Posted by: futrzak | lipiec 22, 2008

Mialam nadzieje

ale zgasla ona.

w firmie naszej mamy gowniany niebiansko software do zarzadzania projektami. Ma to niby byc soft przyjazny procesowi “agile” a my ponoc jestesmy firma co to w takim trybie pracuje (hehehe).
Problem polega jednak na tym, ze firma duza, ma biura w roznych krajach i roznych strefach czasowych (m. in. w Indiach), rownoczesnie development odbywa sie w co najmniej paru jak nie parunastu roznych projektach. To wszystko potem jakos musi byc zintegrowane no i okazuje sie, ze nie jest, bo nie wie prawica co robi lewica.

Ow przeslawny soft nadaje sie wlasciwie tylko do jednego: produkowania slicniutkich grafow, statystyk, kolorowanek i innych pierdol dla kieruwnictwa pod warunkiem wszakze, ze ktos bedzie dane wpisywal do tego syfu.

Tu nastepuje zgrzyt albowiem ani programistom ani QA danych sie wpisywac nie chce, zwlaszcza ze system wolny jak krowa, co i raz albo pada albo sie zawiesza.. no i klikanie 300 razy zeby dodac 70 roznych items a potem je codziennie updatowac przekracza cierpliwosc nawet indianina i osla, a co dopiero normalnych ludzi.

System nie jest darmowy, trzeba za niego placic licencje a co.

Nadzieja wstapila w ma dusze gdy kieruwnictwo urodzilo projekt pt. XYZ majacy przeprowadzic sledztwo i pokazac jak wygenerowac oszczednosci. Trzeba im oddac, ze zespol skompletowali z pracownikow firmy, nie wynajmujac firmy konsultingowej (chwala im za to).
Niestety, w zespole znalazl sie moj uposledzony na umysle szef. Panowie przeprowadzali wywiady z roznymi pracownikami, w tym ze mna. Poruszylam pare kwestii, w tym Gownianego Softu. Pan sie zgodzil, ze cala firma narzeka, ja rzucilam pomysl, ze skoro nikt tego nie uzywa to moze przestaniemy placic licencje i znajdziemy sobie darmowej opensource oprogramowanie. Taniej bedzie, a jak sie wszyscy uciesza.

Najbardziej cieszylam sie ja, ale krotko.
Wczoraj oznajmiono co nastepuje:
przyjezdza z firmy X (producent Gownianego Softu) PRZEDSTAWICIEL, ktory bedzie uczyl wszystkich, jak z systemu nalezy korzystac. Bo otoz odkryl on, ze my wszyscy go ZLE uzywamy. W skrocie nasz proces, to co robimy i tak dalej nie pasuje do systemu,a system nie zostal stworzony do takiej pracy….

Prywatnie, w kuluarach pracownik ten powiedzial, ze to nigdy nie bedzie dzialac tak jak chcemy. Ale co mial powiedziec oficjalnie? Wiadomo, ze bedzie banialuki wymyslal bo przeciez premie mu placa od kazdego klienta, tak?

A te kretyny uwierzyly, najbardziej zas moj szef.

Wobec czego od dzisiaj klikam klikam az mi zeby dzwonia… i musze RECZNIE wpisac ilosc godzin pt “detailed estimate” “done” i “to do” bo genialny system sam tego oczywiscie nie kalkuluje. I tak codzien. zeby tabelki ladnie wygladaly.

Dzis po glowie plasal mi sie pomysl pt. kupuje wielka proce i jak Uposledzony na Umysle Szef wroci, bede strzelac w dupe z kamieni przydroznych.

Ah.
Co, pomarzyc nie mozna?

Odpowiedzi

Czyzby to byl Microsoft Project?

Aneta: alez skad. MS Project urasta w porownaniu do Gownianego Softu do rozwiazania calkiem dzialajacego oraz przyjemnego w uzyciu :)
I wiem co mowie, bo MS Projectu tez kiedys uzywalam…

Pocieszę Cię, że nawet w mniejszych firmach są podobne cyrki w temacie systemów do zarządzania ;)
1000h bullshitu na różnych meetingach a później i tak wybrany crap do niczego się nie nadaje :)

Alkud: a bo kurde ludziom sie wydaje, ze znajda se magiczny program ktory ZA NICH bedzie ZARZADZAL ludzmi, projektem, dzialem i tak dalej. A tu ni ma tak. Jesli ktokolwiek majacy zarzadzac czymkolwiek nie ma do tego talentu, serca i zdolnosci to NIC mu nie pomoze.

widzialam ja rozne kursy “zarzadzania”. Ludziom sie wydaje, ze opanuja formulki i schematy dzialania i luzik, juz sie nauczyli.
Potem w praktyce to sie wszystko rozpada i g. wychodzi, bo praktyka nigdy w pelni nie przystaje do teorii wykladanej na kursach, a ci durni kursanci swiecie wierza, ze jak praktyka niepasuje, to tym gorzej dla praktyki….

Paranoja normalnie.

Kiedys dawno kiedy pracowalam w Polsce zarzadzajac cala redakcja i wydawnictwem, nie mialam zadnych magicznych programow. Ot wszystko w glowie bylo i ewentualnie w notesie (ten sie przydawal do zaznaczania spotkan) plus kalndarz.
I tyle.

Problemem jest zazwyczaj kadra zarządzająca która 1) zazwyczaj g… wie 2) najwięcej zarabia 3) z powodu pkt 1 + 2 musi się czymś wykazać… tabelkami, laniem wody na spotkaniach, nowymi ISSUES (czyli kolejnymi pierdołami do obgadywania przez kolejne tygodnie) i tak dalej… CIA w latach 50ych miało podręcznik n/t sabotowania firm - jak niedawno go opublikowano, to wyszło, że większość managerów się stosuje do zawartych w nim rad ;)

Alkud: i trzeba dopiero kogos z jajami, na odpowiednio wysokim stanowisku, zeby to cale talatajstwo rozpedzil.

Ale to mało prawdopodobne :) Prędzej taka osoba odejdzie i założy własną firmę…

Alkud. Zgadza sie. Widzialam taka kolej rzeczy nie raz.
W sumie to smutne, chcoiazby dlatego ze startupy placa gownianie….

amen.

wodki wam dac :)

Futrzak: i tu leży pies pogrzebany ;) Ciepła korporacyjna posadka albo ryzyko… A mając ileś tam lat trzeba mieć jakąś stabilizacje, soo…

Alkud: tu juz nawet nie chodzi o stabilizacje. W mojej obecnej sytuacji to bylby wybor: musze sprzedac chalupe, bo nie byloby mnie stac splacac rat.
A potem jesli biznes sie nie uda jestem z gola dupa dokladnie tam, gdzie bylam 8 lat temu. Wiec kurwa bardzo ale to bardzo niefajnie.

Ja juz zdazylam byc w dwoch startupach, ktore biznesu wielkiego nie zrobily, takze podejscie mam nieco z dystansu.
Nie zostaje mi nic innego jak przyzwyczaic sie do debilizmow dnia codziennego i je zaakceptowac. Ale jakos mi srednio ta akceptacja idzie…

Futrzak: więc trzeba być jak buddyści z Azji - biedni, ale szczęśliwi ;) tylko spokój umysłu ochroni przed korporacyjna rzeczywistością :))) swoją drogą szkoda, że nie ma żadnych pigułek dających efekt a’la oświecenie ;)

Leave a response

Twoja odpowiedź:

Kategorie