ale zgasla ona.
w firmie naszej mamy gowniany niebiansko software do zarzadzania projektami. Ma to niby byc soft przyjazny procesowi “agile” a my ponoc jestesmy firma co to w takim trybie pracuje (hehehe).
Problem polega jednak na tym, ze firma duza, ma biura w roznych krajach i roznych strefach czasowych (m. in. w Indiach), rownoczesnie development odbywa sie w co najmniej paru jak nie parunastu roznych projektach. To wszystko potem jakos musi byc zintegrowane no i okazuje sie, ze nie jest, bo nie wie prawica co robi lewica.
Ow przeslawny soft nadaje sie wlasciwie tylko do jednego: produkowania slicniutkich grafow, statystyk, kolorowanek i innych pierdol dla kieruwnictwa pod warunkiem wszakze, ze ktos bedzie dane wpisywal do tego syfu.
Tu nastepuje zgrzyt albowiem ani programistom ani QA danych sie wpisywac nie chce, zwlaszcza ze system wolny jak krowa, co i raz albo pada albo sie zawiesza.. no i klikanie 300 razy zeby dodac 70 roznych items a potem je codziennie updatowac przekracza cierpliwosc nawet indianina i osla, a co dopiero normalnych ludzi.
System nie jest darmowy, trzeba za niego placic licencje a co.
Nadzieja wstapila w ma dusze gdy kieruwnictwo urodzilo projekt pt. XYZ majacy przeprowadzic sledztwo i pokazac jak wygenerowac oszczednosci. Trzeba im oddac, ze zespol skompletowali z pracownikow firmy, nie wynajmujac firmy konsultingowej (chwala im za to).
Niestety, w zespole znalazl sie moj uposledzony na umysle szef. Panowie przeprowadzali wywiady z roznymi pracownikami, w tym ze mna. Poruszylam pare kwestii, w tym Gownianego Softu. Pan sie zgodzil, ze cala firma narzeka, ja rzucilam pomysl, ze skoro nikt tego nie uzywa to moze przestaniemy placic licencje i znajdziemy sobie darmowej opensource oprogramowanie. Taniej bedzie, a jak sie wszyscy uciesza.
Najbardziej cieszylam sie ja, ale krotko.
Wczoraj oznajmiono co nastepuje:
przyjezdza z firmy X (producent Gownianego Softu) PRZEDSTAWICIEL, ktory bedzie uczyl wszystkich, jak z systemu nalezy korzystac. Bo otoz odkryl on, ze my wszyscy go ZLE uzywamy. W skrocie nasz proces, to co robimy i tak dalej nie pasuje do systemu,a system nie zostal stworzony do takiej pracy….
Prywatnie, w kuluarach pracownik ten powiedzial, ze to nigdy nie bedzie dzialac tak jak chcemy. Ale co mial powiedziec oficjalnie? Wiadomo, ze bedzie banialuki wymyslal bo przeciez premie mu placa od kazdego klienta, tak?
A te kretyny uwierzyly, najbardziej zas moj szef.
Wobec czego od dzisiaj klikam klikam az mi zeby dzwonia… i musze RECZNIE wpisac ilosc godzin pt “detailed estimate” “done” i “to do” bo genialny system sam tego oczywiscie nie kalkuluje. I tak codzien. zeby tabelki ladnie wygladaly.
Dzis po glowie plasal mi sie pomysl pt. kupuje wielka proce i jak Uposledzony na Umysle Szef wroci, bede strzelac w dupe z kamieni przydroznych.
Ah.
Co, pomarzyc nie mozna?