Jest piata po poludniu, kiedy wychodze z domu do knajpy. Temperatura na zewnatrz ciagle 20 st C.
SPOKO.
Nie biore kurtki, bo po co? bluzka, kamizelka, spodnie letnie, styknie.
Wychodze z knajpy: 23.00. Temperatura na zewnatrz: 10 st C.
O ja pier…!!
Zimno.
Przez pierwsza mile biegne, zeby nie zamarznac. Potem juz nie moge, wiadomo – czlowiek pod wplywem se nie pobiega. Ide szybkim marszem, odmarzaja stopy i dlonie.
Przychodze do domu – okulary blyskawicznie zaparowuja, uszy czerwone jak buraczki cwiklowe.
I co? Nic.
Mysli ktos, ze od takiego czegos sie mozna przeziebic? FIGA. Przeciez przeziebienie to WIRUSOWA infekcja gornych drog oddechowych. Dlaczego tyle matek ogaca dzieci jak drzewka na zime, bo “przewieje cie i sie przeziebisz”??? Ze juz o starszych ludziach nie wspomne. Bo obwieje i nabawi sie czlowiek, no. UHHHHHH.
Starsi się ogacają bo im często jest faktycznie zimno – z krążeniem kłopot, ruszają się słabo…
Dzieci tłuszczyku mają mało więc *jeśli się nie ruszają* to zmarzną statystycznie szybciej od dorosłego. Tyle, że zazwyczaj się ruszają ;)
A czy zmarznięcie obniża odporność i tym wirusom łatwiej czy nie – tu chyba nie ma ostatecznych dowodów ani w prawo ani w lewo.
Jako, że u mnie każdy nocleg u ojca na wsi w zimie kończy się katarem (ogrzewanie węglowe czyli wieczorem gorąco a rano zimno jak diabli) ale już nie w lecie (więc nie alergia na pióra ;) ) i nie jeśli nie nocuje, to ja bym się jednak skłaniał do tego, że jakiś związek jednak jest.
(BTW – brak nie przemrożonych lodów w zimie po sklepach, bo się ludziska boja ich jeść i obrotu nima, co roku nieodmiennie mnie drażni. Ale wiosna już nie długo…)
Przez: D- w listopad 3, 2009
o 13:53
Specjalistą nie jestem, mogę się mylić – ale chyba zasada jest taka, że przy dużej zmianie temperatur śluzówka staje się łatwiejsza do pokonania przez obecne dookoła bakterie i wirusy. Czyli to, co normalnie by się rozbiło o ścianę naszej odporności, wnika do środka i robi zamęt.
Przez: TFM w listopad 4, 2009
o 04:10
Nie ma zadnych badan, ktoreby wykazywaly zwiazek niskiej temperatury z wystepowaniem przeziebienia.
ja sama przestalam cierpiec na przeziebienia odkad sie wyprowadzilam z Polski.
Jedni mowia, ze to klimat… a ja widze, ze moj tryb zycia sie zmienil: nie jezdze komunikacja publiczna (nie ma jej tu w zasadzie), w pracy jak ktos choruje to zostaje w domu – nie rozsiewa wiec wirusow.
Nie mam kontaktu z osobami zarazonymi, to i nie choruje…
W zeszlym roku zapadlam raz – ale to dlatego, ze jakis osiol przyszedl do pracy chory i pozarazal pol dzialu…
Przez: futrzak w listopad 4, 2009
o 11:38
cos mi sie to wydawalo nieprawdopodobne – bo chyba juz KAZDE badania byly przeprowadzone – mniej lub wiecej powazne/oczywiste
http://www.newscientist.com/article/dn12808-cold-weather-really-does-spread-flu.html
pewnie bylo tez kilka badan ktore dowiodly ze jest odwrotnie…
Przez: Jurek w listopad 4, 2009
o 12:37
Jurek:
nie jestem pewna, ze to to samo.
artykul jest o tym, ze zarazki grypy najlepiej przenosza sie w srodowisku zimnym.
ja pisze o tym, ze od samego spocenia i zawiania wiatru nikt jeszcze nie zlapal przeziebienia, a to dlatego, ze najpierw musza obecne byc wirusy.
Przez: futrzak w listopad 4, 2009
o 12:46
“Przeciez przeziebienie to WIRUSOWA infekcja gornych drog oddechowych.”
Warto pamiętać jednak, że rinowirusy, które bardzo często (jeśli nie najczęściej) odpowiedzialne są za tzw. przeziębienia, lepiej namnażają się w temp. niższej, niż normalna człowieka. Czyli właśnie w takiej, jaką może mieć przemarznięty nos. Kwestia więc “przewiania” i przeziębienia nie jest więc taka do końca głupia :-), choć oczywiście nie wyczerpuje zagadnienia.
Przez: sporothrix w listopad 4, 2009
o 13:02
sporothrix:
no… to w takim razie bieganie i pocenie sie robi ZNAKOMICIE bo podnosi temperature ciala, oddechu no i nosa, prawda :)
Przez: futrzak w listopad 4, 2009
o 13:09
Ale woda chłodzi :-). I owiewające powietrze, jak w tym kawale o zamarzaniu przy bieganiu na pustyni ;-). A poważniej, to nos jest często chłodniejszy w ogóle, dlatego jeśli znajdą się tam akurat rinowirusy, to będą się namnażać, potem polezą nawet trochę głębiej (bo nie jest tak, że one lubią tylko niskie temperatury) i zaziębienie gotowe.
Przez: sporothrix w listopad 4, 2009
o 13:25
Nie ma takiego miejsca które byłoby wolne od wirusów. A że – jak tu już napisano – w niskiej temperaturze wirusy się lepiej namnażają, plus zmniejsza się skuteczność działania śluzówki, to wniosek jest dość prosty…
Choć jeżeli chodzi o mnie osobiście, praktycznie też choruję tylko wtedy gdy ktoś mnie zarazi, a to z reguły ma miejsce w domu – zarażam się przeważnie od żony lub dzieci, gdy oni skądś przywloką infekcję…
Od samego zimna od dawna nie zdarzyło mi się rozchorować – właściwie to od czasu, kiedy zacząłem poruszać się wyłącznie rowerem w każdą pogodę. Jazda na zimnie uodparnia… ;)
Przez: raj w listopad 5, 2009
o 07:27
@ Raj
Nie ma takiego miejsca które byłoby wolne od wirusów. A że – jak tu już napisano – w niskiej temperaturze wirusy się lepiej namnażają,
Uściślę tylko – parę miejsc bez wirusów by się jednak znalazło, tak ogólnie, bo nie jest to tematem tej dyskusji. Oraz – w niższej temperaturze lubią namnażać się tylko niektóre wirusy, nie wszystkie, które powodują zaziębienia.
Przez: sporothrix w listopad 5, 2009
o 10:38