Napisane przez: futrzak | listopad 3, 2009

Kalifornijska pogoda

Jest piata po poludniu, kiedy wychodze z domu do knajpy. Temperatura na zewnatrz ciagle 20 st C.
SPOKO.
Nie biore kurtki, bo po co? bluzka, kamizelka, spodnie letnie, styknie.

Wychodze z knajpy: 23.00. Temperatura na zewnatrz: 10 st C.

O ja pier…!!
Zimno.
Przez pierwsza mile biegne, zeby nie zamarznac. Potem juz nie moge, wiadomo – czlowiek pod wplywem se nie pobiega. Ide szybkim marszem, odmarzaja stopy i dlonie.
Przychodze do domu – okulary blyskawicznie zaparowuja, uszy czerwone jak buraczki cwiklowe.

I co? Nic.
Mysli ktos, ze od takiego czegos sie mozna przeziebic? FIGA. Przeciez przeziebienie to WIRUSOWA infekcja gornych drog oddechowych. Dlaczego tyle matek ogaca dzieci jak drzewka na zime, bo “przewieje cie i sie przeziebisz”??? Ze juz o starszych ludziach nie wspomne. Bo obwieje i nabawi sie czlowiek, no. UHHHHHH.


Odpowiedzi

  1. Starsi się ogacają bo im często jest faktycznie zimno – z krążeniem kłopot, ruszają się słabo…
    Dzieci tłuszczyku mają mało więc *jeśli się nie ruszają* to zmarzną statystycznie szybciej od dorosłego. Tyle, że zazwyczaj się ruszają ;)

    A czy zmarznięcie obniża odporność i tym wirusom łatwiej czy nie – tu chyba nie ma ostatecznych dowodów ani w prawo ani w lewo.
    Jako, że u mnie każdy nocleg u ojca na wsi w zimie kończy się katarem (ogrzewanie węglowe czyli wieczorem gorąco a rano zimno jak diabli) ale już nie w lecie (więc nie alergia na pióra ;) ) i nie jeśli nie nocuje, to ja bym się jednak skłaniał do tego, że jakiś związek jednak jest.

    (BTW – brak nie przemrożonych lodów w zimie po sklepach, bo się ludziska boja ich jeść i obrotu nima, co roku nieodmiennie mnie drażni. Ale wiosna już nie długo…)

  2. Specjalistą nie jestem, mogę się mylić – ale chyba zasada jest taka, że przy dużej zmianie temperatur śluzówka staje się łatwiejsza do pokonania przez obecne dookoła bakterie i wirusy. Czyli to, co normalnie by się rozbiło o ścianę naszej odporności, wnika do środka i robi zamęt.

  3. Nie ma zadnych badan, ktoreby wykazywaly zwiazek niskiej temperatury z wystepowaniem przeziebienia.

    ja sama przestalam cierpiec na przeziebienia odkad sie wyprowadzilam z Polski.
    Jedni mowia, ze to klimat… a ja widze, ze moj tryb zycia sie zmienil: nie jezdze komunikacja publiczna (nie ma jej tu w zasadzie), w pracy jak ktos choruje to zostaje w domu – nie rozsiewa wiec wirusow.
    Nie mam kontaktu z osobami zarazonymi, to i nie choruje…
    W zeszlym roku zapadlam raz – ale to dlatego, ze jakis osiol przyszedl do pracy chory i pozarazal pol dzialu…

  4. cos mi sie to wydawalo nieprawdopodobne – bo chyba juz KAZDE badania byly przeprowadzone – mniej lub wiecej powazne/oczywiste

    http://www.newscientist.com/article/dn12808-cold-weather-really-does-spread-flu.html

    pewnie bylo tez kilka badan ktore dowiodly ze jest odwrotnie…

  5. Jurek:
    nie jestem pewna, ze to to samo.
    artykul jest o tym, ze zarazki grypy najlepiej przenosza sie w srodowisku zimnym.

    ja pisze o tym, ze od samego spocenia i zawiania wiatru nikt jeszcze nie zlapal przeziebienia, a to dlatego, ze najpierw musza obecne byc wirusy.

  6. “Przeciez przeziebienie to WIRUSOWA infekcja gornych drog oddechowych.”

    Warto pamiętać jednak, że rinowirusy, które bardzo często (jeśli nie najczęściej) odpowiedzialne są za tzw. przeziębienia, lepiej namnażają się w temp. niższej, niż normalna człowieka. Czyli właśnie w takiej, jaką może mieć przemarznięty nos. Kwestia więc “przewiania” i przeziębienia nie jest więc taka do końca głupia :-), choć oczywiście nie wyczerpuje zagadnienia.

  7. sporothrix:
    no… to w takim razie bieganie i pocenie sie robi ZNAKOMICIE bo podnosi temperature ciala, oddechu no i nosa, prawda :)

  8. Ale woda chłodzi :-). I owiewające powietrze, jak w tym kawale o zamarzaniu przy bieganiu na pustyni ;-). A poważniej, to nos jest często chłodniejszy w ogóle, dlatego jeśli znajdą się tam akurat rinowirusy, to będą się namnażać, potem polezą nawet trochę głębiej (bo nie jest tak, że one lubią tylko niskie temperatury) i zaziębienie gotowe.

  9. Nie ma takiego miejsca które byłoby wolne od wirusów. A że – jak tu już napisano – w niskiej temperaturze wirusy się lepiej namnażają, plus zmniejsza się skuteczność działania śluzówki, to wniosek jest dość prosty…

    Choć jeżeli chodzi o mnie osobiście, praktycznie też choruję tylko wtedy gdy ktoś mnie zarazi, a to z reguły ma miejsce w domu – zarażam się przeważnie od żony lub dzieci, gdy oni skądś przywloką infekcję…

    Od samego zimna od dawna nie zdarzyło mi się rozchorować – właściwie to od czasu, kiedy zacząłem poruszać się wyłącznie rowerem w każdą pogodę. Jazda na zimnie uodparnia… ;)

  10. @ Raj
    Nie ma takiego miejsca które byłoby wolne od wirusów. A że – jak tu już napisano – w niskiej temperaturze wirusy się lepiej namnażają,

    Uściślę tylko – parę miejsc bez wirusów by się jednak znalazło, tak ogólnie, bo nie jest to tematem tej dyskusji. Oraz – w niższej temperaturze lubią namnażać się tylko niektóre wirusy, nie wszystkie, które powodują zaziębienia.


Zostaw odpowiedź

Twoja odpowiedź:

Kategorie