Napisane przez: futrzak | 10 Sierpień 2009

Relacja z wakacji w Ogunquit, Maine

Od czego by tu zaczac…
Od poczatku moze.

Dojazd.

Po przesiadce w Waszyngtonie na lotnisku Dulles zaladowano nas do malego propeler plane i wyladowalismy w Manchester, NH. Lotnisko malutkie jak pierdniecie muła z przeproszeniem, ale przynajmniej tloku nie bylo…
Odebrali nas brat czcigodnego z zona – ci, co zostali u mnie tydzien po przyjezdzie z Nowej Zelandii.

Dojechalismy na miejsce bez problemow, po czym okazalo sie, ze…. rodzice czcigodnego, ktorzy mieli byc na miejscu w poludnie i odebrac lokal, nie wyjechali nawet z domu ani nie skonczyli pakowania. Sam dojazd to poltorej godziny, ale logistyka ich przerosla. Dwoje osob po siedemdziesiatce, siostra czcigodnego w siodmym miesiacu ciazy z rocznym dzieckiem oraz mezem (notabene Francuzem, szalenie sympatycznym).
Do tego skladane lozko dzieciece, fury zabawek, komplety poscieli dla 10 osob, jakies wiatraki, reczniki, cala gora zarcia, proszki do prania, fotelik dzieciecy, krzeselko dzieciece, stoliczek, sryczek i pierdolniczek.
Upchali to w koncu w TRZY samochody. Wyruszyli.
Poczem okazalo sie, ze nie bylo zadnych ustalen odnosnie tego, jak odebrac klucze.

No rece mi opadly normalnie. Czcigodny z bratem oczywiscie piana na ustach i trudno sie dziwic.
Nic to. Chalupe znalezlismy, mnie sie chce do kibla a tu figa. W koncu śwagierka postanowila z glupia frant sprawdzic, czy drzwi sa zamkniete. Okazalo sie, ze nie, wiec weszlismy. Na stole list od wlascicielki oraz jeden komplet kluczy.

Gites. Chalupa okazala sie tragiczna, przynajmniej moim zdaniem. Z zewnatrz wszystko bylo ok, ale w srodku…. SMROD. Plesni, starego domu, zmurszalego drewna i niewiadomo czego jeszcze. Do kompletu nierowne podlogi, sufit oraz sciany i oczywiscie nie domykajace sie drzwi do lazienki, kuchni, salonu…

AA!!!!
Dodam, ze wynajecie tego cuda (bedzie na zdjeciach) z czterema sypialniami, dwoma i pol lazienkami, kuchnia, salonem, jadalnia kosztowalo za tydzien trzy tysiace dwiescie dolarow.
Normalnie rence mnie opadly. Osoba wynajmujacą i ogladajaca dom byla matka czcigodnego. Przestalam sie dziwic, kiedy powiedzial, ze ich dom (wynajmowany przez ostatnie ponad dwadziescia lat) jest w podobnym stanie.

Ulokowano nas w sypialni z dwoma pojedynczymi lozkami albowiem nie jestesmy oficjalnie malzenstwem a rodzice zagorzali katolicy. Pikny poczatek.

Miasteczko i okolice

coz, Maine to nie Kalifornia, a Ogunquit to typowe turystyczne miejsce wypoczynkowe. Cztery ulice na krzyz, pare kilometrow piaszczystych plazy, dzikie tlumy, sznury samochodow stojace w korkach na tych czterech ulicach.
Zero publicznego dostepu do Internetu. Najblizszy duzy supermarket w nastepnym miasteczku, jakies pare mil dalej. Ladne domki w stylu wiktorianskim, tudziez stylizujacym sie na. Sklepy z pamiatkami, ciuchami, sztuka – trzeba przyznac, ze nie szajs, za to drogie jak cholera i pretensjonalne.

Podobnie jak jedzenie.
Miejscowa specjalnosc to crab roll, w cenie od osmiu do 16 dolarow, w zaleznosci od miejsca i wielkosci porcji.
Zamowilam raz i pozalowalam. Dostaje sie zwykla gąbczasta bułke, taka jak na hot doga tylko wieksza, na to pacnięte mieso kraba wymieszane z jakims badziewnym wodnistym sosem.
Załamka. Za ta cene mozna dostac w Mountain View bardzo dobry obiad (nie wliczajac alkoholu) – np. sushi, sashimi, kuchnie meksykanska, czy tajska.
Reszta rodziny podobnie jak ja, sprobowala raz lunchu na miescie i dala sobie siana. Gotowano w domu z zakupow zrobionych w lokalnym supermarkecie i farmers market.

Ocean

piekny, piaszczyste plaze, czysciutka woda, dzikie tlumy i….. ZAJEBISCIE ZIMNA WODA.
15 stopni C.
To troche tak jak jazda na wakacje nad Baltyk, z ta roznica, ze Baltyk znaaaacznie cieplejszy w lecie jest…

Ale nic to. Zakupilismy boogie boards i dalej surfowac.
Taktyka w tej temperaturze wyglada tak: wchodzi sie POWOLI do wody i oddycha gleboko, zeby nie dostac szoku termicznego. Jak juz sie czlowiek zanurzy po szyje i zacznie miotac i trzepotac, po jakichs 3 minutach nie czuc juz nic. NIC.
Mozna przystapic do oceny nadbiegajacych fal, poczem uczyc sie jak trzymac deske tak, zeby nas z niej nie zmyło.
Nastepny etap: jak nie nachlać sie wody morskiej w momencie, gdy fala zalamuje sie na łeb. Oraz, jak nie dac sie sponiewierac po dnie.

Po opanowaniu tych podstawowych krokow mozna przystapic do bardziej zaawansowanych lekcji: jaka taktyke wybrac, zeby fala poniosla nas jak najdalej.
Z grubsza polega to na tym, zeby umiejscowic sie zaraz przed czolem fali, dostosowac wlasna predkosc do predkosci fali poczem ulozyc cialo w linii horyzontalnej.

Kurewsko trudne zadanie. Jak juz sie uda, satysfakcja niesamowita. Niestety bez wet/dry suit w wodzie daje sie wytrzymac góra pietnaście minut. Pozniej zaczyna sie trzęsawka i skurcze i trzeba wyłazic.

Rodzina

Rodzice czcigodnego, po siedemdziesiatce. Jeden brat z zona (ci od podrozowania), siostra w ciazy z jednorocznym dzieckiem, z mezem. Druga siostra z dzieckiem dwuletnim, maz dojechal na ostatnie dwa dni.
Pelna chata, jednym slowem.
Dziecko dwuletnie przechodzilo okres szału dwulatkow, darlo sie i kopalo kiedy tylko cos nie szlo po jego mysli, oraz tak se porykiwalo, jak sie nudzilo.
Rodzina stawala na glowie zeby go zabawiac, matka probowala cos robic, ale na niewiele sie to zdawalo.
Na szczescie nie musialam sie dziecięciem opiekowac ani zajmowac i bylam szczesliwa mogac sie oddalic od zrodla wrzasku.
Generalnie mialo to jedna wielka zalete: czcigodny stwierdzil, ze chyba nie chce miec dzieci :)

Rodzenstwo czcigodny ma bardzo fajne. Do pogadania, zartow, napicia sie i popalenia ziola. Co dzien wybieralismy sie na plaze w okolicach polnocy, zeby popodziwiac gwiazdy, pociagnac skręta…
Za trzecim razem miejscowa policja sie nam przyczepila do tylka. Bo SCIEZKA zamknieta jest po godzinie 22.00!
Szoł. Policyjny radiowoz, migotanie swiatel, latarka po oczach, opierdol…. sie potem krylismy po skalach jak jakies nastolatki.
Coz, USA. Widocznie pan policjant sie nudzil bardzo i wybral nas jako rozrywke – bo ludzi po sciezce przybrzeznej lazilo duzo, jednak tylko do nas sie przyczepil.

Przecietny dzien wygladal tak: najpierw wstawal ojciec, o 4 rano. Potem matki dzieciom, kolo szostej albo siodmej.
Ja wstawalam ostatnia, okolo 9.30 i zawsze bylam poganiana przez reszte, ktora juz chciala isc na plaze.
Plazowanie z dwojka dzieci, „mlodziez” na boogie boards, potem powrot, gotowanie obiadu, dla tej ilosci osob to zadanie na dwie zmiany i co najmniej dwie godziny.
Moj wklad to zrobienie calej gory salatki warzywnej, ktorej rodzice czcigodnego w ogole nie tkneli, za to rodzenstwo zezarlo miednice w ciagu trzech dni.

Po obiedzie zaczynal sie czas niezorganizowany: jedni zajmowali sie karmieniem, zabawianiem i przewijaniem dzieci, inni ukladali puzzle, jeszcze inni pili piwo, wino i prowadzili nocne rozmowy.

Jedyna lazienka przy sypialni zostala zaanektowana przez siostre w ciazy z mezem oraz rocznym dzieckiem, reszta tlumu klębiła sie w tej samej lazience – wobec czego kolejki, poganianie i takie tam.

Zatęsknilam za wlasnym domem i wanna do kąpieli….

Powrot

mial wygladac pieknie a sie spierdolil. Po dotarciu na lotnisko w Portland okazalo sie, ze nasz samolot do Newark jest spozniony o dwie godziny… szlag trafil polączenie do SFO, a ludzie stojacy w kolejce przed nami zabookowali wszystkie miejsca na connecting flights tego dnia.

Coz bylo robic. Przebookowano nas na nastepny dzien: lot do Newark o 10.55, potem 4 godziny czekania na samolot do SFO.
W sumie nie zaluje, bo dzieki temu czcigodny i jego brat pokazali mi Portand (Maine, nie mylic z oregońskim).
Zupelnie inne niz amerykanskie miasta, ktore do tej pory widzialam.

Minusem przestoju byl nocleg. Ja chcialam wynajac pokoj w hotelu, ale sie uparl czcigodny, zeby spac u jego brata.
Wyobrazcie sobie mieszkanie, w ktorym mieszkaja trzy dziewczyny, jeden glowny wynajmujacy – zagorzaly hipis i palacz trawki… do tego brat czcigodnego z zona w malutkim pokoju gdzie ledwie sie miesci materac na podlodze.
Jacys ludzie i psy ciagle sie przewijajacy, mieszkanie w stanie rozkladu i najwyzszego syfu: po wejsciu do lazienki mialam odruch wymiotny i nie chcialam niczego dotknac, bo sie lepilo od brudu.

Kurwa, nie wiem, jak ludzie moga tak zyc????
Jesli taka jest cena za niezaleznosc od „systemu” to ja pierdole taka niezaleznosc.
Zatesknilam za wlasna chalupa, czysta lazienka z wanna i generalnie prywatnoscia.
Nie znosze sytuacji, kiedy musze sie martwic w srodku nocy, jak przejsc do kibla, zeby nie wpasc na ludzi spiacych na podlodze, albo skad wziac papier toaletowy – bo sie akurat skonczyl.
Kiedys, bedac nastolatka, moglam mieszkac na waleta byle gdzie albo w hostelu i czekac godzinami, az sie zwolni wspolna lazienka na piętrze.
Dzis juz nie mam na to nerwow. Po dwoch dniach lepienia sie od brudu i niewyspania jakos odechciewa mi sie zyc…

Podsumowanie

Wyjazd nie byl zly. Zapomnialam o problemach, towarzystwo w postaci rodzenstwa czcigodnego jest naprawde fajne.
Po tygodniu jednak z ulga wrocilam na wlasne śmiecie. I napewno nie jest to rodzaj wakacji, ktore sa moimi ulubionymi.

About these ads

Responses

  1. siedmiomiesięczna ciąża plus roczne dziecko to mnie jednak przerasta. czyżby kolejna która wierzyła że karmiąc piersią się nie zachodzi? ;)

    a poza tym dobrze wyjechać żeby wrócić!

  2. niezła ekipa… nie znoszę tłumów i ryczących bachorów, więc chyba nie na moje nerwy… do tego ten syf w łazience u krewnych mieszkających z jakimiś hippisami? nie do zniesienia dla mnie, bleee…
    może jestem zbyt wymagająca od życia, ale lubię pewien standard – lubię też koczować pod namiotem, ale z czystą wodą w okolicy;)
    temperatura oceanu jak u nas, hehe:D w życiu się nie kąpałam w Irlandii w oceanie, morzu czy jeziorze chociażby, bo można od razu na zapalenie (co najmniej) jajników wylądować w szpitalu:D
    a ta żona Francuza niezła – ja bym miała niezłą traumę po pierwszym porodzie… a ta już z kolejnym w ciąży… ech, baby…;)

  3. Fajnie, że w końcu wróciłas :). Nie licząc clusterfuck’u w chałupie i dzieci, z opisu wygląda to na całkiem przyzwoite wakacje. Dobrze czasem się tak gdzieś wyrwać, nawet jeśli dalekie to od ideału. Ale podobnie jak madzialena chyba bym tak nie wyrobiła…

  4. ds: nie wiem. w sumie kobieta wyksztalcona, po filologii francuskiej, pracuje jako tlumaczka live.
    Bardzo dziwna jak na moje standardy, nie potrafilam z nia zlapac kontaktu – z reszta rodziny bez problemu.
    Ale to drugie dziecko chyba z wpadki, z tego co wiem nie planowali nastepnego tak szybko….

    Aha, oboje z mezem pracuja, roczna corka codziennie w zlobku.

    Aneta, Madzialena: no, to bylo juz na granicy mojej wytrzymalosci.
    Dobrze, ze moglam samotnie sie oddalic i pospacerowac nad oceanem – inaczej bym chyba zwariowala. Pojechalam wylacznie dlatego, ze czcigodny bardzo nalegal.
    Sama ze siebie w ogole nie planowalam, a nawet odrzucalo mnie na kilometr.

    Dobrze sie wyrwac, ale nastepne wakacje prawdopodobnie beda z plecakiem i namiotem wysoko w gorach Sierra.
    Troje doroslych, cisza i spokoj. Plus aktywnosc fizyczna. Tydzien nic nie robienia i zarcia niezwyklego jak dla mnie i juz pare funtow znowu przybylo :(

  5. Co Ty Nina, super wakacje mialas! Ja potraktowala bym je jako doswiadczenie, rewelacje! No i Czcigodniego rodzenstwo brzmi jak super fun!

  6. AW: no to tak je potraktowalam, rodzenstwo rzeczywiscie stanowilo bardzo wielki plus, niemniej jednak doceniam powrot na wlasne smiecie ;)

  7. Ciesze sie, ze wrocilas i ze sie dobrze bawilas! Nudno w tym internecie bylo bez nowych postow ma Twoim blogu :)

    Acha, i ciesz sie, ze chociaz w jednym pokoju moglas z lubym spac. Ja u rodziny mojego bf mam spac w swojej wlasnej prywatnej sypialni, ktora chyba co wiecej bedzie nawet na innym pietrze niz sypialnia bf. A nawet jest rozwazana opcja, ze moze mam spac w innym domu, bo to wstyd na cale osiedle, zeby tak goscic dziewczyne syna przed slubem u siebie w domu :)

  8. monsun: milo slyszec :-P

    Rodzina twojego bf mieszka w USA czy moze w Indiach? Bo jak na USA to dosc niezwykle zwyczaje bylyby…

  9. To ja musze powiedziec ze wizyty u mojego Tescia to heaven!!! Mieszkanie wysprzatane, dziadek super do tego stopnia ze ja sobie zartuje ze gdybym poznala ojca wczesniej to zostalabym Macocha Wspanialego. Wrecz uwielbiam jezdzic do niego w odwiedziny. Zadnych przymusow kazdy robi co chce.

  10. stardust: to no kurde, masz EKSTRA!!!

  11. Rodzice bf sie kilka lat temu przeprowadzili do Indii i cos sie zdaje, ze juz sie zdazyli z powrotem dostosowac do tamtejszych zwyczajow. Bedzie interesujaco :)

  12. monsun: ano bedzie interesujaco. czekam na relacje i zdjecia :)


Dodaj komentarz

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

Kategorie

Obserwuj

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.

Join 103 other followers

%d bloggers like this: