii, USA, Argentynie, czy UK, bo to po prostu lezy to w ludzkiej naturze…
moj wyprany mozg podpowiada mi, ze wstydem to jest malkontenctwo, wygodnictwo i bezmyslna konsumpcja…
i sorry, nie przekona mnie nikt, ze pakowanie zakupow w podwojne torby w Keyfoodzie jest fajne…
Przez: ania w 12 Sierpień 2011
o 03:45
@Bagel… Byłem w wholefood a w trader joe raz przed poniedzialkowym filmem w gryant park kupić wino;) Wholefoods jest ok, ale mocno drogie. W ten weekend pójdę na ten union square bo ja duże zakupy to tylko w weekend mogę zrobić bo w tygodniu to nie da rady…
Poza tym ja wiem, że tutaj gdzieś na pewno jest dobre jedzienie. Nowojorczycy są zbyt wybredni żeby nie mieli dobrego jedzenie, chodzi o to żę znalezienie go nie jest już takie łatwe i wymaga sporo wysiłku;) (ach gdzie te warzywniaki na co drugim rogu:D).
Poza tym restauracje naprawdę mają dobre żarcie:D i dlatego tutaj tyle osób jest jedzenioholiikami
Przez: nerdinnewyork w 12 Sierpień 2011
o 04:02
15% na unemployment insurance?
chyba czeka Cie jakis refund :)
http://www.edd.ca.gov/payroll_taxes/Unemployment_Insurance_Tax.htm
Przez: w. w 12 Sierpień 2011
o 04:52
@ nerdinnewyork
Hey, tak, Whole foods jest drogie i takies boie. Jezeli chodzi o market na Union Square, produkty moze sa i local alze wiekszosc jest pryskana “herbicides and pesticides” tak jak w Polsce. )-: W Szczecinie kupowalo sie warzywa na “Manhattanie”, do teraz ta nazwa mnie rozbraja.
Przez: bagel w 12 Sierpień 2011
o 12:14
@ ania
Nieznajomosc przepisow/brak zrozumienia nie zwalnia Ciebie od ich przestrzegania. Ostatnio jak wracalem z pracy jakas banda Polakow wsiadla niedaleko mnie, polowa byla przepita, dwie glupie laski i 3 chlopakow. W ich slowniku konduktor to “skurwysyn” ktoremu trzeba pokazac bilet. Twoj wpis bardziej pasuje na forum gazeta.pl/
Przez: bagel w 12 Sierpień 2011
o 12:25
dodam o biletach, bo widzę że rozgorzała tu dyskusja- tak, potwierdzam, w Rzymie też się kupuje bilety i kasuje i też się daje do kontroli. No i cięzko jest znaleźć miejsce, gdzie bilet można kupić.
Odnosnie biurokracji w Polsce- Futrzak, nie przesadzaj, we Włoszech to jest dopiero biurokracja! Pisałam u siebi niedawno, że rok czekałam na zameldowanie, które jest obowiązkowe we Włoszech tak samo jak w Polsce. Z tym, że tutaj jeszcze do domu masz nalot strażników miejskich, którzy sprawdzaja czy na pewno tu mieszkasz i dopiero po ich raporcie możesz dostać zameldowanie.
Przez: thernity w 12 Sierpień 2011
o 13:39
w:
to jakies novum. Jak pracowales na 1099 (czyli independent contractor) to placiles cala sume czyli 15%. Tak placilam jak najbardziej – mam to w zeznaniach podatkowych. Gdy pracowalam na full time to ja placilam 7% i pracodawca 7%.
ania:
ok, o wstydzie nie bylo mowy; napisalas ze
“dopiero teraz bede zlosliwa piszac, ze rece mi opadaja, jak ktos narzeka, ze w Polandii jest smietnik, a zaraz potem wyznaje, ze wlasciwie to nauczyl sie nie smiecic dopiero na emigracji… a ktos inny, majac w tle debate nad dlugiem narodowym chwali sie, ze na zasilku dla bezrobotnych stac go zeby wyjsc do restauracji…. znam tez takich, ktorzy do poznej nocy beda opowiadali jakie w Polsce zlodziejstwo, a nastepnego dnia bez zenady zamieniaja metki na butach w Payless… no bo przeciez jedno z drugim nie ma zwiazku…”
Stad wyciagnelam wniosek, ze pobieranie zasilku ma daleko idacy zwiazek z debata o dlugu narodowym i nie jest dzialaniem pozytywnym, podobnie jak zamienianie metek na butach i smiecenie gdzie popadnie.
Przez: futrzak w 12 Sierpień 2011
o 14:19
ania:
cd. : owszem napisalam, ze bedac na zasilku stac mnie bylo na wyjscie do knajpy 2-3 razy w tygodniu – ale to bylo porownanie do realiow polskich, a nie chwalenie sie, to po pierwsze. Po drugie nie pisalam nigdzie, ze faktycznie chodzilam pare razyw tygodniu stolowac sie w restauracjach :) – bo w istocie nie chodzilam.
Przez: futrzak w 12 Sierpień 2011
o 14:24
Nina, te 15% o ktorych piszesz to Medicare + SSN. Unemployment tax byl przez ostatnich 20+ lat tylko 6.2% od pierwszych $7’000 zarobionych w roku i byl placony przez twoich pracodawcow. Jak bylas na 1099 to go wcale nie odprowadzalas.
http://www.irs.gov/businesses/small/international/article/0,,id=104985,00.html
http://www.irs.gov/publications/p926/ar02.html#en_US_publink100086745
http://en.wikipedia.org/wiki/Federal_Unemployment_Tax_Act
Tak wiec raczej rzad amerykanski dofinansowal twoje unemployment benefits…
Przez: scientika w 12 Sierpień 2011
o 14:49
tyle ze bedac na 1099 jestes self-employed i placisz te podatki, ktore normalnie pracodawca odprowadza na rzecz pracownika full-time. Bedac full-time np. placisz ty polowe i polowe twoj pracodawca; bedac self-employed placisz ty calosc.
Przez: futrzak w 12 Sierpień 2011
o 15:00
Tak, wiem. Ale sa to podatki Medicare i SSN, nie unemployment.
Konkretnie:
1) Jesli jestes zatrudniona w jakies firmie na W-2 to placisz 6.2% (w tym roku 4.2%) na SS od dochodu do $106,800 i 1.45% na Medicare od calosci pensji, a twoj pracodawca placi takze 6.2% na SS od dochodu do $106,800 i 1.45% na Medicare.
2) Jak jestes self-employed to placisz i czesc pracownika i pracodawcy (czyli w 2011 – 10.4% na SS od dochodu do $106,800 i 2.9% na Medicare od calosci pensji).
3) Nia ma to NIC wspolnego z unemployment tax, ktory wynosi zaledwie 6.2% (w tym roku 6% od pierwszych $7,000) i ktory placi tylko i wylacznie pracodawca. Co wiecej, przy srednich pensjach rzedu >$70,000 rocznie ten podatek to zaledwie 0.6% (albo mniej) pensji. I jeszcze raz powtorze, ze jesli jestes self-employed to nie placisz unemployment tax.
4) Czyli by “zarobic” na swoje unemployment, ktore ci wyplacano przez ostatnie 2 lata (24 miesiace x $2,000 = $48,000) musialby Twoj pracodawca placic za ciebie unemployment tax przez jakies 110 lat – Rocznie odkladane w Twoim imieniu bylo 6.2% x $7,000 = $434; czyli by uzbierac $48,000 musialabys miec przepracowane jakies 110lat :)
Tak wiec to zdanie nie jestes prawdziwe:
“Bo widzisz, ja na ten zasilek sobie zapracowalam przez 11 lat placac unemployment tax odciagany co miesiac z mojej pensji w wysokosci 15% (notabene wplacilam wiecej niz zdazylam pobrac).”
Przez: scientika w 12 Sierpień 2011
o 15:58
Ja bedac self-employed placilam unemployment tax. Ksiegowosc robil mi CPA. Pomylil sie?
Przez: futrzak w 12 Sierpień 2011
o 16:10
futrzak, sorry, po prostu przeczytalam cos w stylu, ze na zasilku stac Cie na ‘restaurana’ i zadzialalo na mnie jak plachta na byka… moze dlatego, ze wlasnie wysluchalam historii znajomych znajomych, ktorzy kupili domisko na przedmiesciach, kazde musi miec samochod, no bo trzeba jakos stamtad dojechac, no i jacht trzeba, no bo woda blisko…. dodam, ze maja dwoje dzieci i wtedy niezle obydwoje zarabiali…. tylko ze tak sie stalo, ze jedno stracilo prace… i wyobraz sobie, oni w ogole nie przewidzieli takiego scenariusza… teraz placza, ale wiesz dlaczego? bo bidulki musza sprzedac jacht… no w d… sie poprzewracalo…. sorry, juz zamilkne….
Przez: ania w 13 Sierpień 2011
o 00:17
ania:
no takie podejscie faktycznie jest IMHO bez sensu. W USA bylo powszechne – ludzie zadluzali sie po same uszy, dom na kredyt, samochod na kredyt, dlug na kartach i zero pomyslunku ze co bedzie jak dochody spadna. Tymczasem mozna zaoszczedzic duzo ( o ile ktos nie wypadl w ogole poza margines spoleczenstwa) jesli zmieni sie ciut podejscie. Przestac stolowac sie po restauracjach, kupic samochod zamiast na kredyt to tanszy uzywany za gotowke; splacac zawsze karty, nie wydawac na niepotrzebne pierdoly (nastepny wiekszy telewizor albo nowszy smartfon etc.), ograniczyc powierzchnie zyciowa.
Coz, teraz w zwiazku z kryzysem przechodza przyspieszona edukacje w tym zakresie…
Przez: futrzak w 13 Sierpień 2011
o 05:47
@ Futrzak
Wedlug naszego ksiegowego/prawnika tak, pomylili sie. Chybaze Twoja sytuacja jakos sie roznila bardzo od naszej/typowej osoby self-employed.
A propos czy po tym jak bylas self-employed i stracilas kontrakt nalezal ci sie zasilek dla bezrobotnych? Bo wedlug przepisow nalezal by ci sie tylko wtedy gdy zalozylas wlasny S-corp lub C-corp. A jesli nie zalozylas wlasnej korporacji, nie nalezaly ci sie unemployment benefits i w zwiazku z tym tez bez sensu byloby je placic. Wiecej tu:
http://www.buzzle.com/articles/self-employed-unemployment-benefits.html
Przez: scientika w 13 Sierpień 2011
o 10:09
bagel:
piszesz “Nieznajomosc przepisow/brak zrozumienia nie zwalnia Ciebie od ich przestrzegania.” i wlasnie o to chodzi, ze ja sie z Toba w 100% zgadzam… co chyba jasno sugeruje piszac o mojej wlasnej glupocie i nie doczytaniu instrukcji…
nigdy w zyciu nie jechalam z premedytacja na gape, a pic, nawet jak bym chciala, nie moge, wiec to nie mnie spotkales w metrze…
rozchodzilo mi sie o to, ze w roznych krajach, stanach, ba… nawet dzielnicach stosowane sa rozne systemy walidowania biletow w zaleznosci od potrzeb… system, ktory kiedys stosowano i stosuje sie jeszcze w niektorych dzielnicach NYC, gdzie wszyscy wsiadaja do autobusu drzwiami kolo kierowcy, w Polandii (podobnie jak w Rzymie) moim zdaniem nie zdal by egzaminu z racji na liczbe pasazerow…. moj komentarz o Light Rail mial na uwadze pokazanie roznorodnosci i tego, ze nie mozna zakladac, ze wszedzie powinno byc tak samo jak u nas w domu, bo tylko to co u nas w domu jest slusznie… na marginesie w pociagach w Italii stosuje sie dokladnie taki system jak kiedys w Light Rail, czyli kupujesz bilet i walidujesz go przed wejsciem do pociagu w kasowniku na peronie, albo gdzies indziej na dworcu…
gazete znam z czasow, kiedy byla wyborcza, miescila sie w malym lokalu na mokotowie i nikomu sie nie snilo, ze bedzie kiedys najwiekszym dziennikiem w Polandii, a juz na pewno nikt nie myslal o internecie i komentarzach online, bo wtedy chodzilo o cos innego… takze komentarza o komentarzach i tak nie zrozumiem… :)
Przez: ania w 14 Sierpień 2011
o 08:31
@ ania
Nie napioslem tego z przekasem. Ani po to zeby Tobie udowodnic ze wiem lepiej.Wezmy przyklad “jury duty” ktorego kompletnie nie akceptuje. Kilka razy dostawelam listy zanimi wyslalem kartke z ksero z green card jak sie dowiedzialem ze “muszE” odpisac w NY. /-: System wsiadania z kultura od autobusu z przodu jak najbardziej mi odpoiwada. Nie wiem jak jest teraz w Polsce ale ile razy wracam Metor North do domu wieczorem to bardzo duzo osob pije piwo bez zadnych zachamowan. )-: Oglenie to MTA jest bezuzeteczna. Slyszlasa ze wszytkie tools ida do gory? )-;
Przez: bagel w 15 Sierpień 2011
o 12:05
@Ania
“gdzie wszyscy wsiadaja do autobusu drzwiami kolo kierowcy, w Polandii (podobnie jak w Rzymie) moim zdaniem nie zdal by egzaminu z racji na liczbe pasazerow…”
bylem w Moskwie i nie bylo problemu z iloscia pasazerow, kwestia przyzwyczajenia ludzi i wszystko. Kreciolek z przodu i jakos juz glupio wciskac sie bez biletu :), w ten sposob wyeliminowali prawie calkowice gapowiczow
Przez: siewa w 16 Sierpień 2011
o 07:02
[...] Dla mnie dramatyczne staje się znudzenie problemami Grecji, jęczenie, jak to w Polsce jest źle i jakimi leszczami musimy być, skoro jeszcze stąd nie uciekliśmy czy przedwyborcza gra na [...]
Przez: Madness? THIS IS MARRIAGE!!! « [scraps of reality] w 13 Wrzesień 2011
o 01:54